„Myślę, że szanse na występ Wilfredo Leona na MŚ są coraz większe” – mówi Sara Kalisz, dziennikarka TVP Sport

siatkówka; Obraz Tania Van den Berghen z Pixabay

siatkówka; Obraz Tania Van den Berghen z Pixabay

Rehabilitacja siatkarza reprezentacji Polski przebiega bardzo sprawnie. Leon pojawił się na zgrupowaniu kadry. Tę sprawę na antenie Radia Wnet skomentowała Sara Kalisz.

W czerwcu Wilfredo Leon przeszedł operację, za sprawą której jego występ na mundialu stanął pod znakiem zapytania. Przyjmujący pojawił się w piątek na zgrupowaniu polskiej reprezentacji siatkarskiej. Jednak nie oznacza to jeszcze, że zagra on na mistrzostwach świata.

Sprawę powrotu do kadry Wilfredo Leona skomentowała dziennikarka TVP Sport specjalizująca się w tematach siatkarskich – Sara Kalisz.

Początkowo mogło się wydawać, że to jest tylko po to, żeby on się znów wczuł w rytm drużyny, by nie miał rocznej przerwy od bycia z reprezentacją Polski.

Jednak w kolejnych dniach ukazywały się coraz bardziej optymistyczne informacje. Jedną z nich była ta, że Wilfredo zaczął skakać, co potwierdził w rozmowie ze mną trener Nikola Grbić.

Czytaj także:

Wilfredo Leon dołączył do kadry Grbicza. „Trener widział, w jakiej kondycji jestem. Mam wrażenie, że był zdziwiony”

Sara Kalisz mówiła o zaskoczeniu, jakie wśród swoich reprezentacyjnych kolegów wywołał siatkarz pochodzący z Kuby.

Leon mówił, że jego rehabilitacja przebiega szybciej, że w Spale wszyscy są wręcz zdziwieni tym, na jak dobrym poziomie już jest. Mówił, że zrobi wszystko, żeby być na mistrzostwach świata.

Mistrzostwa świata w siatkówce ruszają 26 sierpnia. Reprezentacja Polski w fazie grupowej swoje mecze rozegra w katowickim Spodku. Jej rywalami będą Bułgarzy (26 sierpnia), Meksykanie (28.08) i Amerykanie (30.08).

Wydaje mi się, że jest szansa na to, żeby zdążył. Myślę, że te szanse są coraz większe.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.K.

Porozmawiajmy o sporcie – 07.08.2022 r. – Tour de Pologne, Robert Lewandowski w Barcelonie, Formuła 1 i siatkówka

Kolarze podczas Tour de Pologne / Silar, Wikimedia Commons (CC BY-SA 4.0)

Gośćmi: Grzegorz Milko – redakcja Radia Wnet; Kazimierz Romaniec – historyk piłki nożnej; Paweł Surynowicz – redaktor naczelny miesięcznika „Polski Karting” – oraz Sara Kalisz, dziennikarka TVP Sport.

Audycję prowadzi Kamil Kowalik.

 

Wilfredo Leon dołączył do kadry Grbicza. „Trener widział, w jakiej kondycji jestem. Mam wrażenie, że był zdziwiony”

Wilfredo Leon; fot.: Lega Pallavolo Serie A (CC BY-SA 4.0)

Na początku czerwca przyjmujący siatkarskiej reprezentacji Polski przeszedł operację, która uniemożliwiała mu grę w kadrze. Trzy tygodnie przed mundialem Leon pojawił się na zgrupowaniu drużyny Gbcza.

Pochodzący z Kuby reprezentant Polski jest przez niektórych obserwatorów uważany za najlepszego przyjmującego na świecie. Końcówka minionego sezonu ligowego była dla Wilfredo Leona trudnym czasem zmagania się z kontuzją kolana. Mimo problemów zdrowotnych, Leon do ostatniego meczu grał na włoskich parkietach, walcząc o mistrzostwo Włoch ze swoją drużyną Sir Safety Perugia. Na początku czerwca przeszedł operację ścięgna rzepki.

Oznaczało to wyeliminowanie Leona z reprezentacyjnych rozgrywek Ligi Narodów. Przyjmujący cały czas przechodzi rehabilitację, jednak od początku było wiadomo, że Leon wciąż ma szansę na występ w mistrzostwach świata, które rozpoczną się 26 sierpnia. W piątek Wilfredo pojawił się w Spale, gdzie kadra Nikoli Grbicza przygotowuje się do najważniejszej imprezy tego roku.

