„Nic na mnie nie macie”: luzacki styl przesłuchiwanego Tuska kojarzy mi się z klasycznymi scenami w filmach kryminalnych

Według posła Brejzy funkcja premiera Rzeczpospolitej Polskiej jest chyba najlepszą posadą na świecie: można nic nie robić, za nic nie odpowiadać, brać pieniądze i jeszcze oskarżać wszystkich naokoło.

Zbigniew Kopczyński

Całe to przesłuchanie utwierdziło nas w przekonaniu o papierowym premierze państwa z tektury. Może coś tam wiedział, ale cóż on mógł? Premier wiedział, że Amber Gold to lipa, ABW wiedziała już, że to piramida, a OLT służy do zniszczenia LOT-u i wyprowadzania pieniędzy; wiedziała, że Marcin P. wywozi mnóstwo gotówki – i nie zrobiono dosłownie nic. Pozwolono, by tysiące Polaków straciły swój majątek, by zatarto ślady i wywieziono pieniądze. Biernie obserwowano rozwój oszukańczego biznesu prowadzonego przez wielokrotnie przestępcę, działalność linii lotniczej niespełniającej warunków zezwolenia. Państwo okazało się zupełnie teoretyczne – to akurat celne spostrzeżenie byłego ministra Sienkiewicza.

Donald Tusk usiłował zdeprymować poseł Wassermann, przypominając ciągle afery Getback-u i SKOK-ów. Afery, które wyszły na jaw w czasach rządu PiS-u. Nie rozumiał czy nie chciał zrozumieć, a najpewniej chciał, żeby słuchający nie zrozumieli, że chodzi o coś zupełnie innego.

Afery i oszustwa zdarzały się, zdarzają i będą się zdarzać bez względu na to, kto rządzi Polską czy jakimkolwiek innym krajem. Mieliśmy – sięgając dalej w przeszłość – Bezpieczną Kasę Oszczędności, Art-B, afery hazardowe czy Rywina. Najnowsza afera, czyli Komisji Nadzoru Finansowego, wybuchła już po tym przesłuchaniu. Różnica polega na czym innym.

Sednem sprawy jest zachowanie się państwa wobec tych afer i to poseł Wasserman bardzo celnie i krótko wytłumaczyła przesłuchiwanemu.

Ludzie podejrzani w sprawie afery GetBack-u już od dłuższego czasu siedzą, aresztowani krótko po odkryciu afery. Wprawdzie źle się stało, że CBA weszło do biura przewodniczącego KNF już po jego powrocie, ale mówimy tutaj o godzinach, a nie – jak wypadku Amber Gold – o latach, w czasie których rządzący zachowywali się tak, jakby nic się nie działo.

Kwestię „teoretycznego państwa” podsumowała w swojej konferencji prasowej przewodnicząca komisji, przedstawiając kalendarium wydarzeń. Krótko, zwięźle i trafione w punkt. Kalendarium stworzone zostało tylko i wyłącznie na podstawie zeznań świadków i, przede wszystkim, oficjalnych dokumentów, z którymi mogła zapoznać się komisja. Jeśli ktoś przeczyta lub odsłucha to kalendarium, nie powinien mieć żadnych wątpliwości jak działało państwo Platformy Obywatelskiej i jak pracował dla Rzeczypospolitej premier Donald Tusk. (…)

Granice absurdu przekroczył poseł Brejza, szukając – deklaratywnie – winy Tuska i w związku z tym pytając go, czy był prokuratorem, funkcjonariuszem ABW, członkiem Komisji Nadzoru Finansowego i tak dalej, i tak dalej. A ponieważ nie był, poseł wyciągnął prosty wniosek o całkowitej niewinności premiera. Z tej kuriozalnej wypowiedzi wynika, że – według posła Brejzy – funkcja premiera Rzeczpospolitej Polskiej jest chyba najlepszą posadą na świecie: można nic nie robić, za nic nie odpowiadać, brać pieniądze i jeszcze oskarżać wszystkich naokoło.

Poseł Brejza prawdopodobnie nie zrozumiał, że wbrew swoim intencjom pogrążył Donalda Tuska, ponieważ rolą premiera nie jest prowadzenie śledztwa, ale nadzorowanie działania instytucji, do których nadzorowania jest konstytucyjnie zobowiązany. A tego Donald Tusk w najmniejszym stopniu nie wykonał.

Cały artykuł Zbigniewa Kopczyńskiego pt. „Po przesłuchaniu Tuska” znajduje się na s. 8 styczniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 55/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Zbigniewa Kopczyńskiego pt. „Po przesłuchaniu Tuska” na s. 6 styczniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 55/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Wyniki wyborów do parlamentu krajowego w Bawarii to szok dla elit politycznych UE, a ostrzeżenie dla rządzących w Polsce

Rządzący dopóty będą mieć zaufanie wyborców, dopóki będą oni widzieć dążenie do realizacji obietnic i to, że dla polityków dobro kraju ważniejsze jest od interesu osobistego i partyjnego.

Zbigniew Kopczyński

Wyniki wyborów do parlamentu krajowego w Bawarii to wstrząs dla elit politycznych nie tylko Bawarii i Niemiec – to szok dla całej Unii. Szok, bo żyjący w brukselskim akwarium od dawna utracili kontakt z rzeczywistością.

