Grzegorz Walijewski: To był najzimniejszy kwiecień w XXI wieku

W nowym „Kurierze w Samo Południe” gościł hydrolog i Rzecznik Prasowy IMGW, Grzegorz Walijewski, który mówił m.in. o tegorocznym kwietniu, który okazał się być najzimniejszym kwietniem w XXI wieku.

W nowym „Kurierze w Samo Południe” Grzegorz Walijewski mówi m.in. o o tegorocznym kwietniu, który okazał się być najchłodniejszym kwietniem w nowym stuleciu:

To był najzimniejszy kwiecień w XXI wieku. Wir polarny, który szalał nad północną częścią naszego globu co chwila doprowadzał do nas zimne, arktyczne powietrze. To powodowało bardzo odczuwalny spadek temperatury, zarówno w dzień jak i w nocy.

Ekspert z Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej wskazuje na różnice pomiędzy kwietniem w 2021 roku, a tymi z lat poprzednich:

W kwietniowe noce odnotowywano i ujemne temperatury, co było raczej niedobrą wiadomością dla działkowiczów – mówi Grzegorz Walijewski.

Rozmówca Adriana Kowarzyka odnosi się także do najnowszej meteorologicznej historii Polski. Rzecznik prasowy IMGW, podkreśla, że tak niskie temperatury w czwartym miesiącu roku nie zdarzyły się w Polsce od ponad dwóch dekad:

Od 1997 r. tak chłodnego kwietnia nie było (…) Temperatura w tegorocznym kwietniu była niższa o 2,6 stopni Celsjusza w porównaniu do norm wieloletnich. Nie był on najchłodniejszy, bo w latach 50. i 60. bywało jeszcze chłodniej, natomiast już dawno nie było takiej sytuacji w pierwszej części wiosny.

Ponadto gość „Kuriera w Samo Południe” rozwija także temat bieżącej prognozy pogody. Jak wskazuje Grzegorz Walijewski, 11 maja, w niektórych polskich miastach odnotowano temperatury przekraczające 29 stopni:

Dziś na termometrach możemy zobaczyć i 30 stopni. (…) Przywędrowało do nas bardzo ciepłe, na szczęście suche powietrze z północnej Afryki.

W rozmowie z Adrianem Kowarzykiem Grzegorz Walijewski omawia również prognozę pogody na czerwiec. Jak zaznacza ekspert z IMGW, wypadku tego miesiąca nie musimy spodziewać się chłodnych niespodzianek:

Z najnowszej aktualizacji prognozy wychodzi na to, że czerwiec będzie w centralnej oraz południowej części naszego kraju z temperaturą powyżej normy. Natomiast na północy kraju temperatura ma być w normie – mówi Grzegorz Walijewski .

Zachęcamy do wysłuchania całej rozmowy w formie podcastu!

N.N.

Warszawa: Powstał azyl dla uchodźców politycznych z Białorusi

W stolicy powstał tzw. „Mirny Dom”. Tu Białorusini zagrożeni politycznym prześladowaniem, którym udało się uciec z Białorusi, będą mogli odpocząć przed rozpoczęciem nowego życia w Polsce.

W Warszawie otwarty został „Mirny Dom”, czyli dosłownie „Dom Pokoju”. Inicjatywa organizacji charytatywnej Humanosh stanowi azyl dla politycznych uciekinierów z Białorusi. Na chwilę obecną w warszawskim azylu schronienie znalazło 19 Białorusinów.

W „Mirnym Domu”, do którego mogą trafić Białorusini, którym udało wydostać się z kraju znalazło się wszystko co niezbędne do wygodnego i spokojnego życia.

Dla gości oczekują tam przytulne pokoje, a także wspólna kuchnia i pomieszczenia gdzie mieszkańcy będą mogli razem spędzić czas, a także uczestniczyć w kursach języka polskiego. Na terenie ośrodka jest również dostępny dla gości warsztat, w którym mogą popracować.

