Irańska Gwardia Rewolucyjna: Zaplanowaliśmy już kolejne odwety na wypadek zamachów terrorystycznych planowanych w Iranie

Generał Irańskiej Gwardii Rewolucyjnej Ramezan Sharif zapowiedział, że Teheran będzie kontynuował politykę aktywnego zwalczania terrorystycznych organizacji salafickich szykujących zamachy w Iranie.

Czytaj więcej: Iran: 12 zabitych i 39 rannych w atakach na parlament i mauzoleum Chomeiniego, dokonanych przez Państwo Islamskie

[related id=”25341″]Rzecznik tzw. Sepah przyznał, że odwet za zamachy w Teheranie z 7 czerwca, w wyniku których zginęło co najmniej 18 osób, był skuteczny. Wedle irańskich źródeł w ostrzale rakietowym pozycji ISIS we wschodniej Syrii zginęło „wielu terrorystów, w tym sześciu wysokiej rangi libijskich bojowników, których zabiła irańska rakieta wymierzona w główną bazę ISIS w mieście Al-Mayadin.

Sharif dodał, że dalsze ostrzały rakietowe są uzależnione od „zachowania naszych wrogów”, i że odwet na przyszłe działania salafitów już jest zaplanowany i będzie przeprowadzony.

[related id=”26270″]Generał Irańskiej Gwardii Rewolucyjnej, która od początku wojny w Syrii i w Iraku wojuje z „takfiri”, zapowiedział, żeby terroryści oraz ich sponsorzy i mocodawcy przemyśleli, czy na pewno chcą stanowić zagrożenie dla irańskiego bezpieczeństwa narodowego. Dotychczasowe ataki rakietowe z 18 czerwca były zaledwie zapowiedzią prawdziwego odwetu – dodał Sharif.

Irańskie media informują o kolejnych siatkach ISIS rozbijanych przez „Sepah” oraz o niepokojach wzdłuż granicy irańsko-pakistańskiej.

Żródło: presstv

Czytaj więcej: Irańska Gwardia Rewolucyjna ostrzelała rakietami pozycję Państwa Islamskiego. Ali Khamenei: Spoliczkujemy naszych wrogów

Rzecznik Białego Domu: „Władze Syrii są znów gotowe użyć broni chemicznej”

Sean Spicer nie podał dowodów, lecz grozi, że jeśli do tego dojdzie, odpowiedź amerykańska będzie zdecydowana, co będzie dużo kosztowało władze Damaszku.

Wiele wskazuje na to, że władze Syrii są znów gotowe do użycia broni chemicznej, tak jak to miało miejsce 4 kwietnia – oznajmił w poniedziałek rzecznik Białego Domu, Sean Spicer. Zapowiedział, że jeśli dojdzie do ataku, cena dla władz w Damaszku będzie wysoka.

Spicer nie podał konkretnych dowodów potwierdzających, że przygotowania do ataku z użyciem broni chemicznej istotnie mają miejsce. W swym oświadczeniu powiedział jedynie, że wywiad wojskowy „dostrzegł potencjalne oznaki” wskazujące, iż reżym Baszara el-Asada podjął takie przygotowania i może zdecydować się po raz kolejny na użycie broni chemicznej.

Agencje przypominają, że 4 kwietnia armia syryjska przeprowadziła atak chemiczny na opanowaną przez rebeliantów miejscowość Chan Szajchun w prowincji Idlib, w którym zginęło co najmniej 86 osób, w tym 30 dzieci.

W reakcji na ten atak siły USA w nocy z 6 na 7 kwietnia przeprowadziły atak z użyciem 59 pocisków samosterujących Tomahawk na syryjską bazę lotniczą Szajrat w prowincji Hims, powodując ciężkie straty po stronie syryjskiej.

PAP/LK

Moskwa apeluje do Waszyngtonu: „Nie prowokować armii Syrii, prowadzącej operacje przeciw terrorystom”

Szef MSZ Rosji Siergiej Ławrow podczas rozmowy z sekretarzem stanu USA, by Waszyngton „podjął kroki, by nie dopuszczać do prowokowania armii syryjskiej prowadzącej operacje przeciw terrorystom” .

Z komunikatu rosyjskiego MSZ wynika, że rozmowa telefonicznej Siergieja Ławrowa z Rexem Tillersonem odbyła się z inicjatywy strony amerykańskiej.

Ławrow i Tillerson omówili kwestie związane z „uregulowaniem kryzysu syryjskiego”, wspominając o konieczności przestrzegania zawieszenia ognia w strefach ogarniętych konfliktem i kontynuowania rozmów pokojowych w Astanie – poinformowało MSZ.

Negocjacje w stolicy Kazachstanu, mające doprowadzić do zakończenia wojny w Syrii toczą się pod patronatem Rosji, Turcji i Iranu. Następna runda tych rozmów odbędzie się 4 i 5 lipca.

Ławrow i Tillerson uzgodnili, że będą kontynuować rozmowy dotyczące stosunków rosyjsko-amerykańskich – głosi komunikat rosyjskiego ministerstwa.

PAP/MoRo

Jeśli Al-Baghdadi naprawdę nie żyje, to jego następcą prawdopodobnie będzie oficer z armii z czasów Saddama Husajna

Od tygodnia krążą wieści, że samozwańczy kalif ISIS Al-Baghdadi zginął w rosyjskim bombardowaniu. Irackie media rozważają, kto będzie jego następcą. Ktokolwiek to będzie, nie ogłosi się kalifem.

Czytaj więcej:Ajatollah Ali Khamenei: to Amerykanie stworzyli ISIS! Nigdy nie wolno wierzyć swoim wrogom. Iran nie podda się terrorowi

[related id=”24070″]Rosyjskich informacji w sprawie śmierci Abu Bakr Al-Baghdadiego nie potwierdzają Amerykanie. Według ekspertów zajmujących się salafickimi organizacjami terrorystycznymi, nie jest pewne czy następcą Al-Baghdadiego będzie Iyad Al-Obaidi, czy Ayad Al-Jumaili, byli oficerowie armii Saddama Husajna.

