Żurawski vel Grajewski o separatyzmie w Europie: Referendum w Katalonii nie spełnia żadnych zdroworozsądkowych kryteriów

Secesja Katalonii nasiliłaby nastroje separatystyczne w państwach europejskich, co mogłoby trafić rykoszetem w Polskę, bowiem bezpośrednim następstwem rozpadu państw byłoby osłabienie NATO.

Gościem Poranka WNET był prof. Przemysław Żurawski vel Grajewski – historyk, członek gabinetu politycznego szefa MSZ i Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie RP.
– To byłby pewien paradoks, bowiem ruch kataloński jest silnie lewicowy, żeby nie powiedzieć – lewacki – powiedział Żurawski vel Grajewski o ciągotach wielu polskich środowisk prawicowych, które zdają się kibicować zapędom separatystycznym Katalończyków. – W wymiarze geostrategicznym każda skuteczna secesja separatystów z jakiegokolwiek kraju UE pobudzałaby tego typu ruchy w innych państwach.

Jego zdaniem destabilizacja wywołana rozpadem jednego z sześciu największych państw UE, jakim jest Hiszpania, mogłaby wzmóc nastroje separatystyczne chociażby w Szkocji, której secesja byłaby problemem dla Wielkiej Brytanii, a to z kolei uderzyłoby rykoszetem również w Polskę, bowiem zachwiałoby Sojuszem Północnoatlantyckim.

– Rozpad jednego z wiodących mocarstw NATO, jakim jest Wielka Brytania, której siły zbrojne współtworzą stabilność wschodniej flanki Sojuszu, byłby bezpośrednim ciosem dla bezpieczeństwa Polski – ocenił profesor, przypominając o wiodącej roli kontyngentu brytyjskiego w państwach bałtyckich.

Jego zdaniem polski MSZ powinien zignorować ewentualne deklaracje niepodległościowe Katalonii z wielu względów, m.in. z powodu warunków, w jakich było przeprowadzone referendum. Abstrahował tutaj od niekonstytucyjności tegoż referendum (co jest argumentem prawnym, ale nie ma znaczenia politycznego), podnosząc przede wszystkim kwestie wiarygodności. Kolejną kwestią był fakt niewzięcia udziału w referendum przeciwników secesji, co uplasowało frekwencję na poziomie 42 procent. Z kolei dane mówiące o 90-procentowym poparciu separatystów są, zdaniem Żurawskiego vel Grajewskiego, mało wiarygodne, albowiem karty do głosowania każdy mógł sobie wydrukować sam, trudno więc wykluczyć, że te same osoby głosowały nawet kilkakrotnie. Stopień wiarygodności wyników referendum w Katalonii nasz gość przyrównał do stopnia wiarygodności wyników na Krymie, gdzie referendum urządziły władze rosyjskie po zajęciu tych ukraińskich terenów.

– Referendum w Katalonii nie spełnia żadnych zdroworozsądkowych kryteriów, a więc te cytowane powszechnie wyniki 90 procent poparcia są skrajnie niewiarygodne – podkreślił profesor. Jego zdaniem, mimo że działania policji były zdecydowane i obfitowały w pewną dozę przemocy, przyczyniając się do rozpalenia nastrojów, to liczba poszkodowanych w wyniku ich działań była przez władze katalońskie mocno przesadzona. Podano, że było to blisko 900 osób, tymczasem do szpitali zgłosiły się 73 osoby, co jest „różnicą skali”.

Angażowanie policji w tej sprawie przez Hiszpanów było, zdaniem gościa Poranka, błędem, bowiem doprowadziło do „heroizacji” uczestników starć po stronie katalońskiej i odbiło się szerokim echem na świecie. Profesor zaznaczył, że z polskiego punktu widzenia sprawa Katalonii powinna być rozstrzygnięta przez Hiszpanię, jednak „o ile przed wypadkami rola łagodząca UE miałaby tu jakieś znaczenie”, to obecne debaty, zwłaszcza na forum Parlamentu Europejskiego, niczemu już nie służą.

– Apele o wystudzenie emocji są jak najbardziej pożądane, z tym że ich natura w kwestii skuteczności politycznej jest mocno ograniczona – ocenił ekspert.

Zapad 2017

Przeprowadzenie przez Rosję manewrów Zapad 2017, które częściowo odbywały się na terenie Białorusi, ma zdaniem prof. Żurawskiego skutki wielowymiarowe. Po pierwsze wprowadziło w stosunkach Białorusi z Ukrainą pewien element nieufności, mimo że Białoruś do tej pory nie uznała aneksji Krymu. W dodatku ze względu na fakt, że granica między tymi państwami przebiega przez tereny bagienne i podmokłe Polesia, które są operacyjnie martwe, ewentualny atak z północy na Ukrainę musiałby przebiegać od strony Brześcia, co z kolei zdestabilizowałoby operacyjnie cały region, a zwłaszcza Polskę.

