4 po pierwszej – 05.05.2021 r. – Magdalena Uchaniuk

Teatr, książka, opera, relacje międzyludzkie. Zapraszamy na środowe wydanie jak zwykle wypełnione tematami kulturowo-społecznymi i rozmowami z ciekawymi gośćmi.

Rozmówcami red. Magdaleny Uchaniuk byli:

Adam Ferency – wybitny aktor filmowy i teatralny, na stałe aktor Teatry Dramatycznego w Warszawie – mówił o spektaklu pt. „Machia”, pracy nad ponadczasowym tekstem – niezwykle aktualnym we współczesnej Polsce.

Dr Sabina Klimek – dr nauk ekonomicznych SGH, dyplomata, były konsul, radca handlowy w Nowym Yorku, konsul w Turcji na placówce w Stambule – o przedsiębiorczości kobiet w Polsce i Turcji oraz ich aktywizacji zawodowej.

Anna Wolf – terapeutka, prowadząca warsztaty dot. relacji w związkach – tłumaczyła jak sobie radzić z kłótniami i agresją w związkach.

Magdalena Kaczorowska – Dyrektor Polskiej Opery Królewskiej – omawiała nadchodzące wydarzenia, związane z obchodami 202 rocznicy urodzin Stanisława Moniuszki. Przed internautami transmisja inscenizacji „Śpiewnika domowego” Stanisława Moniuszki w reżyserii Andrzeja Strzeleckiego.

 

Prof. Marta Rau: Teatr lalek nie jest wyłącznie teatrem młodego widza – jest w nim grany również repertuar dla dorosłych

Aktorzy teatru lalek są takimi samymi aktorami jak aktorzy dramatyczni tyle, że mają jeszcze tę wspaniałą umiejętność ożywiania formy plastycznej – mówi prof. Marta Rau.

W dzisiejszym „Poranku Wnet” prof. Marta Rau, wykładowczyni i prodziekan Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie Filii w Białymstoku opowiada o współczesnej sztuce lalkarskiej, a także o edukacji i zawodzie aktora-lalkarza w Polsce.

Jako Filia AT w Białymstoku zajmujemy się lalkami, ale w bardzo szerokim pojęciu. Nie możemy utożsamiać tej lalki tylko i wyłącznie z formami klasycznymi, do których jesteśmy przyzwyczajeni, takich jak: marionetka, kukła, jawajka czy pacynka.

Poszukujemy różnych dróg i różnych środków wyrazu w formie plastycznej, bardzo szeroko pojętej – dodaje.

Artystka porusza w rozmowie m.in. tematykę różnic między środkami wyrazu aktorów dramatycznych i aktorów teatru lalek. Wskazuje, że obecnie aktor-lalkarz nie występuje już za parawanem a pojawia się na scenie.

 Nasi studenci, aktorzy wychodzący z tej szkoły na pewno nie boją się występowania na scenie, bo do tego są przecież szkoleni. Są takimi samymi aktorami tyle, że mają jeszcze tę wspaniałą umiejętność ożywiania formy plastycznej. Moim zdaniem jest to bogatszy zasób umiejętności.

Wykładowczyni wyjaśnia także na czym polega współczesne aktorstwo lalkowe i z jakich form i środków wyrazu czerpie najczęściej:

Lalkarz nie gra „sobą”, on gra z przedmiotem, z formą plastyczną czy z lalką. Ta lalka może być umieszczona w bardzo różnych kontekstach. (…) Aktor najczęściej na scenie jest widoczny i ożywia tę lalkę na naszych oczach.

Profesor wskazuje na kwestię zaszufladkowania teatru lalek w Polsce, który kojarzony jest nierzadko z teatrem młodego widza. Tymczasem wiele polskich teatrów lalek ma w swoim repertuarze sztuki adresowane dla dojrzałej publiczności:

 Teatr lalek nie jest tylko i wyłącznie dla dzieci – owszem, one są główną widownią, ale teatr dla dorosłych też istnieje w obszarze teatru formy. I o tym trzeba pamiętać.

N.N.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy!

Moim polskim korzeniom i doświadczeniom, mojemu polskiemu wykształceniu artystycznemu zawdzięczam to, iż mnie doceniono

W kontekście reformy edukacji i wychowania polskiej młodzieży, a ogólnie społeczeństwa, widzę potrzebę odtworzenia w Polsce teatru klasycznego: repertuaru, scenografii, reżyserii i aktorstwa.

Adam Gniewecki, Elżbieta Jasińska

Jak wspomina Pani studia w warszawskiej PWST, debiut i okres pracy aktorskiej w słusznie i już dość dawno minionych czasach?

W Szwajcarii żyję i pracuję od 35 lat. Poza sprawami rodzinnymi, do wyjazdu zainspirowała mnie chęć przygody i odkrywania nowych horyzontów, sprawdzenia się w nowym środowisku i innym języku.

Podczas studiów w warszawskiej PWST miałam szczęście uczyć się od wielkich mistrzów sceny, takich jak Tadeusz Łomnicki, Andrzej Łapicki, Jan Świderski, Andrzej Szczepkowski, Gustaw Holoubek, Aleksandra Śląska i wielu innych. Te nazwiska wywołują we mnie nadal dreszcz emocji. Oni naprawdę uczyli uprawiania tego trudnego zawodu. Wpajali pokorę i pracę, przestrzegali przed rutyną i pogonią za sławą. W tamtych latach panowała w szkole surowa dyscyplina.

Przez pierwsze 2 lata studiów nie wolno było grać w filmie. Najpierw trzeba było opanować podstawy warsztatu. Wykładowcy wiedzieli, co znaczy być wyeksponowanym oraz jaką cenę płaci się za miałkość i fałsz na scenie. To byli mistrzowie; dla nas niemal bogowie.

