Kijów. W środę w nocy pod siedzibą ukraińskiej telewizji Espreso eksplodował ładunek wybuchowy. W wyniku eksplozji został ranny deputowany Rady Najwyższej Ihor Mosijczuk i politolog Witalij Bała. W wyniku odniesionych ran zmarli ochroniarz deputowanego i jeszcze jedna osoba. Ranni znajdują się w szpitalu, a deputowany był operowany.
Ładunek eksplodował w momencie, gdy Mosijczuk i Bała po wystąpieniu w programie telewizyjnym opuszczali budynek mieszkalny, w którym mieści się też studio Espreso.tv. Według komentatorów był to zamach wymierzony w deputowanego Ihora Mosijczuka. Ładunek prawdopodobnie był podłożony w motocyklu pozostawionym przed budynkiem i został odpalony drogą radiową.
Według informacji opublikowanych na profilu społecznościowym deputowanego Ihor Mosiczuk przeszedł operację, która zakończyła się sukcesem.
Mosijczuk przekazał też oświadczenie, w którym stwierdził, że zamach został zlecony w Moskwie, ale jego wykonawcami były osoby z Kijowa i nie wykluczył, że mogły to być osoby, jak to określił, „ze środowiska patriotycznego” . Deputowany podkreślił, że przeżył dzięki ochroniarzowi, który zresztą był dawniej berkutowcem – jak to napisał Mosijczuk: „w 2013 roku stał po innej stronie, a wczoraj zginał, broniąc ukraińskiego nacjonalisty”. [related id=42452]