W wywiadzie udzielonym stacji Polsat Sport siatkarz wyraził pewien optymizm co do swojej aktualnej formy.

Ze swojej strony zrobiłem wszystko, co mogłem. Teraz decyzja będzie należała do trenera, który miał okazję oglądać mnie w ostatnich dniach. Mam wrażenie, że był zdziwiony, w jak dobrej kondycji już się znajduję. Plan rehabilitacji był rozpisany na trzy miesiące, a ja zrealizowałem go w dwa.

Zobacz także:

Porozmawiajmy o sporcie – 31.07.2022 r.

Z kolei trener Nikola Grabić powrót Wilfredo Leona w rozmowie z TVP Sport skomentował w następujący sposób:

Realizuje swój program dochodzenia do zdrowia. Jest częścią tego zespołu, a jego obecność tutaj ma pomóc mu jak najszybciej wrócić do gry.

Nie wystarczy zacząć skakać, aby wrócić do pełnego treningu sześć na sześć. Będziemy mieli cały następny tydzień, żeby zobaczyć, jak mu idzie.

Zawodnik, który reprezentuje Polskę od 2019 roku, nie chce dostać się do składu na mistrzostwa świata tylko za sprawą swojego statusu uznanego siatkarza. Wie, że na ten turniej musi być w pełni przygotowany.

Ja zawsze jestem gotowy na rywalizację o miejsce w składzie. Nie chcę, żeby mówiło się, że zostało mi ono dane za darmo. Czekam na to, co będzie chciał zrobić trener i co powiedzą lekarze. Głowę będę miał gotową. Muszę być gotowy do gry na 100 proc.

Naszą reprezentację przed siatkarskim mundialem rozgrywanym w Polsce i Słowenii czeka jeszcze Memoriał Huberta Jerzego Wagnera. W Krakowie, w dniach 18-20 sierpnia zagramy z Argentyną, Serbią i Iranem. Ponadto nasi siatkarze 13 sierpnia rozegrają mecz towarzyski z Ukrainą, a wstępnie na 23 sierpnia zaplanowano ostatnie starcie przed mundialem – możliwym rywalem jest Argentyna.

Kamil Kowalik

Źródła: Polsat Sport, TVP Sport, Wirtualna Polska, Wprost

Sebastian Vettel kończy karierę! Chce poświęcić więcej czasu rodzinie

Sebastian Vettel/ Źródło: diggita.com

Czterokrotny mistrz świata Formuły 1 podjął decyzję, że wraz z końcem sezonu 2022 rezygnuje z wyścigów i przechodzi na sportową emeryturę.

Niemiecki kierowca starty w wyścigach w F1 rozpoczął w 2006 roku. W kolejnym roku regularnie startował już w Mistrzostwach Świata. Swój pierwszy wyścig wygrał w 2008 roku. Okazał się bezkonkurencyjny w czasie rozgrywanego Grand Prix Włoch. Zwyciężając na torze w Monzie ustanowił też nowy rekord. Został najmłodszym w historii zwycięzcą wyścigu.

W swojej karierze Vettel wygrał łącznie 53 razu w zawodach z serii Gran Prix. Zdobył 4 tytuły mistrza świata. Trzykrotnie był również wicemistrzem. Teraz, wieku 35 lat, postanowił zakończyć karierę.

 

 

Lech Piasecki: Tour de Pologne jest wielkim świętem sportu, wielkim świętem kolarstwa

zdjęcie z Facebooka Lecha Piaseckiego

Zwycięzca Wyścigu Pokoju z 1985 roku mówi m.in. o rozpoczynającym się 30 lipca Tour de Pologne, podczas którego kolarzom towarzyszyć będzie Radio Wnet.

Legenda polskiego kolarstwa, pierwszy na mecie etapów Giro d’Itlaia i lider Tour de France – Marek Piasecki – zapowiada 79. edycję największego w Polsce wyścigu kolarskiego.

W 1985 roku Piasecki sięgnął po tryumf w Wyścigu Pokoju, który to w czasach PRL-u cieszył się większym prestiżem niż Tour de Pologne. Wraz z końcem żelaznej kurtyny, polski wyścig nabrał zdecydowanie większego znaczenia.