– Rosja zademonstrowała, że bez względu na to, co mogą zadecydować władze w Mińsku, to samo terytorium Białorusi na mocy decyzji Kremla może być wykorzystane przeciwko Ukrainie – powiedział Żurawski vel Grajewski. Zapad 2017 „pokazało Białoruś jako wojskowo zależną od Rosji, co z kolei zmniejszyło pole manewru Mińska”.

Historyk uważa, że konsekwencją tego będzie sytuacja, w której potencjalni inwestorzy będą brać pod uwagę ingerencje Kremla na Białorusi, co stawia pod wielkim znakiem zapytania ewentualne inwestycje w tym kraju.

Przypomniał, że w 2013 roku miały miejsce manewry rosyjskie na Bałtyku, których scenariusz zakładał atak na wyspy szwedzkie, a w 2009 roku na fińskie. To wszystko wpływa na niepokój w regionie i „demonstruje zdolność operacyjną wojsk rosyjskich”, co jest elementem szantażu na arenie międzynarodowej.

MoRo

Dyrektor Łotewskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych: Energetyka wrażliwa na rosyjskie manipulacje, choć nie bezbronna

Przekształcenie Zapad 2017 w jakiś rodzaj agresji ze strony Rosji jest mało prawdopodobne ze względu na podwyższone stany wojsk NATO w regionie – powiedział Andris Sprūds, gość Poranka WNET z Rygi.

Bezpieczeństwo energetyczne Łotwy to temat ważny i funkcjonujący w debacie publicznej od lat – powiedział gość redaktora Wojciecha Jankowskiego prowadzącego Poranek WNET z Rygi, dyrektor Łotewskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych Andris Sprūds . Zwrócił on uwagę, że w sferze dostaw gazu Łotwa już w dość dużym stopniu, chociaż niewystarczającym, uzyskała dywersyfikację. Jako istotny jej element wymienił terminal LNG na Litwie.

– Jeszcze w minionej dekadzie byliśmy wyspą energetyczną; aktualnie można już powiedzieć, że staliśmy się półwyspem – powiedział Andris Sprūds z Łotewskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, który widzi postęp również w dziedzinie elektryczności, ze względu na coraz liczniejsze połączenia z państwami skandynawskimi. – Sfera energetyczna nadal jednak pozostaje wrażliwa na manipulacje ze strony Rosji.

[related id=39068]Łotwa to ostatnie z państw bałtyckich, które zliberalizowało swój rynek gazowy, głównie ze względu na pozycję rosyjskich firm w tym państwie i powolne prace nad połączeniami z europejską siecią gazową. Jego zdaniem Łotwa, jako kraj bardzo mały, nie jest w stanie zdobyć się na niezależność energetyczną i dlatego włączenie tego kraju do sieci europejskiej , gdzie „biznes jest nad wszystkim”, jest bardzo ważne. Aktualnie Ryga może się czuć o tyle bezpiecznie, że w razie kryzysu nie będzie odczuwała przerw dostaw tak dotkliwie, jak było to w okresie jej całkowitego uzależnienia od rosyjskich dostaw. Poza tym dywersyfikacja ma jeszcze i tę dobrą stronę, że wymusza na Rosji bardziej konkurencyjne ceny.

Energia pozyskiwana jest na Łotwie głównie poprzez sieć elektrowni rzecznych, ale również, i to aż w 30 procentach, ze spalania drewna. Zwrócił uwagę na to, że niestety nadal duży odsetek energii z drewna jest w pozyskiwany w przestarzałych technologiach.

Dla Łotyszy projekt Międzymorza jest na razie bardzo abstrakcyjny. Chociaż zdają sobie oni sprawę z jego historyczności, nie jest on powszechnie znany. Dla osób zajmujących się polityką jest on ważny o tyle, o ile ważna jest dla tego regionu Polska, która może zostać liderem tej części Europy. Jednak aktualne problemy naszego kraju w Brukseli są odbierane przez Rygę negatywnie. Zwłaszcza szerokim echem odbiły się tu kwestie związane, jak to podnosi Bruksela, z łamaniem praworządności. Dlatego dyplomację łotewską, jeśli chodzi o kierunek polski, charakteryzuje daleko posunięta ostrożność.

– Dla Łotwy ważna jest Polska mocno szanowana w strukturach Unii Europejskiej, ale w obecnej sytuacji mamy naszych sojuszników i w Niemczech, w państwach skandynawskich i w jakimś sensie również w Brukseli – powiedział Sprūds, który uważa, że Łotwa może popierać Polskę, i to nieformalnie, w sprawie kryzysu imigracyjnego, bo Ryga również sceptycznie ocenia podejście Niemiec do tej kwestii.