Przekazywali nam tajniki gry aktorskiej, zdradzali swoje metody pracy nad rolą, odkrywali przed nami bogactwo polskiej poezji i dramatu, uczyli najwyższych technik poprawnej wymowy, emisji głosu i impostacji. Pomagali odkrywać w naszych ciałach i duszach rzeczy, o których nam nawet się nie śniło. Wygrzebywali z nas uśpione emocje, wskazywali, jak je opanować, uczyli myślenia nad tekstem, nad konstrukcją roli, a także przygotowywali do pracy w zespole. Uczyli prowadzenia dialogu z partnerem w przeróżnych konwencjach i stylach. To było pasjonujące. Wymagali bardzo dużo. Bywało ciężko. Załamania i zwątpienia były na porządku dziennym, ale taka była cena dorastania, doskonalenia, walki z samym sobą. Było pięknie i trudno zarazem.

Na trzecim roku studiów ogromną radością i nagrodą była dla mnie propozycja Zygmunta Hübnera zagrania na scenie jego teatru roli Marianny w Świętoszku Moliera. Tę rolę uznano mi jako pracę dyplomową. (Na ostatnim, czwartym roku należało zaliczyć udział w trzech przedstawieniach dyplomowych). Jako studentka zagrałam jeszcze jedna rolę w spektaklu w Teatrze Powszechnym, w Kopciuchu Janusza Głowackiego. Po ukończeniu studiów zaangażowałam się do Teatru Popularnego. Grałam tam dużo i intensywnie. Przede wszystkim duże lub główne role (Ania z Zielonego Wzgórza, Julia w Dwóch panach z Werony, Klara w Ślubach panieńskich i wiele innych). Dla początkującej aktorki była to wspaniała baza doskonalenia warsztatu i rozwoju.

Na początek mojej pracy aktorskiej nałożył się „festiwal Solidarności”. Gorączka udzieliła się wszystkim w naszym teatrze. Miałam poczucie nowego otwarcia, niesamowitej energii, przemiany. Długo wyczekiwana radość, atmosfera prawdziwej wolności. Stan wojenny przekreślił te nadzieje.

Większość aktorów odpowiedziała bojkotem, czyli odmową grania w filmach, produkcjach telewizyjnych i radiowych. Dla młodych aktorów, takich jak ja, był to koniec marzeń o karierze filmowej. Mówiono o nas: „pokolenie poświęcone dla sprawy”. Starsi koledzy mieli już kariery za sobą i ugruntowane pozycje autorytetów, a my, młodzi, buntowaliśmy się. W owym czasie odmówiłam zagrania trzech poważnych ról, choć kuszono mocno. Skupiłam się na pracy teatrze, gdzie mówiło się więcej o polityce niż o spektaklach. Zaczęłam się uczyć języków obcych.

Ze strony Instytutu Francuskiego w Warszawie dostałam propozycję zagrania po francusku roli w Lecie w Nohan Iwaszkiewicza. Zagraliśmy te sztukę w Nohan we Francji, w posiadłości George Sand, gdzie spędzał wakacje Szopen. To była pierwsza moja próba grania w języku obcym.

W 1984 r. po wielu staraniach wyjechałam na staż artystyczny do Paryża, gdzie zostałam asystentką Jean-Louis’a Barraulta, wspaniałego aktora, reżysera i dyrektora Teatru Rond Point de Champs Elysées, i do Tulonu, na zaproszenie do pracy przy olbrzymim fresku renesansowym Le Printemps, czyli Wiosna, Denisa Guénouna. Potem, po konkursowym przesłuchaniu, otrzymałam w Szwajcarii pierwszy angaż aktorski poza Polską, w Antygonie Sofoklesa. Tak zaczęła się moja przygoda z teatrem francuskojęzycznym.

Po zamieszkaniu w Szwajcarii Romańskiej weszła Pani w miejscowy świat sztuki aktorskiej. Jak wyglądają warunki profesjonalnego uprawiania tej sztuki w praktycznym i racjonalnym szwajcarskim świecie? Czy potęga kulturalna sąsiedniej Francji nie stanowi konkurencji dla ludzi sztuki, mówiących tym samym językiem?

W porównaniu z Polską, różnice w podejściu do zawodu aktorskiego w Szwajcarii czy Francji są ogromne. Wiąże się to z systemem szkolenia artystycznego i organizacji pracy oraz zatrudniania aktorów.

W Polsce aktor mógł się zatrudnić na długoletni kontrakt w teatrze, nawet na całe życie. W krajach frankofońskich angaż do roli w spektaklu odbywa się po przesłuchaniu. Do konkretnego przedstawienia dobiera się zespół, który przez sześć czy osiem tygodni je przygotowuje. Po zakończeniu cyklu spektakli wszyscy się rozchodzą i szukając następnej pracy, pozostają na zasiłkach. Tak się tu żyje artystom.

W ciągłej niepewności jutra. Chyba, że jest się zaangażowanym do Comédie Française. Ale to instytucja narodowa, zarezerwowana dla nielicznych.

W tym systemie jednak dostrzegłam szanse dla siebie, bo skoro można się zaprezentować, to trzeba próbować. Przygotowywałam się solidnie do przesłuchań, dostawałam angaże, a potem, grając różne role, stawałam się coraz bardziej widoczna i zauważalna dla reżyserów. Szwajcaria Romańska nie jest duża. Odległości między Lozanną, Genewą, Fryburgiem czy La-Chaux de-Fond nie przekraczają 100 km, więc przemieszczanie się za rolami nie stanowiło problemu. Były też dłuższe tournée i występy gościnne we Francji czy Belgii.

