Nowe przepisy zaszkodzą rynkowi hulajnóg elektrycznych w Polsce

Ustawa, która ma regulować funkcjonowanie hulajnóg elektrycznych i innych jednośladów w miastach, może stać się hamulcem dla rynku. Część nie będzie mogła się poruszać po centrach miast.

Jak twierdzi „Rzeczpospolita”,  opublikowany w minionym tygodniu projekt ustawy ws. elektrycznych hulajnóg, odstaje od faktycznie panujących na rynku warunków, tworząc kategorie, w których część pojazdów nie będzie się mieścić. Zgodnie z definicją urządzenia transportu osobistego (UTO) jest to urządzenie poruszające się z prędkością maksymalnie 25 km/h, o długości do 125 cm, szerokości 90 cm, wadze do 20 kg. Definicja taka nie obejmuje takich pojazdów jak dłuższe elektryczne tandemy, segwaye, czy trójkołowce. Co więcej, część pojazdów nie będzie mogła poruszać się po centrach miast.

Biorąc pod uwagę, jak szybko hulajnogi weszły do Polski i jak szybko rozrósł się ten sektor, musimy mieć na uwadze, że za rok, dwa lata na ulicach może się pojawić nowy pojazd, kolejne alternatywne rozwiązanie, którego dziś nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić. Istotne jest więc, aby obecnie formułowane przepisy brały pod uwagę szeroką i długoterminową wizję.

Przestrzega Jakub Michałowski, public policy manager w polskim oddziale Bird, cytowany przez gazetę.

Z drugiej strony, eksperci zwracają, że uregulowanie statusu prawnego hulajnóg elektrycznych jest niezbędne. Konsultacje publiczne projektu ustawy trwają do 9 września.

A.P.

Rekompensata za pracę przed monitorem kineskopowym dla osób urodzonych po 1948 r. – wyrok SN

Zgodnie z wyrokiem Sądu Najwyższego osoby urodzone po 1948 r. mogą się starać o specjalną rekompensatę za zmęczony przed laty wzrok przed monitorem kineskopowym.

Jak informuje „Rzeczpospolita”, informatyczka wygrała przed Sądem Najwyższym sprawę z ZUS o rekompensatę za pracę w trudnych warunkach. Zgodnie z wyrokiem osoby urodzone po 1948 r. mogą się starać o specjalną rekompensatę za zmęczony przed laty wzrok przed monitorem kineskopowym.

Wcześniej ZUS odmawiał rekompensaty, argumentując, że w pracy informatyka narzędziem ułatwiającym wykonywanie obowiązków jest komputer jako urządzenie w całości, a nie jedynie monitor ekranowy, nie można więc tej pracy uznać za szczególnie obciążającą narząd wzroku i wymagającą precyzyjnego widzenia.

Kobieta przez 20 lat (od 1988 do 2008 r.) pracowała przy monitorze z ekranem kineskopowym, a właściwie przy dwóch monitorach, na których porównywała wprowadzane dane, wychwytywała błędy w oprogramowaniu i przenosiła dane ponad 11 tys. pracowników. W czasie użytkowania tych monitorów występował w nich efekt migotania oraz zjawisko odbić i olśnień, co miało wpływ na zmęczenie wzroku. Do jej roszczeń przychyliły się wcześniej sądy dwóch instancji.

Ten wyrok zawiera ważną definicję pracy przed monitorem kineskopowym jako pracy w szczególnych warunkach. Pierwotnie uważano bowiem, że praca w szczególnych warunkach to ta przed najstarszymi monitorami z lat 80. poprzedniego wieku, które były nie najlepszej jakości. Teraz SN stwierdził, że za pracę w szczególnych warunkach może być uznana także praca przed monitorem kineskopowym w latach 90., a nawet dwutysięcznych.

Komentował decyzję SN dr Tomasz Lasocki z Katedry Ubezpieczeń na Uniwersytecie Warszawskim.

Co istotne, to orzeczenie Sądu Najwyższego będzie miało zastosowanie nie tylko przy ustalaniu stażu do rekompensaty, ale także wcześniejszych emerytur czy emerytur pomostowych.

A.P.

Monikowska: Dzięki pracom archeologicznym odkryto dziedziniec zamku w Człuchowie [VIDEO]

Dyrektor Muzeum Regionalnego w Człuchowie opowiada o pracach archeologicznych na terenie zamku oraz historii tego obiektu.

 


Prace archeologiczne na terenie zamku w Człuchowie trwały od 2018 roku. Dzięki dziesięciu etapom prac archeologicznych odkryto dziedziniec zamku.

