Kalejdoskop powyborczy: Co to jest polityka? To, co moje, jest najmojsze! Kto o tym nie pamięta, najczęściej przegrywa

Jaki jest stan Polski po wyborach? Grozi nam „kaszana”. Partie schodzące spotkały się z partiami napierającymi i każda z nich jest albo zdemoralizowana, albo niedoświadczona politycznie.

Ryszard Surmacz

  • Demokracja
    Demokracja w czasie pokoju jest wartością, w czasie przejściowym – obciążeniem, a podczas wojny klęską.
  • Co to jest polityka (bez osłonek)?
    Najkrócej mówiąc: to, co moje, jest najmojsze! Kto o tej regule zapomina, najczęściej przegrywa.
  • Słabe państwo
    Państwo, w którym demokracja przeradza się w anarchię; administracja płaci za złą pracę, społeczeństwo nie rozumie, że bylejakość i miałkość wykluczają je z wszelkiej gry o przyszłość, a wszyscy udają, że o coś im chodzi. Słabe państwo to takie, w którym obywatele rozkradają własne mienie, nie wiedząc, że nie są w stanie obronić tego, co wcześniej nakradli.
  • Silne państwo
    Państwo, którego obywatele rozumują kategoriami dobra wspólnego, w którym demokracja ma jasno określone reguły, a na ich straży stoi organ wykonawczy. To takie państwo, w którym świadomość obywateli cechuje wrażliwość 1000 lat dziejów, a wykonywana przez nich praca buduje nie tylko własną wspólnotę i dobrobyt, ale także majątek trwały, który wszyscy są w stanie obronić własnymi rękami.
  • Polska po wyborach
    Używając języka młodzieżowego – grozi nam „kaszana”. Znaleźliśmy się bowiem w okresie, w którym stan przejściowy związany z losem UE i cywilizacji chrześcijańskiej nałożył się na stan przejściowy na polskiej scenie politycznej. Partie schodzące spotkały się z partiami napierającymi i każda z nich jest albo zdemoralizowana, albo niedoświadczona politycznie. Żal, że 30 lat po 1989 r. wciąż niedojrzała scena polityczna ma szansę się kompletnie rozpaść i pozostawić Polskę w stanie masy upadłościowej. Chyba że skonsoliduje się i poważnie zacznie budować państwo i własną przyszłość.
  • Co powinien zrobić Jarosław Kaczyński?
    Polityka socjalna nie sprawdziła się, dlatego też, nie rezygnując z niej, w najbliższej kadencji powinien bardzo mocno położyć nacisk na zbudowanie polskiego narodu. Tylko taka opcja daje możliwość wygranej w następnych wyborach. Drugim warunkiem jest weryfikacja we własnych szeregach regionalnych – podczas kampanii ci ludzie byli zupełnie niewidoczni. (…)

Cały „Kalejdoskop polityczny” Ryszarda Surmacza znajduje się na s. 2 listopadowego „Kuriera WNET” nr 65/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Następny numer naszej Gazety Niecodziennej znajdzie się w sprzedaży 19 grudnia.

„Kalejdoskop polityczny” Ryszarda Surmacza na s. 2 listopadowego „Kuriera WNET”, nr 65/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Książka zrodzona z tęsknoty za Polską. „Tobie Polsko. Projekty kulturowe” – Ryszard Surmacz, stały autor „Kuriera WNET”

Mottem książki „Tobie Polsko. Projekty kulturowe” Ryszarda Surmacza mogą być słowa Jana Olszewskiego: „Nie da się stworzyć nowej historii Polski bez odtworzenia jej moralnych fundamentów”.

Stefania Mąsiorska

Pierwsze, co rzuca się w oczy, to osobisty, indywidualny i emocjonalny styl tej opowieści o Polsce w kontekście geopolitycznym. Autor pokazuje nasze państwo na tle jego historii i szerszych układów politycznych i przywołuje wielkie nazwiska z naszych dziejów – od Pawła Włodkowica (średniowiecze) do Jana Pawła II. Tak powstał w książce poczet najwybitniejszych postaci naszego dziedzictwa kulturowego, które wpłynęły na losy Polski i Polaków i na myślenie autora.

Ryszard Surmacz świadom, że „po okresie dewastacji kulturowej, jakiej dokonał w nas komunizm i postkomunizm (III RP), staliśmy się ofiarami źle zorganizowanego państwa i stosownie do tego bałamutnego sposobu myślenia”, odsłania „niewolniczy sposób myślenia statystycznego Polaka, który nie wierzy, że ma prawo do interpretacji własnej przeszłości, do własnej polityki wewnętrznej i zagranicznej”.

Dlatego widzi konieczność ukształtowania na nowo naszych elit z nadzieją na odnalezienie przez nie właściwego miejsca Polski w historii i świecie, odszukanie właściwego punktu odniesienia do przeszłości Polski, zwłaszcza II RP, i pilną potrzebę opracowania kryteriów oceny PRL-u oraz poszukiwanie własnego, „bezdyskusyjnie naszego ośrodka siły jako punktu oparcia i warunku rozwoju”.

Tę nadzieję daje mu świadomość, że „państwo polskie kilkakrotnie w swojej historii naprawiało swoją organizację i swoje elity”. Wiedząc, że „współcześni Polacy mają coraz większy problem z poczuciem świadomości kulturowej i postawą odpowiedzialności za jej rozwój”, poważną część swojej książki poświęcił programom: kulturowemu dla Polski, rewitalizacji kulturowej ziem odzyskanych, rewitalizacji kulturowej Ziemi Lubelskiej w oparciu o Muzeum Ziem Wschodnich Dawnej Rzeczypospolitej. Proponuje też zorganizowanie Muzeum Polskiej Demokracji i zwraca uwagę na konieczność powstania „pełnowymiarowej polskiej gazety państwowej”. Cenne dla czytelnika w tej nieraz zawiłej, wymagającej koncentracji uwagi lekturze są kompozycyjne wsparcia w postaci: „podsumowań”, „streszczeń”, „zakończeń”.

Książka powstała w związku ze 100-leciem odzyskania niepodległości przez Polskę – z niepokoju, dumy i nadziei Polaka tęskniącego za kulturowym powrotem do „domu przodków”, za Polską „piękną, życzliwą i przyjazną dla wszystkich”, jak ta z lat 1980–1981.

Ryszard Surmacz, były reporter i historyk, pracował w kilku redakcjach krajowych i w lubelskim Oddziale IPN. „Obywatel” trzech polskich regionów geograficznych: ziem zachodnich, Śląska i Ziemi Lubelskiej. Autor ośmiu książek: „Znów tracimy Śląsk”, Lublin 1999; „Ostatnia na drogę”, Lublin 2004; „Rozmowy o… »grzechu pierworodnym«”, Lublin 2006; „Geopolityka”, Lublin 2008; „Powstania narodowe. Czy były potrzebne?”, Lublin 2009; „Wyrównać przechył. Program kulturowy dla Polski”, Lublin 2013; „Przeszłość dla przyszłości. Rozmowy o Polsce z prof. Anną Pawełczyńską”, Lublin 2015; (red.) „Z prądem czy pod prąd. Anna Pawełczyńska myśliciel społeczny”, Lublin 2017. Także autor ok. 1000 artykułów o tematyce kulturowo-społeczno-historycznej.

Cała recenzja Stefanii Mąsiorskiej pt. „Książka zrodzona z tęsknoty za Polską” znajduje się na s. 6 marcowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 57/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Recenzja Stefanii Mąsiorskiej pt. „Książka zrodzona z tęsknoty za Polską” na s. 6 marcowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 57/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Anna Pawełczyńska – ostatnie ogniwo, poprzez ciągłość idei łączące wczorajszą wielką Polskę z dzisiejszą małą Polską

Kto nie zna historii, nie rozumie, że to, co było, może wrócić, a zbrodnia siedzi w człowieku jak kołek, bez względu na rasę i wykształcenie. Jej skala rośnie proporcjonalnie do postępu technicznego.

Ryszard Surmacz

Prawdy życia nie zrozumiemy poprzez kryterium blichtru, sensacji, fikcji literackiej czy ekranowej. W jej życiu ból bolał, śmierć żyła – jednym zabierała ciało, innym nadzieję; głód wskrzeszał każdy instynkt, a gówno śmierdziało. Było zło, które człowiek człowiekowi zgotował, i było dobro, które rozproszone w ludziach, czekało na ludzką solidarność. Kto nie zna historii, nie zdaje sobie sprawy, że to, co było, może wrócić i że zbrodnia siedzi w człowieku jak kołek, bez względu na rasę i wykształcenie. Jej skala rośnie proporcjonalnie do postępu technicznego. A teraz, Drogi Czytelniku, jeżeli naprawdę chcesz zrozumieć, co tak doświadczona osoba do Ciebie mówi, musisz porzucić świat wirtualnej rzeczywistości, który Cię wychował i wejść w świat prawdy, który przekazuje Ci Pawełczyńska. (…)

Pawełczyńska poruszała się w czterech obszarach: tradycji polskiej, patriotyzmu, wartości i… oczekiwania. Jak interpretuje tradycję?

Z tradycji szlacheckiej i chłopskiej wywodzi się przywiązanie do ziemi, z rzemieślniczej rzetelność pracy, ambicje jej najlepszego wykonania; z robotniczej – idea międzyludzkiej solidarności i sprawiedliwości; z inteligenckich – zrozumienie wartości kulturowych i poczucie odpowiedzialności; z tradycji szlacheckich – umiłowanie wolności, wzory patriotyzmu, bezwzględna uczciwość oraz odpowiedzialność za słowo; z mieszczańskich – gospodarność i oszczędność (Ścieżkami nadziei, s. 49).

Jak interpretuje patriotyzm?

1. Kryterium motywacji patriotycznych jest potrzebne do interpretacji ostatnich 200 lat polskiej historii, a przede wszystkim czasów współczesnych. Pozwala na rozumienie długiego okresu naszych dziejów. Pozwala też na to, by rozważać łącznie całe cykle zdarzeń, ich konteksty, uwarunkowania i skutki. Jest też przydatne do sformułowania hipotez na temat współczesnych i przyszłych zagrożeń Polski oraz do wskazania na grupy interesów zaangażowane w kształtowanie przyszłości Polski i wpływanie na jej miejsce w Europie. Oparcie definicji na kryterium patriotyzmu chroni przed uproszczeniami, do których prowadzi koncentracja na zdarzeniach współczesnych, pomijająca głębię tkwiących w przeszłości uwarunkowań. Pozwala na dynamiczną analizę procesów historyczno-kulturowych i rozumienie motywacji i postaw, które społeczny dynamizm pobudzały (O istocie narodowej tożsamości, s. 113).

