Sakiewicz: Chcemy przywrócić obywatelskość, aby każdy każdego informował i nakłaniał do głosowania

Tomasz Sakiewicz mówi o bezpłatnym dodatku wyborczym „Gazety Polskiej”, który będzie można otrzymać w środę, czwartek oraz piątek. Mają być tam zawarte informację na temat wyborów parlamentarnych.

 

 

Dodatek wyborczy „Gazety Polskiej” został wydrukowany w dwóch milionach egzemplarzy. Mają być tam zawarte m.in. informacje, dlaczego wybory parlamentarne, które odbędą się 13 października, są tak ważne dla naszego kraju. Dodatki rozdawane są na ulicach, dlatego że żaden system kiosków nie jest w stanie rozprowadzić w Polsce takiej ilości gazet. Ponadto w dodatku dziennikarze będą porównywali rządy PiS do ośmiu lat władzy PO-PSL.

Chcemy przywrócić obywatelskość, aby każdy każdego informował i nakłaniał do głosowania. Chcemy również pokazać, jaki jest skutek wygłosu, gdyż będzie on nieco inny niż w poprzednich wyborach, kiedy to Prawo i Sprawiedliwość miało niebywałe szczęście i 37% wystarczyło do przejęcia władzy, dzisiaj prawdopodobnie ten próg jest większy – mówi gość „Poranka WNET”.

Ponadto w dodatku dziennikarze będą porównywali rządy PiS do ośmiu lat władzy PO-PSL. Będą w nim zawarte porównania sytuacji gospodarczej sprzed ośmiu lat. Jak twierdzi rozmówca: Jeżeli Konfederacja i PSL przekroczą prób to możliwe, że zwiększy się szansa na rządy Platformy Obywatelskiej. Według Sakiewicza stawka tych wyborów jest wysoka, gdyż wybierzemy bądź Polskę rozwijającą się i z szerokimi perspektywami, bądź oligarchiczną.

Prezes Kaczyński zagrzewa do głosowania. Polska plus czy minus jest stawką tych wyborów. Te dwie wizje Polski, w których jedna jest dla zdecydowanej większości ludzi, a druga dla oligarchii , przedstawia Jarosław Kaczyński. PiS mówi również o wolności, gdyż po stronie opozycji rosną różne tendencje związane z ograniczeniem wolności osobistych i narzucania własnych poglądów – podkreśla Tomasz Sakiewicz.

M.N.

Sakiewicz: Jeśli PiS nie zmobilizuje wystarczająco wyborców to po wyborach może rządzić Schetyna z Biedroniem i Kukizem

Tomasz Sakiewicz o przebiegu kampanii wyborczej: wadze mobilizacji elektoratu i szansach opozycji oraz o ataku na saudyjskie instalacje naftowe.

Tomasz Sakiewicz przyznaje, że szansa na to, że opozycji uda się zdobyć łącznie większość w parlamencie „jest realna przy bardzo złym układzie i demobilizacji elektoratu PiS-u”.  Gdyby mniejszym formacjom- Koalicji Polskiej (PSL-Kukiz ’15), a zwłaszcza Konfederacji udałoby się odebrać PiS po 2-3 punkty procentowe, to ten mógłby nie zdobyć większości. Nawet jeśli jednak koalicji PO KO, Lewicy i Koalicji Polskiej udałoby się zdobyć większość w sejmie, to  miałaby ona problem z utworzeniem rządu, składając się z trzech koalicji i sześciu partii.

Gość „Poranka WNET” stwierdza, że kampania wyborcza jest nudnawa.

Nie widać ogromnej kampanii medialnej; nie widać masy bilbordów na ulicach. Kampanię prowadzą prędzej media. Kampania jest prędzej na dole niż na górze […] PiS wskazuje na te swe sukcesy, a Platforma płacze, że w Polsce jest źle.

Sakiewicz mówi, iż kampania wyborcza nie jest brutalna. Jest ona inna od tej prowadzonej cztery lata temu, kiedy podwójne zwycięstwo wyborcze Zjednoczonej Prawicy w kampanii prezydenckiej i parlamentarnej było wielkim zaskoczeniem dla wszystkich.