Wyborcy dokonali pogromu partii współtworzących rządzącą na szczeblu federalnym wielką koalicję. CSU straciła dziesięć procent wyborców i możliwość samodzielnego rządzenia Bawarią, do czego zdążyła się już przyzwyczaić. Ilość wyborców SPD spadła o połowę, wskutek czego socjaliści stanowią dopiero piątą siłę w bawarskim Landtagu po CSU, Zielonych, Wolnych Wyborcach i Alternatywie dla Niemiec.

Wśród wielu komentarzy, jakie usłyszałem dzień po wyborach, jeden wydał mi się wyjątkowo trafny i może również służyć do opisu sytuacji w Polsce oraz jako memento dla wszystkich polityków, szczególnie tych rządzących.

Otóż największy sukces odniosły dwie partie: Zieloni i Alternatywa dla Niemiec. Partie różniące się we wszystkim oprócz jednego: są bardzo wyraziste i konsekwentnie dążą do realizacji głoszonych przez siebie programów, nie godząc się na zbyt daleko idące kompromisy.

Potwierdzeniem tej tezy są powyborcze wypowiedzi czołowych polityków najbardziej przegranych partii: demokratów, nazywających się chrześcijańskimi, i socjalistów. Zgodnie stwierdzili, że zaszkodziła im wielka koalicja na szczeblu federalnym, dzięki której wyborcy przestali rozróżniać między nimi. Pani kanclerka wyraziła nawet żal, że nie doszła do skutku koalicja jamajska, czyli sojusz nominalnie chrześcijańskich demokratów, liberałów i Zielonych.

Koalicja ta nie mogła zaistnieć, gdyż postulaty głoszone przez liderów FDP i Zielonych były nie do pogodzenia. Jednak w przeciwieństwie do swych niedoszłych koalicjantów, kanclerka gotowa była realizować program obu koalicjantów równocześnie, byle utrzymać się przy władzy. Wyborcy w Bawarii wystawili za to rachunek.

Przechodząc na polski grunt, można łatwo wytłumaczyć utrzymujące się, wysokie notowania Prawa i Sprawiedliwości. Przy wszystkich błędach, niezręcznościach i pomyłkach partia ta stara się nie odchodzić od programu reformowania państwa, jaki obiecała wyborcom. I jest to również ostrzeżenie dla rządzących: dopóty będą mieć zaufanie wyborców, dopóki będą oni widzieć dążenie do realizacji obietnic, a przede wszystkim, jeśli widzieć będą, że dla polityków dobro kraju ważniejsze jest od interesu osobistego i partyjnego.

Z tym ostatnim zawsze jest największy problem dla rządzących. Sprawowanie władzy rodzi wiele pokus, a uleganie im to droga po równi pochyłej.

Wyborcy mogą dać się omamić pięknymi słowami przed wyborami, jednak realizację tych pięknych wizji potrafią już trzeźwo ocenić, o czym świadczy przypadek nie tylko SPD i CDU/CSU, ale i wielu ugrupowań rządzących już naszym krajem.

Artykuł Zbigniewa Kopczyńskiego pt. „Bawarskie wybory” znajduje się na s. 2 listopadowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 53/2018.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Dzięki prenumeracie na www.kurierwnet.pl otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu w cenie 4,5 zł.

Artykuł Zbigniewa Kopczyńskiego pt. „Bawarskie wybory” na s. 2 listopadowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 53/2018

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Tolerancja dla wszystkich! Tymczasem tęczowy piątek organizowany był pod hasłem tolerancji tylko dla osób LBGT…

Nie powinniśmy dłużej dopuszczać do wykluczania innych mniejszości i następny tęczowy piątek powinien być poświęcony walce o tolerancję nie tylko dla czterech liter, lecz dla całego alfabetu.

Zbigniew Kopczyński

Tęczowy piątek organizowany był pod hasłem tolerancji dla osób LBGT. Gdy rozszyfrowałem, co kryje się za tymi czterema literami, doszedłem do zaskakującego wniosku: tęczowy piątek, koncentrując się na czterech specyficznych grupach, jest przejawem skrajnej nietolerancji, wykluczającej wiele innych mniejszości! Różnych odmieńców, dziwadeł czy osób, które niekoniecznie z własnej winy mają problemy z własną psyche, jest znacznie więcej niż kryjących się pod wspomnianymi czterema literami. Nie powinniśmy dłużej dopuszczać do ich wykluczania i następny tęczowy piątek powinien być poświęcony walce o tolerancję nie tylko dla czterech liter, lecz dla całego alfabetu.

Poniżej moja propozycja listy tych, o których powinniśmy mówić w tęczowe piątki. Lista daleko niepełna i wymagająca wielu uzupełnień. Traktujmy ją więc jako zachętę do dyskusji.

A – anorektycy i alkoholicy
B – biseksualiści
C – cyklofrenicy i charakteropaci
D – dendrofile i debile
E – efebofile, ekshibicjoniści i erotomani
F – fetyszyści i fonofobi
G – geje i gerontofile
H – homoseksualiści, hipochondrycy, histerycy i hazardziści
I – interseksualiści, imbecyle i idioci
J – jarosze
K – kleptomani, klaustrofobi, kretyni i kazirodcy
L – lekomani, lunatycy i lesbijki
M – masochiści, maniacy i matoły
N – nerwicowcy, narkomani, narkolepcyty, nekrofile i nimfomanki
O – obsesjonaci i onaniści
P – pedofile, paranoicy, psychopaci, piromani i podglądacze
R – ruminaci
S – schizofrenicy, socjopaci i sadyści
T – transgendryci
U – upośledzeni i uzależnieni
W – wykolejeńcy i weganie
Y – yerbamateholicy
Z – zoofile i zakupoholicy

Tolerancja musi być dla wszystkich. Nie może być tak, że jeśli Jasiu poczuje się Małgosią, spotyka się z uznaniem dla wolnego wyboru swojej płci, pełnym zrozumieniem i może zostać celebrytką, natomiast gdy tenże Jasiu poczuje się Napoleonem lub synem Boga, jego wolność wyboru osobowości jest brutalnie tłumiona i przemocą poddaje się go leczeniu, a nawet zamyka w oddziale zamkniętym.

