Grzywaczewski: Wybory w USA pokazują, że nie należy ufać sondażom. Wciąż nie wiemy, kto zostanie prezydentem

Podróżnik i publicysta mówi o tym, jak mogłaby wyglądać polityka zagraniczna USA pod rządami Joe Bidena. Wskazuje dyplomatyczne sukcesy Donalda Trumpa.

Tomasz Grzywaczewski mówi, że nie jest zaskoczony wyrównanymi wynikami wyborów prezydenckich w USA, mimo że większość badań opinii publicznej sugerowała zdecydowany sukces kandydata Demokratów:

Spodziewałem się walki do ostatniego głosu. Widzimy, że nie należy zbyt mocno opierać się na sondażach. Ciągle jeszcze nic nie wiemy.

W przypadku zwycięstwa Joe Bidena należy się spodziewać poprawy stosunków na linii USA-Niemcy.

Badania mówią, że Niemcy Amerykanów nie lubią, i nie chcą mieć z nimi nic wspólnego. Joe Biden zapowiada, że chciałby to naprawiać.

Żadna istotna zmiana nie nastąpi natomiast w relacjach między Stanami Zjednoczonymi a Federacją Rosyjską.

Twardy kurs wobec Moskwy będzie utrzymany. Dla nas to dobra wiadomość.

Gość „Popołudnia WNET” spodziewa się pewnych napięć między ewentualnym demokratycznym prezydentem USA a rządem Zjednoczonej Prawicy, jednak strategiczny sojusz między Waszyngtonem a Warszawą nie jest zagrożony.

Próby sugerowania, że Polska ma coś wspólnego z Białorusią, w sposób naturalny budzi nasze zaniepokojenie. Łatwiej by było rozmawiać z prezydentem, którego już znamy.

Tomasz Grzywaczewski ocenia, że największym sukcesem prezydentury Donalda Trumpa jest „rzucenie wyzwania Chinom”. Prezydentowi udało się również zapobiec w tym roku eskalacji konfliktu z Iranem:

Donald Trump jest prezydentem wielkiej zmiany, to jak oceniamy tę zmianę, zależy od naszych politycznych sympatii.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.W.K.

Wojna w okręty tocząca się na marginesie wyborów w USA

W Senacie USA odbyło się wczoraj przesłuchanie Jacka Dorseya, prezesa Twittera.

 

Na 6 dni przed dniem wyborów Donald Trump spotkał się z wyborcami na dwóch wiecach, które tradycyjnie zgromadziły tłumy.

W australijskiej sieci SkyNews pojawiła się korespondencja z Florydy, w której korespondent powiedział, że media amerykańskie „wydają się zacząć zauważać, że Donald Trump jest na prostej drodze do wygrania wyborów”. Wow, czyli coś, o czym ja państwa skromny komentator powtarzamod 2 tygodni, a tak w ogóle np. na TT czy YT od kilku miesięcy.

Mimo tego, że do dnia wyborów zostało tylko kilka dni, a wybory korespondencyjne są na półmetku cały czas trwają próby zmian tak aby umożliwić oszustwo i manipulacje wyborcze. Ktoś porównał to bardzo adekwatnie do próby wpłynięcia przez trenera gimnazjalnej drużyny futbolowej  na sędziego w celu zmiany zasad gry w trakcie meczu, żeby zapewnić zwycięstwo swojej drużynie.

Próby takie trwają w Płd. Karolinie (dotyczą obecności świadków przy wypełnianiu kart w głosowaniu korespondencyjnym), Ohio i Teksasie (miejsc lokalizacji skrzynek, do których wrzuca się głosy), Florydzie (ostateczna data rejestracji głosującego).

Głównym problemem jest ostateczna data liczenia głosów oddanych w systemie ballot i rozciągnięcie tej daty na wiele dni po 3 listopada. Powoduje to możliwość naruszenia całości procesu głosowania, ponieważ głosy faktycznie mogą być oddane i zbierane już po dniu wyborów przez tzw. vote harvesters (ujawnione są już zresztą liczne przypadki próby nakłaniania wyborców przez tych „żniwiarzy” do głosowania na Bidena.

To może potencjalnie zmienić wynik wyborów nawet już po dniu wyborów, jeżeli różnica głosów byłaby stosunkowo niewielka. Tutaj istotne są olbrzymie fundusze, którymi dysponuje Biden, tym bardziej, że oszczędza na trasie wyborczej.

SN utrzymał w mocy postanowienie sądu federalnego w Wisconsin o przedłużeniu daty dostarczenia głosów, a więc także ich liczenia, aż do 9 listopada (6 dni po wyborach).

W Indianie uwzględniane i liczone mają być głosy dostarczone aż do 13 listopada, czyli 10 dni po wyborach!