Kiedy w krajach byłego bloku sowieckiego wszystko się pozmieniało, takie wyścigi jak Tour de Pologne wstąpiły na piedestał.

Cieszę się, że Tour de Pologne, pod wodząc Czesława Langa, przetrwało próbę czasu i wciąż jest wyścigiem bardzo ważnym – jednym z wyścigów World Tour. 

Czytaj także:

79. Tour de Pologne: Światowe kolarstwo wraca na polskie drogi

Marek Piasecki mówi o atmosferze towarzyszącej zmaganiom kolarzy nad Wisłą.

To jest wielkie święto sportu, wielkie święto kolarstwo.

Gość Radia Wnet podkreśla to, jak łatwo każdy kibic może przyłączyć się do tego świętowania.

Ten wyścig jedzie do ludzi, także nie trzeba iść na stadion, nie trzeba kupować biletów. Wystarczy, w miejscach, przez które wyścig przejeżdża, wyjść na ulicę, wystarczy wyjrzeć przez okno, by zobaczyć peleton tych samych kolarzy, którzy jeżdżą w Tour de France i w innych wielkich tourach.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

Z Lechem Piasecki rozmawiają Grzegorz Milko i Kamil Kowalik.

K.K.

Zobacz także:

Porozmawiajmy o sporcie – 24.07.2022 r. – Leszek Orłowski, Lech Piasecki i Alicja Tchórz

Artur Boruc zakończył karierę. W jego pożegnalnym meczu Legia zremisowała z Celtikiem 2:2

Artur Boruc, fot.: Kamil Kowalik, Radio Wnet

Polski bramkarz w czwartek zagrał swój ostatni mecz w karierze, W specjalnym spotkaniu o nazwie King’s Party Legia Warszawa zremisiowała z Celtikiem F.C. 2:2.

Legia to najważniejszy klub w dwudziestosześcioletniej karierze seniorskiej byłego reprezentanta Polski. Bramkarz był niezwykle mocno związany emocjonalnie ze stołecznym klubem, stąd też kibice Legii bardzo go cenią.

Boruc doskonale bawił się z publicznością zgromadzoną na meczu z Celtikiem. Po ostatnim gwizdku przemówił do kibiców, lecz ze wzruszenia załamał się mu głos. W innym momencie zaczął śpiewać jedną z piosenek Legii, a gdy przerwał śpiewanie kontynuowali jego fani.

Bramkarz, który grał na mundialu w Niemczech oraz na Euro 2008 i Euro 2016, pożegnał się z Łazienkowską, robiąc rundę dookoła murawy, podczas której przybijał piątki z kibicami.

Celtic to druga jego ważna drużyna. W Glasgow zdobył trzy tytuły mistrza Szkocji.

Czytaj także:

Artur Partyka: serce zabiło mi mocniej, kiedy się potwierdziło, że Robert będzie grał w Barcelonie

Do przerwy między słupkami po stronie Legii stał właśnie Artur Boruc. W tym czasie Legia straciła dwie bramki. Boruca pokonali Reo Hatate i Daizena Maedy.

Bohater tego meczu nie wyszedł już na drugą połowę. Zastąpił go Kacper Tobiasz. Legia bardzo szybko zabrała się za nadrabianie strat – kontaktową bramkę w 46. minucie zdobył Maciej Rosołek. W 66. minucie do remisu doprowadził Josué Pesqueira.

Mecz zakończył się rezultatem 2:2, jednak nim wybrzmiał ostatni gwizdek, na murawę powrócił on – król Artur. Wówczas obie drużyny utworzyły dla niego szpaler.

K.K.

Galeria:

Artur Boruc, fot.: Kamil Kowalik, Radio Wnet
fot.: Kamil Kowalik, Radio Wnet
Artur Boruc, fot.: Kamil Kowalik, Radio Wnet
fot.: Kamil Kowalik, Radio Wnet
fot.: Kamil Kowalik, Radio Wnet

Przeczytaj więcej o karierze Artura Boruca:

 

Czas pożegnać króla, czyli słów kilka o karierze Artura Boruca

 

Artur Partyka: serce zabiło mi mocniej, kiedy się potwierdziło, że Robert będzie grał w Barcelonie

Stadion Camp Nou w Barcelonie / Fot.JaflaumS05, Wikimedia Commons

Artur Partyka, medalista olimpijski, na antenie Radia Wnet skomentował pierwsze sukcesy polskich lekkoatletów w Eugene. Mówił także o swej miłości do FC Barcelony.