Miałam dużo szczęścia, trafiając na wspaniałych, otwartych i życzliwych mi artystów, reżyserów i dyrektorów teatrów instytucjonalnych i tych z offu, którzy dawali mi „carte blanche” w pracy nad rolą.

Wyczuwałam ich pozytywny stosunek do mojego polskiego pochodzenia i chęć pomocy w doskonaleniu języka. Często prosili, bym wplatała repliki po polsku czy zaśpiewała polską piosenkę. Te prośby spełniałam z wielką przyjemnością. Pytano, skąd mam takie narzędzia do pracy nad rolą, jak konstruować postać sceniczną. Chętnie odpowiadałam i dzieliłam się doświadczeniem. Organizowałam też warsztaty teatralne.

Publiczność dostrzegała różnice między mną i miejscowymi partnerami. Niekoniecznie z powodu akcentu. Myślę, że jak na cudzoziemkę, Polkę, zagrałam sporo ról po francusku, bo ponad dwadzieścia. Na zawsze pozostaną we mnie te najważniejsze i najtrudniejsze. (…)

Czy, Pani zdaniem, aktorzy powinni wyrażać publicznie swoje opinie w sprawach politycznych i obyczajowych?

Aktor nie powinien wykorzystywać swojej, z natury zawodu, popularności, do wygłaszania kontrowersyjnych opinii politycznych, obyczajowych czy ideologicznych. Może wystąpić z ogólnym potępieniem np. wojen, przemocy, pochwalą dobroczynności czy apelem do porozumienia albo łagodzenia konfliktów. Może działać w polityce jako obywatel, nie zaś jako celebryta pracujący na rozgłos i karierę. W dziedzinie polityki, ideologii czy obyczajów głos aktora waży tyle samo, co głos przedstawiciela każdego innego zawodu.

Nie można mylić ról wielkich postaci, które się grało, z życiem rzeczywistym. Aktor, który zagrał Kolumba, nie jest odkrywcą Ameryki.

Uczestniczy Pani w urządzanych przez Polonię szwajcarską uroczystościach związanych z Polską i jej historią, lub wręcz je organizuje. Czy tego rodzaju przedsięwzięcia są dostatecznie przez nasz kraj wspierane?

Wszystkie miejsca i okoliczności celebracji polskiej historii, tradycji, kultury czy sztuki są mi bardzo bliskie. Obok pracy zawodowej udaje mi się uczestniczyć w większości takich wydarzeń, w ramach Stowarzyszenia Polskiego w Genewie, Wspólnoty Polskiej przy kościele św. Teresy czy przy okazji koncertów organizowanych przez Towarzystwo Szopena w Genewie. Organizowałam i reżyserowałam wiele imprez dla Polonii szwajcarskiej, np. spotkania w rocznice świąt 11 listopada czy 3 maja, pasterki Bożonarodzeniowe w Misji Polskiej przy ONZ, gdzie kilka lat temu wystawiłam Zemstę Fredry z udziałem uczniów i nauczycielek Polskiego Punktu Szkolnego. Była też polska poezja i pieśni dla uczczenia kanonizacji Jana Pawła II, na 100 rocznicę odzyskania niepodległości przez Polskę czy ostatnio, w 100 rocznicę urodzin św. Jana Pawła II.

Pomysłów i chęci na aktywny, twórczy kontakt z polskością oraz jej podtrzymywanie mamy bez liku. Staramy się prowadzić promocję naszego kraju, prostować fałszywe schematy myślenia o Polsce. Czasami otrzymujemy skromne wsparcie finansowe, ale do regularnej działalności na ambitniejszym, profesjonalnym poziomie, przydałaby się poważniejsza, stała pomoc.

Żyjąc na stałe za granicą, pozostaje Pani zainteresowana i zaangażowana w to, co się dzieje w kraju, w działalność polonijną. Czy poświęciłaby Pani wygodne i dostatnie, jak mniemam, życie w Szwajcarii, gdyby miałaby Pani okazję zagrania roli teatralnej czy filmowej w Polsce?

Większość życia zawodowego spędziłam poza Polską, wypracowałam sobie w Szwajcarii status zawodowej francuskojęzycznej aktorki oraz profesjonalnej nauczycielki teatru, ekspresji i komunikacji międzyludzkiej. Moim polskim korzeniom i doświadczeniom, mojemu polskiemu wykształceniu artystycznemu zawdzięczam to, iż doceniano mnie i wyróżniano, dając często za przykład innym. I z tego jestem dumna. Nauczyłam się wiele o sobie samej i o naszym kraju, obserwując z dystansu życie w Polsce. Spotkałam i podziwiałam wielu wspaniałych, pracowitych i dobrych Szwajcarów.

Mogę powiedzieć, że wybór mojej życiowej drogi dał mi sporo satysfakcji. Jednak brakuje mi grania w języku ojczystym, polskiej reżyserii i polskiego ducha w sztuce.

Może w innej dyscyplinie artystycznej, jak muzyka, malarstwo czy rzeźba, byłoby łatwiej. Będąc w kraju, najbliżej polskiej tożsamości i atmosfery narodowej, mogłabym najpełniej i najprawdziwiej wyrażać uczucia i emocje. Esencją sztuki teatru czy filmu jest dla mnie duch języka ojczystego, narodowej kultury i tradycji. Gdybym otrzymała propozycję albo miała okazję zagrania znowu roli teatralnej czy filmowej albo pracy nad sztuką teatralną w Polsce, nie wahałabym się ani chwili.