W Płn. Karolinie sąd odrzucił wniosek o przedłużenie terminu dostarczania głosów z 3 do 9 dni po dacie wyborów i utrzymał termin 3 dni po wyborach.

Podobne sporne sytuacje występują także w Michigan, Minnesocie, Pensylwanii, Iowa i Alabama i są jeszcze obiektem batalii sądowej.

Sanofi i GlaxoSmithKline zapowiedziały dostarczenie 200 mln dawek POTENCJALNEJ szczepionki przeciw Covid-19 dla międzynarodowej koalicji powołanej dla ”zapewnienia wszystkim krajom równego dostępu do szczepionek”, cokolwiek by to nie znaczyło.

Eli Lilly, czyli firma, która wyprodukowała skuteczną terapię, której poddano Donalda Trumpa, dostała grant w wysokości  375 mln $ od rządu USA na eksperymentalną terapię odpornościową, jeżeli zostanie zaaprobowana przez FDA.

Miodem na moje serce było niewątpliwie wczoraj przesłuchanie przed komisją senacką Jacka Dorsey’a, prezesa Twittera. Tym razem, chyba po raz pierwszy, zobaczyłem go inaczej niż rozwalonego w fotelu albo krążącego po scenie, stylizowanego na Steve’a Jobsa, w czarnej wełnianej czapeczce na głowie, już w samej postawie „władcy świata”, który stoi ponad wszystkim i wszystkimi.

W garniturku, uczesany, skupiony i w pozycji „ruki po szwam” wydawał się mieć pełną świadomość, że właśnie stoi twarzą w twarz, choć tak naprawdę przesłuchanie odbywało się on-line,  z autorytetem najpotężniejszej władzy demokratycznego świata, która co prawda nie może i pewnie nie chce zrobić z nim tego, co czekałoby go w takiej sytuacji w Rosji lub Chinach, ale tym razem też nie ma zamiaru się z nim cackać.

Przesłuchiwał go Ted Cruz, któremu zresztą kibicowałem w 2016, kiedy ubiegał się o nominację GOP na kandydata na prezydenta w 2016, zanim zacząłem przyglądać się bliżej Trumpowi i który robi ostatnio naprawdę dobrą robotę, choćby w komisji senackiej opiniującej nominacją ACB do SN. Rozpoczął od swoich wniosków z wcześniejszych przesłuchań szefów FB i Google.

Stwierdził, że świadkowie, których wcześniej przesłuchano potwierdzają tezę o mającym miejsce największym dotąd zagrożeniu dla wolności wypowiedzi w Ameryce i jednocześnie największym zagrożeniu dla wolnych i uczciwych wyborów. Wcześniejsze przesłuchanie szefa FB Zuckerberga i szefa Google Pichai poważnie go zaniepokoiło. FB jeszcze stosunkowo najmniej próbuje wpływać na kierowanie opinią publiczną.

[Moja uwaga: może w USA, ale w Polsce najbardziej, to chyba „zasługa” szefostwa Facebook Polska, czyli Agnieszki Kosik].

Google jest najpotężniejszą firmą na świecie, ich wpływ na światową opinię publiczną jest ogromny i konieczne jest dalsze postępowanie w sprawie nadużyć tej władzy oraz usiłowania jej wpływu na wybory i zmianę ich wyniku.

Po tym wstępie nadszedł czas na grillowanie Dorsey’a. Cruz rozpoczął stwierdzeniem, że, według niego, przypadek TT jest najbardziej skandaliczny.

Zapytał Dorsey’a, „czy TT ma wpływ na wybory?”

Dorsey odpowiedział, że nie na co senator: „A więc twierdzi pan, że TT nie ma możliwości wpływu na wybory?”

Dorsey ponownie odpowiedział, że nie „ponieważ TT jest tylko częścią spektrum kanałów informacyjnych, z których korzystają ludzie”.

[To prawda, ale jeżeli istnieje niepisana umowa pomiędzy największymi graczami rynku medialnego, to wszystkie te 'kanały informacyjne” śpiewają w jednym zgodnym chórze]

„Więc twierdzi pan przed komisją, ze TT uciszając ludzi, cenzorując ich, blokując wypowiedzi polityczne nie ma wpływu na wynik wyborów?”  [ewidentnie pytanie pułapka]

„Ludzie mają wybór, nie muszą słuchać informacji, których nie chcą” – brnie Dorsey.

„Nie mają wyboru, jeżeli nie otrzymują informacji. Jeżeli uważa pan, że TT nie ma wpływu na wynik wyborów, to dlaczego w ogóle blokujecie informacje?” – trafiony zatopiony jednomasztowiec.

„Naszą polityką jest zapewnienie, żeby możliwie jak największa ilość wypowiedzi była właściwa, ponieważ jest dużo nieodpowiedzialnych, obraźliwych lub wyraźnie wspierających jakąś opcję i niewłaściwych, które usuwamy”.