Na Łotwie, tak jak w innych państwach graniczących z Rosją, bacznie obserwowane są manewry wojskowe Zapad 2017. Nasz gość zwrócił uwagę na problemy telekomunikacyjne, jakie wystąpiły w tym okresie na Łotwie, i zastanawiał się, czy ich pierwotną przyczyną nie były cyberataki, które stanowiły element Zapad 2017.

– Jesteśmy już przyzwyczajeni, że mamy sąsiada, który jest obok, nie jest łatwy i z którym musimy współpracować, ale z drugiej strony musimy do tego podchodzić z pewną ostrożnością. Czujemy oddech, ale nie dramatyzujemy tej sytuacji- powiedział szef  Łotewskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. Jego zdaniem aktualnie rozwój Zapad 2017 w jakiś rodzaj agresji ze strony Rosji jest mało prawdopodobny ze względu na podwyższone stany wojsk NATO w regionie.

[related id=39046]- To, co dzisiaj jest stabilne, nie oznacza, że jutro takie będzie i że nie ma tu zagrożeń dla stabilności regionu – stwierdził Sprūds, który wyjaśnił, że Zapad 2017 również trzyma w napięciu Łotyszy, którzy muszą poważnie myśleć o przeznaczaniu 2,5 procent PKB na obronność kraju. W kontekście obronności Łotwa, jak się okazuje, bardzo liczy na Polskę jako członka NATO. Zwrócił uwagę, że zwłaszcza w tym kontekście projekt Międzymorza jest dla nich bardzo ważny. Zasugerował, że nasze państwo jako jedyne fizycznie połączone z państwami nadbałtyckimi może być gwarantem bezpieczeństwa dla Pribałtyki.

MoRo

Wywiad z dyrektorem Łotewskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych Andrisem  Sprūdsem w części piątej Poranka WNET 

Andris Sprūds | Fot. Ernests Dinka, CC BY-SA 2.0

Andris Sprūds (13.07.1971) – łotewski historyk, politolog, badacz stosunków międzynarodowych, od 2009 dyrektor Łotewskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

W latach 1989–1994 studiował na Wydziale Historii i Filozofii Uniwersytetu Łotwy w Rydze, gdzie zdobył tytuł magistra historii. W 1997 ukończył roczne studia magisterskie w zakresie historii Europy Środkowej na Uniwersytecie Środkowoeuropejskim w Budapeszcie, a rok później czteroletnie studia magisterskie w zakresie stosunków międzynarodowych na Wydziale Historii i Filozofii Uniwersytetu Łotewskiego. W 2005 uzyskał na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politycznych Uniwersytetu Jagiellońskiego stopień doktora nauk humanistycznych w zakresie nauk o polityce na podstawie pracy pt. Elita gospodarcza a polityka zagraniczna. Rosyjskie grupy finansowo-przemysłowe a rosyjska polityka bałtycka 1991–1999.

W 1999 podjął pracę na Wydziale Nauk Politycznych Uniwersytetu im. Paulsa Stradiņša w Rydze, gdzie pełni funkcję docenta oraz kierownika magisterskiego studium stosunków międzynarodowych. Od 2003 jest adiunktem w Zakładzie Stosunków Międzynarodowych i Bezpieczeństwa Narodowego w Wyższej Szkole Biznesu – National-Louis University w Nowym Sączu. Wykładał gościnnie na Uniwersytecie Łotwy, w Liwońskiej Szkole Wyższej, w Bałtyckim Kolegium Obronnym w Tartu oraz na Uniwersytecie Europejskim w Tallinie. Od 2004 pracuje w Łotewskim Instytucie Spraw Międzynarodowych, kolejno jako analityk (2004–2008), wicedyrektor (2008–2009) i dyrektor (od 2009).

 

Jacek Bartosiak: Manewry Zapad 2017 to test na potęgę NATO i USA. Byt państw bałtyckich zależy od woli Polski

Państwa bałtyckie przyjmowane u szczytu potęgi do NATO jako jego wschodnie rubieże stały się przedmiotem w rozgrywkach testującej potęgę Stanów Rosji. Czy jest powód do obaw przed agresją rosyjską?

 

[related id=38645]Manewry Zapad 2017 aktualnie przeszły w tak zwaną fazę aktywną ćwiczeń i odbywają się w całej zachodniej części Rosji i na Białorusi. Według oficjalnych komunikatów ta faza trwa od niedzieli do dzisiaj.

– To jest najciekawsza część ćwiczeń. Pewnie też pokaz zdolności, gotowości wojsk Federacji Rosyjskiej i Białorusi – powiedział Jacek Bartosiak, ekspert ds. geopolityki. Gość Poranka nie ma wątpliwości, że manewry są skierowane przeciwko państwom NATO, w tym Polsce. Jego zdaniem trudno oszacować liczbę wojsk biorących udział w ćwiczeniach, bowiem zostały one podzielone i rozlokowane na kilku poligonach, częściowo na terenie Białorusi, a częściowo – zachodniej Rosji. Według różnych szacunków mówi się o liczbie od 70 do 100 tysięcy.