W walce o tolerancję dużo jeszcze mamy do zrobienia, nie tylko w zacofanej Polsce, lecz również w Unii Europejskiej i całym postępowym świecie.

Artykuł Zbigniewa Kopczyńskiego pt. „Tolerancja dla wszystkich!” znajduje się na s. 6 listopadowego „Kuriera WNET” nr 53/2018.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Dzięki prenumeracie na www.kurierwnet.pl otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu w cenie 4,5 zł.

Artykuł Zbigniewa Kopczyńskiego pt. „Tolerancja dla wszystkich!” na stronie 6 listopadowego „Kuriera WNET”, nr 53/2018

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Na naszych oczach rzeczywistością staje się konsekwencja wprowadzania wielokulturowości w krajach Europy Zachodniej

Zalewający Niemcy muzułmanie, świadomie czy nie, przystępują do realizacji projektu, o jakim myśleli niektórzy liderzy koalicji antyhitlerowskiej, czyli „ostatecznego rozwiązania kwestii niemieckiej”.

Zbigniew Kopczyński

Spacerując niedawno po centrum Wiesbaden – do niedawna jednego z najbardziej prestiżowych i drogich miast w Niemczech – poczułem się jak w wielkim, turystycznym mieście Bliskiego Wschodu. Wśród niespodziewanie dużej ilości charakterystycznie ubranych arabskich kobiet rdzenni mieszkańcy sprawiali wrażenie turystów. Tym bardziej, że Arabowie spacerowali zwykle z gromadką dzieci, a Niemcy solo.

Nie wyglądało to jeszcze tak, jak w parku w angielskim Birmingham, gdzie wśród spacerowiczów nie sposób znaleźć Europejczyka, jednak porównanie wieku spacerujących w Wiesbaden Niemców i Arabów nie pozostawia wątpliwości, jak będzie to miasto wyglądać za dwadzieścia lat.

Już w ubiegłym roku w państwowych szkołach w Austrii naukę rozpoczęło więcej dzieci muzułmańskich niż katolickich. A w tym roku usłyszałem od rodziców z miasta na obrzeżach Zagłębia Ruhry, że przestali posyłać swoje córeczki do przedszkola, bo były jedynymi w grupie niemówiącymi po arabsku. (…)

Śmierć młodego człowieka, ugodzonego nożem przez muzułmańskich imigrantów, wywołała duże i gwałtowne demonstracje w saksońskiej Kamienicy. (…) Polityków i media ogarnęła fala przerażenia. Nie tragiczną śmiercią młodego człowieka, a reakcją na nią. Reporterzy prześcigali się w znajdywaniu inspiracji neonazistowskich, a komentatorzy zastanawiali się, skąd biorą się takie gwałtowne, ksenofobiczne reakcje i jak im zapobiegać.

Jako antidotum wymyślono i zrealizowano koncert. Nie wiem, czy liczono na to, że poruszeni artystycznym przekazem młodzi muzułmanie wyrzekną się przemocy i grzecznie zintegrują się z Niemcami, spożywając wspólnie piwo i wieprzowe kiełbaski, czy na to, że młodzi Niemcy spokojnie przyjmą rolę ofiar.

Efekt osiągnięto raczej średni. Kilka dni później w sąsiednim Anhalt – kolejna śmierć młodego człowieka po bójce z imigrantami. W pierwszych publicznych wypowiedziach miejscowe władze uspokajały i zapewniały, że są przygotowane i nie dopuszczą do… takich wystąpień, jak w Kamienicy. Wszystko zgodnie z obowiązującym schematem: obawa, by Niemcy nie zareagowali zbyt gwałtownie i ani słowa o przyczynach tych reakcji, czyli zachowaniu muzułmańskich imigrantów i bankructwie polityki multikulti. (…)

Wygląda na to, że zalewający Niemcy muzułmanie, świadomie czy nie, przystępują do realizacji projektu, o jakim myśleli co niektórzy liderzy koalicji antyhitlerowskiej, czyli „ostatecznego rozwiązania kwestii niemieckiej”.

Natomiast niemieckie władze i odpowiednie służby spełniają rolę analogiczną do tej, jaką w czasie ostatniej wojny spełniały Judenraty i Judenpolizei: pilnują, by ofiary bez sprzeciwu i ze zrozumieniem przyjęły swój los.

Cały artykuł Zbigniewa Kopczyńskiego pt. „Na Zachodzie zmiany” znajduje się na s. 2 październikowego „Kuriera WNET” nr 52/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Zbigniewa Kopczyńskiego pt. „Na Zachodzie zmiany” na s. 2 październikowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 52/2018, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Referendum konstytucyjnego nie będzie. Straciliśmy szansę na rzetelną dyskusję o tym, jaka powinna być Rzeczpospolita

I nie tylko Senat jest winny. Pytania przygotowane przez prezydenta jedynie w części dotyczyły kwestii zasadniczych, reszta była niepotrzebna, a nawet niebezpieczna, co podważało celowość referendum.

