Szef FDP: „nie” dla osobnego budżetu dla strefy euro i pomysłu powołania europejskiego ministra finansów dla Eurolandu

Szef FDP Christian Lindner oświadczył, że jego partia nie zgodzi się na utworzenie budżetu strefy euro, czego domaga się Francja. Liberalna FDP wejdzie zapewne do nowego rządu Niemiec.

„Nie wyobrażamy sobie budżetu dla strefy euro, a więc przekształcenia strefy euro w państwo, a Emmanuel Macron mówi o kilku punktach procentowych PKB na ten cel, co oznaczałoby w przypadku Niemiec transfer 60 mld euro lub więcej, które płynęłyby do Francji na konsumpcję i do Włoch, by kompensować błędy popełnione przez Berlusconiego” – powiedział Christian Lindner podczas dyskusji w telewizji publicznej ARD w niedzielę po ogłoszeniu wyborów do Bundestagu.

„Ten problem jest dla nas czerwoną linią” – zaznaczył szef niemieckich liberałów.

Lindner ocenił także sceptycznie francuski pomysł powołania europejskiego ministra finansów dla Eurolandu. „Gdyby zadaniem takiego ministra było zwracanie uwagi na lepsze przestrzeganie zasad, to nie miałbym nic przeciwko temu, ale jeśli rozumiemy pod tym pojęciem większy wpływ polityczny i manipulowanie danymi, to mówię nie” – zastrzegł Lindner.

Macron zapowiedział, że przedstawi we wtorek program reform Unii Europejskiej. Prezydent Francji czekał z konkretnymi pomysłami na wybory parlamentarne w Niemczech, chcąc uniknąć sytuacji, w której propozycje reform stałyby się elementem kampanii wyborczej.

Według niepełnych jeszcze danych FDP zdobyła w wyborach do Bundestagu 10,5 proc. głosów. Wobec decyzji SPD o przejściu do opozycji jedyną możliwością, jaka pozostała kanclerz Merkel na utworzenie stabilnego rządu, jest koalicja jej partii chadeckich z FDP i Zielonymi.

W nowym rządzie Lindner może dostać któryś z ważnych resortów – finansów lub spraw zagranicznych.

PAP/MoRo

Profesor Erhard Cziomer: Największy sukces prawicowo-nacjonalistycznej AfD. „To jest bardzo niebezpieczna tendencja”

Największy sukces w wyborach w Niemczech odniosła prawicowo-nacjonalistyczna antyimigrancka Alternatywa dla Niemiec (AfD) – ocenił politolog. W przyszłym parlamencie będzie trzecią siłą.

W rozmowie z PAP prof. dr hab. Erhard Cziomer z Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego zaznaczył, że istniejąca zaledwie od czterech lat narodowo-konserwatywna Alternatywa dla Niemiec (AfD) wejdzie po raz pierwszy do niemieckiego parlamentu.

„Należy pamiętać, że cztery lata temu to była partia profesorów, którzy byli przeciwko euro i nawet udało im się wejść do europarlamentu, ale potem nastąpił rozłam i teraz jest to partia nacjonalistyczna, która otrzymała 13,5 proc. głosów, głównie kosztem CDU/CSU i SPD”- dodał.

Prof. Cziomer zaznaczył, że AfD jest reprezentowana już w 13 na 16 krajów związkowych. „To jest bardzo niebezpieczna tendencja i co najgorsze, jest trzecią siłą polityczną, po CDU/CSU i SPD” – dodał. Przypomniał, że wcześniej sądzono, że trzecią siłą może być Liberalna FDP albo Zieloni.

Powiedział, że podczas kampanii wyborczej w Niemczech wschodnich wszystkie wystąpienia Angeli Merkel były zakłócane przez 'bojówki AfD’.

„Sporo różnych grup społecznych głosowało na Alternatywę, w tym np. Niemcy rosyjscy, których ponad dwa miliony przybyło z byłego Związku Radzieckiego” – wyjaśnił.

W ocenie politologa w porównaniu z wynikami wyborów sprzed czterech lat mało głosów otrzymała koalicja CDU/CSU. Według sondaży w niedzielnych wyborach na koalicje głosy oddało 32,5 procent, podczas gdy w 2013 r. było to 41,5 procent uprawnionych do głosowania.

„Ten wynik to też cios dla Merkel, bo liczyła, że otrzyma większe poparcie” – powiedział. Profesor Cziomer jest przekonany, że formowanie koalicji może potrwać nawet około półtora miesiąca.

„W Niemczech dłużej zastanawiają się nad koalicją, bo tam liczy się każde słowo i każda partia chce wprowadzić swój program, gdyż potem rozlicza się z tego przed wyborcami” – wyjaśnił. W ocenie politologa SPD przejdzie zgodnie z zapowiedzią Martina Schulza do opozycji.

Pytany o to, co ten wynik oznacza dla Polski, powiedział, że „wielkich zmian wobec Polski nie będzie”.

PAP/MoRo

Prof. Krasnodębski: to porażka Merkel, zwłaszcza że wybory odbyły się w sytuacji znakomitych wyników gospodarczych

Wyniki wyborów parlamentarnych w Niemczech to jednak porażka Angeli Merkel – ocenia europoseł Zdzisław Krasnodębski, który uważa historycznie niskie wyniki partii rządzących za efekt niezadowolenia.

Jeżeli rzeczywiście SPD dostała 20 proc., to byłby to historycznie najniższy wynik i osobista porażka szefa partii Martina Schultza – powiedział PAP Krasnodębski. Jak dodał, wynik CDU-CSU również jest bardzo słaby, bo w poprzednich wyborach chadecy przekroczyli 40 proc.