2. Równocześnie w ogromnym stopniu zaczęła procentować działalność z okresu międzywojennego, w czasie której pogłębiało i poszerzało się poczucie wspólnoty Polaków zarówno tej rodzinnej, sąsiedzkiej, światopoglądowej, jak i kulturowej. Dzięki temu okres okupacji zaprocentował […] stworzeniem Polskiego Podziemnego Państwa, poczuciem solidarności ludzi sobie obcych, którym świadczono pomoc. Można więc powiedzieć, że nastąpiło upowszechnienie patriotyzmu i kultury współżycia, a normy moralne i obyczajowe działające w okresie międzywojennym dały ogromny efekt dla przetrwania czasów wyjątkowo ciężkich i trudnych (Przyszłość dla przyszłości. Rozmowy o Polsce z prof. Anną Pawełczyńską, (s. 40).

Jak interpretuje wartości?

1. Uznanie nadrzędności wartości materialnych może zniszczyć związek człowieka z tym, co robi (Ścieżkami nadziei, s. 55). Wprawdzie nie jest możliwe, aby ideologia bezinteresownej twórczości upowszechniła się w konsumpcyjnym społeczeństwie. Jest jednak możliwe, aby myślenie jednostek lub grup społecznych ukształtowało w sobie postawę twórczą wzbogacającą ludzkie życie. Cel działania przeniósłby się z potrzeby dominacji na potrzebę poznania i rozumienia (s. 57). Ponadto poczucie uczestnictwa w historii ludzkości poszerza biologiczne trwanie jednostki o trwanie kulturowe (s. 58). (…)

Przyszła Profesor została wychowana na wielowiekowych i tradycyjnych polskich wartościach. Jeżeli pisze o totalitaryzmach, to jednocześnie o dwóch: hitlerowskim i komunistycznym. Hitlerowski został opisany, natomiast totalitaryzm komunistyczny, jak pisze, przeniknął do Polski w sposób podstępny i niejawny. Z jego skutków do dziś nie zdajemy sobie sprawy.

Co więc Pawełczyńska radzi? Wymienia trzy filary, bez których nie może nastąpić ani rekonwalescencja kulturowa, ani powrót do prawdy:

1. Wiedza. Wiedza specjalistyczna jest potrzebna w sprawach zawodowych, ale wiedza ogólna jest niezbędna dla naszego człowieczeństwa i rzetelnych stosunków z innymi ludźmi. Wiedzę obronną daje znajomość własnej kultury i historii. Brak tej wiedzy czyni człowieka dziecinnie bezbronnym (Ścieżkami nadziei, s. 41). A więc na drodze do wolności Pawełczyńska na pierwszym miejscu stawia wiedzę.

2. Rozumienie. Służy ono kształtowaniu właściwej osobowości oraz stosunku do ludzi i świata. Nie zdolność do gromadzenia informacji, lecz zdolność do trafniejszej, intuicyjnej, bardzo szybkiej ich selekcji pozwala nam poznać zjawisko jako określony kształt rzeczywistości (s. 42). Zrozumienie więc drugiego człowieka jest nawiązaniem solidarności we wspólnej walce ze złem.

3. Tolerancja. Jest ona rezultatem wysiłków całego życia i starań o rozumienie ludzi i ich dążeń. Dopiero wygaszanie emocji pozwala powrócić na płaszczyznę dialogu (s. 50–51). Tolerancja jednak nie może przekraczać norm kulturowych i cywilizacyjnych.

(…) Patriotyzm, poczucie odpowiedzialności oraz wiedza są znakami jakości człowieka. Profesor podkreślała, że nie tytuły, lecz zasługi wyznaczają hierarchię ważności. Gdy człowiek odchodzi, staje najpierw przed sądem Bożym, ale niech nikomu się nie wydaje, że uniknie sądu ludzkiego. Gdy umiera, zostaje jego dzieło.

Z prądem czy pod prąd. Anna Pawełczyńska, myśliciel społeczny. Materiały pokonferencyjne. Fundacja Inicjatyw Społecznych „Barwy Ziemi”, ul. Tęczowa 169, 20-517 Lublin, tel. 781-324-245, e-mail: barwyziemi@interia.eu

Cały artykuł Ryszarda Surmacza pt. „Anna Pawełczyńska. Zamiast Księgi Pamiątkowej” znajduje się na s. 8 wrześniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 51/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Ryszarda Surmacza pt. „Anna Pawełczyńska. Zamiast Księgi Pamiątkowej” na s. 8 wrześniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 51/2018, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

 

Program rewitalizacji kulturowej Ziemi Lubelskiej. Obecne województwo lubelskie historycznie sięga czasów piastowskich

Pałac Lubomirskich w Lublinie przeznaczono na Muzeum Ziem Wschodnich Dawnej Rzeczypospolitej. Nadarza się wyjątkowa okazja zdjęcia z Ziemi Lubelskiej zasłony PKWN-owskiej – fatum ciążącego od 70 lat.

Ryszard Surmacz

Pięć zasad rewitalizacji kulturowej województwa lubelskiego

  1. Ziemia Lubelska dziś należy do pogranicza Polski i regionu granicznego Europy. Potrzebni są tu nowi ludzie, nowe struktury oraz „renesansowe” myślenie o regionie, sprawach Polski i Europy – takie, które cechowało elity dawnych Kresów wschodnich.
  2. Nowe prądy epoki zmuszają nas do odwrócenia tendencji kulturowych. Multikulturalizm przegrał, a więc wracamy do koncepcji państw narodowych. Na swoim terytorium administracyjnym to my, Polacy, kształtujemy politykę wewnętrzną, kulturową i edukacyjną. Fakt ten zmusza nas do odbudowania własnej prawdy: kultura narodowa musi mieć swojego właściciela, tysiącletnie doświadczenie swojego depozytariusza i swoje autorytety, a państwo – dobrze wykształconych i świadomych obywateli. Patriotyzm – tak; nacjonalizm – nie.
  3. Na pograniczach myślenie kategoriami mamony z reguły prowadzi do destabilizacji kulturowej i politycznej, przynosi więc wymierne korzyści silniejszemu. Pogranicze nie może być zarzewiem konfliktów. Pośrednikiem w sprawach przyszłości regionu i państwa nie może być ludność pogranicza, lecz musi być legalny rząd, który kształtuje własną politykę wewnętrzną i zagraniczną.
  4. Kultura niższa jest źródłem atrakcyjności kultury wyższej, ale to kultura wyższa decyduje o rozwoju kultury narodowej i w dalszej kolejności – całej cywilizacji.
  5. Obecne granice Polski mają charakter optymalny.

Program

1.    Muzeum Ziem Wschodnich Dawnej Rzeczypospolitej. (…) Idea polska na wschodzie skończyła się. Kulturowe dziedzictwo Rzeczypospolitej, jakie pozostało na terenach dawnych Kresów, jest własnością zamieszkałych tam ludzi i do nich należy wola i sposób jego wykorzystania. Pozostał jednak nierozwiązany wciąż problem: jak dziedzictwo jagiellońskie zakotwiczone w dworach i dworkach szlacheckich, a także istotę tej najwyższej kultury, która tam się narodziła, przenieść do Polski i włączyć je w aktualny kulturowy obieg? Należy się zastanowić, czy w tej materii nie wykorzystać regionu Białej Podlaskiej, gdzie po dziś dzień żyje jeszcze tradycja szlachecka. Oczywiście nie dla wskrzeszenia instytucji polskiego szlachcica, lecz przejęcia idei szlacheckiej, która kształtowana była od X do XVII w. I to ona pozwoliła zespolić wiele narodów, zbudować jedność Rzeczypospolitej i zatrzymać pokój na kilka wieków. Ta idea jest i będzie najważniejszym budulcem polskiej kultury, nie można jej więc lekceważyć. Od 1945 r. zmieniły się granice państwa, potrzebujemy więc nowej syntezy epok: piastowskiej, jagiellońskiej, okresu zaborów, II RP i PRL. Bez tej wielkiej pracy myśl polska, kultura i państwo skazane będą na stagnację.

Obecne granice Polski mają charakter piastowski i optymalny. Muzeum Lubelskie w Lublinie ma bardzo ciekawą ofertę edukacyjną i intelektualną, ale jego zasięg ogranicza się do regionu. MZWDR swym zasięgiem programowym ma obejmować całe polskie Kresy. Powinno być więc łącznikiem i wraz z Muzeum Lubelskim i, być może z lubelskim oddziałem Narodowego Instytutu Dziedzictwa, pełnić rolę wiodącego ośrodka kulturalnego – najpierw w regionie, a potem już samodzielnie, na terenie całego kraju. Jego działalność z jednej strony musi uspokajać wschodnich sąsiadów, a z drugiej pokazywać Polakom, a także politykom własnym i zachodnim, doniosłość polskiej kultury, zwłaszcza w dziedzinie demokracji i stosunków kulturowych. Działalność Muzeum nie powinna służyć ekspansji, lecz powszechnemu podniesieniu wiedzy, budowaniu polskiej tożsamości i siły moralnej naszego społeczeństwa. Dopiero podniesienie kulturowe wszystkich sąsiednich państw może w przyszłości stać się ofertą jakiejś formy dobrowolnej konfederacji państw. Większość narodów całej Europy Środkowo-Wschodniej na za sobą doświadczenia destrukcyjnej działalności pięciu państw totalitarnych. Wszystkie chcą zobaczyć swoją prawdziwą twarz. (…)

2.    Instytut Pamięci Narodowej.

3.    Wojskowa Obrona Terytorialna Kraju. (…) Do 1993 r. wojsko polskie było elementem obrony Układu Warszawskiego. Okres od wyjazdu Armii Czerwonej z Polski (1993) do 2015 r. możemy nazwać przejściowym. Od 2016 r. wszystko zaczyna się zmieniać. Polska potrzebuje formacji i edukacji, a polskie społeczeństwo i polskie wojsko odpowiedniego stopnia świadomości. Dziś żołnierz musi posiadać odpowiednie morale, odpowiednią wiedzę wojskową, geopolityczną, topograficzną, elektroniczną i kulturową oraz odpowiednią sprawność fizyczną. Te elementy połączone kontaktem społecznym budują długotrwałą siłę. Wojsko broni, WOT i ludność wspomaga. (…)

4.    Centrum Aktywacji Regionalnej. (…) Województwo lubelskie jest swoistym muzeum polskości pod gołym niebem. Na tej ziemi urodziło się bardzo dużo najwybitniejszych ludzi naszej kultury, mieszkały tu znamienite rodziny i rody. To źródło siły. Niestety, takiej świadomości społeczeństwo województwa nie ma i poza turystami niewielu z tego bogactwa korzysta. Prócz Muzeum Lubelskiego nikt nie wyjaśnia, na czym polega wielkość tej ziemi, a uczniowie i studenci są poza obiegiem właściwej edukacji kulturowej. (…)

Województwo lubelskie ma cztery, zupełnie niewykorzystane ośrodki bardzo silnie umocowane w historii Polski: Lublin, Zamość, Puławy oraz region Łukowa i Białej Podlaskiej. Każdy z nich wnosi swoje specyficzne dziejowe bogactwo, swoją mądrość i przestrogi, które w dzisiejszej dobie Polacy powinni znać i wykorzystać. (…)

O wszystkim, podkreślmy raz jeszcze, zadecydują nie tyle programy, co odpowiednie kadry na odpowiednim poziomie merytorycznym. Kadry nie mają patrzeć na mody i trendy, lecz rękami wyciągać mądrość z tej ziemi jak ziemniaki.