Zgodnie z zasadami azylu białoruscy goście mogą mieszkać w „Mirnym Domu” przez trzy miesiące. Przez ten okres fundacja Humanosh wspiera ich w znalezieniu mieszkania, pracy jak również w umieszczeniu dzieci w placówce oświatowej.

Otwarcie ośrodka miało miejsce w sobotę 8 maja. Uroczystość uświetniła swoją obecnością online Swiatłana Cichanouskaja:

Bardzo dziękuję wszystkim, którzy brali udział w zorganizowaniu tego miejsca, za wspieranie Białorusinów. Robicie dobrą robotę. Zawsze mówię: każdy choć trochę, każdy co może, to się nazywa solidarność i dzięki niej się nie zatrzymujemy i nikt tego nam nigdy nie odbierze – mówiła podczas otwarcia azylu Cichanouskaja.

Podczas ceremonii przemawiał także Paweł Łatuszka, jeden z liderów białoruskiej opozycji:

Mam wielką nadzieję, że ten Mirny Dom będzie przydatny, ale jeszcze tylko na krótki czas: naprawdę chcemy jak najszybciej wrócić do naszej Białorusi, do naszej ojczyzny! – zaznaczał działacz.

N.N.

Źródło: Belsat/media

Nastolatka wyrzucona ze szkoły za udział w Strajku Kobiet? Sprawę tłumaczy dyrektor katolickiego liceum

Uczennica katolickiego liceum Białymstoku została skreślona z listy uczniów liceum. Czy powodem był jej udział w Strajku Kobiet? Sprawę tłumaczy dyrekcja placówki.

Uczennica drugiej klasy niepublicznego Liceum Ogólnokształcącego Zespołu Szkół Katolickich im. Matki Bożej Miłosierdzia w Białymstoku została usunięta z listy uczniów swojego liceum. Powodem wyrzucenia 17-letniej Julity miała być jej partycypacja w protestach Ogólnopolskiego Strajku Kobiet (OSK). Jak podkreśla w rozmowie z onet.pl prawniczka dziewczyny:

Będziemy się domagać publicznych przeprosin. Myślę, że przynajmniej tyle należy się mojej klientce – mówi Anna Jaczun, pełnomocniczką i adwokatka Julity.

Według narracji pełnomocniczki dziewczyny, nie są znane dokładne powody relegacji nastolatki ze szkoły. Jak jednak wskazuje Anna Jaczun – wszystko wskazuje, że powodem decyzji był udział dziewczyny w marcowych manifestacjach OSK:

My do tej pory nie wiemy, jaka jest faktyczna podstawa relegowania Julity ze szkoły. Nieoficjalnie dyrekcja szkoły dała do zrozumienia, że tak owszem, chodzi o angażowanie się w protesty – komentuje prawniczka.

Jak zaznacza Jaczun, w przypadku jeśli powodem wyrzucenia 17-latki ze szkoły był jej udział w strajku, decyzja szkoły może być nielegalna:

Chciałabym jednak podkreślić, że ani statut szkoły, ani regulamin, ani żaden akt prawa wewnętrznego nie może uczniom regulować, co mają robić w swoim wolnym czasie i nie może też ograniczać prawa do manifestowania i wyrażania poglądów.

Sprawę skomentowała dla portalu TVP Info dyrektor wspomnianej placówki, Honorata Kozłowska. Jak mówi, rodzice zapisując dziecko do prywatnej szkoły katolickiej powinni liczyć się z określonym profilem szkoły:

Pragnąc tego, żeby dziecko do tej szkoły uczęszczało, składają stosowne dokumenty i odbywają rozmowę kwalifikacyjną. Podczas tej rozmowy informujemy o tym, jaki jest profil szkoły: szkoła katolicka – zaznacza Honorata Kozłowska.

