Syryjska TV: W ramach porozumienia w poniedziałek rozpoczęto ewakuację syryjskich rebeliantów z przedmieść Damaszku

Siły przeciwników prezydenta Syrii Baszara el-Asada są ewakuowane z Barzy (Barzeh). O świcie na miejscu pojawiły się autokary, do których wsiadły setki rebeliantów wraz z rodzinami.

Syryjscy rebelianci zaczęli w poniedziałek opuszczać jedno z oblężonych przez siły rządowe przedmieść Damaszku – poinformowały państwowa telewizja i Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka. Ewakuacja jest elementem wcześniejszego porozumienia z władzami Syrii.

Obserwatorium podaje, że o świcie na miejscu pojawiły się autokary, do których wsiadły setki rebeliantów wraz z rodzinami. W najbliższych dniach ewakuowane mają być następne grupy bojowników – dodała organizacja, która ma siedzibę w Wielkiej Brytanii.

Barza, północno-wschodnie przedmieście Damaszku, znajduje się w pobliżu obszarów kontrolowanych przez rebeliantów. Od miesięcy toczą się tam zacięte walki między siłami rządowymi a bojownikami. W niedzielę w pobliżu Barzy wojska syryjskie przeprowadziły ofensywę – podało Obserwatorium.[related id=”15068″]

Tymczasem powiązane z Hezbollahem media poinformowały w poniedziałek, że do oblężonych przez rebeliantów miejscowościach Fua i Kefraja przyjechało kilka karetek Czerwonego Półksiężyca. W tych miejscowościach bronią się szyickie oddziały walczące po stronie Asada.

W nocy z piątku na sobotę w Syrii weszło w życie porozumienie o utworzeniu w kraju stref bezpieczeństwa. W poniedziałek minister spraw zagranicznych Syrii Walid el-Mualim zapewnił, że Damaszek będzie stosować się do tych ustaleń pod warunkiem, iż tak samo postępować będą rebelianci. Dodał, że muszą oni jednak oczyścić kontrolowane przez siebie obszary z dżihadystów.

Utworzenie czterech „stref deeskalacji” uzgodniły w zeszłym tygodniu w stolicy Kazachstanu Rosja, Turcja i Iran. Strefy obejmują całą prowincję Idlib, a także części prowincji Latakia, Hims, Hama, Dara i Kunajtira, część Aleppo, jedno z przedmieść Damaszku. Ma w nich obowiązywać całkowity zakaz używania broni. Będzie tam można dostarczać pomoc humanitarną – wynika z porozumienia.

PAP/LK

Dr Zasztowt: Ceną mediacji rosyjskiej na Bliskim Wschodzie ma być zniesienie sankcji za atak na Ukrainę i aneksję Krymu

Bardzo dobre relacje rosyjsko-tureckie nie całkiem odpowiadają rzeczywistości, pokojowy plan Putina i Erdogana nie odniósł, jak dotąd, sukcesu, a w Syrii przepaść między władzą a opozycją nie zanikła.

Dr Konrad Zasztowt z Wydziału Orientalistycznego UW mówił o spotkaniu prezydentów Erdogana i Putina w Soczi. Według niego, obu przywódcom zależy na pokazaniu, że ich polityka zagraniczna przynosi sukcesy: m.in. budowania nowych sojuszy, rozwiązywania problemów międzynarodowych. Jednak, zdaniem orientalisty, narracja mediów przedstawiająca kontakty Turcji z Rosją jako bardzo dobre, jest trochę przekłamana.

Między tymi państwami jest parę poważnych spraw spornych. Główną kością niezgody stanowi konflikt syryjski. Istnieją nieuzgodnione kwestie gospodarcze, konfliktu może też wywołać współpraca energetyczna – ponad 60 procent gazu trafiającego do Turcji to gaz rosyjski, nadmiernie uzależnia Turcję od Rosji.