Cały artykuł Ryszarda Surmacza pt. „Program rewitalizacji kulturowej Ziemi Lubelskiej” znajduje się na s. 10 czerwcowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 48/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi oraz dodatek specjalny z okazji 9 rocznicy powstania Radia WNET, czyli 44 strony dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Ryszarda Surmacza pt. „Program rewitalizacji kulturowej Ziemi Lubelskiej” na s. 10 czerwcowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 48/2018, wnet.webbook.pl

Śląsk w dziejach przyjmował kulturę romańską, cywilizację niemiecką, protestantyzm; dlaczego odrzuca implant kresowy?

Walka wcale się nie zakończyła i stanowi konfrontację wciąż tych samych sił – postpruskich, a więc antyeuropejskich, i polskich – europejskich, których Europa wciąż nie chce uznać za swoje.

Ryszard Surmacz

Chcąc pokazać dwa światy, które w XIV w. odeszły od siebie a potem, po 600 latach zderzyły się ponownie na Śląsku (1922 i 1945 r.), musimy cofnąć się o kilka wieków, a więc do czasów, w których zaczęły się one kształtować osobno, każdy na swój specyficzny sposób. W przypadku Śląska wracamy do wieku XVII i ostatnich Hohenzollernów, w przypadku Polski miejscami aż do Kazimierza Wielkiego.

Na Śląsku po zakończeniu obu wojen światowych w jednym miejscu spotkało się doświadczenie kresów zachodnich z kresami wschodnimi. Warto zauważyć, że kresy zachodnie pozostały na swoim miejscu, ludność z kresów wschodnich zaś powróciła do Macierzy. Dopiero takie spojrzenie daje bardziej właściwy obraz wydarzeń, które dziś zachodzą na terenie Górnego Śląska.

Więcej, dopiero taki obraz pokazuje, że walka wcale się nie zakończyła i stanowi konfrontację nie dwóch odmiennych polskich doświadczeń, lecz wciąż tych samych sił – postpruskich, a więc antyeuropejskich, i polskich – europejskich, których Europa wciąż nie chce uznać za swoje. Świadectwem tego jest chociażby dzisiejszy stosunek do emigrantów z Azji Mniejszej i Afryki. (…)

Fryderyk II wychowywał się w atmosferze walki o sukcesję tronu polskiego, był świadkiem i uczestnikiem rozdzierania „polskiego sukna”, patrzył na zdradę magnatów polskich, na ich brak poczucia państwa i obojętność. Na dworze w Królewcu jego ojciec przechowywał i utrzymywał ponad tysiąc królewskich dostojników, którzy chwalili pruskiego króla i za cenę powrotu na stanowiska gotowi byli odstąpić mu kolejny kawałek Polski. O Polakach wyrażał się z niezwykłą pogardą; tę pogardę zgeneralizował, połączył z iście pruską butą i przekazał ją swoim poddanym. Po Fryderyku II był Bismarck, a po nim cesarz Wilhelm II, który państwo postrzegał w egoistycznych kategoriach: ja, ja, ja! Ciągłość pogardliwego stosunku do Polaków została zachowana. Po nich przyszedł Hitler. (…)

Christian Graf von Krokow (1927–2002) pisze: Ruch niemiecki wstępujący na „szczególną drogę” należałoby rozumieć jako próbę ocalenia nierówności bądź też odtworzenia w jakieś formie kontrrewolucji tego, co rewolucja mieszczańska na Zachodzie uroczyście odwołała i zmiotła jako „stare rusztowanie bezprawia” – jako zasadę legalizującą porządek życia ludzkiego (Niemcy, s 104). W dalszej części autor problem ten wyjaśnia szerzej: W Niemczech obowiązek, porządek, sprawiedliwość jest w opozycji do wolności, równości, braterstwa; panowanie jednej osobowości zamiast wielu; pierwotna, wyższa ponad każdą wolę jednostkową własna wartość i nad inne przekłada własne racje państwa; niemożność pogodzenia ducha niemieckiego z duchem demokratycznym […]. Problem tkwi w psychologii. (…)

W tym bizantynizmie (Koneczny), w którym, gdyby nie wojny napoleońskie i Wiosna Ludów, konstytucja Niemiec uchwalona byłaby znacznie później, urodziło się jednak coś, co do dziś ma pozytywne przełożenie, mianowicie – urządzenia socjalne, obejmujące program ubezpieczeń społecznych, który wprowadził emerytury, opiekę medyczną, ubezpieczenia od nieszczęśliwych wypadków. Niemcy, mając takie zabezpieczenia i taką tresurę, swoje siły fizyczne i umysłowe mogli poświęcić państwu, które gwarantowało, że na starość nikt bez środków do życia nie zostanie.

Świat kresów wschodnich był zupełnie inny. Nie był wyciosany z jednej bryły, jak świat pruski. Choć na temat obydwu krain napisano bardzo dużo, to bogactwo kresów wschodnich miało zupełnie inny charakter. Tam przez wieki dominowała wolność. Różnie o niej mówiono, ale to ona stanowiła bazę wzajemnego porozumienia się mieszkających tam ludzi i narodów. Siłą nie był dryl, prawny nakaz, lecz kultura i obyczaj – rzeczywiste podstawy demokracji.

Tam buntowano się przeciw obcej niewoli i kłamstwu. Poprzez powstania odrzucano obcy dyktat i odwoływano się do tej wolności, za którą tęskniło wiele narodów. Tę mocno argumentowaną wolność rządy państw totalitarnych nazywały „polską zarazą” i tępiły ją srogo, aby nie przeniosła się na tereny ich państw. Kresy wyzwalały inwencję ducha i dawały człowiekowi możliwość swobodnej wymiany kulturowej. (…)

„Podolskiemu życiu towarzyszyła serdeczna opiekuńczość kobiet, ich troska o potrzeby i wygodę ludzi starszych, ich ciepła stanowczość i dystans wobec dzieci, a także pełen oddania stosunek do mężczyzn. Postawa ta, wyrażana codzienną starannością w prowadzeniu domu i śpiewną kresową mową, łagodziła ostrze sporów i niezbędne wobec dzieci połajanki” (A. Pawełczyńska, Koniec kresowego świata, Polihymnia, Lublin 2012, s. 12–15).

Wartość kresów wschodnich w polskiej kulturze wyraziła się nie tylko poprzez samodzielną myśl polityczną, która próbowała zsyntetyzować dwie cywilizacje: łacińską z bizantyńską, ale również połączyć wiele kultur. Dążenie to najlepiej uwidoczniło się poprzez literaturę, sztukę i życie codzienne. Cały ten kilkusetletni dorobek po 1945 r. został podzielony na dwie części: ludzi, którzy zostali przetransportowani na ziemie zachodnie i północne oraz kulturę materialną, która pozostała na miejscu jej tworzenia. Ziemia macierzysta ludzi ze wschodu przyjęła z niezrozumieniem. Nie ma się jednak co dziwić, bowiem obydwie strony natrafiły na system komunistyczny, który zajmował się skłócaniem ludzi.

Cały artykuł Ryszarda Surmacza pt. „Dlaczego Ślązacy są trochę inni (III)” znajduje się na s. 5 kwietniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 46/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Ryszarda Surmacza pt. „Dlaczego Ślązacy są trochę inni (III)” na s. 5 kwietniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 46/2018, wnet.webbook.pl

Dlaczego Ślązacy są trochę inni? Cz. 2: Rodowód inteligencji śląskiej, kształtowanie się patriotyzmu polskiego na Śląsku

Zamek w Bolkowie | Fot. J. Strzelecki (CC A-S 3.0, Wikipedia)

Śląsk dostał poważny zastrzyk krwi kresowej, z której początkowo dużo korzystał, ale potem zaczął nią pogardzać. Woli topić się w bezideowości i bezsensie, jaki płynie z Niemiec.

Ryszard Surmacz

Wraz z wejściem Fryderyka II na Śląsk wlewa się cała jego toksyczna militarno-kulturowa potęga. Polskojęzyczny dotąd Śląsk dostał trzy lata na nauczenie się języka niemieckiego. Oczywiście było to niemożliwe do wykonania, ale dawało pretekst do karania i dyskryminacji. Po zajęciu Śląska Prusy stały się europejską potęgą militarną i mogły wziąć udział w rozbiorze Polski. (…)

Skąd się wzięły takie sukcesy Hohenzollernów? Tajemnicę wyjaśnia Józef Feldman. Powołując się na słowa niemieckiego historyka, cytuje: „Dietrichowi Schäferowi udało się uchwycić jeden z najbardziej znamiennych rysów polsko-pruskiego stosunku, […] jego jednostronność.

Gdy z Berlina spoglądano w stronę Warszawy z zaciśniętą pięścią, […] z mocno zdeterminowaną wolą wyzyskania najmniejszych słabości przeciwnika, w Polsce, przez cały niemal okres jej niepodległego bytu, nie zdawano sobie po prostu sprawy, że ma się do czynienia z wrogiem, i to wrogiem bardzo niebezpiecznym” („Problem polsko-niemiecki w dziejach”, Katowice 1946, s. 63). I tak niestety jest po dzień dzisiejszy. Powód – myślenie wyłącznie kategoriami demokratycznymi.

Janusz Pajewski dodaje: Poszczególne niemieckie państwa oparcia i siły dla zdobycia sobie znaczenia i wpływów w Europie […] czerpały […] głównie ze świata słowiańskiego (Niemcy w czasach nowożytnych 1517–1939, Poznań 1947, s. 60). Dowody: Habsburgowie austriaccy potęgę uzyskali po zdobyciu Czech i Węgier – pisze Pajewski – Wettynowie po unii z Polską; państwo brandenbursko-pruskie po opanowaniu Śląska i części Polski… Jak widać, był to problem nie tylko polski, lecz ogólnosłowiański. Przełomowego spostrzeżenia dokonuje von Krockow, pisząc: Gdyby syn lub spadkobierca tronu nie kontynuował tego, co rozpoczął ojciec, gdyby powrócił do europejskiej normy, wszystko obróciłoby się wniwecz […] być może Prusy stałyby się przedmiotem kpin (Myśląc o Prusach, Warszawa 1993, s.11). Pruska droga musiała więc skończyć się Hitlerem i ogólną katastrofą.

