Studio Dublin – 8 lipca 2022 – Tomasz Wybranowski i Jakub Grabiasz. Irlandia w cieniu dymisji Borisa Johnsona

Piątkowy poranek w sieci Radia Wnet należy do Studia Dublin, gdzie informacje, przegląd wydarzeń tygodnia i rozmowy. Nie brak też dobrej muzyki i ciekawostek z Irlandii. Zaprasza Tomasz Wybranowski.

Gość Studia Dublin:

  • Jakub Grabiasz –  sportowy korespondent Studia Dublin.

Prowadzenie i scenariusz: Tomasz Wybranowski

Redaktor wydania: Tomasz Wybranowski

Realizacja: Tomasz Wybranowski (Dublin), Szymon Dąbrowski (Warszawa)

Boris Johnson zrezygnował ze stanowisk szefa Partii Konserwatywnej oraz premiera Wielkiej Brytanii. Decyzję Johnsona poprzedziła fala dymisji w brytyjskim rządzie. Okoliczności tego wydarzenia szeroko komentuje Tomasz Wybranowski.

Tutaj do wysłuchania cały program:

Nasz instagram: www.instagram.com/studio37dublin

Petro Poroszenko, były prezydent Ukrainy i były szef polskiego MSZ Witold Waszczykowski, w środku także były szef brytyjskiego ministerstwa spraw zagranicznych Boris Johnson. Fot. EPA/MYKOLA LAZARENKO / POOL
Dostawca: PAP/EPA.

Boris Johnson zrezygnował 7 lipca 2022 roku z dwóch funkcji, premiera Wielkiej Brytanii oraz lidera Partii Konserwatywnej.

Oświadczył jednak, że pozostanie na obu tych stanowiskach do czasu, dopóki Prtia Konserwatywna Wielkiej Brytanii nie wyłonieni jego następcy.

Należy pamiętać, że decyzja Borisa Johnsona bardzo wiele może zmienić w kwestii polityki zagranicznej Dublina i Belfastu.

Jest teraz jasne, że wyraźną wolą parlamentarzystów Partii Konserwatywnej jest to, aby był nowy lider tej partii, a więc i nowy premier. – podkreślił Johnson w oświadczeniu wygłoszonym przed drzwiami swojej rezydencji na Downing Street.

Boris Johnson przyznał, że niechętnie rezygnuje ze stanowiska premiera i przez ostatnie kilka dni usilnie walczył, aby do tego nie dopuścić, bowiem „kontynuowanie mandatu, który dostał, uważał za swój obowiązek”. 

Powodem, dla którego tak usilnie walczyłem w ostatnich dniach, aby nadal osobiście realizować ten mandat, nie było tylko to, że chciałem to robić, ale dlatego, że czułem, że to moja praca, mój obowiązek, moja powinność wobec was – wyjaśnił.

W ostatnich dniach próbował przekonać swoich partyjnych, konserwatywnych kolegów, że czymś ekscentryczne bezcelowym jest zmiana rządu właśnie.

Właśnie teraz mamy tak rozległy mandat do rządzenia i w sondażach jesteśmy tylko kilka punktów z tyłu! – podkreślił Johnson, dodając, iż żałuje, że mu się to nie udało pozostać na fotelu premiera i szefa torysów. Wskazał, że powodem tej porażki jest dominujący w Westminsterze „instynkt stadny”.

Boris Johnson premierem Wielkiej Brytanii został w lipcu 2019 roku.

Tymczasem prezydent USA Joe Biden powiedział, że oczekuje kontynuacji bliskiej współpracy z brytyjskim rządem i nowym premierem. Amerykański prezydent oświadczył, że

Zjednoczone Królestwo i Stany Zjednoczone są najbliższymi przyjaciółmi i sojusznikami.

Joe Biden z całą stanowczością powtórzył zdaniem, że Stany Zjednoczone i Wielka Brytania będą kontynuowały współpracę na wielu polach, ze szczególnym uwzględnieniem „utrzymania mocnego i jednolitego podejścia do wspierania narodu ukraińskiego”.

Nasz instagram: www.instagram.com/studio37dublin

 

Premier rządu Republiki Irlandii Michael Martin chce natomiast nowego otwarcia z Wielką Brytanią. Rezygnacja Borisa Johnsona ze stanowiska lidera Partii Konserwatywnej, a co za tym idzie złożenie funkcji premiera w Zjednoczonym Królestwie rozpoczyna walkę o schedę po nielubianym już przywódcy partii.

To ma też konsekwencje międzynarodowe, gdyż nawet Irlandia spodziewa się, że wiele w stosunkach pomiędzy oboma wyspami może się zmienić, a wyraził to szef gabinetu Republiki Irlandii Micheál Martin.

Właśnie irlandzki premier powiedział, iż można chyba teraz liczyć na zmianę stosunków, ich ocieplenie, a jednocześnie wezwał Wielką Brytanię do resetu uwarunkowań politycznych. – donosi redaktor naczelny portalu Polska-IE.com i szef Studia Riverside Radia Wnet Bogdan Feręc. 

Siedziba irlandzkiego rządu. Fot. Studio 37 Dublin (c).

Taoiseach stwierdził, iż relacje na linii Dublin – Londyn były w ostatnim okresie bardzo złe i ma nadzieję, że po odejściu Johnsona, nowy przywódca torysów, zmieni swój front w stosunku do Irlandii.

Premier Martin wzywa również Wielką Brytanię, by naprawa relacji nastąpiła szybko, nawet przed powołaniem nowego gabinetu, a można to uzyskać przez zablokowanie przez Partię Konserwatywną pewnych ustaw, jakie zaproponował Boris Johnson i przepychał je na siłę przez Westminster. Martin miał tu na myśli przede wszystkim Protokół Irlandzki, który stał się kością niezgody w wymiarze politycznym zarówno na styku współpracy międzynarodowej z Irlandią, jak i z całą Unią Europejską.

Wierzę, że teraz mogą pojawić się możliwości, aby zresetować ten związek. – powiedział Micheál Martin. 

Premier Republiki Irlandii wezwał też kolejnego premiera i przywódcę torysów, aby wycofał się z proponowanych przez Królestwo zmian w zakresie Protokołu Irlandzkiego, a przede wszystkim z jednostronnego wypowiedzenia tego dokumentu.

Premier Martin zaproponował jednocześnie przyszłemu szefowi Partii Konserwatywnej rozmowy w kwestii unikania twardej granicy na irlandzkiej wyspie, więc o samym Protokole z Irlandii Północnej, jak i o Porozumieniu Wielkopiątkowym.

Micheál Martin chciałby również, aby do stosunków Wielkiej Brytanii i Republiki Irlandii, powrócił, jak się wyraził „duch porozumienia”. Przede wszystkim duch i istota Porozumienia Wielkopiątkowego. – puentuje Bogdan Feręc. 

 

W Studiu Dublin nie zabrakło Jakuba Grabiasza, który, prócz poruszenia tematyki sportowej, odniósł się do działań irlandzkiej opozycji w cieniu ostatnich wydarzeń przy 10 Downing Street w Londynie.

Jakub Grabiasz, redaktor sportowy Studia Dublin. Fot. Tomasz Szustek / Studio 37.

Posłowie Sinn Féin podkreślają, że Irlandia doświadcza wielu niepowodzeń. Według zapowiedzi, w przyszłym tygodniu do irlandzkiego parlamentu wpłynie wniosek  wniosek Sinn Féin.

To jest typowe polityczne bicie piany. Członkowie tej partii dobrze wiedzą, że nic z tego nie będzie.

Widzimy co się dzieje z cenami, z inflacją. Sinn Féin na pewno nie chciałoby być teraz u steru władzy.

Oni przygotowują się na kolejne wybory. Najprawdopodobniej ta partia zgarnie sporą większość.

Adrian Meronk został sensacyjnym zwycięzcą golfowego turnieju Horizon Irish Open 2022.

Nic takiego w zasadzie się nie zapowiadało.

Adrian Meronk sam powiedział, że jest super szczęśliwy i że to dopiero początek.

Mamy nadzieję, że on spopularyzuje ten sport w Polsce. Żeby nie był on tylko sportem dla bogatszych.

Ale lipiec to przede wszystkim czas wakacji. Oto pierwsze pocztówki z czasu kanikuły z Irlandii, z zachodnich rubieży Szmaragdowej Wyspy.

Redaktor Jakub Grabiasz opisał również w smutnych słowach to, co zastał w Konsulacie Generalnym RP w Toronto (Ontario, Manitoba, Saskatchewan, Nunavut). Zrelacjonował także to, czego nasłuchał się od naszej kanadyjskiej Polonii, która wystawia złą i bardzo złą cenzurkę naszej urzędowej dyplomacji konsularnej w Toronto.