Zbigniew Kopczyński

Stracona szansa

To jednak była stracona szansa na rzetelną dyskusję o tym, jak powinna wyglądać Rzeczpospolita. Była szansa na wypowiedzenie się obywateli i rozstrzygnięcie najistotniejszych spraw. Byłoby naprawdę korzystne dla nas wszystkich, gdybyśmy mogli wypowiedzieć się w kluczowych dla państwa i dla naszego życia sprawach. Niestety ta szansa nie została nam dana. I nie tylko Senat jest winny. Pytania przygotowane przez prezydenta jedynie w części dotyczyły kwestii zasadniczych, reszta to pytania niepotrzebne, a nawet niebezpieczne. A to podważało celowość referendum.

Pytania dotyczące spraw socjalnych nie mają specjalnego sensu, ponieważ łatwo przewidzieć wynik głosowania, a regulacje w tej dziedzinie wynikają i powinny wynikać z bieżącej sytuacji i polityki konkretnego rządu.

Zapisy konstytucyjne dotyczące spraw socjalnych zwykle bywają tylko deklaracjami. Najlepszym przykładem jest zapis w obecnej konstytucji mówiący o zapewnieniu obywatelom przez państwo opieki zdrowotnej. Wiemy, że nie jest tak do końca, ponieważ żeby korzystać z tej opieki, trzeba być ubezpieczonym, czyli płacić składki ubezpieczeniowe albo mieć przez kogoś te składki płacone. Minister Radziwiłł usiłował to zmienić i zastosować dosłownie zapisy konstytucyjne. No, ale nie ma już ministra Radziwiłła, a zapis został. Praktyka też.

Podobnym przykładem jest ładnie brzmiący, a mało precyzyjny zapis w traktacie lizbońskim, czyli obecnej konstytucji Unii Europejskiej, w którym stoi, że Unia Europejska zapewnia wysoki poziom opieki zdrowotnej. Pytanie, które natychmiast ciśnie się na usta, to co to znaczy wysoki poziom? Wysoki w stosunku do poziomu obowiązującego w Stanach Zjednoczonych lub Niemczech, czy na przykład w Zimbabwe?

Sprawy polityki społecznej i gospodarczej i tak rozstrzygają się w wyborach, ponieważ partie w nich startujące mają różne pomysły na rozwiązanie tych kwestii i wyborcy mogą wtedy wybierać. Należy pozostawić rządzącym, aby dostosowali rozwiązania do bieżących nastrojów społecznych i bieżącej sytuacji gospodarczej. Niektóre rozwiązania mogą z czasem okazać się niepotrzebne lub mogą pojawić się nowe potrzeby, a zapisując je w konstytucji, ograniczamy po prostu możliwości dostosowania rozwiązań do potrzeb. Te potrzebne zmiany mogą być w przyszłości skutecznie blokowane skargami do Trybunału Konstytucyjnego poprzez powoływanie się na takie właśnie, deklaratywne zapisy w konstytucji.

Pytaniami niebezpiecznymi są pytania o przynależność do NATO i Unii Europejskiej. To powinno wynikać również z bieżącej polityki i sytuacji międzynarodowej. Sytuacja międzynarodowa może się zmienić i wtedy zostaniemy bez możliwości manewrowania, przywiązani do sojuszu czy organizacji, w których członkostwo może stać się kiedyś dla Polski niekorzystne.

Sojusznicy też mogą zmienić front, co zdarzało się w historii wielokrotnie. Dziś nastroje w Polsce są zdecydowanie pronatowskie i prounijne. Wynik „za” i wpisanie go do konstytucji zwiąże nam ręce w przyszłości, być może nawet niedalekiej.

Nie sposób tutaj nie wspomnieć, że mieliśmy w konstytucji, w okresie słusznie minionym, zapis dozgonnej przyjaźni z wielkim Związkiem Socjalistycznych Republik Radzieckich. Związek Sowiecki zniknął, a zapis w konstytucji dalej obowiązywał. Co więcej, istniał wtedy zapis o kierowniczej roli partii wyrzucanej właśnie na śmietnik historii. A mimo tego zapisu, partia ta przegrała wybory, została zmuszona oddać władzę i zakończyć „kierowniczą rolę”. Może dzisiejszym fanatycznym obrońcom konstytucji warto przypomnieć, że ich idole – twórcy okrągłostołowych porozumień – w sposób ostentacyjny łamali ówczesną konstytucję.

Zupełnie inaczej jest z kwestią nadrzędności prawa polskiego nad unijnym. W projekcie prezydenckim jest to tylko część pytania dotyczącego UE i NATO. To jednak sprawa tak ważna, że powinna stanowić osobny punkt referendum.

Powinniśmy rozstrzygnąć, czy chcemy, by obowiązywały nas tylko te regulacje unijne, które nie są sprzeczne z polskim prawem – tak jak zastrzegli to sobie Niemcy – czy chcemy, by w Brukseli decydowano o wszystkim.

Tu dochodzimy do pytań, które w referendum przedkonstytucyjnym należy zadać i które chciał zadać nam prezydent: uchwalenie nowej konstytucji, zwiększenie znaczenia referendum, wybór między systemem prezydenckim a gabinetowym, ordynacja wyborcza do Sejmu (dodałbym też do samorządów). Są one niezbędne, jeśli chcemy poznać zdanie obywateli na temat przyszłego kształtu i funkcjonowania władz państwowych. Dodałbym do nich pytanie o dalsze istnienie, a jeśli tak, to o sposób tworzenia Senatu. Czy ma być Senatem w dotychczasowej formie, czy innej? Na przykład składać się z przedstawicieli samorządów terytorialnych lub wojewódzkich, czy wybranych (powołanych?) reprezentantów pewnych środowisk, na przykład naukowców, twórców, prawników – tu pole do dyskusji.