Jego zdaniem manewry Zapad 2017 są rozgrywane bardzo blisko państw bałtyckich, które stanowią wysuniętą flankę NATO, i to ich polityczna przyszłość jest zagrożona ewentualną akcją rosyjską. Bartosiak uważa, że przedłużenie Zapad 2017 o jakąś akcję wojskową mogłoby dotyczyć któregoś z państw bałtyckich. Zauważył, że kierunek białoruski tych manewrów faktycznie odcina te państwa od reszty NATO i okrąża. Z punktu widzenia geostrategicznego jest to położenie bardzo niekorzystne.

– Możliwość obrony państw bałtyckich sprowadza się do udziału Polski w ewentualnej wojnie i pomocy sprowadzanej tą drogą  – powiedział Bartosiak. – Z punktu widzenia wojskowości przyszłość państw bałtyckich i ich istnienie zależy od woli politycznej Polski.

[related id=38779]Również analitycy amerykańscy dostrzegają problem państw bałtyckich, które połączone są z NATO jedynie wąskim przesmykiem suwalskim i ich los zależny jest od Rzeczpospolitej. Bartosiak zwrócił uwagę, że kluczowe są jednak kwestie polityczne, ponieważ państwa te były przyjmowane do NATO w szczycie potęgi Stanów Zjednoczonych i w szczycie rozwoju świata konstruktywistycznego, z dominującą rolą Zachodu.

Aktualnie mamy recesję tej potęgi i ta siła na wysuniętych rubieżach – a takimi są państwa bałtyckie – jest właśnie kwestionowana i testowana.

MoRo

Cały poranek WNET

Wywiad z Jackiem Bartosiakiem w części pierwszej Poranka WNET

 

Wiceminister obrony narodowej o manewrach Zapad 2017 na terenie Białorusi: To musi budzić zaniepokojenie

W Poranku WNET z Tallina Antoni Opaliński rozmawiał z wiceministrem obrony narodowej Michałem Dworczykiem o nietransparentności ćwiczeń Zapad 2017 oraz o nieporozumieniach między prezydentem a MON.

Zapad 2017

Minister zapewnił, że Ministerstwo Obrony Narodowej i odpowiednie służby monitorują przebieg odbywających się na Białorusi manewrów Zapad 2017. Podobnie NATO i inne kraje Sojuszu. Ich przedstawiciele zwracają uwagę na przynajmniej dwie kwestie.

Ćwiczenia te odbywają się w sposób nietransparentny. Nie wiadomo, ilu żołnierzy w nich uczestniczy. Na pewno jest ich więcej niż oficjalnie deklarowane 12,5 tysiąca. Prawdopodobnie jest ich ok. 100 tysięcy. Drugą rzeczą jest to, że rzekomo ćwiczony jest scenariusz obronny. Jednak wiele wskazuje na to, że ćwiczenia mają charakter ofensywny, gdyż trenowane są przerzuty oddziałów na duże odległości, wykorzystywane są wojska powietrzno-desantowe. „To musi budzić zaniepokojenie” – stwierdził minister. [related id=38779]

Rola państw bałtyckich

Jak powiedział Michał Dworczyk, cała flanka wschodnia NATO zainteresowana jest tym, by Sojusz poważnie traktował zagrożenia płynące ze Wschodu. Rosja jest bowiem krajem nieprzewidywalnym, co pokazała w ostatnich latach w Gruzji i na Ukrainie. Odpowiedzią NATO jest rozmieszczenie jego wojsk w Polsce i krajach bałtyckich. Sytuacja jest jednak daleka od ideału – trzeba zacieśniać współpracę w ramach NATO oraz między Polską a krajami bałtyckimi.

Nieporozumienia między obozem prezydenckim a MON?

Michał Dworczyk oświadczył, że jest ostrożny w formułowaniu opinii o nieporozumieniach na linii prezydent – MON dotyczących modelu dowodzenia armią. Jest pewna różnica zdań. Minister zachęca przy tym do roztropności. Poglądy o nieporozumieniach głoszą bowiem przede wszystkim opozycja i media nieprzychylne rządowi.

Normalne jest, że w różnych ośrodkach są wypracowywane różne stanowiska, które trzeba „dotrzeć”. Jednak problemy i diagnozy dotyczące polskiej obronności są definiowane tak samo przez prezydenta i przez MON.

Wizyta Antoniego Macierewicza we Francji

Minister uważa, że ta wizyta zadaje kłam twierdzeniom, jakoby Polska była izolowana na arenie międzynarodowej i że Francja się na Polskę obraziła za rezygnację z zakupu caracali.