Tutaj do wysłuchania wakacyjne pocztórki z zachodniej części Irlandii i relacja z wizyty w konsulacie w Toronto:

Nasz instagram: www.instagram.com/studio37dublin

 

Fot.: jacqueline macou, Pixabay

W okienku sportowym Studia 37 Dublin pojawił się też m.in. temat Rafaela Nadala, który wycofał się z turnieju Wimbledon w Londynie, z uwagi na kontuzję mięśni brzucha.

Tomasz Wybranowski, wcześniejszą grę Nadala przy stosowaniu tzw. blokady na kortach w Paryżu, uważa za kontrowersyjne i nieuczciwe. Jakub Grabiasz patrzy się na to bardziej przychylnie.

To jest poważna kontuzja. Granie z blokadą jest farmakologicznym wsparciem, ale jest to środek dozwolony. 

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy z redaktorem Grabiaszem.

Produkcja: Studio 37 Dublin Radia Wnet & Studio Riverside – lipiec 2022

 

Majowy felieton. Polska dusza jest wdzięcznym tematem szczególnie w oktawie naszych majowych świąt

„Kolejny rok, kolejna wiosna i kolejny 2 maja za nami a my…  A My wciąż na Wyspie. Mniemam tak, widząc oczami duszy jak Państwo czytają mój felieton. Dlaczego padła we wstępie data: 2 maja? To Dzień Polonii i Polaków za Granicą, który obchodzimy od 2 maja 2002 roku.” – dokładnie tak napisałem na łamach miesięcznika MiR rok temu. Ale dziś będzie przede wszystkim o duszy, w którą nie wszyscy wierzą. Często w moich rozważaniach, tak poetyckich jak i literacko naukowych interesuje mnie […]

„Kolejny rok, kolejna wiosna i kolejny 2 maja za nami a my…  A My wciąż na Wyspie. Mniemam tak, widząc oczami duszy jak Państwo czytają mój felieton. Dlaczego padła we wstępie data: 2 maja? To Dzień Polonii i Polaków za Granicą, który obchodzimy od 2 maja 2002 roku.”

– dokładnie tak napisałem na łamach miesięcznika MiR rok temu. Ale dziś będzie przede wszystkim o duszy, w którą nie wszyscy wierzą.

Często w moich rozważaniach, tak poetyckich jak i literacko naukowych interesuje mnie rozbita polska dusza, która chcąc zgłębić tajemnice ukrytej prawdy i przez to popada w coraz większą rozpacz i boleść.

Polska dusza jest wdzięcznym tematem szczególnie w oktawie naszych majowych świąt. Chociaż coraz częściej dochodzę do wniosku, że sprawy roku 1793, majowej polskiej konstytucji, podobnie jak Dzień Flagi Narodowej (nazywany też Dniem Polonii) niewiele Polek i Polaków na Wyspach interesuje.

Dublin. Fot. arch. Studio 37 Dublin.

 

Piszę to nie po to, aby zdenerwować naszą Polonię i przydać jej na licu kolejnych zmarszczek w i tak trudnych okolicznościach wiosny roku 2022.

Na Ukrainie trwa wojna, kryzys i recesja coraz dotkliwiej dają o sobie znać, Polska staje się krajem przyfrontowym a nawet Republika Irlandii myśli o tym, czy aby nie porzucić swojej idei bycia neutralną. Ale, ale…

Powracając do naszej polskiej duszy i Polaków jako zbiorowości, zadaję pytanie. Po co ten cały zawrót głowy nazywany życiem, kiedy utracimy naszą korzenność i kompas wiedzy „skąd nasz ród”.

Czy chcemy być tylko konsumentami, zjadaczami węglowodanów i przetworzonych cukrów, niezadowolonymi pracownikami pod niebem Irlandii, czy innych krajów, gdzie wyemigrowaliśmy, narzekającymi na co tylko się da. A najbardziej na tych, którzy po 1 maja 2004 roku goszczą nas na swoich ziemiach, tak jak Irlandczycy?

Czy chcemy wciąż brnąć w narrację, że rodaków najlepiej unikać poza granicami i nie afiszować się przesadnie z nimi?

Co w nas jest takiego, że w sytuacji próby (kolejne edycje WOŚP, czy zbiórka darów dla walczących i tracących dorobek całego życia Ukraińców) potrafimy solidarnie coś zrobić, a w czasie tak zwanej stabilizacji i czasu szarości nic nam nie wychodzi za bardzo. Dotyczy to i kolejnych premierów z ministrami a kończąc na nas, szeregowych obywatelach. Czyżby w nieskończoność przetarcie polskiej materii na trzy osobne zabory od roku 1772 wciąż sprawia, że nie umiemy być zjednoczeni i solidarni, życzliwi i po prostu dobrzy dla siebie? Skąd ta skryta boleść?

Fot. congerdesign (CC0, Pixabay.com)

 

A boleść jest oznaką choroby. Ale czy w tym wypadku chorobę jasno i precyzyjnie potrafimy zdiagnozować?

Oczywiście to zależy od wielu czynników: symptomów chorobowych, objawów i przebiegu, wiedzy lekarza i wreszcie, woli współpracy z medykiem samego pacjenta. A jak jest ze stanem polskiej duszy?

Do końca lat 20. XIX stulecia polscy poeci i pisarze unikali tego problemu. Nie próbowali nawet starać się dociekać co jest przyczyną polskiego fatalizmu, ciągu klęsk i tragedii narodowych z utratą suwerenności i rozbiorem ziem przez sąsiadów na czele. Być może powodem braku zainteresowania tym tematem była wszechogarniająca groza i lęk przed przekroczeniem granicy. Być może nie chciano kusić w żaden sposób losu i łamać polskiego tabu.

W skarbnicy polskiej literatury do czasu romantyzmu na próżno odszukać dzieła opowiadające o „polskiej wędrówce w głąb zrozumienia samych siebie”. Dopiero w XIX wieku „piekło przybyło na [polską] ziemię”, parafrazując wypowiedź J. A. Cuddona.

Romantycy, natchnieni przeczuciem istnienia słowiańskich bytów, wierzeń i rozbudowanej mitologii przed milową datą 966 roku, zaczęli coraz częściej stawiać pytania o naszą zapomnianą przeszłość.

Mówię i piszę tutaj o przeczuciach nie bez powodu. To przecież romantyzm jest apoteozą „czucie i wieszczenie”, to kult czynu i zapału, to wiara w lud, który oparł się „szkiełku i oku” i wciąż trwa przy starych wierzeniach odprawiając dziady czy nucąc piosnki o „dawnym świecie praojców”.

Skoro nic nie może dziać się bez konkretnej przyczyny, to diagnozując „polską chorobę” trzeba powtórzyć za prof. Marią Janion fundamentalną tezę:

„Pragnę tylko, aby dla uzyskania równowagi uświadomić sobie dalekosiężne skutki, jakie odcisnęło w polskiej mentalności fatalistyczne przeświadczenie o naszej marginalności w Europie i wytworzenia w związku z tym mesjanistycznych fantazmatów. Z dystansu lepiej widać zgubne umysłowe skutki kulturowej opozycji ‘lepszości’ i ‘gorszości’.”

Przy tej okazji musimy powrócić myślami do dwóch starożytnych imion: Dike i Ananke. Dike to imię jednej z trzech córek Zeusa i Temidy (tak zwanych Hor), które były boginiami pór roku oraz społecznego ładu i porządku.

Dike (Ateńczycy nazywali ja także Aukso) była uosobieniem sprawiedliwości. Razem z siostrami (Eunomią i Eirene) odpowiadała za utrzymanie społeczności jako grupy oraz czuwała nad cyklem wegetacji.

Ananke zaś (z jęz. greckiego „konieczność”; w mitologii rzymskiej nosiła imię Necessitas i nie była postacią tylko poetycką alegorią), to bogini z mitologii greckiej. W tradycji antycznej była personifikacją siły zniewalającej do bezwzględnego podporządkowania się wyrokom przeznaczenia. Z biegiem wieków stała się ona boginią śmierci i symbolem „Siły najwyższej”.

Te dwa imiona – pojęcia ukształtowały w pewien sposób grecką tragedię. Wypada zadać pytanie, czy twórcy polskiego romantyzmu, kreując swoich bohaterów i ich losy, wybierali dla nich ramy fatalizmu „epoki i historii” w sposób celowy. Według mnie był to zabieg bardziej niż umyślny.

Wplątując polskich bohaterów romantycznych w meandry „sił wyższych” można było „wyłączyć myślenie i refleksję”. Owo „wyłączenie” myślenia związane jest z ciągłą afirmacją naszej typowej „polskiej mentalności” i jej praźródła.