„Panie Dorsey, pańskie odpowiedzi, w świetle ostatnich wydarzeń, uznaję za obraźliwie absurdalne.

Porozmawiajmy o ostatnich dwóch tygodniach. Jak pan wie od dawna jestem zaniepokojony polityką cenzorowania wypowiedzi TT i uciszania amerykańskich obywateli, z którymi TT się nie zgadza. Ale 2 tygodnie temu TT i FB przekroczyły próg, który jest podstawą w naszym kraju. TT podjął jednostronną decyzję o zablokowaniu dwóch artykułów opisujących korupcję rodziny Biden. …. TT podjął decyzję o blokowaniu każdej próby podzielenia się tą historią przez jakiegokolwiek swojego użytkownika oraz decyzję o zablokowaniu możliwości przekazywania jej przez NYP. Dlaczego TT podjął tę decyzję?”.

„Mamy politykę antyhakerską, dotycząca materiałów wykradzionych przyjętą w 2018…Uznaliśmy, że materiał przedstawiony w NYP jest materiałem hakerskim, ponieważ pokazywał screenshoty z niewiadomego źródła i podchodził pod tę kategorię”

„Więc pańskim zdaniem materiał, którego źródło NYP podał, ponieważ był nim konkretny laptop pozostawiony przez konkretną osobę – Huntera Bidena w konkretnym miejscu – znanym z nazwy i miejsca punkcie serwisowym, jest materiałem pochodzącym z niewiadomego źródła?” – trafiony zatopiony dwumasztowiec.

Tutaj już nasz wszechpotężny szef  TT zaczął bredzić o presji czasu i o tym, że musieli blokować zarówno ludzi przekazujących informację jak i jej źródło czyli NYP. Wyraźnie widać było, że flaczeje jak przebita piłka.

„Była to niewłaściwa decyzja i dzisiaj zmieniliśmy ją odblokowując ją dla NYP”

„Dlaczego konto NYP blokowane jest już 2 tygodnie?”

„Zdjęliśmy blokadę i od dzisiaj NYP może publikować swoje TT i artykuł, który był powodem blokady” – dziwny zbieg okoliczności!

„Panie Dorsey, ma pan taką władzę, że może pan uciszać nawet media, ale umówmy się: NYP nie jest jakimś tam  przypadkowym tweetującym sobie facetem. NYP to czwarta pod względem nakładu gazeta w Ameryce, jest najstarszą wydawaną od 200 lat gazetą w US, gazetą założoną jeszcze przez Aleksandra Hamiltona [jeden z „Ojców Założycieli” US, twórca m.in. amerykańskiej waluty, czyli dolara]. A pan uważa, że może sobie, siedząc wygodnie w Dolinie Krzemowej, nakazywać im jakie historie mogą publikować i nakazywać amerykanom czego mogą słuchać?” – trafiona zatopiona fregata!

Dorsey znów, już zacinając się ze zdenerwowania, co zdarza się zresztą mnie na antenie, ale z innych powodów, „wyjaśniał”, że każdy z użytkowników TT korzystając z tej platformy musi zaakceptować tzw. warunki użytkownika.

Cruz był bezlitosny: „Więc wasi użytkownicy, także media, muszą uklęknąć przed wami i być posłusznymi waszemu dyktatowi, żeby móc komunikować się ze swoimi czytelnikami?”

„Nie, zrozumieliśmy, że był to błąd naszej polityki wewnętrznej”

„Ale dalej blokujecie NYP!”

„Nie już nie blokujemy, mogą uruchomić konto..”

„…. Tak, jak przyjmą wasze warunki. Mówi pan, że blokowanie tych materiałów było wynikiem waszej polityki blokowania niepotwierdzonych informacji z wątpliwych źródeł.  Stwierdzam wyraźne, budzące zastrzeżenia i oczywiste jednostronne zaangażowanie polityczne.….. Czy TT blokował kilka tygodni temu NYT,  kiedy pojawiła się informacja najwyraźniej oparta na zeznaniu podatkowym Prezydenta Trumpa?” – to już było kopanie leżącego.

„Uznaliśmy, że materiał ten nie narusza naszej polityki, ponieważ był oparty o źródła ale nie pokazywał źródła (formularza)”

„Oczywista nieprawda. Materiał był oparty, jak to przedstawili, na rzekomo źródłowych materiałach, a, według prawa federalnego i przepisów przestępstwem federalnym jest ujawnianie czyichkolwiek zeznania podatkowego bez jego zgody. Tak więc ten materiał oparty był na czymś co było pogwałceniem prawa a jednak TT radośnie/ochoczo zezwalał na przekazywanie go wszem i wobec, ale kiedy artykuł był krytyczny wobec Joe Bidena zaangażował się w bezwzględną cenzurę i wyciszanie go.”