W 2015 mieliśmy zryw oddziałów partyzanckich, sformowane legiony, które poszły lać się z siłami sprzymierzonych dwóch mocarstw wspierających opozycję, czyli Rosji i Niemiec.

Obecnie to Prawo i Sprawiedliwość jest w wyborczym wyścigu „w peletonie w żółtej koszulce”. Z tego powodu musi w tych wyborach liczyć na zmobilizowanie się jego zwolenników. Utrzymanie mobilizacji w serii wyborów samorządowych, europarlamentarnych i parlamentarnych jest jednak trudne.

Sakiewicz nie uważa, aby Konfederacja Wolność i Niepodległość uzyskała w wyborach parlamentarnych dobry wynik. Zaznacza, iż ta formacja straciła impet, z jakim startowała podczas wyborów do Parlamentu Europejskiego. Temat roszczeń żydowskich będący wtedy siłą napędową ich kampanii już się wypalił, a z samej koalicji wyborczej odeszła część liderów.

Redaktor naczelny „Gazety Polskiej”, odpowiadając na pytanie o atak na instalacje naftowe w Arabii Saudyjskiej, stwierdza, że najwięcej zyskała na tym Rosja. Atak ten angażuje Stany Zjednoczone, a wyższe ceny ropy są korzystne dla rosyjskiej gospodarki.

A wiara w to, że jakieś nomadyczne plemiona, nawet po przeszkoleniu, mają jakieś najbardziej skomplikowane drony […] To raczej sprzęt, które jedno z mocarstw mogło dostarczyć.

Sakiewicz powątpiewa w realność scenariusza, w którym jemeńscy Huti [którzy właściwie nie są nomadami — przyp. red.] mogliby zdobyć broń wykorzystaną w ataku bez zaangażowania jednego z mocarstw.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

Winnicki o F-35: Zniszczą nam te samoloty, zanim wystartują. To casus wojny obronnej z 1939 roku [VIDEO]

Czy Amerykańskie samoloty F-35 są w stanie obronić Polskę? Winnicki zastanawia się nad możliwością użycia ich bez amerykańskich struktur, nie pozostawiając przy tym suchej nitki na PiS-ie.

 


Robert Winnicki krytykuje decyzję polskiej strony, wedle której nasz kraj kupi od Stanów Zjednoczonych myśliwce F-35. Poseł sądzi, że Polacy nie będą w stanie sami obsługiwać tego sprzętu, dlatego też nasza armia w jakimś stopniu nie będzie suwerenna:

F-35, których Polska de facto nie będzie w stanie samodzielnie użyć, bo one muszą być zestrojone z komponentem i odpowiednią strukturą, to tylko utwierdza naszą niesamodzielność. Te samoloty to broń przede wszystkim ofensywna.

Nie zostawia suchej nitki na rządzie Prawa i Sprawiedliwości. W jego mniemaniu Polsce potrzeba broni przeciwlotniczej i przeciwpancernej aniżeli samolotów bojowych:

Zniszczą nam te samoloty, zanim wystartują. To casus wojny obronnej z 1939 roku.

Ponadto Winnicki uważa, że powinniśmy nawiązać nić porozumienia z Federacją Rosyjską, ścierając się z nią jedynie w kwestiach, gdzie leży polski interes.

Gość „Poranka WNET” mówi, iż prawnicy, z którymi współpracuje, nadal pracują nad wnioskami oskarżającymi do sądu, przeciwko domniemanym pomówieniom redaktorów Tomasza Sakiewicza i Michała Rachonia:

Rachoń stwierdził, że podnoszenie przez Konfederację sprawy ustawy 447 to operacja Rosji […] To absurd!

K.T. / A.M.K.

Posłuchaj całej audycji już teraz!

 

OSTATNIE DNI ZBIÓRKI NA NOWE STUDIO WNET

WESPRZYJ BUDOWĘ NOWEGO STUDIA RADIA WNET: https://wspieram.to/studioWNET

 

Winnicki: Poprosiłem naszych prawników o wytoczenie procesu Sakiewiczowi, ponieważ jest to regularny manipulator

Robert Winnicki mówi o rozczarowaniu Konfederacji KORWiN Braun Liroy Narodowcy, którzy jeszcze w niedzielę według exit polls przekroczyli próg wyborczy, zaś w poniedziałek dowiedzieli się o porażce.