Pytanie na temat struktury samorządu terytorialnego jest pytaniem zbyt ogólnym. Oprócz struktury ważnym, a może ważniejszym problemem do rozstrzygnięcia są jego kompetencje, celowość istnienia urzędów wojewódzkich i marszałkowskich, wybór marszałków i starostów. Jest to temat na osobne referendum.

Do pytań ustrojowych dołączyłbym natomiast pytania o ustrój sądownictwa. Tu mamy parę możliwości i można również zapytać obywateli, co o nich sądzą. Byłby to duży argument za lub przeciw reformom przeprowadzanym obecnie i przeprowadzanym w przyszłości.

A na koniec, ale nie najmniej ważne, to kwestie dotyczące fundamentalnych spraw społecznych, takich jak ochrona życia, definicja małżeństwa czy prawo rodziców do wychowania dzieci według wyznawanych przez nich wartości. Jednoznaczne rozstrzygnięcia tych kwestii pozwolą zaoszczędzić energię społeczną traconą na jałowe dyskusje i granie na emocjach.

Warto byłoby wiedzieć, jakie oczekiwania wobec nowej konstytucji mają obywatele, bo co do tego, że nowa konstytucja jest Polsce pilnie potrzebna, trudno mieć wątpliwości. Mam więc nadzieję, że prezydent zastanowi się raz jeszcze i ułoży inną listę pytań, a Senat tym razem przychyli się do jego wniosku. Data setnej rocznicy odzyskania niepodległości nie powinna być żadnym ograniczeniem.

 

Artykuł Zbigniewa Kopczyńskiego pt. „Stracona szansa” znajduje się na s. 1 wrześniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 51/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Zbigniewa Kopczyńskiego pt. „Stracona szansa” na s. 1 wrześniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 51/2018, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Wkrótce chaos pochłonie państwo na skutek „rozproszonej kontroli konstytucyjności ustaw”. Jazda już się zaczęła

Fałszerzy pieniędzy kieruje się na długie lata do więzienia i co najmniej tak samo należy traktować tych, którzy niszczą porządek prawny. Psim obowiązkiem prokuratorów jest ściganie takich szkodników.

Zbigniew Kopczyński

Rozstrzygając sporne kwestie, papież nie polegał jedynie na swoim rozumieniu Biblii, lecz posiłkował się dorobkiem pokoleń teologów i komentatorów Pisma Świętego, od Ojców Kościoła poczynając. (…) Aż zjawił się ktoś, kto uznał, że te pokolenia teologów po prostu grubo się myliły, a on pierwszy, po szesnastu wiekach niewiedzy, naprawdę zrozumiał Pismo Święte i jął nawracać zagubionych katolików na prawdziwszą prawdę.

Skoro mógł Luter, wkrótce pojawili się następni i mądrzejsi, którzy uznali, że Luter również się myli, a oni – każdy z osobna – swym rozumem doszli najprawdziwszej prawdziwej prawdy. W efekcie dziś wyznania wywodzące się z protestantyzmu możemy liczyć na setki albo i więcej. (…)

Interpretacji tych samych zapisów ustaw może być wiele, dlatego musi być jeden organ orzekający w tych sprawach. Tak jak papież porządkuje doktrynę.

Jeśli więc krytycy zmian uważają, że nie istnieje Trybunał Konstytucyjny i nie ma komu oceniać zgodności prawa z Konstytucją, powinni stosować domniemanie legalności każdej ustawy uchwalonej przez Sejm, Senat i podpisanej przez prezydenta. Koniec, kropka. Innej możliwości nie ma i nie można logicznie uzasadnić „rozproszonej kontroli” stanowionego prawa. (…) Taka „rozproszona kontrola” doprowadzi, tak jak w protestantyzmie, do powstania mnóstwa różnych systemów prawnych, często sprzecznych z sobą, a każdy urząd czy instytucja będą miały swój autorski. Każdy sędzia, a z czasem i każdy prawnik, będzie czuł się upoważniony do oceny, które przepisy obowiązują, a które nie.

Wyobraźmy to sobie na przykładzie prawa o ruchu drogowym: policja będzie uznawała jedne przepisy za obowiązujące, a sądy inne. A niech jakiś prawnik z Urzędu Gminy w Koziej Wólce albo i sędzia miejscowego sądu uzna za niekonstytucyjny Kodeks drogowy i wprowadzi w Koziej Wólce ruch lewostronny. A w Ślimakowie Dużym wprowadzą pierwszeństwo nadjeżdżającego z lewej (skądinąd logiczniejsze dla ruchu prawostronnego) – i tak dalej.

(…) Mamy więc już dwa alternatywne systemy prawne: jeden Hermelińskiego – bez nowego Kodeksu wyborczego i drugi Gersdorf – bez nowej ustawy o Sądzie Najwyższym. Wkrótce pojawią się kolejni jaśnie oświeceni odkrywcy jedynie słusznych interpretacji, a w kraju zapanuje chaos.