Doktor Zasztowt poruszył również sprawę konfliktu syryjskiego. W Soczi Putin i Erdogan rozmawiali o konkretnym wspólnym planie dotyczącym uregulowania konfliktu w Syrii. Stwierdził, że nie można mówić o wielkim sukcesie pokojowego planu Putina i Erdogana, jednak rozmowy o nim trwają nadal. Zdaniem gościa Radia Wnet, mimo że strony konfliktu w Syrii spotkały się ponownie, jednak przepaść między opozycjonistami a Asadem  jest tak duża, że jedynym sukcesem, o jakim można mówić, jest sam fakt ich spotkania.

Specjalista od spraw wschodnich zauważył, że dla Syryjczyków z działań Turcji i Rosji nic nie wynika, jednak Rosja osiągnęła wizerunkowy sukces dzięki zaangażowaniu w konflikt syryjski. Pokazała Zachodowi, że jest ważnym graczem na arenie międzynarodowej. Władimir Putin oczekiwał, że uda mu się pójść na układ z Donaldem Trumpem. Zdaniem eksperta, ceną za  pomoc rosyjską na Bliskim Wschodzie mają być ustępstwa Zachodu w sprawie Ukrainy:  kwestia zniesienia sankcji oraz akceptacja aneksji Krymu.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy.

JN

 

Utworzono cztery strefy bezpieczeństwa w Syrii. W nocy weszło w życie porozumienie Rosji, Turcji i Iranu w tej sprawie

W strefach obowiązuje zakaz używania broni. Jest to kolejna próba umocnienia rozejmu w ogarniętym wojną kraju. Opozycja traktuje porozumienie jako zagrożenie dla integralności terytorialnej państwa.

Rosja, Turcja i Iran uzgodniły w czwartek w Astanie, stolicy Kazachstanu, utworzenie czterech „stref deeskalacji”. W rozmowach uczestniczyły Stany Zjednoczone, jednak jedynie w charakterze obserwatora.

[related id=”16680″]

Strefy obejmują całą prowincję Idlib, a także części prowincji Latakia, Hims, Hama, Dara i Kunajtira, część Aleppo, jedno z przedmieść Damaszku. Ma w nich obowiązywać całkowity zakaz używania broni. Będzie tam można dostarczać pomoc humanitarną.

Zbrojna opozycja syryjska skrytykowała porozumienie o strefach, sprzeciwiając się udziałowi w nim Iranu, jako strony popierającej w konflikcie, obok Moskwy, prezydenta Syrii Baszara el-Asada. Opozycja uważa, że porozumienie to zagraża terytorialnej integralności kraju.

Wojna domowa w Syrii kosztowała już od roku 2011 320 tys. ofiar śmiertelnych oraz miliony rannych i uchodźców.

PAP/JN

Decyzja zapadła: strefy bezpieczeństwa w Syrii nie będą dostępne dla samolotów amerykańskich oraz ich sojuszników

W czwartek Rosja, Turcja i Iran uzgodniły utworzenie stref bezpieczeństwa w Syrii. Ma w nich obowiązywać całkowity zakaz używania broni, ale będzie można do nich dostarczać pomoc humanitarną.

Niedopuszczanie samolotów USA i ich regionalnych sojuszników nie zostało wprawdzie wprost zapisane w memorandum w sprawie stref bezpieczeństwa, „ale loty nad tymi obszarami będą zawieszone” – powiedział szef rosyjskiej delegacji na rozmowy w Astanie.

Według jego oświadczenia, zapadła już decyzja, że absolutnie nie zostało przewidziane otwarcie stref dla lotnictwa, przede wszystkim sił międzynarodowej koalicji – bez względu na to, czy samoloty USA i ich koalicjantów będą się zapowiadały, czy nie.

Stany Zjednoczone i ich sojusznicy powinni ograniczyć naloty na pozycje Państwa Islamskiego do Ar-Rakki (na północy Syrii – PAP), Daj az-Zaur (na wschodzie) i rejonu rzeki Eufrat – podkreślił Ławrientjew.

