Andrzej Duda na otwarciu wystawy „Warszawa – Mariupol”: jakże podobne zdjęcia, jakże tożsame bestialstwo

Wystawa „Warszawa – Mariupol” na placu Piłsudskiego jest drastyczna. Takie jednak były czasy Powstania Warszawskiego i taka jest wojna na Ukrainie. Prezydent złożył hołd poległym.

Prezydent Andrzej Duda wygłosił przemówienie podczas otwarcia wystawy fotograficznej „Warszawa – Mariupol. Miasta walki. Miasta ruin. Miasta nadziei”. Złożył hołd poległym w czasie Powstania warszawiakom. Podkreślił, że był to największy jednostkowo mord ludności cywilnej w trakcie całej II wojny światowej.

„Jakże podobne zdjęcia, jakże tożsame bestialstwo tych, którzy zabijają i niszczą” – mówił prezydent.

Wystawa ma na celu pokazanie podobieństw między tragedią Polaków w czasie II wojny światowej oraz obecnych Ukraińców. Andrzej Duda wskazuje, że zdjęcia są drastyczne, ale takie właśnie były wydarzenia Powstania Warszawskiego oraz obecnej wojny.

„Niemcy bezwzględnie mordowali polską ludność cywilną. Podobnie bezwględna jest agresja rosyjska na Ukrainę” – zauważa głowa państwa.

Prezydent mówił o konieczności pociągnięcia do odpowiedzialności zbrodniarzy rosyjskich:

„Muszą zostać za te zbrodnie ukarani, to jest dzisiaj obowiązek cywilizowanego świata”.

Andrzej Duda apelował o działanie trybunałów i prokurator, by winowajcy ponieśli konsekwencje swoich działań.  Apelował do wszystkich, by zobaczyli wystawę na placu Piłsudskiego.

 

Dr Jabłonka: 11 czerwca Maurycy August Beniowski odkrył najdalej położony na Zachód przylądek Alaski

W najnowszym „Kurierze w Samo Południe” dr Krzysztof Jabłonka wspomina rocznicę odkrycia najdalej położonego na Zachód przylądka Alaski przez Maurycego Augusta Beniowskiego.

W piątkowej audycji rozmówcą redaktor Jaśminy Nowak jest historyk, dr Krzysztof Jabłonka, który przybliża słuchaczom temat odkrycia przez Beniowskiego zachodniego przylądka Alaski. Ekspert cytuje również słynne „Pamiętniki” węgierski i polskiego szlachcica, podróżnika, znanego także z uczestnictwa w konfederacji barskiej. Jak podkreśla dr Krzysztof Jabłonka:

Maurycy August Beniowski dnia 11 czerwca o godz. 12 dostrzegł  brzegi Aleksiny, bo tak się bo tak się ona nazywała – mówi dr Krzysztof Jabłonka.

Jak wskazuje historyk, większość osób nie zna akurat tej zasługi Maurycego Augusta Beniowskiego, a odkrycie niesłusznie łączą z postacią duńskiego żeglarza, Vitusa Jonassena Beringa:

Wszyscy łączą to odkrycie z Beringiem, ale Bering pływał wzdłuż wysp Aleutów i nigdy nie zapłynął do Cieśniny Beringa – komentuje ekspert.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy w formie podcastu!

N.N.

„Czyja będzie Polska?” 29. rocznica „nocnej zmiany”

29 lat temu, w nocy z 4 na 5 czerwca 1992 r., Sejm odwołał rząd premiera Jana Olszewskiego. Jedną z przyczyn tego wydarzenia było wykonanie sejmowej uchwały lustracyjnej.

Szef  MSW Antoni Macierewicz przesłał do parlamentu listę ponad 60 osób, których nazwiska figurowały w archiwach jako tajnych współpracowników Służby Bezpieczeństwa. Wśród nich był m. in. ówczesny prezydent Lech Wałęsa.

Spis był tajnym dokumentem, lecz jego zawartość szybko trafiła do parlamentarzystów, a następnie do mediów. Nazwany listą agentów albo listą Macierewicza, spowodował gwałtowną reakcję elit politycznych.

Wniosek o wotum nieufności dla rządu zgłosił w imieniu Unii Demokratycznej, Kongresu Liberalno-Demokratycznego i Polskiego Programu Gospodarczego Jan Maria Rokita. Poparł go też Sojusz Lewicy Demokratycznej. Dodatkowo swoje poparcie dla rządu cofnął prezydent. Centroprawicowy gabinet Olszewskiego, po niespełna pięciu miesiącach pracy, został odwołany.