„Uznaliśmy to za błąd i zmieniliśmy naszą politykę”

„Ale dalej blokujecie NYP!’

Bla, bla, bla….

No i nastąpił ostateczny cios:

„Panie Dorsey, kto do cholery pana wybrał i pozwolił decydować co amerykańskie media mogą publikować, czego Amerykanom wolno słuchać i dlaczego uparcie zachowuje się jak super nadzorca działający w imieniu Demokratów i uciszający poglądy przeciwne do pańskich?” – flota praktycznie przestała istnieć!

Na zakończenie Dorsey zaczął się kajać, powiedział, że zrozumieli niewłaściwość swojego postępowania i teraz już będą bardziej otwarci na wszystkie opcje. W obliczu coraz pewniejszej wygranej Trumpa raczej nic innego mu nie pozostało, ale wierzę, że poruszony kamyk uruchomił lawinę, która przemebluje rynek medialny w najbliższych latach.

 

Poświęciłem temu wyjątkowo dużo miejsca z dwóch powodów.

Po pierwsze uważam, że zniszczenie lewicowego monopolu na rynku informacyjnym jest kluczowe dla przyszłości świata, zaraz po naprawie systemu edukacji, ale łatwiejsze do przeprowadzenia.

Po drugie uderza mnie kontrast pomiędzy działaniami rządu USA i ewidentnym strachem bezkarnych dotąd „władców świata”, a reakcją, lub raczej brakiem reakcji, rządu polskiego na podobne działania w Polsce. Praktyczna bezkarność szefowej FB w Polsce i masakryczna wręcz cenzura wypowiedzi stosowana wobec poglądów sprzecznych z lewacką wizją świata, publikacja „Faktu” o rzekomym ułaskawieniu przez prezydenta Dudę pedofila i bezczelne wypowiedzi niemieckiego szefa Ringier Axel Springer czy próby wpływu ambasadorów USA i Niemiec na polski rynek medialny, nie pozwala mi czuć dumy z mojego państwa jaką odczuwa przeciętny obywatel USA. Nie zmieni tego nasza chwalebna przeszło tysiącletnia przeszłość, która wielu Polakom pozwala traktować Amerykanów jako naród bez przeszłości. Chciałbym wreszcie móc żyć w kraju z przyszłością!

Adam Becker

Wszystkie korespondencje Adama Beckera znajdują się tutaj

Jerzy Targalski o spotkaniu Putin -Trump i jego konsekwencjach: Kompromitacja Trumpa i krótki tryumf Putina

W obliczu tych wydarzeń Polska powinna się zbroić i wzmacniać gospodarkę, ale nie w oparciu o Niemcy. Powinniśmy krzyczeć „udowodnijcie nam, żeście nas nie sprzedali!”.

Jerzy Targalski w Poranku WNET przedstawił swoją analizę dotyczącą wydarzeń wokół spotkania swóch przywódców wielkich mocarstw.

Stwierdził że, Donald Trump po szczycie w Helsinkach został określony jako miękki i nieprzygotowany; jako zabawka w rękach Władimira Putina. Prezydent Federacji Rosyjskiej skrzętnie wykorzystał milczenie prezydenta Stanów Zjednoczonych na konferencji, by sugerować światu, że zgodził się on na wszystko co ten chciał.

Stąd, udowadniał, te wszystkie decyzje i deklaracje płynące z USA o wsparciu dla Ukrainy (200 milionów dolarów na szkolenia wojskowe, o okupacji Krymu przez Rosję i o absolutnym braku zgody na referendum w Donbasie. Ponadto słyszymy o rozmowach na temat przeniesienia wojsk amerykańskich do Polski.

Takie zaostrzenie w przekazie ma pokazać, że Ameryka jest twarda i w niczym nie ustępuje, chociażby ze względu na sam na wizerunek.

– Jedyne konkretne ustalenia dotyczyły Syrii, chociaż tam sytuacja jest bardzo niejasna i płynna. Izrael przygotowuje się do aneksji Wzgórz Golan, ponieważ wynegocjowanie stacjonowania irańskich sił zbrojnych 100 kilometrów od linii demarkacyjnej mu nie wystarcza. Uważam, że o żadnej ugodzie nie ma mowy.

Michalkiewicz: Powinniśmy dbać o własne interesy niż służyć USA, które mogą nas „spuścić z wodą”

Stanisław Michalkiewicz skomentował relacje przywódców USA i Rosji w kontekście budowania Nowego Ładu Światowego, oraz relacje na linii Polska-USA.

Polityk poważanie zastanawia się również nad zasadnością nadmiernego pielęgnowania przez polski rząd relacji z naszym największym sojusznikiem- USA, kiedy nie ma pewności, czy nam się to opłaci. Zapraszamy do wysłuchania rozmowy.