 


Prezes Ruchu Narodowego podkreśla, że Konfederacja miała taką, a nie inną frekwencję, gdyż media głównego nurtu nie zapraszali polityków tej formacji na wywiady:

Po pierwsze byliśmy prawie nieobecni w telewizjach, a jeśli już się pojawialiśmy, to byliśmy wyłącznie atakowani i to widać w wynikach. Mamy najsłabsze poparcie tam, gdzie nie dociera internet, czyli wśród starszych mieszkańców, niektórych mieszkańców wsi. Po prostu część mieszkańców wiejskich słabo korzysta z internetu, natomiast najlepsze wyniki mamy w dużych miastach. Po drugie widoczna była słaba mobilizacja naszego najmocniejszego elektoratu, czyli przed młodzieży. To też był jeden z czynników, które przesądziły o tym, że zabrakło tych kilkudziesięciu tysięcy głosów.

Ponadto deputowany stwierdza, że wielokrotnie Konfederacja była atakowana przez prawicowych dziennikarzy, m.in. Tomasza Sakiewicza (redaktor naczelny „Gazety Polskiej Codziennie”), co przełożyło się zapewne na ostateczny jej wynik. Pisano w Gazecie Polskiej Codziennie Tomasza Sakiewicza o tym, że w kampanii Konfederacji były obecne wątki prorosyjskie. Niemal każdy lider Konfederacji musiał mieć wywiad w Rosyjskim Sputniku:

Każdego, kto nie zgadza się z polityką zagraniczną obecnego rządu, w tym wiernopoddańczy stosunek do Izraela i USA, nazywa rosyjskim agentem. To jest moim zdaniem już materiał na dobrze udokumentowany proces. Poprosiłem naszych prawników, żeby wytoczyć proces Sakiewiczowi, ponieważ jest to regularny manipulator.

Posłuchaj całej wypowiedzi już teraz!

K.T. / A.M.K.

Mira Modelska-Creech: Nie zgadzam się z Tomaszem Sakiewiczem, że podczas protestów słychać było antysemickie hasła

Mira Modelska-Creech o manifestacjach Polonii amerykańskiej przeciwko ustawie 447. Stwierdza, że te mające miejsce w Chicago miały pozytywny wydźwięk.

Modelska-Creech w porannej audycji mówiła o tym, że jest bardzo zaniepokojona tym, co dzieje się na świecie. Stwierdziła, że żyjemy w czasach, w których osoby kształtujące społeczeństwo obywatelskie powinny „brać sprawy w swoje ręce”. Nawiązuje tym samym do protestów, które zorganizowała Polonia Amerykańska 1 marca w Chicago:

Zorganizowaliśmy na Daily Plaza manifestacje, że nie zgadzamy się i że nie ma przyzwolenia ze strony Polonii na realizację ustawy 447 […] która byłaby rzeczywiście dewastująca i nie ma żadnych podstaw ani moralnych, ani prawnych ku jej realizacji.

Odniosła się także do wypowiedzi Tomasza Sakiewicza, który twierdził, że podczas owego protestu dało się usłyszeć antysemickie hasła:

Żadnych elementów antysemickich nie widziałam. W całym moim długim życiu nie spotkałam antysemity, także nie wiem jak wyglądają. […] Jeżeli Pan Sakiewicz widział jakieś momenty antysemickie, to punkt siedzenia określa punkt widzenia.

Modelska-Creech stwierdziła także, że łączna liczba 2500 osób biorących udział w proteście była ogromnym sukcesem organizacyjnym.

Posłuchaj całej audycji!