W czwartek Rosja, Turcja i Iran uzgodniły utworzenie stref bezpieczeństwa w Syrii. Tureckie MSZ ogłosiło, że porozumienie w tej sprawie obejmie całą prowincję Idlib, a także części prowincji Latakia, Hims, Hama, Dara i Kunajtira, część Aleppo i jedno z przedmieść Damaszku. W strefach ma obowiązywać całkowity zakaz używania broni i będzie do nich można dostarczać pomoc humanitarną.

Według strony rosyjskiej porozumienie w sprawie utworzenia czterech „stref deeskalacji” w Syrii wejdzie w życie w sobotę i oczekuje się, iż syryjskie lotnictwo wstrzyma loty nad tymi obszarami. Ławrentjew zapewnił, że rząd Syrii będzie się trzymał postanowień tego porozumienia, chyba że ugrupowania rebeliantów na objętych nim obszarach zaczną atakować.

ONZ przyjęło z zadowoleniem informację o porozumieniu, sprzeciw wyraziła z kolei syryjska opozycja. Według niej zagraża ono integralności terytorialnej kraju.

źródło:pap

Czytaj więcej:Prezydenci Rosji i USA chcą stworzyć „strefy bezpieczeństwa” w Syrii. Podział tego kraju wydaje się nieunikniony

Rosja, Turcja i Iran uzgodniły 4 maja utworzenie stref bezpieczeństwa w Syrii. Opozycja syryjska zgłasza zastrzeżenia

Memorandum w tej sprawie podpisano w Astanie. ONZ powitało je z zadowoleniem, natomiast syryjska opozycja nie zgadza się na uczestnictwo Iranu w rozmowach i obawia się dezintegracji kraju.

Specjalny wysłannik ONZ do Syrii, Staffan de Mistura, nazwał plan utworzenia stref bezpieczeństwa w Syrii „ważnym, obiecującym krokiem we właściwym kierunku w procesie deeskalacji konfliktu”.

Przedstawiciele zbrojnej opozycji syryjskiej opuścili posiedzenie w stolicy Kazachstanu w proteście przeciwko udziałowi w tych decyzjach Iranu. Moskwa i Teheran wspierają w konflikcie syryjskim prezydenta Baszara el-Asada.

[related id=”14502″]Według zbrojnej opozycji syryjskiej takie porozumienie zagraża integralności terytorialnej kraju. Opozycja wyklucza też zaakceptowanie Iranu jako jednego z gwarantów planu pokojowego.

– Jesteśmy przeciwko podziałowi Syrii. […] Nie jesteśmy stroną tego porozumienia i oczywiście w żadnym razie go nie poprzemy, dopóki Iran będzie nazywany państwem-gwarantem – oświadczył reprezentujący opozycję podczas rozmów w Astanie Osama Abu Zaid. Zwrócił też uwagę, że istnieje „ogromna przepaść” między rosyjskimi obietnicami i działaniami.

Tureckie MSZ ogłosiło, że porozumienie w sprawie stref bezpieczeństwa w Syrii – Ankara używa nazwy „strefy bez konfliktu” – obejmie całą prowincję Idlib, a także części prowincji Latakia, Hims, Hama, Dara i Kunajtira, część Aleppo, jedno z przedmieść Damaszku. W strefach ma obowiązywać całkowity zakaz używania broni. Będzie tam można dostarczać pomoc humanitarną.

Gwarantami porozumienia są Rosja, Turcja i Iran.

[related id=”16392″]Szef rosyjskiej delegacji uczestniczącej w rozmowach w Astanie, Aleksandr Ławrentjew oświadczył, że porozumienie w sprawie utworzenia czterech „stref deeskalacji” w Syrii wejdzie w życie w najbliższą sobotę i że oczekuje się, iż syryjskie lotnictwo wstrzyma loty nad tymi obszarami.

Aleksandr Ławrentjew zapewnił, że rząd Syrii będzie przestrzegał postanowień porozumienia, chyba że ugrupowania rebeliantów na objętych nim obszarach rozpoczną atak. Zapewnił, że Turcja, Rosja i Iran są gotowe wyrazić zgodę na obecność w strefach obserwatorów międzynarodowych, o ile będzie w tej kwestii „jednomyślność”.