Obaidi, który ma około pięćdziesięciu lat, był ministrem wojny. Jumaili jest po czterdziestce i jest szefem tajnych służb kalifatu. W kwietniu telewizja iracka informowała o śmierci Jumailiego, ale to się nie potwierdziło.

Obydwaj włączyli się do sunnickiej rewolty w Iraku w 2003, kiedy to po inwazji amerykańskiej szyici przejęli rządy w Iraku.

[related id=”11200″]Zdaniem komentatora portalu Iraqinews, Jumaili uważa Obaidiego za wyższego w hierarchii, w związku z czym nie jest pewne, kto i na jakich zasadach przejmie władzę. Być może rządzić będą wspólnie.

Baghdadi ogłosił się kalifem w 2014 roku. Jednak jest bardzo mało prawdopodobne, aby Jumaili lub Obaidi uczynił to samo. Brakuje im bowiem wykształcenia religijnego, a dodatkowo terytorium ISIS się kurczy.

Związku z brakiem religijnego wykształcenia, następcy Al-Baghdadiego będzie przysługiwać raczej tytuł emira, a więc księcia.

źródło: iraqinews

Czytaj więcej:ISIS wydało list gończy za kilkoma swoimi bojownikami, którzy uciekli z Mosulu do Syrii. Zarzut – dezercja

Izrael bombarduje syryjskie wojska walczące z salafickimi terrorystami. Szykuje się gorące lato na Bliskim Wschodzie

Armia syryjska, wspierana przez Irańską Gwardię Rewolucyjną i szyicki Hezbollah, na południu kraju, w rejonie Kuneitry na Wzgórzach Golan, walczy z formacjami salafickimi, powiązanymi z Al-Kaidą.

Czytaj więcej:Izrael uznaje rozpad Syrii za stan faktyczny i niezmienny. Domaga się od świata uznania Wzgórz Golan za swoje terytorium

[related id=”26021″]Według komunikatu z syryjskiej agencji informacyjnej, armia rządowa zdołała odeprzeć ataki Al-Nusry w okolicy miasteczka Al-Baatha. Po tym, jak okazało się, że terroryści zostaną wyparci, izraelskie lotnictwo miało zbombardować odziały Asada w okolicach Kuneitry. Zdaniem syryjskich władz, ten atak miał „pokrzepić upadłe morale terrorystów”. Dowództwo Generalne w Damaszku przestrzega Izrael przed takimi wrogimi działaniami i zapewnia, że zniszczy organizacje terrorystyczne na tym terenie, które są sojusznikami Izraela.

Zdaniem katarskiego portalu Al-Jazeera, na południe od Damaszku, toczy się „stała wojna” pomiędzy armią rządową a salafickimi terrorystami z Al-Nusry (odpowiedzialnymi m.in. za zniszczenie aramejskiego miasteczka Malula). Al-Baatha, wedle informacji portalu, pozostaje jednym z niewielu miasteczek kontrolowanym przez siły rządowe. Całe południe Syrii, graniczące z Izraelem i Jordanią, jest obszarem zażartych walk, których końca nie widać – twierdzi Al-Jazeera.

[related id=”19184″]Tymczasem izraelski szef MON, Avidgor Liberman, oświadczył, że tego lata nowej wojny nie będzie: – Mówią, że będzie wojna na południu (ze Strefą Gazy) oraz na północy (z szyickim Hezbollahem), ale zapewniam, że Izrael nie ma żadnych wojennych intencji. Po czym polityk dodał, że nie pozwoli, na to żeby Syria stała się irańską bazą i frontem przeciwko Izraelowi.

Od 2012 roku izraelskie lotnictwo przeprowadza sukcesywnie ataki lotnicze i artyleryjskie na siły rządowe, które prowadzą wojnę z zagrażającymi bezpieczeństwu świata organizacjami terrorystycznymi.

źródło: sana.sy, al-jazeera, jpost.com

Czytaj więcej: Hassan Nasrallah: Nie uznajemy żadnych rozjemców. Od tej pory za każdą śmierć naszego bojownika winien jest Izrael

Irańska Gwardia Rewolucyjna ostrzelała rakietami pozycję Państwa Islamskiego. Ali Khamenei: Spoliczkujemy naszych wrogów

Pozycje ISIS w Deir Az Zor we wschodniej Syrii zostały ostrzelane rakietowo przez Iran w ramach odwetu za zamachy na parlament i meczet w Teheranie 7 czerwca. W wyniku ataku ISIS zginęło 18 osób.

Czytaj więcej: Irańska Gwardia Rewolucyjna wydała komunikat, w którym twierdzi, że za zamachami stoi Arabia Saudyjska oraz USA

Wedle oświadczenia elitarnej Gwardii Rewolucyjnej, rakiety średniego zasięgu zostały wystrzelone z zachodnich prowincji Kermanasz i z irańskiego Kurdystanu. Wielu terrorystów zginęło, a ich broń została zniszczona.

[related id=”24908″]Powołana w 1979 jako „żelazna pięść” ajatollaha Chomeiniego Irańska Gwardia Rewolucyjna zapowiedziała na swojej stronie oficjalnej, że rozlew niewinnej krwi nie pozostanie bez odpowiedzi. Słowa te skierowane były do salafickich formacji, z którymi Iran wraz ze swoimi sojusznikami od 2012 walczy na śmierć i życie w Iraku oraz w Syrii. Wedle bardzo niepewnych danych ponad 2000 żołnierzy z formacji zginęło w walkach z ISIS i Al-Nusrą.

Naczelny przywódca Islamskiej Republiki Iranu, ajatollah Ali Khamenei zapowiedział, że Iran zamierza „spoliczkować” swoich wrogów. Kilka godzin po tych słowach pociski poleciały na Dier Az Zor, strategiczny obszar na pograniczu Syrii i Iraku, uznawany przez wielu ekspertów, za „matecznik” Państwa Islamskiego.

