Karolina Pawliczak: wprowadzenie obowiązku szczepień jest racją stanu

Czemu potrzebny jest przymus szczepień? Posłanka Lewicy o projekcie ustawy, która wprowadzałaby obowiązek szczepień na koronawirusa dla dorosłych.

Karolina Pawliczak podkreśla, że potrzebne jest konkretne, odpowiedzialne działanie ws. pandemii. Odnosi się do danych według których na Podlasiu jest mniej zaszczepionych i mniej zakażeń, a na Mazowszu więcej zaszczepionych i więcej zakażeń. Zauważa, że nie wiadomo ile z zarażonych osób zgłasza się do sanepidu.

Nasz gość dodaje, że zgodnie z artykułem dotyczących zapobiegania rozprzestrzenianiu epidemii już teraz można przymuszać ludzi do szczepień pod karą grzywny. Chodzi o obowiązkowe szczepienia dzieci. Podkreśla, że grzywna to ostateczność. Nie chce mówić o kwotach.

Rozmówczyni Magdaleny Uchaniuk odnosi się do uwagi, że lewica głosi hasło „moje ciało, moja sprawa” odnośnie aborcji, ale już nie w sprawie szczepień. Stwierdza, że nie należy łączyć tych spraw.

Pawliczak mówi o kwestii poparcia innych polityków. Projektu przymusowych szczepień nie poprze Tomasz Siemoniak. Posłanka zaznacza, że będą w tej sprawie rozmawiać z innymi partiami.

Czemu należy wprowadzić obowiązek szczepień? Ponieważ połowa Polaków się nie zaszczepiła.

 Polityk podkreśla, że ludzie powinni zaszczepić się w dobrej wierze dla innych.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Andrzej Sośnierz: wszystkie działania które były i są podejmowane właściwie nigdy nie służyły tłumieniu epidemii

Poseł koła Polskie Sprawy o kontroli pracowników przez pracodawców pod kątem szczepień, izolacji i testowaniu zakażonych oraz o funduszu odszkodowawczym dla ofiar NOP.

Andrzej Sośnierz stwierdza, że sprawa ustawy o funduszu kompensacyjnym, którego zadaniem będzie wypłacanie odszkodowań za NOP-y powinna dawno być rozwiązana.

Nie jest dla wielkie obciążenie finansowe, ani to nie jest wielka skala.

Zauważa, że paszporty covidowe bywają fałszowane. Dodaje, że osoba zaszczepiona też może być źródłem koronawirusa. Podkreśla, że wszyscy ludzie nie będący nosicielami wirusa powinni żyć całkowicie normalnie.

Wszystkie działania, które są były i są podejmowane właściwie nigdy nie służyły tłumieniu epidemii

Poseł koła Polskie Sprawy wskazuje, że od wieków izolowano zakażonych. Tymczasem nie wiemy, kto jest zakażony.

My zaś wymyśliliśmy testowanie jedynie pacjentów objawowych.

Podkreśla, że należy testować wszystkich z otoczenia zarażonego. Trzeba by jednak mieć do tego sprawnie działający sanepid. Ten zaś, jak stwierdza, działa tak, jakby go nie było.

Jesteśmy na setnym miejscu na świecie. Trzeba znieść rygor. Chory i jego otoczenie powinni być skierowani do sanepidu.

Sośnierz zauważa, że restaurator może zażądać od pracowników zaświadczenia, że nie są zarażeni salmonellą. Nie wzbudza to kontrowersji.

Pracodawca mógłby widząc pracownika kichającego poprosić go o wykonanie testu na koronawirusa.

Gdyby się okazało, że jest chory, to powinien wkroczyć sanepid.

Zróbmy realne państwo, które jest myślące. Nie chodzi o to, żeby tylko udawać, że coś się robi.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy!

A.P.

Maciej Mol: Każdy, kto może otworzyć swoje biznesy, powinien to zrobić. Wszystkie wizyty sanepidu są nielegalne

Maciej Mol o strajku przedsiębiorców na Śląsku, tym, kto jako pierwszy się otworzył i o nielegalności rządowych rozporządzeń i kontroli sanepidu.