Herby polskiego Śląska | Fot. CC A-S 3.0, Wikimedia.com

Ale oprócz niesamowitego drylu, coś jeszcze musiało podtrzymywać przy życiu tę hybrydę (Niemcy sami mówili, że Prusy rozwijają się wbrew prawom natury). Były nimi trzy doniosłe wydarzenia: powołanie na tron carycy Katarzyny II (uratowała Prusy przed rozpadem), zwycięstwo Prus nad Francją w 1871 r. (XIX w.) i narodziny geopolityki (pocz. XX w.). W XVII w. w protestanckich kościołach na Śląsku modlono się za polskiego króla i Polskę. Dwa wieki później zakazano polskiej mowy, nawet w kościołach. (…)

Fryderyk Wilhelm I „nadał temu państwu jedyne w swoim rodzaju kontury […] wznosił tę graniastą konstrukcję cnót, które dotąd nauczyliśmy się określać jako typowo „pruskie” lub nawiązując do niemieckiego dzieła Prus – jako typowo niemieckie: pilność i oszczędność, pracowitość, wydajność i wypełnianie obowiązku w połączeniu z przekazem, aby nigdy się nie uskarżać”.

W swojej mowie przywołuje cytat z Sebastiana Haffnera: Wypełnianie obowiązku w Prusach było pierwszym i najważniejszym nakazem. Nieco niżej dodaje: kto wykonywał swój obowiązek, nie popełniał grzechu, cokolwiek by zrobił. Drugie przykazanie brzmiało: nie biadaj, jeśli łaska, nad samym sobą; trzecie zaś już mniej było kategoryczne: w postępowaniu wobec bliskich kieruj się jeśli nie dobrocią – to byłoby jednak przesadą – to przynajmniej przyzwoitością.

Powyższe wartości miały oparcie w cnotach mieszczańskich. O cnotach mieszczańskich (i rycerskich) pisała u nas Maria Ossowska. Wymieniała je jako: dorabianie się bez użycia przemocy, ideał szczęścia wynikający z pracy, pieniądza i bogacenia się, stosunek do ludzi mierzony w kategoriach zysku i strat oraz gotowości do pomocy. I trzeba powiedzieć: nie były to wartości katolickie. Fryderyk II był protestantem i osobą religijną. Ten fakt miał wpływ na jego stosunek do świata. Wychowanie domowe wykształciło w nim osobowość kostyczną i zamkniętą w sobie (niektórzy mówią o psychopatii). (…)

Cnoty mieszczańskie oparte na protestantyzmie Fryderyk II przerobił w poddaństwo, w kult władzy i w siłę wszechmocnego państwa. (…) Patriotyzm polski polegał na wolnej woli, w Prusach na nakazie i obowiązku. (…)

Bardzo ważną rolę w budzeniu się świadomości na Śląsku odegrał Kulturkampf – uświadomił ludziom, kim są i do kogo należą. Wówczas katolicyzm nabrał formy ideologicznej. Jeszcze dziś można usłyszeć, że Ślązacy to katolicy (naród katolicki), lub: jestem Polakiem, bo jestem katolikiem. Taka postawa rodzi bezideowość.

Zamek w Łucku | Fot. Modulo (CC A-S 3.0, Wikipedia)

Patrząc na ostatnie wydarzenia w Niemczech, coraz bardziej zaczynamy doceniać Feliksa Konecznego i jego prace, zwłaszcza na temat bizantynizmu. Współczesnemu państwu niemieckiemu prawdopodobnie łatwiej będzie się dogadać z muzułmanami niż ze Słowianami, bo z niemieckimi katolikami jakoś to pójdzie. Najpierw, prawdopodobnie, zgodnie z zasadami państwa prawa, zostanie zdefiniowane pojęcie „bliska osoba”, a potem porządni ludzie z nakazu, zgodnie z trzecią zasadą, będą kierować się jeśli nie dobrocią – to byłoby jednak przesadą – to przynajmniej przyzwoitością. Niemcy zapewne już mają swój plan, w którym przysłowiowe poczucie misji, porządku i obowiązku ściągnie ich w stare koleiny. (…)

To na Śląsku, nie na Kresach, dokonał się w pierwszej kolejności fakt zneutralizowania kultury polskiej. Najpierw, w sposób kulturowy, dokonali tego protestanci, potem, w sposób totalitarny, Franciszek II i państwo pruskie. Rosjanie na Kresach mieli do pokonania znacznie większą materię: neutralizację szlachty i części magnaterii, potem Kościoła i na końcu przezwyciężenie niechęci Polaków, ich obyczaju i tej wyższej kultury polskiej. Opór przejawiał się na co dzień, w domu, i w powstaniach narodowych, w których brali udział Wielkopolanie i Ślązacy.

Rodowód inteligencji śląskiej zaczął się od Wiosny Ludów (1848), nieco inaczej niż w centralnej Polsce. Inteligencja śląska rodziła się na gruncie chłopskim, ale ze śląskiej specyfiki ducha, która pozostała tam w postaci mieszanki: atawizmu piastowskiego, wpływów ruchu reformacyjnego i antyreformacyjnego, sprzeciwu przeciw Kulturkampfowi i woli obrony ludzkiej godności – oparta była więc na poczuciu współistnienia ludzkiego.

Natomiast inteligencja kresowa ma dość jednorodny, wielowiekowy rodowód szlachecki – również piastowski; powstała na gruncie obrony polskich wartości, które sama tam stworzyła, a które N. Davies określił, jako „prawie cywilizacja”, oraz woli odzyskania zabranego mienia. Inteligencja śląska swój majątek kryła głównie w sercu i gwarze, która należy do języka polskiego.

Obydwie grupy łączyło poczucie krzywdy i obrona swoich wartości. Miały jeden cel – dążenie do wolności i mieszkanie w lepszym państwie. Spotkały się w 1922 i 1945 r., w bardzo różnych warunkach. Nieporozumienia, oprócz podstaw kulturowych, wynikają z dwóch odmiennych sytuacji; w 1922 r. ze zderzenia się dwóch wizji Polski, a w 1945 – z układu, w którym jedna strona znaleźć się nie chciała, a druga zbyt wiele sobie obiecywała. PRL dla pierwszych był ostateczną klęską, a dla drugich miejscem ogólnego społecznego awansu i szansy bezpłatnego wykształcenia. Obydwie grupy zostały zmanipulowane i kontakt między nimi się urwał. Do dziś zmieniło się niewiele. Trzeba przyznać, że w dzisiejszych warunkach odbudowa ta byłaby dość trudna. Na przeszkodzie, jak zawsze na Śląsku, staje odniesienie do Zachodu.

Dziś kultura zachodnia upada; ta ścieżka staje się więc pustym, nic nieznaczącym balonem. Ale Śląsk dostał poważny zastrzyk krwi kresowej, z której początkowo dużo korzystał, ale potem zaczął nim pogardzać. Woli topić się w bezideowości i bezsensie, jaki płynie z Niemiec, niż odkręcić tlen dla tej kultury, która zbudowała polską „prawie cywilizację” i do dziś jest zamknięta, choć wciąż niesie wartości chrześcijańskie i cywilizacyjne.

Cały artykuł Ryszarda Surmacza pt. „Dlaczego Ślązacy są trochę inni. Cz. 2” znajduje się na s. 8 lutowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 44/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Ryszarda Surmacza pt. „Dlaczego Ślązacy są trochę inni. Cz. 2” na s. 8 lutowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 44/2018, wnet.webbook.pl

Na Śląsku w XX w. dwa razy – w 1922 i 1945 r. – spotkały się dwie wizje Polski. W 1939 roku jedna i druga zdały egzamin

Rosja na kresach wschodnich zaczęła wykorzeniać polskość – po to, aby już nigdy tam nie wróciła. Dziś na Górnym Śląsku zaczynają dominować te mechanizmy, które pojawiły się podczas zaborów na Litwie.

Ryszard Surmacz

Śląsk do XIV w. był jedną z najświetniejszych dzielnic Polski piastowskiej. Nie dlatego, że mieszkali tam najzdolniejsi ludzie, lecz dlatego, że leżał na szlaku rozwijającej się cywilizacji łacińskiej. Potem, gdy przechodził pod panowanie czeskie, austriackie czy pruskie, zaczynał coraz bardziej podupadać. (…)

Ślązacy do Polski zaczęli wracać od Wiosny Ludów i Józefa Lompy (1797–1863). Lompa urodził się na kresach zachodnich dwa lata po utracie polskiej państwowości, gdy Rosja na kresach wschodnich zaczęła wykorzeniać polskość – po to, aby już nigdy tam nie wróciła. Litwa zaczęła odchodzić od Polski – w sposób już nieodwracalny, Śląsk powracał – wówczas wydawało się, że również na zawsze. Rzecz jednak w tym, że dziś na Górnym Śląsku zaczynają dominować te mechanizmy, które pojawiły się podczas zaborów na Litwie. (…)

Ślązacy wracali zupełnie inni, pozbawieni warstwy kulturotwórczej, ukierunkowani na zdobycie zawodu i fizyczną pracę; Kościół katolicki był dla nich jedyną ostoją. Ksiądz Józef Szafranek i Wojciech Korfanty efekty pracy Lompy wnieśli do niemieckiego sejmu i popchnęli je we właściwym kierunku. Ostatnim akordem było III powstanie śląskie w 1921 r. Ale Ślązacy nie wrócili bez niczego – przynieśli z sobą kopalnie i huty. Sześćset lat słabnącego kontaktu z Polską zrobiło jednak swoje.

W XX wieku dwukrotnie, w 1922 i 1945 r., spotkały się dwie wizje Polski. W 1922 r. były one inteligenckie; pierwsza była tą wymarzoną, wyuczoną, wymodloną i zdobytą; druga odzyskiwaną, uświadomioną, zdeklarowaną, a nawet świętą i na końcu wywalczoną. W przedwojennym województwie śląskim inteligencja śląska kształciła się w polskich szkołach. Obydwie, polska i śląska, miały inne komponenty kulturowe, inne wyobrażenia, ale w 1939 jedna i druga, zdały swój egzamin.