Rolą rządu jest, by siłom zbrojnym dostarczać jak najlepszego sprzętu po dobrej cenie. Francuskie koncerny zbrojeniowe nadal biorą udział w przetargach organizowanych przez MON. Chcą sprzedać Polsce okręty podwodne. MON musi wybrać najlepszą ofertę.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy w części czwartej Poranka WNET.

JS

 

 

 

Anna Siarkowska w Poranku WNET: Działania poszczególnych posłów świadczą za nich. Jesień w klubie Kukiz’15 będzie gorąca

Posłanka koła Republikanie (d. Kukiz’15) w Poranku WNET opowiadała o pogłoskach nt. jej przejścia do PiS-u, o sytuacji w klubie Kukiz’15 oraz o manewrach Zapad 2017 i Wojskach Obrony Terytorialnej.

Czy Republikanie wejdą do Zjednoczonej Prawicy?

„Ja o niczym nie wiem” – tak poseł Anna Maria Siarkowska odpowiedziała na pytanie, czy posłanki z koła Republikanie, do którego należy, wejdą do PiS-u. „Wielu rzeczy o sobie dowiaduję się z gazet”. „Przyszłość jest nieprzewidywalna, regułą jest zaskoczenie”. „Ważne jest, żeby stać na straży wartości, w które się wierzy, i nie zmieniać poglądów”.

Zapad 2017

Komentując odbywające się na Białorusi manewry, posłanka zwróciła uwagę, że armia białoruska jest podporządkowana operacyjnie armii rosyjskiej. Jednak prezydent Białorusi kilka lat temu rozpoczął budowę wojsk obrony terytorialnej, które są podporządkowane już tylko jemu.

Ćwiczenia odbywają się corocznie. Raz są organizowane na terytorium Rosji, raz Białorusi. Oficjalnie ma w nich uczestniczyć 13 tysięcy żołnierzy rosyjskich. NATO szacuje, że samych żołnierzy rosyjskich ma wziąć udział od 70 do 100 tysięcy. Skala manewrów od początku budzi niepokój. Z różnych danych, np. liczby zamówionych przez Rosję wagonów (ponad cztery tysiące) do transportu żołnierzy, wynika, że są to manewry o bardzo dużej skal.

Pani poseł nie sądzi jednak, żeby w czasie ćwiczeń nastąpił jakiś atak. Realne niebezpieczeństwo jest jednak takie, że po manewrach wojska rosyjskie mogą zostać na terenie Białorusi, co w znaczący sposób zmieniłoby geopolityczny układ sił.

Wojna informacyjna

Manewry są elementem wojny informacyjnej. Trwa ona co najmniej od zajęcia Krymu przez Rosjan. Manewry Zapad 2017 mają, zdaniem Anny Siarkowskiej, trzy cele – wzbudzić niepokój na świecie, pokazać siłę Rosji i pokazać Polsce, że ma się czego obawiać.

Przeprowadzenie ćwiczeń związane jest z rozmieszczeniem sił NATO w Polsce. Nieprawdą jednak jest, że Rosja jest aktywna militarnie ze względu na aktywność NATO. W rzeczywistości jest dokładnie na odwrót. Tu pani poseł odwołała się do historii – zbrodnicze działania zawsze są dokonywane pod pretekstem obrony jakichś wartości. Agresywną politykę na forum międzynarodowym trzeba jakoś „sprzedać”. Przykładem mogą być działania Rosji w 1793 i w 1939 roku.

Wojska Obrony Terytorialnej

Idea Wojsk Obrony Terytorialnej jest kwestionowana przez tych polityków, którzy podważają też podejmowanie kroków na rzecz zwiększenia obronności Polski.

Posłanka stwierdziła, że ideę tę krytykuje się na różne sposoby, np. ostatnio zarzucając, że Antoni Macierewicz, budując Wojska Obrony Terytorialnej, osłabia polską armię. Używane są tu narzędzia dezinformacji i czarnej propagandy.

Podczas ostatniego posiedzenia Sejmu pojawiły się oskarżenia ze strony opozycji, że Wojska Obrony Terytorialnej nie udzielały pomocy poszkodowanym w nawałnicy na Pomorzu. Tymczasem w tym regionie jednostki te dotychczas nie powstały i to dlatego, że Platforma Obywatelska do tego nie dopuściła. Na przykład w Starogardzie Gdańskim posłowie PO uniemożliwili przekazanie im budynku, w którym dawniej była szkoła. Obecnie stoi on nieużywany ani przez wojsko, ani jako szkoła.

Reforma sądownictwa

Anna Siarkowska wypowiedziała się także na temat prac w Pałacu Prezydenckim nad ustawami, które mają zreformować wymiar sprawiedliwości. Prezydent rozmawiał wyłącznie z przedstawicielami klubów parlamentarnych. Koło „Republikanie” więc nie uczestniczyło w konsultacjach. Przed rozmowami klubom nie były podane założenia przygotowywanych projektów. Dopiero w trakcie spotkań prezydent przedstawiał im główne założenia, jednak nie szczegóły projektów.