Cały wywiad Adama Gnieweckiego z aktorką i pedagogiem Elżbietą Jasińską, pt. „Esencją sztuki teatru i filmu jest duch narodowej kultury, tradycji i języka”, znajduje się na s. 19 listopadowego „Kuriera WNET” nr 77/2020.

 


  • Z przykrością zawiadamiamy, że z powodu ograniczeń związanych z pandemią ten numer „Kuriera WNET” można nabyć wyłącznie w wersji elektronicznej (wydanie ogólnopolskie, śląskie i wielkopolskie wspólnie) w cenie 7,9 zł pod adresem: egazety.pl, nexto.pl lub e-kiosk.pl.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.
  • Od lipca 2020 r. cena wydania papierowego „Kuriera WNET” wynosi 9 zł.
Wywiad Adama Gnieweckiego z aktorką i pedagogiem Elżbietą Jasińską, pt. „Esencją sztuki teatru i filmu jest duch narodowej kultury, tradycji i języka”, na s. 7 listopadowego „Kuriera WNET” nr 77/2020

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Wadowickie lata św. Jana Pawła II – Urodziłem się w roku 1920 – 09.05.2020 r.

Przyjaciele Karola Wojtyły z młodości wspominają, że był on mądry, miał wiele talentów i cechowała go wielka pobożność.

kościół pw. Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny w Wadowicach / Fot. Fmbar22 / Wikipedia

Eugeniusz Mróz, szkolny kolega i sąsiad Karola Wojtyły, wspomina, że przyszły papież chętnie pomagał innym uczniom nauce, zapraszał ich do domu na wspólne odrabianie lekcji. Jak dodaje, młody Karol Wojtyła w czasie nauki robił przerwy na modlitwę.

Dr Milena Kindziuk mówi o rodzicach św. Jana Pawła II dzień po rozpoczęciu ich procesu beatyfikacyjnego. Rozmówczyni Piotra Dmitrowicza mówi o heroizmie Emilii Wojtyły, która pomimo zagrożenia życia, nie zgodziła się na usunięcie ciąży, dzięki której Karol Wojtyła mógł przyjść na świat.

Dr Kindziuk opowiada o swoich badaniach dotyczących pochówku Emilli Wojtyły. Jak mówi, matka przyszłego papieża nigdy nie była pochowana w Wadowicach, trumna z jej ciałem została od razu na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie. Z kolei na warszawskich Powązkach spoczywa Mikołaj Kaczorowski, pradziadek Karola Wojtyły.

Gość audycji „Urodziłem się w roku 1920 szkicuje biografię Karola Wojtyły seniora.  Opowiada o jego służbie wojskowej i całkowitym poświęceniu dla rodziny; po śmierci żony musiał zastępować synowi matkę. Nauczył go właściwego podejścia do obowiązków i zasiał w nim ziarno wiary: Duchowość Karola Wojtyły seniora była niezwykła. Był wymagającym, ale sprawiedliwym człowiekiem.

Dr Kindziuk wspomina swoje przeżycia z papieskich pielgrzymek. Jako dziennikarka miała możliwość być blisko Ojca Świętego.

Halina Kwiatkowska mówi o 72-letniej znajomości z Karolem Wojtyłą. Wspomina wspólne doświadczenia teatralne, zwłaszcza „Antygonę” i „Balladynę”, w których grali główne role.

Halina Kwiatkowska wspomina, że Karol Wojtyła był obdarzony  bardzo dobrą pamięcią. Dbał również o kondycję fizyczną. Posiadał również wielki talent literacki. Znajoma Karola Wojtyła zwraca uwagę na jego wielką, już od czasów młodości, pobożność.

Dr Emilia Krupka zaprasza na wirtualny spacer po wadowickim domu Wojtyłów. Podkreśla, że poznanie korzeni papieża-Polaka jest bardzo istotne dla zrozumienia jego życiorysu.

 


 Posłuchaj całej audycji „Urodziłem się w roku 1920” już teraz!


Piotr Gliński: Walczymy o to, żeby spłaszczyć zagrożenie. Polska gospodarka ma się świetnie. Nie ma żadnego kryzysu

Piotr Gliński o walce rządu z Covid-19, zabezpieczeniach dla polskiej gospodarki, tym jak mogą z nich skorzystać artyści oraz o wsparciu dla świata twórców kultury.

  • „Żaden system zdrowia nie wytrzyma takiego naporu, jaki się stał w północnych Włoszech czy Chinach”- zauważa Piotr Gliński.
  • Artyści skorzystają na ogólnych zapisach zawartych w „tarczy antykryzysowej”.
  • Ministerstwo Kultury przewiduje także dodatkowe wsparcie  postaci dofinansowań i ułatwień prawnych.

Mamy poważną sytuację. […] Jako jeden z nielicznych krajów podjęliśmy tą rękawicę wystarczająco wcześnie.

Piotr Gliński apeluje do rodaków o rozsądek i stosowanie się do zaleceń. Przypomina tragiczne skutki nieodpowiedzialnego zachowania 31. zarażonej w Korei Płd., która zaraziła multum innych ludzi. Wicepremier tłumaczy czemu ma służyć tzw. tarcza antykryzysowa, proponowana przez rząd:

Specjalna ustawa ma za zadanie podtrzymać polską gospodarkę. Polska gospodarka ma się świetnie- jesteśmy liderem europejskim. Musimy używać specjalnych narzędzi, które pobudzają gospodarkę.