Właściciel biura turystycznego stwierdza, że od marca jest całkowicie zamknięty przez Covid. W kwietniu po raz pierwszy pojechał na strajk przedsiębiorców. Od tego czasu jeździ na kolejne protesty. Zachęca, aby ci przedsiębiorcy którzy mogą, otwierali działalność.

Staram się pomagać i wspierać innych.

Maciej Mol informuje, że przedsiębiorcy otwierają się w Katowicach, Koszalinie, czy Szczecinie. Pierwszą restauracją w woj. śląskim, która się otworzyła była U trzech braci.

W zasadzie każdy kto może się otworzyć powinien to zrobić, ponieważ wszystko to co robi państwo jest nielegalne.

Właściciele firm pragną, aby rząd im nie przeszkadzał w prowadzeniu działalności gospodarczych i oczekują dostać rekompensatę finansową za straty, jakie ponieśli podczas lockdownu. Nasz gość wyjaśnia, jak przedsiębiorcy radzą sobie z kontrolami sanepidu. Podkreśla, że

Wszystkie wizyty sanepidu są nielegalne.

Przedstawiciele sanepidu często nie potrafią powiedzieć na jakiej podstawie prawnej przychodzą.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

Dr Michał Sutkowski: System się zapycha z powodu braku ludzi, zamykania placówek, kwarantannowania personelu

Dr Michał Sutkowski o pandemii koronawirusa w Polsce, tym, jak sobie radzi z nią opieka zdrowotna oraz o zmianach na które zgodziło się MZ i tych, które jeszcze są potrzebne.

Jeżeli pacjent jest Covid+ na etapie skąpo objawowym, to my się tym pacjentem zajmujemy. O kwarantannie informuje sanepid.

Dr Michał Sutkowski zauważa, że „liczne telefony wywołują trudności”. Informuje, że obecnie mamy kilka rozproszonych ognisk i dużo pojedynczych przypadków. Wskazuje, że przychodnie są zamykane w związku z kwarantanną. Powoduje to paraliż systemu opieki zdrowotnej.

[Mam] apel do pacjentów, żeby nie bali się mówić o objawach infekcji, „bo to może być Covid, w związku z tym, może lepiej nie wiedzieć”. To jednak naraża na zachorowania inne osoby i powoduje tylko większe problemy.

Wskazuje, że pierwotnie Ministerstwo Zdrowia zakładało, że badanie przed skierowaniem na na testy na koronawirusa miało być fizykalne. W sytuacji, w której 95-97 procent pacjentów nie ma koronawirusa byłoby to groźne dla innych pacjentów przychodni.

Ministerstwo zrozumiało te argumenty, że nie tylko przez badanie fizykalne, ale właśnie poprzez teleporadę lekarz może zlecić test.

Sytuacja coraz bardziej się pogarsza. Są obawy, że polska służba zdrowia nie poradzi sobie z drugą falą pandemii. Zdaniem naszego gościa granica wydolności służby zdrowia jest bardzo blisko.

System się zapycha z powodu braku ludzi, zamykania pewnych placówek, kwarantannowania personelu. […] Tak jest w całej Europie, że dochodzimy do pewnej granicy niewydolności.

Prezes Warszawskich Lekarzy Rodzinnych wskazuje, że testowani są głównie pacjenci objawowi. Przypomina, iż możliwość zaistnienia obecnej sytuacji przewidywały modele matematyczne.

Trzeba otwierać izolatoria dla tych średnio chorych, którzy nie mogą być w domach, ale muszą być pod opieką lekarską.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

Chory na Covid-19: Część lekarzy nie może wystawiać skierowań na badania, bo nie ma profili zaufanych

Brak profilu zaufanego lekarzy, nieprzygotowany punkt pobrań, nieodebrane telefony i nieudane próby zrobienia badania na Covid-19. Kajetan Niebelski o swej biurokratyczno-medycznej drodze przez mękę.

Oczywiście zaczęło się od wysłania dzieci do szkoły.

Kajetan Niebelski wyjaśnia, jak zaczęła się jego „przygoda” z SARS-CoV-2. Pewnego dnia jego średni syn wrócił ze szkoły z gorączką, którą zaraził on swego młodszego brata. Lekarza uznali, że to prawdopodobnie grypa żołądkowa. Następnie zachorował nasz gość.

Potem po trzech dniach gorączki i takiego bardzo silnego osłabienia, gdzie spacer do kuchni po szklankę wody kończył się tentem w wysokości 120 pogorszyło mi się jeszcze.

Najpierw, w piątek, skierował się do prywatnej firmy w której ma wykupiony abonament medyczny. Przez telefon powiedziano mu, że jego objawy kwalifikują się pod badania na obecność koronawirusa, ale „to musi być lekarz podstawowej opieki zdrowotnej NFZ, bo nikt inny nie może mi tego skierowania wystawić”. Kontaktu telefonicznego z tym ostatnim nie udało mu się jednak nawiązać w poniedziałek. Następnego dnia do naszego rozmówcy oddzwonił lekarz z poradni. Okazało się jednak, że

Pani doktor nie ma profilu zaufanego, a co za tym idzie nie może wystawić skierowania i miałem czekać na kolejny telefon od kolejnego lekarza.

Lekarka była oburzona, że wymaga się od niej zakładania prywatnego profilu zaufanego dla potrzeb służbowych. Z infolinii NFZ Kajetan Niebelski dowiedział się, gdzie jest punkt pobrań. Pojechał do niego samochodem. Na miejscu okazało się, że punktem pobrań jest przedsionek zlikwidowanej apteki.

Ten przedsionek za przeszklonymi od sufitu do podłogi drzwiami jest miejscem, w którym się pobiera się wymazy na widoku wszystkich przechodzących, a kolejka do wymazu ustawia się na chodniku pomiędzy zdrowymi i spacerującymi ludźmi.

Do nie do końca przygotowanego pomieszczenia każdy mógł wejść z ulicy. Wyniki z wymazu były następnego dnia wieczorem.

Następnego dnia wiedziałem, że muszę powiadomić sanepid powiadomić szkoły przedszkole powiadomić rodziców dzieci, bo w międzyczasie też zanim jeszcze okazało się, że jestem poważnie chory poważnie chory, odwoziłem kolegów mojego syna razem z kolegami na zawody sportowe.

Okazało się, że nikt od osoby z potwierdzonym koronawirusem nie zbierał danych na temat ludzi, z jakimi się stykała. Gość Kuriera w samo południe musiał robić to na własną rękę. Dziesiątego dnia od zachorowania, a drugiego od otrzymania wyniku zadzwoniono do niego z pomocy społecznej z pytaniem, czy czegoś mu potrzeba. Na odpowiedź, że zakupów (gdyż nie miał zapasów) i odebrania paczek z paczkomatów usłyszał, że

Dyrekcja pomocy społecznej stara się nie narażać swoich pracowników w związku, z czym takiej pomocy niestety nie mogą dostarczyć, ale mają dla mnie numer telefonu do psychologa, który może mi pomóc znosić trudy kwarantanny.

Kolejnego dnia, gdy on już się czuł lepiej, zaczęła chorować jego żona oraz ich kilkumiesięczne dziecko. To ostatnie dostało bez problemu skierowanie na badania od internisty. W przypadku jednak żony Kajetana Niebielskiego okazało się, że znów lekarz z którym rozmawiali nie ma profilu zaufanego, więc nie może wystawić skierowania. To ostatnie udało się w końcu uzyskać, jednak przy pierwszej próbie pojechania na badanie okazało się, że samochód jest za duży, by wjechać na parking podziemny. Podczas drugiej próby, po uzyskaniu zgody na opuszczenie kwarantanny w godzinach 12-15, okazało się zaś, że przyjechali po czasie, w którym przeprowadzane były badania bezpłatne (8-10). Postanowił, że nie odjedzie dopóki go nie obsłużą.

Dostałem propozycję wyjazdu do stacji do punktu pobrań na Grzybowskiej, który otwiera się od 15, a na dodatek z informacją, że otwierają się 15, ale oni nie wiedzą, w jakich godzinach jest obsługa na NFZ i mam sobie do nich dzwonić i dopytywać. Tam telefon oczywiście milczący, poczta głosowa.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Morawiecki: Koronawirus na pewno pojawi się w Polsce

16 tys. pracowników sanepidu potrzebuje teraz spokoju. Służymy najlepiej, jak tylko możemy służyć – zapewnił z sejmowej mównicy Główny Inspektor Sanitarny Jarosław Pinkas.

W Sejmie odbyła się debata na temat stanu przygotowania państwa polskiego na zbliżającego się do naszego kraju koronawirusa z Wuhan. W jej trakcie premier Mateusz Morawiecki powiedział:

W Czechach są trzy pierwsze zarejestrowane przypadki koronawirusa, więc jest wysoce prawdopodobne, a niemal pewne, że i taki przypadek się u nas pojawi.

Głos zabrał również minister zdrowia Łuksz Szumowski. Wedle podanych przez niego danych, ze względu na podejrzenie obecności koronawirusa hospitalizowano w Polsce 121 osób, a 230 poddano kwarantannie:

Od przekazywania, także przez polityków, rzetelnych informacji na temat koronawirusa zależy bezpieczeństwo Polaków. Ufam, że nikt na tej sali nie będzie wykorzystywał strachu przed epidemią do bezpośrednich walk partyjnych.

Wiceminister zdrowia i Główny Inspektor Sanitarny Jarosław Pinkas wskazał w sejmowym przemówieniu, że jedynym lekarstwem, ale za to dostępnym dla każdego,  na koronawirusa jest wiedza, rozwaga i samoodpowiedzialność. Wszystkich, którzy zarzucają władzom państwowym niewystarczające działania w obliczu nadchodzącego do kraju koronawirusa z Wuhan. Odsyła na stronę internetową Głównego Inspektoratu Sanitarnego, który wydał ponad 100 komunikatów w tej sprawie.

Mogę Państwu zaręczyć, że jeżeli ktoś kiedyś będzie oceniać zaangażowanie państwa polskiego w zwalczanie koronawirusa, to będzie tymi, którzy będa stanowić bench mark dla innych krajów.

Jak mówi wiceminister, GIS zaczął intensywne przygotowania na ewentualną epidemię już na początku roku. Zapewnia, że wszystkie polskie laboratoria pracują bez przerwy i według standardów obowiązujących na całym świecie. Jak twierdzi, badania na obecność wirusa są niezwykle czasochłonne:

Proszę o szacunek dla lekarzy, pielęgniarek i diagnostów laboratoryjnych. 16 tys. pracowników potrzebuje teraz spokoju, bo pracują dzień i noc. Nam się nic nie ma prawa wydawać. My mamy być pewni.

Wiceminister zwrócił uwagę, że to dzięki intensywnej i skutecznej pracy polskich  służb sanitarno-epidemiologicznych na przestzzeni ostatnich kilkudziesięciu lat w Polsce nie występują choroby tak niebezpieczne jak polio czy ospa prawdziwa:

Służymy najlepiej, jak tylko możemy służyć. Prowadzimy zaawansowane działania analityczne i nic nas nie może zaskoczyć.

A.W.K.

Najwyższa Izba Kontroli kontroluje: w 2020 r. sprawdzi SOP, NFZ, NBP, TVP i Siły Zbrojne RP

Czy Siły Zbrojne RP są przygotowane na nowe wyzwania? Czy nasze państwo jest gotowe na koronawirusa? Czy NBP właściwie zarządza finansami? Czy rząd działa na rzecz rozwoju OZE? Te pytania stawia NIK.

W związku z pojawieniem się w Europie koronawirusa Prezes NIK Marian Banaś podjął decyzję o natychmiastowym rozpoczęciu kontroli rozpoznawczej. NIK sprawdzi jak przygotowane jest państwo do działania w obliczu realnego zagrożenia epidemią.

Koronawirus, który pojawił się w Wuhan w chińskiej prowincji Hubei zabił już w Chinach ponad 130 osób. Wśród 60 przypadków zarażonych poza ChRL nie ma przypadków śmiertelnych. Wirus pojawił się m.in. w nieodległej od Polski Bawarii. W związku z tym polscy wojewodowie i Ministerstwo Zdrowia mają być sprawdzeni przez Najwyższą Izbę Kontroli pod kątem koordynacji działań kryzysowych. Jak czytamy w opublikowanym na stronie NIK komunikacie:

Kontrola obejmie wszystkie kluczowe elementy systemu ochrony przed tego rodzaju zagrożeniami a przeprowadzona zostanie w wytypowanych szpitalach, na lotniskach, w portach morskich, w jednostkach ratownictwa medycznego i stacjach SANEPIDU.