Pani poseł zadeklarowała, że jej klub „Republikanie” popiera reformę sądownictwa. Podkreśliła, że obecny stan sądownictwa jest „nie do zaakceptowania”, „klika sędziowska nie ma możności autooczyszczania”. Trzeba wprowadzić nadzór nad sądami. Rola prezydenta, jako organu o najsilniejszej legitymacji społecznej, powinna być tutaj szczególna.

Różnica między deklaracjami a działaniami klubu Kukiz’15

Poseł Siarkowska nie chciała tego tematu rozwijać. Działania poszczególnych posłów świadczą za nich. Zapowiedziała jednak, że dla klubu parlamentarnego Kukiz’15 „jesień będzie gorąca”.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy w części szóstej Poranka WNET.

JS

 

 Zagraniczni obserwatorzy oglądali ćwiczenia Zapad-2017 na Białorusi

Czternastu obserwatorów z siedmiu krajów obserwowało w niedzielę wybrane epizody manewrów wojsk Białorusi i Rosji na poligonie Różańskim w obwodzie brzeskim na zachodzie Białorusi.

„Zaproszenie przez Białoruś obserwatorów było działaniem dobrowolnym i świadczy o otwartości i transparentności miejscowych władz” – powiedziała obecna na poligonie Różańskim Ragnhild Valle Hustad, odpowiedzialna za kontrolę zbrojeń w norweskich sił zbrojnych.  To pierwszy dzień aktywnej fazy ćwiczeń Zapad-2017.

Dodała, że ponieważ zadeklarowana liczba żołnierzy uczestniczących w manewrach jest mniejsza niż 13 tysięcy, kraje organizujące je nie mają, zgodnie z regulacjami OBWE, obowiązku zapraszania obserwatorów.

Hustad stoi na czele misji obserwatorów z Polski, Ukrainy, Litwy, Łotwy, Estonii, Norwegii i Szwecji, którzy w przededniu rozpoczęcia aktywnej fazy manewrów przybyli na Białoruś. Każdy z krajów przysłał po dwóch przedstawicieli.

Norweżka podkreśliła, że grupa obserwatorów działa w ramach Dokumentu Wiedeńskiego OBWE o środkach budowy zaufania i bezpieczeństwa z 2011 roku. „Nie liczymy żołnierzy, opieramy się na informacji podanej nam przez stronę gospodarza, według której w manewrach uczestniczy mniej niż 13 tysięcy” – wyjaśniła. Odniosła się w ten sposób do pytań dziennikarzy, którzy przytoczyli wypowiedzi m.in. przedstawicieli NATO, że w manewrach może brać udział od 70 tys. do nawet 100 tys. wojskowych.

„Na Białorusi spotkamy się z żołnierzami i będziemy z nimi rozmawiać, ale nie będziemy ich liczyć. To nie jest nasze zadanie” – dodała Hustad.

W czasie pobytu na Białorusi, który ma potrwać cztery dni, obserwatorzy odwiedzą inne poligony według harmonogramu przygotowanego przez stronę białoruską.

Przedstawiciel Szwecji Thomas Moeller powiedział PAP, że „z punktu widzenia kontroli zbrojeń wszystko odbywa się w trybie 'business as usual’”.

Obserwatorom oraz dziennikarzom białoruskim i zagranicznym, którzy w niedzielę również po raz pierwszy mieli możliwość oglądania manewrów, pokazano kilka epizodów ćwiczeń dotyczących ataku lotniczego.

Zaprezentowano atak na siły umownego przeciwnika, w tym bombardowanie samolotów na lotnisku i pasie startowym przez białoruskie samoloty szturmowe Su-25 i rosyjskie bombowce wielozadaniowe Su-34. Białoruskie i rosyjskie maszyny raziły cele bombami, niekierowanymi pociskami rakietowymi i ogniem z działek lotniczych.

Scenariusz obejmował też atak rosyjskich śmigłowców Ka-52 na stację radiolokacyjną, atak grupy śmigłowców Mi-28N i Mi-8 na cele przeciwnika, bombardowanie mostu przez białoruskie samoloty szkolno-treningowe Jak-130.

Według scenariusza, samolot regionalnej grupy wojsk (Białorusi i Rosji) został zestrzelony przez system rakietowy przeciwnika. Ostatni epizod polegał na udzieleniu pomocy i ewakuowaniu zestrzelonych pilotów przez załogę śmigłowca Mi-8.

Manewry strategiczne Zapad-2017 odbywają się na sześciu poligonach na Białorusi i na trzech na zachodzie Rosji. W sumie według oficjalnych danych ma w nich wziąć udział 12 700 żołnierzy i 700 jednostek sprzętu z obu krajów. Ćwiczenia zakończą się 20 września.