Dzięki współpracy z Narodowym Bankiem Polskim, zachowana jest płynność finansowa. Nie mamy więc, jak mówi, żadnego kryzysu. Minister kultury i dziedzictwa narodowego wyjaśnia, jak na rządowych propozycjach skorzystają ludzie kultury. Dotyczą ich te same przepisy jak innych przedsiębiorców i pracowników. Oznacza to, że pracują na umowę-zlecenie artyści czy technicy skorzystają z 40% dopłat do pensji i ulg na kredyty.

To jest dla wszystkich na umowach o dzieło.

[related id=101551 side=right]Nasz gość dodaje, że poza tym twórcom dedykowane są specjalne programy ministerialne. Zwiększony ma zostać zakres puli Ministerstwa Kultury na pomoc socjalną. Zapowiada zmiany w ustawie o kinematografii. Zmieniona ma zostać definicja premiery filmu, tak by obejmowała także zamieszczenie go na platformie VOD. Przewidywane jest też wsparcie dla producentów filmowych przez szereg udogodnień związanych z realizacją i rozliczeniem projektów dofinansowywanych przez Ministerstwo. W prowadzonych przez to ostatnie teatrach zrekompensowane zostaną straty płynące z utraty wpływów z biletów. Polityk wyraża nadzieję, że na podobne działanie zdecydują się samorządy wobec prowadzonych przez siebie placówek.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Joanna Jabłczyńska: Hejt jest teraz modny – audycja „Jesteśmy razem”

W ostatnią sobotę spotkaliśmy się z Joanną Jabłczyńską. Rozmawialiśmy o tym czy istnieje recepta na sukces i o tym jak godzić obowiązki prawniczki, aktorki i sportsmenki z życiem rodzinnym!

Za działalność charytatywną i pomoc osobom niewidomym otrzymała od Fundacji Szansa dla Niewidomych tytuł IDOLA. To godne najwyższego szacunku podejmować się tylu zadań i znaleźć czas dla innych!

Joanna Jabłczyńska rozpoczęła karierę artystyczną w roku 1993 po wygraniu eliminacji do Telewizyjnego Zespołu Dziecięcego „Fasolki”. Po kilku tygodniach wystąpiła na scenie, a krótko potem w programie telewizyjnym Tik-Tak. W „Fasolkach” była solistką zespołu. Przez wiele lat prowadziła program dla dzieci „Teleranek”. Kolejnymi programami prowadzonymi przez nią były: Przymierzalnia (w młodzieżowej telewizji ZigZap) oraz Boutique ITV (program młodzieżowy w interaktywnej telewizji ITV). Oprócz tego zagrała również w teledyskach do piosenek Jarka Wista „Fresh” i „Zawsze wracaj”.

W 1997 oraz 1998 zagrała epizodyczne role w dwóch sztukach wystawionych w Teatrze Telewizji, a w 1999 zadebiutowała jako aktorka w serialach telewizyjnych: Klan i Trzy szalone zera[1]. Wystąpiła również w kilku filmach fabularnych, m.in. w filmie Nigdy w życiu!, w którym zagrała Tosię, córkę głównej bohaterki (w tej roli Danuta Stenka)[1]. Najbardziej znana jest jednak z roli Marty Konarskiej z serialu TVN Na Wspólnej[1].

Brała udział w telewizyjnych programach rozrywkowych: Taniec z gwiazdami (2006), Jak oni śpiewają (2008 i 2009), Agent – Gwiazdy (2016) i Twoja twarz brzmi znajomo (2017), wystąpiła również w specjalnym odcinku Tańca z gwiazdami – Najpiękniejsze tańce (2007), a także była jedną z bohaterek programu Mamy cię! (2015) i zawodniczką w teleturnieju Big Music Quiz (2018).

W roku 2008 uczestniczyła wraz z innymi wykonawcami w nagraniu płyty z wierszami dla dzieci pt. Bajki i Baśnie cz. 1, na której recytuje dwa z nich. Część dochodu ze sprzedaży tej płyty została przeznaczona dla Fundacji Ewy Błaszczyk „Akogo?” prowadzącej budowę Kliniki Neurorehabilitacyjnej „Budzik”. W październiku 2010 wydała swój pierwszy singel „Papparapa”, promujący album o tym samym tytule. W roku 2011 użyczyła głosu w albumie adresowanym do dzieci pt. „Kołysanki Zasypianki”. W 2014 wystąpiła w roli Dobrej Wróżki w spektaklu pt. „Gdzie jest broda świętego Mikołaja?” wystawionym w Konstancińskim Domu Kultury.

Zaangażowała się w pracy w dubbingu zarówno filmowym, jak i w grach komputerowych. W roku 2015 otrzymała na V Festiwalu Filmów Animowanych „Animocje” nagrodę za wybitne osiągnięcia w dubbingu filmowym.

Wspiera finansowo hospicjum im. Ks. Eugeniusza Dutkiewicza SAC w Gdańsku oraz angażuje się na rzecz dzieci. W roku 2011 jako ambasadorka marki Kelly Melu, wystąpiła w charytatywnej sesji zdjęciowej dla Fundacji Spełnionych Marzeń, z której część dochodów została przeznaczona na pomoc dzieciom z chorobami nowotworowymi. W roku 2014 była ambasadorką 2. edycji akcji społecznej „Pomoc Mierzona Kilometrami” zorganizowanej przez T-Mobile.

Jest ambasadorką społecznej akcji „Szlachetna Paczka”.

Jeśli chcesz posłuchać innych audycji z cyklu, zajrzyj tutaj.