Jej „kliniczne” (i zarazem wzorcowe) symptomy to przejmująca i wszechobecna świadomość bezsilności i stanu klęski, uczucie niższości kraju wobec innych narodów oraz przeświadczenie o bezwartościowości rodzimej sztuki i kultury, z literaturą na czele.

W schizofrenicznym zwidzie dostrzec można także nasze, typowo polskie megalomańskie zapędy, które na zasadzie kontrastu starają się zamazywać ów „bezlitosny stan klęsk”.

Źródło: Sarah Lötscher / Pixabay

 

Stąd przekonania o tym, że polskie cierpienia narodowe są wyjątkowe, zbawcze i „lepsze” niż rozterki i bóle egzystencjalne innych nacji.

Śmiem twierdzić, że to polscy poeci i pisarze epoki romantyzmu z pełną premedytacją postawili tezę o… zupełnym „odrętwieniu” bardzo popularnej do roku 1830 roku idei romantycznej, bo – nomen omen – „narodowej”.

Niestety, moim zdaniem ani krytycy epoki, ani filozofowie, a tym bardziej czytelnicy nie podążyli za tą ożywczą myślą. Gdyby tak się stało, to być może 227, 150, czy 33 lata temu zastanawialibyśmy się nad zagadnieniem: co powoduje głęboki kryzys polskiej tożsamości. Stąd już jeden krok do arcyważnych pytań:

– kim jesteśmy, że łatwiej nam przychodzi kapitulować niż zwyciężać?

– kto odpowiada za zapomnienie naszej tradycji?

Zastanowić się trzeba także nad przyczyną wielkiego uporu i precyzji średniowiecznych zakonników i duchowieństwa w dziele zapominania słowiańskiej „dawności” na ziemiach polskich. Wprowadzając w X wieku nową wiarę dla Polaków chrześcijańscy misjonarze – śmiem twierdzić – bez żadnej refleksji ani zrozumienia, starali się kropidłem i święconą wodą zmyć z nich dawne wyobrażenia duchowe, kulturowe dziedzictwo ojców, wreszcie dumę i poczucie godności.

Dlaczego Słowian nie ewangelizował i nie nawracał na chrześcijaństwo św. Patryk – patron Irlandii. Warto przez chwilę pochylić się nad tym wybitnym mędrcem żałując, że nie trafił nad Wisłę, świętując dzień naszej Konstytucji 3 Maja i Święto Polonii zgrane z Dniem Flagi Narodowej (2 maja, przypomnę).

Życząc zdrowia, wolności i myślenia                               

Tomasz Wybranowski

Tomasz Wybranowski

The Boy Is (Still) In Dublin – 36. rocznica śmierci Phila Lynotta & Thin Lizzy – Muzyczne Studio Dublin -4 stycznia 2022

Na przełomie lat 70. i 80. XX wieku, Phil Lynott był niekwestionowaną gwiazdą. Sławę zdobył, jako wokalista, basista, tekściarz i założyciel hard – rockowej grupy Thin Lizzy, ale także jako poeta.

Twórca Thin Lizzy urodził się 20 sierpnia 1949 roku w Birmingham, jako syn brazylijskiego marynarza i pięknej Irlandki Filomeny.

Dopiero wiele lat później dowiedział się, że miał przyrodnie rodzeństwo: brata i siostrę, których matka Filomena oddała do adopcji. Sama Filomena Lynott opisała to w przejmujący sposób, w biograficznej książce poświęconej synowi. Jej tytuł to „My Boy”.

Phil Lynott, jedna z fotografii z wystawy pisma „Hot Press” – „Boy is Back in Town”. Fot. T. Wybranowski.

 

W połowie lat 50. XX wieku jego matka zdecydowała o powrocie do rodzinnego Dublina. Mały Phil dorastał w domu dziadków w stołecznej dzielnicy Crumlin. Philo, jak o nim pieszczotliwie mówiła mama i dziadkowie, od najmłodszych lat przejawiał talent muzyczny. Uwielbiał śpiewać.

Gorzej było z grą na instrumentach. Na gitarze nauczył się grać dopiero… mając prawie 20 lat, zaś na basie, jego koronnym instrumencie, jeszcze później.

Mimo to, w wieku 16 lat powołał do życia swój pierwszy band o nazwie Black Eagles.

 

Jego wielkim idolem, do końca żywota, był Jimi Hendrix. Przyjaciele z zespołu często mawiali, że Philo starał się wizualnie i w sposobie śpiewania naśladować swojego mistrza.

Phil Lynott uhonorował w sposób specjalny X rocznicę śmierci swojego idola.

 

Dokładnie dziesięć lat od śmierci Hendrixa, 18 września 1980 r., ukazało się nagranie „Song For Jimi”, które Phil zarejestrował z Erikiem Bell i Brianem Downey.

Najbliższym przyjacielem, powiernikiem i muzycznym partnerem Phila Lynotta był w tym czasie Philip Donnelly. Ich przyjaźń trwała prawie 25 lat. Poznali się podczas wspólnego ulicznego muzykowania, gdzieś na jednym z zaułków ulicy Grafton Street, gdzie artyści muzykują dla kilku groszy. I tak dzieje się do dziś.

Nawet, kiedy Philo był już wielką gwiazdą i mógł pozwolić sobie na największą ekstrawagancję, to nigdy, ale to nigdy nie był zarozumiały. Chodził jak dawniej po uliczkach Dublina, czasem coś zagrał, pogadał z ludźmi i ciągle się uśmiechał – wspomina Donnelly.

Niewiele osób wie o tym, że Philip Parris Lynott był uzdolnionym poetą. W latach 70. ukazały się jego dwa zbiorki: „Songs for While I’m Away” i „Phillip”. Prawie w całości wypełniały je poetyckie wiersze i poematy, które stanowiły metaforyczne paliwo dla Thin Lizzy. Oba zbiorki wydano w jednej książce w 1997 r. Słowo wstępne napisał m.in. radiowa legenda John Peel.

 

                              Ku chwale i sławie, z Garym Moore u boku

Na przełomie lutego i marca 1968 roku, Phil Lynott poznał niespełna szesnastoletniego, młodego gitarzystę z Belfastu Garego Moore’a. To spotkanie zaważyło na życiu obu muzyków. Wspólnie grali w zespole Skid Row. Na początku, co prawda, nie przypadli sobie do gustu. Ich przyjaźń wybuchła dopiero wiele lat później.

Phil Lynott to przede wszystkim Thin Lizzy. Zespół powstał w Dublinie tuż przed świętami Bożego Narodzenia 1969 roku. W pewnym z pubów Brian Downey (perkusja) i Eric Wrixon (organy), mający za sobą współpracę z legendarną Them i Vanem Morrisonem, postanowili założyć zespół. Po kilku głębszych wybrali się na koncert grupy Orphanage. Zafascynowani głosem Lynotta i gitarowymi umiejętnościami Erica Bell, zaproponowali obu gentlemanom grę w zespole.

Tutaj wysłuchasz archiwalnego programu o życiu Phila Lunotta z 2019 r. :

 

Pierwszy singel grupy ukazał się w lipcu 1970 r. „The Farmer” sprzedał się w niespełna trzystu egzemplarzach. Grupę opuszcza Wrixon i wtedy krystalizuje się fundament grupy.

Skład Thin Lizzy uzupełnili później panowie Scott Gorham i Brian Robertson.

Choć Thin Lizzy nie podbili serc kolekcjonerów singli, to na Lynotta i zespół zwrócili szefowie firmy Decca. Thin Lizzy cieszyło się lokalną sławą, tak w Dublinie jak i Belfaście. Pierwszy krążek „Thin Lizzy” ukazał się w styczniu 1971 r.

 

 

Krążek przeszedł właściwie niezauważony, tak przez krytyków jak i fanów, ale… Piosenki Thin Lizzy promował w swoich programach legendarny radiowiec John Peel. Druga płyta „Shades of a Blue Orphanage” podzieliła losy pierwszej. Słaba sprzedaż i nikłe zainteresowanie wydawnictwem mediów, frustrowały zespół jeszcze bardziej. Ale bossowie firmy Decca wierzyli w zespół „uprawiający Celtic rock, z domieszką hard”. Mieli rację…

            Opowieść o whiskey zamkniętej w słoju i … co z tego wynikło 

Pod koniec 1972 roku, szefowie wytwórni Decca zadecydowali o tym, aby Phil i koledzy zarejestrowali w studiu swoją wersję irlandzkiej piosenki folkowej „Whiskey In the Jar”. Phil Lynott był załamany. Twierdził, że to krok w tył zespołu i „wyraz desperacji w poszukiwaniu nowych form wyrazu”. I choć jak wiemy mylił w ostatecznym rozrachunku, to jednak postawił na swoim w jednym aspekcie. Wymógł na szefach firmy by „Whiskey in the Jar” znalazła się na drugiej stronie singla „Black Boys on the Corner”.