Podczas poprzednich rozmów w Astanie Iran, Rosja i Turcja uzgodniły m.in. trójstronny mechanizm monitorowania i egzekwowania zawieszenia broni w Syrii, który ma powstrzymać strony konfliktu przed prowokacjami; pozwala on tym trzem państwom na natychmiastową reakcję na wszelkie przypadki naruszenia rozejmu formalnie obowiązującego od 30 grudnia 2016 roku.

źródło: PAP

Czytaj więcej: Syria: Aleppo i Homs wyglądają jak Warszawa 1945 roku, ale w ogromie zniszczeń ludzie potrafią znajdować wiele radości

Syryjczyk mieszkający w Polsce: Trudno słuchać o prezydencie własnego kraju, że jest rzeźnikiem czy mordercą

– Baszszar al-Asad musiałby być naprawdę niemądrym człowiekiem, żeby użyć broni chemicznej – powiedział Jerzy Tarabulsi, przekonany, że wytaczane wobec prezydenta Syrii zarzuty są bezpodstawne.

Jak powiedział w Poranku Wnet Jerzy Tarabulsi, Syryjczyk mieszkający w Polsce, oskarżanie prezydenta Syrii o użycie broni chemicznej (w wyniku której zginęło ponad 70 syryjskich obywateli) w kwietniu br. jest nieuzasadnione oraz nie ma oparcia w faktach.

Baszszar al-Asad musiałby być naprawdę niemądrym człowiekiem, żeby użyć broni chemicznej, widząc, jak jego wojska prą do przodu i wygrywają kolejne batalie. Wszyscy wiemy, jak świat patrzy na broń chemiczną. Syria trzy lata temu pozbyła się tej broni – podkreślił.

Tarabulsi przyznał, że trudno mu się słucha opinii, wedle których prezydent Syrii uchodzi za „rzeźnika bądź mordercę”. Jednocześnie powiedział, że nie wierzy w tego rodzaju komentarze, po czym stwierdził, że al-Asad nie byłby w stanie być mordercą własnych obywateli. Powołał się przy tym na działania Hafiza al-Asada, ojca obecnego prezydenta, sprawującego władzę autorytarną w bliskowschodnim państwie w latach 1971-2000.

Jego ojciec chronił różnorodność narodową i wyznaniową w Syrii. Sunnickim ugrupowaniom to przeszkadzało. Nie wiem zatem, jak jego syn mógłby się cieszyć, widząc bratobójczą walkę w swoim państwie – oznajmił.

[related id=”10925″ side=”left”]
Ponadto gość porannego programu Radia Wnet mówił na temat głównego podmiotu syryjskiej opozycji, który walczy w wojnie domowej z oddziałami prezydenta Baszszara al-Asada, Wolnej Armii Syrii. Stwierdził, że większość ze znajdujących się w ich szeregach żołnierzy to najemnicy, którzy nie są nawet z pochodzenia Syryjczykami. Oddziały Wolnej Armii Syrii nazwał „w 90 proc. zbieraniną różnych narodowości”.

Kto odpowiada za finansowanie najemnych żołnierzy? W przekonaniu Jerzego Tarabulsi są nimi Arabia Saudyjska i Katar, które jednocześnie opłacają działania tzw. Państwa Islamskiego. Powiedział, że finansowanie syryjskich opozycjonistów i terrorystów odbywa się poprzez sprzedaż skradzionych przedmiotów, należących do światowego dziedzictwa kulturowego.

– Na początku wojny do miasta Rakka przyjeżdżały ciężarówki z Turcji, do których ładowano wszystkie syryjskie zabytki z muzeów. Złodzieje zabijali kustoszy, a później grabili muzea i skradzione przedmioty wywozili do Turcji. Większość z tych zabytków znajdowała się, bądź teraz  znajduje się na międzynarodowych aukcjach – powiedział w Poranku Wnet.

K.T.

