Pierwszą historią opowiedzianą dzisiaj przez Pawła Bobołowicza, naszego korespondenta na Ukrainie, była niemiła przygoda polskich fotoreporterów, którzy zgodnie z obowiązującą na Ukrainie procedurą zwrócili się do odpowiednich służb o akredytację niezbędną, aby móc przebywać w strefie tzw. operacji antyterrorystycznej, czyli na terenie, gdzie toczą się działania wojskowe między Ukrainą i Rosją. Akredytację takową można odebrać w Kijowie albo w Kramatorsku. Dziennikarze poprosili o pomoc Pawła Bobołowicza, ponieważ po wstępnej weryfikacji przez Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy, nie mogli skontaktować się ukraińskim ministerstwem obrony, które wydaje dokumenty.
– Udało mi się dodzwonić. Zacząłem rozmawiać z panią, która zajmuje się akredytacjami i dowiedziałem, że nie ma możliwości, żeby takie akredytacje odebrać w Kijowie, ponieważ zepsuła się drukarka – opowiadał Paweł Bobołowicz.
Paweł Bobołowicz, odesłany w związku z tym do placówki w Kramatorsku, starał się z nią skontaktować, również bezskutecznie: – Opisałem tę sytuację na Facebooku i rozwiązała się, ale dopiero po interwencji rzecznika tzw. administracji wojskowej w obwodzie donieckim.