 

Po wydaniu małej płyty w listopadzie 1972 roku, okazało się, że to nie strona A wzbudza zainteresowanie, ale właśnie „Whiskey in the Jar”. Piosenka zawojowała szczyt listy przebojów w Irlandii i dotarła do szóstej pozycji w zestawieniu Billboardu.

Grupa po raz pierwszy została zaproszona do udziału w programie „Top of the Pops”. Thin Lizzy złapali wiatr w żagle.

W tym samym roku ukazał się trzeci krążek (jeden z najlepszych w historii zespołu) „Vagabonds of the Western World”, z jednym z najlepszych riffów w historii muzyki, singlowym „The Rocker” oraz niezwykłym „Slow blues”.

 

 

Zespół stawał się coraz bardziej rozpoznawalny. Kolejna trasa ze Slade i coraz częstsze zaproszenia na przeglądy i festiwale, ugruntowują ich pozycję. Pod koniec roku 1973 Eric Bell nagle odchodzi z zespołu. Phill Lynott nie ma wątpliwości, kto go zastąpi. To mógł być tylko Gary Moore. Już z nim w składzie grupa kończy trasę i z marszu nagrywa album „Nightlife”. Płyta ukazała się w listopadzie. Otwiera ją mocny akord „She knows”.

Co prawda, Gary Moore pozostał w zespole tylko do kwietnia 1974, ale na „Nightlife” znajdują się cztery nagrania z jego udziałem, w tym – jedna z najpiękniejszych ballad w historii muzyki światowej – „Still In Love With You”.

Piękny tekst o miłości i grzechach zaniechania, z przepięknym solo Gary’ego Moore. Klasyk! Pierwszym singlem było zaś nagranie „Philomena”, poświęcone matce Phila Lynotta. Mimo to, płyta sprzedała się średnio. Kolejna „Fighting” jeszcze gorzej. Szefowie wytwórni Decca dali ostatnią szansę grupie. Albo nagrają hit, albo drogi raz na zawsze się rozejdą.

                        Czas spełnienia – niezwykła trylogia płytowa 

Druga połowa lat 70. miała okazać się dla Philla Lynotta i całej Thin Lizzy niezwykła. Nic tego nie zapowiadało. Sprzedaż płyt spadła i morale w zespole podupadło. Decca ostrzegała: Chcemy hitu, tak singlowego, jak i albumowego… I stało się. Oto, w odstępie trzech lat, Thin Lizzy nagrywa sześć albumów, z czego trzy to prawdziwe muzyczne arcydzieła.

Rok 1976 przynosi „Jailbreak”. Jako ciekawostke podam fakt, że do dziś sprzedał się w największej ilości egzemplarzy.

To właśnie na „Jailbreak” znalazł się niepisany hymn Lynotta i Thin Lizzy – „The Boys Are Back in Town”. Notabene, to największy singlowy przebój Irlandczyków w historii.

A swój renesans przeżył ze sprawą umieszczenia go na ścieżce dźwiękowej do filmu „A Knight’s Tales” (2001 r.) Briana Helgelanda, z nieodżałowanym Heathem Ledgerem. Porywający tekst, znakomite dialogi gitarowe Gorhama i Roberstona oraz ta energia i światło…

Od „The Boys Are Back in Town” nie odstają Az tak bardzo kolejne single z krążka: tytułowy „Jailbreak” oraz „Cowboy Song”. Ale maestria tego albumu objawia się pod postacią ostatniego utworu na płycie.

Dostojne „Emerald” to ciężkie riffy i oplatające ostre i przejmujące solówki. Jednym z moich ulubionych jest nagranie „Fight or Fall”. Znakomita płyta! W zestawieniach sprzedaży w Wielkiej Brytanii na miejscu 10, zaś za Wielką Wodą na  pozycję 8.

 

                                Coraz lepsza reputacja! 

Po krążku „Johnny The Fox” (m.in. z „Don’t Believe a Word”), w którym wziął udział m.in. Phill Collins, Lynott i spółka wydali w 1977 roku „Bad Reputation”. Płyta niemal doskonała, która na parnasie hard – rocka i raczkującego heavy – metalu wyznaczać zaczęła nowe horyzonty, w nieco przyciasnej stylistyce gatunku pod koniec lat 70. Zadziornie, mocno, chwilami heavy – metalowo, ale i bluesowo, bo i akustyczne klimaty z nostalgiczną harmonijką pojawiły się na płycie.

 

Ściana Sław Muzycznych Dublina, jedna z trzech w obrębie Temple Bar. Na każdym tego typu muralu zawsze pojawia się postać Phila Lynotta. Fot. Tomasz Wybranowski.

Brian Robertson został nieco odsunięty od pracy przy komponowaniu i rejestracji płyty. Zagrał zaledwie pięć solówek w trzech nagraniach. Za resztę partii gitar odpowiadał Scott Gorham. Od otwierającego „Soldier of Fortune”, przez tytułowy „Bad Reputation”, zatrzymując się na niezwykłym „Dancing in the Moonlight (It’s Caught Me in Its Spotlight)” (o tym utworze jeszcze za chwilę), okraszonym dźwiękami saksofonu, słuchacz nie nudzi się ani chwili.

Phill Lynot i ekipa pokazują, że nie chcieli dać się zaklasyfikować do jednej tylko muzycznej szuflady. A gdzie jeszcze „Killer Without a Cause”, typowy metalowy sztych w uszy słuchacza, „That Woman’s Gonna Break Your Heart”? Znakomita płyta. Po prostu.

Thin Lizzy, oprócz dynamicznych hard – rockowych utworów, ma w swoim repertuarze także wiele ciepłych, pastelowych ballad. Perłą w tym gronie jest bez wątpienia „Dancing In The Moonlight”, o której pisałem przed chwilą.

Warto dodać, że na początku muzycznej kariery, to nagranie było w żelaznym kanonie koncertowym grupy U2. Nagranie „Bad Reputation” przypomniał Tomasz Pukacki i Acid Drinkers na krążku „Fishdick Zwei – The Dick Is Rising Again” (2010).

                        Apogeum i … droga ku przepaści 

Od czasu do czasu, Gary Moore pojawia się w Thin Lizzy. Tak stało się także po wydaniu koncertowego albumu „Live and Dangerous”. Tak stało się w przypadku nagrania albumu „Black Rose”. Oto ze składu Thin Lizzy znika Brian Robertson, obrażony na Philla za potraktowanie go, „jako gościa tylko” podczas nagrywania „Bad Reputation”, odchodzi z zespołu niemal bez słowa. Jego miejsce zajmuje, jak zwykle On: Gary Moore.

 

Zapiski Live and Dangerous

Irlandczyk o bluesowo i metalowym sercu, w studiu znakomicie rozumiał się ze Scottem Gorhamem, czego przykładem są niezwykłe gitarowe dialogi i kawalkady na nowej płycie.

Lynott i spółka nagrali najbardziej przebojowy krążek w historii grupy. „Black Rose: A Rock Legend” to album, gdzie usłyszymy takie koncertowe petardy jak „Waiting for an Alibi” i bliźniacza „Get Out of Here” , ale przede wszystkim znakomita „With Love”, metalowy zapalnik muzyczny, z chwilą wytchnienia w refrenie i niezwykłymi dialogami gitar. Ech , ten Gary Moore…

Całość zamyka majestatyczna, skomplikowana w fakturze i odnosząca się do muzycznej spuścizny Irlandii (m.in. ludowych pieśni ze Szmaragdowej Wyspy, jak „Danny Boy” czy „Shenandoah”), najdłuższa w dokonaniach zespołu kompozycja „Róisín Dubh (Black Rose): A Rock Legend”.

Album dobrze sprzedawał się, co zaowocowało wielomiesięcznym tournee. Nad zespołem wzbierały już jednak czarne chmury. Jeszcze podczas paryskiej sesji nagraniowej, Phill Lynott i Scott Gorham coraz bardziej odjeżdżali narkotykowo i alkoholowo, co nie podobało się Gary’emu Moore.

 

 

Podczas trasy w USA opuścił zespół. Płomień przyjaźni do Philla Lynotta nigdy nie wygasł. Solo, w obliczu ludzi… W obliczu Boga… Ukoronowaniem jego muzycznej kariery był solowy album „Solo In Soho” z 1980 roku.

W projekcie wsparły go takie znakomitości, jak chociażby Gary Moore (solo w „Jamaican Rum”), Mark Knopfler z Dire Straits (niezwykłe nagranie „King’s Call”), Midge Ure z Ultravox, z którym wspólnie napisał „Yellow Pearl”.

Nie każdy wie, że autorzy kultowego programu „Top of the Pops”, zażyczyli sobie, aby fragment tej piosenki był motywem przewodnim czołówki programu, w latach 1981 – 1986.

