Cień Smoleńska. Rozmyślania z 96 krzyżami w tle jedenaście lat później. Polskie rekolekcje sumienia… I ciągle NIC!!!

Zdaniem Prezydenta Lecha Kaczyńskiego sprawa Katynia była fundamentalna dla Polski: „Tak jak kłamstwo katyńskie było fundamentem PRL, tak prawda o Katyniu jest kamieniem węgielnym wolnej Polski”.

Pamiętam dokładnie ten dzień. Już wtedy wiedziałem, że 10 kwietnia 2010 roku na bardzo długo zaważy na naszych polsko-polskich drogach i stanie się jedną z ważniejszych dat w historii Polski. Pamiętam łzy, wielkie rozchwianie i niemoc przejścia nad smoleńskim dramatem do porządku. Do normalności.

Cień Katynia znowu przesłonił kontur Polski. Przeklęta „ziemia niegodziwości i mordu” raz jeszcze zabrała Polki i Polaków za eschatologiczny horyzont zdarzeń.

Z perspektywy 11 lat coraz smutniej patrzę na kondycję polskiej duszy i dążenia do wielkiego archetypu „polskiej wspólnoty i gniazdowości”. Spójrzmy prawdzie w oczy! Polacy traktują swoich rodaków, jeśli „tamci” różnią się światopoglądem, wyznawaną religią i przekonaniami politycznymi, jako przeciwników totalnych. Jako tych, których trzeba wdeptać w ziemię, spacyfikować, zniszczyć i wykluczyć z horyzontu polskich zdarzeń.

Czy wobec tego, patrząc na skrajne emocje związane z tragedią smoleńską sprzed jedenastu lat i wielką niemoc naszego państwa by w sposób ostateczny wyjaśnić wydarzenia z 10 kwietnia 2010 roku, ZASŁUGUJEMY NA NIEPODLEGŁOŚĆ I WOLNY BYT PAŃSTWA? PRZECIEŻ PAŃSTWO TO OBYWATELE I MYŚLENIE O PRZYSZŁOŚCI.

A kto teraz z polityków myśli o przyszłości i jedności w perspektywie nie kolejnych wyborów i podziałów synekur, ale następnych 25, 30 czy 50 lat?!…

Tydzień po katastrofie w Smoleńsku pod murem okalającym rezydencję Ambasady Polskiej w Dublinie wciąż płonęły znicze i leżały kwiaty. Fot. Tomasz Szustek

Tych dokonanych, tych nieodwracalnych. Na pokładzie rządowego Tupolewa-154 śmierć dosięgła przedstawicieli wszystkich partii politycznych, Kancelarii Prezydenta RP i rządu, instytucji i organizacji społecznych.

 

Prezydent Lech Kaczyński: „Moi Rodacy muszą się zastanowić, czy być tu dalej, czy wracać. Jednocześnie dziękuję irlandzkim władzom za przychylność wobec Polaków”. Dublin, 18 lutego 2007. Fot. Tomasz Szustek

 

                                     Historia matką narodów, gdy wyciąga się wnioski

 

Śp. Prezydent Lech Kaczyński był patriotą i piewcą Polski wolnej, solidarnej i przyjaznej jej obywatelom. Jako dziennikarz i publicysta nie we wszystkim zawsze zgadzałem się z założeniami Jego polityki, ale ceniłem podejście do spraw historii, które cechowało wielkie wyczucie, komponowanie nowej jakości w polityce zagranicznej i budzenie w Polakach szacunku. Przede wszystkim do samych siebie, z przeświadczeniem, że nie jesteśmy gorsi, zaściankowi, czy nienowocześni.

Ceniłem Jego bezkompromisowość, gdy mówił o wolności, poszanowaniu decyzji każdego narodu do samostanowienia i głoszeniu prawdy.

Lech Kaczyński twierdził stanowczo, że niepodległość naszego kraju jest oparta na polityce wschodniej. Konsekwentnie pracował nad tą, moim zdaniem, najważniejszą z polskich myśli. Bezpieczeństwo Polski wiązał z istnieniem silnych narodów pomiędzy Polską a Rosją. Tym samym wpisywał się koncepcje polityczne, które mają korzenie jeszcze u schyłku XIX wieku. Podobnie myślał marszałek Józef Piłsudski.

I jeszcze jedna ważna glosa. Zdaniem Prezydenta Lecha Kaczyńskiego sprawa Katynia miała kolosalne znaczenie dla fundamentów wolnej Polski. Bardzo często mawiał:

„Tak jak kłamstwo katyńskie było fundamentem PRL, tak prawda o Katyniu jest kamieniem węgielnym wolnej Polski”.

                                                       

                                                        Bolesny widok pustych krzeseł

 

W katastrofie Tu-154 zginęli politycy, wysokiej rangi oficerowie, duchowni, artyści, działacze i specjaliści. W gronie zabranych przedwcześnie jest Paweł Wypych, moim zdaniem najlepszy w historii prezes ZUS, który miał szansę zreformować tę instytucję dla dobra wszystkich obywateli. Nie ma z nami od siedmiu lat Pawła Skrzypka, prezesa Narodowego Banku Polskiego. Był nie tylko znakomitym managerem, ale i państwowcem, który bezkompromisowo przeciwstawiał się próbom zamachu na NBP i blokował przepływy środków z Banku Centralnego.

Zginął także Janusz Kochanowski, rzecznik praw obywatelskich, który jeszcze w marcu 2007 roku gościł w Dublinie. W murach Polskiego Duszpasterstwa radził z nami na temat efektywnej pomocy dla Polonii. Nie ma też pośród nas Janusza Kurtyki, prezesa Instytutu Pamięci Narodowej, który postawił sobie za cel odkłamanie historii najnowszej Polski. Śledztwa IPN wywoływały palpitację serca wielu wpływowych polityków nad Wisłą. W kilku przypadkach mówiono o zamachu na „ikony polskiej polityki”. A On mówił krótko: „nie myli się ten tylko, kto nic nie robi, a sprawiedliwość należy się ofiarom komunistycznego reżymu”.

Odeszła na zawsze Anna Walentynowicz, robotnica Stoczni Gdańskiej i działaczka Wolnych Związków Zawodowych. To postać historyczna, bowiem gdy zwolniono ją dyscyplinarnie z pracy w sierpniu 1980 r., Stocznia zawrzała gniewem. W obronie Anny Walentynowicz 14 sierpnia wybuchł strajk generalny. Historyczny strajk… Podczas jego trwania powstał NSZZ „Solidarność” i to Ona była jej perłą i ozdobą.

Odszedł także ostatni Prezydent RP na uchodźstwie, Ryszard Kaczorowski. Jego życie było metaforą najnowszych losów Polski. Tuż po wybuchu wojny był więziony przez NKWD. Wyrok śmierci „łaskawie” zamieniono na 10 lat pobytu w łagrach. Trafił do „piekła na ziemi”, jak pisał mistrz Gustaw Herling-Grudziński, na Kołymę. Po zawarciu układu Sikorski-Majski trafił do formującej się armii gen. Władysława Andersa.

 

Prezydent Ryszard Kaczorowski w otoczeniu harcerzy. Fotografia z archiwum Związku Harcerstwa Polskiego Chorągwi Dolnośląskiej, Hufca im. Szarych Szeregów w Świdnicy

Po wyprowadzeniu wojsk na Bliski Wschód walczył na froncie włoskim. Jako główny telegrafista podczas walk pod Monte Cassino, pierwszy obwieścił światu, że „klasztor zdobyli Polacy”.

Świadomie zdecydował się pozostać na emigracji, aby w grudniu 1990 roku przekazać insygnia władzy prezydenckiej Lechowi Wałęsie…

 

                                            Moje dziennikarsko – radiowe wspomnienia

 

W mojej, wtedy prawie osiemnastoletniej dziennikarskiej pracy zawodowej spotkałem się z prawie połową osób, które zginęły pod Smoleńskiem. Wymienię jednak tylko jedno nazwisko, ale jakże ważne dla świata Polonii.

 

 

Marszałek Maciej Płażyński, jako prezes Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”, znał irlandzką Polonię. Był w Dublinie podczas przekazania kościoła pod wezwaniem św. Audeona polskiej społeczności przez dublińską kurię. Fot. Tomasz Szustek

 

To Maciej Płażyński, marszałek Sejmu w latach 1997-2001. Był założycielem Platformy Obywatelskiej, z której odszedł, gdy uświadomił sobie, że partia dryfuje w stronę zimnego i bezdusznego neoliberalizmu. W ostatnim czasie był prezesem Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”, które wspiera działania pomocowe na rzecz Polonii w Irlandii i na całym świecie. W moich publikacjach dla Polonusów z Wysp, w przewodnikach i niezbędnikach widniało logo „Wspólnoty Polskiej”.

W 2007 roku, tuż przed spotkaniem w Domu Polskim w Dublinie, serdecznie uściskaliśmy się.

Widzę, że redaktor Wybranowski wciąż z mikrofonem i teczką – uśmiechnął się Maciej Płażyński.

Ja odpowiedziałem, że „Maciej Płażyński wciąż uśmiechnięty i pełen wigoru, i zawsze blisko spraw Polonii i Polaków poza Macierzą.”

W maju 2010 roku byliśmy już umówieni na kolejne spotkanie, tym razem w Warszawie, aby porozmawiać o wizji stworzenia jednego, wspólnego portalu dla Polonii całego świata. Nie zdążyłem…

 

                                            Pikiety pod ambasadą Rosji w Dublinie

W gronie setek tysięcy Polaków pod niebem Wysp, choć nieliczni, to są jednak tacy, którym „nie jest wszystko jedno”. Do takich zaliczam znakomitego dziennikarza i publicystę, kronikarza Polonii irlandzkiej – Piotra Słotwińskiego. Dwukrotnie brał udział w protestach pod siedzibą ambasady w Dublinie. Czy wiecie, że mieści się ona przy ulicy George’a Orwella, autora powieści „Rok 1984”„Folwark zwierzęcy”?

12 kwietnia 2014 r. Protest przed rosyjską ambasadą w Dublinie zorganizowany przez Klub Gazety Polskiej. Na zdjęciu (od lewej) Piotr Słotwiński i Eryk Kozieł. For. Z archiwum P. Słotwińskiego.

 

Pierwszy z nich odbył się w 2014 roku. Pikietę zorganizował Klub Gazety Polskiej w Dublinie. W komunikacie prasowym organizatorzy napisali wówczas:

„W 1940 roku ponad 20 tysięcy polskich oficerów zostało zabitych na rozkaz Józefa Stalina dla prostego powodu bycia częścią elity naszego kraju. Współczesna Rosja kontynuuje tradycję agresywnego stosunku do swoich sąsiadów. /…/ W 2008 r. Gruzja została zaatakowana przez wojska rosyjskie i tylko cudem uniknęła konfliktu na pełną skalę. W dniu 10 kwietnia 2010 samolot z polskim prezydentem i innymi przedstawicielami państwa polskiego rozbił się w Smoleńsku, w okolicznościach, które w najlepszym przypadku można określić, jako podejrzane i niejasne!”

Podobny protest odbył się w 2015 roku, tym razem przygotowany przez Narodowy Front Emigrantów.

– Pomimo upływu lat, wcale nie jesteśmy bliżej prawdy niż w ten dzień, w którym z odbiornika telewizyjnego po raz pierwszy usłyszałem mnóstwo dezinformacji. Dlatego przyjechałem z Cork, aby pojawić się pod ambasadą Rosji i pytać o PRAWDĘ – powiedział Piotr Słotwiński.

Niespełna dwadzieścia osób protestowało pod hasłem „Żądamy prawdy o Smoleńsku”:

 „Żądamy, aby rząd III RP ujawnił prawdę nt. katastrofy prezydenckiego Tu-154 w Smoleńsku, zwrotu wraku prezydenckiego samolotu, czarnych skrzynek oraz powołania międzynarodowej komisji śledczej. Żądamy prawdy!”


Prezydent Lech Kaczyński podczas konferencji prasowej z dziennikarzami mediów polonijnych w Áras an Uachtaráin – oficjalnej rezydencji prezydenta Irlandii. Fot. Tomasz Szustek

                                                                               


 

                                                                  Tylko cisza…

 

Pozostała przejmująca pustka, trwoga i żal, że życie nasze tak kruche i tak niewiele znaczy. I bezsilna złość, że państwo Polska nie umie zdać egzaminu z podstawowych powinności. Pamiętam słowa pewnego emigranta, gdzieś spod Brzozowa nad Podlasiu, który powiedział gorzkie słowa:

– Jeżeli nie umie nasz kraj zadbać o bezpieczeństwo i życie samego prezydenta, to ile znaczymy my? Ile znaczą tacy zwyczajni ludzie?

To pytanie wciąż pozostaje otwarte. To pytanie wciąż wyczekuje tej dramatycznej, prostej, ale potrzebnej odpowiedzi, nie tylko w kwestii sprawy Smoleńska AD 2010, ale także w kwestii przyszłości naszego kraju.

Smutkiem napawa fakt, że zaborcy od roku 1772 roku wciąż czynią spustoszenie w sercach i umysłach Polaków, dla których uprzykrzenie życia rodakom weszło w krew.

Słowa o jedności, solidarności narodowej i budowaniu wspólnek przyszłości są – z perspektywy 10 kwietnia 2021 roku – li tylko zagrywką pijarową i słowami, z których nikt i nikogo nie rozlicza.

 

Tomasz Wybranowski

Foto: Tomasz Szustek, Piotr Słotwiński

 

Wydarzyło się w Wadowicach. Piętnaście lat temu… Ile wartości, które wtedy połączyły Polaków, przetrwało do dziś?

W oktawie piętnastej rocznicy śmierci Jana Pawła II powracam do wydarzeń z przełomu marca i kwietnia roku 2005. To przyczynek do tego, aby każdy zrobił w skrytości serca i duszy rachunek sumienia.

 

Wielki Tydzień tamtego roku 2005, który poprzedzał radosne święta Wielkiej Nocy, był czasem bólu, wielkiego cierpienia i rachunku sumienia dla Karola Wojtyły, największego Polaka w historii naszej Ojczyzny.

W pamięci wszystkich ludzi, i to nie tylko chrześcijan, na wieczność całą pozostanie obraz umęczonego starca, który poprzez swoje cierpienie śle we wszystkie strony świata posłanie miłości, solidarności i dobra dla wszystkich istnień.

Podczas wielkanocnego błogosławieństwa słowa „W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego” zostały uwięzione w gardle. Rozpacz, słabość, kruchość i przemijalność – te stany można było wyczytać z cierpiącej twarzy Ojca Świętego. Milczące błogosławieństwo Jana Pawła II , pełne dramatyzmu i niemego wysiłku, zrobiły na wszystkich wstrząsające wrażenie. Zwłaszcza, że wielkanocne pozdrowienie Naszego Papieża w kilkudziesięciu językach świata w czasie radosnej pory Alleluja, rozbudzały w mieszkańców całego globu wielkie poczucie jedności i solidarności. Walka Jana Pawła II z krzyżem cierpienia, jest paradoksalnie afirmacją wiary w życie. Życie wieczne tożsame ze spełnieniem.

 

Kronika zapowiadanego odejścia

Kryzys przyszedł kilka dni po Niedzieli Zmartwychwstania. W nocy z czwartku na piątek stan zdrowia Ojca Świętego dramatycznie się pogorszył. Ukrywano przez kilka dni fakt, iż jest karmiony za pośrednictwem sondy nosowo – żołądkowej. Dramatyczny spadek masy ciała, wysoka gorączka, infekcja dróg moczowych, wreszcie zakażenie krwi dokonały dzieła zniszczenia.

Oczy całego świata za pośrednictwem mediów zwrócone zostały na Watykan. Z niepokojem obserwowano okno papieskiej sypialni, z drżeniem serca nasłuchiwano kolejnych komunikatów watykańskich służb prasowych. Strapiona twarz Joaquina Navarro – Vallsa, jednego z najbliższych współpracowników i przyjaciół papieża, potęgowała stan przygnębienia i beznadziei.

 

Stolica solidarna z cierpieniem Ojca Świętego

W Warszawie od wczesnych godzin porannych w świątyniach i kościołach rozpoczęto modły o zdrowie naszego Wielkiego Rodaka. Tak było również w małej świątyni pod wezwaniem świętego Aleksandra przy Placu Trzech Krzyży, który był świadkiem wizyt papieża w Ojczyźnie.

Twarze warszawian zasmuconych, jakby nieobecne. Kobiety płaczą pieszcząc paciorki różańca, głosy kapłanów pełne rozpaczy żarliwie odmawiają słowa modlitwy, mężczyźni zastygli w niewierze, że to czego są świadkami dzieje się naprawdę.
– Nigdy nie dopuszczałem do siebie tej myśli, że przeżyję Naszego Ojca – mówi emerytowany żołnierz AK, powstaniec warszawski, którego spotykam w Kościele Chrystusa Zbawiciela. – Zawsze wierzyłem w to, że Papież będzie zawsze. Jestem starszy od Niego o 3 lata, z radością oddałbym je Jemu. Świat go potrzebuje…
Jego słowa przerywa spazm płaczu. Takich głosów jest więcej.

 

[related id=”9760″ side=”left”]Warszawa o świcie nie przypomina wielkiej metropolii. Ludzie wyciszeni, smutni, zamyśleni, nieobecni, przypominają bardziej zjawy. Dopiero teraz widać, patrząc na reakcje naszych rodaków, jak Jan Paweł II jest dla nich ważny. To przecież On 2 czerwca 1979 roku, podczas swojej pierwszej pielgrzymki do Polski, na Placu Zwycięstwa w Warszawie powiedział: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej Ziemi”.

To jedne w ważniejszych słów, które wypowiedziano u progu wielkich zmian w naszym kraju. Dość powiedzieć, że 14 miesięcy później lider Solidarności Lech Wałęsa podpisywał porozumienie z rządem długopisem z fotografią Jana Pawła II. Ojciec Wacław Oszajca wspomina: Te słowa sprawiły, że Polacy uwierzyli, iż mogą żyć godnie, w wolności i pełnej harmonii.

 

W drodze do kolebki Karola Wojtyły

Ekipa wyjeżdża ze stolicy w kierunku Wadowic. To magiczne i niezwykłe miejsce. Sam Ojciec Święty, podczas swojej wizyty w rodzinnych stronach w roku 1999, wypowiedział te słowa:
– Wszystko się zaczęło. I życie się zaczęło, i szkoła. I studia się zaczęły, i teatr i kapłaństwo się zaczęło.

Po drodze postój w Krakowie, jednym z najukochańszych miast Białego Pielgrzyma Świata. Często mawiał, iż nie istniałby w pełni tak naprawdę, gdyby nie Kraków, Wawel, jego kościoły i świątynie. Królewski gród pogrążony w smutku, ale i nadziei, że choroba ustąpi a Jan Paweł II jeszcze tutaj zawita.

 

Kardynał Franciszek Macharski, metropolita krakowski, wezwał wiernych do modlitwy o zdrowie Papieża.

Starzy i młodzi, mężczyźni i kobiety, dzieci i młodzież gromadzą się wokół budynku Kurii Metropolitarnej, Pałacu Biskupiego. Wszyscy wpatrują się w „papieskie okno”, z którego Ojciec Święty błogosławił krakowianom, modlił się z nimi i żartował. Szczególnie Jan Paweł II w tym magicznym miejscu ukochał spotkania z młodzieżą.

Modlitwy w intencji następcy św. Piotra trwają także w zacisznym kościółku u stóp Krzemionek, pod wieżą telewizyjną. W kościelnych ławach siedzi głównie młodzież. Studenci adorują Najświętszy Sakrament. Atmosfera smutku i wielkiego żalu, przetykana zapachem płonących świec i oddechem gotyckiej świątyni sprawia niepowtarzalne, choć przygnębiające wrażenie. Na ustach wiernych słowa ukochanej pieśni Papieża „Barka”. „O Panie to Ty na mnie spotkałeś; Twoje usta dziś wyrzekły me imię…” Oczy wszystkich zebranych szklą łzy. Przy ołtarzu przybywa coraz więcej bukietów złożonych z żółtych kwiatów – róż, żonkili, tulipanów. Wszak wiosna budzi się…

 

Piątek: Papieskie miasto – bijące serce miłości i miłosierdzia

Wadowice witają aurą przygnębienia i skupienia. Już od rana, kiedy po rodzinnym mieście papieża rozeszły się wieści o jego ciężkim stanie, na rynku i placu przy farze zaczęli zbierać się ludzie. Pierwsi wierni przyszli do kościoła już przed godziną 6. W części szkół nauczyciele odwołali zajęcia, prosząc uczniów o nieustanne uczestnictwo w czuwaniu w bazylice.

Plac przy wadowickiej Farze jest szczelnie wypełniony ludźmi. O tym, aby wejść do świątyni bez można jedynie pomarzyć. W tym kościele na zawsze bić będzie serce Karola Wojtyły, Piotra naszych czasów. Tutaj przy zabytkowej chrzcielnicy został przyjęty w poczet rodziny chrześcijańskiej. Przy ołtarzu bazyliki poznawał tajniki ministrantury i sztuki lektorskiej. W tym murach po raz pierwszy przyjął komunię świętą i odprawił swoja mszę prymicyjną tuż po przyjęciu święceń kapłańskich. Do Wadowic powracał zawsze. Nie gdzie indziej, tylko „tu pośród swoich”, świętował srebrny jubileusz kapłaństwa, odziany w sakrę arcybiskupa krakowskiego.

Podczas pierwszej wizyty w Wadowicach, już jako zwierzchnik Kościoła Powszechnego, prosił mieszkańców miasta o modlitwę w intencji jego posługi papieskiej. Kilka lat później słowa Papieża – Pielgrzyma uwieczniono po wieczne czasy w marmurowej płycie przy Kaplicy Świętokrzyskiej.
– Ozdobą kaplicy jest wizerunek Matki Boskiej Nieustającej Pomocy, który Ojciec Święty koronował w 1999 roku. – mówi ksiądz prałat Jakub Gil.

W bazylice Ofiarowania Najświętszej Marii Panny trwają modlitwy o zdrowie i siłę dla Pielgrzyma Tysiąclecia. Obraz kontemplacyjnego wyczekiwania psują niestety młodzi ludzie ze szkół średnich i gimnazjów, rozkrzyczani, hałaśliwi, niezdający sobie sprawy, że są świadkami ważnego wydarzenia w historii kraju i świata.
O godzinie 11 w piątkowe przedpołudnie, w Kościele Farnym w Wadowicach, kapłani i wierni rozpoczynają odmawianie Koronki do Miłosierdzia Bożego.
– Miłosierdzie i współczucie, szczere współczucie… To możemy ofiarować Naszemu Ojcu w Rzymie. –przemawia z ambony ksiądz Jakub Gil.[related id=”9802″]

Młoda studentka romanistyki Anna, wadowiczanka, mówi przez łzy:
– Dzięki Papieżowi możemy być dumni z tego, że jesteśmy Polakami. To on, jak nikt w tych złych czasach daje nadzieję, wiarę i miłość. Z wyświechtanych sloganów, poprzez swoje świadectwo życia pokazuje mi, że mogę żyć godnie, w pełni świadoma swego człowieczeństwa i dobroci dla innych.

 

Amerykańskie zadziwienie potęgą miłości do Papieża

Emilly Harris, reporterkę Public National Radio w Chicago, zadziwia oddanie Polaków dla Ojca Świętego, ich spontaniczność i wielka miłość i oddanie. To, co dzieje się w sercach i duszach Polaków, na wieść o ciężkiej chorobie Jana Pawła II, jest dla niej prawdziwym fenomenem. Jej zdziwienie staje się jeszcze większe, kiedy z depesz agencyjnych i portali internetowych dowiaduje się, że cały świat, chrześcijanie, muzułmanie i wyznawcy religii mojżeszowej modlą się w intencji naszego Rodaka.
– To niesamowite! – mówi z entuzjazmem. – Jak to możliwe, że jeden człowiek wzbudza tyle pozytywnych uczuć i wielkich emocji!

Emilly Harris i jej ekipa techniczna zamiast przygotowywać duży reportaż na temat roszczeń majątkowych obywateli Niemiec w stosunku do śląskich kamienic, skwerów i placów, przyjechała do Wadowic, aby na gorąco przekazywać za Atlantyk to, co dzieje się w sercu papieskiej Ojczyzny. Zdecydowana większość Amerykanów, jak mawia Emilly, ma problemy z umiejscowieniem Polski na mapie świata, i powiedzeniem czegoś sensownego na temat naszego kraju. Dla mieszkańców USA synonimem Polski jest przede wszystkich charyzmatyczna postać pielgrzymującego papieża Jana Pawła II.

 

Wszystkie drogi prowadzą do Wadowic

Wielu pielgrzymów przyjechało do Wadowic z innych stron kraju. Najwięcej osób jest z Krakowa, Oświęcimia, Myślenic i Zakopanego. Ważnym miejscem dla słuchaczy nauki apostolskiej Jana Pawła II jest dom przy ulicy Kościelnej 7. To tutaj 18 maja 1920 roku urodził się następca świętego Piotra. Przy wejściu do budynku granitowa tablica informuje o niezwykłości tego miejsca. Od kilkunastu lat dom rodzinny Wojtyłów służy, jako małe, Papieskie Muzeum prowadzone przez siostry zakonne. Siostra Magdalena, kustoszka muzeum Rodziny Wojtyłów, jest już bardzo zmęczona, ale nie może pójść spać po nieprzespanej nocy spędzonej na żarliwej modlitwie o zdrowie dla Następcy Chrystusa.

Przez cały czas muzeum tętni życiem, szczególnie teraz, gdy papież zbliża się do mrocznej zasłony śmierci. Zdaniem sióstr – opiekunek inna niż zwykle panowała atmosfera w domu papieskim. Tylko w piątek odwiedziły miejsce dzieciństwa Karola Wojtyły m.in. wycieczki z Chorwacji, Austrii, Niemiec i Stanów Zjednoczonych.
– Zwykle turyści – pielgrzymi są gwarni, czasem aż trzeba uciszać i prosić o skupienie. A dzisiaj cisza jak makiem zasiał, wszyscy poważni, bez uśmiechów – komentowały siostry zakonne przypatrujące się tłumom pielgrzymów. Siostra Magdalena, nazaretanka, płacze. Jej słowa brzmią bardzo cicho:

– Możemy być wdzięczni Bogu, że dane było nam żyć w cieniu Naszego Ukochanego Papieża. Jednego jestem pewna, już żaden Polak w przyszłości nigdy nie zasiądzie na tronie Stolicy Piotrowej. Musimy jednak wiedzieć, że Ojciec Święty idzie do lepszej ojczyzny, tej niebieskiej. Wieczność czeka.

 

Jan Paweł II – wzór niedościgły

Na schodach bazyliki spotykam młode licealistki. Twarze skupione, oczy pełne łez.
– Jan Paweł II – mówi 17 letnia Dorota – jest dla nas wzorem. Zawsze jest dla ludzi, zawsze modli się za nas. Pokazuje mi, jakim być człowiekiem. Jeśli Bóg go zabierze, nam Polakom będzie bardzo ciężko bez Niego.
O rok starsza Ewa, ściska w ręku stary obrazek z wizerunkiem papieża:
– Nie mogę wyobrazić sobie tego, że nie ma go pośród nas. Uczucie pustki. Tak, pustka i wielki smutek. To będę czuła, jeśli odejdzie na zawsze.

O 16.30 rozpoczyna się w bazylice papieskiej kolejna Msza święta w intencji zdrowia Jana Pawła II. Wielu uczestników ofiary eucharystycznej odmawia różaniec. Znajomi dziennikarze wskazują klęczącego w bocznej kaplicy młodzieńca, który od dobrych kilkunastu godzin nieprzerwanie w palcach przekłada paciorki z tajemnicami różańcowymi. Nie zgadza się na krótką rozmowę. Na pytanie: dlaczego tu jest, pada zdecydowana odpowiedź: Papież jest moim duchowym ojcem. Dzięki Niemu i różańcowi stałem się lepszym człowiekiem.
Zamyka oczy i powraca do modlitewnych rozmyślań.