Cały artykuł Zbigniewa Kopczyńskiego pt. „Manowce pluralizmu” można przeczytać na s. 10 lipcowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 49/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Zbigniewa Kopczyńskiego pt. „Manowce pluralizmu” na s. 10 lipcowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 49/2018, wnet.webbook.pl

Sąd Krajowy w Saarbrücken wydał wyrok dwóch lat więzienia za usiłowanie oszustwa na szkodę Państwa Islamskiego

Rzeczonym wyrokiem sąd ostrzegł różnych potencjalnych oszustów przed działaniem na szkodę Państwa Islamskiego, bowiem na straży jego interesów twardo stoi niemiecki wymiar sprawiedliwości.

Zbigniew Kopczyński

W kwietniu tego roku Sąd Krajowy w Saarbrücken wydał wyrok dwóch lat więzienia za usiłowanie oszustwa. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że oszustwo miało być dokonane na szkodę Państwa Islamskiego.

Skazany w tym procesie przybył do Niemiec wraz z pamiętną falą imigrantów, podając się za – jakżeby inaczej – uchodźcę z Syrii. Korzystając z gościnności Republiki Federalnej, miał dużo czasu na przemyślenie swojej sytuacji i snucie planów na przyszłość. Myślał, myślał i wymyślił.

Na internetowym czacie nawiązał kontakt z członkiem islamskiej organizacji terrorystycznej. Zaproponował mu wtedy zorganizowanie zamachu terrorystycznego za pomocą wielu, wypełnionych materiałami wybuchowymi, samochodów. W zamian poprosił o skromną kwotę stu osiemdziesięciu tysięcy euro na pokrycie niezbędnych kosztów tego przedsięwzięcia. Wiadomo, samochody kosztują, ich planowana zawartość również.

Jak ustalili sędziowie, złożona propozycja była oszustwem, próbą wyłudzenia. W rzeczywistości oskarżony nie zamierzał wywiązać się z podjętych zobowiązań, a wyłudzone pieniądze zamierzał przeznaczyć na umilenie sobie życia.

Sprawa wyszła na jaw, ponieważ domniemamy przedstawiciel terrorystów był naprawdę syryjskim opozycjonistą. Przejął on hasło dostępu do czatu od funkcjonariusza Państwa Islamskiego, który niedługo przedtem został zabity. Wykorzystał zdobyte hasło, by, używając tożsamości zabitego terrorysty, prowadzić pozorowaną aktywność i nawiązać kontakty z jak największą ilością członków i sympatyków Państwa Islamskiego, a następnie ujawnić ich dane odpowiednim instytucjom.

Tak było też w przypadku naszego delikwenta. Można zastanawiać się, czy miał on pecha, czy szczęście. Gdyby skutecznie oszukał Państwo Islamskie na 180 tys. euro, prawdopodobnie nie skończyłoby się na dwóch latach więzienia i obeszłoby się bez wyroku niemieckiego sądu.

Apelacje od wyroku złożyły obydwie strony. Oskarżony, jak nietrudno zgadnąć, wniósł o uwolnienie od winy i kary, natomiast prokuratura zarzuciła sądowi niewłaściwą ocenę dowodów oraz uwolnienie od zarzutu przygotowywania zamachu terrorystycznego. Prokuratorzy uważali, że oskarżony faktycznie przygotowywał zamach, a rzekoma próba wyłudzenia była jedynie linią jego obrony.

Trybunał Federalny odrzucił obie apelacje, a tym samym wyrok się uprawomocnił. Oznacza to dwa lata więzienia za próbę oszustwa ISIS.

Prawo pełni również funkcję edukacyjną. Opisanym wyrokiem sąd podkreślił fundamentalną zasadę „pacta sunt servanda” – wypełniania podjętych zobowiązań bez względu na to, jakie i komu zostały złożone. Wyrokiem tym ostrzegł również innych potencjalnych oszustów przed działaniem na szkodę Państwa Islamskiego, bowiem na straży jego interesów twardo stoi niemiecki wymiar sprawiedliwości.

Felieton Zbigniewa Kopczyńskiego pt. „Umów należy dotrzymywać” znajduje się na s. 12 czerwcowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 48/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi oraz dodatek specjalny z okazji 9 rocznicy powstania Radia WNET, czyli 44 strony dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Felieton Zbigniewa Kopczyńskiego pt. „Umów należy dotrzymywać” na s. 12 czerwcowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 48/2018, wnet.webbook.pl

Tolerancjonizm: wszyscy ludzie, choć mają różne poglądy, wyznają lub wyznawać powinni podstawowe ogólnoludzkie wartości

To, że narzucanie konkretnych wartości przeczy zasadzie tolerancji, byłoby tylko teoretycznym problemem, gdyby nie to, że jego realizacja doprowadziła wielekroć i dalej doprowadza do wielu tragedii.

Zbigniew Kopczyński

Od wielu lat rozlewa się po całym świecie, a szczególnie w krajach związanych z kulturą zachodnią, nowa świecka religia, którą na użytek tego felietonu nazwę tolerancjonizmem. Nowa świecka religia to oczywiście eufemizm, bo tak naprawdę chodzi o czysty zabobon. Zabobon, czyli pięknie brzmiącą teorię wymyśloną przez oderwanych od życia i wiedzy ideologów.

Z pozoru wszystko wygląda pięknie i ładnie. Wszyscy powinniśmy być tolerancyjni, akceptować odmienność innych, współżyć z nimi w przyjaźni, bo wszyscy ludzie, choć mają odmienne poglądy, wyznają lub wyznawać powinni podstawowe ogólnoludzkie wartości.