Sakiewicz: Premier specjalnie zmienił treść wystąpienia, gdy dowiedział się, że zagramy muzykę z Rocky’ego [VIDEO]

„Eye of the tiger”, spontaniczne odśpiewywanie hymnu i Patryk Vega – między innymi takich atrakcji można było doświadczyć na „Gali Gazety Polskiej”, o czym opowiada w Poranku WNET jej naczelny


Redaktor naczelny „Gazety Polskiej” Tomasz Sakiewicz opowiada o przebiegu tegorocznej gali Gazety Polskiej w Filharmonii Narodowej w Warszawie. Jednym z najbardziej wzruszających momentów była nagroda dla Antoniego Macierewicza, kiedy goście spontanicznie zaczęli śpiewać hymn. Redaktor Gazety Polskiej uważa, że to nagroda za wieloletnie zaangażowanie w działalność „Klubów Gazety Polskiej” i jeżdżenia do swoich wyborców po całym kraju, oraz poza granicami Polski.

Największe owację na stojąco zebrał jednak laureat nagrody „człowieka roku”, premier Mateusz Morawiecki. Wchodził przy muzyce z filmu Rocky, energetycznym utworze „Eye of the tiger”.

– Premier specjalnie zmienił treść wystąpienia, gdy dowiedział się, że zagramy muzykę z Rocky’ego – opowiada Sakiewicz. – Premier nawiązał do treści filmu, tym że grany przez Stallone’a bohater próbuje, tak jak rząd, „walczyć z najlepszymi, zwyciężać, mierzyć się w wyższych kategoriach wagowych”. Premier mówił również, że „nie chcemy być gdzieś tam w kącie, nie chcemy mieć programu minimalistycznego, nie chcemy tylko służyć za worek treningowy, tylko chcemy walczyć o lepszą, szczęśliwszą, wielką Polskę” i życzył sobie i wszystkim zebranym tylu kadencji „ile części liczy seria o Rockym”.

Trzymając się podobnej retoryki, Sakiewicz uważa, że Koalicja Obywatelska nie może otrząsnąć się po knock-aucie PiS-u. A ciosy, którymi została obita opozycja, to nowe programy społeczne i gospodarcze obozu Dobrej Zmiany.

Sakiewicz wyjaśnia też, dlaczego Patryk Vega dostał nagrodę Grzegorza Wielkiego, mimo, że – jak mówi – „nie do końca jest postacią z naszej bajki”. – Wiele do powiedzenia mógłby mieć na ten temat minister Macierewicz, za Służby Specjalne – opowiada Sakiewicz. – Warto zauważać to, że człowiek z innego środowiska potrafi docenić wartości wyznawane przez bardziej konserwatywną cześć społeczeństwa.

Zapraszamy do wysłuchania rozmowy!

mf

Prezydent utracił zaufanie najtwardszego elektoratu PiS – uważa Tomasz Sakiewicz [VIDEO]

Redaktor naczelny Gazety Polskiej mówił w Poranku WNET o zakończonym w niedzielę zjeździe klubów Gazety Polskiej i o nastrojach panujących wśród uczestników tego ruchu społecznego

W dniach 15 – 17 czerwca odbył się w Spale zjazd klubów Gazety Polskiej.  Gościem Poranka WNET był dziś szef Gazety Polskiej Tomasz Sakiewicz.

Tomasz Sakiewicz: Pytanie czy chodzi o inne tempo wprowadzania zmian w wymiarze sprawiedliwości, czy o inny ich kierunek

Wokół prezydenta są ludzie, którzy wyszli z PiS albo do PiS nie doszli. Oni myślą, że można coś zbudować pomiędzy PiS-em a PO – powiedział w Poranku WNET redaktor naczelny „Gazety Polskiej”.

Prezydent udzielił „Dziennikowi Gazecie Prawnej” wywiadu, w którym powiedział między innymi, że Polacy chcą „dobrej zmiany”, a nie „dobrej rewolucji”. Tomasz Sakiewicz w rozmowie z Antonim Opalińskim i Łukaszem Jankowskim zapytał, czy chodzi o inne tempo wprowadzania zmian, czy też o ich inny kierunek i inną treść. Jego zdaniem prezydent nie dał na nie odpowiedzi.