Zanim do tego doszło, parlament stał się miejscem dramatycznych wydarzeń. Posłowie Michał Boni i Antoni Furtak, którzy byli na liście Macierewicza, zostali odwiezieni do szpitala z objawami ataku serca. Jacek Piechota z SLD złożył wniosek do prokuratury o ściganie szefa MSW.

Prezydent Lech Wałęsa publicznie oświadczył, że „rozpoczęto w trybie nagłym akcję lustracyjną”, która stosowana wybiórczo destabilizuje państwo i przesłał do Sejmu wniosek o odwołanie premiera.

Krótko przed północą, przed decydującym głosowaniem, premier Jan Olszewski wygłosił przemówienie, w którym zadał dramatyczne pytanie: „Czyja będzie Polska?”

Jest Polska, była Polska przez czterdzieści parę lat – bo to jednak była Polska – własnością pewnej grupy. (…) Myśmy w imię własnych racji politycznych zgodzili się na pewien stan przejściowy. I zdawało się, że ten czas się skończył. Skończył się wtedy, powinien się skończyć, kiedy uzyskaliśmy władze pochodzącą z demokratycznego, prawdziwie demokratycznego wyboru. A dzisiaj widzę, że nie wszystko się skończyło, że jednak wiele jeszcze trwa i że to, czyja będzie Polska, to się dopiero musi rozstrzygnąć – powiedział wtedy Olszewski.

Wydarzenie sprzed 29 lat wspominał na antenie Radia WNET Jan Parys, który w rządzie Jana Olszewskiego był ministrem obrony narodowej. Wskazywał  na genezę wydarzeń z 4 czerwca 1992 roku.

Po odwołaniu gabinetu Jana Olszewskiego misję utworzenia kolejnego rządu otrzymał Waldemar Pawlak- 33-letni lider Polskiego Stronnictwa Ludowego. Nie udało mu się jednak zdobyć większości w Sejmie. W lipcu 1992 r. premierem została Hanna Suchocka z Unii Demokratycznej.

Źródło: portal Wnet.fm/media

A.N.

100. rocznica urodzin Jana Bytnara „Rudego”. Premier Mateusz Morawiecki: Dla mnie był symbolem niezłomnego patrioty

6 maja Jan Bytnar, harcerz i członek „Szarych Szeregów”, kończyłby sto lat. Z tej okazji przypominamy sylwetkę polskiego patrioty i bohatera popularnej lektury „Kamienie na Szaniec”.

6 maja obchodzimy setną rocznicę urodzin jednego z głównych bohaterów „Kamieni na Szaniec”, Jana Bytnara „Rudego”. Jak pisał dziś na Facebooku premier Mateusz Morawiecki:

Dla mnie był symbolem niezłomnego patrioty, głębokiej wiary w słuszność prowadzonej walki o wyzwolenie Polski – komentował szef rządu.

W swoim wpisie premier przypomniał również sylwetkę i działania zmarłego w wieku 22 lat polskiego bohatera:

Dzisiaj mija setna rocznica urodzin Jana Bytnara, ps. „Rudy”, harcerza, członka Szarych Szeregów, jednego z bohaterów książki „Kamienie na szaniec” Aleksandra Kamińskiego. Uczestniczył w kilkudziesięciu akcjach tzw „małego sabotażu” – m. in. zerwaniu flagi hitlerowskiej z gmachu „Zachęty”, malowaniu kotwicy, symbolu Polski Walczącej na pomniku Lotnika, „gazowaniu” kin itd.

Jak podkreślił w swojej relacji premier Mateusz Morawiecki – po aresztowaniu przez Hitlerowców „Rudy” zniósł tortury, nie wydając przy tym żadnego ze swoich towarzyszy broni:

Aresztowany przez Niemców wytrzymał wielogodzinne bicie podczas przesłuchań, nie wydał nikogo ze swoich współtowarzyszy z konspiracji.

Premier wspomina również tragiczną śmierć Jana Bytnara, który na krótko po jego odbiciu przez członków „Szarych Szeregów” zmarł w szpitalu:

Odbity przez specjalną grupę harcerską Szarych Szeregów na krótko trafił do szpitala w stanie skrajnego wycieńczenia. Zmarł 30 marca 1943 r. Jego krótkie życie stało się wzorem do naśladowania wielu młodych Polaków. Dla mnie był symbolem niezłomnego patrioty, głębokiej wiary w słuszność prowadzonej walki o wyzwolenie Polski.