Jan Długosz w swoich kronikach stwierdził, że Krzyżacy kładli na równi z Malborkiem zamek w Człuchowie. Całe założenie zamkowe zajmowało dużą powierzchnię, a były to ponad 3 ha. Krzysztofa Monikowska dodaje, że wielkość zamku wynikała z położenia Czuchowa. Mury zamku były pierwszym punktem państwa krzyżackiego, w którym przybysze z zachodu wspólnie się spotykali.

Po podpisaniu II pokoju toruńskiego w 1466 roku teren Czuchowa powrócił w polskie granice. Znajdował się w nich do pierwszego rozbioru Polski, do 1772 roku. Powiat Człuchowski był jednym z najbogatszych w całym województwie pomorskim w XVI i XVII wieku. Funkcje starostów pełnili przedstawiciele najmożniejszych rodów ówczesnej Rzeczpospolitej. Jednym ze starostów była siostra Jana III Sobieskiego.

K.T.\M.N.

CBA zatrzymało członków byłego kierownictwa Plus Banku

Wyłudzenia VAT na 23 mln złotych i wyrządzenie szkody majątkowej w wysokości co najmniej 50 mln zł – takie zarzuty ciążą na osobach zatrzymanych wczoraj przez CBA.

W poniedziałek Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało osiem osób w związku ze śledztwem związanym z udzieleniem kredytu i próbą wyłudzenia VAT.

To nowe śledztwo Biura, które dotyczy podejrzenia wyrządzenia szkody majątkowej w wysokości co najmniej 50 mln zł w mieniu banku, w związku z udzieleniem kredytu na zakup centrum wystawowego w Opolu.

Tak zatrzymanie skomentował, cytowany przez PAP, naczelnik wydziału komunikacji społecznej CBA Temistokles Brodowski.

Jak ustaliła Rzeczpospolita, zawiadomienie do prokuratury złożył obecny zarząd banku. Wśród zatrzymanych jest były prezes Plus Banku, doradca klienta korporacyjnego i szef departamentu analiz, a także prezes spółki z Warszawy i Radzymina. Dostali oni od Plus Banku kredyt na zakup centrum wystawowego w Opolu. Żadna z ich spółek nie miała jedna zdolności kredytowej, a bank nie ustanowił szczególnej formy zabezpieczenia spłaty kredytu. Kiedy spółki nie były w stanie kredytu spłacać, zgodnie z ustaleniami śledczych, odraczano im terminy spłaty należności, poprzez aneksowanie umowy kredytowej, ukrywając tym samym straty banku.

W Prokuraturze Okręgowej Warszawa – Praga w Warszawie zatrzymanym zostaną przedstawione zarzuty popełnienia przestępstw niegospodarności, usiłowania oszustwa, przestępstw na szkodę wierzycieli, przestępstw skarbowych oraz związanych z nierzetelnym prowadzeniem ksiąg rachunkowych, ukrywania dokumentów oraz przekazywania Narodowemu Bankowi Polskiemu nieprawdziwych danych.

Informowała w swoim komunikacie Prokuratura Krajowa.

Postępowanie obejmuje także działanie na szkodę Skarbu Państwa przez przedstawicieli mazowieckiej spółki poprzez usiłowanie uzyskania nienależnego podatku VAT w wysokości 23 mln zł w związku z pozorną transakcją nabycia nieruchomości w Opolu.

Dodawał cytowany wyżej Temistokles Brodowski. Jak podaje „Business Insider”, rzecznik CBA podkreślił, że „Sprawa ma wiele wątków i rozwija się”.

A.P.

Wojciech Wybranowski: Myślę, że list Falenty z prośbą o ułaskawienie to tylko reklama jego książki i szantaż prezydenta

– Falenta swój list z prośbą o ułaskawienie napisał tak, jakby Andrzej Duda mimo swoich chęci nie mógł mu go udzielić. Szanujący się prezydent nie ulega takiemu szantażowi – mówi Wojciech Wybranowski.

Wojciech Wybranowski, dziennikarz tygodnika „Do Rzeczy”, odnosi się do listu z prośbą o ułaskawienie autorstwa Marka Falenty, który dziennik „Rzeczpospolita” opublikował w niedzielę na pierwszej stronie. Skazany na 2,5 roku za zlecanie podsłuchów w restauracjach mężczyzna napisał do prezydenta Andrzeja Dudy z więzienia w Walencji. To jego trzeci wniosek o ułaskawienie – dwa poprzednie okazały się bezskuteczne.

Gość Poranka twierdzi, że list jest elementem reklamy najnowszej książki Falenty, która ukazać się ma 17 czerwca nakładem wydawnictwa Arbitror. Krok ten ma być również częścią kampanii wyborczej przed jesiennymi wyborami parlamentarnymi.

„Ten list został tak napisany, żeby prezydent Andrzej Duda tego ułaskawienia Falencie nawet gdyby chciał dać – nie mógł. To jest tak naprawdę szantaż. Przed szantażem żaden szanujący się prezydent nie ulegnie”.

