Wojciech Biedroń: To był proces polityczny! Od początku do końca nie miałem najmniejszych szans w starciu z sędzią

Choć to sędzia namawiał dziennikarza do walki z rządem, nie sędzia, lecz dziennikarz został ukarany grzywną! 3 tys. złotych dziennikarz musi zapłacić za opisanie upolitycznionego sędziego.

 

Trzy lata temu Wojciech Biedroń przygotował prowokację, w której sędzia Wojciech Łączewski, autor m.in. wyroków na min. Mariusza Kamińskiego, za pośrednictwem Twittera nawiązał prywatną korespondencję z – jak był przekonany – Tomaszem Lisem, i namawiał go do przyjęcia nowej strategii w politycznej walce z rządem.

We wtorek (12 lutego) sąd skazał Wojciech Biedronia na podstawie art. 212 Kodeksu karnego, czyli za zniesławienie, na grzywnę. Wyrok jest prawomocny, choć – jak uważa dziennikarz tygodnika „Sieci” – niesprawiedliwy. W Poranku Radia WNET wyjaśnia, dlaczego tak sądzi.

Po trzech latach okazuje się, że jedyną osobą skazaną jestem ja sam. Przez ostatnie trzy lata rzeczywiście opisywałem tę historię, docierałem do nowych informacji i będę robić to nadal. Uważam, że sędzia Łączewski jest człowiekiem, który mija się z prawdą (…) Co ciekawe, w ciągu trwającego przewodu sądowego sądy potwierdzały tezy zawarte w moich artykułach – mówi.

Sąd przyznał rację ustaleniom Wojciecha Biedronia, że sędzia Wojciech Łączewski odpowiada za korespondencje na Twitterze i naprawdę chciał się spotkać z red. Tomaszem Lisem. Podstawą do wydania wyroku skazującego było użycie przez dziennikarza określenia, że przeciwko sędziemu Łączewskiemu toczy się postępowanie dyscyplinarne. Tymczasem to nie było postępowanie dyscyplinarne, a… postępowanie wyjaśniające.

Jak zauważa Wojciech Biedroń, trzeba pamiętać, że był to proces przeciwko niezwykle wpływowemu i popularnemu sędziemu, który cieszył się wielką popularnością wśród części środowiska sędziowskiego toczącego walkę z dzisiejszym rządem:

Kiedy sprawa się rozpoczynała, sędzia Łączewski zgłosił takich świadków, od których wtedy zależała niejedna kariera sędziowska. Byli wśród nich członkowie KRS-u, prezesi ważnych polskich sądów. Miałem poczucie, że od początku do końca nie miałem najmniejszych szans. Sąd traktował mnie w sposób obrzydliwy. Zachowanie sędziów pierwszej i drugiej instancji było ohydne. Ma się nieodparte wrażenie, że to są procesy polityczne.

Teraz Biedroń zastanawia się nad odwołaniem do Trybunału Konstytucyjnego. – Jest to jedna z koncepcji, którą rozważamy. Trzeba w końcu pochować ten komunistyczny relikt, jakim jest artykuł 212 – mówi.

Zapraszam do wysłuchania całej rozmowy!

JN

Sędzia Wojciech Łączewski wziął udział w piętrowej prowokacji politycznej, mającej podważyć legalność działania TK?

Piotr Andrzejewski w Poranku Wnet mówił o tym, jak „polityczni charakteropaci” wraz „totalną opozycją” próbują zakłócić działanie organów państwa, wykorzystując do tego wymiar sprawiedliwości.

Ostatnim gościem Poranka WNET był senator Piotr Łukasz Andrzejewski, sędzia Trybunału Stanu, adwokat, w czasach PRL występujący jako obrońca w procesach działaczy opozycji solidarnościowej.

Senator wypowiadał się na temat kolejnego kontrowersyjnego zachowania sędziego Wojciecha Łączewskiego, który w prowadzonym przez siebie procesie cywilnym (po stronie pozwanej jest Trybunał Konstytucyjny) podał w wątpliwość prawidłowość powołania sędzi Julii Przyłębskiej na stanowisko Prezesa TK, kwestionując ważność pełnomocnictwa udzielonego adwokatowi, który miał reprezentować TK w tym procesie.

Piotr Andrzejewski nie może wyjść z zadziwienia, do czego mogą posunąć się ludzie  dotknięci – jak to określił – polityczną charakteropatią w wykonywaniu swoich funkcji. Jego zdaniem sędzia Wojciech Łączewski już kilkukrotnie dał dowody na to, że nie jest sędzią bezstronnym ani niezawisłym.

Tym razem – twierdzi senator – sędzia ten wziął udział w piętrowej prowokacji politycznej, mającej na celu przeciwdziałanie funkcjonowaniu Trybunału Konstytucyjnego. Prowokację rozpoczęto złożeniem przez „jakiegoś figuranta” rzekomo indywidualnej skargi konstytucyjnej, która nie powinna być przez TK przyjęta do rozpoznania. TK tę skargę musiał odrzucić, tzn. formalnym rozstrzygnięciem zdecydować, że TK nie może się nią zająć. To był pretekst, żeby – kwestionując to rozstrzygniecie na drodze sądowej – zarzucać, że nie zostało ono wydane przez osoby, będące prawidłowo powołanymi sędziami TK. Z tego powodu ów „figurant” wystąpił do sądu cywilnego, żądając od TK odszkodowania.

Ta właśnie sprawa trafiła do sędziego Wojciecha Łączewskiego, który uznał, że są wątpliwości co do ważności pełnomocnictwa, udzielonego przez prezes TK, Julii Przyłębskiej, gdyż prawidłowość jej powołania budzi wątpliwości. – W ten sposób – uważa senator – buduje się pewną piramidę podważającą legalność funkcjonowania aktualnego składu Trybunału Konstytucyjnego.

To – według Piotra Andrzejewskiego – włącza się w działalność tzw. opozycji totalnej, usiłującej zakłócić funkcjonowanie organów państwa tylko dlatego, że nie one nimi dysponują. Obliczone jest to na dezinformację i „zakrzyczenie rzekomymi autorytetami”. Przez powtarzanie ciągle tego samego (na zasadzie goebbelsowskiej propagandy) ma to doprowadzić do tego, żeby ludzie w Polsce i za granicą uznali, że „coś jest” w tym, co się mówi. Senator nazwał to matactwem informacyjnym.

Zdaniem senatora, niektóre zawody zaufania publicznego, w tym sędziowie, cierpią na źle rozumianą solidarność środowiskową i zawodową. Przez to – będące w mniejszości – jednostki nie są z z tych grup zawodowych eliminowane i jak łyżka dziegciu psuje beczkę miodu, tak oni szkodzą całej grupie.

W związku z tym wszystkim Piotr Andrzejewski uważa, że konieczna jest głęboka reforma wymiaru sprawiedliwości, w tym reforma Krajowej Rady Sądownictwa, którą przeprowadza rząd Prawa i Sprawiedliwości.

Zapraszamy do słuchania.

JS