Radio „Solidarność”. Długo płakałam po śmierci Jana Olszewskiego – mówi Ewa Dałkowska, gość red. Andrzeja Gelberga

O tęsknocie do śpiewania, poezji, poetach, aktorstwie, książkach, filmach i Polakach – gościem audycji Radia Solidarność jest aktorka Ewa Dałkowska. W audycji usłyszymy piosenki w jej wykonaniu

– Czy Bóg nam dał kwitnący kraj? Trzeba się postarać jeszcze troszkę. Żeby nam tego te psuje nie zabrały. Ja się okropnie denerwuję, żeby to się nie rozwaliło, żeby to nie trzasnęło, żeby nam to się z rąk nie wymknęło. Zaklinam żebyśmy to udźwignęli! – mówi Ewa Dałkowska, gość dzisiejszej audycji Radia „Solidarność” prowadzonej przez red. Andrzeja Gelberga.

Ewa Dałkowska jest wybitną i aktorką teatralną i filmową, wykładowcą Akademii Dobrych Obyczajów oraz członkiem Kapituły Orderu Odrodzenia Polski. Jest również aktorką doskonale śpiewająca.

W audycji usłyszycie państwo niepublikowane jeszcze koncertowe wersje piosenek-wierszy Zbigniewa Herberta, Juliana Tuwima, Mariana Hemara i Leszka Kołakowskiego w wykonaniu Ewy Dałkowskiej!

Zapraszamy do wysłuchania audycji!

Teatr w sezonie ogórkowym. Prawdziwych wzruszeń dostarcza scena polityczna, wymagająca od aktorów rzeczywistego talentu

Pokojowy Nobel Wałęsy był nieporozumieniem. „Bolek” za rolę trybuna robotniczego zasłużył co najmniej na Oscara. W zbiorowych scenach modlitwy wyciskał łzy z oczu najstarszych teatromanów.

Piotr Witt

Paryż posiada 90 sal widowiskowych. Wśród nich 40 to są prawdziwe teatry, w większości zbudowane za Napoleona III, a w każdym razie przed I wojną światową. Resztę stanowią pomieszczenia przypadkowe i przystosowane. Miasto najczęściej wyzyskuje teatr do akcji socjalnej.

Placówki opieki przy merostwach dzielnicowych rozdają darmowe bilety biednym, tak jak darmową zupę pod katedrą Notre Dame i pod wieżą świętego Jakuba rozdaje Pomoc Katolicka. Prowadza się do teatru także wycieczki upośledzonych umysłowo.

Formą uprawianą najchętniej jest teatr jednego aktora. Trupy teatralne zamieniły się w wolne zrzeszenia solistów. Figuranci i „postaci z chóru” zajęli środek sceny. Odbiło się na poziomie ogólnym, kiedy aktor przydatny do wymówienia kwestii „Samochód pana prezesa został podstawiony” objął główną rolę.

Ważnym fenomenem artystyczno-politycznym Warszawy jest pani Krystyna Janda. Z aktoreczki nieznośnie histerycznej, którą autorytet Wielkiego Reżysera uchronił od zaginięcia w tłumie, pani Janda wyrosła na piękną kobietę, artystkę doświadczoną, świadomą swej sztuki jako aktorka i reżyser. (…)

Poprzedni, hojny system dotacji państwowych nie był stworzony z myślą o teatrze, ale o gazecie. Konkretnie – „Gazecie Wyborczej”. Pani Janda zamieszczała w „Gazecie” całostronicowe ogłoszenia płatne od 50 do 100 i więcej tysięcy złotych. Nadmierne wydatki niepotrzebne ani publiczności, ani teatrowi, bardzo przydawały się spółce (…)

W dowcipnej farsie Michnika znana aktorka grała role pompy ssąco-tłoczącej: ssała pieniądze z budżetu i tłoczyła je do Agory. (…) We Francji szwindel odsyłanej premii nazywa się „retro-commission” – i jest surowo karany. (…)

Przed laty dramat przemiany ustrojowej zwrócił oczy świata na Polskę. Masowe widowisko z trzynastoma milionami statystów. Z pewnością pokojowy Nobel Wałęsy był nieporozumieniem. Pan Bolesław (dla mocodawców „Bolek”) za rolę trybuna robotniczego zasłużył co najmniej na Oscara. W zbiorowych scenach modlitwy wyciskał łzy z oczu najstarszych teatromanów. Zresztą za sztukę pt. „Solidarność” należało się kilka Oscarów – Michnikowi i Rakowskiemu za reżyserię i casting, innym za scenografię, a zwłaszcza kostiumy. Wiadomo – wystawiała policja, a któż lepiej posiadł sztukę przebierańców jak pinkertony wszystkich maści.

Sztuczne wąsy, Częstochowska w klapie, długopis z papieżem w mgnieniu oka przekształciły agenta-prowokatora w męża zaufania publicznego. Dopiero późniejsza rola prezydenta okazała się zbyt trudna dla utalentowanego naturszczyka. Mimo wszystko, swego dokonał, obalając rząd mecenasa Olszewskiego.

„Nowa farsa w starej obsadzie”, artykuł Piotra Witta, stałego felietonisty „Kuriera WNET”, obserwującego i komentującego bieżące wydarzenia z Paryża, można przeczytać w całości w sierpniowym „Kurierze WNET” nr 50/2018, s. 3 – „Wolna Europa”, wnet.webbook.pl.

Piotr Witt komentuje rzeczywistość w każdą środę w Poranku WNET na falach na WNET.fm.


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Felieton Piotra Witta pt. „Nowa farsa w starej obsadzie” na stronie 3 „Nowa Europa” sierpniowego „Kuriera WNET”, nr 50/2018, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

 

Terapia teatrem / Curando por el teatro

Psychodrama to jedno z narzędzi pracy psychologa. Połączona z kulturą latynoską (zwłaszcza muzyką) potrafi przynieść bardzo ciekawe owoce, o których opowiemy w dzisiejszej audycji.