„Bardzo dobry jest wynik FDP, która nie była reprezentowana w poprzednim parlamencie i nie jest obciążona polityką imigracyjną. Widać, ze część niezadowolonych wyborców, którzy nie chcieli głosować na AfD, oddali głosy na liberałów” – ocenił Krasnodębski. Według niego takie wyniki to porażka Angeli Merkel, zwłaszcza że wybory odbyły się w sytuacji znakomitych wyników gospodarczych. „To oznacza, że co innego przeważyło niż wyniki gospodarcze” – skomentował.

Zdaniem prof. Krasnodębskiego jedyna możliwa przy takich wynikach koalicja rządowa to tzw. koalicja jamajska (od partyjnych kolorów), czyli CDU-CSU, liberałowie i Zieloni. „To oznacza trzy partie i trudne rozmowy koalicyjne, system niemiecki jest konsensualny i mogą się porozumieć. Ale proces formowania rządu nie będzie łatwy” – ocenił. Gdyby koalicja „jamajska” się nie udała, jedyną alternatywą jest powrót do wielkiej koalicji z SPD, co oznaczałoby, że nic się nie zmieniło – dodał.

Z punktu widzenia Polski koalicja trzech partii byłaby korzystniejsza, ponieważ taki rząd byłby mniej przyjazny Rosji, prawdopodobniej łatwiej byłoby zatrzymać takie projekty jak np. Nord Stream 2 – powiedział też Krasnodębski. Jednak, jego zdaniem, w polityce zagranicznej Niemiec żadnych dramatycznych zmian nie będzie. „Z różnych wariantów to i dla nas, i dla UE całkiem dobra opcja, ale nie spodziewajmy się wielkich zmian w niemieckiej polityce zagranicznej, bo ona jest dosyć stabilna i wynika z interesów. Być może osłabiona Angela Merkel będzie nieco bardziej skłonna do rozmów z Polską na najwyższym szczeblu. Być może rozmowy będą łatwiejsze niż do tej pory”.

Jak zwrócił uwagę europoseł, koalicji „jamajskiej”, a zwłaszcza obecności w niej FDP, nie chciał prezydent Francji Emmanuel Macron, bo oznaczyłoby to, że „jego plany budowy pewnych struktur federacyjnych wokół strefy euro nie spotkają się z poparciem Berlina”.

PAP/MoRo

Wybory 2017 w Niemczech bez niespodzianek: CDU/CSU wygrywają wybory do Bundestagu, AfD trzecią siłą

Przyszły Bundestag będzie liczył 709 miejsc. Największym klubem parlamentarnym będzie CDU/CSU z 246 mandatami, SPD ma 153 miejsc, AfD – 94, FDP – 80, Lewica – 69, a Zieloni – 67 miejsc.

[related id=39432] Blok partii chadeckich CDU/CSU uzyskał 33 proc. głosów w niedzielnych wyborach parlamentarnych w Niemczech – poinformowała w poniedziałek Federalna Komisja Wyborcza w Wiesbaden. Drugie miejsce zajęła SPD z wynikiem 20, 5 proc.

Oba bloki polityczne, tworzące w dobiegającej końca kadencji koalicyjny rząd kanclerz Angeli Merkel, zanotowały spore straty. W porównaniu z poprzednimi wyborami w 2013 roku chrześcijańscy demokraci stracili 8,5 pkt. proc., a socjaldemokraci – 5,2 pkt proc.

Dla SPD jest to najgorszy wynik w powojennej historii. Socjaldemokracja zgodnie z zapowiedziami zamierza przejść do opozycji.

Antyimigrancka Alternatywa dla Niemiec (AfD) jest trzecią siłą w parlamencie. Wejdzie do Bundestagu z wynikiem 12,6 proc. W poprzednich wyborach istniejąca od 2013 roku AfD nie przekroczyła progu wyborczego.

W nowym Bundestagu pozostanie Lewica z wynikiem 9,2 proc. (+0,6 pkt. proc.) i Zieloni z poparciem 8,9 proc. (+0,5 pkt. proc.).

Po czteroletniej nieobecności do parlamentu powróci Wolna Partia Demokratyczna (FDP), która zdobyła 10,7 proc. głosów.

Przyszły parlament będzie liczył 709 miejsc. Największym klubem parlamentarnym będzie CDU/CSU z 246 mandatami, SPD ma 153 miejsc, AfD – 94, FDP – 80, Lewica -69, a Zieloni – 67.

Frekwencja wyborcza wyniosła 76,2 proc. i była wyższa niż cztery lata temu, kiedy poszło do urn 71,5 proc. uprawnionych.

CDU/CSU

Kanclerz Niemiec Angela Merkel powiedziała w niedzielę po ogłoszeniu wyników sondaży exit poll, że kierowany przez nią blok partii chadeckich CDU/CSU „zrealizował strategiczny cel” i ma obecnie misję tworzenia rządu.

[related id=39427[]W wyborach do Bundestagu chadecy zdobyli 32,9 proc. głosów. „Nie będę owijała w bawełnę, że liczyliśmy na trochę lepszy wynik” – powiedziała Merkel w krótkim wystąpieniu w centrali CDU w Berlinie. „To jasne, nie wolno nam jednak zapominać, że za nami jest bardzo wymagająca kadencja” – zastrzegła.

Od 2015 roku do Niemiec przyjechało 1,3 mln migrantów, głównie z Bliskiego Wschodu, z zamiarem ubiegania się o azyl, co mocno spolaryzowało niemieckie społeczeństwo.

„Dlatego cieszę się, że osiągnęliśmy strategiczne cele naszej kampanii wyborczej. Jesteśmy największą siłą, mamy misję tworzenia rządu, przeciwko nam nie może powstać żaden inny rząd” – tłumaczyła szefowa CDU.