JN

Ryszard Czarnecki o spotkaniu Trumpa z Putinem: Nie będzie żadnego przełomu w relacjach Rosja- USA [VIDEO]

Deputowany do Parlamentu Europejskiego nie sądzi, aby spotkanie dwóch wielkich przywódców dało jakiś przełom w relacjach USA-Rosja. Zapraszamy do wysłuchania rozmowy.

JN

Agent ujawni szczegóły afery uranowej w USA / Prof. Paweł Kalczyński z Kalifornii o tym, czym żyje dziś Ameryka

W Poranku WNET na 87,8 UKF o tym, jak sprawdzano Trumpa, posądzanego o powiązania z Rosją, i trafiono na powiązania Clintonów ze sprawą sprzedaży Rosjanom 20 proc. zasobów amerykańskiego uranu.

Amerykanie zapomnieli o świecie po aferze, jaka wybuchła w fabryce snów na początku tego miesiąca. Seksafera rozpoczęta oskarżeniami pod adresem Harveya Weinsteina zatacza coraz szersze kręgi i obnaża Hollywood. Gwałty na nieletnich, molestowanie seksualne i szantaże elektryzowały opinię publiczną w ostatnim czasie.

– Dzisiaj amerykańskie media zajmują się tematem współpracy administracji byłego prezydenta Baracka Obamy z Rosją i sprzedaży 20 procent zasobów uranu firmie kontrolowanej przez rosyjski rząd – powiedział profesor Kalczyński.

[related id=43005 side=left]Przypomnijmy, że w 2010 roku podpisano kontrakt na sumę 1 mld dolarów między rosyjską firmą Techsnabexport i amerykańską grupą Fuelco. Dotyczył on usług wzbogacania uranu na potrzeby cywilnych amerykańskich elektrowni jądrowych. Hillary Clinton pełniła w tym czasie funkcję sekretarza stanu. Lobbowaniem na rzecz Rosjan zajmowała się wynajęta przez Rosjan firma, która przekazywała corocznie setki tysięcy dolarów organizacji charytatywnej byłego prezydenta Billa Clintona i w legalny sposób pomogła rosyjskiej spółce nuklearnej uzyskać od administracji federalnej decyzje skutkujące wielomiliardowymi zamówieniami od amerykańskiego sektora energetyki jądrowej.

Dzisiaj Departament Sprawiedliwości wydał zgodę, aby agent, który zajmował się zbieraniem tych informacji, mógł je ujawnić.

– Wszystko zaczęło się od 2009 roku, kiedy bliski współpracownik Clintonów sprzedał udziały kanadyjskiej firmy górniczej Uranium One, dysponującej znaczną częścią złóż uranu w USA – powiedział prof. Kalczyński. Wtedy to było 10 procent zasobów amerykańskich, dziś mówi się już o 20 procentach. Rok później Rosjanie wykupili pakiet kontrolny w tej firmie.

– Najdziwniejsze w tej sprawie jest to, że wszystkie transakcje tego typu w USA są ściśle kontrolowane przez komitet, który składa się z wielu przedstawicieli rządu (…). Jakimś cudem ta transakcja została zaaprobowana i to w rekordowo szybkim czasie. Wiele wskazuje tu na powiązania z rodziną Clintonów, ale nie byłbym skłonny na tym etapie przesądzać tej sprawy – powiedział profesor Kalczyński, który zwraca uwagę na ilość i szybkość spływających w tej sprawie informacji.

Afera z uranem tylko pośrednio dotyczy Donalda Trumpa, bowiem wynikła ona niejako przy okazji badań komitetu sprawdzającego powiązania aktualnie urzędującego prezydenta USA z Rosją, o których mówiło się wiele podczas kampanii wyborczej i tuż po wygranych wyborach.

– Sprawa ta obróciła się przeciwko Demokratom i Clintonom w niewiarygodny sposób i to w ciągu ostatnich kilku dni – ocenił profesor Kalczyński.

Przypomniał, że w trakcie kampanii wyborczej ktoś zapłacił za fałszywy życiorys Donalda Trumpa, który zawierał dość niesmaczne szczegóły, jak się okazało – nieprawdziwe. Istniały wówczas podejrzenia, że posunęli się do tego przeciwnicy Trumpa wewnątrz Republikanów. Teraz okazało się, że zostało to zamówione przez Demokratów. Sprawa ta jednak nie zajmuje mediów i została przysłonięta aferą dotyczącą współpracy administracji Obamy z Rosjanami.

[related id=43339]Paweł Kalczyński uważa, że aktualnie Trump stara się spełnić swoje obietnice wyborcze i mimo iż sprawa Obamacare upadła, to prezydent przez rozporządzenia usiłuje podważyć jej istotę. Także przygotowywana ustawa o podatkach niebawem będzie miała swój pozytywny finał w Kongresie. Ostatnio ruszyła również sprawa muru na granicy z Meksykiem.