Iran: będziemy wysyłać doradców do Syrii tak długo, jak to konieczne. Teheran nie zostawi Asada i będzie go dalej bronił

Iran chce wysłać do Syrii doradców wojskowych i jednostki wspomagające Bashara el-Asada m.in. w działaniach militarnych, organizacji szkoleń szyickich ochotników i współpracy z organizacją Hezbollah

Rola doradców nie ogranicza się wyłącznie do sfery planowania, ale obejmuje też pomoc techniczną i taktyczną – powiedział Mohhamad Pakpur, jeden z oficerów Gwardii Rewolucyjnej dowodzący jednostkami piechoty irańskiej, w wypowiedzi dla agencji Fars. Dodał, że z uwagi na konieczność stałej obecności na polu walki doradców irańskich, będziemy zapewniać Syryjczykom doradztwo wojskowe tak długo, jak to będzie konieczne.

Pakpur potwierdził, że jednostki lądowe Gwardii Rewolucyjnej zostały wysłane do Syrii, by wspomóc elitarne jednostki sił specjalnych, tzw. Święte Oddziały, przeprowadzające operacje wojskowe poza granicami Iranu. Formacja ta odpowiada też za organizowanie, szkoleń i zaopatrywanie islamskich organizacji współpracujących z rządem irańskim.

[related id=”16392″]Iran wspomaga reżim prezydenta Bashara el-Asada od 2012 r., co początkowo starał się ukrywać – zaznacza w komentarzu Agencja Reutera. Z czasem zaangażowanie Teheranu w konflikt zbrojny w Syrii wzrosło; pojawili się też pierwsi Irańczycy, którzy stracili w nim życie, w związku z czym władze irańskie zaczęły mówić o udziale wojskowych z Iranu w działaniach zbrojnych w Syrii w sposób bardziej otwarty – dodaje Reuter.

Na początku kwietnia jeden z wysoko postawionych funkcjonariuszy państwowych w Iranie poinformował, że w konflikcie syryjskim straciło życie już ponad tysiąc Irańczyków. Wśród ofiar jest też kilku dowódców irańskiej Gwardii Rewolucyjnej – twierdzą z kolei irańskie media.

Reuter pisze w komentarzu, że pomoc Iranu dla Syrii obejmuje także szkolenie szyickich ochotników z Iraku, Afganistanu i Pakistanu przed wysłaniem ich do Syrii i bliską współpracę z szyicką radykalną organizacją z Libanu – ugrupowaniem Hezbollah.

Gwardia Rewolucyjna, zwana też Strażnikami Rewolucji, została utworzona po rewolucji islamskiej w 1979 r. w celu jej obrony przed, jak to określano, wewnętrznymi i zewnętrznymi zagrożeniami. Składa się z formacji lądowych, morskich oraz powietrznych i jest to najlepiej wyszkolona i wyposażona część sił zbrojnych Iranu.

PR/PAP

Czytaj więcej: Właściciel perskojęzycznej GEM TV, uznanej przez władze Iranu za reprezentującą wrogie interesy, zastrzelony w Stambule

Prezydenci Rosji i USA chcą stworzyć „strefy bezpieczeństwa” w Syrii. Podział tego kraju wydaje się nieunikniony

Donald Trump i Władimir Putin dyskutowali telefonicznie nad wygaszeniem konfliktu w Syrii. Rozmowie przysłuchiwała się Angela Merkel, która wczoraj była goszczona przez rosyjskiego prezydenta w Soczi.

[related id=”14502″]Rosyjski prezydent zaproponował Donaldowi Trumpowi rozrysowanie linii zawieszenia broni, nad którą miałaby czuwać armia rosyjska. Strona amerykańska nie wyszła z żadną inicjatywą, niemniej Waszyngton podtrzymuje swój pomysł o utworzeniu „stref bezpieczeństwa”, których lotnictwo syryjskie nie mogłoby nawiedzać.

