– W parlamencie jestem w Komisji Sprawiedliwości, czyli tej, która przez ostatnie dwa lata pracowała najwięcej – powiedziała posłanka PiS Ewa Filipiak, która wierzy głęboko, że praca tej komisji nie pójdzie na marne.
– Awantury na Komisji Sprawiedliwości są normą. Bardzo trudno przewodniczącemu Stanisławowi Piotrowiczowi nad tym wszystkim zapanować, ale wywiązuje się ze swej roli doskonale – powiedziała pytana o wielką awanturę, jaka miała miejsce podczas uchwalania ustaw reformujących sądownictwo w Polsce w ubiegłym miesiącu.
Jej zdaniem przewodniczący Komisji Sprawiedliwości jest „obrażany non stop”, a skala „arogancji i obrazy jest dla mnie nie do pojęcia” – wyznała posłanka PiS, która jako burmistrz również była przedmiotem różnych chamskich niekiedy i niewybrednych ataków, ale „to, z czym ma tam do czynienia, przechodzi ludzkie wyobrażenia”. Jej zdaniem zachowanie agresywne posłów opozycji było nie do przyjęcia.
– To jest dla mnie szczególnie przykre – powiedziała, gdy redaktor Gadowski przypomniał, że swoją rolę w tej awanturze sejmowej odegrali posłowie z Małopolski. Zwłaszcza, że znała od lat posła Mejsztowicza (był wicewojewodą małopolskim) i posła Marka Sowę (były marszałek sejmiku Małopolskiego), a także posła Borysa Budkę, który w sprawach związanych z reformą wymiaru sprawiedliwości odgrywa czołową rolę. Była zdumiona zachowaniem posła Sowy, bowiem do tej pory zawsze umiał się zachować.