Jak podsumowuje Mateusz Morawiecki:

Czytając książkę Aleksandra Kamińskiego, jedno zdanie szczególnie zapadło w mojej pamięci: „Posłuchajcie opowiadania o ludziach, którzy w niesamowitych latach potrafili żyć pełnią życia, których czyny i rozmach wycisnęły piętno na stolicy oraz rozeszły się echem po kraju, którzy w życie wcielić potrafili dwa wspaniałe ideały: BRATERSTWO I DUSZĘ.”

N.N.

Źródło: Facebook/media

Dwa lata od pożaru Katedry Notre-Dame de Paris. Jak przebiegają prace rekonstrukcyjne?

15 kwietnia 2019 r. miał miejsce pożar najsłynniejszej katedry na świecie. Trwają przygotowania do odbudowy obiektu, jednak plany rekonstrukcyjne budzą kontrowersje. Jest i polski akcent.

Równo dwa lata temu w płomieniach stanęła część gotyckiej archikatedry Notre-Dame de Paris. Płomienie strawiły wówczas m.in. dach paryskiej świątyni oraz iglicę Viollet le Duc. Co ciekawe, mimo upływu czasu rekonstrukcja gotyckiej katedry wciąż znajduje się w tzw. fazie zabezpieczającej.

Co ciekawe, w historii rekonstrukcji słynnego obiektu pojawia się polski akcent. Polska w ramach pogotowia konserwatorskiego zaproponowała swoją pomoc w odbudowie paryskiej katedry. Jednakże, póki co strona francuska nie odpowiada na chęci polskiego zespołu, który przygotował własną propozycję rekonstrukcji.

Mimo powolnego tempa konserwatorskich działań, prezydent Francji Emmanuel Macron wskazuje, że odbudowa katedry potrwa jedynie kolejnych pięć lat. Optymistycznego stanowiska prezydenta Francji nie podzielają jednak niektórzy eksperci w tym prof. Andrzej Kos, konserwator zabytków. Według prof. Kosa scenariusz ten jest mało realny, a same prace zajmą najpewniej dużo dłużej.

Na dodatek, sam projekt rekonstrukcji katedry budzi obecnie wiele kontrowersji. Powodem są m.in. użyte do niej dęby. Zgodnie z konserwatorskim scenariuszem, do odbudowy Notre-Dame zostanie użytych 1992 drzew, których wiek przekracza 100 lat. Kilka pierwszych drzew , w tym 230 – letni dąb został już wycięty.

Pierwsza faza wycinki pod rekonstrukcję świątyni ma objąć prawie 1000 dębów, które miałyby posłużyć do odtworzenia iglicy i transeptu katedry. W kolejnym półroczu ma zostać wyciętych kolejny tysiąc starych drzew, tym razem do odtworzenia XVIII – wiecznych elementów stolarki katedry.

Francuskie organizacje ekologiczne nie zgadzają się z taką decyzją władz odpowiedzialnych za rekonstrukcję przybytku i protestują. W odpowiedzi na sprzeciw działaczy środowiskowych, francuskie Ministerstwo Rolnictwa zaznaczyło, że wycinka 2 tys. dębów stanowiłaby zaledwie 0,1 procent rocznej wycinki francuskiego drzewostanu.

N.N.

Źródło: RMF fm

11. rocznica Katastrofy Smoleńskiej. Jak pamiętamy największą narodową tragedię powojennej historii Polski?

Katastrofa smoleńska to największa narodowa tragedia w powojennej historii Polski. Zraniła wiele rodzin oraz naszą ojczyznę – napisał dziś na Facebooku Premier Mateusz Morawiecki.

Dziś 11 rocznica katastrofy smoleńskiej – tragedii, która bardzo silnie utrwaliła się w pamięci i świadomości wielu Polaków. Jak komentował dziś na Facebooku szef rządu, Mateusz Morawiecki:

Każdy z nas zapewne pamięta ten straszny sobotni poranek sprzed 11 lat. Każdy miał na ten dzień jakieś plany, ale jak tu żyć codziennymi sprawami, gdy dzieje się coś tak trudnego do wyobrażenia. I tak tragicznego”.