Amerykańska idea stworzeniu w Syrii „stref bezpieczeństwa” z zakazem lotów przypomina sytuację w Iraku w latach 1991-2003, kiedy to lotnictwo Saddama Husseina miało zakaz lotów nad irackim Kurdystanem i szyicką Basrą na południu kraju. To de facto uczyniło obszary kurdyjskie w znaczniej mierze niezależnymi od Bagdadu.

Wedle portalu debke.com, powiązanego z izraelskimi służbami, taką „strefą bezpieczeństwa” miałaby być południowa część Syrii granicząca z Izraelem i Jordanią. W tej przestrzeni  nie mogłaby stacjonować nie tylko armia rządowa, ale też wszelkie powiązane z Iranem formacje militarne.

[related id=”9551″ side=”left”]Jerozolima jest mocno zaniepokojona tym, że w poprzednim tygodniu oddziały syryjsko-irańskie wraz z Hezbollahem dotarły do granicy izraelskiej na Wzgórzach Golan. Hezbollah wraz z Irańską Gwardią Republikańską znalazł się pod górą Hermon, a syryjskie oddziały zmotoryzowane objęły ruiny miasta Kunejtra.

Władimir Putin w rozmowie z rosyjskimi dziennikarzami stwierdził, że zawieszenie broni w Syrii jest priorytetem, chociaż współpraca z Waszyngtonem jest „krytyczna”. Co więcej, prezydent zaznaczył, że Rosja wraz z Turcją i Iranem usiłują stworzyć warunki dla politycznego rozwiązania konfliktu, uwzględniając wszystkie zantagonizowane strony.

żródło: debka.com

Czytaj więcej:Syria: Aleppo i Homs wyglądają jak Warszawa 1945 roku, ale w ogromie zniszczeń ludzie potrafią znajdować wiele radości

Syria: Aleppo i Homs wyglądają jak Warszawa 1945 roku, ale w ogromie zniszczeń ludzie potrafią znajdować wiele radości

Celem dżihadystów jest wygnanie chrześcijan z Syrii, żeby Syria była jednolicie muzułmańskim krajem. Chrześcijanie jednak zrobią wszystko, żeby w tym kraju zostać, bo to jest ich ojczyzna.

Wojciech Kempa, redaktor naczelny Magna Polonia – Prawicowego Portalu Informacyjnego, spędził święta wśród chrześcijan w Syrii. W Poranku Wnet opowiadał, jak wyglądają nękane miasta tego kraju i jak żyją tam ludzie.

– Ogrom ludzkiej tragedii. Setki, tysiące zniszczonych domów. Można iść kilometrami i nie spotkać ani jednego niezniszczonego budynku. Aż takich zniszczeń się nie spodziewałem. Wschodnie Aleppo wygląda niczym Warszawa w 1945 roku, podobnie Hims. Inaczej jest w Damaszku — jest to wielkie, tętniące życiem miasto; zniszczenia są zdecydowanie mniejsze, bo jednak walki były tam mniej intensywne. […] Ogrom ludzkiego dramatu, a także pragnienie przetrwania i odbudowy tego, co się utraciło, zrobiło na mnie niesamowite wrażenie. […]

W Aleppo katedra bez dachu, mocno podziurawiona, wszystkie domy wokół zniszczone, a kościół wypełniony po brzegi. W takiej scenerii odbywało się wielkopiątkowe nabożeństwo.

Krzysztof Skowroński pytał, na kogo liczą chrześcijanie w Syrii i czy chcą wyjechać do Europy. Gość Poranka Wnet powiedział, że dla chrześcijan niewątpliwie Baszszar al-Asad jest człowiekiem, który gwarantuje im, że nie zostaną wymordowani przez dżihadystów, więc stoją za nim murem. Nie chcą wyjeżdżać z kraju, pragną, żeby ta wojna jak najszybciej się skończyła i żeby mogli powrócić do normalnego życia w miejscu, gdzie są ich korzenie, skąd pochodzą, gdzie od dwóch tysięcy lat żyli ich przodkowie, chrześcijanie.