A w tłumie zasmuconych wiernych przed bazyliką nie brakuje osób ze słuchawkami na uszach, które z lękiem nasłuchują radiowych depesz z Watykanu. Maria Nowakowska modli się w duchu o spokojną śmierć dla Papieża: Już tyle w życiu wycierpiał. Niech mu Bóg da przynajmniej spokojne odejście.

Siostra Anna, urszulanka, mówi coś zupełnie innego: Wierzę, że Matka Boska da mu siłę. Jest biedny i schorowany, nie może mówić. Ale dla wszystkich wierzących ważne są jego gesty, błogosławieństwo, spojrzenie i łzy cierpienia. On nie może odejść, on musi żyć.

Najważniejszym przesłaniem modlitewnych czuwań wokół Ojca Świętego stają się słowa kardynała Franciszka Macharskiego: W tych chwilach próby bądźmy myślami z Janem Pawłem II i bądźmy ze sobą.
Te słowa znajdują swoje odzwierciedlenie w Wadowicach. Dla mieszkańców miasta Ojciec Święty jest domownikiem i członkiem wielkiej rodziny. Wszyscy wiedzą, że papież jest ciężko chory, że organizm 85 latka jest coraz słabszy a choroba nie ustępuje.
– Jest nadzieja i wieczna młodość w Chrystusie – podkreśla niezmordowany prałat Jakub Gil.
Sprzeczne informacje o stanie zdrowia

 

Około godziny 19.27, służby prasowe Watykanu wydały oświadczenie, że „papież jest umierający”. Na twarzach osób zgromadzonych w Bazylice Ofiarowania i placu farnym maluje się niedowierzanie, rozpacz i niewypowiedziany smutek. Wadowiczanie i wadowiczanki starają się zachować spokój, ale widać wyraźnie, że pod tą fasadą grają wielkie emocji. W tej gamie miłość i zrozumienie dla tego, co nieuniknione, potyka się z krzykliwym buntem i złością. Modlą się już teraz o spokojną śmierć dla swojego Ojca, Najukochańszego Papy.
– Na zawsze Jan Paweł II pozostanie w naszych sercach. Pamiętać go będziemy jako szczęśliwego staruszka, uśmiechającego się do nas z ojcowską miłością podczas ostatnich odwiedzin w Wadowicach – mówi Jerzy Kowalski. – Mówił o naszym mieście, szkole, ulicach, kremówkach i teatrze, który tak kochał. My zawsze będziemy kochać Jego. Jestem przekonany, że szybko powiększy grono świętych.

 

Na szańcu modlitwy i solidarnego czuwania

O 20.00 trwa jeszcze w Bazylice nabożeństwo różańcowe. W powietrzu wisi sieć nieuchronnych zdarzeń. Wszyscy zdają sobie sprawę, że stoją u progu sieroctwa. Uczucie to, zdaniem metropolity krakowskiego, towarzyszyć będzie całemu Kościołowi Powszechnemu. W rękach wiernych pojawiają się płonące świece i małe znicze. Kobiety płaczą, mężczyźni zaciskając usta i apatycznie patrzą w świątynną posadzkę.

Gdy na tarczy zegarów widnieje 20.28, z ust do ust, jak fala przekazywana jest jeszcze nieoficjalna informacja watykańskich służb medycznych, że „czynności życiowe Papieża ustały”. Rozpacz i bezlitosny żal opanowały serca. Kwadrans potem kolejna informacja, też nieoficjalna, ale dobra dla wszystkich rozkochanych w osobie Jana Pawła II, „ Jego mózg papieża a serce bije”.[related id=”9812″ side=”left”]
Mijają kolejne godziny i minuty a w Wadowicach nie pustoszeją kościoły. Tak jak przez cały dzień, tak również wieczorem i w nocy, odprawiane są Msze święte. Punktualnie o dziewiątej wieczorem, w wypełnionej po brzegi bazylice Ofiarowania Najświętszej Marii Panny wierni odmówili Apel Jasnogórski. Przez cały czas trwają żarliwe modlitwy o zdrowie Ojca Świętego.

W trakcie wieczornego kazania, ksiądz Janusz Żmuda przypomniał zebranym w świątyni, ten radosny dla nas, Polaków dzień 16 października 1978 roku. Wtedy to nastał kolejny Piotrowy następca – kardynał Karol Wojtyła.
– Ty Jesteś Piotr, usłyszał arcybiskup krakowski Wojtyła, tyś jest opoką – powiedział mu Chrystus. – rozpoczął kazanie ks. Żmuda. – Człowiek jest tylko człowiekiem. Przychodzi na człowieka cierpienie, choroba. Przyjdzie pewnie też i śmierć. A my stajemy dziś przy Chrystusie, przy ołtarzu, aby powiedzieć: Ojcze Święty, jesteśmy przy Tobie. Jesteśmy razem z Tobą, tu w tym miejscu szczególnie. Tyle razy tu przyjeżdżałeś i zawsze mówiłeś: proszę was o modlitwę. Nie zapomnieliśmy. Chcemy być przy Tobie! Wadowice się modlą w Twojej intencji.

Oczekiwanie na finał dobrego i pełnego poświęcenia życia Papieża – pielgrzyma udziela się wszystkim. Serca wiernych zebranych w wadowickiej bazylice Ofiarowania N.M.P. biją w rytm jednej modlitwy, właściwie prośby do Jezusa Miłosiernego: „ My dziś prosimy Ciebie: bądź wola Twoja. A jeśli taka będzie wola Twoja, Panie – zabierz Go. Ale jeśli zechcesz, to Go jeszcze zostaw, bo nam jest również potrzebny, jak woda, chleb, jak powietrze.”
Przez całą noc w bazylice trwało modlitewne czuwanie. Świątynia, w której Jan Paweł II przyjął chrzest, była wypełniona po brzegi. O godzinie 22.00. przez środek budowli przeszła procesja księży i ministrantów. W dymie kadzideł, oparach stearyny ze świec, wierni zaintonowali pieśń „Zwycięzca śmierci, piekła i szatana”.

 

Sobotnie modlitewne czuwanie

Drugiego dnia solidarnego czuwania mieszkańcy Wadowic nie ustają w modlitwie w intencji Jana Pawła II. W sobotę, kilka minut przed piątą rano, w bazylice Ofiarowania N.M.P. zakończyło się całonocne czuwanie. Proboszcz parafii ksiądz prałat Jakub Gil odprawił mszę świętą połączoną z wystawieniem Najświętszego Sakramentu. Z upływem czasu Bazylika Ofiarowania nie pustoszeje. Wręcz przeciwnie, przychodzą kolejni wierni, i to nie tylko z Wadowic.

Pani Stanisława nie spała niemal całą noc. W papieskiej świątyni spędziła kilka godzin, cały czas na klęczkach. Ociera łzy z opuchniętych oczu:
– Włączałam wszystko na raz. Telewizor, radio – żeby słyszeć. Wnuczek czytał mi z internetu najnowsze rzeczy z Rzymu. Jest to takie przykre. Boże, daj mu siłę. Niech jeszcze żyje dla nas.

Przed wejściem do rodzinnego domu Jana Pawła II – tuż obok bazyliki – przez całą noc paliły się świece i znicze. Nie zabrakło wiązanek kwiatów. Przeważają tulipany i zwiastuny wiosny – żonkile.
Wielkim zainteresowaniem dziennikarzy, którzy przyjechali do Wadowic z każdego niemal kontynentu, jest ksiądz kanonik Jakub Gil. Poproszony o komentarz na temat kolejnego już biuletynu na temat stanu zdrowia Ojca Świętego odpowiada:

– Mieszkańcy Wadowic są przygotowani na śmierć Papieża. Nikt z nas tu obecnych i świadomych powagi sytuacji nie robi z tego żadnej tajemnicy, bo sam Jan Paweł II nie robi z tego tajemnicy.

 

Sobota późne popołudnie

W Bazylice Ofiarowania cały czas modlą się tłumy ludzi. Życie całych Wadowic kumuluje się w świątyni i na rynku, który nosi nazwę Plac Jana Pawła II. W zgodnej opinii kapłanów wadowickich, jak i burmistrza miasta pani Ewy Filipak, mieszkańcy miasta przyjmują wieści ze Stolicy Katolickiego świata, w sposób bardzo godny. To, co nieuniknione musi się stać, bowiem taka jest kolei rzeczy. Rodząc się przybliżamy do chwili odejścia na poetycką „drugą stronę luster”.

Pomimo nadchodzących z Rzymu coraz bardziej niepokojących komunikatów o stanie zdrowia Ojca Świętego mieszkańcy miasta z całego serca modlą się. Nie brakuje łez, smutku i żalu, że ziemska wędrówka ich Ukochanego Krajana dobiega końca, ale z drugiej strony ostatnie wydarzenia wszyscy znoszą z wielką godnością i pogodą ducha.

 

21.37. – 02.04.2005

Karol Wojtyła, syn ziemi wadowickiej, papież Jan Paweł II wraca na zawsze do domu. Na wieść o Jego śmierci wierni, którzy modlili się za jego zdrowie i spokój duszy, zaczęli rozpaczliwie i przejmująco płakać. Oceany łez popłynęły z oczu wadowiczan zebranych na placu Jego imienia i w bazylice Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny. Prałat Jakub Gil rozpoczął odmawianie modlitwy „Wieczny odpoczynek”. Całe miasto wyległo na place i ulice, sama świątynia pękała w szwach. Biły dzwony, zawyły syreny, auta zatrzymały się. „To koniec”, powiedziała zapłakana młoda dziewczyna. Przy ulicy Kościelnej 7, przed rodzinnym domem Karola Wojtyły rósł, z minuty na minutę, wielki stos kwiatów. Przybywało świec, zniczy i wiecznych ogni pamięci.

Pielgrzymi, których serca zmroziła ta przejmująca wieść, wkładali za kraty dziedzińca domu rodzinnego naszego papieża kartki z napisami: „Jesteś (już) w domu”. Na tych symbolicznych, pożegnalnych listach często drżące ręce rysowały serca i anioły. Siostry nazaretanki, opiekunki muzeum rodziny Wojtyłów, około północy zaczęły układać na dziedzińcu, tuż za kratą, wielki krzyż ze zniczy, świec i kwiatów, przyniesionych przez ludzi, dla których papież Jan Paweł II był nadzieją, miłością i najczystszą wiarą.

W bazylice Ofiarowania cały czas trwały modlitwy. Wiernych i pogrążonych w bólu przybywało. Prałat Gil z ambony ogłasza: „Cały czas będziemy się za Naszego Wielkiego Rodaka modlić, podczas mszy i wieczornych czuwań. Tak jak rodzina czuwa nad zmarłym, tak my jesteśmy rodziną Ojca Świętego, wielką wadowicką rodziną”.

W oknach wadowickich domów i mieszkań pojawiają się portrety Jana Pawla II, opasane czarnymi wstążkami i bibułą. Obok fotografii Papieża Tysiąclecia płoną świece i znicze. Kapłani ogłaszają, iż w niedzielę o 21.00. wszyscy w sposób duchowy, w tym miejscu, w Bazylice, jak jeden mąż staną przy Ojcu Świętym. Mimo, że trwa noc, burmistrz Ewa Filipiak wydaje polecenie, aby flagi na urzędach zawisły w połowie masztów.

 

2 kwietnia 2020 roku

Jan Paweł II umierał z godnością i poczuciem życiowego spełnienia, jako kapłan, przewodnik chrześcijan, ale i jako człowiek. Umieranie Ojca Świętego by dla nas wszystkich wielkim przeżyciem, uczestniczeniem we współczesnej drodze krzyżowej Duchowego Przewodnika Chrześcijaństwa. To przyczynek do tego, aby każdy z nas zrobił w skrytości serca i duszy oczyszczający rachunek sumienia. By stać się lepszym, by stać się godnym obcowania z ludźmi, którzy nas kochają i są blisko. Miłość to największe przykazanie, dlatego „Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą”.

Cieszę się, że moja ukochana Córeczka Julka, mimo że miała wtedy dopiero dwa latka, będzie mogła powiedzieć swoim dzieciom i wnukom, że żyła w czasach, gdy na stolicy Piotrowej zasiadał nasz wielki rodak Karol Wojtyła, którego poznał świat jako JANA PAWŁA II.

Na koniec warto zadać pytanie, ile wartości z tamtych dni, które połączyły Polaków, przetrwało do dziś. Patrząc na nasze polskie podwórko przed erą pandemi koronowirusa, ze smutkiem stwierdzam, że … niewiele. Być może ta globalna zaraza odmieni nasze serca i zmieni oblicze ludzi i ich serca…

marzec/kwiecień 2005 i 2020

Tomasz Wybranowski

 

MotoBarometr 2018: W Polsce 57 proc. zakładów motoryzacyjnych zatrudnia pracowników z Ukrainy

Aż 63 proc. firm motoryzacyjnych z Polski zakłada zwiększenie liczby etatów w najbliższych miesiącach, co wynika bezpośrednio z rosnących potrzeb produkcyjnych. W Niemczech zrobi to co piąta fabryka.

W związku ze zbyt małą liczbą kandydatów chętnych do podjęcia zatrudnienia, już 57 proc. zakładów produkcyjnych sięga po pracowników z Ukrainy. Nie jesteśmy jednak jedyni – o Ukraińców rywalizujemy z Czechami, Węgrami i Słowacją – wynika z raportu Exact Systems „MotoBarometr 2018”. W przyszłym roku o kadrę ze Wschodu będzie jeszcze trudniej, ponieważ do walki włączy się co piąty zakład produkcyjny w Niemczech.

Potrzebujemy coraz więcej rąk do pracy, a tych brakuje. Niemal 2 na 3 zakłady produkcyjne w Polsce planują w najbliższych miesiącach zwiększyć zatrudnienie, co oznacza wzrost o 19 punktów proc. rok do roku – mówi Jacek Opala, członek zarządu Exact Systems S.A.

– Aż 98 proc. pracodawców zgłasza zapotrzebowanie na pracowników produkcyjnych, co czwarty będzie szukać pracowników średniego szczebla, a 13 proc. będzie rekrutować kadrę menedżerską. Dynamiczny rozwój motoryzacji obserwujemy również w innych państwach CEE, gdzie odnotowano najwyższe wskaźniki wzrostu produkcji i największe zapotrzebowanie na pracowników. O wzroście zatrudnienia mówi aż 86 proc. węgierskich respondentów, 7 na 10 ankietowanych z Rumunii i Słowacji oraz połowa z Czech. Z tego grona jedynie Rumunia jest samowystarczalna i nie musi posiłkować się pracownikami z Ukrainy – dodaje Opala.

Jakie są obecnie największe problemy związane z zatrudnieniem? Aż 63 proc. firm sygnalizuje małą liczbę chętnych kandydatów do pracy, a niemal połowa narzeka na brak kadry o kierunkowym wykształceniu. Coraz bardziej odczuwalna jest także presja płacowa, na którą wskazuje 46 proc. respondentów.

Niemiecka motoryzacja włącza się do walki o Ukraińców

Dotychczas braki kadrowe w polskiej gospodarce skutecznie udawało się zapełniać pracownikami ze Wschodu – 57 proc. zakładów motoryzacyjnych nad Wisłą korzysta z ich usług. Na tym polu konkurujemy przede wszystkim z Czechami oraz Węgrami, w których odpowiednio 59 proc. i 43 proc. przedstawicieli branży już rekrutuje Ukraińców. Na Słowacji odsetek ten wynosi 16 proc., a w Niemczech zaledwie 7 proc..

Jednakże w 2019 r. status quo nie zostanie zachowany – Czechy i Słowacja już zliberalizowały przepisy o zatrudnianiu Ukraińców, natomiast Niemcy planują w styczniu wprowadzić zmiany w prawie migracyjnym i częściowo otworzyć swój rynek pracy na specjalistów spoza Unii Europejskiej. Jak pokazują wyniki „MotoBarometru 2018”, sporo firm na tę nowelizację przepisów czeka. 22 proc. przedstawicieli motobranży w Niemczech zamierza w najbliższych miesiącach zatrudnić u siebie pracowników z Ukrainy, co może spowodować ich odpływ z Polski za Odrę.

Nowelizacja przepisów umożliwi osobom spoza Unii Europejskiej legalny wjazd na 6 miesięcy do Niemiec w celu poszukiwania pracy. Kto w tym czasie pracę znajdzie, będzie mógł tam zostać na dłużej. A z tym nie powinno być większego problemu – według szacunków Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej do obsadzenia pozostaje ponad 1,5 miliona wakatów. Niemcy poszukują przede wszystkim wykwalifikowanych pracowników, posiadających odpowiednie wykształcenie zawodowe.

– Nie jesteśmy w stanie konkurować z niemiecką gospodarką pod względem wysokości zarobków. Dlatego powinniśmy wykorzystywać do maksimum inne nasze atuty, które doceniają Ukraińcy, jak bliskość geograficzna, kulturowa i językowa – mówi Krzysztof Inglot, prezes Personnel Service. – By zatrzymać kadrę ze Wschodu nad Wisłą, konieczne są dalsze zmiany w polskim prawie: umożliwienie im stabilizacji zawodowej i życiowej np. poprzez ułatwienie osiedlenia się w naszym kraju czy zniesienie barier administracyjnych na rynku pracy, które dotykają także 41 proc. przedsiębiorców. Aż 73 proc. naszych wschodnich sąsiadów chciałoby pracować w Polsce dłużej niż pół roku, na które obecnie pozwala uproszczona procedura zatrudniania. Wydłużenia okresu legalnej pracy chce też 66 proc. pracodawców.

Edukacja i automatyzacja – remedium na bolączki rynku pracy

Nie należy również zapominać o strategiach długofalowych – przede wszystkim edukacji i wdrażaniu nowych technologii. Jak wynika z „MotoBarometru 2018” najlepszym sposobem na rozwiązanie problemu rosnących potrzeb kadrowych jest uruchomienie profilu motoryzacyjnego w szkołach zawodowych (68 proc. wskazań). W obliczu powiększającego się deficytu kadrowego, ponad połowa zakładów motoryzacyjnych w Polsce (55 proc.) jest otwarta na automatyzację procesów produkcyjnych, dzięki którym zapotrzebowanie na pracowników mogłoby być mniejsze.

Niektóre firmy z branży automotive idą o krok dalej i same inicjują rozbudowane programy szkoleniowe, mające na celu poszerzanie kompetencji swoich pracowników. Przykładem jest Akademia Jakości, którą Exact Systems uruchomił w 2014 r.

– Akademia Jakości jest odpowiedzią na zapotrzebowanie rynku, wynikające z częstego niedopasowania programów szkolnictwa wyższego i zawodowego do potrzeb pracodawców. Docelowo chcemy, aby każdy z naszych kontrolerów był certyfikowanym i dobrze przygotowanym do pracy specjalistą. Obecnie dziennie do pracy u naszych klientów delegujemy ponad 5,5 tysiąca kontrolerów jakości, zatem wyzwanie jest duże, ale wierzymy, że możliwe do zrealizowania. Pozytywny odbiór Szkoły Jakości zachęca nas do rozszerzenia zasięgu programu także na spółki zagraniczne – mówi Jacek Opala z Exact Systems.

Pobierz pełną wersję raportu „MotoBarometr2018”

MotoBarometr_Raport2018_final-small

„Proszę pana, ja jestem Polką, ja sobie poradzę”, czyli Marii Konopnickiej podróże po Europie

Była Europejką tamtych czasów, dużo podróżowała, władała biegle kilkoma językami, a podróżująca kobieta, to nie był oczywisty widok w drugiej połowie XIX wieku.

 

Gościem a zarazem gospodarzem Poranka WNET z Suwałk była Magdalena Wołowska-Rusińska, dyrektor Muzeum im. Marii Konopnickiej w Suwałkach. To ze względu na tę wybitną postać polskiej literatury Radio WNET zawitało do Suwałk, gdzie poetka i nowelistka się urodziła.

Maria Konopnicka urodziła ośmioro dzieci, dwoje zmarło bardzo wcześnie, więc wychowywała sześcioro. Czuła jednak, że różni się od współczesnej sobie kobiety. Odnalazła w sobie wrażliwość, a potem zachwyciła swoimi wierszami Henryka Sienkiewicza. Była na tyle wolna, że odeszła od męża. Nie potrafiła zaakceptować wolności swojej najpiękniejszej córki, kiedy ta postanowiła zostać aktorką. Nigdy nie mówiła o sobie, że jest feministką, uważała natomiast, że kobiety i mężczyźni powinni się uzupełniać.

Konopnicka znana jest bardzo z twórczości patriotycznej. Niektórzy nie lubią jej, choć jej nie znają. Krytykowano ją za to, że pisała o biednych masach chłopskich, o nędzy, ale prawdą jest, że  wtedy panowały takie realia, a ona była właśnie dla tych ludzi.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy.

 

Prof. Andrzej Nowak: Wizja Piłsudskiego o wielkiej Polsce była anachroniczna, bo wyprzedzała rzeczywistość?

Dziwna zuchwałość i bezczelność w żądaniu pełnej niepodległości dla Polski przyciągnęła do Jóżefa Piłsudskiego dużą część elit kulturalnych. Stworzyło to świetny aparat propagandowy.

 

Gościem Poranka WNET z Wilna był profesor Andrzej Nowak, który opowiedział o kształtowaniu się poglądów i charakteru Józefa Piłsudskiego, które potem kształtowały bieg historii Polski.

„Idziemy po niepodległość Polski” – to hasło robiło wrażenie zarówno na żołnierzach jak i przeciwnikach Piłsudskiego, który odrzucał konstruowanie jakiegoś „krajku” przy Rosji tudzież Austrii.

– Tę wybitną postać ukształtowała silna osobowość matki, która wychowywała w kulcie tradycji powstania styczniowego, w tradycji rodu Billewiczów, hetmanów litewskich i w ogóle tradycji militarnych zmagań o niepodległość Polski – mówił profesor.

Do tego doszła osobowość i doświadczenia Piłsudskiego w szkole rusyfikacyjnej czy też doświadczenia całej Litwy podporządkowanej planowi rusyfikacyjnemu. Tak prawdopodobnie wyrastały marzenia o Litwie połączonej z Rzeczpospolitą Polską.

[related id=60455]Jednakże, jak zaznaczył, była to wizja, którą już wtedy odrzucali Litwini i Ukraińcy, a Białorusini nawet o niej nie słyszeli. W PRL zarzucano Piłsudskiemu anachroniczność, ale są historycy, którzy uważają, że jego program wyprzedzał rzeczywistość a nie zostawał w tyle. To była wizja wspólnoty ponad etnicznej, ale w warunkach 1918 wygrali ci, którzy widzieli przyszłość w programie narodowym czy nacjonalistycznym w duchu Romana Dmowskiego.

Nasz gość przyznaje, że trudno wytłumaczyć zamach majowy, który niewątpliwie kładzie się cieniem na życiorysie Piłsudskiego. Przelała się wtedy krew, a owocem tego jest wciąż dokuczający nam radykalny podział w Polsce.

W rozmowie została poruszona także kwestia ostatniego spotkania Angeli Merkel z Władimirem Putinem. Gośc Poranka WNET zwrócił uwagę na kontekst geopolityczny tego zdarzenia. Jego zdaniem, nie jest to żaden przełom, a wzmacnianie stałej tendencji, która opiera się na współpracy gospodarczej między Niemcami a Rosją.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy.

Burmistrz Skwierzyny: Około trzech tys. hektarów upraw rolnych zdewastowanych przez suszę! [WIDEO]

– Susza dotyka naszych miejscowych rolników, około 3 tysięcy hektarów upraw rolnych zostało w 60-70 procentach zdewastowanych – niepokoił się Lesław Hołownia burmistrz Skwierzyny.

– Takiej klęski jeszcze tutaj nie było. Żyjemy na granicy puszczy noteckiej, gdzie jest 183 tys. hektarów lasów. Dzięki Bogu jeszcze nie doszło do pożarów, chociaż w okolicach Gorzowa spaliło się już 4 hektary lasu. Boimy się i czekamy na deszcz.

Ale są też dobre wiadomości ze Skwierzyny. Poziom bezrobocia w ostatnich latach w naszej gminie spadł znacząco. Jest to wynik nowo powstałych miejsc pracy i powołania Centrum Integracji Społecznej. Podobnie jak w innych miastach Wielkopolski problemem stał się brak rąk do pracy. – To nasze położenie, czyli bliskość województwa Wielkopolskiego z granicą niemiecką,  sprawia, że jest duże zainteresowanie wśród inwestorów zagranicznych. – wyjaśniał nasz gość.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy.

Dlaczego Dom „Senior – Wigor” w Skwierzynie jest niezwykły? Tam łączą się pokolenia, które mają jeden cel [VIDEO]

Dom „Senior – Wigor” jest postrzegany jako niezwykły, ponieważ nie żyje się w nim z dnia na dzień. Młodzi działacze starają się być innowacyjni.

Takie domy są efektem programu ministerialnego. W Skwierzynie dom seniora działa od dwóch lat. – Zorganizowaliśmy I Ogólnopolski przegląd domów seniora, głównie po to by się spotkać i wymienić doświadczeniami – mówiła Agata Smoleń, kierownik Domu „Wigor-Senior”.

Nasza rozmówczyni zapewniała, że z takiej działalności płyną same profity – Łączymy pokolenia.  Z osobami starszymi pracują młodzi wolontariusze, odwiedzają ich dzieci, wnosząc wiele radości.A my w zamian za to możemy czerpać z ich bagażu doświadczeń.

W Skwierzynie powstało również Stowarzyszenie „Zielona Przystań”, ponieważ pracownicy chcieli zrobić coś więcej niż obligatoryjnie działania pomocy społecznej. Organizuje się tam wyjazdy i spotkania, aktywizując przy tym osoby bezrobotne. Osoby starsze są tu aktywne, dzięki temu, że gmina stwarza możliwości ku temu.

W tym roku susza jest katastrofalna, wystarczy mała iskra, by podpalić las

– Przez cały czas patrolujemy i monitorujemy zagrożone obszary Nadleśnictwa Międzychód. Zanotowaliśmy 10 przypadków pożaru w tym roku, ale udało się je szybko zlokalizować – mówi nadleśniczy.

Niestety większość, bo aż 90 procent przyczyn pożarów to czynnik ludzki. Główne zagrożenie stanowią samochody, katalizatory i mimo segregacji śmieci – pozostawione części samochodowe.

Gościem Poranka WNET był zastępca nadleśniczego Lech Jankowiak. Przedstawił krótko sytuację nadleśnictwa, jaka panuje w czasie suszy. Powiedział, że susza jest w tym roku bardzo poważna i chyba tylko dzięki Opatrzności nie doszło do większej tragedii. Wyjaśnił także, na czym polega problem ze stadami wilków.

W Polsce nie docenia się sportu. Sport to nie tylko kultura fizyczna, to rozwojowy sposób na spędzanie wolnego czasu

W zdrowym ciele zdrowy duch, mawiają…. Sport w takich małych miejscowościach jak Sieraków jest często dla młodych osób szansą na wybicie się i na ucieczkę od nudy dnia codziennego.

Jarosław Czekała, nauczyciel historii z zawodu, a sportowiec z wielkiej pasji opowiedział w Poranku WNET o scenie sportowej w Sierakowie, gdzie największe sukcesy odnosi klub koszykarski.

Latanie to piękna pasja, na którą trzeba mieć czas i pieniądze. Tego nie da się opisać, to trzeba przeżyć

W Poranku WNET prezes Obornickiego Stowarzyszenia Lotniczego opowiadał o wspaniałej pasji, jaką jest latanie – Człowiek staje się wolny – mówi nasz gość Zdzisław Kowalczuk.

Obornickie Stowarzyszenie Lotnicze zainicjowało swoja działalność w roku 2000,dzięki gronu pasjonatów latania wiedzionych na podniebne szlaki przez kol. Zdzisława Kowalczuka, obecnego prezesa. Aby ziścić marzenia o lataniu oczywistym było, że postawiono na motolotniarstwo, dziedzinę lotnictwa, która była realnie dostępna i oddająca w pełni odczucia fizyczne a nade wszystko metafizyczne, których doznaje się po oderwaniu od ziemi. Więcej na: http://osl-oborniki.pl/