Tomasz Sakiewicz zgadzał się z prezydentem, że połączenie funkcji prokuratora generalnego i osoby dokonującej wyboru sędziów SN było „niedobre, sprzeczne z tradycją i obyczajami”. Jednak nie trzeba było ustaw wetować, można było zgłosić poprawki, podobnie jak w kilku innych kwestiach.

Redaktor naczelny „Gazety Polskiej” uważa, że gdyby prezydent szybko zaproponował projekty, które byłyby akceptowalne dla PiS, to czy zmiany nastąpią w 80 czy 60 procentach, nie miałoby znaczenia. To i tak wymusiłoby dalsze zmiany, przełom by nastąpił – sędziowie „poczuliby oddech społeczeństwa”. Nie chodzi tu o to, żeby prezydent, minister sprawiedliwości czy Jarosław Kaczyński mieli wpływ na sądy. Chodzi o to, żeby sądy liczyły się z najważniejszą władzą – z narodem. Prawo może być sprzeczne z odczuciem większości, ale nie ze zdrowym rozsądkiem i samym sobą, a już na pewno nie może służyć samym sędziom.

Gość Poranka uważa, że mimo wszystko „dobra zmiana” ma się dobrze. Bardzo dużo zmian zostało dokonanych. W wymiarze sprawiedliwości nieco mniej. Ważne, żeby awantura o zmiany w tej sferze nie była pretekstem do podziału obozu rządzącego. Nie posądza przy tym prezydenta o próbę budowy własnego obozu politycznego. Twierdzi jednak, że wokół prezydenta są ludzie, którzy wyszli z PiS albo do PiS nie doszli. Oni myślą, że można coś zbudować pomiędzy PiS-em a PO.

To są – opisuje ich Tomasz Sakiewicz – młodzi ludzie, sam prezydent jest jeszcze młody. Nie mają takiego doświadczenia jak Jarosław Kaczyński czy Antoni Macierewicz. Pośrodku w Polsce nie da się nic zbudować, bo w Polsce głosuje się na zasadzie identyfikacji – „jesteś w tym lub w tamtym obozie”.

Prezydent został demokratycznie wybrany, ma ogromny mandat i ma konstytucyjne kompetencje. Ma też prawo do błędów. Problem w tym gość Poranka widzi taki, że z tych błędów należy wyciągać konsekwencje. Takimi błędami były błędy personalne w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego i w podejściu do ustaw dotyczących wymiaru sprawiedliwości. Trzeba się – stwierdza – dogadać, a niewłaściwych ludzi zmienić.

Według „Gazety Polskiej Codziennie” zaplecze BBN się nie zmieniło. Są tam cały czas ludzie od generała Kozieja. Kierujący BBN – zarzuca Tomasz Sakiewicz – wykazali się totalną naiwnością i brakiem doświadczenia, skoro nie przeczytali nawet teczki personalnej pułkownika Juźwika. To BBN, którego szefem jest Paweł Soloch, generował, pod wpływem oficerów pracujących jeszcze dla bloku sowieckiego, awantury z MON. Dlatego zdaniem Tomasza Sakiewicza prezydent powinien zmienić szefa BBN i oszacować straty.

[related id=39751]Na uwagę, że wielu publicystów uważa, ze prezydent ma rację i że trzeba się otworzyć się na umiarkowany elektorat, gość Poranka odparł, że mnóstwo ludzi się już na niego otwierało i dostało w wyborach 2-3 procent. Nie ma bowiem znaczenia popularność, ale identyfikacja.

Ustawy proponowane przez prezydenta – mówi Tomasz Sakiewicz – nie do końca spełniają oczekiwania PiS, ten jednak ich nie odrzuca i traktuje jako pole do dyskusji. Każdy z punktów można poprawić. Pytanie tylko, czy potem prezydent ustawy podpisze. Jeżeli to wszystko będzie się wlokło, będzie kolejne weto, to już żadnych reform nie będzie.

Jeśli chodzi o ustawę o dekoncentracji i repolonizacji mediów, to redaktor naczelny „Gazety Polskiej” uważa, że jest to bardzo ona trudna. Na razie być może wystarczy dobre działanie Urzędu Ochrony i Konkurencji.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy w części piątej Poranka WNET.