Jak podkreśla dyrektor  placówki – podpisanie przez rodziców umowy ze szkołą jest równoznaczne z akceptacją w całości realizowanego przez szkołę programu nauczania, wychowania, statut i regulaminy:

W paragrafie 2 umowy jest wyraźnie zapisane, że wyrażają zgodę na katolicki charakter wychowania. To wszystko wybrzmiewa w umowie, szkoła katolicka nie może być szkołą niekatolicką – zaznacza Honorata Kozłowska.

Według dyrektorki skreślenie Julity z listy uczniów było to wypowiedzenie umowy, którą rodzice dobrowolnie podpisali. Jak podsumowuje szefowa katolickkiej placówki:

Nierespektowanie umowy może skutkować jej wypowiedzeniem; to również przewidują zapisy umowy. (…) Rozumiem, że rodzice podpisując umowę, utożsamiają się z katolickim charakterem szkoły. Jeśli rodzice zmienili poglądy, należało jasno o tym powiedzieć i zrezygnować z kształcenia i wychowania w naszej placówce.

Jak dodaje Honorata Kozłowska:

Uczniowie szkoły katolickiej nie powinni np. uczestniczyć w demonstracjach aborcyjnych czy promować numerów telefonów do placówek aborcyjnych.

Źródło: Onet.pl, TVP Info

N.N.

Rozwód Melindy i Billa Gatesów przy braku intercyzy. Córka zabiera głos

Informacja o rozwodzie Gatesów po 27 latach małżeństwa poruszyła media na całym świecie. Teraz głos postanowiła zabrać również ich najstarsza córka, Jennifer.

Wiadomość o rozwodzie Melindy i Billa Gatesów na dobre obiegła już Internet i media. Teraz głos w tej sprawie rozwodu rodziców zabrała  ich najstarsza córka, Jennifer. W swojej relacji opublikowanej na mediach społecznościowych podziękowała za wsparcie i zaapelowała o uszanowanie prywatności jej rodziny:

Wielu z was słyszało wiadomość, że moi rodzice się rozstają. To był trudny okres dla całej naszej rodziny. Wciąż uczę się, jak najlepiej poradzić sobie z tą sytuacją i własnymi emocjami, a także uczuciami pozostałych członków rodziny. (…) Chcę, żebyście wiedzieli, że Wasze pozytywne słowa i wsparcie są dla mnie ważne – komentowała rodzinną sytuację na Instagramie córka Billa Gatesa.

Swój osobisty wpis Jennifer zakończyła prośbą o poszanowanie prywatności członków rodziny:

Dziękujemy za zrozumienie naszego pragnienia prywatności podczas przechodzenia przez kolejny etap naszego życia – pisała w instagramowej relacji.

Co ciekawe, jak podają media Gatesowie nie mają podpisanej intercyzy. Mimo, że w swoim wspólnym oświadczeniu na Twitterze zaznaczyli, że ich rozstanie przebiega w atmosferze zgody – zainteresowanie może budzić zdumiewająca liczba prawników, zaangażowana w rozwód.

Melindę Gates reprezentuje zespół czterech prawników z dwóch renomowanych nowojorskich kancelarii, a Billa Gatesa trzech prawników z Los Angeles z firmy Munger Tolles & Olson.

Bill (65) i Melinda (56) Gatesowie poznali się w założonej przez Gatesa firmie Microsoft, w której Gates pełnił wówczas funkcję dyrektora generalnego. W 1994 roku zawarli związek małżeński na hawajskiej wyspie Lanai. Małżeństwo Gatesów doczekało się trójki dzieci: 21-letniego syna Rory’ego Johna, 18-letniej Phoebe Adeli i 25-letniej Jennifer Katharine.

Bill Gates jest obecnie jednym z najbardziej wpływowych i najbogatszych ludzi na świecie. W lutym ranking Bloomberg Billionaires Index oszacował wartość netto jego majątku na 137 miliardów dolarów.