Życie jest sztuką, a my aktorami. Czasami bywa tak, że dopada nas podły nastrój: jakiś kac moralny, niechęć do wszystkich i wszystkiego, co nas otacza, jakieś załamanie nerwowe. Bywa też, że jesteśmy nieśmiali i nie za bardzo dobrze czujemy się w towarzystwie innych, zwłaszcza nieznanych nam osób. Uważamy, że mamy jakiś defekt i czujemy się onieśmieleni. Jednym słowem trapią nas problemy, których często bez pomocy psychologa trudno rozwiązać.

Tymczasem bardzo często niekoniecznie musimy się uciekać do „spowiedzi” na leżance u psychologa. Wystarczy jakieś ciekawe zajęcie, które pobudzi naszą duszę. Na przykład teatr. I to niekoniecznie pójście na ciekawą sztukę. Mówimy tutaj o teatrze, w którym sami staniemy się aktorami. Psychodrama, to jedno z narzędzi pracy psychologa, którymi, może on zaktywizować swoich pacjentów. Ale psychodrama psychodramie nierówna. Zwłaszcza jeżeli mówimy o psychodramie naznaczonej kulturą iberyjską i latynoską.

A czym różni się hiszpańska psychodrama od naszej nadwiślańskiej? Odpowiedź na to pytanie z pewnością zna nasz dzisiejszy gość. Pochodzący z Salamanki Marcos Hernández, który od długiego czasu umiejętnie łączy swoje dwie życiowe pasje: psychologie i sztukę. W rozmowie ze Zbyszkiem Dąbrowskim nasz gość opowie, jak każdy z nas może stać się aktorem w teatrze życia przy minimalnym nakładzie własnych środków. Opowiemy sobie, jak ludzka ekspresja, często połączona z obserwacjami samego siebie i z tańcami (nie tylko) latynoskimi potrafią skutecznie zwalczyć naszą nieśmiałość. Nasz gość doradzi nam również odpowiednie podejście do nauki języka hiszpańskiego. Oczywiście także naznaczone sztuką aktorską.

Wszystkich chętnych, którzy chcieliby się dowiedzieć, w jaki sposób można wyrazić własne ja przy pomocy gry aktorskiej i kultury latynoskiej zapraszamy w najbliższy poniedziałek, 26-go marca, jak zwykle o 21H00! Będziemy rozmawiać po polsku i hiszpańsku!

¡República Latina – aktorzy w teatrze latynoskiego życia!

Resumen en castellano:

A veces no tenemos ganas de hacer nada. Estámos en mal estado de nuestro alma y no queremos hablar con nadie. A veces estámos sufriendo. Puede ser también que somos tímidos y no sabemos como comportarse con otra gente. A veces nos sentimos intimidados. Generalmente hablando no nos sentimos confortables y necesitamos una ayuda de un psicólogo.

Sien embargo no siempre esteb tipo de ayuda es preciso. A veces es suficiente buscar una actividad que podría despertar nuestro alma. Por ejemplo el teatro. Y no hablamos de una salida para el teartro para ver una obra del arte. Hablamos de un teatro, donde nosotros mismos podemos ser los actores. El psicodrama es una de las herramientas en el taller de un psicólogo para activisar a sus pacientes.  Pero entre las psicodramas hay muchas diferencias. Especialmente si hablamos de un psicodrama ibérico o latino.

Nuestro invitado – Marcos Hernández de Salamanca estudiaba muchpo tiempo la psicología y el arte para poder juntar ambas faculdades. Hoy vamos a hablar, cómo cada unos de nostros puede ser un actor en el teatro de la vida, sin tener que gastar demasiado. Cómo la expresión humana junto con las observaciones de nosotros mismos y los bailes latinos pueden luchar contra la tímidez. Nuestro invitado nos contará también un nuevo metodo de aprender el idioma castellano. En el modo del tatro por supuesto.

Todos los interesados en la forma nueva de un teatro humano, les invitamos para escucharnos el lunes 26 de marzo, como siempre a las 21H00 UTC+1! Vamos a hablar polaco y castellano!

Tomasz Krzyżanowski, tatrzański dramaturg: Janosik to może kierpce czyścić naszemu Staszkowi Kubinowi

Dzień 45. z 80 / Zakopane/ „W Pana Boga wierz, ale Panu Bogu nie wierz”. (…) To jest góralska mentalność i nie ma jeszcze takiego etnologa, naukowca, który potrafiłby to dokładnie wytłumaczyć.

Grafika, która zainspirowała Krzyżanowskiego przy tworzeniu dramatu „Gombica Staska Kubina”

„Bez smreki wyziero słońce, a ja se patrze na góre, na której wyziero krzyż…” – tymi słowami rozpoczął dzisiejszy Poranek Wnet redaktor Witold Gadowski, z pochodzenia góral z Zakopanego, patrząc na Giewont. Zakopane to miejsce szczególne, zimowa stolicy Polski położona w kotlinie u stóp Tatr.

„Zabiłem leśnego i rodzine jego, bo mi nie dał zabić capu rogatego” – to cytat ze sztuki Tomasza Krzyżanowskiego pt. „Gombica Staska Kubina”, dramat w trzech aktach, którego premiera odbyła się w grudniu ubiegłego roku w Teatrze im. St.I. Witkiewicza w Zakopanem. A dzisiaj kolejne przedstawienie. 