Artur Partyka, dwukrotny medalista olimpijski w skoku wzwyż, komentuje pierwsze sukcesy polskich lekkoatletów na mistrzostwach świata w Eugene.

W sobotę srebro w chodzie na 20 kilometrów zdobyła Katarzyna Zdziebło. Z kolei w rzucie młotem drugi był Wojciech Nowicki, który przegrał jedynie z Pawłem Fajdkiem. Fajdek wywalczył piąte złoto mistrzostw globu z rzędu. Artur Partyka mówił o roli jego trenera – Szymona Ziółkowskiego.

Któż inny, jak nie Szymon Ziółkowski, może lepiej wiedzieć, jak zdobywa się te najcenniejsze kruszce.

Proszę mi wierzyć, że ta wiedza, która dotyczy zdobywania najcenniejszych tytułów jest unikalna. To są te godziny, te kilka godzin bezcennego doświadczenia, które zdobywa się dzięki swoim występom na tak wysokim poziomie. To jest doświadczenie, którego praktycznie nigdzie indziej nie jesteśmy w stanie zdobyć.

Czytaj także:

MŚ 2022 – złoto Pawła Fajdka, Wojciech Nowicki ze srebrem! Polski młot króluje w Eugene

Artur Partyka swój pierwszy medal olimpijski zdobył na igrzyskach w Barcelonie w 1992 roku. Nie ukrywa swej sympatii do tamtejszego klubu piłkarskiego, w którym to zagra Robert Lewandowski.

Barcelona była przez blisko dekadę takim moim trzecim domem, bo tam, nieopodal, jest ośrodek w Sant Cugat. W latach 90. było to jedno z najlepszych centrów treningowych na świecie.

Camp Nou to rzecz oczywista, jako kibicowi Barçy, serce zabiło mi mocniej, kiedy się potwierdziło, że Robert będzie grał w Barcelonie. To znaczy, że pewnie jeszcze raz wyląduję na Camp Nou – specjalnie dla momentu, w którym będę mógł zobaczyć Roberta w barwach Blaugrany.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.K.

Zobacz także:

Porozmawiajmy o sporcie – Medale w Eugene, Lewnandowski w Barcelonie i brąz polskich siatkarzy U22 – 17.07.2022 r.

 

Porozmawiajmy o sporcie – Medale w Eugene, Lewnandowski w Barcelonie i brąz polskich siatkarzy U22 – 17.07.2022 r.

Od lewej: Maciej Dobek, Kamil Kowalik i Andrzej Karaś; autor: Michał Tęsny

Artur Partyka, Maciej Dobek i Janusz Uznański

W sportowej audycji Radia Wnet dwukrotny medalista olimpijski Artur Partyka skomentował sukcesy polskich lekkoatletów – Katarzyny Zdziebło, Pawła Fajdka i Wojciecha Nowickiego. Artur Pratyka mówił także o swojej miłości do FC Barcelony.

Transfer Roberta Lewandowskiego i pierwszą kolejkę polskiej ekstraklasy skomentował Maciej Dobek, prowadzący stronę facebookową „Miasto moje, a w nim”.

Z kolei Janusz Uznański, dyrektor operacyjny PZPS, mówił o sukcesie polskich siatkarzy na Mistrzostwach Europy U22. Polacy zdobyli brązowy medal.

Audycję prowadzili Kamil Kowalik i Andrzej Karaś.

 

MŚ 2022 – złoto Pawła Fajdka, Wojciech Nowicki ze srebrem! Polski młot króluje w Eugene

Fot.: anncapictures z Pixabay

W drugim dniu Mistrzostw Świata w lekkoatletyce w Eugene nasi młociarze dominowali w swojej konkurencji. Paweł Fajdek zdobył swoje piąte złoto mistrzostw świata, a Wojtek Nowicki cieszy się ze srebra!

Klasyfikacja końcowa konkursu:

  1. P. Fajdek 81,98 m
  2. W. Nowicki 81,03 m
  3. E. Henriksen (NOR) 80,87 m
  4. Q. Bigot (FRA) 80,24 m
  5. B. Halász (HUN) 80,15 m
  6. R. Winkler (USA) 78,99 m
  7. M. Kochan (UKR) 78,83 m
  8. D. Haugh (USA) 78,10 m
  9. Ch. Frantzeskakis (GRE) 77,04 m

Przebieg zawodów

I kolejka

Konkurs rozpoczyna Wojciech Nowicki. Mistrz olimpijski z Tokio emanuje spokojem, jak zawsze. Ze skupieniem na twarzy ustawia się w kole i rzuca. Niestety ta próba Wojtka jest daleka od ideału – 77,40 m.

