Według dyrektora Biblioteki Narodowej Tomasza Makowskiego, warto zwrócić uwagę na sformułowania, jakich używamy, informując o czytelnictwie. Mówienie o „kryzysie czytelnictwa” sugeruje, że kiedyś z czytaniem było dobrze, teraz się pogorszyło, a faktycznie nigdy dobrze nie było.
– To były krótkie okresy, jak początek lat 90., kiedy rzeczywiście czytano dużo, ale nie jest tak, że w XIX wieku, w latach dwudziestych, trzydziestych XX wieku intensywnie czytano. Nie jest też tak, że powszechnie czytano w okresie PRL-u. Czytano więcej, dlatego, że jedynym miejscem informacji była książka, a nie Internet. Ale ta grupa, która czytała dla przyjemności, która sięgała po lektury, nigdy duża nie była, dlatego warto zmienić język, ponieważ automatycznie obarczamy rynek komercyjny, Internet winą za spadek czytelnictwa. A ten spadek nie był faktycznym spadkiem – ten procent (czytających) nigdy nie był wysoki – powiedział Makowski.
[related id=”8445″]
– Najmniej czytają ci, którzy mają 50, 60 czy 70 lat, czyli ci, którzy byli wychowani przed erą internetową, przed rynkiem komercyjnym, którzy teoretycznie zwyczaje czytelnicze powinni wynieść ze szkoły czy z domu. Najwięcej czytają młodzi.