Ostatnie trzy duże płyty to „Chinatown” z 1980 r. z niezłym, nieco Queenowskim „Killers of the Loose”, „Renegate” (rok 1981) (gdzie na uwagę zasługują jedynie singlowe „Angel of Death” i „Hollywood (Down on Your Luck)”) i wreszcie ostatni studyjny krążek „Thunder and Lightning” (1983).

To krążek z bardzo dobrą balladą „The Sun Goes Down” , „Holy War” oraz tytułowym, choć trzeba przyznać, że raziły niedoróbki w produkcji, niedbalstwo aranżacyjne i na trochę na siłę muzyczny pościg za obowiązującą wówczas modą w rockowym i metalowym graniu.

Niewiele pomógł fakt zaproszenia do nagrania tej ostatniej, znakomitego Johna Sykesa (ogniste „Cold Sweat”).

Ale przyczyną regresu Thin Lizzy był stan Phila Lynnota. Od 1978 roku narkotyki zaczęły przejmowały pełną kontrolę nad jego życiem.

Od 1980 roku jego kariera załamuje się, podobnie jak życie rodzinne. Od stycznia 1984 roku jest bez rodziny.

Jego żona Caroline (ślub wzięli w lutym 1980 roku) zabrała córki i wyprowadziła się.

Powodem było silne już uzależnienie Phila od heroiny i LSD. Caroline tłumaczyła, że chciała w ten sposób „ochronić dzieci przed stylem życia ich ojca”. Odchodzą kolejni przyjaciele, bliscy, znajomi.

Na placu boju pozostaje jedynie Gary Moore, który wierzy, że dzięki muzyce można go jeszcze uratować. Po wspólnych nagraniach w studiu, pomiędzy 23 a 26 września 1985 roku, u boku Gary’ego Moore, Phil Lynott zagra cztery koncerty w Londynie i Manchesterze… Jak się później okaże, ostatnie w jego życiu…. 

                                        To już jest koniec… 

25 grudnia 1985 roku przedawkował … Przez dziesięc dni i nocy lekarze z klinik Salisbury Infirmary, potem Wiltshire Clinic walczyli o jego życie. Bezskutecznie.

O świcie 4 stycznia 1986 roku, z powodu niewydolności wątroby, nerek, serca i przewlekłego zapalenia płuc, Philip Parris Lynott zmarł. Nie wytrzymało też jego serce… Miał niespełna 36 lat.

Na wieść o jego śmierci fani z całej Irlandii czcili jego pamięć. Przed pogrzebem tysiące fanów wyległo na główną arterię Dublina, O’Connell Street, by palić świeczki i znicze. Grafton Street, ulica na której często pojawiał się z gitarą, utonęła w kwiatach. Podobne sceny działy się w Cork, Galway, Limerick, czy Belfaście.

Był największą gwiazdą irlandzkiej muzyki. To on był pierwszym irlandzkim artystą, który dotarł na szczyt i rozsławił imię Irlandii na całym świecie. Ciało Phillipa Parrisa Lynotta spoczęło na St. Fintan’s Cemetery, w dublińskiej dzielnicy Sutton.

Tomasz Wybranowski

Studio 37 Dublin – 15 grudnia 2021 – Bogdan Feręc & Tomasz Wybranowski – przegląd wydarzeń z Wysp Brytyjsich

Środowe wydanie Studia 37 Dublin. Zaprasza Tomasz Wybranowski.


Prowadzący: Tomasz Wybranowski

Realizator: Mikołaj Poruszek


W gronie gości:

Bogdan Feręc – redaktor naczelny portalu Polska-IE.com, Studio 37


Bogdan Feręc komentuje wzrost cen biletów lotniczych, powiązanych z limitami emisjo CO2 – doszło do opodatkowania zarówno linii lotniczych, jak i pasażerów. Zdaniem redaktora w całej sprawie najistotniejsze jest ograniczenie możliwości podróżowania dla większości obywateli.

Taki obrót spraw może doprowadzić do ponownego wzrostu użycia samochodów czy autobusów, co stanowiłoby zaprzeczenie narracji Unii Europejskiej w kwestiach ekologicznych.

Rozmówca Tomasza Wybranowskiego mówi również o pracach firmy Pfizer nad nowym lekiem na covid-19 – „Paxlovid”, który ma zmniejszyć o 80-90% ryzyko ciężkiego przechorowania wirusa. Kolejnym tematem podejmowanym przez gospodarzy Studia 37 jest inflacja w Rzeczpospolitej – redaktor, mimo braku sympatii do partii rządzącej, uważa, że obarczanie wyłącznie obozu rządowego za wzrastającą inflację nie jest uzasadnione.

Bogdan Feręc, portal Polska-IE – Radio Wnet  Irlandia

Zapraszamy do wysłuchania całej audycji!

P.K.

Nasza Najjaśniejsza i Niepodległa pośród wszystkich narodów – 103. rocznica Odzyskania Niepodległości

Niech nikogo nie mierzi i nie razi ten patetyczny tytuł. Gdy uświadomimy sobie rangę wydarzeń z listopada sprzed 103 lat, żaden patos i żadne słowa nie oddadzą wiernie nastroju tamtych dni.

My, Polacy, jesteśmy (być może) wielce wyjątkowym narodem! Dlaczego? – zapyta mnie ktoś patrząc na to, co dzieje się na naszej wschodniej granicy i spozierając na „niezłomnych” posłów opozycji. A dlatego, że w tylko w nam właściwy sobie sposób, powiedzmy wprost: warcholski i sarmacki! – wolność najpierw utraciliśmy,  aby potem ze wszystkich sił i wszelkimi dostępnymi środkami ją odzyskać.

Drogi wyboiste ku wolności

Do wymarzonej niezawisłości prowadziło wiele trudnych i skomplikowanych dróg. Musiały upłynąć 123 lata, aby Rzeczpospolita znowu zaistniała jako podmiot prawa międzynarodowego.

W międzyczasie do grobu zeszło kilka pokoleń, które widziały na własne oczy nadzieje i tragedie związane z kolejnymi zrywami niepodległościowymi: Insurekcją Tadeusza Kościuszki, epopeją Napoleona ze złamanymi nadziejami i sumami bajońskimi, Powstaniem Listopadowym, Wiosną Ludów i wreszcie Powstaniem Styczniowym i pachnącymi rewolucją wydarzeniami 1905 roku.

Po pierwsze: uderzyć się w pierś!

W ostatnich dniach Wielkiej Wojny wskrzeszenie niepodległej Polski było nie tylko nieomal wyznaniem wiary Polaków, lecz także uważano je za pewnik historyczny. Widziano w nim przywrócenie słusznego i sprawiedliwego stanu rzeczy, zniweczonego przez bezprawie i gwałt, jakim były rozbiory.

Jednocześnie w społeczeństwie polskim powszechne było pragnienie tożsame z pewnością, że odrodzone państwo wprowadzi w życie zasady sprawiedliwości społecznej.

U progu niepodległego bytu istniały trzy pozytywne czynniki psychologiczne umożliwiające odbudowę państwowości. Po pierwsze, powszechna wiara w szansę odbudowy wolnej Polski i wola niepodległości. Po drugie, uznanie prawa Polski do niepodległości przez zwycięskie mocarstwa i przyznanie jej miejsca sojusznika w obozie alianckim. I wreszcie –

pewność i wola, że gdy tylko nadejdzie odpowiednia chwila, stworzona zostanie suwerenna polska władza i odrodzi się wojsko polskie.

Józef Piłsudski w Kielcach, w otoczeniu swoich „kadrowców” z POW

Ostatnie dziesięciolecie XIX wieku możemy nazwać – za Stefanem Żeromskim – „snem o szpadzie”. Okres ten przyniósł odrodzenie dążeń niepodległościowych.

Polska Partia Socjalistyczna i Narodowa Demokracja były głównymi stronnictwami rozwijającymi dwie koncepcje walki o niepodległość.

W pierwszych latach XX wieku odżyła myśl o potrzebie stworzenia własnego wojska do przyszłej walki z Rosją, głównym zaborcą ziem polskich. W ciągu krótkiego czasu poprzedzającego wybuch I wojny światowej rozwinął się (głównie w Galicji) młodzieżowy ruch paramilitarny.

Przywódcą najaktywniejszej jego części był Józef Piłsudski, działacz PPS i w czasie rewolucji 1905-1907 twórca Organizacji Bojowej PPS. W 1908 r. z inicjatywy m.in. młodych współpracowników OB PPS utworzono tajny Związek Walki Czynnej.

Józef Piłsudski poparł ideę odradzającego się państwa polskiego

Ignacy Daszyński i Józef Piłsudski

Kiedy 11 listopada 1918 r. kończyła się wojna światowa, na ziemiach polskich istniało kilka ośrodków władzy.