Śląsk Opolski, który został poza granicami II RP, musiał pójść inną drogą. W 1922 r. powstaje Związek Polaków w Niemczech, w 1932 r. – „Rodło”, które jest symbolem ZPwN, harcerstwa, kółek śpiewaczych; w 1938 sformułowano „Pięć Prawd Polaków”. Tu inteligencja śląska rodzi się w walce. Ona wiedziała, kim jest, i nie miała wątpliwości narodowych. Rok 1945 burzy to wszystko. Przychodzi Polska, która była obca polskiej wizji i tradycji. Ślązacy z czarnego Śląska mieli skalę porównawczą. Ślązacy z Opolszczyzny jej mieć nie mogli. Zdecydowana większość Polaków komunistycznej Polski nie chciała; na Opolszczyźnie inteligencja śląska przyjęła ją taką, jaka przyszła – bo innej nie znali.

Śląsk Opolski przed II wojną leżał w granicach Niemiec. Jego ludność w 1945 r. płaciła cenę za niemieckie zbrodnie. Członek ZPwN i powstaniec śląski w PRL był podobnie szykanowany, jak AK-owiec. Ale o AK na Opolszczyźnie niewielu słyszało. Nie chcieli też słuchać wyjaśnień. W takich warunkach te dwa inteligenckie światy walczące niegdyś o Polskę nie mogły się ani spotkać, ani dokonać korekty fałszywych mitów. Nie pozwolił na to system komunistyczny. Ponadto na Opolszczyźnie przez wiele powojennych lat więcej do powiedzenia mieli członkowie Komunistycznej Partii Niemiec niż Ślązacy polscy. (…)

Jagiellonowie nie wykazują już zainteresowania Śląskiem, być może dlatego, że na tle wielkiego obszaru ich dominacji ginie on z oczu, ale być może też dlatego, że nazbyt dbali o to, aby Korona nie urosła zbytnio w siłę.

W XV w. zaczyna się więc proces, który odciągnie Śląsk w kierunku zachodnim. Nie wiadomo, na ile walka po stronie Krzyżaków mentalnie odizolowała Śląsk od Polski. Natomiast odrzucenie przez Jagiełłę korony czeskiej zneutralizowało wprawdzie oskarżenia Zachodu o pogaństwo polskiego króla, ale nie ustrzegło Śląska od husyckich najazdów, wpływu przyszłego protestantyzmu i odmiennej drogi rozwoju. (…)

Bitwa pod Mohaczem w 1526 r. kończy potęgę dynastii Jagiellonów i przerywa łączność kultury polskiej ze Śląskiem. Śląsk przechodzi pod panowanie Habsburgów i jest jeszcze znakomicie rozwiniętą dzielnicą. Austria zaczyna odzyskiwać wpływy katolickie, ale od tej pory Śląsk zaczyna dzielić się na Dolny i Górny. Dolny staje się głównie protestancki, Górny – głównie katolicki. Szlaki handlowe zanikają, cywilizacja ogranicza swoje oddziaływanie i mniej więcej od tego samego okresu datuje się powolna germanizacja elit i pozostającej tam polskiej szlachty. Język polski jest w użyciu. W kościołach protestanckich wierni modlą się za króla polskiego, ale język polski zatraca polskiego ducha i polskie składniki kulturowe. Popada w pewną próżnię i staje się mechanicznym elementem przekazu. Nasze drogi zaczynają się rozchodzić. Od tej pory istniejąca na Śląsku polska kultura zaczyna ulegać stopniowej degradacji, a jedynym łącznikiem między Ślązakami a Polakami coraz bardziej staje się religia katolicka na poziomie ludowym.

(…) wpływ kultury polskiej na niemiecką poprzez Śląsk jest ewidentny, choć skwapliwie ukrywany przez Niemców. Prof. Franciszek Marek komentując podkreśla: „myśli te były formułowane w języku niemieckim, ale nie miały one niemieckiego ducha i nie przebiły się do kultury niemieckiej. Pozostały na Śląsku. I to jest właśnie ta cecha śląska w literaturze niemieckiej”. Śląsk w tym czasie jest już nie polski i jeszcze nie niemiecki. Ale korzyści z tego tytułu płyną w kierunku cesarstwa.

Cały artykuł Ryszarda Surmacza pt. „Dlaczego Ślązacy są trochę inni?” cz. I znajduje się na s. 9 styczniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Ryszarda Surmacza pt. „Dlaczego Ślązacy są trochę inni?” cz. I na s. 9 styczniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl

Człowieka trzeba traktować według jego największej miary: co zrobił dla siebie i innych i jakie wartości wyznawał?

Nie spotkałem nikogo, kto znając prof. Annę Pawełczyńską, wyrażałby się o niej źle – a nie należała ona ani do osób łagodnych, ani spolegliwych. Wszyscy podkreślali, że była człowiekiem wyjątkowym.

Ryszard Surmacz

Wyjątkowość postaci prof. Pawełczyńskiej widać na przykładzie poniższego cytatu z jej książki „Wartości a przemoc”. Zarys socjologicznej problematyki Oświęcimia, Lublin 2004, Wyd. Test). Autorka pisze: Zdecydowana większość polskiego społeczeństwa w okresie 1939–1945 została wychowana w tradycjach patriotycznych i chrześcijańskich. […] System tych wartości umożliwił fizyczne przetrwanie wielu więźniom i zachowanie postawy sprzeciwu wobec gwałtu i przemocy. […] Więzień, który nie dokonał żadnej rewizji w hierarchii norm poprzednio uznawanych […] musiał zginąć, jeśli stosował się do nich w sposób bezwzględny. Dziewiętnastowieczne hasło „najwięcej szczęścia dla największej liczby ludzi” [musiał zminimalizować] do „najmniej cierpienia”. […] Z hasła rewolucji francuskiej „wolność, równość, braterstwo” musiał pozostawić tylko „braterstwo”. […] Najpiękniejsze hasło Dekalogu „Kochaj bliźniego swego jak siebie samego” w praktyce wymagałoby postawy męczennika z epoki wczesnego chrześcijaństwa. W języku człowieka walczącego o wartości brzmiało ono: „Nie krzywdź bliźniego swego i ratuj go, jeśli tylko możesz”. Człowiek, który przeżył Oświęcim, stosując się tylko do tej jednej zasady, ocalił najwyższe wartości. […] „Nie zabijaj” odnosiło się tylko do tych, którzy byli zabijani […] „Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu twemu” ograniczało zasadniczo konieczność solidarnej obrony. […] Nie pożądaj żony bliźniego twego ani żadnej rzeczy, która jest jego” była całkowicie sprzeczna z układem warunków obozowych. […] „Nie kradnij”. W zależności od tego, co było przedmiotem kradzieży i gdzie tę kradzież popełniono, uznawano ją za wykroczenie lub za czyn wartościowany moralnie bardzo wysoko. […] Kradzieże dokonywane bezinteresownie, dla dobra innych więźniów, stanowiły realizację najwyższych wartości. […] Dlatego też wszelkie oceny moralności więźniów są uzasadnione tylko wtedy, gdy odnosimy je do takich norm, które mogły funkcjonować w obozowych warunkach i były w tych warunkach najważniejsze.

Eksperyment oświęcimski to próba poprawiania samego Boga i zdobycia przewagi nad Nim przez człowieka. Metodą prowadzącą do celu okazała się zbrodnia. W opisie Pawełczyńskiej nie ma bojaźni czy kalkulacji kupieckiej, jest natomiast pouczający realizm.

Doświadczenia z II wojny nie zostały otorbione, one żyją na wolności i nadal są groźne i wykorzystywane w warunkach pokojowych, oczywiście w łagodnej formie. Ludzkie słabości wykorzystywane są w przemyśle reklamy, w polityce, programach manipulacji człowiekiem i w dużym biznesie. Świat sam się nie brutalizuje, świat jest brutalizowany przez człowieka – na wszystkie sposoby: za pomocą filmu (coraz bardziej brutalnego), internetu (biznes porno, pedofilia itd.), języka, który jest nafaszerowany gangsterskimi lub knajackimi terminami, sztuki, która zamiast zachwycać, szokuje. To wszystko buduje czas apokalipsy, zapowiadający wyjątkowy wybuch morderczego szału, w którym człowiek pada ofiarą własnych zaniedbań.

I nie ma się co oszukiwać, takie rozumowanie to nie efekt spiskowej teorii dziejów, lecz przedłużenie logiki oświęcimskiej. Postać Josefa Mengelego pozostawiła wciąż nierozwiązywalny dylemat: czy zdobytą przez niego wiedzę medyczną odrzucić jako niemoralną, czy przyjąć – jako pomocną w dzisiejszym leczeniu? Niedomknięcie tej furtki uchyla kolejne i w końcu dochodzimy do przekonania, że zło wciska się w dobro z taką siłą, iż staje się niemożliwe do wyeliminowania. Pawełczyńska pisze: W świecie zbrodni rósł świat solidarności, umacniały się postawy niepokornych, zdolnych do walki w najcięższych warunkach (tamże). Tylko człowiek jest więc zdolny do walki ze złem.

„Wartości a przemoc” i „Głowy hydry” to tylko pozornie dwie odmienne książki, faktycznie – logiczna ciągłość i obraz rozwoju zbrodniczej machiny. Jeżeli człowiek inteligentny, a dodatkowo – tak bystry obserwator z tytułem profesora, jakim była Pawełczyńska, przeszedł przez taki „uniwersytet”, to mimo woli predysponowany jest do szczególnych zadań. Ma prawo indywidualnie odnosić się do każdego systemu wartości, bo doświadczenia obozowe dały jej wystarczająco mocną ku temu legitymację. Człowiek bowiem tylko w warunkach pokojowych decyduje o sobie, w czasie wojny staje się ofiarą. (…)

Wśród naukowców można usłyszeć głosy, że Pawełczyńska „odeszła od nauki” i skierowała się w stronę ludu. Ale czy socjolog, zwłaszcza kultury, kierując się w „stronę ludu” musi odchodzić od nauki? Analizy Pawełczyńskiej wskazują na wysoki poziom realizmu, wrażliwości, poczucia odpowiedzialności za człowieka, narodową kulturę i państwo polskie. To wszystko jest żywe i aż kipi socjologią.

Powszechny szacunek musiał też zasadzać się na jakichś fundamentach. Jego źródła dziś trudne są do identyfikacji, ale znakomicie mieszczą się w pojęciu „czasu człowieka”, o którym tak wiele pisze Pawełczyńska. Rozpisując go na czynniki, musimy zauważyć, że czas rządów w PRL nie zakodował tego, co zakodował czas polskiego społeczeństwa. To dwa różne światy. I ten drugi uczynił Pawełczyńską zauważalną.