Niedługo po nim, Rudy Winkler, z lekkością rzuca 78,91. Amerykanin jest rekordzistą swojego kontynentu – pewnie jeszcze postraszy.

Groźny Quentin Bigot także nie zwlekał. Już w pierwszej próbie uzyskał 79,52 m i objął prowadzenie.

Węgier Bence Halász rzuca dobrze. Przegrywa tylko z Francuzem.

Do swojej próby przystępuje on – Paweł Fajdek. Będzie albo pięknie, albo fatalnie. Paweł wybiera tylko skrajne rozwiązania. W tej próbie wybrał tę gorszą skrajność.

Po pierwszej kolejce: Nowicki szósty, a Fajdek z dziewiątym wynikiem. Pozostaje trzymać kciuki i czekać.

II kolejka

Druga próba Wojciecha Nowickiego – i jest! – to dzisiaj pierwszy młociarz z odległością powyżej 80 metrów – dokładnie 80,07.

Winkler i Bigot – ten najlepszy po pierwszej kolejce – nie poprawiają się.

Za to Bence Halász poprawia rezultat, ale cały czas 80 metrów zdobyte tylko przez Nowickiego.

Teraz Fajdek! Młot leci długo, daleko… 80,58 m! – najdalej w konkursie, ale zaraz po Pawle rzuca Elvind Henriksen z Norwegii. Uzyskuje 80,87 i to on obejmuje prowadzenie.

Czytaj także:

Biały dym nad Barceloną. Lewandowski piłkarzem Dumy Katalonii!

III kolejka

Wojtek Nowicki trzeci raz wkracza do koła. Raczej nie jest zadowolony z tego rzutu, ale kibice z Polski patrzą na to inaczej, bo na tablicy wyników widnieje: 81,03 m. Nowicki wraca na sam szczyt tabeli.

Rudy Winkler po swojej próbie jest wyraźnie zniesmaczony. Kiedy już wie, że nic z tego nie będzie, wychodzi z koła – ten rzut jest spalony.

Bigot, już pewny awansu, bierze się do roboty i zbliża się do czołówki – notuje 80,24 m, czyli jest tuż za trzecim Fajdkiem.

Halász także złamał granicę „osiemdziesiątki”, ale 80,15 m. w konkrsie na tak wysokim poziomie daje dopiero piątą lokatę.

Kolej na Pawła. Tym razem rzuca 81,98! Jest najdalej, jest pięknie! Ale Fajdek po raz kolejny powstrzymuje wybuch radości, pozostaje skupiony, tak jakby nie pokazał jeszcze wszystkiego.

Z kolei Henriksen spala swoją próbę.

Klasyfikacja po pierwszej połowie konkursu (dziewiątka z awansem do ścisłego finału):

  1. P. Fajdek
  2. W. Nowicki
  3. E. Henriksen (NOR)
  4. Q. Bigot (FRA)
  5. B. Halász (HUN)
  6. R. Winkler (USA)
  7. M. Kohan (UKR)
  8. D. Haugh (USA)
  9. Ch. Frantzeskakis (GRE)*   

* wystąpił w ścisłym finale z uwagi na problemy z pomiarem jednego z rzutów

IV kolejka

Zmiana kolejności. Polacy w ścisłym finale będą rzucać jako ostatni.

Rudy Winkler cały czas nie potrafi osiągnąć osiemdziesięciu metru. Halász psuje próbę, Bigot także się nie poprawia.

Norweg Henriksen depcze naszym rodakom po pietach, ale jego czwarty rzut jest nieudany – tylko 75,55 m.

Wicelider konkursu, Wojciech Nowicki, niestety spala swój rzut. Pierwszy raz w tym konkursie.

Paweł Fajdek tym razem nieznacznie słabiej – niespełna 80 metrów.

Czytaj także:

FIA traci swój autorytet? Środowisko F1 wylicza błędy Międzynarodowej Federacji Samochodowej

V kolejka

W tej odsłonie Rudy Winkler uzyskuje 78,99 m – nieznaczna poprawa, która nie pozwala mu wspiąć się nawet o jedną pozycję. Faworyt publiczności pozostaje na szóstej lokacie.