Portal Al-Jazeera zastanawia się nad tą niecodzienną reakcją Iranu. Teheran wspierał szyickich bojowników pieniędzmi, wyszkoleniem i sprzętem, lecz do tej pory nigdy bezpośrednio nie atakował żadnego kraju. Jak na realizację zapowiedzi odwetu zareagują Arabia Saudyjska, USA i Izrael? – pytają media z Kataru.

[related id=”25059″]Teheran obarczył Arabię Saudyjską bezpośrednią odpowiedzialnością za zamachy 7 czerwca.

Rzecznik „żelaznej pięści” z Teheranu, gen. Ramezan Sharif zapowiedział, że kolejne ataki na Iran spotkają się z jeszcze większymi i poważniejszymi odpowiedziami ze strony Teheranu. Przesłaniem naszego ostrzału Deir Az Zor jest to, żeby sponsorzy salafizmu nigdy nie próbowali podważyć naszego bezpieczeństwa – powiedział Sharif. – Wedle naszego wywiadu, nasze rakiety zniszczyły ważne bazy terrorystów w Syrii – dodał.

źródło: presstv, al jazeera

Czytaj więcej: Al Jazeera wspomina o żołnierzach Andersa i Polakach uratowanych w Iranie. Historia Heleny Stelmach, mieszkanki Iranu

Sześć dni, które zmieniły świat. Wojna sześciodniowa 1967 roku. Cisza w eterze oznacza wojnę! Po co nam Watykan? Cz. III

Słowa w świecie arabskim rzadko wiążą się z czynami. Wiosną 1967 roku słowa miały uratować honor arabski, jednak to izraelska cisza radiowa 5 czerwca 1967 doprowadziła Arabów do klęski i hańby.

Czytaj część pierwszą:Sześć dni, które zmieniły świat. Wojna sześciodniowa 1967 roku. Koszmar Ben Guriona – Naser i panarabizm. Część I

Czytaj część drugą:Sześć dni, które zmieniły świat. Wojna sześciodniowa 1967 roku. Rewolty, samolot, źródła wody, Sowieci, szpiedzy. Cz. II

W maju 1967 roku po kolejnym izraelskim ataku lotniczym na Syrię, Gemal Abdel Naser musiał zareagować. Pomimo uprzednich sporów i nieudanej unii z Damaszkiem, Kair zadeklarował sojusz wojskowy z Syrią. Do sojuszu dołączył król Transjordanii Hussain, który musiał na bok odłożyć swoje urazy za „psa CIA” i „gnidę amerykańską”, jak go, nie bez racji, nazywały egipskie media.

Świat arabski wybuchł w euforii. Parady, demonstracje, buńczuczne nagłówki prasowe, komunikaty radiowe nawołujące Palestyńczyków do pakowania się, ponieważ zjednoczone armie arabskie zepchną Żydów do morza. Telewizja egipska pełna była „mowy nienawiści” i przekonywała cały Bliski Wschód, że czas syjonistów dobiegł końca. Żeby utwierdzić widzów w swoich opiniach, egipskie kanały telewizyjne pokazywały parady wojskowe chwalące się nowoczesnym sowieckim sprzętem, a na ulicach Kairu miliony ludzi okazywało swoją realną miłość do prezydenta i jego konfrontacyjnej polityki.

Tymczasem 15 maja, z okazji Dnia Niepodległości w Jerozolimie zachodniej, na skromnej paradzie wojskowej armia izraelska zaprezentowała się biednie. Szef sztabu Icchak Rabin wraz z premierem Levim Eskholem przyglądali się pochodowi złożonemu z kilku wozów bojowych i defilujących żołnierek. Co więcej, w izraelskim radiu tak „niby przypadkiem” zatriumfował przebój Yerushalaim Shel Zahav – Złota Jerozolima, o tym jak historyczne jerozolimskie Stare Miasto, znajdujące się od 1948 roku w Transjordanii, jest puste, ponieważ nie ma tam Żydów. Ta urokliwa pieśń, miała być antidotum na egipskie prężenie muskułów, które Żydzi oglądali na egipskim kanale w telewizji. Izraelskiej telewizji wtedy jeszcze nie było. Ta powstała dzięki „Wiesławowi” po marcu 1968 roku.

Naser przy wielkim aplauzie ulicy w całym świecie arabskim ogłosił blokadę Cieśniny Tirana dla izraelskich okrętów i innych żeglug płynących do lub z portu czerwonomorskiego w Ejlacie. Egipski prezydent w gorączce poszedł jeszcze o krok dalej. Kazał wynosić się wojskom ONZ stacjonującym od 1957 roku na Synaju i ku jego wielkiemu zdziwieniu „błękitne hełmy” spakowały się i wróciły w chłodniejszy obszar świata. Naser mocno się zdziwił decyzją ONZ. Do dzisiaj pozostaje niewyjaśnione, dlaczego wojska międzynarodowe postanowiły spełnić życzenie egipskiego prezydenta, który zmuszony był do zachowania pozorów przed światem arabskim. Na żadną wojnę z Izraelem Egipt ani Syria nie była gotowa przed 1970 rokiem. Sowiety nie zdążyły dostatecznie przeszkolić oficerów syryjskich i egipskich w obsłudze nowoczesnego sprzętu. Zresztą do portów w Aleksandrii i Latakii nie dopłynęła całość zamówienia złożonego w Moskwie. Egipski sztab generalny wysłał na Synaj zaledwie kontyngent, który musiał, improwizując, ulokować się wzdłuż granicy z Izraelem. Przecież trwała wyniszczająca i absorbująca Kair wojna w Jemenie.

Izrael, który najprawdopodobniej rozgrywał skuteczną wojnę psychologiczną ze swoimi sąsiadami, nie mógł dłużej czekać, skoro wszelkie okoliczności przybliżają do upragnionej wojny. Ogłoszono powszechną mobilizację rezerwy, a więc wszystkich zdolnych do noszenia broni mężczyzn w wieku od 18 do 55 roku życia. Świat arabski nawoływał do wojny, ale Arabowie w swojej masie nie byli przeszkoleni wojskowo. Inaczej niż Żydzi, którzy prowadzili realne działania doprowadzające do eskalacji i byli prawie całkowicie skoszarowani. Nie ma w Izraelu cywili, zawsze powtarza Hamas po kolejnym zamachu. Oni będą, byli lub są w strukturach wojskowych.