Sprawdzeniu bezpieczeństwa obywateli RP służyć ma także, jak podaje NIK, kontrola funkcjonowania Sił Zbrojnych i Służby Ochrony Państwa. Kolejną dziedziną w której prześwietlone zostaną instytucje publiczne są finanse. Na celowniku kierowanej przez Mariana Banasia Izby są Narodowy Bank Polski- analizie zostanie poddany jego sposób zarządzania finansami w latach 2015-2020. Jak podaje NIK:

Wokół pensji niektórych pracowników NBP były kontrowersje. Temat kontroli obejmuje więc okres szerszy. Pozwoli przyjrzeć się funkcjonowaniu gospodarki finansowej naszego banku centralnego w perspektywie kilkuletniej.

NBP zostanie też rozliczony z realizacji założeń Rady Polityki Pieniężnej  na ubiegły rok. Poza finansami NIK sprawdzić chce jak rząd działa na rzecz środowiska. w tym  jak wygląda bilans energetyczny i gospodarka surowcowa:

Kontrolerzy zbadają, czy bariery w rozwoju systemu wykorzystywania OZE są skutecznie likwidowane. Izba przyjrzy się też systemowi gospodarowania odpadami komunalnymi i transgranicznemu przemieszczaniu odpadów.

Jak zauważył w Radiu WNET poseł Marek Sawicki, w Polsce panuje susza, której skutki dla rolnictwa są widoczne. W związku z problemem pustynnienia naszego kraju NIK planuję kontrolę  „efektywności działań mających zapobiegać niedoborom wody w rolnictwie”.

A.P.

Lobby farmaceutyczne dąży do zakazu sprzedaży niektórych ziół na terenie UE

Absurdalne powody mają zakazać przetwarzania i sprzedaży wielu z ziół w tym wrotycza czy dziurawca. Alina Lekstan z Herbapolu opowiada o nierównym traktowaniu firm w ramach rynku UE.

Spółdzielcza Agencja Informacyjna: Polskie i Unijne instytucje eliminują z absurdalnych powodów sprzedawania ziół i wyrobów ziołopodobnych. Wśród zakazanych ziół znajdują się m.in. wrotycz, kozłek lekarski, dziurawiec a na „liście do odstrzału” znajdować ma się również… szpinak.


Alina Lekstan, Prezes krakowskiego oddziału Herbapolu opowiedziała w audycji Poranek WNET o możliwym wycofaniu części produktów spożywczych, które są produkowane na bazie ziół, pomimo iż prawo Unii Europejskiej dopuszcza używanie zakazywanych w Polsce substancji:

To jest dość dziwne, ponieważ wchodząc do Unii, były ogłoszone oświadczenia zdrowotne zatwierdzone przez Unię Europejską i oświadczenia zdrowotne tak zwane pendic, czyli oczekujące na ocenę i zakazane i my obracamy się cały czas w obrębie tych zatwierdzonych.

Gość Poranka WNET opowiada także o wznowionych kontrolach Sanepidu, który w ostatnim czasie jest coraz bardziej aktywny:

Ostatnia kontrola, która była. Pan nam powiedział, żebyśmy się liczyć z tym, że preparaty na bazie kozłka i preparaty na bazie senesu mogą być wycofane z rynku, ale pending i oświadczenia zdrowotne Unii Europejskiej dopuszczają te preparaty. […] jak zwykle chodzi o pieniądze, czyli o to, żeby coś było tylko lekiem, a nie mogło być suplementem diety i nie mogło być artykułem spożywczym.

Lekstan opowiedziała także o nietypowym piśmie, które Herbapol otrzymał od Głównego Inspektoratu Sanitarnego, w którym ignorują Polski urzędowy spis leków:

Całkowicie według nas jest ignorowana farmakopea Polska, natomiast na to się powołują urzędnicy Głównego Inspektora Sanitarnego do przedsiębiorstwa Polskiego na dekret króla Belgii. […] podają jego numer, żebyśmy sobie przeczytali, że dekret króla Belgii czegoś tam zakazał albo zabronił i oni się na to powołują.