Dzisiaj zgodnie z zapowiedziami zostaną również odtajnione akta sprawy zabójstwa prezydenta  Johna F. Kennedy’ego.

MoRo

Rozmowa z profesorem Pawłem Kalczyńskim w części pierwszej Poranka WNET.

 

Jacek Bartosiak: Manewry Zapad 2017 to test na potęgę NATO i USA. Byt państw bałtyckich zależy od woli Polski

Państwa bałtyckie przyjmowane u szczytu potęgi do NATO jako jego wschodnie rubieże stały się przedmiotem w rozgrywkach testującej potęgę Stanów Rosji. Czy jest powód do obaw przed agresją rosyjską?

 

[related id=38645]Manewry Zapad 2017 aktualnie przeszły w tak zwaną fazę aktywną ćwiczeń i odbywają się w całej zachodniej części Rosji i na Białorusi. Według oficjalnych komunikatów ta faza trwa od niedzieli do dzisiaj.

– To jest najciekawsza część ćwiczeń. Pewnie też pokaz zdolności, gotowości wojsk Federacji Rosyjskiej i Białorusi – powiedział Jacek Bartosiak, ekspert ds. geopolityki. Gość Poranka nie ma wątpliwości, że manewry są skierowane przeciwko państwom NATO, w tym Polsce. Jego zdaniem trudno oszacować liczbę wojsk biorących udział w ćwiczeniach, bowiem zostały one podzielone i rozlokowane na kilku poligonach, częściowo na terenie Białorusi, a częściowo – zachodniej Rosji. Według różnych szacunków mówi się o liczbie od 70 do 100 tysięcy.

Jego zdaniem manewry Zapad 2017 są rozgrywane bardzo blisko państw bałtyckich, które stanowią wysuniętą flankę NATO, i to ich polityczna przyszłość jest zagrożona ewentualną akcją rosyjską. Bartosiak uważa, że przedłużenie Zapad 2017 o jakąś akcję wojskową mogłoby dotyczyć któregoś z państw bałtyckich. Zauważył, że kierunek białoruski tych manewrów faktycznie odcina te państwa od reszty NATO i okrąża. Z punktu widzenia geostrategicznego jest to położenie bardzo niekorzystne.

– Możliwość obrony państw bałtyckich sprowadza się do udziału Polski w ewentualnej wojnie i pomocy sprowadzanej tą drogą  – powiedział Bartosiak. – Z punktu widzenia wojskowości przyszłość państw bałtyckich i ich istnienie zależy od woli politycznej Polski.

[related id=38779]Również analitycy amerykańscy dostrzegają problem państw bałtyckich, które połączone są z NATO jedynie wąskim przesmykiem suwalskim i ich los zależny jest od Rzeczpospolitej. Bartosiak zwrócił uwagę, że kluczowe są jednak kwestie polityczne, ponieważ państwa te były przyjmowane do NATO w szczycie potęgi Stanów Zjednoczonych i w szczycie rozwoju świata konstruktywistycznego, z dominującą rolą Zachodu.

Aktualnie mamy recesję tej potęgi i ta siła na wysuniętych rubieżach – a takimi są państwa bałtyckie – jest właśnie kwestionowana i testowana.

MoRo

Cały poranek WNET

Wywiad z Jackiem Bartosiakiem w części pierwszej Poranka WNET

 

„Financial Times”: Zbliżenie Rosji i Chin; wielka inwestycja Chin w Rosji: CEFC przejmie 14% akcji Rosnieftu

Firma CEFC China Energy Company Ltd. odkupi 14,16 proc. akcji Rosnieftu; to jedna z największych chińskich inwestycji w Rosji. Jest to sygnał o pogłębianiu więzi między Rosją a Chinami – pisze „FT”.

CEFC odkupi akcje od katarskiego funduszu państwowego i grupy Glencore – poinformował w piątek zarząd Glencore. Koszt zakupu to 9,1 mld dol. Firma wypłaci blisko 16-procentową premię w stosunku do średniej ceny akcji rosyjskiego giganta naftowego z ostatnich 30 dni.

Kapitalizacja rynkowa Rosnieftu wyceniania jest teraz na 57 mld dol., więc zakup ponad 14 proc. jego akcji to jedna z największych chińskich inwestycji w Rosji.

AP przypomina, że Rosja i Chiny zacieśniają w ostatnich latach współpracę w sektorze energetycznym. W 2014 roku, gdy od Rosji odwrócili się inni partnerzy ze względu na aneksję Krymu, a potem nałożone na Moskwę sankcje gospodarcze, Gazprom porozumiał się z Pekinem w sprawie budowy nowego gazociągu oraz dostaw surowca do Chin.