W swoim wpisie premier podkreśla jak dużą i wielopłaszczyznową stratą dla Polaków była tragedia smoleńska, w wyniku której zginęło aż 96 osób, w tym para prezydencka:

Katastrofa smoleńska zraniła naszą Ojczyznę, bo odebrała Jej ludzi najwybitniejszych i najbardziej Jej potrzebnych. Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego i Jego Małżonkę Marię, prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego, ministrów, parlamentarzystów, generałów, szefów najważniejszych instytucji i wielu świetnych urzędników” – pisze Mateusz Morawiecki.

Jak podkreśla szef rządu, nie sposób zastąpić osoby o tak wielkim etosie i doświadczeniu, jakimi były ofiary tragedii samolotu Tu-154 w Smoleńsku. Swój wpis szef rządu kończy swoistym apelem do Polaków:

Każdego dnia staramy się sprostać temu wielkiemu zadaniu – to nasz najważniejszy obowiązek. Zawsze będziemy o Nich pamiętać.

N.N.

Źródło: Facebook

Rocznica pacyfikacji kopalni „Wujek”. Premier: Ta krew nie została przelana na darmo

W 39. rocznicę pacyfikacji kopalni „Wujek” premier Mateusz Morawiecki złożył kwiaty w tym miejscu, by uczcić pamięć 9 zastrzelonych górników.

W środę premier Mateusz Morawiecki złożył wizytę w Katowicach, gdzie upamiętnił dziewięciu poległych górników, zastrzelonych na rozkaz komunistycznych władz podczas pacyfikacji kopalni „Wujek”

Tutaj, przed pomnikiem pomordowanych górników z „Wujka”, trzeba powiedzieć: »Są w Ojczyźnie rachunki krzywd i obca dłoń ich nie przekreśli«. W grudniu ’81 r. 3 tys. górników stanęło w walce o wolność – ocenił szef rządu.

Mając to w pamięci wiemy, jaką ranę zadała nam junta Jaruzelskiego w grudniu 1981 roku – dodał.

Wskazywał również, że III RP nie rozliczyła tej zbrodni, a rodziny zamordowanych górników nie doczekały się sprawiedliwości.

Stąd, spod kopalni „Wujek” trzeba o tym krzyczeć, że tamta ofiara (…) woła do dziś o zadośćuczynienie, woła o sprawiedliwość, woła do dziś do polskich sądów, do polskich sędziów o sprawiedliwość – mówił szef rządu.

Podkreślił jednak, że ta ofiara nie została złożona na darmo i zaowocowała tym, że Polska stała się suwerennym kraju.

Z tego miejsca chcę wszystkim, którzy w tych wydarzeniach brali udział, podziękować i chylimy czoła. Jesteśmy dziećmi tamtej odwagi. Dziękujemy za poświęcenie, odwagę i za to, że tamta krew wytyczyła drogę do niepodległej Rzeczypospolitej – powiedział premier.

A.N.

Rok powstania Federacji Młodzieży Walczącej był dla Polski trudny. Dzisiaj FMW obchodzi 35 lat

Bardzo niewiele o nas wiadomo, bo zaczęliśmy zajmować się udokumentowaniem naszej działalności dość późno – mówi Tomasz Roguski, jeden z założycieli Federacji Młodzieży Walczącej i autor jej apelu…


Federacja Młodzieży Walczącej powstała w trudnym dla polskich starań o wolność i demokrację 1984 roku – wspomina gość dzisiejszej audycji Radia „Solidarność” prowadzonej przez red. Barbarę Karczewską. – Następował wówczas odpływ ludzi z Solidarności, ludzie byli zmęczeni. Dla nas, ludzi wówczas młodych, często dzieci ogromne znaczenie miało porwanie i zamordowanie księdza Jerzego Popiełuszki. Każdy, kto uczestniczył w latach 80. zgodzi się, że stworzył nas stan wojenny. To była data, która powodowała jeżeli nie przebudzenie, to w każdym razie radykalizację. Wcześniej ukazywało się w Warszawie pismo „Bunt” adresowane do młodzieży właŝnie. Naszym celem była niepodległa i demokratyczna Polska.

W Federację angażowali się ludzie młodzi i już niedługo po jej powstaniu w Warszawie pojawiły się jej kolejne ośrodki – we Wrocławiu, w Gdańsku, w Krakowie i Nowej Hucie. W zależności od tego, gdzie powstawał ośrodek FMW, różny był przekrój działającej w niej młodzieży.