Oficjalnym casus belli dla Tel Awiwu była blokada Cieśniny Tirana, która uniemożliwiała izraelską żeglugę po Morzu Czerwonym. Znamy z opowiadań Marka Hłaski jak wyglądał w tym czasie Ejlat – tropikalna osada pomiędzy Akabą i egipską Taabe. Kilka baraków, upał i jakaś infrastruktura obsługująca tankowce z ropą z Iranu. Ropą, za którą do dziś Izrael nie zapłacił Iranowi.

Jest to obraźliwe dla naszego wojska stwierdzenie, że w czerwcu 1967 roku mogliśmy przegrać wojnę – pisał w swoich pamiętnikach ówczesny naczelny dowódca izraelskiego lotnictwa, a późniejszy prezydent kraju Ezer Weizman. W podobnym tonie miał się wypowiadać w Waszyngtonie wiosną 1967 roku szef Mossadu, Meir Amit – wojna nie będzie dłuższa niż tydzień. Może 7 dni – zapowiadał Amit. Mimo to, w mediach atlantyckich zawrzało. Świat arabski pod wodzą egipskiego prezydenta Gemala Abdel Nasera dokończy dzieło Hitlera – ogłaszała prasa „wolnego świata”. W Izraelu uruchomiona propaganda grzmiała – jesteśmy sami, musimy się bronić. Walczymy o przetrwanie.

Zmobilizowane izraelskie wojsko na granicy czekało bezczynnie na jakąkolwiek polityczną decyzję – bijemy się czy wracamy do domu, gaworzyli rezerwiści. Na stadionie piłkarskim w Ramat Ganie kopano groby. Tysiące grobów. Społeczeństwo utrzymywane w panice przez rząd szykowało się na być może przegraną wojnę. Przecież zjednoczone armie państw arabskich miały ponad 0,5 mln żołnierzy, 1 tys. samolotów i ponad 2,5 tys. czołgów. Żydzi mogli wystawić „jedynie” 264 tys. żołnierzy, 300 samolotów i 800 czołgów. Lecz nie ilość, lecz jakość zawsze decyduje. Kiedy syryjski oficerowie, niczym sanacyjne fircyki, siedzieli bezczynnie po damasceńskich kawiarniach, Żydzi nieustannie ćwiczyli nowe rozwiązania taktyczne.

Dni mijały, a cywil na stanowisku premiera Izraela, Levi Eskol, nie umiał podjąć decyzji o ataku. A czas naglił. Sowieci mobilizowali bazy lotnicze w Armenii i na Krymie. Bić się z egipskimi pilotami to żaden wysiłek, ale z sowieckimi? To może doprowadzić do wojny światowej. Masz najsilniejszą armię od czasów króla Dawida, atakujmy – krzyczeli generałowie na Eskola. W Tel-Awiwie emeryci i kobiety demonstrowali, domagając się powrotu „jednookiego szakala pustyni”, Mosze Dajana, do armii. Szef sztabu Rabin w oparach ciągłego tytoniowego dymu przeszedł chwilowe załamanie nerwowe. Eskol usłuchał głosu ludu, mianował Dajana ministrem obrony, który zgarnął niezasłużone krajowe i międzynarodowe uznanie jako twórca wiktorii 1967 roku, chociaż przyszedł na urząd na 5 dni przed wojną.

Jednak Dajan, który w wolnych chwilach zajmował się kradzieżą artefaktów archeologicznych, miał wybitny pomysł. – Niech będzie cisza. Zaatakujmy ich, ale niech nie będzie ani jednego komunikatu z naszej strony. Niech świat uwierzy w ich kłamstwa. Po konsultacjach i powrocie Rabina, ustalono, że 5 czerwca 1967 roku stworzy się historię.

Rankiem 5 czerwca, pomiędzy 7:30 a 7:45, 298 izraelskich samolotów uderzyło na egipskie lotniska na Synaju i w północnym Egipcie. Izraelski wywiad wojskowy Aman wyliczył, że to jest ten czas, kiedy egipskie maszyny stoją na pasach startowych, piloci kończą śniadanie, a nie wszyscy dowódcy dojechali z kwater do baz. W ciągu kwadransa egipskie lotnictwo wojskowe przestało istnieć, a młody generał Ariel Szaron zrobił to, co umiał najlepiej – najechał czołgami na Egipcjan na Synaju. Naser był zdruzgotany. Nie było pełnego obrazu rzeczywistości, a egipskie media zaczęły… ogłaszać o triumfie wojsk naserowskich, które przekroczyły granicę z Izraelem! Tel-Awiw milczał. Ludzie, przerażeni brakiem dementi ze strony izraelskiej, wierzyli egipskim doniesieniom. Uwierzył też Amman i Damaszek, którzy rozpoczęli ostrzał artyleryjski izraelskich pozycji. Chociaż poszedł od Eskola komunikat do króla Husseina, żeby nie angażował się w tę wojnę, to izraelskie lotnictwo po skończeniu z Egiptem zaatakowało lotniska w Syrii, Iraku i Transjordanii. Po wojnie izraelskie radio opublikowało podsłuchaną rozmowę telefoniczną pomiędzy Naserem i Husseinem, w której panowie ustalali wspólną wersję przyczyn kompromitacji. I po co to było, kręcili głowami z niezadowoleniem ludzie z Mossadu. Po co mają wiedzieć, że ich podsłuchujemy?