Wybranowski komentuje także apel posłów Platformy Obywatelskiej o powołanie komisji śledczej dotyczącej działalności skazanego. Zwraca uwagę, że organy tego typu powołane przez polityków wspomnianej partii nie są szczególnie aktywne i raczej komplikują wyjaśnianie spraw.

Dziennikarz mówi również o odtajnieniu w poniedziałek przez Instytut Pamięci Narodowej zbioru zastrzeżonego.

„Ja się bardzo cieszę, że dzisiaj poznajemy nazwiska ludzi, którzy współpracowali ze skompromitowanymi służbami, że dowiadujemy się, kto z osób publicznych na świeczniku – również zagranicą – współpracował z wojskowymi służbami informacyjnymi czy z wywiadem wojskowym PRL. Żałuję tylko, że ten zbiór zastrzeżony został odtajniony tak późno (…), bo gdybyśmy poznali ten zbiór, te nazwiska w latach 90. czy na początku 2000 r., to być może wielu skompromitowanym ludziom (…) nie udałoby się pełnić funkcji publicznych”.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.K.

Obolewicz: Od lat jakość litewskich podręczników dla Polaków nie zmienia się. Może warto więc dostarczać je z Polski?

– Na przełomie lat 80. i 90. część Polaków dążyła do wprowadzenia autonomii Wileńszczyzny w ramach ZSRR. Tym samym działali oni wbrew dążeniom niepodległościowym Litwinów – mówi Alina Obolewicz.

Alina Obolewicz, prezes Polskiego Klubu Dyskusyjnego na Litwie, mówi o jakości litewskich podręczników przeznaczonych dla polskiej mniejszości. Stwierdza, że ich poziom pozostaje od lat dość niski, głównie przez liczne błędy tłumaczeniowe. Ugrupowanie postanowiło interweniować w tej sprawie – w zeszłym roku zainicjowało ono dyskusję, w której wzięli udział przedstawiciele społeczności polskiej na Litwie oraz Ministerstwa Oświaty i Nauki. Ponadto Klub wystosował do tego organu rządowego pismo w tej sprawie. Jeśli braki te nie zostaną uzupełnione, ugrupowanie podejmie próbę wprowadzenia polskich podręczników dostosowanych do warunków lokalnych.

Obolewicz zaznacza, że niektóre wydarzenia w relacjach Polski i Litwy, takie jak zajęcie przez Polaków Wilna w 1919 r., są różnie przedstawiane w podręcznikach polskich i litewskich. Gość Poranka podkreśla, że w tych ostatnich historia Rzeczypospolitej Obojga Narodów przedstawiana jest w pozytywnym świetle. Pisze się w nich o tym, że w składzie imperium Litwa pozostawała równorzędnym partnerem Polski.

Prezes Polskiego Klubu Dyskusyjnego przybliża również tematykę organizowanej 15 marca przez ugrupowanie dyskusji pt. „Polacy na Litwie – zakładnicy historii”. Będzie ona dotyczyć roli Polaków w dążeniach do uzyskania przez Litwę niepodległości na przełomie lat 80. i 90. W tym czasie część Polaków podjęła działania w celu utworzenia autonomii Wileńszczyzny w ramach Związku Radzieckiego, przez co Litwini do dziś nie do końca ufają Polakom.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.K.

50 000 radnych. Najwięcej w świecie na jednego mieszkańca. Po co nam oni!? / Felieton sobotni Jana A. Kowalskiego

Stara maksyma włoskiej mafii głosi, że każdy z jej członków musi mieć możliwość umoczyć dziób. Bo tylko w ten sposób zyskuje się wiernych i oddanych współpracowników. Co innego kolejność dziobania.

Zanim odpowiem na to podstawowe i na czasie pytanie, na chwilę odniosę się do tekstu z poprzedniej soboty. Oj dostało mi się, dostało. Najbardziej od Anny Gliwińskiej-Trziszki, która zwymyślała mnie od „wielkiego znawcy KK, partii i ludzkiej duszy” i poinstruowała, po co chodzimy w góry. Pani Anno, dziękuję. Jednak insynuacja, że Fela to nie żadna lekarka z krwi i kości, ale fantom przywołany przeze mnie na użytek tekstu, to już gruba przesada. Droga Pani, niejedna kobieta mogłaby pozazdrościć Feli cielesności. Ponieważ jednak temat lekarski jest poważny, to obiecuję, że za tydzień napiszę jeszcze jeden tekst dla branży lekarskiej. I to taki, po którym polubią mnie wszyscy lekarze, rezydenci… i Fela też 🙂

Teraz jednak zajmijmy się radnymi.

Los Angeles, 4 mln mieszkańców, ma 15 radnych.
Nowy York, 8,5 mln mieszkańców – 51 radnych.