Bigot w swojej przedostatniej próbie nie przekracza 80 metrów – Francuz cały czas poza podium.

Henriksen także się nie poprawia. Rywalom Polaków pozostaje tylko po jednym rzucie.

Tymczasem Nowicki, podobnie jak poprzednicy, rzuca poniżej osiemdziesięciu metrów.

Z kolei Paweł Fajdek nie dokręcił w przedostatnim rzucie – za szybko wyrzucił młot.

Szósta – ostatnia – kolejka

Rywale nie zagrażali Polakom. Pozostał jeszcze Henriksen. Młot spada przed granicą osiemdziesięciu metrów.

Pozostało cudowne pytanie: Nowicki czy Fajdek? Wojtek rzuca podobnie do Norwega. Zatem to Paweł Fajdek zostaje mistrzem świata! To dla niego piąty tytuł! Wojciech Nowicki do trzech brązowych medali mistrzostw świata dokłada teraz cenniejszy, srebrny krążek.

Kamil Kowalik

FIA traci swój autorytet? Środowisko F1 wylicza błędy Międzynarodowej Federacji Samochodowej

Tor Spa-Francorchamps, fot.: Pixabay

Kierowcy F1 ostatnio dają do zrozumienia, iż nie są zadowoleni z działań FIA. Jakie kwestie podnieśli? Tymczasem FIA potwierdza termin wprowadzenia dyrektywy technicznej, mającej ograniczyć porpoising

Piękny, sielankowy krajobraz austriackich łąk przyozdobionych mleczami – to okolice styryjskiego Spielbergu, gdzie co roku na torze Red Bull Ring odbywa się wyścig F1 o GP Austrii. Tegoroczny weekend w tym błogim zakątku Europy stał pod znakiem uwag adresowanych do organizatora Mistrzostw Świata Formuły 1 – Międzynarodowej Federacji Samochodowej (FIA).

Najwięcej emocji wzbudziły wydarzenia piątkowe. Czterokrotny mistrz świata, Sebastian Vettel, podczas odprawy, w trakcie której kierowcy rozmawiali z przedstawicielami FIA, postanowił wstać i wyjść. Za ten wybryk został ukarany grzywną 25 000 euro w zawieszeniu. Przyczyny postawy Vettela nie są znane, jednak prawdopodobnie chciał w ten sposób wyrazić swoje niezadowolenie wobec ostatnich dział, albo raczej braku działań, FIA.

Przejdźmy do kwintesencji tegoż sportu, czyli rywalizacji na torze. W piątek Sergio Perez, kierowca Red Bulla, dostał się do ostatniej części kwalifikacji. Jednakże czas, który dał mu ten awans, uzyskał na okrążeniu, w którym przekroczył limit toru (w tym sezonie wyznacza go zawsze biała linia).

Czytaj także:

Antoni Piechniczek w Radiu Wnet: aby odnosić sukces, trzeba nakreślić sobie prawie rygorystyczną klauzulę

Sędziowie o tym przewinieniu dowiedzieli  się już po rozpoczęciu Q3, a samą decyzję o anulowaniu czasu ogłosili już po zakończeniu kwalifikacji, które Perez zakończył na czwartym miejscu.

W efekcie usunięcia najlepszego czasu z Q2, wszystkie czasy Meksykanina z Q3 spotkał taki sam los. Ostatecznie kierowca Red Bulla został sklasyfikowany na 13. miejscu – tym, które zajmował przed swoim ostatnim „kółkiem” w drugim segmencie kwalifikacji.

Norma, do jakiej przywykliśmy, nakazuje niemal automatyczne usunięcie czasu Pereza i niedopuszczenie go do startu w Q3. Jeśli sędziowie wyjątkowo nie zdążyli zrobić tego przed rozpoczęciem sesji Q3, to mogli to zrobić jeszcze podczas jej trwania. Przegranymi są zespół Red Bulla, który na marne eksploatował bolid z ekstremalnymi, kwalifikacyjnymi ustawieniami i Pierre Gasły, Francuz z AlphyTauri, który powinien powalczyć w Q3 w miejscu Pereza.

Limity toru były bolączką kierowców na dystansie całego weekendu w Austrii. Podczas niedzielnego wyścigu kierowcy złamali je 43 razy, a czterech dostało za swoje wyczyny karę czasową.