JS

 

Spór o Misiewicza: Bezrefleksyjna obrona byłego rzecznika MON może doprowadzić do wywrócenia okrętu dobrej zmiany

W Poranku Wnet Michał Karnowski odniósł się do zarzutów formułowanych przez redaktora naczelnego „Gazety Polskiej” o rozbijanie rządu PiS przez tygodnik „wSieci” opisujący sprawę byłego rzecznika MON.

Dziennikarz tygodnika „wSieci” i portalu wPolityce podkreślał, że nie chce kontynuować tematu polemiki między obydwoma środowiskami dziennikarskimi o postać Bartłomieja Misiewicza. Michał Karnowski stwierdził, że jako dziennikarz po prostu wykonuje swoją pracę, abstrahując od zagadnień politycznych.

Nie wiem, czy jest sens, aby kontynuować temat zarzutów ze strony redaktora Tomasza Sakiewicza. Nie do końca rozumiem, o co chodzi z tym wbijaniem klina między prezesa PiS a szefa MON. W tej polemice chodzi o jakieś przeniesienie celu ataku. Jeśli pisanie o sprawie Misiewicza jest wbijaniem klina między Jarosława Kaczyńskiego a Antoniego Macierewicza, to ten klin wbił właśnie sam prezes Kaczyński – podkreślił gość Poranka Wnet.

O działaniach tygodnia „wSieci” wpisujących się w scenariusz obcych służb pisał na swoim profilu facebookowym redaktor naczelny „Gazety Polskiej”, Tomasz Sakiewicz: – Staraliśmy się nie włączać w tę bijatykę, nie chcieliśmy jednak pozwolić na niszczenie ludzi zaangażowanych w smoleńskie śledztwo. PiS podlega krytyce tak samo, jak wszystkie partie, i nierzadko wytykamy mu błędy. Nie robimy tego jednak pod dyktando niemieckich i prorosyjskich mediów. Ze względu na sprawę smoleńską bardzo ostro przeciwstawialiśmy się atakom na Jarosława Kaczyńskiego i Antoniego Macierewicza. Szatański plan służb polega na przeciwstawieniu jednego drugiemu. Wtedy śledztwo ugrzęźnie na wieki w atmosferze kompromitacji. Dzisiaj wykonawcą tego planu są bracia Karnowscy. Długo tego nie pisałem i nie chciałem podejmować, licząc po prostu na nawrócenie. Pamiętacie Państwo rolę „Wiadomości” po 10 kwietnia 2010 r.? Kto nimi kierował? Gdzie wtedy były wątpliwości co do śledztwa? My je zgłaszaliśmy od początku. Po tym, co się stało, straciłem wiarę w nawrócenie tych ludzi – napisał Tomasz Sakiewicz.

[related id=12312]

Odnosząc się do publikacji dziennikarzy „Gazety Polskiej”, Michał Karnowski wskazał na motywację polityczną. – Nie wiem, czy nie chodzi o to, żeby wprowadzić okręt dobrej zmiany na jakieś skały takim radykalizmem. Publicyści „Gazety Polskiej” dość otwarcie mówią o sukcesji po Jarosławie Kaczyńskim. (…) Wydaje mi się, że w ten konflikt weszła jakaś polityka, której nie rozumiem. Jako dziennikarz nie mogłem nie pisać o decyzji Jarosława Kaczyńskiego, który nie wytrzymał kontrowersji wokół pana Misiewicza i powołał specjalną komisję do zbadania tej sprawy. Mamy prawo pisać o wszystkim.

Zdaniem gościa Poranka Wnet, pamiętając o wielkich zasługach Antoniego Macierewicza w MON, jest kilka wątpliwości, które media muszą podnieść. – Jest klika pytań do Ministerstwa Obrony Narodowej – o pewne tempo zadań i dotrzymywania celów, które zapowiedziało się publicznie. Jeśli chodzi o Bartłomieja Misiewicza, to sam go broniłem, w momencie kiedy problemem było to, czy może być rzecznikiem, ale wydaje się, że ktoś zgubił właściwą miarę rzeczy w całej sprawie, którą przywrócił Jarosław Kaczyński.