Obiektywizm wymaga przyjęcia kryterium większej perspektywy czasowej. Oznacza to, że czas człowieka jest ważniejszy od czasu władzy. I teraz pytanie: na czym polegała wyjątkowość Pani Profesor? Krótko mówiąc, na właściwej proporcji pomiędzy doświadczeniem życiowym i postawą niezłomności woli oraz ciągłej gotowości w dążeniu do odkrywania prawdy.

Warto też zapytać, skąd te cechy się wzięły? Wzięły się z racjonalnego patriotyzmu – a więc z etosu inteligenckiego Drugiej Rzeczypospolitej, który wychował jej pokolenie i który do końca swoich dni reprezentowała. Pawełczyńska należała do najwybitniejszych jego przedstawicieli. (…)

Z jej książek wypływa jedno rzucające się w oczy przesłanie: że człowieka trzeba traktować według jego największej miary: co wniósł dla siebie i zrobił dla innych oraz dla jakich wartości żył? Pawełczyńska w swoich analizach stosuje kryterium przydatności, tak rozpowszechnione wśród etosu tradycyjnej polskiej inteligencji.

Co to znaczy? Jeżeli pierwsze spojrzenie skierujemy na małą miarę, to w człowieku odnajdziemy wyłącznie małość, a nasza ocena ograniczy się do sensacji, złośliwości, walki klasowej lub wręcz bolszewizmu. Zamiast wielkości w człowieku, będziemy szukać w nim patologii. I to są niestety cechy czasu obecnego. „Moralizatorstwo” Pawełczyńskiej jest elementem przekazu, bez którego niemożliwe jest zachowanie ciągłości myśli, idei i logiki. Książki Pawełczyńskiej są elementem konstrukcyjnym polskiej kultury i polskiej odporności na zło. (…)

Prof. Anna Pawełczyńska, pisząc swoje książki, oprócz doświadczenia wojennego i obozowego korzystała z kindersztuby domowej i twórczego czasu odrodzonego państwa polskiego. Żyła w czterech różnych czasach: II RP, II wojny, PRL i tzw. III RP. Po zakończeniu wojny wróciła do domu i przywiozła ze sobą koszmary wojny. Długo ją męczyły. Nie załamała się, nie zdegenerowała. Chciała pomagać ludziom, bo poznała wartość życia i śmierci, chodziła po samym dnie ludzkiej egzystencji i oglądała nagą istotę przemocy.

W jej pamięci nie było miejsca na efekty specjalne, na wirtualne kolory, na naiwność i chęć szybkiego zysku… Te słowa tylko pozornie wydają się beletrystyczne, jej postrzeganie świata było do bólu realistyczne. Podjęła studia – właśnie socjologiczne, które pozwoliły jej zracjonalizować to, co przeżyła. Jej książki świadczą o tym, że podjęła drogę naukowca niezłomnego.

Cały artykuł Ryszarda Surmacza pt. „Anna Pawełczyńska – naukowiec niezłomny” znajduje się na s. 12 grudniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 42/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

 

Artykuł Ryszarda Surmacza pt. „Anna Pawełczyńska – naukowiec niezłomny” na s. 12 grudniowego „Kuriera WNET” nr 42/2017, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Ryszard Surmacz: Polacy są naturalnymi przywódcami w Europie Środkowej; Niemcy – dzięki przemocy / „Kurier WNET” 40/2017

Jak zneutralizować UE, która nigdy nie zaakceptuje skomunikowania i niezależnego rozwoju Europy Środkowej, bo to może wiązać się z utratą rynku zbytu i przesunięciem ośrodka decyzyjnego do Warszawy?

Ryszard Surmacz

Utopia europejska i polskie szanse

Najnowsza książka prof. Krzysztofa Szczerskiego „Utopia europejska. Kryzys integracji i polska inicjatywa naprawy” zaczyna się i kończy biblijnym odwołaniem do wyobraźni. W Prologu czytamy: Biblijny Potop zakończył czasy pierwszych pokoleń ludzi na Ziemi, ponieważ nie zauważyli oni nadchodzącej katastrofy; tylko Noe posłuchał Boga, zbudował Arkę i przetrwał (s. 16). Ostatni rozdział niesie przekaz: Polska powinna być przygotowana – niczym Noe na potop – na nadchodzący burzliwy okres w dziejach Europy. Powinniśmy tak, jak biblijny patriarcha, budować własną, niezatapialną, arkę (s. 252). Cytaty nawiązują do postawy chrześcijańskiej, a treść książki wzywa, by ziemię czynić sobie poddaną.

Mały wtręt

Idea „Utopii europejskiej…”, jest mi bliska, mogę być więc nieco stronniczy. W swoich artykułach i książkach penetrowałem zbliżony obszar i mam swoje doświadczenie. Aby nie być gołosłownym, posłużę się trzema przykładami:

1. „Ostatnia na drogę” (Lublin 2004): Pierwszego maja 2004 roku skończyła się epoka PRL-u i otworzyła pierwsza stronica naszej nowej księgi. […] Co będą mieli do powiedzenia […] twórcy XXI-wiecznej polskiej rzeczywistości? Na ile będą pawiem i papugą, a na ile niezależnymi twórcami? Czy ludzie pióra będą walczyć o kałamarz, czy też ten sam kałamarz – piękniejszy, zostanie postawiony im na tacy? […]. W maju 2004 roku Polska ze swoim dorobkiem i niedorobkiem wypłynęła na bardzo głębokie wody. […] Podąża w tym samym kierunku, w którym od kilkunastu lat dryfuje cały ludzki świat (s. 7).

2. „Geopolityka”, Lublin 2008: Europa nie może dzielić się na gorszą i lepszą, bo ta gorsza jest w głównej mierze ofiarą kilku totalitaryzmów, a lepsza ofiarą kolonializmu. Obydwie części są chore na swój sposób. […] Zorganizowanie Unii w oparciu o dotacje i uzależnienie finansowe (zadłużenie) jest założeniem błędnym u samych podstaw. […] Gdy wzajemne zaufanie legnie w gruzach, klęska będzie tylko kwestią czasu […] ani totalitaryzm, ani demokracja nie będą w stanie niczego zmienić, ani niczemu zapobiec (s. 13).

3. „Powstania narodowe. Czy były potrzebne?”, Lublin 2009: Współczesna Europa nie ma koncepcji kulturowej ani nawet pomysłu na nowe swoje wcielenie. Krótko mówiąc – ani Polska, ani Unia Europejska nie są przygotowane na nadchodzące zmiany. Jedyną szeroko znaną […] jest propozycja Jana Pawła II, a więc nie mamona, lecz […] powrót do chrześcijańskich korzeni. Rezygnacja z korzeni kulturowych w momencie rosnącego napięcia międzycywilizacyjnego może doprowadzić Europę do sytuacji, w jakiej znalazł się Stalin, gdy Niemcy napadły na Związek Sowiecki (s. 36).

I teraz uwaga: powyższe fragmenty odbierane były w kategoriach antyunijnych. Niestety, tak została ustawiona nasza świadomość i tak zdefiniowane umocowania partyjne: jak popierać, to bezkrytycznie, jak negować, to w czambuł. Statystycznemu Polakowi trudno było uwierzyć, że ma on prawo do obrony stanu posiadania, interpretacji własnej przeszłości i przyszłości; do własnej polityki wewnętrznej i zagranicznej. Królował niewolniczy sposób myślenia.

Propozycja Szczerskiego

Kryzys przejawia się we wszystkich najistotniejszych dla Unii Europejskiej aspektach […] powodując niestabilność unijnych instytucji i utratę społecznego zaufania […] w wymiarze tożsamościowym prowadząc do zagubienia sensu integracji (s. 229). Warunkiem naprawy jest: 1. nowy układ relacji między krajami członkowskimi a Unią Europejską, 2. odnowienie pierwotnych założeń co do wzajemnych relacji pomiędzy samymi państwami europejskimi, 3. przywrócenia wolności gospodarczej w ramach wspólnego rynku, 4. uczynienie z Unii aktora polityki międzynarodowej wspomagającego bezpieczeństwo obywateli Unii oraz 5. odnowienie korzeni tożsamościowych Europy jako wspólnoty cywilizacyjnej (s. 230). Nieco dalej w konwencji przykazań dodaje: „Unia zdrowego rozsądku” nie będzie pławić się w nakazach i regulacjach, nie będzie konstruować „nowych Europejczyków”, nie będzie prowadzić żadnego wyabstrahowanego „projektu”, tylko uwierzy w narody i państwa europejskie, w ich tradycję, różnorodność, historię (s. 235).

Szczerski proponuje odejście od Europy jako spółki i stworzenie Europy jako wspólnoty (s. 113, 141). Pisząc o poczuciu suwerenności podkreśla, że w wymiarze praktycznym suwerenność wyznacza granice podziału swój-obcy, w obszarze funkcjonowania państwa ma zabezpieczyć podstawy istnienia i rozwoju wspólnoty narodowej jako samodzielnego, suwerennego podmiotu (s. 136). I dalej:

Europa Środkowa to nie bibelot babuni ani wspomnienie zaborczej okupacji (s. 189). Zależność w Unii przejawia się tym, że im mniej zrozumienia ze strony obywateli, tym większa „pasterska” aktywność instytucji unijnych. […] Unia to nie stado, lecz dobrowolna wspólnota tworzona przez wolne narody i równe państwa. Mit Europy w polskiej kulturze zostaje zredukowany, a boskość UE nazwana wprost: utopią.

Szczerski nie ogranicza się do krytyki. Pisze, że siła UE polega na zdolności do rekonfiguracji, a więc aktywnej adaptacji do zmieniających się uwarunkowań swojego działania […]. To wciąż unikalny system nie-w-pełni wykształcony. Funkcjonowały w nim równolegle trzy obszary decyzyjne: wewnętrznie państwowy […], ekskluzywnie ponadnarodowy […] oraz osmotyczny (tam, gdzie granice między tym, co „krajowe”, a tym co „europejskie” wzajemnie się przenikają). […] Odpowiednie posługiwanie się multiinstrumentalnym zasobem instytucji pozwoliło Unii Europejskiej na trwanie w zmiennej, ale stabilnej równowadze, nawet w czasach stosunkowo dużych szoków systemowych (s.106).

