Paweł Bobołowicz jest obecnie we Lwowie, gdzie siedzi wraz z Andrijem Bołkunem, szefem służby patronackiej gubernatora Obwodu Lwowskiego, w kawiarni przy ul. Teatralnej. Korespondent opowiada w kilku słowach o okolicy, w jakiej się znajdują. Tutaj znajduje się, obecnie grekokatolicki, kościół św. Piotra i Pawła, gdzie żegna się ukraińskich żołnierzy „którzy zginęli wojnie przeciw rosyjskiemu okupantowi”. Tu jest także budynek dawnego Kolegium Jezuickie, w którym, jak przypomina tablica, uczył się Bohdan Chmielnicki, mimo swego prawosławnego wyznania. Bobołowicz dodaje, że uczniem Kolegium był także książę Jeremi Wiśniowiecki.
Jestem dziennikarzem i analitykiem. Średnia wieku u nas w urzędzie wojewódzkim wynosi 30 lat. To bardzo młody zespół. […] To są ludzie, którzy nie pamiętają Związku Radzieckiego, ludzie nowej generacji, którzy nie znają starych układów partyjnych. Większość z nich studiowała w Europie, znają po kilka języków obcych.
Rozmówca naszego korespondenta od niedawna jest szefem gabinetu gubernatora lwowskiego. Od momentu, kiedy pracują tam nowi urzędnicy, którzy, jak mówi Bołkun, „myślą po europejsku”, można zauważyć zmianę charakteru pracy urzędu lwowskiego gubernatora. Albowiem młoda kadra odchodzi od standardów radzieckich, a wprowadza zachodnie.
Cmentarz [Orląt Lwowskich — przyp. red.] jest na miejscu. Codziennie odwiedzają go tysiące turystów z Polski i Ukrainy. Cmentarz jest w opiece raczej rady miejskiej niż urzędu wojewódzkiego.