N.N.

Źródło: Onet.pl

The Washington Post: Spotkanie Putina i Bidena prawdopodobnie już w czerwcu

Jak informuje dziennik „The Washington Post” – prezydenci Rosji i USA planują swoje spotkanie już na przyszły miesiąc. Pretekstem do szczytu mają być rozmowy Bidena z z sojusznikami z NATO.

Amerykański dziennik „The Washington Post” przekazał, że prezydenci USA i Rosji planują spotkać się już za miesiąc. Więcej informacji podała, powołując się na anonimowe źródła, rosyjska gazeta „Kommiersant” .

Wg „Kommiersant” Biały Dom zaproponował stronie rosyjskiej zorganizowanie szczytu Biden-Putin 15 lub 16 czerwca w państwie trzecim.

Wiadomo również, że chęć do organizacji szczytu zadeklarowały już Austria i Finlandia. W fińskiej stolicy w 2018 roku odbył się także poprzedni szczyt na najwyższym szczeblu. Wówczas Stany Zjednoczone reprezentował Donald Trump.

Co ciekawe, Biden, który przyznał we wtorek, że ma nadzieję na spotkanie z Putinem w czerwcu, ma w tym miesiącu zaplanowane także uczestnictwo w szczycie G7. Szczyt ten ma się odbyć w Wielkiej Brytanii w dniach 11-13 czerwca. Z kolei już 14 czerwca amerykańska głowa państwa uda się na szczyt NATO w Brukseli.

Jak komentuje sytuację „The Washington Post”:

Chociaż stosunki amerykańsko-rosyjskie stają się coraz bardziej wrogie, to istnieją pewne obszary potencjalnej współpracy: kontrola zbrojeń jądrowych, porozumienie nuklearne z Iranem, kwestia Korei Północnej i stabilności w Afganistanie po wycofaniu się sił USA.

Mimo takiej prognozy, największa i najstarsza gazeta codzienna w Waszyngtonie zaznacza, że rosyjski przywódca może pozostać bezkompromisowy w sprawach Ukrainy oraz więzionego rosyjskiego opozycjonisty Aleksieja Nawalnego. Ponadto, Putina i Bidena zdecydowanie różni także stosunek do reżimu Aleksandra Łukaszenki czy Baszara al-Asada.

Źródło: The Washington Post/media

N.N.

Po 35 latach pracy sprzątaczka banków zostawiła list. Poruszająca wiadomość stała się wiralem

Julie Cousins przez 35 lat zajmowała się sprzątaniem banków. Na odchodne zdecydowała się zostawić pracownikom banku ważną radę. Jej przesłanie obiegło Internet.

List 67-letniej byłej sprzątaczki, Julie Cousins , stał się już internetowym wiralem. Kobieta, która przez 35 lat pracowała jako osoba sprzątająca, odchodząc z pracy postanowiła przekazać pracownikom banku w Southampton kilka słów od siebie.

Ostatniego dnia kwietnia Julie Cousins odeszła z pracy w jednym z oddziałów banku HSBC w Southampton na Wyspach Brytyjskich. Na odchodne zostawiła w banku zwięzły list, w którym wyjaśniła powód swojego odejścia.

W swoim liściku Cousins wyjaśniła, że powodem jej rezygnacji z pracy było publicznie „zbesztanie” jej przez menadżerkę banku. Jak pisze w swojej wiadomości Julie Cousins:

To było bardziej niż okrutne i agresywne, ale to odzwierciedlenie twojego charakteru, nie mojego. (…) Idąc dalej, proszę was, pamiętajcie, że w świecie, w którym możecie być kimkolwiek chcecie, bądźcie mili, bo nie jesteście lepsi od sprzątaczy – pisze Cousins.