„Utopia…” na zewnątrz jest polską propozycją rozwiązania obecnego kryzysu w UE, do wewnątrz – dziełem, które przełamuje peerelowską barierę mentalną i wysyła bodziec w kierunku samodzielności myślenia. Szczerski jako minister skuteczniej łamie jeszcze inną barierę – poprawności politycznej, która jednym otwiera duże szanse, innym sprawia duży kłopot! Oczywiście jego książka nie jest wyjątkiem. Warto tu wspomnieć choćby pozycje Piotra Eberhardta, Bohdana Cywińskiego, Leszka Moczulskiego (gł. „Geopolitykę” i „Narodziny międzymorza”), czy dwie zapomniane Tomasza Otremby: „Wyżyna Polska” (Regnum 1997) i „Niemcy, brama Polski do Nieba” (Regnom 2000). Od tej pory idea „brzydkiej panny na wydaniu” więdnie jak jesienne liście, kłamstwo odsłania swoje dziurawe zęby, a prawda zaczyna weryfikować przeszłość. Europa nie jest silna wielokulturowością, lecz bogactwem wielości swoich kultur i wspólnotą myślenia.

Krótki rys historyczny

Po upadku ZSRR, za Janem Pawłem II można było powiedzieć, że Europa mogła „odetchnąć dwoma płucami”. I Europa Środkowa zaczęła iść w tym kierunku. Wydawało się, że koncepcja zaproponowana przez chrześcijańskich ojców założycieli zjednoczy Europejczyków. Niestety, stało się inaczej. Szczerski zauważa, że decyzja inwazji na Irak (2003) doprowadziła do odnowienia podziału wewnątrz wspólnoty europejskiej: Niemcy i Francja otwarcie sprzeciwiły się wojnie w Iraku […] Polska postanowiła przyłączyć się do koalicji (s. 161).

I tu trzeba dodać, że Polska poparła szaleńczą akcję Amerykanów nie dlatego, że chciała walczyć z terrorem, lecz dlatego, że zamierzała uciec przed Rosją i być w UE i NATO. Konflikt „dwóch płuc” zarysował się więc przed wejściem Polski w jej struktury – w oparciu o dyskryminacyjne traktowanie Polski.

Wojna w Gruzji była potwierdzeniem słuszności obranego przez Polskę kierunku. Ale nie ma co ukrywać, że nasze problemy w UE nie są związana z ekonomią, lecz bardziej z postkolonialnym sposobem myślenia zachodnich państw. Wchodząc do UE, nie mieliśmy wyboru. Alternatywą była wolność, ale w kategoriach obecnej Ukrainy. Dyskomfort był więc ukrywany. Oliwy do ognia dolewała wyprzedaż polskiego majątku narodowego i słabnąca pozycja Polski. Traktat lizboński (2007) był kolejnym rozczarowaniem; nie mówiąc już o Pakiecie fiskalnym (2008), który wprawdzie dotyczy strefy euro, ale wszędzie zaczął czynnik zaufania zamieniać na regułę kontroli, odgórnych nakazów i dzielenia na lepszych i gorszych. Kryzys wokół emigrantów zdemaskował cele UE wobec Europy Środkowo-Wschodniej. Wobec takiej sytuacji Polska i Europa Środkowa nie ma innego wyjścia, musi uciekać „do przodu”, w kierunku budowy Trójmorza. Nie można bowiem wykluczyć, że działania Rosji na Ukrainie i UE w Polsce mają zbliżone cele.

Europa Środkowa a Polska

W ostatnim „Kurierze Wnet” (39/17) Mariusz Patey w artykule: „Międzymorze. Koncepcja, historia, przyszłość” opisuje dzieje tej myśli i sięga do czasów Unii Litewskiej (tu mała uwaga: trudno uznać Kozaków za naród), projektu Adama Czartoryskiego, Józefa Piłsudskiego oraz Lecha Kaczyńskiego. Podaje też obecne ośrodki polityczne związane z tą myślą. To cenne.

Ale Międzymorze jako całość nadal jest bardziej ideą niż skomunikowaną strategiczną przestrzenią, rozdzielającą, najkrócej mówiąc, Niemcy i Austrię od Rosji oraz te same Niemcy i Austrię od Turcji. Gdyby nie rozbiory Polski i ostatnie dwie wojny światowe, Rosja i Niemcy bez przeszkód zdominowałyby północną część Europy Środkowo-Wschodniej. Gdyby Republika Federalna nie posiadała negatywnego doświadczenia z Turkami, prawdopodobnie weszłaby w sojusz z Ankarą i wspólnie przydusiliby Bałkany. Gdyby Amerykanie nie zauważyli w końcu, że sojusz Rosji i Niemiec zagraża ich egzystencji, Europa-Środkowa zostałaby rozebrana i zagospodarowana. Gdyby nie chińska polityka gospodarcza i jej zakusy wobec Syberii, problem Europy Środkowo-Wschodniej nie istniałby w wymiarze globalnym. Przestrzeń więc pomiędzy czterema totalitaryzmami, od wieków, wykorzystywana była do wzmocnienia totalitaryzmów. Tę przestrzeń, dla naszego dobra, należy zdiagnozować w sposób wręcz brutalny.

Prof. Zdzisław Krasnodębski we Wstępie do „Utopii…” napisał: wiele narodów Europy przyzwyczajonych jest do życia w stanie zależności, w pół- lub ćwierćsuwerenności i nie przeszkadza im ani hierarchia państw w Unii, ani coraz większa władza unijnych instytucji. Pecunia non olet. Taka postawa to piasek w tryby każdej reformy i każdej wielkiej idei. Krasnodębski wspomina też o postawie premiera Bułgarii, który przyznaje: gdy kanclerz Niemiec mówi, on słucha i wykonuje.

Niedawno prasa podała, że Rumunia zgłosiła chęć wejścia do strefy euro. Zgłoszenie nie musi świadczyć o lekceważeniu koncepcji Trójmorza, ale strategicznie położona Rumunia w ten sposób jeden filar z konstrukcji już wyjęła. Czechom i Słowakom bliższa jest perspektywa lżejszego życia w UE niż polski projekt Międzymorza, który wymaga od nich wielu wyrzeczeń, a korzyść wyciągnie Polska. Litwa po rozpadzie I RP wielokrotnie odmawiała współpracy z Polską w tworzeniu wspólnych koncepcji. Austria w tym gronie jest koniem trojańskim. Ukraina natomiast obszarem niestabilnym, który ma większe sympatie polityczne do Niemiec niż Polski.

Wszyscy, prócz Serbii, chętnie, w razie potrzeby, nawiążą do tradycyjnych kontaktów z okresu Trzeciej Rzeszy, zamiast sprzymierzać się z planami polskimi. Ale Serbia nie rozumie polskiego konfliktu z Rosją. Czy Chorwacja, prócz Węgier, od której zaczęła się ostatnia wojna na Bałkanach, może być wyjątkiem?

Nie możemy też zapominać, że na naszym terenie wciąż ważniejszy jest złudny pieniądz niż realne dążenie do prewencyjnego pokoju. Nad pytaniem, jak zjednoczyć Europę Środkowo-Wschodnią, głowią się Amerykanie i Chińczycy.

I na koniec najważniejsze pytanie: jak zneutralizować UE, która nigdy nie zaakceptuje skomunikowania i niezależnego rozwoju Europy Środkowej, bo to może wiązać się z utratą rynku zbytu i przesunięciem ośrodka decyzyjnego do Warszawy. A więc, czy warto, bo pewność powodzenia koncepcji Trójmorza daje jedynie pusta kasa UE lub jej rozpad?

No właśnie! Pytanie – czy warto? towarzyszy nam od ponad 200 lat. Rzecz polega na tym, że Polska wybór ma tylko teoretyczny! Mechanizm wynoszenia Polski do góry, jak w naczyniach połączonych, włącza się zawsze wtedy, gdy słabną Niemcy i Rosja. To fizyka w historii i cała tajemnica naszych klęsk i sukcesów! W takiej sytuacji zwykle zaskoczeni budzimy się, ale czas szybko weryfikuje nasz brak przygotowania; „dogadujemy się” i tracimy czas, bo nasze interesy są tak odmienne, jak kolonialisty i niewolnika. Nie ma przygotowania, nie ma wyboru, jest wyrok. To też fizyka. Dziś nie zauważyliśmy na przykład, że w tzw. III RP dokończono proces likwidacji idei polskiej szlachty i inteligencji. Ba, z wdzięcznością zapominamy o ich dziele kulturowym i samym istnieniu. I dopiero od kilku lat martwi Żołnierze Niezłomni zaczynają wskrzeszać żywych.

Ale to nie wszystko. Patriarchowie wschodni opowiadają o „szoku przybywających do Europy uchodźców – chrześcijan […] Im się wydawało, że przyjeżdżają do Europy, która jest oazą chrześcijaństwa. Tam poświęcali swoje życie i krew, aby bronić wiary i byli przekonani, że jak trafią do Europy, to spotkają tu ludzi, którzy tak samo silnie żyją wiarą, jak oni żyli tam. […] Przyjeżdżają tu i przeżywają wstrząs” (s. 88). W tym miejscu mit Europy załamuje się na poziomie nadziei, ale ten problem dotyczy bardziej Kościoła niż jego wiernych.

Do tej destabilizacji tożsamościowej trzeba dołożyć jeszcze bezideowy i zafałszowany sposób kształcenia ostatnich pokoleń Europejczyków, a zwłaszcza Polaków. Ilu z nas dopiero za granicą zrozumiało, że są Polakami, i nie byli w stanie obronić swojej tożsamości? Ilu zgłupiało do szczętu i swoją ambicję schowało głęboko, bo przelicznik euro na złotówki dawał im dobre samopoczucie we własnym kraju? Kto zneutralizuje tę falę taniej siły roboczej, pozornego wolnego rynku i destrukcyjnej emigracji za chlebem, która pchała ludzi na zachód od Ukrainy po USA i Kanadę? Powrót oznacza kolejną destabilizację.

Czy to jest czarny obraz? Nie, to część krajobrazu przed bitwą – osobny dla Polski i osobny dla UE. Polska na tym planie wygląda dobrze. Ale budowa Trójmorza bez osłony USA i – najlepiej – Chin jest poza zasięgiem naszych możliwości.

Zakończenie

Wasiutyński pisał, że spoglądając na mapę widać, iż w Europie Środkowej tylko Niemcy lub Polska mogą jej przewodzić. Eugeniusz Kwiatkowski dodawał, że Polacy są tu naturalnymi przywódcami, Niemcy zaś muszą wszystko zdobywać siłą.

„Utopia…” jest adresowana do polityków unijnych jako polska propozycja rozwiązania kryzysu. Ale musimy mieć jednak świadomość, że Polska i Niemcy stoją własną polityką zagraniczną – Niemcy dla zbudowania zaporowej potęgi gospodarczej, Polska dla obrony wizerunku i możliwości przeciwdziałania wspólnej antypolskiej polityce Rosji i Niemiec.