Izraelskie dywizję pancerne gniotły Egipcjan pozbawionych osłony lotniczej. Zresztą na Synaju był tylko kontyngent, który musiał mierzyć się z całym izraelskiej frontem południowym. W ferworze walki na Synaju znalazł się samolot z egipskim szefem sztabu, Abdelem Munirem Riadem. Ten po powrocie do Kairu miał ze łzami w oczach przekonywać Nasera, że to koniec i należy się wycofać z Synaju. Naser podjął decyzję – wycofujemy się, co tylko jeszcze bardziej zdezorganizowało armię egipską, w której morale pomimo wszystko było takie, żeby się bić dalej. Jednak rozkaz to rozkaz i egipscy żołnierze najczęściej bez butów (bo Allah nie weźmie do nieba w butach) maszerowali po gorącym pustynnym piasku do niewoli albo na drugi brzeg Kanału Sueskiego, do którego Szaron dojechał po uprzednim zajęciu Gazy 7 czerwca, trzeciego dnia wojny. Największy wróg Izraela, ale też salafizmu oraz Arabii Saudyjskiej, został pobity.

Popołudniem 5 czerwca izraelski front centralny uderzył na Zachodni Brzeg. Dajan był przeciwko zajmowaniu Starego Miasta w Jerozolimie. Wiedział, że Żydzi z całego świata zamiast przyjeżdżać do kibuców dostaną hopla religijnego. Na co nam ten Watykan – miał mówić zirytowany, przewidując, że świat teraz będzie stale patrzył na to co Żydzi robią z Arabami. Co więcej, świat 6 czerwca dowiedział się co naprawdę się dzieje na Bliskim Wschodzie. Cisza radiowa miała być utrzymana, żeby mocarstwa, tak jak w 1956 roku, nie przeszkodziły walnej rozprawie ze światem arabskim. A wedle izraelskiej dialektyki, raz na kilka lat Arabowie muszą oberwać. A armia izraelska miała porachunki z Legionem Arabskim, ostoją tronu Haszymidów. Legion ten sromotnie pobił Żydów w trakcie wojny 1948-49. Jako że Żydzi nigdy nie zapominają i nigdy nie wybaczają, izraelscy komandosi podśpiewujący Yeruslaim Shel Zahav ruszyli na jerozolimskie Stare Miasto, na Legion Arabski. Artyleria Legionu umieszczona w sąsiednim Betlejem miała kłopot. Nie można strzelać na Święte Miasto! Jeszcze pocisk trafiłby jakiś meczet lub kościół. Takie myślenie było ongiś na Bliskim Wschodzie, dziś rujnowanym przez salafickich bandytów.

Legion Arabski, okazał się rywalem trudnym, ale nie aż tak bardzo wymagającym. Stare Miasto zostało zajęte 7 czerwca, zgodnie z przewidywaniami Dajana, religijna ekstaza wybuchła w Izraelu jak i na świecie. Elita aszkenazyjska rządząca Izraelem była całkowicie świecka i wroga religii. Haszymidzi będąc uprzednio wyparci z Mekki i Medyny przez Saudów, utracili ostatnie najważniejsze dla sunnickiego islamu miasto – Jerozolimę z Meczetem Al-Aksa. Wraz z upadkiem Jerozolimy, król Hussein utracił cały Zachodni Brzeg Jordanu, uzyskany przez jego dziadka króla Abdullaha. Hebron, Nablus, Jerycho wpadło w ręce Żydów, a rabini wojskowi otrąbili triumf i że przyjście Mesjasza jest już rychłe w związku z takimi cudami. Był też projekt wysadzenia meczetów jerozolimskich, na który Dajan mądrze się nie zgodził. Nie religia była teraz w głowach izraelskich generałów, lecz to, jak dobrać się do Syrii, nie wywołując sowieckiej interwencji w obronie swojego najwierniejszego sojusznika.

Egipt i Transjordania pobita, iracka baza H-3 zniszczona, więc obrazą dla Jahwe, Pana Zastępów, byłoby niezniszczenie Syrii, tym bardziej, że Eli Cohen przekazał cały rozkład fortyfikacji na Wzgórzach Golan. Rankiem 9 czerwca Izrael uderzył na Syrię. Lotnictwo i artyleria niszczyła zlokalizowane przez super szpiega Mossadu fortyfikacje syryjskie. Cohen zawisł na placu w Damaszku w 1965 roku, zdekonspirowany przez depeszę, kiedy syryjski kontrwywiad dostał nowoczesny sprzęt od Sowietów. 75 tys. żołnierzy syryjskich, pozbawionych wsparcia uprzednio zniszczonego lotnictwa, odpierało ataki przerzuconej z Synaju i Zachodniego Brzegu armii izraelskiej. Premier Levi Eskol był nieuchwytny telefonicznie. W krótkiej rozmowie z żoną chwalił pejzaże Golanu, ale ponoć nic nie słyszał o tym, że zebrało się posiedzenie ONZ wzywające do zaprzestania walk. Ponownie w tej wojnie wystąpiła cisza spowodowana brakiem sygnału.

Wedle pewnych już informacji, sowieckie lotnictwo osiągnęło stan gotowości bojowej na lotniskach w Armenii i Krymie. Dzień przed ofensywą na Syrię, 8 czerwca, izraelskie lotnictwo zatopiło na wodach międzynarodowych na Morzu Śródziemnym amerykański okręt USS Liberty, który zbierał wywiad elektroniczny w czasie tej wojny. W wyniku ataku zginęło 34 amerykańskich żołnierzy. Izrael się kajał i przepraszał, chociaż wiadomo było, że żadne państwo arabskie nie pływa na amerykańskich oznaczonych okrętach. Ale kto będzie w tak historycznej chwili zadawał niewygodne pytania? Już raz prezydent John F. Kennedy pytał Ben Guriona, co on buduje w Dimonie. Kennedy pojechał do Dallas i od tamtej pory Amerykanie udają, że nic nie wiedzą o izraelskim potencjale nuklearnym.