Medialny przekaz potwierdził syn sprzątaczki, Joe, który zamieścił na Twitterze treść listu i życzył matce „udanej emerytury”. Na chwilę obecną wiadomo, że bank HSBC  odmówił komentarza w tej sprawie. Jak podają media, instytucja zaręcza, że zamierza ustalić co tak naprawdę wydarzyło się w oddziale w Southampton.

N.N.

Źródło: Business Insider Polska

Andrzej Sośnierz o odejściu z klubu PiS: Nie chodziło tylko o pandemię, ale o sam sposób prowadzenia polityki

W nowym „Kurierze w Samo Południe” poseł koła Polskie Sprawy i były prezes NFZ, Andrzej Sośnierz, mówi m.in. o niedawnym odejściu z klubu PiS i o bieżącej polityce epidemicznej.


Andrzej Sośnierz, Paweł Szramka i Agnieszka Ścigaj ogłosili niedawno w Sejmie powstanie nowego koła parlamentarnego Polskie Sprawy. W najnowszym „Kurierze w Samo Południe” Andrzej Sośnierz mówi m.in. o powołaniu nowego koła poselskiego i nastrojach panujących wśród koalicji rządzącej:

Czy to wielkie przetasowania? Nie przesadzajmy. Zresztą, burze na scenie politycznej trwają już od miesięcy. (…) Widać dużo niepokoju, bo sytuacja nie jest stabilna – komentuje polityk.

Rozmówca Adriana Kowarzyka porusza temat braku konkretnego kierunku politycznego i niezgody, jaką obserwuje wśród części parlamentarzystów:

W samej koalicji rządzącej wybuchają co chwilę jakieś spory i napięcia. Scena polityczna się przetasowuje, ale póki co nie widać końca tych ruchów. Na chwilę obecną nie wiemy dokąd nas to doprowadzi.

Gość Radia WNET opisuje również powody, które doprowadziły do wytworzenia się nowego koła poselskiego – Polskie Sprawy:

Koło Polskie Sprawy powstało dlatego, że posłowie, którzy się tam znajdują nie znaleźli innej możliwości właściwego wyrazu swoich poglądów – zaznacza Andrzej Sośnierz.

Polityk przybliża również kulisy swojej decyzji o odejściu z klubu PiS. Jak podkreśla polityk, znaczącą rolę odegrały zbieżne punkty widzenia w temacie krajowej polityki epidemicznej:

Ze mną był szczególny problem, bo nie zgadzam się z bieżącym sposobem prowadzenia polityki epidemicznej, która ma śmiertelne skutki wobec naszych rodaków. Swoje poglądy w tej sprawie wyrażałem również poza antenami mediów, ale nie dawało to oczekiwanych skutków.

Na antenie Radia WNET Andrzej Sośnierz wyjaśnia, co jego zdaniem było błędem rządzących w kontekście radzenia sobie z epidemią koronawirusa:

Aktywne państwo powinno starać się, żeby w czasie nasilającej się fali pandemii zakażeń było jak najmniej – bo im więcej osób zachoruje, tym więcej umrze. A umiera ok. 1% zakażonych. Rząd powinien skutecznie wyłapywać wszystkie źródła zakażeń, czyli samych zarażonych.

Polityk podaje też przykłady państw, które jego zdaniem powinny stanowić dla Polski główną inspirację pod względem kierunku polityki epidemicznej:

Zapominamy o tym, ale na świecie są państwa, które świetnie poradziły sobie z pandemią – np. Nowa Zelandia czy Dania. W Nowej Zelandii umarło zaledwie ponad dwadzieścia osób.

Jednakże, jak podkreśla polityk, nie tylko metody walki z pandemią skłoniły go do odejścia z klubu Prawa i Sprawiedliwości. Były prezes NFZ wskazuje na dużo głębsze różnice zdań w wielu kwestiach:

Nie chodziło jednak tylko o pandemię, ale o sam sposób prowadzenia polityki – dodaje Andrzej Sośnierz.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy!

N.N.

Już w piątek premiera wywiadu z Ewą Krawczyk. To pierwsza rozmowa jakiej udziela po śmierci męża, Krzysztofa Krawczyka

Małżonka zmarłego Krzysztofa Krawczyka zdecydowała się na udzielenie pierwszego od długiego czasu wywiadu. W programie „Alarm!” w TVP mówi m.in. o synu muzyka i towarzyszącej im medialnej burzy.

Już w piątek 30 kwietnia nastąpi premiera wywiadu, którego Ewa Krawczyk postanowiła udzielić po śmierci swojego męża, piosenkarza Krzysztofa Krawczyka. W rozmowie dla programu Telewizji Polskiej „Alarm!” opowiada m.in. o synu artysty, a także towarzyszącej ich relacji medialnej burzy. Przedpremierowe fragmenty rozmowy jako pierwszy publikuje „Super Express”.

Wywiad z małżonką zmarłego wokalisty przeprowadził jeden z autorów dokumentu „Krzysztof Krawczyk – całe moje życie”, Krystian Kuczkowski. W rozmowie pojawia się m.in. trudny wątek syna muzyka, Krzysztofa Krawczyka juniora.

Jak podają media, syn zmarłego artysty miał przed śmiercią ojca wytoczyć mu sprawę o alimenty. Sprawa ta została jednak umorzona. Temat syna zmarłego Krzysztofa Krawczyka komentuje w najnowszym wywiadzie Ewa Krawczyk:

Mój mąż w niebie płacze, widząc, co się dzieje. Moje serce jest otwarte dla Krzysia juniora. Kilka dni temu przypadkowo spotkaliśmy się przy grobie Krzysztofa. Rozmawialiśmy życzliwie. Mam nadzieję, że ta rozmowa przerodzi się w coś dobrego. Tego chciałby mój mąż. Teraz czekam na gest i telefon ze strony Krzysztofa juniora. Nie powinien słuchać złych doradców.

W emitowanej w piątek na antenie TVP rozmowie, żona zmarłego wokalisty wspomina również ostatnie chwile Krzysztofa Krawczyka:

Krzysztof nie był pogodzony z odejściem. Widziałam to w jego oczach. Znałam go doskonale. Walczył, chciał żyć, bo mieliśmy jeszcze wiele planów – opowiada w rozmowie z Krystianem Kuczkowskim Ewa Krawczyk.

Pierwszy po śmierci Krzysztofa Krawczyka wywiad z jego małżonką wyemituje w piątek 30 kwietnia, w programie „Alarm!” Telewizja Polska.

N.N.

Źródło: Onet.pl/media

Izrael: Tragiczny wypadek podczas obchodów święta Lag ba’Omer. Są dziesiątki ofiar

Podczas czwartkowych obchodów żydowskiego święta Lag ba’Omer zawaliła się trybuna. Izraelskie media mówią o 38 ofiarach śmiertelnych. Pod opieką lekarzy jest 103 rannych, w tym 38 w stanie ciężkim.

W czwartek Żydzi w Izraelu i na całym świecie brali udział w celebracjach żydowskiego święta Lag ba’Omer. W Izraelu w czasie religijnego zgromadzenia w piątek pod górą Meron doszło do zawalenia się trybuny.

Jak podają izraelskie media, w wyniku paniki po zawaleniu się obiektu śmierć poniosło 38 osób. Pogotowie ratunkowe zaznacza, że pod opieką lekarzy są teraz 103 ranne osoby, z czego 38 jest w stanie ciężkim.

Tragedia rozegrała się późną nocą w czwartek 29 kwietnia. Dziesiątki tysięcy ludzi, głównie Żydów ultraortodoksyjnych, zgromadziło się w okolicy góry Meron, aby uczcić święto upamiętniające pochowanego tam rabina Szymona Bar Jochai, mędrca i mistyka z II w.