Słabość publikacji Szczerskiego można ująć w czterech obszarach: 1. Ilość i jakość postawionych UE warunków; jej postkolonialna mentalność nie jest w stanie tego ani zrozumieć, ani zaakceptować. 2. Zbyt słabo został rozwinięty wątek poświęcony polskiej myśli piastowsko-jagiellońskiej, mający dać podstawę do rozszerzenia polityki „demokracji międzynarodowej” opartej na międzynarodowym prawie. Paweł Włodkowic i sobór w Konstancji był przełomem w kulturze europejskiej. 3. Hasło: „Polish first” bardzo źle brzmi w uszach partnerów z naszego regionu, 4. Dzisiejsza Arka Noego nie pływa, lecz lokowana jest pod ziemią. Warszawa pnie się do góry jak Wieża Babel, a w miastach zachodnich budowana jest sieć samowystarczalnych podziemnych sklepów.

Dzieło Szczerskiego jest pozycją przełomową w polskiej publicystyce, ale jeśli w Polsce nie włączymy kulturowych mechanizmów budujących polską wspólnotę, pozostanie ono tylko ambitnym zapisem.

Od lat bezskutecznie pukam do ważnych drzwi z „Programem rewitalizacji kulturowej na ziemiach odzyskanych” (patrz „Kurier Wnet” Nr 28/16 lub https://www.facebook.com/notes/kurier-wnet/13-polski-program-rewitalizacji-kulturowej-na-ziemiach-odzyskanych/1122250004495451/), którego ideą jest synteza dwóch etosów: kresowego i wielkopolskiego. Pierwszy posiada nośniki niezależnego i państwowego myślenia, drugi, kult pracy i szczegółu. Obydwa, odwrócone plecami do siebie, dogorywają na ziemiach zachodnich, na których zadecyduje się przyszły los Polski. Program nikogo nie zainteresował.

Drugim projektem jest budowa Muzeum Polskiej Demokracji (patrz: http://wnet.fm/kurier/muzeum-polskiej-demokracji-powolajmy-cos-daje-zycie-pobudza-wyobraznie-uczy-potem-zaprosmy-caly-swiat-pokazmy/, oraz: https://wpolityce.pl/polityka/211434-muzeum-polskiej-demokracji), które powinno pokazać nie tylko światu, ale głównie Polakom wartość własnej kultury. Walcząc o demokrację w UE nie możemy bez końca borykać się z bezsensownymi zarzutami o jej brak. Niedowiarków odeślemy do Muzeum.

Trzecim jest projekt codziennej gazety państwowej (patrz: https://wpolityce.pl/polityka/334552-gdzie-jest-osrodek-wladzy-rzad-nie-ma-z-kim-przegrac-ale-moze-przegrac-z-samym-soba), która na zasadzie gazety wiodącej podniesie poziom dyskusji i wyznaczy odpowiednie standardy; poprzez reportaż bieżący odzyska kontakt z życiem społecznym w kraju; poprzez dział zagraniczny i tłumaczenia czytelnicy nawiążą kontakt z myślą światową; poprzez dział listów polskie społeczeństwo będzie miało możliwość uczestniczenia w zwalczaniu patologii. Telewizja to kino; gazety tworzą środowiska.

I na koniec, w dzisiejszych uwarunkowaniach, swojego Noego powinniśmy szukać, ale Arkę musimy zbudować wszyscy razem.

Cały artykuł Ryszarda Surmacza pt. „Utopia europejska i polskie szanse” znajduje się na s. 12 październikowego „Kuriera Wnet” nr 40/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Ryszarda Surmacza pt. „Utopia europejska i polskie szanse” na s. 12 październikowego „Kuriera Wnet” nr 40/2017, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

„Kurier WNET” 39/2017: Dziś „inteligenckie pochodzenie” nadal budzi raczej niechęć niż ciekawość

W czasie zaborów szanujący się szlachcic szedł do powstania, „bo tak trzeba było”. Echo tej idei wybrzmiało w wypowiedzi „Inki” ( Danuty Siedzikówny): „Powiedz babci, że zachowałam się jak trzeba”.

Ryszard Surmacz

(…) Polacy dość powszechnie nie odczuwają potrzeby posiadania grupy kulturotwórczej, która byłaby nośnikiem polskiej aksjologii. Ba, robimy wszystko, aby zablokować jej odbudowę – z obawy, że narzucą nam wyższe standardy i wymuszą większy wysiłek. Kulturę zaczynamy więc rozumieć po chłopsku, jako niezmienny element zabawy. Niedawno, od osoby poważnej, usłyszałem, że tradycyjna inteligencja to jakaś zamknięta grupa, która wywodzi się z etyki mieszczańskiej. (…)

Intellectus fidei (rozumienie wiary). Dlaczego odwołujemy się akuratnie do tego hasła? Dlatego, że etos polskiej inteligencji jest powiązany z wiarą i Kościołem. Kulturę budowały: siła mięśni ludzkich, potęga intelektu i odwołania do Boga. Religia jest częścią kultury. Ludzka jej część jest sprawdzalna, boska – nadprzyrodzona. W tym zestawieniu są jak perpetuum mobile, a jego ruch daje człowiekowi poczucie sensu i motywację do życia.

W państwach, które nie utraciły swojej państwowości i zachowały ciągłość, depozytariuszem są uczelnie, biblioteki, jest (lub powinna być) instytucja „mistrza”, który przekazuje to, co najważniejsze, oraz powinna być grupa ludzi zwana intelektualistami. W Polsce, której położenie geograficzne i historia zniszczyły wszystkie wyżej wymienione elementy ciągłości, depozytariuszem stała się grupa ludzi, która nie wyraziła zgody na dewastację polskiej kultury i likwidację państwa polskiego.

Tą grupą w Polsce była najpierw szlachta, a potem inteligencja. To oni pierwsi zaczęli walczyć i ponosić ofiary, to od nich zaczęto eksterminację polskiej inteligencji i kultury. Zaczęło się od Sybiru, skończyło hekatombą w II wojnie i czerwonymi rugami z PRL. Wspólny jej dorobek można nazwać narodowym systemem immunologicznym, a te wartości, które stworzyła, mają charakter uniwersalny… I właśnie, PRL narobił tu takiego zamieszania, że niezbędna jest uwaga, iż tu nie chodzi o obronę szlachty (bo to szlachta), lecz o wiedzę na jej temat, bo jest ona źródłem i twórcą tej wyższej kultury, bez której nie ma kontynuacji, nie wyłoni się szersza perspektywa i nie będzie niepodległości. (…)

Jeżeli chcemy dostrzec wartość i istotę idei bycia polskim inteligentem, musimy odwołać się do polskiej szlachty, która była ideowym protoplastą inteligencji, a chcąc zrozumieć poświęcenie tej grupy społecznej, musimy sięgnąć do szlacheckich herbów.

Czym był, dziś po bolszewicku wyśmiewany, herb szlachecki? Był klejnotem, który szlachcica zobowiązywał do najwyższych standardów. Stanisław Orzechowski w XVI w. pisze:

Herby wasze są znaki szlachectwa, a nie szlachectwo. A jako gdy piwo kwaśnieje […] tak też i ty zrzuć herb, gdy się szlachectwo twoje złotrzyło. Nie chlub się zacnością przodków swoich, ku hańbie twojej ich wspominasz, a tym znaczniejsza niecnota twoja jest, im przodkowie twoi byli cnotliwsi.

Także ks. Piotr Skarga uważał, że szlachectwo zobowiązuje – zarówno to wywodzące się z klejnotu i herbu, jak i to wypływające z podniesienia do godności kapłana. (…)

Przekładając to na język ogólnych polskich uwarunkowań kulturowych, na plan pierwszy wysuwają się: 1. honor i szlachetność, uczciwość, 2. niezgoda na napaść i agresję, 3. niezgoda na pogwałcenie podstawowych praw i wolności, 4. szacunek dla Rzeczypospolitej, 5. niezgoda na grabież majątków, 6. niezgoda na narzucanie czegokolwiek siłą, wbrew woli narodu. (…)

Przykład prymatu dobra państwa nad dobrem rodziny dawały matki. Gdy wybuchało powstanie, zgodnie ze swoim sumieniem wysyłały mężów i synów, bo wiedziały, że dobro ojczyzny przekłada się na pomyślność całej rodziny.

Ale niesprawiedliwością byłoby pominięcie zasług chłopów i mieszczan. Według badań w grupie ludzi, która wykazała gotowość obrony pierwszych zasad, było około 50 procent szlachty i 50 procent chłopów lub zdeklasowanej szlachty i mieszczan. Było to możliwe dlatego, że wzorzec szlachecki w tamtym czasie był wiodący. Kiedy Polskiej władzy nie było, rolę wiodącą i wzorcotwórczą przejęła inteligencja. O przynależności do grupy decydowały czynniki subiektywne: patriotyzm i gotowość do bezinteresownej pracy na rzecz dobra wspólnego. Prymat i siłę wzorca szlacheckiego zdołano złamać dopiero w tzw. III RP.

Prof. Anna Pawełczyńska: (…) I teraz kryterium bycia inteligentem: Wyższy poziom wykształcenia sprzyjał skutecznemu wykonywaniu zadań, ale nie stanowił warunku niezbędnego bycia inteligentem. Polska historia skłania, by traktować te warstwę elastycznie. Wiele wskazuje na to, iż drogę do „stawania się inteligentem” może inicjować bezinteresowna działalność patriotyczna.

(…) Inteligencja polska została w znacznej mierze zgładzona fizycznie, a po części rozgromiona na inne sposoby. Trwa presja zewnętrzna i rozkładająca od wewnątrz dywersja prowadzona pod hasłem takich lewicowych i liberalnych ideologii, które deprawują patriotyzm.

Józef Darski: Jest znacznie większa szansa stworzenia nowej warstwy, która odgrywałaby rolę dawnej inteligencji, spośród ludzi mniej wykształconych, ponieważ ci, którzy uzyskali pozory wykształcenia wyższego, są trudniejsi do odzyskania niż osoby kierujące się zdrowym rozsądkiem.

Uczelnie wyższe są na razie stracone dla krzewienia idei społeczeństwa opartego na wartościach tradycyjnych, musimy uczyć więc logicznego myślenia za pomocą internetu i prasy. Nieco dalej dodaje: Należy tworzyć nowy model inteligenta, który potrafi wyrzec się „samochodu”, ale panuje intelektualnie nad zdarzeniami, jakich doświadcza. Drugim etapem będzie tworzenie wspólnot, które to panowanie stawiają wyżej w systemie wartości niż sukcesy osiągane przez „analfabetów”.

Cały artykuł Ryszarda Surmacza pt. „Inteligenckie wektory” znajduje się na s. 17 wrześniowego „Kuriera Wnet” nr 39/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Ryszarda Surmacza pt. „Inteligenckie wektory” na s. 17 wrześniowego „Kuriera Wnet” nr 39/2017, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego