W twoim domu odbywały się próby grającego country i folk irlandzki zespołu T.Band, w którym na skrzypcach grał twój tato Paweł Jastrzębski. Czy można powiedzieć, że już od dziecka byłaś skazana na fokową nutę?
Trochę tak (śmiech). Ale zawsze podobała mi się muzyka i atmosfera, która panowała na tych próbach. Często też dołączałam i jako mały dzieciak grałam na marakasach czy innych przeszkadzajkach – do dzisiaj folk i akustyczne instrumenty kojarzą mi się ze szczęśliwym dzieciństwem.
Czy twoje pierwsze lekcje gry na gitarze u Mirosława Łączyńskiego oraz zajęcia wokalne u Agaty Wrońskiej wniknęły z potrzeby serca, czy były częścią wielkiego rodzinnego planu (śmiech)?