Krążące w mediach społecznościowych nagrania pokazywały dużą liczbę ultraortodoksyjnych Żydów skupionych razem w ciasnej przestrzeni. Według wcześniejszych przekazów mediów – głównym powodem katastrofy było zawalenie się trybuny, jednak służby ratownicze przekazały, że wszystkie obrażenia miały miejsce podczas paniki.

Jak przekazała w piątek izraelska służba ratownicza:

Ponad 100 osób zostało rannych, kilkadziesiąt krytycznie, podczas paniki wywołanej zawaleniem się trybuny w trakcie zgromadzenia ultraortodoksyjnych Żydów w północnym Izraelu, w którym uczestniczyły dziesiątki tysięcy ludzi.

Na ten moment nieznane są szczegóły dotyczące przyczyny tragedii. Izraelska armia przekazała jedynie, że na miejsce zostali wysłani lekarze, zespoły poszukiwawczo-ratownicze wraz z helikopterami do pomocy przy „incydencie masowym” w tym rejonie.

Jak podaje dziennik Haaretz – wczorajsze obchody Lag ba’Omer były pierwszym legalnym masowym zgromadzeniem religijnym od początków pandemii Covid-19 w Izraelu. Mimo to, zgodnie z relacją stacji telewizyjnej Channel 12, obchody odbywały się wbrew zaleceniom izraelskiej służby zdrowia, która wyraziła obawę, że tak liczne zgromadzenie osób może stanowić istotne zagrożenie epidemiczne.

N.N.

Źródło: Haaretz/media

Rzecznik WOT: Obszar wypłat należności finansowych dla żołnierzy OT uznajemy za naszą systemową słabość

WOT zalega z wypłatami dla żołnierzy Obrony Terytorialnej. Do dowództwa wpłynęło pismo od jednej z kompanii, która informuje o powstrzymaniu się od wykonywania zadań służbowych do czasu rozliczenia.

WOT jest świadomy problemu i jak podkreśla rzecznik płk Marek Pietrzak – wypłaty należności finansowych dla żołnierzy obrony terytorialnej są ich „systemową słabością”. Co więcej, do dowództwa wojsk OT wpłynęło już pismo od żołnierzy jednej z kompanii. W liście do swoich przełożonych żołnierze Obrony Terytorialnej informują, że do czasu rozliczenia finansowych zaległości nie będą oni podejmować się zadań służbowych.

Chodzi m.in. o 6. Mazowiecką Brygadę Obrony Terytorialnej. WOT zalega żołnierzom z płatnościami za czynności służbowe takie jak: praca w szpitalach, rozwożenie jedzenia, patrole z policją czy kontrolowanie ludzi na kwarantannach.

Sytuacje niestabilności w wypłatach wynagrodzeń opisuje zastrzegający swoją anonimowość żołnierz WOT:

Doszło do sytuacji, że ludzie nie zgłaszają się na służbę, bo utracili zaufanie do przełożonych, są zmuszeni podjąć inne zajęcia albo po prostu nie mają, jak dojechać do jednostki.

Zaległości finansowe w wypłatach żołnierzy WOT wynoszą średnio 6-8 tys. na żołnierza. W najtrudniejszych przypadkach, mają one dochodzić nawet do 15 tys. zł na osobę. Nie jest to jednak jedyny problem, ponieważ jednostka nie wypłaca również na czas obiecanych dodatków.

Jak podają zastrzegający anonimowość żołnierze – dowódca brygady nie jest w stanie powiadomić kiedy rozwiązany zostanie problemem zaległych wynagrodzeń.

Patową sytuację zdecydował się skomentować rzecznik WOT, płk Marek Pietrzak. Jak zaznacza przedstawiciel organu:

Obszar wypłat należności finansowych dla żołnierzy OT uznajemy za naszą systemową słabość – mówi rzecznik Wojsk Obrony Terytorialnej.

N.N.

Źródło: Onet.pl