Tam jest ogromna ilość dzieci, w każdej rodzinie jest gromadka dzieci, które kręcą się po ruinach, tam się bawią, śmieją się i cieszą. W tym ogromie nieszczęść ludzie potrafią znajdować wiele radości…

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy.

lk

Izrael uznaje rozpad Syrii za stan faktyczny i niezmienny. Domaga się od świata uznania Wzgórz Golan za swoje terytorium

Kilka miesięcy temu sam Netanjahu zaproponował Trumpowi uznanie Wzgórz Golan za część Izraela. Amerykański prezydent nie wyraził sprzeciwu. Izrael zaanektował Golan i Jerozolimę 14 grudnia 1981 roku.

Paweł Rakowski komentował w Popołudniu Wnet aktualną sytuację na Bliskim Wschodzie, ze szczególnym uwzględnieniem relacji izraelsko-syryjskich.

[related id=”3344″]- Bliski Wschód żyje oczywiście tym, kto stoi za atakami chemicznymi w północnej Syrii. Trump wystrzelił 59 pocisków Tomahawk na lotnisko al-Shayrat w prowincji Homs, ale jakoś tej bazy nie zniszczył. Baza ta była wykorzystywana przez Iran i Rosję do swoich „niecnych” celów. No, ale 59 rakiet nie zniszczyło lotniska, które po kilku godzinach wróciło do normalnego działania, więc gdzie te rakiety poleciały – nad tym zastanawiają się w regionie – relacjonował dziennikarz tematy bieżące w Lewancie.

Następnie przeszedł do tematów bieżących:

Izrael uznał rozpad Syrii za stan faktyczny i nieunikniony. Już o tym pisał ostatnio na Facebooku Eli Barbour, a dzisiaj Jerusalem Post opublikował artykuł Michaela Orena, byłego izraelskiego ambasadora przy ONZ, który zaapelował, żeby świat uznał izraelską aneksję Wzgórz Golan. Co więcej, kilka miesięcy temu, kiedy nasz nowy portal wnet.fm był znany tylko nam w wersji próbnej, pisałem o tym, że sam Netanjahu zaproponował Trumpowi uznanie Wzgórz Golan za część Izraela. Amerykański prezydent nie wyraził wobec tego sprzeciwu. Należy przypomnieć, że Izrael zaanektował Golan i Jerozolimę 14 grudnia roku pamiętnego, dzień po tym, jak towarzysz Jaruzelski wyjechał czołgami na ulice polskich miast i wsi.

Czytaj też: Izrael zniszczy przeciwnika w przyszłej wojnie. Tel Awiw grozi Hezbollahowi, że tym razem go zniszczy. Do 3 razy sztuka?

Dziennikarz w audycji Popołudnie Radia WNET przypomniał dzieje spornego obszaru i dlaczego on jest tak bardzo ważny:

– Jaka jest historia Wzgórz Golan? Tradycyjnie w tym regionie należy rozpatrywać wszelkie dzieje od Adama i Ewy. Na Golanie znajdują się ruiny miasta Gamla, które w epoce rzymskiej stanowiło w syjonistycznej historiografii ważny punkt oporu. Miasto zostało zajęte i zniszczone, a ludność wyrżnięta lub pogoniona na najbliższy targ i sprzedana. Od 1967 roku zwolennicy pozostania tego obszaru przy Izraelu krzyczą, że Gamla nie może znowu upaść.

[related id=”11723″]- Ponownie sprawa Golanu pojawia się po zakończeniu Wielkiej Wojny i tajnym układzie Sykes-Picott, w którym Anglia i Francja „wykolegowali” Arabów i podzielili się między sobą Lewantem. Oczywiście układ przestał być tajny, albowiem Lenin opublikował jego treść. Niemniej Anglicy dostali Palestynę, a Francuzi Syrię wraz ze Wzgórzami Golan. Zdaniem frakcji „palestyńskiej”, Wzgórza Golan stanowiły część Palestyny. Co ciekawe, frakcja „syryjska” i reprezentująca ją jeszcze utrzymująca się przy życiu partia Baath twierdzi, że właściwie to istnieje tylko i wyłącznie „Wielka Syria”, a więc północny, arabski Irak, Syria, Liban, Jordania i Palestyna to jest jeden wielki, arabski kraj syryjski. Anglicy, dzieląc się z Francuzami Lewantem, nie patrzyli zbytnio na mapy. Nie stanowiło to problemu, po czyjej stronie pozostają niezaludnione wzgórza i półpustynie. No i granica pomiędzy Mandatową Palestyną i Protektoratem Syrii nie została precyzyjnie wykreślona kartograficznie. Co ciekawe, za te sprawy odpowiedzialny był nie kto inny, jak Lord Curzon, który i w naszym przypadku się „popisał”.