10 czerwca izraelski premier Levi Eskol nawiązał łączność ze światem. Radio w Damaszku ogłosiło upadek miasta Kunejtry na trzy godziny zanim to rzeczywiście nastąpiło. Izrael wyszedł na pozycję szturmowe na syryjską stolicę. Ledwie 40 km dzieliło czołgi żydowskie od najstarszej stolicy świata. Levi Eskol zgodził się na zawieszenie broni, tak jak uprzednio to zrobiła Syria, Transjordania i upokorzony Egipt. Izrael po 19 latach od swoich narodzin zajął całą mandatową Palestynę, Synaj oraz Wzgórza Golan. Jednak, zdaniem izraelskich „rewizjonistów” historycznych, wojna 1967 roku była zaledwie wygraną bitwą w przegranej przez Izrael i „cywilizowany świat” wojnie.

CDN.

Sześć dni, które zmieniły świat. Wojna sześciodniowa 1967 roku. Rewolty, samolot, źródła wody, Sowieci, szpiedzy. Cz. II

Zanim generałowie Itzhak Rabin i Mosze Dajan rozkazali „najlepszej armii od czasów króla Dawida” uderzenie na sąsiadów, dysponowali ogromną wiedzą o państwach arabskich. Ale czas ich gonił.

Czytaj część pierwszą: Sześć dni, które zmieniły świat. Wojna sześciodniowa 1967 roku. Koszmar Ben Guriona – Naser i panarabizm. Część I

Panarabizm i naseryzm miał swoich zażartych wrogów. Izrael nie mógł dopuścić do modernizacji świata arabskiego, co w końcu doprowadziłoby do klęski państwa żydowskiego. Dom Saudów był wielkim przeciwnikiem modernizacji świata islamu. – Pamiętaj, że nie jesteś szachem Francji, lecz Iranu – upominał saudyjski król Fajsal irańskiego szacha Mohammeda Rezę Pahlaviego, kiedy ten zaproponował otwarcie dyskotek w Rijadzie, tak jak on to zrobił w Teheranie.

Saudowie zaczęli konsumować potężne zyski z ropy naftowej i tak jak dzisiaj, interweniowali w Jemenie. W 1962 roku zorganizowali kontrrewolucyjny pochód w obronie obalonego przez rewolucjonistów ostatniego króla Jemenu Mohammeda al-Badra. Za rewolucjonistami ujął się Gemal Abdel Naser i wysłał do Jemenu armię egipską na 5-letnią jałową wojnę.

Rewolucja nie stała w sprzeczności z islamskimi poglądami Nasera. Egipski prezydent aktywnie wspierał algierskie/islamskie powstanie przeciwko Francuzom, które zmusiło Paryż do zakończenia oficjalnej obecności w Afryce Północnej w 1962 roku. Sowietom nie za bardzo podobał się Naser jak i panarabizm, który swoje korzenie ma w kontaktach świata arabskiego z hitlerowskimi Niemcami. Niemniej z braku poważniejszych graczy na bliskowschodniej arenie, zaoferowali swoje usługi państwom arabskim, które szukały oparcia wobec dawnych kolonistów oraz współpracujących z nimi Izraelem.

Radzieccy towarzysze z kamienną twarzą zerkali, jak Naser rozpaczliwie szukał 5 razy dziennie kierunku na Mekkę w Moskwie. Egipskiego prezydenta interesowała broń, jak i projekty inżynieryjne, które Związek Sowiecki wraz z jego satelitami może wykonać w kraju faraonów. Marks, Engels, Lenin zupełnie go nie interesowali. I Sowieci w imię pragmatyki dziejowej to zaakceptowali.

Pojawienie się Sowietów na Bliskim Wschodzie wywołało natychmiastową reakcję Amerykanów. W okupowanym przez nich Monachium znajdował się przeniesiony z Berlina Instytut Orientalny, który zachował szereg kontaktów z czasów kajzera i Hitlera. Berlin interesował się Hasanem Al-Bana i jego Bractwem Muzułmańskim od samego początku w 1932 roku. Ponoć niemiecki konsul w Kairze nie żałował środków na „młodych gniewnych”, którzy swoją wizję świata opierali na pustynnych legendach z VII wieku, a nie tak, jak ówcześnie było modne – w rozwoju nauki i techniki. Grunt, że Bracia Muzułmanie mogą napsuć krwi Anglikom.

Naser sam był „tajnym członkiem Bractwa”. Niemniej po dojściu do władzy zdystansował się od organizacji i rozpoczął z nią wojnę. Wojnę bezwzględną, kiedy to egipski wywiad odkrył, że Bracia Muzułmanie są finansowani przez wrogą ówcześnie Kairowi Arabię Saudyjską. Z resztą czeki z Zatoki Perskiej płynęły nie tylko nad Nil. Baathistowska władza w Damaszku i Bagdadzie również była podważana przez rodzący się ruch salaficki, który kontestował zeświecczenie obyczajów, kultury oraz „jawnogrzesznictwo” heretyków u władzy. Prześladowani islamiści znajdowali schronienie właśnie w Monachium pod kuratelą amerykańskiej CIA. Amerykanie widzieli w radykalnym sunnickim islamie nie tylko miecz na sowieckie wpływy w Trzecim Świecie. Patrzyli również na Kaukaz i Azję Centralną, który w imię islamu może odpaść od Moskwy.

Niemniej w połowie lat 60-tych izraelskie przypuszczenia się potwierdziły – dzięki sekularyzacji szkolnictwa i masowym sowieckim zbrojeniom Arabowie z Syrii, Iraku i Egiptu przesiedli się z osiołków i wielbłądów na wozy pancerne i czołgi. Pozostawało kwestią czasu, kiedy nauczą się celnie strzelać. A to zagrażało Izraelowi, który opierał swój byt na sile wojska – nie licznego, ale doskonale wyposażonego, wyszkolonego i zmotywowanego. Przy czym Izrael jest chyba jedynym krajem, w którym pomimo obowiązkowej służby wojskowej, wciela do lotnictwa i wywiadu wojskowego niemalże pod przymusem. Elita elit. I to właśnie lotnictwo i wywiad miał niwelować dysproporcje w ilości, skoro jakość uzbrojenia dostępnego Arabom była taka sama lub nawet lepsza.