W Warszawie urzędowała Rada Regencyjna powołana przez okupantów w 1917 roku.

W Krakowie i zachodniej Galicji władzę przejęła Polska Komisja Likwidacyjna. W oswobodzonym Lublinie działał rząd ludowy Ignacego Daszyńskiego.

Mimo istnienia tych ośrodków polskiej władzy, powrót Piłsudskiego z więzienia w Magdeburgu 10 listopada w zasadniczy sposób zmienił sytuację.

 

Zaczęło się rozbrajanie Niemców w Warszawie i innych miejscowościach.

Józef Piłsudski w ciągu kilku dni zdołał zapanować nad lokalnymi inicjatywami i stworzył władzę powstającego państwa.

Podporządkowała mu się Rada Regencyjna i rząd Daszyńskiego, uznała jego zwierzchnictwo Polska Komisja Likwidacyjna.

16 listopada Piłsudski w telegramach rozesłanych do wielu rządów notyfikował powstanie państwa polskiego. 18 listopada powołał rząd Jędrzeja Moraczewskiego, którego władza rozciągała się na Kongresówkę i zachodnią Galicję, czyli ziemie uwolnione już spod obcego panowania. Od 22 listopada Piłsudski nosił tytuł Tymczasowego Naczelnika Państwa. Był także wodzem naczelnym.

Polska nam wybuchła” napisał poeta Wierzyński

Ignacy Paderewski. Bez niego, bez Józefa Piłsudskiego i Romana Dmowskiego nie mielibyśmy wolnej Polski w 1918 roku.

 

W tym pierwszym parotygodniowym okresie istnienia państwa dokonano w miarę bezkonfliktowego usunięcia wojska niemieckiego z Polski, stworzone zostały podstawy jednolitej administracji, złagodzone sprzeczności polityczne i klasowe, wprowadzone reformy społeczne, w tym ośmiogodzinny dzień pracy, nawiązano pierwsze kontakty międzynarodowe.

Z żołnierzy armii zaborczych, legionistów, peowiaków, dowborczyków, a później też hallerczyków i Wielkopolan oraz napływających licznie ochotników i poborowych, stworzono jednolitą armię polską.

Wstępny okres budowania państwa kończyły: sformowanie rządu Ignacego Paderewskiego 16 stycznia, wybory parlamentarne 26 stycznia oraz otwarcie Sejmu Ustawodawczego 10 lutego 1919 roku.

Mimo zaistniałej dramatycznej sytuacji gospodarczej i demograficznej w narodzie polskim panowało powszechne przekonanie o niezwykłości dziejących się wydarzeń.

Wspomnienia weteranów Ziemi Chełmskiej i Krasnystawskiej

Mój nieżyjący kolega, dziennikarz i poeta Mariusz Kargul napisał, że w tych

„gorących dniach listopada 1918 dominowały uczucia serdeczności i braterstwa, które brały górę nad myśleniem roszczeniowym i chęcią odwetu”.

Mariusz Kargul przywołał także słowa jednego ze świadków tamtych przełomowych chwil – Franciszka Żurka (aktywnego działacza POW na terenie powiatu krasnostawskiego):

„Ojczyzna to przede wszystkim naród, a potem państwo: bez narodu nie ma państwa!” – mawiał jeden z architektów wolnej i niepodległej Polski – Roman Dmowski.

„Wierzono, że dlatego tylko bezrolny nie miał ziemi, głodny – chleba, spełniający obowiązki społeczne – praw, łaknący wiedzy – oświaty, że Polską rządzili dotąd obcy, jej wrogowie. Wierzono, że teraz, w Polsce niepodległej, wszystko zło zostanie naprawione, że nic nie stanie na przeszkodzie ku temu; w każdym Polaku upatrywano brata, sługę sprawiedliwości społecznej i politycznej”.

To rozbudzenie się uczuć braterskich sprawiło, co podkreśla Franciszek Żurek, że

„wszelacy szpicle, służący przedtem wiernie Austriakom, i krzywdziciele rozmaitego rodzaju, uniknęli kary. W całym powiecie nie było w owym czasie ani jednej ofiary zemsty. Największa radość i najgłębsza wiara były udziałem peowiaków – to przecież właśnie oni umożliwili przyjście momentu, kiedy wolna Polska naprawi wszelkie krzywdy społeczne”.

Cześć i chwała Bohaterom, dzięki którym dzisiaj możemy świętować 103 rocznicę Wolnej Polski! I jeszcze jedno piękne Polski i zacni Polacy – bracia: MUREM ZA POLSKIM MUNDUREM w czasie próby!

 

Tomasz Wybranowski

 

Muzyczna Polska Tygodniówka – gość specjalny Bartosz Marmol aka Dildo Baggins. Zaprasza Tomasz Wybranowski.

Gościem „Muzycznej Polskiej Tygodniówki” Tomasza Wybranowskiego jest Bartosz Marmol alias Dildo Baggins. Muzyk mówi o premierze swojej najnowszej płyty, która ukazała się 18 czerwca.

18 czerwca 2021 roku ukazał się debiutancki krążek Dildo Bagginsa, czyli nowego projektu muzycznego Bartosza Marmola. Płyta nosi tytuł „Dla wszystkich dziewczyn nie dla wszystkich chłopców.

Na album składa się 13 utworów. Każdy z nich niesie ze sobą zupełnie inną, muzyczną opowieść, która tworzy jednak spójną i nostalgiczną całość.

Tutaj do wysłuchania program z udziałem Bartosza Marmola aka Dildo Bagginsa:

Jak zaznacza artysta – Bartosz Marmol –  znany z kreacji Administratorra, Administratorra Electro i albumów z liderem Komet Lesławem, album Dildo Bagginsa powstał w życzliwym płomieniu i przyjacielskim wsparciu redakcji muzycznej Radia WNET:

Radio WNET jest rzeczywiście ojcem i matką chrzestną całego projektu. (…) Dildo Baggins zaczął publikować swoją muzykę już w grudniu. Wtedy wyszedł „Bezglutenowy”. Od tamtego momentu można rzec, że za każdym małym krokiem Dilda Bagginsa podążało Radio WNET – komentuje Bartosz Marmol.

Bartosz Marmol opowiada o pandemicznych początkach pracy nad nowym projektem, jakim stała się dla niego muzyka Dildo Bagginsa.

Jak podkreśla muzyk, wszystko powatawało bardzo spontanicznie i bez konkretnej perspektywy:

W grudniu nie myślałem, że skończy się to płytą (…) Powiedzieć, że nie planowałem tego to  za mało. Był okres pandemiczny i powstało kilka piosenek. Ze względów pandemicznych ograniczeń materiał ten powstał w domu – mówi Bartosz Marmol.

Tutaj linki do albumu „Dla wszystkich dziewczyn nie dla wszystkich chłopców” w serwisach streamingowych: Dildo Baggins

W rozmowie z Tomaszem Wybranowskim artysta zdradza kulisy pracy nad pierwszymi utworami i teledyskiem swojej nowej muzycznej kreacji.

Bartosz Marmol wspomina, że wszystkie piosenki miały być zupełną świeżością i nie korespondować klimatem z jego poprzednimi projektami Adminstratorra czy Administratorra Electro:

Podobały mi się te utwory. Pomyślałem, że zrobimy jakiś teledysk – coś całkowicie z innej beczki, nowy projekt, żeby to nie było kojarzone. Nawet nie chciałem pokazywać twarzy – stwierdza Bartosz Marmol.

 

 

Bartosz Marmol, gość Tomasza Wybranowskiego w „Muzycznej Polskiej Tygodniówki” przybliżył także słuchaczom wątpliwości, które towarzyszyły mu przy wypuszczaniu na świat pierwszego singla Dilda Bagginsa „Bezglutenowy”:

To nie było planowane jako singiel. Zawsze są jakieś potrzeby singlowe, który utwór powinien spełniać. Ta piosenka nie klasyfikowała się w kategorii, że to się może komuś spodobać – a spodobała się. Ta piosenka jest też bardzo długa jak na dzisiejsze realia medialne – komentuje Bartosz Marmol.

Dildo Baggins to postać związana przede wszystkim z muzyką, ale nie tylko. Istotnym elementem postaci są maski stworzone przez Luizę Kwiatkowską, znaną ze współpracy z poetą Juliuszem Erazmem Bolkiem nad poetyckimi kalendarzami.

Za oprawę graficzną albumu odpowiada Grzegorz Szyma, znanym szerzej jako dj Hiro Szyma i jeden z muzyków zespołu Das Moon.

Utworom promującym album towarzyszą muzyczne filmy nakręcone we współpracy z zespołem Bardzo Spoko Produkcja. I jeszcze jedno, produkcja i relizacja muzyki Dildo Bagginsa – studio Serakos, czyli Magda i Robert Srzedniccy.

