Od kiedy muzyka jest twoją pasją?
Pamiętam, że muzyka po raz pierwszy mnie „zelektryzowała”, kiedy mój starszy brat pożyczył od kogoś kasetę z nagranym utworem zespołu Europe „The final countdown” (śmiech). Miałem wówczas 7, może 8 lat. Pamiętam, że kawałek tyle razy odtworzyliśmy, że w pewnym momencie kaseta odmówiła posłuszeństwa.
Wtedy już wiedziałeś, że będziesz muzykiem?
Plany przez duże P pojawiły się dopiero kilka lat później – głównie w połowie lat 90-tych, kiedy zakładałem swoje pierwsze zespoły, początkowo grając jedynie na gitarze. Wówczas były też pierwsze koncerty, pierwsze nagrania tzw „demówek” w przyszkolnym studio nagrań i pierwsze marzenia, że muzyka może stać się moim pomysłem na życie. Tym bardziej, że był to okres, kiedy miałem możliwość chodzić na wiele koncertów światowych gwiazd (mieszkałem wówczas w Niemczech). Nigdy nie zapomnę koncertu Stinga – faceta w t-shircie, z gitarą basową, który zarządzał 30-stotysięcznym tłumem. Wówczas w głowie nastolatka zrodził się plan przez wielkie P, że też tak by chciał…



Jak rodzina zareagowała na fakt, że spokojnie dotychczas żyjący sobie mąż i ojciec z dnia na dzień nagle stał się artystą (śmiech)?