– Nastąpiło pewne zapętlenie, utracono zdolność na spojrzenie na całą sprawę z boku. Uznano, że ona jest jakimś papierkiem lakmusowym, pokazującym siłę polityczną Antoniego Macierewicza. (…) W sprawie Misiewicza pewna miara została przekroczona, nie mogę bronić bardzo wysokiej pensji pana Misiewicza – podkreślił Michał Karnowski.

Dziennikarz tygodnika „wSieci” zaznaczył, że pewne perturbacje z działaniach ministerstwa obrony mogą wynikać ze zbyt dużego zakresu obowiązków, które przyjął na siebie Antoni Macierewicz. – W MON jest dużo skumulowanych problemów. To widać po tym, że Polacy najczęściej mówią właśnie o tym, co dzieje się wokół ministerstwa obrony. Nie wiem. czy nie za dużo spraw zostało podjętych przez jedną osobą. Bo kiedy uświadomiliśmy sobie. jak wielki jest zakres odpowiedzialności Antoniego Macierewicza – od pilnowania prac komisji ds. śledztwa smoleńskiego przez udział w bardzo wielu uroczystościach, po wielki program przebudowy armii – to pojawia się pytanie o taki poziom zmęczenia, po którym człowiek przestaje sprawnie funkcjonować.

Krzysztof Skowroński rozmawiał z Michałem Karnowskim o przesłuchaniu przewodniczącego Rady Europy przez warszawską prokuraturę. – Spodziewam się kłamstw w żywe oczy. Donald Tusk jest politykiem całkowicie postmodernistycznym, który jest w stanie zrobić wszystko. Były premier zaprezentuje całkowicie nieprawdziwą opowieść o tym, co robiły ówczesne władze przed i po katastrofie smoleńskiej. Opowie o rządzie, który w ogóle nie szukał porozumienia z Rosją.

ŁAJ

Tomasz Sakiewicz: „Operacja litewska”, czyli dlaczego wizyta Lecha Kaczyńskiego na Litwie mogła być powodem jego śmierci

a

– Zwracam uwagę na artykuł „Litewska operacja”, czyli jak wyciągnięto Lecha Kaczyńskiego na Litwę. To mogło spowodować jego śmierć – mówił Tomasz Sakiewicz, prezentując nowe wydanie „Gazety Polskiej”.

Tomasz Sakiewicz, redaktor naczelny, „Gazety Polskiej”, zaprezentował w Poranku Wnet nowy format swojego tygodnika. Jeden z opublikowanych w nim artykułów, autorstwa Doroty Kani, nosi tytuł „Litewska operacja”. Według dziennikarki prezydent Lech Kaczyński mógł zostać wciągnięty w dyplomatyczną grę i niewykluczone, że stało się to jednym z powodów tragicznego wypadku 10 kwietnia 2010 roku w Smoleńsku. Albowiem 8 kwietnia 2010 roku Lech Kaczyński odwiedził Wilno na zaproszenie prezydenta Litwy Dalii Grybauskaite.

Celem wizyty Kaczyńskiego miała być próba wpłynięcia na litewskich parlamentarzystów, aby głosowali na rzecz rządowego projektu, zgodnie z którym imiona i nazwiska litewskich Polaków byłyby wpisywane do paszportów w dwóch językach. Według Doroty Kani głosowanie było z góry skazane na niepowodzenie. Zdaniem dziennikarki wizyta w Wilnie spowodowała, że Kaczyński musiał zmienić plany dotyczące podróży do Smoleńska.
„Litewska operacja” – czyli jak wyciągnięto 8 kwietnia 2010 roku Lecha Kaczyńskiego na Litwę, po to, aby nie mógł pojechać pociągiem do Smoleńska (jak pierwotnie zakładano). Poleciał samolotem, co mogło spowodować jego śmierć. […] Myślę, że został wciągnięty w grę dyplomatów – wyjaśniał Tomasz Sakiewicz.
Więcej informacji w najnowszym numerze „Gazety Polskiej”.

 

Continue reading