To płyta warta słuchania! – dodaje Tomasz Wybranowski, nasz szef muzyczny.

opracowała: Nina Nowakowska

 

 

Studio Dublin 16. 04. 2021 – Agnieszka Słotwińska, Sławomir Cichy, Andy Waligóra, Jakub Grabiasz i Bogdan Feręc.

W piątkowy poranek tradycyjnie w Radiu WNET przenosimy się do Republiki Irlandii. W Studiu Dublin informacje, wywiady, analizy oraz korespondencje. Dzisiaj odwiedzamy także Irlandię Północną.

W gronie gości:

  • Agnieszka Słotwińska – właścicielka „My Little Craft World” w Cork, 
  • Sławomir Cichy – muzyk, aktor, pedagog, mieszkaniec Lisburn w Irlandii Północnej,
  • Bogdan Feręc – redaktor naczelny portalu Polska-IE.com,
  • Andy Waligóra – działacz polonijny z Austrii, przyjaciel Radia WNET,
  • Jakub Grabiasz – szef działu sportowego Studia 37. 

 

Dublin i rzeka Liffey przy ujściu do Morza Irlandzkiego i w tle dubliński port. Fot, Studio 37 Dublin.

Prowadzenie i scenariusz: Tomasz Wybranowski

Redaktor wydania: Tomasz Wybranowski

Współpraca: Katarzyna Sudak i Bogdan Feręc

Oprawa fotograficzna: Tomasz Szustek

Realizator: Mikołaj Poruszek (Warszawa) i Tomasz Wybranowski (Dublin)

 

Studio Dublin, w oktawie wydarzeń 10 kwietnia 2020 roku, wyjątkowo rozpoczęliśmy felietonem wspominowym. Jedenaście lat temu nie było chyba zakątka na kuli ziemskiej, gdzie Polacy nie byliby pogrążeni w żałobie i kontemplacji nad istotą kruchości życia i nad śmiercią, która łączy wszystkich.

18 kwietnia 2010 roku był ostatnim akordem dni żałoby narodowej dla Polonii w Dublinie i na całej Irlandii. Tego dnia odbył się „Marsz Pamięci – Memorial March”.

 

Mała dziewczynka zostawia zapaloną lampkę, przy Polskim Konsulacie, przy 4-8 Eden Quay. Dublin, 10 kwietnia 2010. Fot. Tomasz Szustek

Tutaj do wysłuchania felieton Tomasza Wybranowskiego:

 

Agnieszka Słotwińska. Fot. archwiwum własne.

 

Pierwszym gościem programu była Agnieszka Słotwińska – duch sprawczy i właścicielka marki My Little Craft World.

To bardzo szczególne miejsce na mapie Polonii Cork i okolic, które Agnieszka stworzyła z myślą o polskich dzieciach w Irlandii.

Warsztaty prowadzone przez panią Agnieszkę pomagają rozwinąć zdolności manualne dzieci przez przybliżenie im wielu technik artystycznych. Zajęcia w ramach My Little Craft World to znakomita zabawa, ale przede wszystkim poznawanie polskiej tradycji i kultury przez dzieci i młodzież, która mieszka w Republice Irlandii!

Tym razem rozmawialiśmy o finale konkursu, którego patronem było Radio WNET.

Ów konkurs plastyczny zorganizowany został przez My Little Craft World. Jego tytuł: „Wielkanoc w tradycji naszych przodków”.

Jury w składzie Danuta Bil – nauczyciel techniki i terapeuta plastyczny, Tomasz Walenty Wybranowski – dyrektor muzyczny Radia Wnet i Agnieszka Słotwińska- pedagog nagrodziło następujące prace, biorąc pod uwagę wkład pracy (niekoniecznie dziecka), samodzielność, pomysł i wykonanie.

Nagrody przyznano w dwóch kategoriach wiekowych: 4-8 lat oraz 9-13 lat.

Kategoria 9-13 lat: I miejsce 15 punktów Amelia Majcherek. Amelia urodziła się w Polsce. Uczy się języka polskiego (obecnie klasa 8, Szkoła Polska w Cork). imiona rodziców Edyta i Tomasz pochodzą z południa Polski Brzezinka koło Oświęcimia.

II miejsce Klaudia i Alan Kowalewscy 14 punktów. To dzieci urodzone już w Irlandii. Uczą się w Polskiej Szkole. Rodzice Wioletta i Krzysztof Kowalewscy pochodzą regionalnie z Mazur. Mama była motorem napędowym pracy a tata technicznym. Córka wizjonerka a syn pomoc w zwatpieniu

III miejsce Viktoria Hadas 13 punktów Dziecko urodzilo sie w Irlandii Uczy sie jezyka polskiego w polskiej szkole Pochodzimy z zachodniopomorskiego Kolobrzeg Imiona rodzicow Joanna i Bartosz

Kategoria wiekowa 4-8 lat I miejsce Adam Śliwa 14,5 punktów. II miejsce Amelia Wojno 14 punktów i na III miejscu(ex equo): Lena Juda, Nikola Kiełbasa, Ignacy Blok i Patryk Stankiewicz – 13 punktów.

Nagrodę publiczności w głosowaniu polubień prac na FB otrzymał Dorian Nowak, którego praca otrzymała 56 polubień. Gratulujemy zwycięzcom! Dziękujemy wszystkim za udział w konkursie. Każdy uczestnik konkursu otrzyma pamiątkowy dyplom oraz drobny upominek. – powiedziała Agnieszka Słotwińska.

Tutaj do wysłuchania rozmowa z Agnieszką Słotwińską:

Sławomir Cichy. Fot. archiwum prywatne.

Sławomir Cichy, pedagog, muzyk, aktor i przedsiębiorca opowiadał o swoich przemyśleniach na temat wyjścia Wielkiej Brytanii (a więc i Irlandii Północnej) z Unii Europejskiej.

W rozmowach ze Sławomirem Cichym przewija się zawsze smutna diagnoza, że

Irlandia Północna zawsze była traktowana jak wielkie peryferie Zjednoczonego Królestwa.

Co prawda rodzina państwa Cichych mieszka w spokojnym miasteczku, dalekim przedmieściu Belfastu, ale i tutaj odczuwa się ostatnie napięcia, które zapoczątkowały zamieszki w Belfaście w ostatni Wielki Piątek.

Tutaj do wysłuchania rozmowa ze Sławomirem Cichym:

W sportowym bloku Studia 37 Jakub Grabiasz opowiada dzieli się swymi przemyśleniami ekonomiczno-północnymi na temat Irlandii Północnej oraz komentuje ćwierćfinały Ligi Mistrzów.

Jakub Grabiasz, redaktor sportowy Studia Dublin. Fot. Tomasz Szustek / Studio 37.

Jakub Grabiasz zauważa, że Londyn dopłaca do utrzymania Belfastu. Mówi się o zjednoczeniu Irlandii, ale nie wiadomo, czy Dublin stać na przejęcie tego obowiązku. Mieszkańcy Irlandii Płn. bardziej chcą zostać w Unii Europejskiej niż opuścić Zjednoczone Królestwo.

Tymczasem 19 kwietnia ruszają znów treningi sportowe. Wcześniej niektóre zespoły wyłamały się spod obostrzeń sanitarnych. 8-9 maja rusza liga dla hurlingu, a tydzień później wraca futbol irlandzki.

Dziennikarz komentuje ćwierćfinały Ligi Mistrzów, które ocenia jako przewidywalne. Nie zaskoczyła gra Liverpoolu. W Chelsea nowym trenerem został Thomas Tuchel. Pod jego przewodem drużynie udało się dostać do półfinałów. Być może dzięki talentowi trenera uda im się pokonać Real Madryt. Mówi się, jak wskazuje Grabiasz, że Chelsea ma szansę zdobyć quadrupel, czyli poczwórne zwycięstwo: Ligę Mistrzów, Puchar Anglii, FA Cup i Puchar Ligii Angielskiej.

Tutaj do wysłuchania korespondencja Jakuba Grabiasza:

 

Ostatnim gościem Studia Dublin jest Andy Waligóra, który mówi o tradycyjnej muzyce jazzowej.

Andy Waligóra przypomina niedawną śmierć swego wieloletniego przyjaciela Ryszarda Kopciuch-Maturskiego, założyciela Old Metropolitan Band. To ostatnie było jak wyjaśnia prawdziwą orkiestrą. Waligóra stwierdza, że obecnie nie ma już „szlachetnej dobrej muzyki, która by wyrażała piękno słowa”.