W izraelskim sztabie generalnym Kirya rozpoczęto analizy. Sprawnie wykonany atak lotniczy może uziemić całe lotnictwo nieprzyjaciela. Wojsko pozbawione osłony lotniczej będzie bezradne wobec naszych myśliwców i nacierających dywizji pancernych. Tym samym, możemy prowadzić ofensywę na wszystkich frontach nie wielkimi formacjami, przy spodziewanych nie wielkich stratach ludzkich – rozkminano talmudycznie. Do szczęścia Żydom potrzebny był radziecki samolot MIG-21, żeby izraelscy specjaliści (którzy podzielą się wiedzą z amerykańskimi kolegami, oczywiście nie za darmo) i piloci mogli przebadać możliwości technicznie i taktyczne maszyny będącej na wyposażeniu wojsk arabskich.

Izraelski wywiad zwerbował irackiego pilota – Asyryjczyka Munira Redfa, który pomimo, tego, że świecka iracka władza zapewniła, wcześniej upośledzonym chrześcijanom, elitarną pracę czuł się dyskryminowany w Mezopotamii. Mossad zorganizował przerzut rodziny pilota w bezpieczne miejsce i 16 sierpnia 1966 roku Redfa wylądował kradzionym MiG-iem na lotnisku w Izraelu. Eksperci izraelskich sił powietrznych mieli mało czasu na przebadanie myśliwca. Czas naglił. A ta wiedza miała uczynić izraelskich pilotów niezniszczalnych w pojedynkach w przestworzach.

Wiosną 1967 roku izraelscy piloci mieli okazję wykazać swoje umiejętności i wiedzę w pojedynkach powietrznych z syryjskimi asami przestworzy. Damaszek rozpoczął budowę tamy u źródeł Jordanu, tak aby ten od czasów biblijnych życiodajny akwen wodny w rowie syryjsko-afrykańskim w ograniczonym zakresie płynął do Izraela, a nawadniał syryjskie pola. Woda na Bliskim Wschodzie rzecz najcenniejsza. Izrael przeprowadził w kwietniu i w maju 1967 roku szereg rajdów na syryjskie instalacje i budowy w newralgicznym pograniczu. Izraelska agresja wywołała oburzenie w świecie arabskim. I w tym momencie powstaje do dzisiaj niewyjaśnione pytanie – jaka była rola Sowietów w wiosennych starciach izraelsko-syryjskich?

Bez wątpienia Kreml chciał „rozgotować” Bliski Wschód wykorzystując amerykańskie zaangażowanie w Wietnamie i w Indochinach. Tylko idąc tropem „Protokołów Mędrców z Syjonu”, „wierchuszka” sowieckiego państwa będąca w dużej mierze pochodzenia żydowskiego, rzeczywiście była pozbawiona wszelkich odczuć plemiennych? Jedno sowieckie „NIET” powstrzymało by arabską histerię i gorączkę, którą wywołał nieświadom konsekwencji Gemal Abdel Naser. Kto jak kto, ale KGB i GRU zapewne doskonale zdawało sobie sprawę z tego, że połączone siły Egiptu, Transjordanii, Syrii i Iraku są (jeszcze) niewystarczające, aby pobić Izrael.

Ani Breżniew, ani Kosygin nie powstrzymywali Nasera przed grą, w której przy pełnym rozeznaniu potencjałów, kompromitacja była nie do uniknięcia. Czy te masy Żydów sowieckich, które napłynęły do Izraela po 1990 roku rzeczywiście były bierne w swojej jakości wobec wizji unicestwienia państwa żydowskiego? Przecież, jak wspominałem wcześniej, Izrael dostawał życiodajne dolary za informację zza „Żelaznej Kurtyny”, za którą mieszkało miliony Żydów. Tak więc czyim rzeczywistym sojusznikiem był Związek Socjalistycznych Republik Sowieckich?

Tel-Awiw wie i wiedział bardzo dużo o Syrii. Dzisiaj ludzie w Izraelu związani z bezpieczeństwem udają, że wojna w Syrii ich nie obchodzi, poza jednym wyjątkiem – Hezbollahem. Weteranów izraelskich służb interesuje zapewnię jeszcze jedno – gdzie są zwłoki Eli Cohena, człowieka, który wygrał wojnę 1967 roku nim jakikolwiek pocisk został wystrzelony.

Eli Cohen, Żyd urodzony w Syrii, lecz mieszkający w Egipcie brał udział w kompromitacji izraelskich służb w trakcie „Operacja Zuzanna”. W 1954 egipscy Żydzi zwerbowani przez Mossad mieli przeprowadzić szereg zamachów bombowych na obiekty cywilne (kina, urzędy) żeby zdyskredytować znienawidzonego przez Tel-Awiw Nasera. Operacja zakończyła się błazenadą i karami śmierci dla organizatorów. 1955 roku Cohen przybył do Izraela i zaczął spokojny drobnomieszczański żywot, będąc niejako obywatelem 2 kategorii związku z tym, że Żydzi z krajów arabskich byli tą pogardzaną warstwą przez Żydów europejskich. Świat arabski dla Cohena był jego własnym. Mówił oraz myślał po arabsku. Jadł i mógł zachowywać się jak Arab. Dodatkowo miał fantastyczną pamięć i aparycję amanta. Mossad, szybko wymyślił nową rolę dla tak użytecznego człowieka.

W 1962 roku Eli Cohen jako Kamal Amin Taabet syryjski emigrant, biznesmen z Argentyny zakotwiczył w stolicy Syrii. Dysponując pieniędzmi, znajomościami i urokiem osobistym wszedł do damasceńskiej elity, która na rautach i bankietach dzieliła się z nowym przyjacielem sekretami alkowy i tajników mętnego świata polityki. Istny James Bond. Cohen wynajął apartament naprzeciwko syryjskiego sztabu generalnego, dzięki czemu jego depesze telegraficzne z cennymi informacjami pozostawały niezauważone. Cohen vel Taabet, zaprzyjaźnił się nawet z ówcześnie młodym i pnącym się w górę na szczebelkach kariery Hafezem Al-Asadem, późniejszym „lwem z Damaszku”. Cohen stał się tak wpływowym człowiekiem, że rozważano uczynieniem go syryjskim wiceministrem obrony!

