Chrystus zmartwychwstał! Prawdziwie zmartwychwstał! Dla wielu żołnierzy to kolejne święta z dala od domu i rodzin

Ojciec Serhij mówi o nadziei płynącej ze Zmartwychwstania w wymiarze religijnym i w odniesieniu do Ukrainy. Żołnierze chórem powtarzają modlitwy, kończąc słowami: Chrystos Woskres! Woistynu Woskres!

Tekst i zdjęcia Paweł Bobołowicz

Kolejny rok prawosławną Wielkanoc spędziłem, towarzysząc z aparatem i mikrofonem ukraińskiemu kapelanowi wojskowemu o. Serhijowi Dmitriejewowi w jego posłudze na froncie. Na froncie, o którym zapomina

świat, a z kijowskiej perspektywy zdaje się być czymś odległym i geograficznie, i mentalnie. Ale nie jest – jego linia przebiega 700 km na wschód od ukraińskiej stolicy i stale giną na nim żołnierze, a czasem także cywile. Od ponad pięciu lat Ukrainie nie udało się przywrócić kontroli nad częścią obwodu ługańskiego i donieckiego. Okupowany pozostaje Krym. Wojna przybrała charakter pozycyjny. Trwają ostrzały i wymiana ognia, do których najczęściej dochodzi nocą, gdy obserwatorzy OBWE mają mniejsze możliwości monitoringu. Tegoroczna Wielkanoc nie minęła na froncie spokojnie, pomimo że znów ogłoszono rozejm. Kolejny, który nie był przestrzegany.

Wielki Piątek. Na froncie święta mijają inaczej. Żołnierze nie mają czasu i możliwości celebracji całego Triduum Paschalnego. W koszarach przygotowywane są świąteczne posiłki z najważniejszym elementem: kraszankami.

Wielkopiątkową noc spędzamy w okopach na jednej z wysuniętych pozycji. Prorosyjscy separatyści dwukrotnie ją ostrzeliwują z broni strzeleckiej i ciężkich karabinów. Niecelnie. Kilkanaście godzin później tę samą pozycję ostrzelają przy pomocy moździerzy – na szczęście obędzie się bez ofiar. Pomiędzy ostrzałami gramy z żołnierzami w darty.

Gdy wstaje słońce, żołnierze się rozluźniają: ktoś idzie pielęgnować miniogródek z koperkiem i szczypiorkiem, ktoś inny robi sobie kolejny tatuaż.

Nieodłącznymi towarzyszami ukraińskich żołnierzy są zwierzęta: psy, koty, a podobno gdzieś też żołnierze trzymają gęś. To jedyne miejsce, gdzie nie ma psów i kotów.

Późnym wieczorem w Wielką Sobotę rozpoczyna się Liturgia Paschalna. Kapelan musi być w kilku pododdziałach i nie ma możliwości, żeby sprawowana była tak jak w cerkwi, przez całą noc. Na modlitwę i poświęcenie pokarmów do sztabu przyjeżdżają żołnierze z pobliskich pozycji bojowych.

To jedyna noc, której nie zakłócają wystrzały.

 

Od świtu Wielkiej Niedzieli docieramy wojskową terenówką na najodleglejsze pozycje. Z modlitwą, święconą wodą, kraszankami i prezentami od wolontariuszy.

Bo jak mówi jeden z żołnierzy, nawet na froncie zmartwychwstał Pan.

W czasie modlitwy ojciec Serhij mówi o nadziei płynącej ze Zmartwychwstania w wymiarze religijnym i w odniesieniu do sytuacji Ukrainy. Żołnierze chórem powtarzają modlitwy, kończąc słowami: Chrystos Woskres! Woistynu Woskres! – Chrystus Zmartwychwstał! Prawdziwie Zmartwychwstał!

Niektórzy z nich w okopach spędzają wiele miesięcy. Mieszkają pod ziemią, pod ziemią budują sauny, a nawet pralnie. I mają świadomość, ze ich zabezpieczenia i tak ich nie uchronią przed celnie wystrzelonym pociskiem artyleryjskim.

Gdy wśród zebranych żołnierzy są kobiety, o. Serhij szczególnie akcentuje fakt, że to niewiasty pierwsze zobaczyły pusty Grób Pański. W ukraińskim wojsku jest 55 tysięcy kobiet. Część z nich walczy ramię w ramię z mężczyznami, wiele jest medykami, kucharkami. Nie mają żadnej taryfy ulgowej, chociaż nawet w najbardziej polowych warunkach potrafią dbać o swoją urodę.

Dla wielu żołnierzy to kolejne święta spędzone z dala od domu i rodzin. W stałej gotowości do walki.

Jednak zgodnie podkreślają, że obecność kapelana daje im poczucie opieki Boskiej i nadzieję na zmianę. Ojciec Serhij jest ich opiekunem duchowym, ale także kompanem, druhem. Nawet ci, którzy nie czują się chrześcijanami, doceniają jego posługę.

Fotoreportaż Pawła Bobołowicza pt. „Na froncie zmartwychwstał Pan!” znajduje się na s. 6 majowego „Kuriera WNET” nr 59/2019, gumroad.com.


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Fotoreportaż Pawła Bobołowicza pt. „Na froncie zmartwychwstał Pan!” na s. 6 majowego „Kuriera WNET”, nr 59/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Kronika donbaskiego piekła. Wspomnienia żołnierza wojny rosyjsko-ukraińskiej, świadka zdrady Rosjan pod Iłowajskiem

Dobitnie szczegółowy opis tego, jak Rosjanie złamali obietnice rozejmu i ostrzelali wycofujące się wojsko ukraińskie. W czasie chaotycznego odwrotu zginęło 366 żołnierzy, drugie tyle zostało rannych.

Eugeniusz Bilonożko

Roman Zinenko jest byłym żołnierzem piechoty morskiej i batalionu ochotniczego Dnipro-1 oraz uczestnikiem walk o Iłowajsk w sierpniu 2014 roku. Swoje doświadczenia z wojny opisał w książce pt. Iłowajskij dziennik, która została opublikowana w wydawnictwie Folio w języku ukraińskim i rosyjskim. Tekst jest szczerym i dobitnie szczegółowym opisem tego, jak Rosjanie złamali obietnice rozejmu i ostrzelali wycofujące się wojsko ukraińskie. (…) Ukraińcy próbowali odbić strategicznie położony Iłowajsk z rąk Rosjan i separatystów. Pod koniec sierpnia 2014 r. ukraińskie wojsko i ochotnicy zostali okrążeni i w czasie chaotycznego odwrotu zginęło 366 żołnierzy. Niemal drugie tyle zostało rannych. Podobna liczba żołnierzy trafiła do niewoli. To tylko oficjalne dane. Prawdopodobnie straty były większe.