– Chodzenie po lesie jest bardzo pouczające i czasami przynosi niesamowite rezultaty, bo daje mi dużo czasu do przebywania z przyrodą, dużo czasu do przemyśleń – powiedział „leśny” z Tatrzańskiego Parku Narodowego Tomasz Krzyżanowski, który pochodzi z Krakowa. Inspiracją do napisania dramatu była grafika odnaleziona w 2004 roku w Krakowie w remontowanym mieszkaniu słynnego krakowskiego malarza profesora Eugeniusz Wańka. Niepozorna szara teczka zawierała 56 rycin wykonanych około 1789 roku przez rzeczywistego świadka tamtych zdarzeń – Ignatza Goertlera de Blumenfelda, leśniczego na terenach tatrzańskich pod panowaniem Habsburgów. Są to rysunki piórkiem i węglem.

– Jest to zbiór bezcenny, bo tam pierwszy raz w historii zobrazowano Morskie Oko, Dolinę Pięciu Stawów (widzianych z Kołowej Turni), Siklawę – największy polski wodospad – powiedział Krzyżanowski. Dla niego największe znaczenie miał jednak jeden rysunek, przedstawiający bandę zbójników i dezerterów, którzy 15 lipca 1809 roku biesiadowali na polanie pod Siwą Skałą (dzisiaj Siwiańskie Turnie).

– Narysowana banda zbójników to: Wincek Bachleda, Józef Łuszczek, Matias Szentiwani, luptok (mieszkaniec regionu Liptowa na dzisiejszej Słowacji. A dowodził nimi harnaś Stanisław Kubin – mówił Tomasz Krzyżanowski. – Leśniczy ścigający dezerterów i zbójników otoczył ich ze swoją grupą. Najpierw ich narysował, a potem, o 4 rano, ich zaatakował.

[related id=34238]Potyczka miała tragiczne skutki, bo zginął jeden służący leśniczego i jeden zbójnik, Józef Łuszczek, którego krzyż do tej pory możemy spotkać w Dolinie Chochołowskiej. Prawdopodobnie jest to krzyż postawiony na jego pamiątkę przez rodzinę. Rysunek, jak sam autor mówi, „sprowokował go do uwiecznienia Staszka Kubina”. To jedyny zachowany do naszych czasów autentyczny dokument traktujący o tej szczególnej grupie rdzennych mieszkańców Podhala, Spiszu i Liptowa, jakimi byli wyjęci spod prawa rozbójnicy.

– Wszyscy wiedzą, kto to był Janosik – powiedział dramaturg. Jego zdaniem „Janosik był Orawiakiem, bo Kierchowa, skąd na pewno pochodził, jest na Orawie”. – Jego mit jest niezasłużony, bo zbójował tylko 18 miesięcy i był popularnym zbójnikiem, rzezimieszkiem, donosicielem, żeby nie określać bardziej dosadnie jego roli… i jeszcze, co ciekawe, wszystko, co zarobił, oddawał swojemu panu, Berżewiczowi, który pozycję magnata zbudował na krzywdzie ludzkiej – podkreślił. Uważa, że tak naprawdę to „Janosik był koncesjonowanym zbójem, który biednych i bogatych rabował”.

– Janosik zginął nie dlatego, że go wydała jakaś piękna Maria czy Helena, ale z powodu zakażenia rany zadanej butelką podczas pijatyki – powiedział Krzyżanowski. – Janosik zmarł po sześciu tygodniach na zakażenie i to jego zwłoki dopiero powieszono za ziebro.

Zdaniem dramaturga mit Janosika częściowo oparto na historii Sztaszka Kubina i to jego postać go zafascynowała.

– Ten chłop z Zakopanego zbójował 11 lat na obszarze między Górami Dynowskimi na Słowacji a Gorcami. Uciekał i wymigiwał się wszelkim regimentom i obławom wojsk nawet, co jest ewenementem, jeśli chodzi o zbójnictwo – opowiadał.

– Janosik to może kierpce czyścić naszemu Staszkowi Kubinowi – podsumował Tomasz Krzyżanowski, dodając, że ze względu na historię góralszczyzny, tradycję góralską, a także uczciwość historyczną powinno się propagować Staska Kubina, a nie jakiegoś Juraja Janosika.

Niestety, jak skończył Kubin, nie wiadomo. Dramaturg ma nadzieję, że kiedyś odnajdą się jakieś materiały na ten temat. Losy reszty kompanów ze zbójeckiej gromady są lepiej znane, wiadomo, że jeden został zastrzelony, drugi powieszony, trzeci zgnił w wiśnickim lochu, czwarty – zmarł od uderzenia siekierą w głowę.

„Żywot góralskich chłopców krótki – dziś wesele, jutro pogrzeb” – zacytował fragment swego dramatu o zbójnikach, których żywot jest twardy, krótki i ślebodny, czyli wolny.

– Śleboda to najwyższa forma wolności wśród górali, to jest jeszcze coś większego niż wolność, którą my mamy w głowach – powiedział Krzyżanowski. – Śleboda to jest to, że możesz se mieć każdą kobietę, każde dutki ukraść, ale musisz zachowywać się po bożemu, czyli „w Pana Boga wierz, ale Panu Bogu nie wierz”. […] To jest góralska mentalność i nie ma jeszcze takiego etnologa, naukowca, który potrafiłby to dokładnie wytłumaczyć.

W wywiadzie również o historii zapinki góralskiej, pochodzącej od Gąbicy, której przypisywano magiczne moce ochronne, o Stanisławie Staszicu i jego spotkaniu z Juhasami, których mylnie nazywał Joasami.

MoRo

Chcesz wysłuchać całego Poranka Wnet, kliknij tutaj

Wywiad z Tomaszem Krzyżanowskim w części pierwszej Poranka Wnet.