Prezes Krakowskiego oddziału Herbapolu opowiada także o nierównym traktowaniu firm z różnych krajów Unii Europejskiej na przykładzie preparatu uzyskiwanego z pestek moreli gorzkiej:

Napisałam do Głównego Inspektoratu Sanitarnego jak to jest możliwe, żeby podmiot Polski z organu polskiego dostał zakaz sprzedaży tego preparatu, a on jest na rynku przez firmę Włoską. Otrzymałam informację tak, bo ta firma Włoska dostała zgodę na produkcję tego preparatu na terenie Włoch, więc moje pytanie jes,t a Włochy to nie jest Unia? Zero odpowiedzi.

Posłuchaj całej wypowiedzi już teraz!

Czy nowe przepisy traktują sprzedaż przez rolników produktów wytworzonych w ich gospodarstwach jako ich naturalne prawo?

Dzień 59. z 80 / Gryfice / Poranek WNET – W rozmowie z państwem Pilchami o barierach prawnych i administracyjnych ograniczających rozwój sprzedaży tradycyjnej żywności w gospodarstwach rolnych.

Radio WNET odwiedziło wczoraj Wojciecha i Elżbietę Pilchów, którzy w swoim niedużym gospodarstwie rolnym produkują żywność tradycyjnymi, nieprzemysłowymi metodami.

Kiedyś naturalnym prawem chłopa było produkowanie żywności. Potem zostało to zawłaszczone przez przemysł. Przy przemysłowej produkcji żywności stosowana jest pasteryzacja. W serowarstwie na drobną skalę nie jest ona potrzebna. Państwo Pilchowie wytwarzają sery z mleka niepasteryzowanego. Jak powiedział Wojciech Pilch, konserwacja i pasteryzacja „robiona jest z myślą o przerzucaniu towaru, o hipermarketach, o sieciach, o dystrybucji”. Natomiast najzdrowszy produkt jest „wyprodukowany tu i zjedzony w najbliższym otoczeniu”.

Przy dużej produkcji, np. w mleczarni, mleko się zlewa, pasteryzuje i standaryzuje. Narzucone są normy, przepisy. Przy dużej produkcji są one koniecznością, wynikają z technologii. Obecnie muszą je spełniać też mali wytwórcy, jak państwo Pilchowie. Przy ich niewielkiej produkcji (roczny obrót to 120 tysięcy złotych) badania laboratoryjne to bardzo znaczący koszt, 4-5 tysięcy złotych. [related id=35468]

Zdaniem państwa Pilchów, sprzedaż przez rolników produktów wytworzonych w gospodarstwach jest ich naturalnym prawem i tak powinna być traktowana. Niestety wprowadzone w 2016 r. zmiany prawa, umożliwiające sprzedaż detaliczną bezpośrednio przez rolników (ustawa z dnia 16 listopada 2016 r. o zmianie niektórych ustaw w celu ułatwienia sprzedaży żywności przez rolników) – jak twierdzą nasi rozmówcy – nie usuwają w niezbędnym zakresie barier dla dla takiej sprzedaży. Cały czas trzeba wykonywać kosztowne badania sanitarne i spełniać różne wymogi administracyjne. Przepisy nadal traktują rolnika jako producenta surowców dla dużych odbiorców i pozbawiają go dostępu do rynku.

Rzeczywiste umożliwienie indywidualnym rolnikom produkcji i sprzedaży byłoby nie tylko nową jakością. Małych producentów rolnych jest w Polsce bardzo dużo, „w swej masie” stanowić mogą konkurencję dla wielkich producentów rolnych. A z tymi ma związki wielu polityków, zwłaszcza z PSL.

Rolnik powinien mieć wolność i odpowiadać za swoje produkty na ogólnych zasadach – cywilnie i karnie. – Jeżeli jak kogoś zatruję, będę odpowiadał karnie i ekonomicznie, cywilnie – mówi Wojciech Pilch. Uważa, że takie instytucje jak Sanepid zostały wymyślone po to, żeby walczyć z drobnymi rzemieślnikami i wytwórcami.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy w Poranku WNET z Gryfic, w części drugiej.

JS