Mimo zapewnień władz w Mińsku i w Moskwie, że scenariusz ćwiczeń jest czysto obronny, wywołują one duże zaniepokojenie wśród sąsiadów, zwłaszcza na Ukrainie, która w 2014 roku padła ofiarą rosyjskiej agresji. Obawy w związku z ćwiczeniami wyrażały także m.in. Litwa i Polska. NATO zapowiedziało, że będzie się im „uważnie przyglądać”.

PAP/MoRo

Szef Komitetu Wojskowego NATO: Manewry Zapad-2017 mogą być przygotowaniem do wojny

Generał Petr Pavel powiedział w sobotę w wywiadzie dla agencji AP, że trwające białorusko-rosyjskie manewry Zapad-2017 mogą być postrzegane jako „poważne przygotowanie do wielkiej wojny”.

[related id=38649]Pavel zaznaczył, że NATO zwiększyło wysiłki, by przywrócić wojskowe kanały komunikacji z Rosją w celu „uniknięcia niezamierzonych skutków potencjalnych incydentów podczas tych ćwiczeń”.

Mimo zapewnień Rosji, że „NATO nie jest uważane za wroga” oraz że „ćwiczenia nie są wymierzone w NATO”, generał powiedział, że strona rosyjska nie była transparentna, jeśli chodzi o fakty związane z tegorocznymi ćwiczeniami Zapad. Powiedział, że o ile Rosjanie twierdzą, iż liczba zaangażowanych żołnierzy wynosi 12,7 tys., to w rzeczywistości ich liczba mieści się między 70 tys. a 100 tys.

„Wszystko to razem, postrzegamy jako poważne przygotowanie do wielkiej wojny – powiedział generał agencji AP. – Kiedy patrzymy na te ćwiczenia tak jak je przedstawia Rosja, nie ma powodów do niepokoju. Ale kiedy patrzymy na szerszy obraz, musimy się martwić, bo Rosja nie jest transparentna”.

Dwa tygodnie temu generał Pavel spotkał się z szefem rosyjskiego sztabu generalnego generałem Walerijem Gierasimowem. Najwyższy dowódca sił NATO w Europie, amerykański generał Curtis Scparrotti rozmawiał z nim przez telefon na początku ćwiczeń Zapad. Pavel powiedział, że ta rozmowa skoncentrowana była na „przejrzystości i redukcji zagrożenia i unikaniu niezamierzonych skutków możliwych incydentów”.

[related id=38611]”Mamy wysoką koncentrację wojsk w krajach bałtyckich. Mamy wysoką koncentrację wojsk w rejonie Morza Czarnego i możliwość incydentu może być dość wysoka z powodu ludzkiego błędu lub z powodu usterki technologicznej – powiedział generał Pavel. – Musimy być pewni, że taki niezamierzony incydent nie przerodzi się w konflikt”.

Manewry Zapad-2017 rozpoczęły się w czwartek i potrwają do 20 września na Białorusi i w Rosji. Aktywna faza ćwiczeń będzie się odbywać od niedzieli do wtorku. Według oficjalnych informacji ma w nich wziąć udział 12 700 żołnierzy i 700 jednostek sprzętu z obu krajów.

Strona białoruska zaprosiła do obserwowania ćwiczeń przedstawicieli Polski, Ukrainy, Litwy, Łotwy, Estonii, Szwecji i Norwegii, którzy w sobotę przybyli do Mińska.

PAP/MoRo

Rosja: okręty na Bałtyku w ramach ćwiczeń Zapad-2017

Rosyjskie ministerstwo obrony poinformowało  o wypłynięciu na Morze Bałtyckie około 20 okrętów i jednostek pomocniczych Floty Bałtyckiej, biorących udział we wspólnych rosyjsko-białoruskich manewrach.

Okręty opuściły punkty stałej dyslokacji i wypłynęły w kierunku wyznaczonych rejonów na Bałtyku w celu wykonania zadań taktycznych – podał resort w komunikacie.

Ministerstwo wskazało, że będą to zadania z zakresu zwalczania okrętów podwodnych, obrony przeciwlotniczej, a także zadania przeciwminowe. Okręty – jak podano w komunikacie – są gotowe do prowadzenia ostrzału artyleryjskiego różnego typu celów imitujących cele morskie i powietrzne.

Wśród 20 jednostek są korwety, małe okręty rakietowe oraz do zwalczania okrętów podwodnych, kutry rakietowe i rozmaite jednostki pomocnicze.

