– Tu hodują róże – powiedział Fernando, z którym jechałem do Otavalo. Miałem nocować u jego córki w Quito (znalazłem nocleg przez portal Couchsurfing.com), ale zmarła jej babcia ze strony mamy i rodzina zjechała się do domu. Ojciec przywiózł jej brata, a sam wracał do Cotacachi. Zabrał mnie ze sobą na północ.
Mówiliśmy po francusku. Fernando żył przez lata w Szwajcarii i Belgii. Angielskiego używał tylko do kontaktów z klientami z USA – był architektem – którzy wybrali senne Coatacachi na miejsce emerytury.
– Ile kosztuje róża w Polsce?
– Około dolara – odpowiedziałem.