Aktualny mistrz świata, Max Verstappen uważa, że przepisy w tym obszarze są zbyt restrykcyjne. Ironicznie sugeruje, iż jeśli chcemy aż tak pilnować kierowców, to można by wprowadzić inne środki…

Nie sądzę, że tak powinno to wyglądać. Przekraczasz linię o 1 mm i od razu dostajesz karę. Dajcie tam po prostu ścianę lub przywrócić żwir na poboczu. Dla sportu nie wygląda to dobrze.

Christian Horner, szef Verstappena i Pereza, uważa, że następna runda Formuły 1 (GP Francji) oznacza jeszcze większe problemy z przestrzeganiem limitów toru, z uwagi na szerokie asfaltowe pobocza toru Paul Rcard.

Czytaj także:

Carlos Sainz wygrał swój pierwszy wyścig w F1. Czy możemy spodziewać się po nim czegoś więcej?

Pył z włóknem węglowym

Sebastian Vettel w Austrii podjął inny temat. Powietrze chłodzące hamulce zawiera w sobie włókno węglowe – pochodzi ono z kanałów chłodzących. Niemiec po wyścigu miał na twarzy czarny pył. Jak zauważa serwis „F1 Dziel Pasję” już w 2002 roku tę kwestię podjął Mika Salo. Lekarz w płucach byłego kierowcy F1 odnalazł dużo pyłu węglowego. Z kolei jego rodak, Valtteri Bottas, w 2019 roku mówił o swojej dolegliwości:

Zawsze kiedy kicham po wyścigu wydmuchiwane powietrze jest czarne. Nie wiem, jaki to ma wpływ na ciało, gdy jeżdżę tak rok w rok.

W tym sezonie problem ten stał się poważniejszym, gdyż od 2022 roku powietrze chłodzące hamulce wylatuje nie na bok, lecz w tył – z osi przedniej trafia w okolice kokpitu. Po słowach Vettela, FIA poinformowała, że poruszy ten problem na najbliższym spotkaniu Sportowego Komitetu Doradczego.

Karuzela interpretacji

Z kolei George Russell nie popiera nowego personalnego rozwiązania stosowanego przez Federację. Po fatalnej, kontrowersyjnej ostatniej rundzie sezonu 2021 z posady dyrektora wyścigu zwolniony został Michael Masi. Australijczyk ma teraz dwóch następców – Nielsa Witticha oraz Eduardo Freitasa. Panowie ci pracują w systemie rotacyjnym – niektóre wyścigi kontroluje Wittich, inne Freitas. Zdaniem kierowcy Mercedesa powoduje to rozbieżności w interpretacji przepisów.

Musimy mieć bardziej spójne decyzje sędziowskie. Przybywamy na kolejny wyścig i często nie ma tam już sędziów z poprzedniego wyścigu. Nie ma więc żadnej odpowiedzialności, żadnego wyjaśniania decyzji.

Czytaj także:

Mija 40 lat od Mundialu w Hiszpanii. Polska została trzecią reprezentacją świata

Porpoising

Przy całym sportowym i marketingowym sukcesie, jaki odnosi Formuła 1, trzeba przyznać, że niektóre rzeczy zadziwiają. Jak to jest, że zespoły mające tak wykwalifikowany personel, często czołowych inżynierów z zakresu aerodynamiki czy mechaniki, nie przewidzieli efektu tzw. porpoisingu. Zaawansowane maszyny, przedmioty westchnień fanów motorsportu, komicznie podskakuje na prostych. Problem dał się we znaki zdrowiu kierowców. FIA zaczęła działać – „Zmiany wprowadzamy od Wielkiej Brytanii”, „Jednak nie, poczekamy do Francji”, „Wiecie co, odłóżmy to do wyścigu na Spa”.

W piątek, 15 lipca, FIA w końcu potwierdziła, iż nowa dyrektywa techniczna będzie obowiązywać od GP Belgii (rundę na torze Spa-Francorchamps zaplanowano na dni 26-28 sierpnia). Od pierwszego wyścigu po wakacyjnej przerwie zespoły będą musiały przestrzegać wskaźnika oscylacji aerodynamicznych (AOM), ma to ograniczyć podskakiwanie samochodów.

Źródło: „F1 Dziel Pasję”

Kamil Kowalik

Zobacz także:

Porozmawiajmy o sporcie – 10.07.2022 r.