I tutaj wkraczamy w sferę fikcji. Nie ma czegoś takiego, jak ogólnoludzkie wartości. Ludzie w różnych kulturach wyznają przeróżne systemy wartości, często dokładnie sprzeczne z wyznawanymi w innych częściach świata. Ci, którzy choć pobieżnie zapoznali się z badaniami nad różnorodnością ludzkich kultur, doskonale wiedzą, że w żadnej kulturze nie ma takiej zbrodni czy okropności, która w innej nie byłaby uznaną za cnotę, i nie ma takiej cnoty, która gdzieś indziej nie byłaby potępiana.

To, co nazywane jest podstawowymi ogólnoludzkimi wartościami, jest zestawem zasad stworzonych w XVIII wieku, przede wszystkim w Paryżu, przez środowisko filozofów nazywających siebie oświeconymi. Zasady te są świecką wersją wartości chrześcijańskich, bo tylko w cywilizacji łacińskiej mogły one powstać, choć, paradoksalnie, są one używane przede wszystkim do walki z chrześcijaństwem.

Dziś intelektualni spadkobiercy paryskich filozofów usiłują narzucić stworzony przez nich system wartości tym, którzy ich nie podzielają. To, że takie narzucanie wyznawania konkretnych wartości przeczy samej zasadzie tolerancji, byłoby tylko teoretycznym problemem, gdyby nie to, że jego realizacja doprowadziła wielokrotnie i dalej doprowadza do wielu nieporozumień i tragedii.

Przyczyną tych tragedii jest skrajna nietolerancja wyznawców toleracjonizmu. Nietolerancja ta polega na tym, że tolerancjoniści nie dopuszczają do swych oświeconych a ciasnych umysłów tego, że nie wszyscy myślą tak jak oni. To właśnie niezrozumienie różnic uniemożliwia im zauważenie problemu konfliktu systemów wartości. Gdy konfliktu nie daje się nie zauważyć, następuje zaklinanie rzeczywistości i forsowanie przeciwskutecznych rozwiązań w rodzaju zwiększania ilości tolerancji w tolerancji.

Stąd zdziwienie tolerancjonistów tym, że islamscy przybysze nie tylko nie integrują się w krajach ich przyjmujących, lecz usiłują narzucić gospodarzom swój styl życia, a Żydzi widzą Zagładę inaczej niż pozostali Europejczycy. Odstąpić od tego będą mogli tylko wtedy, gdy przestaną być muzułmanami i żydami, a przyjmą kulturę europejską. Tego nie można osiągnąć ulubionymi przez tolerancjonistów odgórnymi nakazami i inżynierią społeczną.

Dopóki piewcy tolerancji nie przyjmą do wiadomości, że muzułmanin nie przestaje być muzułmaninem po przekroczeniu granic Unii Europejskiej, dopóty będą wybuchały bomby, a spacerowicze będą rozjeżdżani samochodami.

Artykuł Zbigniewa Kopczyńskiego pt. „Tolerancjonizm” znajduje się na s. 12 majowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 47/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Zbigniewa Kopczyńskiego pt. „Tolerancjonizm” na s. 12 majowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 47/2018, wnet.webbook.pl

Środowiska potomków tych, którzy nie pomogli rodakom zza oceanu, forsują w Kongresie USA projekt rasistowskiej ustawy

Czy podstawą do roszczeń o zwrot pożydowskiego majątku będzie uznanie ich nieżyjących właścicieli za Żydów według definicji Żyda zawartej w ustawach norymberskich, czy też według innego kryterium?

Zbigniew Kopczyński

Niedawno miniona 85. rocznica dojścia do władzy socjalistycznego (z tych brunatnych) rządu tow. Hitlera wywołała falę okolicznościowych artykułów, przypominających te i następujące po nich wydarzenia. (…) Jest jednak jeden aspekt, który do dziś trudno mi zrozumieć. Jest nim zdumiewający brak reakcji tego, co nazywamy zagranicą. Właśnie w czasie od przejęcia władzy do wojny, kiedy w błyskawicznym tempie wprowadzono niemiecką odmianę apartheidu. Zmiany w Niemczech były tak szybkie i zasadnicze, że nie mogły być niezauważone i musiały wywołać szok. (…)

Państwa, uważające się za cywilizowane, milcząc przyjęły kryteria rasowe, stawiając przeszkody w przyjmowaniu żydowskich emigrantów. W uzgodnieniu ze Szwajcarią, Niemcy wprowadziły stemplowanie Żydom paszportów czerwoną literą „J”. Od tego czasu aryjscy Niemcy mogli wjeżdżać do Szwajcarii bez wizy, a semiccy nie.

Chlubnym wyjątkiem był polski konsul we Wrocławiu. Oznajmił on niemieckim władzom, że Rzeczpospolita nie rozróżnia narodowości swoich obywateli i atak na Żydów z polskim obywatelstwem będzie traktować jak atak na Polaków. Uchronił ich tym samym od represji, a później pomógł 150 rodzinom wyjechać przez Polskę do USA. Polski paszport z pewnością pomógł przy wjeździe do Ameryki.

(…) Obojętność nie minęła po wybuchu wojny. Dość przypomnieć perypetie Jana Karskiego usiłującego zainteresować losem Żydów zarówno prezydenta USA, jak i tamtejsze środowiska żydowskie. A działo się to w czasie, gdy Niemcy już przemysłowo ich mordowali. Amerykańscy Żydzi nie mogli wprawdzie zbombardować Auschwitz ani wysłać wojska do gett, posiadali jednak potężną broń – media. Niestety wiadomości o ludobójstwie ich rodaków nie pojawiały się na pierwszych stronach amerykańskich gazet.