PAP/MoRo

Rosja: Szef sztabu rozmawiał z dowódcą sił NATO w Europie o Zapad-2017

Szef rosyjskiego szt. generalnego gen. Walerij Gierasimow poinformował dowódcę sił NATO w Europie gen. Curtisa M. Scaparrottiego o rozpoczęciu wspólnych ćwiczeń wojskowych Rosji i Białorusi Zapad 2017

Ministerstwo obrony w Moskwie poinformowało, że w rozmowie telefonicznej szef sztabu generalnego sił zbrojnych Rosji zwrócił uwagę „na planowy i obronny charakter ćwiczeń” Zapad-2017 – podało ministerstwo w wydanym wieczorem komunikacie.

Przekazało także, że rozmowa obu wysokich rangą wojskowych była „logiczną kontynuacją niedawnego spotkania” Gierasimowa z przewodniczącym Komitetu Wojskowego NATO Petrem Pavlem, które odbyło się w Baku.

Jak podał rosyjski resort, Gierasimow i Scaparrotti porozumieli się, że będą kontynuować kontakty w przyszłości.

W czwartek rano ministerstwo obrony Rosji poinformowało oficjalnie o rozpoczęciu ćwiczeń strategicznych Zapad-2017, które odbywają się na Białorusi i na trzech poligonach w Rosji. Ogółem – jak utrzymuje rosyjski resort obrony – ma w nich wziąć udział 12 700 żołnierzy i 700 jednostek sprzętu z obu krajów.

Mimo zapewnień Moskwy, że scenariusz ćwiczeń jest czysto obronny, wywołują one niepokój w NATO. Niemiecki rząd szacował, że Rosja planuje wysłać na manewry ponad 100 tys. żołnierzy.

PAP/MoRo

Mińsk dementuje informacje Moskwy o przerzucie wojsk pancernych. Trafią oni na poligony w Rosji biorące udział w Zapad

Rosyjskie jednostki pancerne, w których w ramach manewrów Zapad-2017 ogłoszono dzisiaj alarm bojowy, nie będą przerzucane na Białoruś, lecz na trzy poligony w Rosji – przekazało min. obrony Białorusi.

Poinformował o tym podczas wieczornego briefingu rzecznik resortu Uładzimir Makarau po „konsultacjach” ze stroną rosyjską.

„Nie będzie przebazowania dodatkowych wojsk na terytorium Białorusi, to oficjalna informacja” – oświadczył Makarau, cytowany przez agencję BiełTA. „Jeśli ma miejsce dyslokacja wojsk, to dotyczy ona trzech rosyjskich poligonów uczestniczących w manewrach” – powiedział. Według oficjalnych zapowiedzi na terenie Rosji miejscem manewrów są poligony w obwodach: kaliningradzkim (graniczącym z Polską), leningradzkim i pskowskim (poligony: Łużskij, Strugi Krasnyje i Prawdinskij).

Wcześniej w czwartek Mińsk dementował informację opublikowaną przez rosyjskie ministerstwo obrony o tym, że „oddziały 1. Armii Pancernej Zachodniego Okręgu Wojskowego (ZWO) odbywają marsz na poligony na Białorusi”. „Nie jest planowane przybycie dodatkowych sił” – mówił Makarau portalowi informacyjnemu Tut.by.

Była to reakcja na rosyjski komunikat, w którym napisano, że „oddziały ZWO zaangażowane w manewry Zapad-2017 rozpoczęły przerzucanie żołnierzy, sprzętu wojskowego i specjalnego na poligony w Republice Białoruś”.

Według oświadczenia alarm bojowy ogłoszono w jednostce pancernej dyslokowanej pod Moskwą. Jej żołnierze mieli się dostać na Białoruś „przemarszem własnym i transportem kolejowym”, a następnie „działać na nieznanych poligonach w warunkach trudnego ukształtowania terenu”.

Makarau na wieczornym briefingu stwierdził, że informacja ta mogła się pojawić „przez pomyłkę”.

Wojskowy zreferował także przebieg pierwszego dnia manewrów Zapad-2017. Jak mówił, na białoruskich poligonach żołnierze ćwiczyli m.in. poszukiwania i likwidację grup dywersyjno-zwiadowczych i nielegalnych formacji zbrojnych. Odbyły się też ćwiczenia w zakresie obrony przeciwlotniczej i przygotowywania obrony terytorialnej.

Czwartek jest pierwszym dniem manewrów strategicznych Zapad-2017, które odbywają się na Białorusi i na trzech poligonach na zachodzie Rosji. W sumie ma w nich wziąć udział 12 700 żołnierzy i 700 jednostek sprzętu z obu krajów.

Mimo zapewnień Mińska i Moskwy, że scenariusz ćwiczeń jest czysto obronny, wywołują one duże zaniepokojenie wśród sąsiadów Białorusi, zwłaszcza na Ukrainie, która w 2014 r. padła ofiarą rosyjskiej agresji.

Obawy w związku z ćwiczeniami wyrażały także m.in. Litwa i Polska. NATO zapowiedziało, że będzie się im „uważnie przyglądać”.

PAP/MoRo