Gazociąg Power of Siberia (Siła Syberii) jest w trakcie budowy, oczekuje się, że będzie gotowy w 2019 roku.

Katarski fundusz państwowy i szwajcarska grupa Glencore kupiły 19,5 proc. akcji Rosnieftu w ramach jego prywatyzacji w grudniu 2016 roku. Rynek oczekiwał wtedy ocieplenia stosunków między USA a Rosją, co zapowiadał ówczesny prezydent elekt Donald Trump. Zostało to zinterpretowane jako sukces prezydenta Rosji Władimira Putina, ponieważ inwestorzy uznali zakup rosyjskich aktywów za zbyt atrakcyjny, by martwić się konsekwencjami zachodnich restrykcji.

Po wyborze Trumpa na prezydenta USA inwestorzy inaczej oceniali ryzyko związane z robieniem interesów z Rosją, mimo nałożonych przez Zachód restrykcji. Przede wszystkim jednak to sam Kreml przedstawiał tę transakcję jako sukces i dowód na to, że Rosja nie jest izolowana.

Teraz jednak, zaledwie dziewięć miesięcy później, Glencore i Katarczycy sprzedają większość posiadanych akcji. „Wygląda na to, że transakcja Katar-Glencor była w pośpiechu przygotowana tylko po to, by dopiąć ją przed końcem (2016) roku i wpisać do (rosyjskiego) federalnego budżetu” – powiedział agencji Reutera ekspert firmy Macro Advisory Chris Weafer.

W ubiegłym miesiącu Waszyngton nałożył kolejne sankcje na Rosję w związku z jej ingerencją w amerykańskie wybory – przypomina Reuters. To sprawi, że duże zachodnie korporacje będą trzymały się raczej z daleka od takich firm jak Rosnieft, toteż Kreml stara się wzmocnić swoje relacje z Chinami.

PAP/MoRo

Prezydent Trump podpisał ustawę o zaostrzeniu sankcji wobec Rosji i zaostrzeniu restrykcji wobec Korei Północnej i Iranu

Prezydent USA mimo zastrzeżeń podpisał ustawę o zaostrzeniu sankcji wobec Rosji; została ona przyjęta w Kongresie miażdżącą przewagą głosów. Jest to reakcja na ingerencję Rosji w wybory prezydenckie.

[related id=”33248″]Ustawa dyskutowana w Kongresie od lutego i ciesząca się poparciem obu głównych partii reprezentowanych w Kongresie przewiduje nie tylko zaostrzenie sankcji wobec Rosji, ale także nałożenie nowych restrykcji w stosunku do Iranu i Korei Północnej.

Przewidziane jest wprowadzenie nowych sankcji wobec członków rządu Rosji w odpowiedzi na próby wpłynięcia na wynik wyborów prezydenckich w USA w 2016 roku i rozszerzenie sankcji ekonomicznych dotyczących amerykańsko-rosyjskiej wymiany inwestycyjno-handlowej.

Mimo przytłaczającej przewagi, z jaką ustawa została przyjęta przez obie izby amerykańskiego parlamentu, do końca utrzymywały się wątpliwości, czy dokument podpisze prezydent Donald Trump. Biały Dom nie ukrywał, że jest przeciwny nałożeniu nowych sankcji na Rosję, tłumacząc, że administracja chce zachować elastyczność w polityce wobec Kremla.

„Projekt ustawy ma poważne wady – przede wszystkim dlatego, że wkracza w kompetencje władzy wykonawczej dotyczące możliwości negocjacji” – głosi oświadczenie prezydenta, który napisał też, że zaaprobował ustawę przez wzgląd na „jedność narodową”.

[related id=”33264″]”Ograniczając elastyczność władzy wykonawczej, ustawa ta utrudnia Stanom Zjednoczonym zawieranie umów korzystnych dla amerykańskiego narodu i doprowadzi do znacznego zbliżenia Chin, Rosji i Korei Północnej” – napisał Trump.

Uznał jednak walor ustawy polegający na zaaprobowaniu środków, które „ukarzą i ograniczą złe zachowanie zbójeckich reżimów w Teheranie i Pjongjangu”.

Trump napisał też, że popiera przesłanie, iż „USA nie będą tolerować ingerencji w nasze procedury demokratyczne”, a on stanie po stronie sojuszników Ameryki „przeciw rosyjskiej działalności wywrotowej”.

Dodatkowo, zdaniem doradców ustawodawczych Białego Domu, proponowane w ustawie karanie sankcjami przedsiębiorstw z sektora energetycznego może rykoszetem uderzyć w amerykańskie firmy realizujące międzynarodowe projekty w tym obszarze gospodarki rosyjskiej. Z tych samych powodów ustawa spotkała się z krytyką Unii Europejskiej, a także władz niemieckich i austriackich.

Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow powiedział w środę, że podpisanie przez prezydenta USA Donalda Trumpa ustawy o sankcjach wobec Rosji „niczego nie zmienia” i że Moskwa już podjęła kroki będące reakcją na te restrykcje.
„De facto to niczego nie zmienia. (…) Nic nowego nie ma, kroki w odpowiedzi już zostały podjęte” – powiedział Pieskow pytany przez dziennikarzy, czy Rosja odpowie na podpisanie przez Trumpa ustawy o sankcjach.

[related id=”33250″]Zdaniem przedstawiciela Kremla ten krok Trumpa nie stanowi niczego nowego, gdyż „był przyjęty projekt ustawy i z podpisem prezydenta czy bez niego stałby się automatycznie ustawą”.

Prezydent Rosji Władimir Putin jeszcze przed podpisaniem ustawy przez Trumpa w odwecie za nowe sankcje amerykańskie zarządził zrównanie – do 1 września – liczby pracowników przedstawicielstw dyplomatycznych USA w Rosji z liczbą personelu rosyjskiego w placówkach w USA, co oznacza ograniczenie personelu amerykańskiej ambasady i konsulatów do 455 osób. Ponadto od sierpnia ambasada USA straciła dostęp do magazynów w Moskwie i ośrodka wypoczynkowego na jej przedmieściach. Redukcja personelu amerykańskich misji dyplomatycznych najbardziej uderzy w Rosjan, którzy stracą pracę w tych placówkach.

PAP/MoRo

Putin: Rosję opuści do 01.09 755 amerykańskich dyplomatów. Początek dyplomatycznej wojny między Moskwą a Waszyngtonem

Do 1 września Rosję musi opuścić 755 amerykańskich dyplomatów – powiedział Putin w wywiadzie dla telewizji państwowej WGTRK, który uważa, że taka liczba będzie „dotkliwie odczuwalna” dla USA.

[related id=”32532″]Tysiąc z hakiem pracowników – dyplomatów i pracowników technicznych(USA) – pracowało dotychczas i jeszcze pracuje w Rosji. 755 będzie zmuszonych do przerwania swej działalności” – powiedział Putin, cytowany przez rosyjskie media. Jego zdaniem, będzie to „dotkliwe” dla USA.

Ostrzegł też, że Rosja dysponuje „szerokim wachlarzem” środków odwetowych. „Skalkulowałem, że już pora, abyśmy pokazali, że nie będziemy niczego zostawiać bez odpowiedzi” – powiedział Putin.

Zaznaczył, że Rosja mogłaby wprowadzić dodatkowe restrykcje wobec USA, lecz nie będzie tego na razie robić, gdyż nie chce szkodzić rozwojowi stosunków międzynarodowych. Zdaniem Putina, szkodziłoby to „nie tylko stosunkom rosyjsko-amerykańskim jako takim”, lecz także – jak się wyraził – „i nam będzie przynosić jakieś szkody”.

MSZ Rosji ogłosiło w piątek, że od 1 września liczba pracowników przedstawicielstw dyplomatycznych USA (ambasady w Moskwie i konsulatów generalnych w Petersburgu, Jekaterynburgu i Władywostoku) ma zostać zrównana z liczbą personelu rosyjskiego w placówkach w USA, czyli wynieść 455 osób. Ponadto od sierpnia ambasada USA ma stracić dostęp do magazynów w Moskwie i ośrodka wypoczynkowego na jej przedmieściach.

[related id=”32609″]Była to reakcja na przyjęcie dzień wcześniej przez Senat USA ustawy o nowych sankcjach przeciw Rosji. Ustawa, która wprowadza także nowe sankcje wobec Iranu i Korei Północnej, przeszła miażdżącą większością głosów: 419 do 3.

Ustawa czeka na decyzję prezydenta USA Donalda Trumpa, który – jak poinformował Biały Dom – zamierza ją podpisać.

W wywiadzie udzielonym prowadzącemu WGTRK Władimirowi Sołowjowowi Putin powiedział, że stosunki USA i Rosji „jeśli się zmienią, to nieprędko”.

„Dość długo czekaliśmy, że, być może, coś zmieni się na lepsze, mieliśmy taką nadzieję, że sytuacja jakoś się zmieni. Lecz wygląda na to, że jeśli się zmieni, to nastąpi to nieprędko” – oświadczył Putin. Zaapelował jednocześnie o próby nawiązania kontaktów dwustronnych w konkretnych sprawach. Przykładem – jak powiedział – jest utworzenie południowej strefy deeskalacji w Syrii.

Rosyjscy komentatorzy wskazują na początek wojny dyplomatycznej między Moskwą a Waszyngtonem. W ich ocenie, będzie ona długa i wyniszczająca.

PAP/MoRo