Witold Soiński urodził się w Augustowie. Został wraz z rodziną zesłany przez Sowietów do Kazachstanu. Po powrocie do Polski w czasach PRL był działaczem opozycyjnym, uczestniczył w strajkach w Stoczni Szczecińskiej w 1970 r., a w latach 80. działał w Solidarności. Opowiedział Radiu WNET o swoich przeżyciach.
W pierwszej części Poranka Witold Soiński mówił o wywózce z Polski i trudnych początkach życia w Kazachstanie. Podkreślił, że sam tego nie pamięta, jednak zna dokładnie z opowieści matki, babki i prababki. W 1940 roku ich dom został otoczony przez żołnierzy, którzy dali im 15 minut na pozbieranie rzeczy. Dzięki babce, która biegle władała językiem rosyjskim, udało się przekonać Rosjan, aby dali więcej czasu na spakowanie. Żołnierze poradzili też, żeby zabrali jak najwięcej ciepłych ubrań.
Wywiezieni z dworca w Augustowie w kwietniu, podróżowali sześć tygodni w bydlęcych wagonach po Rosji sowieckiej, aż trafili do północnego Kazachstanu. Jako zesłańcy dostali polecenie wybudowania sobie osiedla na stepie, co było dla nich niewykonalne, ponieważ pośród nich były prawie same kobiety z dziećmi i starcami. Ostatecznie w początkowym okresie zsyłki zamieszkali u kazachskiej rodziny.
Dzięki dokumentom przywiezionym z Polski matka Witolda Soińskiego otrzymała pracę jako dentystka. Pozwoliło to poprawić byt rodziny, ponieważ miała dostęp do spirytusu, za który „można było wszystko dostać”. Wymieniała go na cebulę i czosnek, który kazała dzieciom jeść, co uchroniło je od szkorbutu.