Merkel zapowiedziała, że będzie zabiegała o odzyskanie wyborców, którzy przeszli do Alternatywy dla Niemiec (AfD). Z informacji telewizji ARD wynika, że w porównaniu z poprzednimi wyborami ponad 1 mln wyborców przeniosło swoje głosy na AfD.

Partie chadeckie uzyskały najgorszy wynik od 1949 roku.

AfD

[related id =39419]Lider Alternatywy dla Niemiec (AfD) Alexander Gauland powiedział w niedzielę po ogłoszeniu sondażu exit poll, że jego partia po wejściu do Bundestagu będzie „polować” na kanclerz Angelę Merkel. Alternatywa dostała 13,3 proc. głosów i będzie trzecią siłą w Bundestagu.

„Ponieważ zostaliśmy prawdopodobnie trzecią siłą, przyszły rząd federalny, niezależnie od tego, kto go utworzy, musi się ciepło ubrać. Będziemy na niego polować. Będziemy polować na panią Merkel i innych. Odbierzemy sobie nasz kraj i nasz naród” – powiedział Gauland.

AfD zapowiadała wcześniej, że powoła komisję śledczą, która miałaby wyjaśnić kulisy decyzji Merkel o otwarciu w 2015 roku niemieckich granic. Zdaniem Alternatywy wpuszczenie migrantów na terytorium kraju było złamaniem prawa.

Gauland w wypowiedzi na początku września zaznaczył, że Niemcy mogą być dumni z „osiągnięć” niemieckich żołnierzy w obu wojnach światowych.

SPD

[related id=39406]Szef klubu SPD w Bundestagu Thomas Oppermann zapowiedział, że jego partia przejdzie do opozycji; SPD otrzymała 20 proc. głosów, co jest najgorszym wynikiem tej partii w powojennej historii Niemiec.
„Miejsce SPD wobec takiego wyniku wyborów jest w opozycji” – powiedział Oppermann. Nie znam nikogo w partii, kto przy tym wyniku życzyłby sobie kontynuacji wielkiej koalicji (z CDU/CSU) – zaznaczył polityk SPD. Wynik wyborów jest „głosowaniem przeciwko takiej koalicji”.

Oppermann określił Alternatywa dla Niemiec (AfD) mianem „narodowo-konserwatywnej, skrajnie prawicowej” partii, która „częściowo wyznaje ideologię narodowosocjalistyczną”. „Najwyraźniej nie udało się nam dotrzeć do wyborców tego ugrupowania”.

Oppermann opowiedział się za pozostaniem Martina Schulza na stanowisku przewodniczącego SPD.

SPD była od 2013 r. koalicjantem CDU/CSU w rządzie Angeli Merkel.

 

PAP/MoRo

Agaton Koziński o dzisiejszych wyborach w Niemczech: Angela Merkel pozostaje bezalternatywna 

Coś, co mocno przetasuje niemiecką scenę polityczną, to wynik AfD – powiedział publicysta nt. rosnącej w siłę partii, która może zająć trzecie miejsce w Bundestagu i startować w kolejnych wyborach.

[related id=39374]”Scenariusze wydają się bardzo proste, Angela Merkel zwycięży” – powiedział PAP publicysta „Polska The Times” Agaton Koziński, przewidując wyniki wyborów w Niemczech. I dodał: „Pytanie, z jak dużą przewagą, ile będzie jej brakowało do samodzielnej większości i w zależności od tego będzie szukała koalicjanta”.

Jak stwierdził Koziński, naturalnym koalicjantem, z którym blok CDU/CSU współpracuje od zawsze, jest liberalna partia FDP. „Ona w poprzednich wyborach do Bundestagu nie weszła, nie przekroczyła progu 5 proc.” – mówił. W ocenie publicysty teraz wszystko wskazuje na to, że ten próg FDP przekroczy, bo – jak powiedział – „sondaże pokazują, że podchodzi niemal pod 10 proc., tak że wynik bardzo dobry i być może ten wynik wystarczy, żeby była samodzielnym koalicjantem współpracującym z partią Angeli Merkel”.

„Jeżeli nie, to naturalnym krokiem będzie również zaproszenie Zielonych, którzy też mają szansę na przyzwoity, kilkuprocentowy wynik” – przewidywał Koziński. Jak tłumaczył: „Angela Merkel po wprowadzeniu swojej polityki 'Energiewende’, tj. zamknięciu elektrowni atomowych w kraju i otwarciu się na odnawialne źródła energii, zyskała dużo w oczach Zielonych, stała się ich naturalnym koalicjantem”.

To, zdaniem publicysty, powoduje pewne odwrócenie sojuszy. „Zieloni do tej pory byli naturalnym sojusznikiem SPD, teraz mogą być sojusznikiem CDU/CSU”- zaznaczył.

Według opinii Kozińskiego trzeci możliwy po wyborach scenariusz, a jednocześnie najmniej prawdopodobny, to wielka koalicja, czyli współpraca dwóch największych graczy – CDU/CSU z SPD.

„Wprawdzie Martin Schulz, który przejął przewodnictwo w SPD na początku tego roku, dał jej na początku nowy impuls, ale widać, że ten impuls był bardzo krótkotrwały” – podkreślił publicysta. I dodał: „SPD stopniowo spada w sondażach, szans na zwycięstwo nie ma praktycznie żadnych, kto wie nawet, czy – obserwując trendy – nie będzie musiała martwić się o to, czy uda jej się utrzymać wynik na poziomie 20 procent. Wszystko wskazuje na to, że będzie musiała zadowolić się „tylko kilkunastoprocentowym poparciem”.

„Coś, co mocno przetasuje niemiecką scenę polityczną, to będzie wynik Alternative für Deutschland, nowej partii populistycznej, niektórzy twierdzą, że wręcz ksenofobicznej, usytuowanej na prawo od CDU” – przewidywał Koziński.

Publicysta podkreślił, że „AfD jest partią antysystemową, która miała świetne sondaże w 2015 r., 2016 r., w apogeum kryzysu migracyjnego, potem one się załamały, w pewnym momencie się wydawało, że partia będzie walczyć o to, żeby przekroczyć 5-procentowy próg wyborczy, ale ostatnie sondaże pokazują, że jest całkowicie inaczej”. Jak zaznaczył, partia „odzyskała wigor, w ostatnich tygodniach wyraźnie idzie w górę i można przypuszczać, że nawet będzie się ocierała o wynik rzędu 15 procent”.

To zdaniem Kozińskiego bardzo wysoki wynik i jak mówił: „wydaje się, że 10 proc. przekroczy prawie na pewno i będzie trzecią siłą w niemieckim Bundestagu”.

Publicysta podkreślił, że wtedy AfD dostanie stanowisko wiceprzewodniczącego oraz ekspozycję w mediach przynależną partiom, które mają swoje miejsca w Bundestagu.

„Układanka zacznie się od początku, bo jest to partia całkowicie antysystemowa, niemająca zdolności koalicyjnych, ale z drugiej strony pokazująca, że w Niemczech narasta niezadowolenie z obecnych elit rządzących” – powiedział Koziński.

W jego ocenie obecnie nikt nie jest konkurencją dla Angeli Merkel. „Wydawało się przez moment, że nią będzie Martin Schulz, przewodniczący SPD, były przewodniczący Parlamentu Europejskiego, który był bardzo ostry, bardzo wyrazisty, bardzo radykalny, między innymi bardzo mocno atakował Polskę” – mówił.

Jednak, jak zaznaczył publicysta: „W pewnym momencie zniknął, spadł w sondażach, Angela Merkel pozostaje bezalternatywna”. I kontynuował: „Ona, jako ta bezalternatywna, w tym głównym nurcie zostanie, aczkolwiek widać, że coraz więcej Niemców jest z tego niezadowolonych, szukają innych rozwiązań, które ten polityczny główny nurt rozbiją”.

Koziński przewidywał, że partia AfD może rosnąć w siłę i będzie się przygotowywać do wyborów za cztery lata. „Jeżeli Angela Merkel popełni takie błędy jak w przypadku polityki migracyjnej w 2015 r., jeżeli okaże się, że strefa euro nie jest tak stabilna, jak Niemcy by tego oczekiwali, AfD będzie na tym zyskiwać” – ocenił.

PAP/MoRo

Merkel idzie po czwarte zwycięstwo, ale z kim utworzy rząd? 

W wyborach do Bundestagu Angela Merkel może być pewna zwycięstwa. Kto zostanie koalicjantem chadeków z CSU/CDU: SPD, FDP czy Zieloni? I jak silna będzie antyislamska AfD?

Sondaże nie pozostawiają cienia wątpliwości, iż po znacznym spadku poparcia wskutek kontrowersyjnej decyzji o otwarciu granic dla uchodźców we wrześniu 2015 roku, kanclerz Merkel i kierowany przez nią blok partii chadeckich CDU/CSU odzyskał dominację na niemieckiej scenie politycznej i wyraźnie prowadzi w sondażach, wyprzedzając głównego konkurenta, socjaldemokratyczną SPD, o kilkanaście punktów procentowych.

Chadecy cieszą się stabilnym poparciem 36-40 proc., podczas gdy socjaldemokraci mogą liczyć na wynik od 20 do 23 proc. Kandydat SPD na kanclerza Martin Schulz, niezrażony słabymi notowaniami, zapewnia, że interesuje go tylko zwycięstwo i fotel kanclerza, licząc na pozyskanie wyborców niezdecydowanych, szacowanych na jedną trzecią uprawnionych do głosowania. Zdaniem ekspertów Schulz nie ma jednak szans na zniwelowanie tej różnicy przed niedzielnym głosowaniem.

„Zaostrzając prawo migracyjne i zapewniając, że sytuacja z 2015 roku się nie powtórzy, Merkel odzyskała znaczną część wyborców, którzy dwa lata temu odwrócili się od niej ze względu na niekontrolowany napływ migrantów, a równocześnie zachowała poparcie tych, którzy uważali jej decyzję o otwarciu granic za słuszną, i witali uchodźców z otwartymi ramionami” – ocenił w rozmowie z PAP Oskar Niedermayer, politolog z Wolnego Uniwersytetu w Berlinie. „Pozyskanie tych pierwszych bez utraty tych drugich to prawdziwy majstersztyk” – uważa badacz niemieckiego systemu partyjnego.

Jak tłumaczy, siła chadeków polega na prostocie przesłania skierowanego do wyborców: „Merkel jest matką narodu, która prowadzi Niemców za rękę przez wszystkie kryzysy tak, by nic im się nie stało, dzięki czemu mogą rozsiąść się wygodnie w fotelu z poczuciem, że +Mutti+ (mamusia) wszystko za nich załatwi”.

Główne hasło wyborcze Merkel widniejące na tysiącach plakatów głosi: „Dla Niemiec, w których dobrze i chętnie żyjemy”, co zdaniem Niedermayera trafnie ilustruje jej „minimalistyczną filozofię wyborczą”.

Korzystając z przewagi, jaką daje sprawowanie urzędu kanclerza, Merkel ze spokojem pełni obowiązki szefowej rządu, umacniając swój wizerunek polityka, który zapewnia obywatelom spokój i dobrobyt oraz międzynarodowy prestiż.

Schulz, jej główny rywal do kanclerskiego fotela, na początku roku brawurowo rozpoczął kampanię wyborczą, jednak wraz z upływem czasu jego szanse na odsunięcie Merkel od władzy znacznie stopniały.

Po nominacji w styczniu poparcie dla byłego szefa Parlamentu Europejskiego i jego partii skoczyło do nienotowanego od lat poziomu 30 proc. SPD doścignęła w sondażach CDU, a Schulz przegonił pod względem popularności Merkel. Prasa rozpisywała się o „królewskim kandydacie”, jednak euforia nie trwała długo.

Teza Schulza, że największym problemem Niemiec jest brak sprawiedliwości społecznej, okazała się nietrafiona. Większość Niemców jest zadowolona ze swojej sytuacji, tylko 7 proc. ankietowanych ocenia swoją sytuację jako złą – zauważa Niedermayer.

Za znacznie ważniejszy problem wyborcy uznali bezpieczeństwo wewnętrzne i międzynarodowe, a także walkę z terroryzmem – tłumaczy politolog Karl-Rudolf Korte z uniwersytetu w Duisburgu-Essen.

Schulz nie wykorzystał nawet ostatniej szansy na odwrócenie niekorzystnej tendencji – jedynego bezpośredniego pojedynku telewizyjnego z Merkel na początku września. Szefowa rządu rozstrzygnęła 90-minutową debatę na swoją korzyść, mimo że nie najlepiej wypada w programach na żywo.

Za jedną z przyczyn porażki kandydata SPD uznano zbyt wiele zbieżności w jego programie wyborczym z programem CDU oraz brak konsekwencji w krytykowaniu Merkel. Chociaż Schulz nie wszedł do rządu Merkel, to jego SPD jest od czterech lat koalicjantem chadeków i tym samym jest współodpowiedzialna zarówno za dokonania, jak i zaniechania rządu.

Obserwatorzy telewizyjnego pojedynku zwracali uwagę, że Schulz często potakiwał Merkel zamiast bardziej zdecydowanie ją atakować. Tygodnik „Der Spiegel” zarzucił mu, że w gruncie rzeczy pogodził się już z kontynuowaniem koalicji z CDU/CSU przez kolejne cztery lata.

Rząd chadeków i socjaldemokratów może się pochwalić wieloma sukcesami; część z nich, w tym wprowadzenie płacy minimalnej czy reforma systemu emerytalnego, jest bez wątpienia zasługą SPD.

„Niemcom powodzi się zbyt dobrze, by możliwa była zmiana rządu” – ocenia magazyn polityczny „Cicero”. Niemiecka gospodarka ma się dobrze, nadwyżka w handlu zagranicznym i wpływy z podatków stale rosną, a bezrobocie jest na rekordowo niskim poziomie. To sprawia, że wyborcza obietnica CDU ulg podatkowych w wysokości 15 mld euro wydaje się być całkiem realna.

W kampanii wyborczej wszystkie liczące się partie unikają deklaracji koalicyjnych. CDU wykluczyła jedynie powyborcze sojusze z postkomunistyczną Lewicą oraz z eurosceptyczną i antyislamską Alternatywą dla Niemiec (AfD).

Z punktu widzenia Merkel oprócz kontynuacji sojuszu z SPD w grę wchodzą powyborcze koalicje z Wolną Partią Demokratyczną (FDP) lub z partią Zieloni. Arytmetyka wyborcza może zmusić chadeków do utworzenia rządu z obu tym partiami. Ta koalicja nazywana jest przez media „Jamajką” od barw partii (CDU – czarny, SPD – czerwony, Zieloni – zielony) odpowiadający barwom narodowym środkowoamerykańskiego kraju.

Między liberalną FDP a ekologami z Zielonych utrzymują się duże różnice programowe, które mogą utrudnić powołanie wspólnego rządu. Zieloni chcą zakazać do 2030 roku samochodów z silnikami spalinowymi, optują za liberalną polityką migracyjną, odrzucają deportację migrantów do Afganistanu, są tradycyjnie krytyczni wobec putinowskiej Rosji.

Liberałowie nie chcą słyszeć o ograniczeniach dotyczących przemysłu motoryzacyjnego, postulują pogodzenie się z aneksją Krymu i chcą prowadzić dialog z Rosją, dążą do obniżenia podatków. Zgłosili już pretensje do objęcia resortu finansów.

Merkel przymierzała się do koalicji z Zielonymi już cztery lata temu, jednak wówczas taki sojusz rozbił się o sprzeciw fundamentalistycznego skrzydła tej partii.

Kontynuacja obecnej koalicji chadeków z socjaldemokratami traktowana jest przez obie partie jako ostateczność, może jednak okazać się po wyborach jedyną realną możliwością. W SPD nie brak głosów, że osiągająca od lat słabe wyniki partia powinna się „zregenerować” w opozycji. Jeżeli SPD uzyska wynik słabszy niż w poprzednich wyborach (25,7 proc.) lub, co gorsza, poniżej rekordowo niskiego wyniku z 2009 roku (23 proc.), w partii dojdzie do rewolty, Schulz straci stanowisko, a SPD przejdzie do opozycji – prorokuje Niedermayer.

Wielkim problemem dla tradycyjnych partii jest konkurencja ze strony Alternatywy dla Niemiec (AfD). Istniejąca od 2013 roku eurosceptyczna partia odniosła w minionych latach szereg sukcesów w wyborach regionalnych, a obecnie jest o krok od wejścia do Bundestagu. W sondażach uzyskuje poparcie od 8 do 12 proc.

Ugrupowanie to, uznawane przez politologów za nacjonalistyczno-konserwatywne, domaga się zamknięcia granic dla uchodźców i usunięcia politycznego islamu z przestrzeni publicznej. Na wiecach AfD padają hasła znane dotąd jedynie z mityngów neonazistowskiej NPD, jak chociażby uznanie dla „osiągnięć” niemieckich żołnierzy w obu wojnach światowych.

Lider partii Alexander Gauland zapowiedział, że pierwszą propozycją jego ugrupowania będzie powołanie w nowym parlamencie komisji śledczej, która ma wyjaśnić okoliczności otwarcia przez Merkel we wrześniu 2015 roku granic dla uchodźców.

Za największe zagrożenie przedstawiciele innych partii uznają całkiem realną możliwość zajęcia przez AfD trzeciego miejsca w wyborach. Oznaczałoby to, że w przypadku powstania koalicji CDU/CSU i SPD antyimigranckie i antyislamskie ugrupowanie byłoby największą partią opozycyjną z prawem do przewodniczenia ważnym komisjom i do zabierania głosu w debatach parlamentarnych bezpośrednio po kanclerz Merkel.

Obawa przed takim scenariuszem skłoniła szefa urzędu kanclerskiego Petera Altmaiera do niecodziennego apelu uznanego za kontrowersyjny nawet przez jego partyjnych kolegów. Polityk CDU będący prawą ręką Merkel powiedział, że lepiej nie iść na wybory, niż oddać głos na AfD. Postawa Altmaiera nie spodobała się nawet jego partyjnemu koledze, szefowi MSW Thomasowi de Maiziere. „Każdy obywatel powinien skorzystać z prawa głosu i pójść na wybory” – powiedział minister.

PAP/MoRo

Jedyna debata przed wyborami w Niemczech. Ataki Schulza nie zaszkodziły Merkel, która wygrała w oczach telewidzów

W debacie dużo miejsca poświęcono kryzysowi uchodźczemu i krytyce Polski. 55 proc. ankietowanych uznało po zakończeniu debaty za bardziej przekonującą Merkel, 35 proc. opowiedziało się za Schulzem.

Kandydat SPD, Martin Schulz w pojedynku telewizyjnym na 3 tygodnie przed wyborami do Bundestagu atakował urzędującą szefową rządu, zarzucając jej błędy w polityce migracyjnej i zagranicznej. Z sondaży wynika, że nie udało mu się zniwelować przewagi rywalki.

Rozpoczynając jedyny pojedynek telewizyjny z Merkel w tej kampanii wyborczej, kandydat na kanclerza z ramienia SPD Martin Schulz zarzucił urzędującej kanclerz unikanie dyskusji na ważne dla kraju tematy.

„Dyskurs, kontrowersyjna debata, która jest solą demokracji i prowadzi do debaty w społeczeństwie, w tym kraju niemal zupełnie upadła, co doprowadziło do wzmocnienia prawego marginesu” – powiedział Schulz.

Zastrzegł, że nie powtórzyłby słów wypowiedzianych na niedawnym zjeździe SPD, że polityka Merkel jest „zamachem na demokrację”. Polityki nie można uprawiać w „wagonie sypialnym” – dodał.

Schulz wytknął swojej rywalce błędy popełnione dwa lata temu w początkowym okresie kryzysu uchodźczego. Za najpoważniejszy mankament uznał brak konsultacji z europejskimi partnerami.

Merkel po raz kolejny stanowczo broniła swojej polityki migracyjnej. Decyzja o niezamykaniu granicy dla uchodźców na początku września 2015 roku była słuszna – podkreśliła. „Nie mogłam postąpić inaczej” – zaznaczyła.

Kandydat SPD bronił z kolei swojej tezy, że uchodźcy są „cenniejsi niż złoto”, wyjaśniając, że miał na myśli ich wiarę w Europę, której brakuje wielu Europejczykom.

Schulz zarzucił Polsce i Węgrom, że odmawiając przyjęcia uchodźców uniemożliwiają powstanie europejskiej polityki migracyjnej i zagroził obu krajom konsekwencjami finansowymi.

„Potrzebne jest europejskie prawo migracyjne” – powiedział. Istnienie takiego prawa pozwoliłoby na zawracanie osób, które przekraczają granicę nielegalnie i wpuszczanie tych, które wjeżdżają legalnie – tłumaczył polityk SPD. Warunkiem takiej polityki byłoby ustalenie kontyngentów migrantów, którzy musieliby być rozdzielani pomiędzy poszczególne kraje.

„To można łatwo zrobić. Powodem fiaska jest jednak istnienie w UE krajów – kilka z nich wymieniłem, jak Polska czy Węgry – które to kategorycznie odrzucają i mówią: niech Niemcy i Włosi sami sobie radzą z tym problemem” – zaznaczył Schulz.

Polityk SPD zapowiedział, że w przypadku swego zwycięstwa w wyborach „powiąże problem migracji z finansowaniem Europy”. „Albo uda nam się doprowadzić do tego, że Europa będzie sojuszem solidarnym, gdzie wszyscy wspólnie rozwiązują zadania, albo dajmy sobie spokój (z Unią)” – powiedział niemiecki socjaldemokrata.

„Finansujemy rolnictwo, finansujemy budowę dróg w Rumunii i Bułgarii, finansujemy regionalny rozwój w Polsce, a te kraje mówią nam: wasza migracja, wasza polityka wobec uchodźców nic nas nie obchodzi. Tak dłużej być nie może” – ostrzegł Schulz.

Odnosząc się do konfliktu z Turcją, Schulz zarzucił Merkel brak zdecydowania. Zapowiedział, że gdy wygra wybory, doprowadzi do zerwania negocjacji akcesyjnych z tym krajem. „Doszliśmy do punktu, w którym musimy zakończyć relacje gospodarcze, finansowe, unię celną i negocjacje o wstąpieniu do UE” – mówił socjaldemokrata.

Relacje niemiecko-tureckie znajdują się w głębokim kryzysie. W tureckich więzieniach przetrzymywanych jest z powodów politycznych dwunastu Niemców, z których część ma podwójne obywatelstwo, a część wyłącznie niemieckie paszporty.

Merkel i jej główny wyborczy rywal spierali się też o konsekwencje skandalu z manipulowaniem przez Volkswagen i inne koncerny samochodowe wynikami pomiarów spalin, myto za korzystanie przez zagranicznych kierowców z autostrad, które kandydat SPD chce zlikwidować i o ulgi podatkowe, a także wiek emerytalny.

Zdaniem ekspertów bezpośrednia dyskusja – jedyna w tej kampanii wyborczej – była ostatnią szansą Schulza na odwrócenie niekorzystnego dla niego trendu w sondażach przed wyborami 24 września.

Jego partia SPD cieszy się poparciem od 22 do 24 proc. wyborców i traci do kierowanej przez Merkel CDU od 14 do 17 punktów procentowych. W bezpośrednich porównaniach poparcie dla Merkel wyraża dwa razy więcej Niemców (57 proc.) niż dla Schulza (28 proc.).

Blisko połowa uprawnionych do głosowania nie zdecydowała jeszcze, czy weźmie udział w wyborach i na kogo odda swój głos.

Z pierwszych sondaży wynika, że Schulzowi nie udało się zniwelować przewagi Merkel. ARD podała, że 55 proc. ankietowanych uznało po zakończeniu debaty za bardziej przekonującą Merkel, 35 proc. opowiedziało się za Schulzem. Pod względem kompetencji kandydat SPD wypadł jeszcze gorzej – 64 proc. pytanych uznało Merkel za bardziej kompetentną, 20 proc. wskazało na jej rywala.

Tylko w jednej kategorii Schulz zdystansował panią kanclerz. 87 proc. pytanych wyraziło opinię, że wykazywał większą gotowość do ataku, na Merkel wskazało tylko 5 proc.

Pojedynek rozpoczął się o godz. 20.15 i trwał 97 minut. Dyskusję transmitowały na żywo cztery stacje: nadawcy publiczni ARD i ZDF oraz telewizje prywatne RTL i Sat1. Eksperci spodziewają się, że transmisję obejrzało 20 mln widzów.

 

PAP/MoRo

Sławomir Ozdyk o kampanii wyborczej w Niemczech: Skrajna AfD „partia opozycyjna z prawdziwego zdarzenia”

Dzień 63. z 80./ Szczecin Paradoksalnie na terenie Niemiec partnerami do rozmów są organizacje jeszcze do niedawna Polsce bardzo przeciwne, czyli niemiecka skrajna prawica AfD- powiedział Ozdyk.

[related id=35891]Ozdyk wyjaśnił, że poglądy na temat  polskiej polityki w niemieckich mediach kształtowane są przez polskich polityków totalnej opozycji często goszczących w opiniotwórczych mediach niemieckich. Z tego powodu konieczna jest zmiana polityki informacyjnej w stosunku do mediów zachodnich.

-Nie powinniśmy pokazywać, że jesteśmy podnóżkiem Europy, ale równorzędnym partnerem. Niemcy nie będą szanować parobków – powiedział Ozdyk, który uważa, że jedynie artykułowanie twardej racji stanu da jakiś wymierny efekt.

Jego zdaniem tylko konsekwentne przeprowadzanie reform spowoduje, „że będzie to w końcu inaczej odebrane przez panią kanclerz”, bo Polska jest dużym krajem europejskim, w którym Niemcy prowadzą różnorodne interesy i „nie zrezygnują z tych interesów za darmo”.

-Paradoksalnie na terenie Niemiec partnerami do rozmów są organizacje jeszcze do niedawna Polsce bardzo przeciwne, czyli niemiecka skrajna prawica AfD (Alternative fur Deutschalnd)- powiedział Ozdyk. Jego zdaniem jest to fenomen politologiczny, ale faktem jest że AfD nie postrzega już Polski w kategoriach wroga.

[related id=35899]Wyjaśnił, że skrajna prawica to jest w Niemczech również AfD, bo każdy kto jest przeciwny liberalno-demokratycznym poglądom tak jest tam postrzegany. Zauważył, że notowania tej partii w dużej mierze zależą od stopnia zagrożenia, jaki odczuwają potencjalni wyborcy kryzysem emigracyjnym i związanymi z tym pośrednio zamachami terrorystycznymi w całej Europie. Ostatnie sondaże dają temu ugrupowaniu około 10 procent, ale – jak zaznaczył nasz rozmówca – ugrupowanie to posiada duży elektorat ukryty ze względu na odium nazistowskiego, jakim to ugrupowanie jest przez media obarczane.

-W tej chwili jest 10 procent, ale sądzę że będzie więcej – przewiduje nasz ekspert, który uważa, że nie zaszkodzi to pani kanclerz i nie odbierze jej to rządów w Niemczech, ale sprawi że wreszcie „będzie tam partia opozycyjna z prawdziwego zdarzenia”.

Po wyborach, które odbędą się 24 września, jak przewiduje Ozdyk powstanie koalicja CDU, SPD, Zieloni, „a może i nawet Linke”.

Chcesz wysłuchać całego Poranka Wnet, kliknij tutaj

Wywiad ze Sławomirem Ozdykiem w części 2 Poranka Wnet.

MoRo

Czytaj również: Merkel broni swojej polityki migracyjnej, krytykuje Turcję i odpiera zarzuty związane z kampanią wyborczą

 

 

Merkel broni swojej polityki migracyjnej, krytykuje Turcję i odpiera zarzuty związane z kampanią wyborczą

Kanclerz NIemiec broniła swojej polityki migracyjnej, krytykowała Turcję za przetrzymywanie w więzieniach obywateli niemieckich i odpierała zarzuty związane z przebiegiem kampanii wyborczej.

[related id=35724]Podczas konferencji prasowej w Berlinie Merkel powiedziała, że otwarcie latem 2015 roku granicy dla uchodźców było „ważną i słuszną” decyzją podyktowaną względami humanitarnymi w wyjątkowej sytuacji.