Do największych sukcesów Cohena należało uzyskanie informacji o syryjskich fortyfikacjach na Wzgórzach Golan. Wedle jednej wersji, Cohen miał objechać teren razem z zaprzyjaźnionym syryjskim decydentem i w trakcie podróży miał zapamiętać topograficzne rozmieszczenie fortyfikacji, stanowisk artyleryjskich, moździerzowych i wszystko przekazać do Tel-Awiwu. Wzgórza Golan, o które po latach zapomnienia ponownie wracają do relacji medialnych, stanowiły z jednej strony o bezpieczeństwie syryjskiej stolicy, a z drugiej narażały cały północny Izrael na ostrzał artyleryjski. Golan dawał również Syrii dostęp do Jeziora Galilejskiego, największego akwenu słodkowodnego w regionie. Dla Izraela, zajęcie Golanu było sprawą egzystencjonalną. Dzięki wiedzy uzyskanej od Cohena, który został powieszony w Damaszku w 1965 roku, Żydzi mogli rozpocząć wojnę. Wojnę, która zmieniła świat.

CDN.

Miriam Shaded: Europa powinna zakazać islamu jako ideologii nienawiści albo ściśle kontrolować jego wyznawców i imamów

Według prezes „Fundacji Estera” do Polski w sposób niekontrolowany napływają muzułmanie, korzystając z otwartych granic. Nie ma też różnych, lepszych i gorszych islamów – jest jeden.

Gościem południowej audycji Radia Wnet była Miriam Shaded, prezes „Fundacji Estera”, która opowiadała o swojej działalności , o relacjach Europy ze światem islamu oraz o sytuacji w Syrii.

„Fundacja Estera”  zajmuje się m.in.pomocą dla  Polek, które związały się  z muzułmanami. Jest ich co najmniej 300 tys.  Polskie obywatelki są często nieświadome, jak wygląda prawna i obyczajowa sytuacja kobiet w świecie islamu. Fundacja kieruje zgłaszające się osoby do właściwych instytucji, w których mogą uzyskać pomoc i sama udziela im pomocy w kwestiach prawnych, np. przy odzyskiwaniu dzieci.

Miriam Shaded mówiła też o  islamie  w Europie.  Jej zdaniem jest jeden islam –  nie ma różnych islamów, lepszego i gorszego. Różnice dotyczą jedynie stopnia opresyjności i mniej lub bardziej rygorystycznego stosowania wynikających z religii przepisów. W związku z tym  państwa europejskie powinny prowadzić bardzo stanowczą politykę wobec islamu i imigrantów islamskich – zakazać islamu jako ideologii propagującej nienawiść i odmawiającej podstawowych praw kobietom albo przynajmniej ściśle kontrolować jego wyznawców, w szczególności imamów. UE, która konsekwentnie walczy z mową nienawiści, ksenofobią i rasizmem pośród Europejczyków, powinna w ten samo sposób walczyć z propagandą islamu.

Według gościa Radia Wnet również w Polsce istnieje zagrożenie islamem i terroryzmem islamskim. Przez otwarte granice przenika wielu muzułmańskich imigrantów, którzy nie są w żaden sposób rejestrowani. Pobierają zasiłki w Niemczech, a mieszkają w Polsce.

Miriam Shaded mówiła też o  wojnie w Syrii i możliwych sposobach jej zakończenia.

Zapraszamy do wysłuchania całej audycji.

JS

Armia rządu prezydenta Baszara al-Asada odbiła z rąk Państwa Islamskiego strategiczną miejscowość w prowincji Aleppo

Jak informują państwowe media syryjskie, po wielu tygodniach ciężkich walk wojskom rządowym udało się odebrać miejscowość Maskana z rąk dżihadystów. Operację Syryjczyków wspierali Rosjanie.

Zajęcie Maskany położonej po zachodniej stronie jeziora (zbiornika retencyjnego) Al-Asad wpisuje się w zakrojoną na szeroką skalę operację militarną, którą syryjskie siły rządowe rozpoczęły w połowie stycznia z pomocą Rosjan w celu pokonania IS w prowincji Aleppo.  [related id=”22695″]

„Siły rządowe i sprzymierzeni bojownicy posuwają się naprzód w prowincji Aleppo i tropią grupy organizacji terrorystycznej Daesz (Daesh – arabski akronim Państwa Islamskiego)” – powiedziało źródło wojskowe cytowane przez syryjskie media. „Przywracają bezpieczeństwo i stabilność w strategicznej miejscowości Maskana i wielu innych ważnych miejscach” – dodało to źródło.

Maskana jest oddalona o 15 km od granicy administracyjnej z prowincją Ar-Rakka, gdzie wspierany przez USA sojusz milicji pod nazwą Syryjskie Siły Demokratyczne (SDF) przygotowuje się do operacji przejęcia kontroli nad miastem o tej samej nazwie – bastionem IS w Syrii. Nie przewiduje się udziału armii syryjskiej w tej operacji.

Według źródła, na które powołuje się agencja AFP, „Maskana jest ostatnim ważnym miejscem w prowincji Aleppo przed Rakką, a ci, co kontrolują Maskanę, kontrolują też oś Aleppo-Rakka”. Rozmówca AFP twierdzi, że obecność IS w prowincji Aleppo nie potrwa już długo.

Obecnie IS kontroluje jedynie niewiele wiosek rozsianych na wschodzie i na południowym wschodzie prowincji Aleppo – twierdzi szef Syryjskiego Obserwatorium Praw Człowieka, Rami Abdel Rahman.

Państwo Islamskie wciąż dokonuje w Syrii zbrojnych wypadów na wioski w pobliżu stref znajdujących się pod jego kontrolą, ale jest spychane w kierunku swych mateczników – położonych nad Eufratem miast Rakka i Dajr az-Zaur.

pap/aa