Jonathan Britmann: Skutki psychiczne pandemii będziemy obserwować latami

Kierownik Psychiatrycznego Zespołu Leczenia Środowiskowego w Tworkach o stanie psychicznym dzieci w czasie pandemii koronawirusa.

Jonathan Britmann stwierdza, że psychiczne skutki izolacji będziemy obserwować będziemy latami. Dotyczy to nie tylko dorosłych, ale przede wszystkim dzieci.

Na pewno będą w kategoriach zaburzeń psychicznych i zaburzeń zachowania spowodowane właśnie długim okresem pandemicznym.

Wskazuje, że ludzie przyzwyczajeni są do wychodzenia z domu. Tego, że nie stykami się z najbliższymi cały czas. W czasie lockdownu ludzie są zamknięci w domach. Pozostają w zbyt intensywnych kontaktach ze sobą. W rezultacie sięgają po alkohol. Wzrosło też zapotrzebowanie na antydepresanty.

O wypadkach samochodowych wiemy wszyscy. Było trzy i pół tysiąca w zeszłym roku albo cztery. Natomiast o podobnej ilości samobójstw jakoś mało się mówi.

Jak mówi Britmann, depresja nie jest tak powszechnie zauważana. Wskazuje, że na wsi dziwne zachowania pojedynczych ludzi nikogo nie dziwią.

Do tej pory jeszcze gdzieś na wsiach jeżeli jest dziwny, nazwijmy go pan Zenek, od czasu do czasu dziwnie się zachowuje […] porąbie siekierą własną budę to nikogo z miejscowych to nie dziwi, bo po prostu pan Zenek jest dziwny.

Duża liczba ludzi nie rozumie, że jak ktoś nie może wstać, to nie znaczy, że jest leniem.

Nowoczesna psychiatria w Polsce jest niestety trochę do tyłu.

Kierownik Psychiatrycznego Zespołu Leczenia Środowiskowego w Tworkach wyjaśnia, że w naszym kraju są „szpitale-wyspy, które straszą kratami” zamiast psychiatrii środowiskowej, wychodzącej do ludzi.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Insp. Ciarka: Obowiązuje zasada wszystkie ręce na pokład. Niektóre osoby oszukują, że są zarażone koronawirusem

Insp. Mariusz Ciarka o tym, czemu nie należy okłamywać służb i ile może wynosić grzywna za złamanie zakazów oraz o nowych obowiązkach funkcjonariuszy.

 

To nie czas na pouczanie i informowanie.

Insp. Mariusz Ciarka podkreśla, mówiąc o egzekucji nowych zarządzeń, że „tutaj nie ma już czasu na to, żebyśmy pouczali”. Za złamanie zakazów może grozić kara od 5 aż do 30 tys. zł z rygorem natychmiastowej wykonalności. Należy ją zapłacić w ciągu tygodnia albo zostaną wdrożone środki egzekucji.

Rzecznik prasowy Komendanta Głównego Policji tłumaczy ogrom pracy, jaki spadł na policję w związku z epidemią. Choć przestępczość  zależności od miejscowości spadła o nawet 40%, to wciąż  następuje kilkaset zatrzymań na gorącym uczynku dziennie. Tymczasem poza normalnymi obowiązkami funkcjonariusze pilnują zielonej granicy, organizują„konwoje dla obywateli obcych państw” i zmagają się z ogromem pracy związanej ze sprawdzaniem ludzi pracujących na kwarantannie. W części swych nowych działań policjantów wspierają żandarmi.

Obowiązuje zasada wszystkie ręce na pokład. […] Liczy się każdy policjant.

Nasz gość wyjaśnia, że nowe obowiązki realizują nie tylko policjanci służby patrolowej, lecz także funkcjonariusze innych pionów. Przypomina, że oni sami również są narażeni na zarażenie się wirusem. Służby mundurowe ustępują pod względem tego ryzyka tylko personelowi medycznemu. Konieczne są w związku z tym odpowiednie środki bezpieczeństwa: środki dezynfekujące, skafandry, rękawiczki etc. Prowadzona jest akcja „Nie okłamuj policjanta”. Jak mówi insp. Ciarka:

Niektóre osoby oszukują, tłumacząc, że są zarażone koronawirusem, licząc, że odstąpimy od czynności służbowych.

Policjanci od swych czynności nie odstępują, a podobne deklaracje jedynie utrudniają im pracę i grożą dodatkowymi konsekwencjami dla oszustów. Informuje, że ponad 700 funkcjonariuszy jest na kwarantannie, a w ponad 20 przypadkach stwierdzono u policjantów i policjantek zarażenie koronawirusem.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

 

 

Koszty wypadków drogowych przekraczają wartość programu 500+ oraz wydatki na armię

Straty państwa wynikające z tragedii na drogach szacowane są na 2,7% PKB.

Krajowa Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego opublikowała obszerny raport, z którego wynika, że rocznie państwo polskie traci na wypadkach drogowych 55,6 miliarda złotych.  Oznacza to, że kosztują nas one więcej niż program 500+ ( 41,2 mld) i więcej niż wydajemy na wojsko.  Suma ta stanowi 2,7% PKB.  KRBRD wyliczyła, że wypadki kosztowały nas w 2018 roku łącznie 44,9 miliardów złotych, czyli aż 34 proc. więcej niż w 2015 roku, a kolizje 11,7 miliarda złotych, czyli o 20 proc. mniej niż w 2015 roku. Z prognozy Rady wynika, że koszty te w najbliższych latach utrzymywać się będą na podobnym poziomie.

Każdy wypadek drogowy kosztuje państwo średnio 1,4 mln zł. Każda ofiara śmiertelna to strata 2,4 mln zł, a każdy ciężko ranny w wypadku „kosztuje” 3,3 mln zł. Koszt lekko rannego wynosi 48,2 tys. zł, a koszt kolizji 26,7 tys. zł.

że największy koszt, który stanowi aż 58 proc. udział we wszystkich kosztach zdarzeń drogowych, stanowią straty w krajowej produkcji tytułem śmierci bądź niedyspozycji pracownika do pracy. Znacznie mniejszym kosztem, ale także wysokim, są straty materialne (21 proc.). Kolejnym punktem na liście są koszty administracyjno-operacyjne, które stanowią 17 proc. ogólnych kosztów wypadków drogowych. Ostatnie 4 proc. stanowią koszty strat niematerialnych i koszty leczenia (te ostatnie to zaledwie 1 proc. wszystkich kosztów).

A.W.K.