Kwestie migracji, integracji uchodźców i bezpieczeństwa są ważnym elementem kampanii przed wyborami do Bundestagu 24 września.

Szefowa rządu zaprzeczyła, jakoby jej obecna, ostrzejsza polityka wobec migrantów była zaprzeczeniem „kultury powitania” sprzed dwóch lat, gdy do Niemiec przyjechało niemal 900 tys. uchodźców, głównie z Bliskiego Wschodu.

Podejmowane obecnie działania, w tym walka z przemytnikami ludzi, pomoc finansowa dla krajów, z których pochodzą migranci, oraz pomoc dla Libii w celu poprawy warunków życia przebywających tam migrantów, są „zgodne z duchem, jaki przyświecał nam latem 2015 roku” – zapewniła niemiecka kanclerz. Obecnie musimy „uporządkować” procesy migracji i nimi „sterować” – dodała.

Merkel powiedziała, że w kwestii migracji nie wszystkie kraje Unii Europejskiej „odrobiły pracę domową”. Skrytykowała państwa odrzucające „uczciwy podział” uchodźców. „Nie może być tak, że Europa okazuje solidarność tylko wtedy, gdy jest to dla niej korzystne” – zauważyła. Jej zdaniem „nie wolno pozostawić samych sobie” Włoch i Grecji.

Merkel wypowiedziała się przeciwko „izolowaniu się” Europy. Jej zdaniem nasz kontynent będzie mógł zachować dobrobyt, jeżeli pomoże innym obszarom świata w rozwiązaniu problemu migracji.

Szefowa niemieckiego rządu wezwała Turcję do zwolnienia przetrzymywanych z przyczyn politycznych w więzieniach obywateli Niemiec, z których część ma podwójne obywatelstwo. „Nasz postulat jest jednoznaczny: więzione osoby muszą zostać zwolnione” – powiedziała. W tureckich więzieniach przebywa 10 Niemców, w tym dziennikarz gazety „Die Welt” Deniz Yucel.

Oświadczyła, że chciałaby poprawy relacji między Berlinem a Ankarą, lecz „rzeczywistość” na to nie pozwala.

Odnosząc się do sankcji wobec Rosji, Merkel powiedziała, że zostaną one zniesione, gdy ustaną przyczyny ich wprowadzenia. Przypomniała o bezprawnym zaanektowaniu Krymu przez Rosję. Jej zdaniem sytuacja na wschodzie Ukrainy jest nadal niezadowalająca.

Merkel odpierała zarzut o korzystanie w kampanii wyborczej ze śmigłowców Bundeswehry, przysługujących jej jako szefowej rządu, po cenach będących jedynie ułamkiem rzeczywistych kosztów. Jak podkreśliła, stosuje się do przepisów obowiązujących od dawna. Broniła też prawa do ingerencji przy ustalaniu warunków pojedynku telewizyjnego z kandydatem SPD Martinem Schulzem, do którego dojdzie 3 września. Merkel nie wyraziła zgody na większą liczbę telewizyjnych dyskusji.

Gospodarzem wtorkowego spotkania była Federalna Konferencja Prasy, stowarzyszenie zrzeszające dziennikarzy akredytowanych w Berlinie. Konferencję prasową prowadził przedstawiciel tej organizacji, a rzecznik rządu nie miał prawa do ingerowania w jej przebieg. Istnienie stowarzyszenia istotnie wzmacnia pozycję dziennikarzy wobec polityków w Niemczech.

PAP/MoRo

Zobacz także:Zbigniew Stefanik z Francji dla WNET/ Prezydent Macron omawia główne kierunki francuskiej polityki zagranicznej

Kampania wyborcza w Niemczech.Przeciwnicy Merkel z Alternative für Deutschland zakłócili jej wiec przedwyborczy

Kilkudziesięciu zwolenników antyimigranckiej partii AfD zakłóciło w sobotę gwizdami i okrzykami przedwyborczy wiec kanclerz Niemiec  i przewodniczącej CDU Angeli Merkel w Quedlinburgu.

Odbywająca się na rynku położonego na przedpolu gór Harz miasta  impreza zainaugurowała kampanię krajowej organizacji CDU w Saksonii-Anhalcie przed wyznaczonymi na 24 września wyborami do Bundestagu. Według CDU w wiecu wzięło udział około 3 tys. ludzi, natomiast według policji o połowę mniej.

Widoczni na obrzeżu zgromadzenia zwolennicy AfD dmuchali w gwizdki i wznosili okrzyki – „Zdrajcy narodu”. Na ich plakatach widać było między innymi napisy: „Idź do swoich muzułmanów”, „Merkel musi odejść” i „Dziękujemy, Merkel” – ten ostatni na białym tle z domalowanymi plamami krwi.

„Paru ludzi nie potrafi tutaj nic więcej niż wrzeszczeć, ale nie damy się temu zwieść” – powiedziała o protestujących Merkel. „Niektórzy uważają, że problemy ludzi w Niemczech można przezwyciężyć i rozwiązać wrzaskami. Ja w to nie wierzę i zakładam, że większość zgromadzonych dzisiaj w tym miejscu także nie wierzy” – zaznaczyła niemiecka kanclerz.

W swym przemówieniu poruszyła także kwestię skandalu spowodowanego nielegalnymi praktykami niemieckich producentów samochodów z silnikami Diesla. Jak wskazała, trzeba naprawić popełnione błędy, utrzymując jednocześnie miejsca pracy w przemyśle motoryzacyjnym. Ludzie, którzy w dobrej wierze kupowali pojazdy z silnikami wysokoprężnymi, nie powinni ponosić kosztów skandalu i „uczynimy wszystko, by zapobiec zakazom jazdy (takich samochodów)” – podkreśliła Merkel.

PAP/MoRo