Tutaj do wysłuchania rozmowa z Andym Waligórą:

Sławomir Grzymek o poezji, potoczystości życia i prawdzie. Rozmowa Tomasza Wybranowskiego

Sławek Grzymek z grupą Lekko Pijani uraczyli (i uradowali) nas w 2020 jednym z najważniejszych albumów roku. Jego tytuł „To tylko muzyka”. To zbiór nagrań, który świadomy słuchacz powinien znać.

Mój dojrzały romans z muzyką Lekko Pijanych i tekstami Sławka Grzymka wyśpiewanymi przez niego z charakterystyczną Waitsowską chrypą, trwa od czasu kiedy usłyszałem ich pierwszą płytą „PIOSENKI (NIE)POPULARNE”. Album został wydany jeszcze pod nazwą Sławomir Grzymek i Pijani. I… I przepadłem.

Od pierwszej chwili wiedziałem, że obcuję z człowiekiem z krwi i kości, który upoetyzował i umuzycznił z przyjaciółmi pejzaże zdarzeń, rozmów i życia pod niebem rodzinnego Rzeszowa, których był świadkiem.

Ta szczerość i potoczystość niezmąconego niczym życia, z jego sinusoidowymi górami i dolinami, przywiodła mi na myśl kontaminację dwóch wielkich twórców: Władimira Wysockiego i naszego Stanisława Grzesiuka.

Tutaj do wysłuchania rozmowa ze Sławkiem Grzymkiem:

 

Anita Se La Vi, Kazek Ważniak a przede wszystkim wielokrotny złoczyńca ze zbołałym sercem Roman Bieruń, to zwykli – (nie)zwykli ludzie, którzy skrywają niejedną tajemnicę. Owe sekrety Sławek Grzymek oprawia w ramy starych i odrapanych bram, w cichy szelest obietnic rzucanych na wiatr, talię szemranego towarzystwa i strumienie taniego alkoholu.

Tak oto tworzy się zarys miejskich legend na wzór wspomnianego już mistrza Stanisława Grzesiuka. Nagranie „Jak mam zacząć” przynosi dreszcz i celuloidowy, kronikarski rulon wspomnień z lat 80. XX wieku.

Sławek Grzymek i Lekko Pijani tworzą zręby pod legendarność miejskiego folkloru Rzeszowa. Rzeszowa Tadeusza Nalepy, ale i Miernego Liszcza z kultowej 1984. Ów folklor to drobina nas samych, z naszymi Staffowskimi snami o potędze i wyschłymi źródłami marzeń o … Tutaj każdy z nas może dopisać sobie małą listę. Albo bardzo długą i szczegółową.

Sławek Grzymek, poezja i głos grupy Lekko Pijani, gość Tomasza Wybranowskiego w Muzycznej Polskiej Tygodniówce WNET. Fot. Robert Wilk

Sławomir Grzymek to człowiek wielu talentów, mimo to skromny i oswojony z życiem we właściwych proporcjach. Jest muzykiem i kompozytorem, poetyckim tekściarzem w grupie Lekko Pijani. Nie obca jest mu praca filmowca – dźwiękowca i fach aktora, o czym świadczy jego rola w serialu „Znaki”.

Jest szczerym bluesmanem z cieniem alternatywnego rocka w serca. Jego znakiem wywoławczym jest szczerość i prawda. Bacznie obserwuje i świat, i ludzi zaklinając te rodzajowe scenki i widoki w piosenki, które wżynają się w pamięć a potem stają się cząsteczkami krwi przepływającymi przez serce.

Album „To tylko muzyka” to jedna z tych muzycznych propozycji, która przetrwa artystycznie rok 2020, pełen smutku i pandemicznej niesławy.

Pierwszy singiel „Kowadło”, który ubogacił ścieżkę dźwiękową pierwszego sezonu znakomitego serialu „Znaki” powinien stać się dla ludzkości odartej z nadziei i serca pod razami nowej dżumy, manifestem prawdziwego życia.

Życia w którym nie będzie już miejsca na złudne fetysze i mamiących bożków blichtru. Oni w czasie próby i zwątpienia niczego nie są w stanie ofiarować.

 

Na antenach Radia WNET i irlandzkiej rozgłośni NEAR FM powiedziałem o niej już wszystko. Teraz pora na was słuchacze i słuchaczki. Tutaj znajdziecie link, aby nabyć ten krążek niezwykły „To tylko muzyka”. Bardziej niż warto!

Zespół tworzą: Sławomir Grzymek (wokal, teksty i muzyka), Marek Garbacki (gitara i bas) i Karol Nabożny (perkusja).

Tomasz Wybranowski

Marta Kubiak o podatku reklamowym: nie może być tak, że zagraniczni właściciele mediów nie płacą podatków w Polsce

Posłanka Prawa i Sprawiedliwości ocenia, że wokół tzw. ustawy reklamowej narosło wiele nieporozumień. Jej zdaniem, wynikają one z niewiedzy osób, które krytykują ten projekt.

 

Posłanka PiS Marta Kubiak komentuje zamieszanie wokół projektu tzw. ustawy reklamowej. Ocenia, że krytycy nie zapoznali się z tym projektem. Jak zwraca uwagę:

Podatek reklamowy nie będzie dotyczyć mediów lokalnych.

Dodatkowo, podobne rozwiązania funkcjonują w krajach Europy Zachodniej. Marta Kubiak zauważa, że przedstawiciele polskiej opozycji nigdy nie odnosili się do tego faktu negatywnie.

Dlaczego zagraniczni właściciele mieliby nie płacić podatków? Albo płacą wszyscy, albo nie płaci nikt.

Parlamentarzystka odnosi się ponadto do krytyki, jaką wywołał zapis o konieczności emitowania przez polskie rozgłośnie radiowe muzyki krajowej. Wskazuje, że pomoże to w wypromowaniu młodych artystów z naszego kraju.

Rozmówczyni Tomasza Wybranowskiego informuje, że uruchomiona została już możliwość składania wniosków o świadczenie z programu Rodzina 500+. Od kwietnia będzie można składać wnioski drogą internetową.

Mimo trudnej sytuacji, w której się znajdujemy, rząd znalazł pieniądze do transferów społecznych. Obecna opozycja mogłaby się od nas wiele nauczyć.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.W.K.

Dariusz Bonisławski: Chcieliśmy przypomnieć o tych, którzy w swych lokalnych środowiskach polonijnych mieli sukcesy

Prezes Stowarzyszenia „Wspólnota polska” o akcji „Jest nas 60 milionów”, patriotyzmie Polonii i jej wybitnych członkach oraz o pomocy dla polonijnych szkół w dobie epidemii koronawirusa.

Dariusz Bonisławski wskazuje, że patriotyzm dla Polonii pozostaje ponad sporami politycznymi. Polonia jest zgodna, że „na Polskę trzeba patrzeć jako na matkę, a nie na miejsce sporów ideowych”.

Cała liczna grupa osób, która zajmuje w podręcznikach czołowe miejsca wywodzi się ze środowisk polonijnych.

Jan Matejko, Polonia | Fot. domena publiczna, Wikipedia

Prezes Wspólnoty Polskiej, pan Dariusz Bonisławski przytacza chwalebne przykłady takich wielkich Polaków i Polek jak Ignacy Jan Paderewski, czy Maria Skłodowska-Curie. Potrzeba przypomnieć także lokalnie zasłużonych przedstawicieli Polonii, także z tej najnowszej Polonii po roku 2004.

Służyć temu ma kampania „Jest nas 60 milionów”. Jej celem jest także pomoc rozrzuconym po świecie Polakom poznać ich ojczyznę. Twórca i koordynator Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli zaznacza, że trzeba dpowiadać na potrzeby uczniów, którzy chcą uczyć się polskiego i wspierać nauczycieli, którzy mogą to robić.

Dostrzegamy ogromną rolę oświaty polskiej poza granicami kraju.

Wskazuje, że istnieje wielka liczba szkół niepublicznych, które należy wspierać. Jak wygląda akcja pomocy polonijnym szkołom w czasie koronawirusa? Prowadzone są webinaria. Nie zastępują one jednak spotkań na żywo:

Tęsknię za tymi kontaktami, które pozwalały budować społeczność przez kontakty bezpośrednie.

Wielu dyrektorów stacjonarnych placówek, w których działały przed padnemią weekendowe szkoły polonijne wypowiedziało im umowę. Obecnie część szkół polonijnych działa on-line, część hybrydowo, część normalnie, ale sytuacja wszystkich jest niełatwa.  Dariusz Bonisławski zwraca uwagę na to, że potrzebna jest pogłębiona diagnoza stanu mediów polonijnych. Należy się zastanowić czego oczekują od nich ich odbiorcy. Potrzebna jest mapa potrzeb odbiorców mediów polonijnych. Zdradza, że chętnie słucha Radia WNET:

To radio nowoczesne, ale też głęboko zanurzone w tym, co dotyczy Polaków.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.