– Wszystko, co opisałem „Dzienniku iłowajskim”, to prawda, opisana tak, jak byłem w stanie ją odtworzyć. Cały tekst mojej książki został załączony jako materiał do sprawy śledczej.

Autor przedstawia w swojej książce wspomnienia oficerów i żołnierzy. Odtwarza wydarzenia na podstawie nagrań wideo i fotografii z sierpnia 2014 roku. Większość zebranych materiałów nie była wcześniej publikowana. Książka zawiera raport Tymczasowej Komisji Śledczej ukraińskiego parlamentu i relacje z najważniejszych śledztw dziennikarskich. Pierwsza część prezentuje wydarzenia, które miały miejsce od 7 do 24 sierpnia 2014 r., a druga – wydarzenia z okresu między 25 a 31 sierpnia 2014 r. (…)

– Rosjanie strzelali do samochodów oznaczonych białą flagą albo czerwonym krzyżem. W książce są świadectwa osób, które widziały, jak rosyjscy wojskowi rozstrzeliwali bezbronnych jeńców – powiedział Zinenko. (…)

– Obelgi rzucane ze strony Rosjan na mnie i na moją książką to codzienność, ale wiem, że dzięki mnie rodziny Rosjan, którzy zginęli w Donbasie, będą wiedzieć więcej i nie będą udawać, że Rosjan tam nie było. W Rosji brakuje prawdziwej informacji o wojnie w Donbasie i moja książka jest szansą na to, że Rosjanie dowiedzą się o swoich zbrodniach.

Cały artykuł Eugeniusza Bilonożki pt. „Kronika donbaskiego piekła” znajduje się na s. 4 kwietniowego „Kuriera WNET” nr 58/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Eugeniusza Bilonożki pt. „Kronika donbaskiego piekła” na s. 4 kwietniowego „Kuriera WNET”, nr 58/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Antoni Macierewicz: Dziennikarz ,,Faktu” zapowiedział, że za milion złotych zorganizuje zamach i mnie zabije

Były szef Ministerstwa Obrony Narodowej podsumowuje 20. rocznicę wejścia Polski do NATO, sytuację międzynarodową po Szczycie Bliskowschodnim oraz komentuje skandaliczne zachowanie dziennikarza „Faktu”

Były szef Ministerstwa Obrony Narodowej podsumowuje 20. rocznicę wejścia Polski do NATO, sytuację międzynarodową po Szczycie Bliskowschodnim oraz komentuje skandaliczne zachowanie dziennikarza „Faktu”

Zdaniem byłego szefa Ministerstwa Obrony Narodowej, Polska nie powinna skupiać się jedynie na sojuszu militarnym między naszym państwem a Stanami Zjednoczonymi. Powinna raczej koncentrować się na rozbudowie własnej siły, temu bowiem – jak deklaruje – służył strategiczny przegląd obronny, zrobiony w latach 2016-2017, który wyznaczył terminarz i kształt inwestycji w Polskie wojsko, tak aby mogło ono samo skutecznie przeciwstawić się potencjalnemu przeciwnikowi. Jak dodaje gość Poranka WNET, realizacja planu powinna nastąpić w roku 2032, pod warunkiem, że Polska będzie wydawała do 2,5 proc. PKB na zbrojenia.

Zdaniem Antoniego Macierewicza, NATO było zawsze strukturą niezależną od polityki prowadzonej przez poszczególne państwa, i tak nadal jest. Problem polega na tym, że Państwa Europy Zachodniej, takie jak Francja czy Niemcy, nie chcą wydawać pieniędzy na zbrojenia, przez co ich armia się degradują i nie mogą zapewnić bezpieczeństwa w naszym rejonie.

– Dlatego tak ważny jest dla nas bezpośredni, strategiczny sojusz z USA – mówi Antoni Macierewicz. Podkreśla jednak, że bezpieczeństwo będzie zależało nie tylko od skuteczności kształtowania sojuszu polsko-amerykańskiego oraz od działania NATO, ale równie mocno od naszej własnej siły.

Macierewicz ocenia również sytuację międzynarodową po Szczycie Bliskowschodnim, który odbył się w Polsce. Zdaniem byłego ministra, rząd zgodził się na przeprowadzenie konferencji bliskowschodniej na naszym terytorium, nie ze względu na sojusz z USA, ale dlatego, że naszym interesem jest zminimalizowanie napięcia oraz doprowadzenie do sytuacji pokojowej na Bliskim Wschodzie, a Iran jest jego ważną częścią.

Wielu ekspertów zarzuca PiS-owi, że jego polityka zagraniczna jest jednokierunkowa, tj. oparta na współpracy z USA. Macierewicz uważa, że tak nie jest. Przedstawia szereg państw, z którymi Polska ma mocne kontakty.

Czy jesteśmy gotowi na konflikt z innym krajem? – Konflikt trwa, a Rosja nieprzerwanie od 2008 r. prowadzi agresywną politykę zagraniczną – uważa Antoni Macierewicz.

Macierewicz odnosi się również do śledztwa wokół Bartłomieja M. oraz do zapowiedzi jednego z dziennikarzy ,,Faktu”, który napisał, że za milion złotych zorganizuje zamach na jego osobę.

Zapraszam do wysłuchania całej rozmowy!

JN

 

 

 

 

 

 

 

 

Paweł Bobołowicz: Poroszenko ogłosił start w wyborach prezydenckich na Ukrainie

Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko będzie ubiegał się o reelekcję. Wczoraj oficjalnie ogłosił swój udział w wyborach prezydenckich, które odbędą się 31 marca na Ukrainie.

29 stycznia na Ukrainie wspomina się bohaterów boju pod Krutami, czyli bitwy stoczonej w 1918 roku. Oddział 300 Ukraińców, głównie kijowskich studentów 120 km od Kijowa stoczył heroiczną walkę z czterema tysiącami bolszewickich wojsk. Większość ukraińskich obrońców zginęła podczas całodniowych walk, bolszewicy zamordowali też kilkudziesięciu studentów wziętych do niewoli. Bitwa pod Krutami jest nazywana ukraińskim Termopilami. I to właśnie ten dzień prezydent Petro Poroszenko wybrał na ogłoszenie swojej decyzji o uczestniczeniu w wyborach prezydenckich na kolejną pięcioletnia kadencję.

Poroszenko swoją decyzję ogłosił na Forum, które w nazwie nawiązywało do historycznego wydarzenia: „Od Krut do Brukseli. Idziemy swoją drogą”. Ponadto, stwierdził, że jego decyzja wynika z poczucia odpowiedzialności przed krajem, współczesnymi, przeszłymi i przyszłymi pokoleniami Ukraińców.

Podsumowując swoja pierwszą kadencję Poroszenko powiedział, że ma z czego być dumnym i ma za co przepraszać, ale uzasadniając swoja wolę kandydowania dodał, że nie można się zatrzymywać w połowie drogi rozbudowy państwa.

Poroszenko mówił także o kryzysie, który dotknął Ukrainę, o domowych budżetach, w których nie można związać końca z końcem i o Ukraińcach, którzy za granicę wyjeżdżają zdobywać wykształcenie oraz lepszą pracę. Jednocześnie prezydent Ukrainy powołał się na dane statystyczne Narodowego Banku Ukrainy, według którego następuje wzrost ekonomiczny. Dodatkowo stwierdził, że kryzys wywołany został wojną, agresją ekonomiczną i handlową blokadą ze strony Rosji już mija.

W relacjach z Rosją potrzebny jest pokój, „Zimny pokój, ale pokój” mówił prezydent Ukrainy. Według niego ludzie zmęczyli się wojną i wykorzystuje to rosyjska propaganda, a wybory na Ukrainie, to nie tylko wybory prezydenta, ale wybory osoby, która jest również zwierzchnikiem sił zbrojnych, a wojna, którą prowadzi Ukraina, to nie zabawa ołowianymi żołnierzykami, lecz walka z drugą, co do wielkości, armią świata.

Według Poroszenki, pokój oznacza odnowienie jedności terytorialnej Ukrainy, uznanie dla własnej drogi bez konieczności pytania Moskwy o zgodę gdzie Ukraina ma iść. Poroszenko jasno określił prozachodni kurs Ukrainy. Zapowiedział, że w 2024 roku Ukraina oficjalnie wystąpi z wnioskiem o przyjęcie do Unii Europejskiej. Również wyraził przekonanie, że Ukraina otrzyma i zacznie realizować plan działań niezbędnych do członkostwa w NATO.

Pomimo, że Poroszenko decyzję o kandydowaniu ogłosił wczoraj, to nie ma wątpliwości, ze kampanię prowadzi od dawna. I ostatnio może mieć coraz więcej powodów do zadowolenia. Jednym z takich powodów jest sukces z przyznaniem ukraińskiej cerkwi autokefalii, które stało się osią jego ostatnich działań. Jeszcze niedawno Porszenko znajdował się na trzecim miejscu wśród kandydatów na urząd prezydenta, a oprócz liderki sondaży Julii Tymoszenko wyprzedzał go komik Wołodymyr Zełenski. Według ostatnich badań socjologicznych przeprowadzonych przez ośrodek analityczny Demokratyczne Inicjatywy i Centrum Razumkowa pierwszą w rankingu prezydenckim pozostaję Julia Tymoszenko która może liczyć na 16 procent deklarujących udział w wyborach, ale na drugim miejscu jest już Petro Poroszenko, który ma prawie 14 poparcie. Wołodymyr Zełenski spadł na 3 pozycję z poparciem 9 procent. Takie wyniki oczywiście oznaczają, ze na Ukrainie odbędą się dwie tury wyborów – pierwsza tura przypadnie na 31 marca tego roku.

Centralna komisja Wyborcza zarejestrowała już 23 kandydatów chętnych do objęcia urzędu prezydenta Ukrainy.

Zapraszam do wysłuchania całej rozmowy.

JN

Paweł Bobołowicz prosto z frontu na Ukrainie: Rosjanie blokują ruch statków w Cieśninie Kerczeńskiej

Paweł Bobołowicz opowiada o dalszym ciągu konfliktu ukraińsko-rosyjskiego po incydencie w Cieśninie Kerczeńskiej oraz o przepisach w nowelizacji ustawy o IPN, które TK uznał za niekonstytucyjne.

 

Średni czas oczekiwania statków na pozwolenie na przepłynięcie przez Cieśninę Kerczeńską w kierunku Morza Czarnego wynosi prawie 35 czasów w czasie pogody sztormowej i 15 godzin w normalnych warunkach.

Na wpłyniecie na akwen Morza Czarnego trzeba poczekać ponad 27 godzin i dziewięć w normalnych warunkach pogodowych. Przed blokadą czas oczekiwania na decyzję wynosił od dwóch do trzech godzin.

Taka sytuacja powoduje, że do ukraińskich portów w Mariupolu i Berdiańsku nad Morzem Azowskim wpływa o połowę mniej statków niż w analogicznym okresie roku poprzedniego. Cześć armatorów rezygnuje z żeglugi ze względów bezpieczeństwa.

W Mariupolu znajdują się zakłady metalurgiczne. Według lokalnych mediów w Mariupolu w pierwszych dniach stycznia ukraińska kolej przejęła na siebie transport produkcji metalurgicznej i jest ona przewożona do portu w Mikołajewie.

Prezydent Ukrainy odnosząc się niedawno do sytuacji w cieśninie kerczeńskiej stwierdził, że w odpowiedzi powinny być zablokowane dla rosyjskich statków porty europejskie i amerykańskie

W ciągu ubiegłej doby 13 razy tzw. separatyści naruszyli rozejm. W wyniku ostrzału jeden ukraiński żołnierz został ranny. Służby prasowe ukraińskiej Operacji Połączonych Sił informują, że zlikwidowały 3 okupantów.

Paweł Bobołowicz komentuje również decyzję  Trybunał Konstytucyjny uznał za sprzeczne z konstytucją art. 1 ustawy o IPN w części obejmującej wyrazy „ukraińskich nacjonalistów i” oraz art. 2a w części obejmującej wyrazy „ukraińskich nacjonalistów” oraz wyrazy „i Małopolski Wschodniej”.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy.

JN

Stan wojenny na Ukrainie pozostaje bez wpływu na sytuację na polskim rynku pracy, który wciąż poszukuje pracowników

Wprowadzenie stanu wojennego na części terytorium Ukrainy jak na razie pozostaje bez wpływu na przepływ pracowników do Polski i nie stanowi zagrożenia dla polskiego rynku pracy.

Nie dostrzegamy zmian w podaży pracowników oraz problemów z ich przyjazdem i zatrudnianiem w Polsce. Natomiast nie możemy wykluczyć takich problemów, jeśli dojdzie do eskalacji konfliktu.

Obecna sytuacja nie jest niczym nowym. Konflikt na Ukrainie trwa od dłuższego czasu. Jak wynika z danych ONZ, od początku rozwoju kryzysu na Ukrainie w 2014 r. do dziś zginęło tam ponad 3 tys. cywilów.

Warto zauważyć, że stabilna sytuacja polityczno-gospodarcza jest dla Ukraińców jednym z ważnych powodów wyboru Polski jako miejsca emigracji zarobkowej – wskazuje na to 12,5 proc. naszych wschodnich sąsiadów przyjeżdżających do nas do pracy, zapytanych w ramach „Barometru Imigracji Zarobkowej – II półrocze 2018”.

– Z naszych analiz wynika także, że już 21 proc. firm zatrudnia Ukraińców. Pracowników z Ukrainy najczęściej znajdziemy w dużych firmach – 40 proc. z nich deklaruje zatrudnianie kadry ze Wschodu – mówi Krzysztof Inglot, prezes Personnel Service, firmy specjalizującej się w rekrutacji i zatrudnianiu pracowników z Ukrainy na potrzeby pracodawców w Polsce. – W średnich przedsiębiorstwach ten odsetek wynosi 29 proc., a w małych 18 proc.. Poszukiwania Ukraińców w ciągu najbliższych 12 miesięcy planuje 17 proc. przedsiębiorstw – 30 proc. dużych, co piąte średnie i 15 proc. małych. Jeżeli chodzi o branże dominuje produkcja – już co trzecia firma produkcyjna będzie poszukiwała kadry ze Wschodu.

Przełomiec: Rosjanie od miesięcy planowali atak na Ukrainę. Reakcja Trumpa na ten incydent obnaża jego słabość do Putina

Maria Przełomiec mówi o zaognieniu kontaktów rosyjsko-ukraińskich. Dziennikarka sądzi, iż incydent był zmyślnie zaprojektowaną przez Rosję prowokacją:


” Była to zdecydowana prowokacja Rosji a nie Ukrainy. Obserwuje telewizję rosyjską i na tydzień przed  kryzysem pełno było tam materiałów dotyczących prowokacyjnych działań Ukrainy na morzu Azowskim. A to przecież Rosjanie zatrzymywali Ukraińskie statki handlowe i skutecznie utrudniali ruch handlowy pomiędzy Ukrainą a resztą świata. Takie prowokacje na morzu Azowskim trwały zresztą od miesięcy”.

Maria Przełomiec uważa, że kluczową sprawą będzie teraz reakcja świata demokratycznego:

„Wydaje mi się, że wiele będzie zależało od reakcji Zachodu. Czy potraktuje on to wydarzenie w kategoriach incydentu, czy całego scenariusza.”

Naszego gościa „bawi” reakcja Donalda Trumpa. Prezydent USA bowiem na początku nie zareagował na to zdarzenie. Później, pod naporem „Washington Post”, zdawkowo i dość łagodnie się do niego odniósł. Teraz ważne jest jutrzejsze spotkanie na Szczycie G20, bowiem tam zaplanowane było spotkanie Donalda Trumpa z Putinem:

„Prezydent USA Donald Trump, który chętnie krytykuje wszystkich na arenie międzynarodowej ma ewidentną słabość do Putina”.

A czy polski rząd dobrze zareagował? Maria Przełomiec cieszy się, iż politycy w naszym kraju są ze sobą zgodni i używają ostrego języka wobec zachowania Rosji.

Zapraszam do wysłuchania całej rozmowy.

JN

Szczerski: Należy rozważyć zaostrzenie reżimu sankcyjnego wobec Rosji

Na konferencji prasowej minister Szczerski zaprezentował oficjalne stanowisko prezydenta RP w sprawie kryzysu kerczeńskiego. Mówi o zaostrzeniu sankcji wobec Rosji po ataku na ukraińskie okręty.

W niedzielę, na terenie cieśniny Kerczeńskiej, dwa ukraińskie kutry, które płynęły z Odessy do Mariupola nad Morzem Azowskim, zostały zajęte przez rosyjskie siły specjalne, marynarzy internowano. Władze Ukrainy nie mają żadnych informacji o tym, co dzieje się z marynarzami, wiemy tylko, że w trakcie incydentu zostało rannych sześciu ukraińskich marynarzy. Prezydent Poroszenko zażądał od Rosji natychmiastowego wydania marynarzy. Wierchowna Rada ze względu na napiętą sytuację zdecydowała o wprowadzeniu na Ukrainie stanu wojennego. Do kryzysu kerczeńskiego odniósł się na specjalnej konferencji prasowej szef gabinetu Prezydenta RP, minister Krzysztof Szczerski.

– Prezydent odbył półgodzinną rozmowę z Petrem Poroszenko. Rozmowa odbyła się z inicjatywy prezydenta Ukrainy, który przekazał informacje na temat tego, co wydarzyło się wczoraj i co może wydarzyć się w najbliższych dniach – mówi Krzysztof Szczerski i dodaje: – Poroszenko określił sytuację jako groźną i poważną. Ukraińskie jednostki zostały zaatakowane na wodach neutralnych. Ukraina nie odpowiedziała na ten atak zbrojnie. Strona nie ma informacji dotyczącej jednostek ani marynarzy, w tym także tych ciężko rannych.  Mamy do czynienia z sytuacją naruszenia prawa międzynarodowego.

Szczerski zapewnia, że Duda i Poroszenko są w ciągłym kontakcie i będą koordynować działania. Zapowiada również, że Ukraina dąży do zwołania Rady ONZ, w czym ma pełne poparcie polityczne Polski.

– Uważamy, że należy rozważyć z sojusznikami zaostrzenie reżimu sankcyjnego wobec Rosji – mówi szef gabinetu prezydenta.

Minister dodaje, że w interesie wszystkich jest w tej chwili wspólne działanie oraz dążenie by nie dopuścić do eskalacji napięć.

mf

 

Kryzys na Morzu Azowskim. Czy ostrzelanie ukraińskich okrętów przez Rosję oznacza wojnę z Ukrainą? Korespondencja

Dzisiaj o godz. 16.00 na nadzwyczajnym posiedzeniu ukraińskiego parlamentu zostanie podjęta decyzja o wprowadzeniu stanu wojennego po staranowaniu i ostrzelaniu ukraińskich okrętów przez Rosję.

Kryzys na Ukrainie wybucha w niedzielę rano. O godz. 7.00 dwa ukraińskie kutry opancerzone i holownik rozpoczynają planowe przejście z Odessy nad morzem czarnym do Mariupola nad morzem azowskim przez Cieśninę Kerczeńską, a tym samym muszą przepłynąć pod „mostem krymskim”, który połączył dwa brzegi cieśniny – okupowany Krym z Federacją Rosyjską – prawie równo rok temu. O przejściu okrętów Ukraina informuje stronę rosyjską.

Naprzeciw ukraińskim jednostkom wypływają cztery rosyjskie okręty. Okręt „Don” należący do rosyjskiej straży granicznej taranuje ukraiński holownik „Jany Kapu”.

Zapis tego wydarzenia został wczoraj opublikowany w internecie. Słychać na nim rosyjskich marynarzy z okrętu „Don”.

 

 

Zapis wyraźnie wskazuje, że rosyjscy marynarze celowo naprowadzają swój okręt na rosyjski holownik. W wyniku staranowania uriańskiego okrętu został uszkodzony jego silnik i ukraińska jednostka została unieruchomiona

O godz. 11.30 z portu w Berdiańsku wypływają dwa ukraińskie kutry pancerne klasy Groza.

Rosjanie wstrzymują ruch cywilnych statków przez cieśninę, nad Cieśniną Kerczeńską pojawiają się bojowe śmigłowce i myśliwce Federacji Rosyjskiej.

O god. 19:00 ukraińskie okręty podejmują próbę wypłynięcia z Cieśniny Kerczeńskiej i powrotu do Odessy. Kutry rosyjskiej straży granicznej otwierają ogień uszkadzając ukraiński kuter „Berdiańsk”. Dwa ukraińskie okręty zostają zajęte przez specnaz, trzeci jest eskortowany przez rosyjskie jednostki. Ukraińskie jednostki zostają skierowane do rosyjskiego portu.

Na ukraińskich jednostkach pełniło służbę 23 marynarzy. W wyniku rosyjskiego ataku prawdopodobnie 6 odniosło rany.

Gotowość bojowa Ukrainy

O godz. 22:00 prezydent Poroszenko zwołuje posiedzenie Gabinetu Wojennego. Wszystkie ukraińskie okręty wojenne wypływają z portów w gotowości bojowej.

O północy odbywa się posiedzenie Rady Narodowej Obrony i Bezpieczeństwa, na której zostaje podjęta decyzja o wprowadzeniu na Ukrainie stanu wojennego. Decyzję tę ogłasza osobiście prezydent Poroszenko podczas posiedzenia RNBO. Decyzja wymaga akceptacji Rady Najwyższej Wystąpienie Poroszenki jest transmitowane na żywo.

Poroszenko podkreśla, że stan wojenny nie oznacza wypowiedzenia wojny i zostaje wprowadzony na 60 dni. Komentatorzy zwracają uwagę, że jego wprowadzenie może zmienić kalendarz wyborczy na Ukrainie.

W poniedziałek o godzinie 16:00 ma się odbyć nadzwyczajne posiedzenie ukraińskiego parlamentu, na którym zostanie podjęta decyzja o wprowadzeniu stanu wojennego.

NATO i USA przed formalnymi decyzjami

Ukraina prowadzi konsultacje z UE i NATO. Zachodni partnerzy potępiają rosyjskie działania i wzywają Rosję do nieograniczania Ukrainie dostępu do swoich portów. Działania Rosji potępiają również przedstawiciele Kongresu USA.

O godzinie 11:00 czasu lokalnego (17:00 czasu warszawskiego) w Nowym Jorku odbędzie się posiedzenie RB ONZ dotyczące sytuacji na morzu Czarnym i Azowskim. W tej sprawie ma również odbyć się spotkanie OBWE.

 

Stanowisko MSZ RP ws. incydentu na Morzu Azowskim

Dzisiejsza dramatyczna eskalacja napięcia na wodach Morza Azowskiego, w wyniku której ranni zostali marynarze i uszkodzone jednostki Marynarki Wojennej Ukrainy, ma swoje źródła w konsekwentnym łamaniu przez Federację Rosyjską podstawowych zasad prawa międzynarodowego, w tym naruszenia integralności terytorialnej i suwerenności Ukrainy.
Po nielegalnej okupacji Krymu, podsycaniu konfliktu w Donbasie, budowie Mostu Kerczeńskiego bez zgody władz w Kijowie, Rosja pogwałciła zasadę swobody żeglugi. Z całą mocą potępiamy agresywne działania Rosji, wzywamy jej władze do poszanowania prawa międzynarodowego, a obie strony – do wstrzemięźliwości w obecnej sytuacji, która może zagrozić stabilności bezpieczeństwa europejskiego.

Biuro Rzecznika Prasowego

Ministerstwo Spraw Zagranicznych

Wielkanoc na froncie ukraińskim. Nadzieja na zmartwychwstanie i wolną Ukrainę / Paweł Bobołowicz, „Kurier WNET” 47/2018

W ojcu Serhiju jego posługa na froncie nie budzi wątpliwości: „Zmartwychwstanie dokonuje się w każdym z nas. Jest też symbolem dla naszej Ukrainy, która po ciężkim czasie również zmartwychwstanie”.

Paweł Bobołowicz

Zmartwychwstanie na froncie

W okresie Wielkanocy obchodzonej według kalendarza juliańskiego, na wschodzie Ukrainy teoretycznie obowiązywał rozejm. Każdego dnia jednak rozlegały się strzały. Pomimo tego na pierwszej linii frontu żołnierzom towarzyszył z modlitwą i darami kapelan ojciec Serhij Dmitriejew. Prawosławny duchowny z polskimi korzeniami.

Marjinka to ostatnie miasto kontrolowane przez Ukrainę na granicy z tzw. Doniecką Republiką Ludową, czyli terenami okupowanymi przez Rosję i jej popleczników. Z centrum Marjinki do pl. Lenina w Doniecku jest 28 km. A granice administracyjne miast praktycznie się stykają. Marjinka bowiem sąsiaduje z Petriwskim Rejonem Doniecka. Kilkaset metrów od jej centrum kończy się teren kontrolowany przez Ukrainę. Przez miasto przebiega pierwsza linia ukraińskiej obrony. W wielu budynkach są rozlokowane poszczególne struktury wojskowe i stanowiska ogniowe. Okna wielu gmachów publicznych, przede wszystkim szkół i przedszkoli, są zabezpieczone workami z piaskiem. Choć większość okien jest nowych, łatwo zobaczyć świeże ślady po przestrzeleniach i odłamkach.

Marinka. Fot. P. Bobołowicz

Miasto przeżyło największe walki w latach 2014–2015. Mieszkańcy musieli uciekać ze swoich domów. Do wojny mieszkało w Marjince niecałe 10 tys. osób. Wielu spośród uciekinierów wróciło, mimo ryzyka, na które zapewne z naszej, polskiej perspektywy, mało kto by się zdecydował. W czerwcu 2015 r. doszło do bezpośredniego ataku na miasto wojsk tzw. separatystów. Miasto ostrzeliwano przy pomocy rakiet grad, ciężkiej artylerii, czołgów. Walki miały charakter bezpośrednich starć. Obydwie strony zrzucały wzajemnie na siebie odpowiedzialność za eskalację działań. Wojskom prorosyjskich formacji początkowo udało się przebić przez ukraińską linię obrony i wedrzeć do miasta. Według ukraińskich źródeł wojskowych, w operacji brało udział ponad 1,5 tys. wrogich żołnierzy dysponujących 30–40 czołgami. Walki były prowadzone nie tylko w Marjince, ale na całym zachodnim kierunku od Doniecka poprzez Krasnohoriwkę, Awdijwkę i Piski. Brali w nich udział kadrowi żołnierze armii rosyjskiej.

Sprawa ataku na Marjinkę była przedmiotem wystąpienia przedstawicielki USA Samanthy Power na forum ONZ 5 czerwca 2015 r. Amerykańska dyplomatka stwierdziła, że ataku na miasto dokonały rosyjskie wojska i separatyści. Poinformowała o stratach wśród ukraińskich wojskowych – 5 zabitych i 35 rannych. Według źródeł związanych z ukraińskim sztabem generalnym straty przeciwnika wyniosły 156 zabitych i kilkuset rannych (w Rosji na podstawie dekretu Putina informacje o stratach wojskowych są objęte tajemnicą). W czasie walk ofiarami byli również cywile. Starcia w czerwcu 2015 r. były najcięższymi od 4 sierpnia 2014 r., kiedy to miasto zostało wyzwolone z rąk prorosyjskich separatystów. Separatyści jednak cały czas podtrzymują napięcie i atakują, także przy użyciu grup dywersyjnych. Na miasto rzadziej, ale wciąż spadają pociski artyleryjskie. Dalej giną tam ukraińscy żołnierze. W ciągu trzech dni spędzonych w Marjince podczas tzw. rozejmu świątecznego, 8 ukraińskich żołnierzy zostało rannych, głównie w wyniku postrzałów snajperskich. Część z nich odniosła rany na pozycjach, które odwiedziłem w Marjince i Krasnohoriwce.

Marjinka dzisiaj na pozór wydaje się zwyczajnym miastem, jakich wiele na wschodzie Ukrainy. Duża część uszkodzonych budynków mieszkalnych została odnowiona. Swoistymi bliznami na nich są wstawki z nowych cegieł, odróżniające się świeżością na tle tych starych, mocno zszarzałych od wszechobecnego pokopalnianego pyłu. Nie brakuje jednak i doszczętnie zrujnowanych budowli. Część z nich zieje pustką potężnych otworów, świadczących o ostrzałach artyleryjskich i czołgowych. Przez trzy dni mojego pobytu wielokrotnie było słychać eksplozje.

Gdy rozmawiałem z jedną z mieszkanek na placu zabaw w centrum Marjinki w środku dnia, wybuchy stały się bardziej intensywne. Moja rozmówczyni jednak spokojnie stwierdziła, że to tylko pociski moździerzowe, i to daleko. Jej kilkuletnia córeczka nie przerwała nawet zabawy na huśtawce. Miałem wrażenie, że jestem jedyną osobą, która te eksplozje słyszała.

Obserwuję tę wojnę od początku. Na froncie przez te cztery lata byłem kilkanaście razy, a w pierwszym roku spędziłem tam łącznie ponad dwa miesiące. Mimo to zawsze zaskakuje mnie, jak szybko do wojny przyzwyczajają się nie tylko żołnierze, ale też cywile, a szczególnie dzieci. Z tego wyjazdu utkwił mi w pamięci obraz dziewczynki na rolkach, która jeździła wokół żołnierzy wracających z jakichś wysuniętych pozycji. Oni w hełmach, kamizelkach kuloodpornych, z karabinami, w pełnym rynsztunku, z twarzami brudnymi od kurzu, pozbawionymi emocji, a ona w niebieskim skafanderku w kolorowe plamki, z warkoczykiem z wplecioną motylkową kokardką i na różowych rolkach.

Do Marjinki dotarłem 5 kwietnia, czyli w Wielki Czwartek, obchodzony w prawosławiu zgodnie z tradycją juliańską. Data nie była przypadkowa. Tym razem na front wybrałem się, towarzysząc ojcu Serhijowi Dmitriejewowi – kapelanowi wojskowemu Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej Patriarchatu Kijowskiego. Kapłanowi, który nie tylko ma polskie korzenie, ale z chęcią o nich opowiada i szczyci się posiadaniem Karty Polaka. Ojciec Serhij każde święta od 4 lat spędza wśród żołnierzy I Batalionu Zmechanizowanego 30 Brygady z Nowogradu Wołyńskiego: „To moja brygada. Jestem tu kapelanem, znam żołnierzy, oni mnie znają. A I Batalion jest najlepszy”. Z żołnierzami spędza nie tylko święta. Przyjeżdża na front co najmniej raz w miesiącu. Oprócz modlitwy przywozi wszystko, co może żołnierzom przypomnieć dom, rodzinę, czas normalności i pokoju.

Czuwanie paschalne. Fot. P. Bobołowicz

Tym razem ojciec Sierhij przyjechał w towarzystwie psychologa wojskowego, zresztą byłego uczestnika walk z Rosją i jej najemnikami na Donbasie w 2014 i 2015 r., Andrijem Kozinczukiem (o Andriju materiał wkrótce na wnet.fm). Obydwaj stale łamali moje stereotypowe wyobrażenie o pracy i kapelana, i psychologa. Stanowili duet, który do żołnierzy docierał z dobrem, radością, uśmiechem. Bez zadęcia i patosu. I chociaż zawsze kulminacją spotkań była modlitwa, to poprzedzały ją zwyczajne rozmowy, żarty, wspominanie, dzielenie się opowieściami o doli kompanów – tych, co w cywilu, tych, co w szpitalu i tych, co zginęli.

I nieodłączna kawa, a właściwie litry kawy, bez której zdaje się niemożliwe funkcjonowanie ukraińskiej armii. Na każdym posterunku można było usłyszeć to samo zdanie: „U nas kawa jest najlepsza”. Oczywiście kawa parzona. Jeden z żołnierzy tłumaczył, że na froncie w ostateczności można wypić rozpuszczalną, ale to przecież nie kawa. A do kawy może być „zguszczonka”, czyli zagęszczone, słodkie mleko. „Zguszczonka zawsze była, nawet jak kawy nie było. Była i będzie”. Kawa w chatynce na przedmieściach Marjinki, zabawa z psem – to wszystko bardziej przypominało piknik niż front. Podczas pobytu na tym posterunku nie słyszałem żadnego wystrzału. Gdy kilka godzin później piliśmy kolejną kawę w bazie kompanii medycznej, dotarł komunikat:

„Potrzebna pomoc medyczna. Jest 300”. „300” to jeszcze sowieckie kodowe oznaczenie rannego, „200” – zabitego. Tym razem ranny. Snajper trafił jednego z żołnierzy na posterunku, gdzie dopiero co bawiliśmy się z młodym rottweilerem i roztrząsaliśmy przewagi kawy parzonej nad rozpuszczalną.

Snajperzy stali się w ostatnim czasie bardzo aktywni i skuteczni. Według opinii ukraińskiego zwiadowcy, obecnie też szkoleniowca ukraińskiej armii o pseudonimie Said, żołnierze zbyt się rozluźniają na froncie, a ta dziwna forma walk, wojny pozycyjnej, ciągłego ogłaszania rozejmów – usypia czujność. „Snajper poluje. Godzinami albo nawet dniami obserwuje miejsce. Wybiera ofiarę. Nie strzela przypadkowo, chyba, że akurat wzięli kogoś na szkolenie. Dobrze wie, kto jest na posterunku”. Said to rasowy żołnierz, mający za sobą Irak, Afganistan, Bałkany i służbę w polsko-ukraińskim batalionie. Dziś uczy ukraińskich żołnierzy, jak zwalczać snajperów i jak im się nie wystawiać na cel.

Świadomość, że można być obserwowanym przez snajpera, nie nastraja optymistycznie. Zwłaszcza, że przed takim ostrzałem ciężko jest się ukryć bez odpowiedniego przygotowania. „Teraz strzelają głównie w pachwiny i szyje. Hełm chroni głowę, kamizelka tors i przede wszystkim serce. Snajper wybiera zatem inne miejsca, których ranienie może nieść śmierć: tam, gdzie przebiegają tętnice. Na szczęście wiele tych postrzałów nie jest tak dokładnych” – mówi dowódca medyków. Następnego dnia dowiadujemy się o kolejnym rannym z pozycji, którą odwiedzaliśmy. Dostał postrzał w pośladek. To oczywiście temat żartów: „Taką raną się nie pochwalisz, a jak dziewczyna zobaczy – wstyd”. Nie ma jednak wątpliwości, że żołnierz miał olbrzymie szczęście, a zapewne przypadkowym ruchem uniemożliwił snajperowi przestrzelenie właśnie tętnicy. Ale bez żartów, czasem dosadnych, życie na froncie byłoby jeszcze bardziej trudne.

Wielkanocna świeczka symbolizująca światło Chrystusa. Fot. P. Bobołowicz

W Wielką Sobotę rano wybieram się sam do centrum Marjinki. Towarzystwo mundurowych utrudnia kontakt z ludnością cywilną. Samo skojarzenie z żołnierzami powoduje zazwyczaj większą nieufność cywilów. Miasto przed świętem wręcz tętni życiem. Na głównej ulicy zjawił się duży targ. Można na nim kupić ubrania, mięso, wędliny, słodycze. Ceny nie odbiegają od tych w innych miejscach Ukrainy.

Wszędzie króluje język rosyjski. I mocno rosyjskie, a właściwie putinowskie spojrzenie na świat. Mieszkańcy Marjinki są rozgoryczeni. Narzekają, że nie działają zakłady przemysłowe – przed wojną była tu fabryka opon, piekarnia zaopatrująca Donieck i wszechobecne kopalnie. Dziś widać jedynie ich szyby i hałdy świadczące o wieloletniej eksploatacji. Hałdy dzisiaj mają przede wszystkim znaczenie militarne – są świetnymi miejscami obserwacyjnymi i ogniowymi. W miasteczku, jak i w całym zagłębiu donieckim, panuje kult górnika. Rozmawiam z dwoma mężczyznami handlującymi metalowymi częściami. Jeden jest górniczym emerytem, drugi byłby nim za 3 lata, ale jego kopalnia jest zamknięta i nie wie, co z nim będzie. Obydwaj opowiadają, jak to węgiel z Donbasu zabezpieczał dobrobyt całej Ukrainy, a właściwie jest go tak wiele, że mógłby ogrzać cały świat. Całemu złu wojny, według nich, winne są władze w Kijowie.

W końcu, gdy dowiadują się, że jestem z Polski, pada wielokrotnie już przeze mnie słyszane zdanie: „Wy, my – Polacy, Ukraińcy, Rosjanie, Białorusini – jesteśmy Słowianami. Rozumiemy się. Nam niepotrzebny cały ten Zachód”. To jedno z kluczowych założeń propagandy, która stale leje się z putinowskich mediów – tych sygnowanych przez Rosję i przez prorosyjskich separatystów. Przekaz jest ten sam. Moi rozmówcy, zapewne przez grzeczność dla mnie, dorzucili do niego Polaków. Założenie o Słowianach i ich wspólnocie kulturowej pod światłym przewodnictwem Rosji, od lat jest narzędziem do budowania niechęci wobec zachodniego modelu cywilizacji i zbliżenia Ukrainy do świata łacińskiego. Ważnym elementem tej narracji jest prawosławie – oczywiście moskiewskie – albo kulty przedchrześcijańskie.

W czasie kilkudziesięciu rozmów starałem się dowiedzieć, jakich stacji słuchają i co oglądają moi rozmówcy. Oczywiście wskazywane były media rosyjskie i separatystyczne. W sklepach oficjalnie, publicznie słuchane są właśnie te rozgłośnie radiowe. Korzystają z nich nawet ukraińscy żołnierze. Media ukraińskie nie są dostępne w nadawaniu naziemnym. Za to bez problemów są dostępne media wroga. „Noworossja TV” nadaje komunikaty o rzekomych ukraińskich atakach na Donieck, emitowane są dokumentalne filmy o zimnej wojnie z przesłaniem: „Amerykanie chcieli nas zniszczyć i dzisiaj znów chcą”.

W ciągu dnia wylewają się rosyjskie seriale o skutecznej moskiewskiej policji i całkowicie „przypadkowo” w kadrach pojawiają się portrety Putina, wiszące u dobrych i światłych naczelników milicji. Jeden z ukraińskich żołnierzy stwierdził, że właśnie rosyjski serial był im prezentowany w szkole policyjnej jako wzorowy przykład śledztwa. Żołnierz mówił o ukraińskiej rzeczywistości sprzed dwóch lat, a nie czasach Janukowycza.

Tym bardziej nie może zaskoczyć opinia sprzedawczyni wielkanocnych babek, która mówiła, że nie dziwi się Putinowi, że walczy o Ukrainę, bo przecież Amerykanie mu chcieli postawić pod nosem wojska NATO. Na oko 55-letnia kobieta opowiadała mi dalej, jak jej dorosłe dzieci już w tym roku zdążyły odwiedzić Krym i Petersburg, Na Krymie, według niej, ludzie już zapomnieli o Ukrainie i żyje im się dobrze, a w Petersburgu właściwie jest raj na ziemi: „A ludzie pracę mają, nie to, co w Marjince”.

Z jakiegoś powodu jednak jej dorosłe dzieci wróciły do Marjinki i nie zamierzają z niej wyjeżdżać. Z jakiegoś powodu tysiące emerytów i rencistów przyjeżdżają po te „niechciane” ukraińskie pensje i emerytury, co powoduje gigantyczne kolejki pod bankomatami w całej strefie przyfrontowej i permanentny brak w nich gotówki. Trzeba jednak przyznać, że w styczniu, gdy byłem w Stanicy Ługańskiej – 8 km od okupowanego Ługańska – właśnie emeryci stojący w kolejkach do bankomatów najgłośniej krytykowali tzw. Ługańską Republikę Ludową i jej porządki.

Wpływ rosyjskiej propagandy oczywiście nie zaczął się wraz z wojną. Jest on wieloletnim, trwałym elementem wpływania na świadomość mieszkańców Ukrainy, głównie jej wschodnich obwodów. Zaskakuje jednak nieskuteczne jej przeciwdziałanie. Moje uwagi o wszechobecności rosyjskich mediów, rosyjskiej produkcji filmowej skwitował z uśmiechem ojciec Serhij: „Ale zobacz, wieczorem puszczają amerykańskie filmy, w których zawsze jakiś Amerykanin ratuje świat od zagłady. To chyba nie jest tak źle”.

Liturgia wielkosobotnia na froncie. Fot. P. Bobołowicz

W godzinach popołudniowych w Wielką Sobotę kapelan ruszył po kolejnych posterunkach. Spotykając się z żołnierzami, modląc się, święcąc pokarmy i głosząc dobrą nowinę o Zmartwychwstaniu. Na modlitwę przychodzili nie tylko prawosławni, a nawet nie tylko wierzący. A może ci, którzy wierzą, ale nie chcą się do tego przyznać. Niektórzy trzymali się z dala, inni zaś prosili, by kapłan nie szczędził wody święconej do ich kropienia, a właściwie polewania, bo nie miało to charakteru symbolicznego, lecz raczej dosłowny. Woda leciała strumieniami, a wojskowi z radością to przyjmowali, zgodnie z prawosławną tradycją trzykrotnie się żegnając. Niektórzy przynosili do poświęcenia koty, inni prosili, by kapelan pokropił także ich psa. Zwierzę na tych często oddalonych od ludzi placówkach staje się najwierniejszym przyjacielem.

Po zachodzie słońca docieraliśmy do posterunku w kopalni na skraju Marjinki, jadąc polną drogą w kierunku pozycji separatystów. W naszym samochodzie działały automatyczne światła, których nie można wyłączyć po zmroku. Co chwilę rozlegał się dzwonek telefonu z prośbą czy ponagleniem: „Wyłączcie światła, widzą was na kilometry! To nie Kijów!”. Ojciec Serhij w miarę spokojnie odpowiadał: „Koreańczycy nie przewidzieli, że tym samochodem ktoś będzie jeździć po linii frontu w Europie. Nie ma wyłącznika”.

Ponure ruiny hal kopalnianych na tle ciemniejącego nieba sprawiały wrażenie planu gry „Stalker”. Dowódca batalionu uprzedził kapelana, że modlitwa tutaj musi być wyjątkowo krótka. Przebiegając między kolejnymi gmachami, ściankami i wszystkim, co mogło nas osłonić przed okiem snajpera, dotarliśmy do stołu ustawionego na dworze, pod siatką maskującą. Z ciemnej nicości wychodzili żołnierze. Z karabinami, tylko co opuściwszy swoje pozycje. W jednej chwili zebrało się ich kilkunastu. Po cichu powtarzali za kapłanem „Ojcze nasz”.

Jeden z żołnierzy w milczeniu przesunął mnie z miejsca, w którym filmowałem. Gestem pokazał fragment muru, o który się opierałem, cały poznaczony postrzałami. Miejsce było widoczne na przestrzeni kilkuset metrów. Co jakiś czas na nieostrożnych, którzy tam się znajdą, czyhał snajper.

Gdy kapłan odmawiał modlitwę, w oddali było słychać pojedyncze strzały. Wyobraźnia podpowiadała, że to wystrzelone w naszą stronę pociski. Jednak nic nie zakłóciło modlitwy. O. Serhij zakończył ją słowami: „Chrystus Zmartwychwstał!”, a żołnierze, może nawet głośniej niż w tej sytuacji należałoby, odpowiedzieli zgodnie: „Prawdziwie Zmartwychwstał!”.

Kilka kilometrów dalej dojechaliśmy do żołnierzy schowanych w okopach pośród pola. Wokół miny i droga dostępna tylko dla tych, którzy wiedzą, jak ominąć pułapki. Do ostatniej chwili nie mogłem się zorientować, gdzie jesteśmy. Jedynym światłem było rozgwieżdżone niebo. Trzeba było uważać, by nie zejść na bok – to mógłby być śmiertelny krok. To jedna z pozycji, o których wie niewielu. Żołnierze spędzają tam po kilkanaście dni w okopach. Bez dostępu do bieżącej wody, telefonów, śpiąc w ziemiankach ogrzewanych piecykami na drewno. Z dala od zwykłego świata, w sytuacji stałego zagrożenia. Gdy skończyła się modlitwa, rozgwieżdżone niebo akurat przecinała Międzynarodowa Stacja Kosmiczna. Z rosyjskimi i amerykańskimi astronautami na pokładzie. Któryś z żołnierzy po cichu retorycznie zapytał: „Ciekawe, czy oni nas widzą?…”.

Czuwanie paschalne. Fot. P. Bobołowicz

Kulminacją obchodów Wielkanocy było nabożeństwo o północy w sztabie batalionu. Dotarło na nie kilkadziesiąt żołnierek i żołnierzy. Z koszykami pełnymi jedzenia. Niektóre twarze poznawałem z odwiedzanych posterunków, część osób dopiero teraz mogła dotrzeć na spotkanie z kapłanem. W niektórych koszykach były kartki z życzeniami z domu, od wolontariuszy. Rysunki malowane dziecięcymi rękami. Na ramionach wojskowych przewieszone automaty, w dłoniach zapalone świeczki. „Chrystus Zmartwychwstał!” – „Prawdziwie Zmartwychwstał!”. Po nabożeństwie ojciec Serhij schował Biblię w futerał z nadrukowanym kamuflażem i krzyżem.

W Serhiju jego posługa nie budzi wątpliwości. Oprócz oczywistego znaczenia religijnego podkreśla wymiar patriotyczny: „Zmartwychwstanie dokonuje się w każdym z nas. Jest też symbolem dla naszej Ukrainy, która po ciężkim czasie również zmartwychwstanie”.

Wracając z frontu, zabraliśmy jednego z żołnierzy do domu na urlop. Jego żona za kilka dni miała rodzić. On sam jest na wojnie od 2014 roku. Trzy razy był ranny. Za każdym razem wraca na front. Wierzy, że Ukraina wygra tę wojnę. Ale uważa, że lata jeszcze zajmą zmiany w mentalności olbrzymiej części mieszkańców wschodu Ukrainy.

Zapytałem go, jakie znaczenie ma dla niego obecność kapelana na froncie: „Ja nie znam ładnych słów, jestem prostym chłopakiem ze wsi. Ale powiem ci tak: nie każdy jest takim samym kapelanem. Ojciec Serhij jest nasz, był od początku z nami, był ranny. On jest żołnierzem i nas rozumie. To dobry człowiek, a modlitwy takiego człowieka Pan Bóg wysłucha. A my bez tej modlitwy nic nie zrobimy”.

Artykuł Pawła Bobołowicza pt. „Zmartwychwstanie na froncie” znajduje się na s. 6 majowego „Kuriera WNET” nr 47/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Pawła Bobołowicza pt. „Zmartwychwstanie na froncie” na s. 6 majowego „Kuriera WNET” nr 47/2018, wnet.webbook.pl