Sprawa rozgraniczenia Palestyny z Syrią wróciła w 1948 roku. Po pierwszej wojnie arabsko-izraelskiej została ustalona granica, wraz ze strefą zdemilitaryzowaną, która zdaniem Damaszku powodowała, że Syryjczycy mieli dostęp do Jeziora Genezaret, największego słodkowodnego akwenu w regionie. Izrael temu całkowicie zaprzecza i w latach 90. kiedy miał miejsce „proces pokojowy”, Hafez Al-Assad domagał się Wzgórz Golan z dostępem do brzegu Jeziora Genezaret. I wtedy obie strony wyciągały mapy i udowadniały swoje racje na odmiennie nakreślonych liniach.

Wzgórza Golan dla Izraela i Syrii są kluczowe. Izraelskie pozycje są 70 km od Damaszku. Tam, na Golanie, są źródła wody gruntowej; co więcej, ze szczytów góry Hermon spływa śnieg. Dodatkowo Izrael pilnuje też źródeł Jordanu i ma nieograniczony dostęp do Jeziora Genezaret. Mało kto pamięta, że wojna 1967 roku zaczęła się właśnie od Syrii. Dzisiaj wielu uważa, że wojna 6-dniowa była wynikiem chorych ambicji egipskiego prezydenta Nasera, które doprowadziły do żydowskiego nokautu. Nie, wszystko zaczęło się od sporu izraelsko-syryjskiego i Naser musiał zareagować, co doprowadziło do wojny. Golan został zajęty na koniec, ale toczyły się tam ciężkie boje. 6 lat później posiadanie Golanu uratowało Izrael, który musiał bić się już na własnym terytorium. Izraelski minister obrony Mosze Dajan publicznie dawał do zrozumienia, że jeśli Syryjczycy przełamią front izraelski, wtedy Żydzi zastosują arsenał pewnej mocy, którego Izrael oficjalnie nie posiada – relacjonował dziennikarz.

Rakowski odniósł się również do potencjalnej dezintegracji syryjskiego terytorium:

[related id=”3259″ side=”left”] – Pomysł podziału Syrii nie jest niczym nowym. Już za protektoratu francuskiego wydzielono autonomiczny obszar alawicki z Latakią oraz druzyjski w Jabal Al-Druz. Zresztą Druzowie pokonali Francuzów w powstaniu pod wodzą Sultana Baszy Al-Atrasza. Tak więc widzimy, że dezintegracja tego terytorium, które też zostało fikcyjnie wytworzone, to nie jest nic nowego dla obszaru, który pozbawiony jest narodu w naszym europejskim rozumieniu.

Tak, niektórzy twierdzą, że ta wojna i zamęt jest inspirowana, i mają dużo w tym racji. Ale pamiętajmy, że bez realnych podstaw nie byłoby tego zamętu. Tutaj mogę podać przykład z naszego podwórka – wielu mówi, że mordercza działalność Ukraińców była wynikiem manipulacji i inspiracji. Ale jeżeli nie byłoby nienawiści do nas, to mordy ukraińskie na Polakach nie miałby takiego bestialskiego charakteru – objaśniał autor tekstów do „Kuriera WNET”.

Czytaj więcej: Amerykanie uważają, że Asad może dalej rządzić. Ma być osądzony przez naród w wyborach. Czy szykuje się koniec wojny?