Wydawać by się mogło, że dziś, po tych doświadczeniach i po tylu latach, rozróżnianie ludzi pod względem rasy jest już tylko pojęciem historycznym. Tymczasem wpływowe w Ameryce środowiska potomków tych, którzy wzbraniali się przed pomocą swym rodakom zza oceanu, forsują w Kongresie projekt rasistowskiej ustawy. Chodzi oczywiście o majątek po tych Żydach, ofiarach Holokaustu, którzy nie zostawili spadkobierców.

W cywilizowanych regulacjach prawnych taki majątek przypada państwu, którego zmarły był obywatelem lub na którego terytorium znajduje się ten majątek.

Wspomniana ustawa ma wyłączyć majątki pożydowskie spod tego prawa i umożliwić jego przejęcie tym, którzy swoje roszczenia opierają jedynie na wspólnym pochodzeniu rasowym. Prawo, w którym ludzie różnych ras czy narodów podlegają różnym regulacjom, jest bez wątpienia prawem rasistowskim.

(…) Dlatego proponuję, by Rząd Rzeczypospolitej zwrócił się do inicjatorów ustawy z pytaniem, czy podstawą do roszczeń o zwrot pożydowskiego majątku będzie uznanie ich nieżyjących właścicieli za Żydów według definicji Żyda zawartej w ustawach norymberskich, czy też według innego kryterium?

Jeśli zastosowane miałyby być ustawy norymberskie, co byłoby logiczne, to czy majątek pozostały po mieszańcach (Mischlinge) I i II stopnia miałby być dzielony między organizacje żydowskie a państwo polskie według proporcji żydowskości dla tych kategorii rasowych zawartych w tych ustawach?

Cały artykuł Zbigniewa Kopczyńskiego pt. „Echa Holokaustu” znajduje się na s. 9 kwietniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 46/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Zbigniewa Kopczyńskiego pt. „Echa Holokaustu” na s. 9 kwietniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 46/2018, wnet.webbook.pl

Kto ratuje jedno życie… Prawdziwa historia trzech polskich chłopców, którzy odmówili zastrzelenia współwięźnia.

Nie wiemy, jak potoczyły się dalsze losy trójki chłopców, którzy, by nie splamić rąk niewinną krwią, gotowi byli poświęcić swoje młode życie, nawet ginąc z rąk tego, dla którego ponieśli to ryzyko.

Zbigniew Kopczyński

Kto ratuje jedno życie…

Do gwałtownej dyskusji o relacjach polsko-żydowsko-ukraińsko-niemieckich wrzucę swoje trzy grosze w postaci małego fragmentu relacji nieżyjącego od kilku lat prof. Jerzego Węgierskiego, od powrotu z zesłania w 1955 roku mieszkającego w Katowicach. Swoje wspomnienia z całego długiego, ciekawego i owocnego życia opisał on w wydanej w roku 2003 autobiograficznej książce „Bardzo różne życie”.

Prof. Węgierski był inżynierem budownictwa i w czasie okupacji niemieckiej pracował przy budowie drogi Lwów – Kurowice, dowodząc jednocześnie podlwowskim rejonem Armii Krajowej. Do robót Niemcy wykorzystywali Żydów, trzymanych w pobliskich obozach. Tam ówczesny inżynier Węgierski był świadkiem następującego zdarzenia:

Na roboty przy budowie drogi zabierano także w 1943 roku Polaków, mieszkańców sąsiednich wsi. Pewnego dnia gestapowiec z obozu w Winnikach kazał trzem młodym chłopcom z sąsiedniej Biłki Szlacheckiej, Wojciechowi Karpie, Andrzejowi Pastuchowi i Antoniemu Winnikowi, wykopać przy drodze grób, a następnie przyprowadził jednego z więźniów, Żyda, dał im karabin i kazał zastrzelić go. Gdy kategorycznie odmówili, gestapowiec kazał stanąć im nad wykopanym dołem i teraz więźniowi dał karabin, każąc strzelać do chłopców. Więzień wziął karabin, wycelował i pociągnął za język spustowy. Karabin nie był nabity. Gestapowiec odebrał karabin i ponowił propozycję, aby teraz któryś z chłopców zastrzelił więźnia. Odmówili i tym razem. Dopiero przywołany policjant ukraiński zastrzelił więźnia.

Wojciech Karpa, Andrzej Pastuch, Antoni Winnik – kto o nich słyszał? Nie wiemy, jak potoczyły się dalsze losy tej trójki chłopców, którzy, by nie splamić rąk niewinną krwią, zaryzykowali tak wiele. Gotowi byli poświęcić swoje młode życie, nawet ginąc z rąk tego, dla którego ponieśli to ryzyko.

Jedno wiem na pewno: nie mają swojego drzewka w Yad Vashem. Nie mają i mieć nie mogą, bo zabrakło relacji uratowanego – w końcu go nie uratowali.

Kim był zamordowany więzień? Tego nie wiemy i chyba nigdy się nie dowiemy. Możemy jednak domyślać się, że „badacze Holokaustu” zaliczą go do tych, którym Polacy niewystarczająco pomogli, a może i do tych, których Polacy zabili. W końcu zginął w Polsce.

Artykuł Zbigniewa Kopczyńskiego pt. „Kto ratuje jedno życie” znajduje się na s. 12 marcowego „Kuriera WNET” nr 45/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Zbigniewa Kopczyńskiego pt. „Kto ratuje jedno życie” na s. 12 marcowego „Kuriera WNET” nr 45/2018, wnet.webbook.pl