Ale to Stany Zjednoczone, państwo bez arystokracji i biurokracji. Spójrzmy zatem na Europę.

Madryt, 3,2 mln mieszkańców – 55 radnych.
Berlin, 3,5 mln mieszkańców – 100 radnych.
Warszawa, 1,5 ml osób – 469 radnych.

Mamy w przeliczeniu na jednego mieszkańca najwięcej radnych na świecie. I jest to taki rekord, jak w statystykach biedy lub przestępczości. Raczej nie powinniśmy się chwalić czołową pozycją.

Opisywałem już kiedyś, jak powstawał powiat krakowski. Po prostu uwłaszczająca się na majątku państwa komunistyczna nomenklatura musiała jakiś ochłap władzy ludowi rzucić. Specyficznemu ludowi, składającemu się głównie z byłych opozycjonistów ostatniej chwili. Z lat ’88/’89. Z lat, w których już żadne większe represje za działania przeciwko komunie nie groziły. W grupie kilku osób z mojego roku (historii UJ) chodziliśmy na demonstracje od roku 1982. Ale aż do roku 1988 nie udało mi się na nich spotkać czołowego dziś działacza samorządowego Małopolski z ramienia Prawa i Sprawiedliwości. To dopiero Komitety Obywatelskie przy Lechu Wałęsie, ten rzekomo społeczny twór wykreowany przez bezpiekę dla odsunięcia od wpływu na państwo rzeczywistych przeciwników systemu, pobudziły aktywność mojego kolegi z roku i jemu podobnych. To takich bojowników o wolną Polskę ma do dyspozycji prezes Kaczyński. Jak kiedyś, gdy już nic za to nie groziło, najgłośniej skandowali antykomunistyczne hasła i śpiewali patriotyczne pieśni, tak teraz równie ochoczo skandują: Jarosław, Jarosław, dodając często… Polskę zbaw!

A oni? A oni chcą tylko rządzić dla rzekomego dobra nas wszystkich. W rzeczywistości stabilizują jedynie patologiczny i niewydolny ekonomicznie system. System świetnie się sprawdzający w podtrzymywaniu postkomunistycznego systemu władzy (=panowania) nad Polską. W interesie nielicznych, a przeciwko zdecydowanej większości polskiego społeczeństwa.

Smutne w tym wszystkim jest to, że Obóz Dobrej Zmiany wydaje się być usatysfakcjonowany takim stanem rzeczy. Nie podejrzewam nikogo o niecne intencje. Jednak brak refleksji nad wadliwą strukturą i brak jakiejkolwiek przemyślanej propozycji zmiany tego stanu rzeczy przeraża. Świadczy bowiem o uwiądzie polskiej myśli społecznej i politycznej. O ograniczeniu intelektualnym polskiej klasy politycznej, co przekłada się, niestety, na rzeczywistą kondycję polskiego państwa i narodu.

Ci wszyscy radni utrudniają jedynie zarządzanie gminą, a w przypadku radnych powiatowych wręcz przeszkadzają w jej sprawnym funkcjonowaniu. Zużywają ok. 2 miliardów złotych rocznie na same diety. I szerzą korupcję polityczno-biznesową w całym państwie. Ale przede wszystkim zapewniają dalsze trwanie i rozwój biurokratycznej patologii, jaka oplotła nasz piękny kraj.

Ideologia komunistyczna powołana w drodze terroru do życia społecznego przez Lenina i Stalina zbankrutowała. A nowe elity polskiego państwa, o których genezie parę razy już pisałem, nie wypracowały jak na razie nowej koncepcji państwa. Przejęły jedynie stare struktury i wzmocniły je dodatkową biurokracją rządową i samorządową.

W takich warunkach państwo obywatelskie nie mogło i nie może zaistnieć. W warunkach Rosji postsowieckiej mamy do czynienia z jawnymi rządami mafii. W warunkach Polski postkomunistycznej mamy do czynienia z niejawnymi rządami typu mafijnego.

To stara maksyma włoskiej mafii głosi, że każdy z jej członków powinien mieć możliwość umoczyć dziób. Bo tylko w ten sposób zyskuje się wiernych i oddanych współpracowników. Co innego, rzecz jasna, kolejność dziobania. Tak wielka ilość ludzi umoczonych w dziobanie stabilizuje strukturę i nie pozwala jej zmurszeć. To dlatego system opłacalny dla nielicznych – pal licho większość – może tak długo trwać.

Nie odpowiem na tytułowe pytanie: po co naszemu biednemu państwu 50 000 radnych? Sami sobie na to pytanie musicie odpowiedzieć. Jeżeli zechcecie, rzecz jasna. Bo przecież musi to na Rusi, a w Polsce, jak kto chce.

Jan A. Kowalski