– We Wrocławiu była to organizacja uczniowska, w Warszawie i Gdańsku studenci, ale w Nowej Hucie byli to już głównie młodzi robotnicy – opowiada Tomasz Roguski.

Zapraszamy do wysłuchania audycji!

W. Jankowski o obchodach rocznicy Rzezi wołyńskiej: Żądamy prawdy, gdy mówimy o przeszłości [WIDEO]

Relacja Wojciecha Jankowskiego z 76 rocznicy ludobójstwa na Wołyniu. Czy uda się uzyskać zgodę na ekshumację ofiar?

Wojciech Jankowski obecny niedawno na Polsko-Ukraińskich obchodach 76 rocznicy ludobójstwa na Wołyniu, nawiązuje do krwawej niedzieli 11 lipca 1943 roku, która była, punktem kulminacyjnym rzezi wołyńskiej.  Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów Stepana Bandery dokonała wtedy masowej eksterminacji polskiej ludności cywilnej. Wczoraj w Łucku odbyła się uroczysta msza święta, po której uczestnicy przejechali do Janowej Doliny, w której w ramach akcji UPA wymordowano ponad 600 polaków.

O randze samej uroczystości może, opowiedzieć nam lista gości, na której znalazła się wicemarszałek sejmu Małgorzata Gosiewska, wicemarszałek senatu, wiceminister MSZ, ambasador Rzeczypospolitej w Kijowie i wielu, wielu innych. Natomiast ze strony Ukraińskiej obecni byli przedstawiciele władz lokalnych oraz część miejscowej ludności.

Podczas uroczystości zaakcentowano wszystkie ważne kwestie tj. pamięć o pomordowanych, kto i z jakich przyczyn jest odpowiedzialny za to ludobójstwo oraz podkreślono odwagę  uczciwych mieszkańców Ukrainy, którzy narażając swoje życie, ratowali  polskich sąsiadów. W przemówieniach wielu najważniejszych polityków mogliśmy usłyszeć apel o zezwolenie na ekshumację i prace poszukiwawcze ofiar rzezi, które od dwóch lat jest blokowane.

Wojciech Jankowski udostępnia również słuchaczom fragment przemówienia Małgorzaty Gosiewskiej:

I tak miejsce, które mogło być symbolem rozwoju, stało się jedną z setek mogił.

M. Gosiewska zaznacza, że podczas tych okrutnych mordów nie zważano na wiek i płeć ofiar, część z nich została żywcem spalona, a zbrodni dokonano przy bezczynności niemieckiego garnizonu:

Po latach powracamy pamięcią do tych dni z niezmiennie wielkim bólem, bo wiemy, że ofiary wciąż pogrzebane są w bezimiennych mogiłach, a wiele miejsc pochówku pozostaje nieodnalezionych.

Wicemarszałek sejmu podkreśla, że nikt dziś nie obarcza winą współczesnego Państwa Ukraińskiego, z którym Polska chętnie współpracuje na arenie międzynarodowej i wzajemnie się wspiera, szczególne w walce przeciwko rosyjskiej agresji:

Tak jak i w bieżącej polityce, tak i w relacjach historychnych fundamentem naszego postępowania musi być prawda.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.M.K./M.K.

Hajdasz: Poznań po wydarzeniach z czerwca 1956 roku został wręcz zalany tajnymi współpracownikami Służby Bezpieczeństwa

Jak dodaje Hajdasz: „po strajku robotników w poznaniu było trzy razy więcej tajnych współpracowników na jednego mieszkańca niż w innych częściach polski”.

 

Jolanta Hajdasz wspomina poznański czerwiec 1956 r. W piątek wypada rocznica tamtych wydarzeń:

28 czerwca to krwawy czwartek, dzień, w którym na ulicach Poznania zginęło co najmniej 75 osób, ponad 700 było rannych. Część z tych osób była aresztowana, doszło do jesiennych procesów Poznańskich. […]

Jak dodaje, wiedza na temat konsekwencji czerwca dla poznaniaków nie jest powszechna. Ludzie nie wiedzą, jakie były konsekwencje czerwca dla poznaniaków:

W mojej ocenie to jest bardzo ważne do zrozumienia mentalności poznania także dzisiaj. Został on wręcz zalany tajnymi współpracownikami służby bezpieczeństwa. W poznaniu było 3 razy więcej tajnych współpracowników na jednego mieszkańca, niż w innych częściach polski.

Jolanta Hajdasz uważa, że mimo upływu lat, dla wielu osób nadal niezrozumiałe jest to, dlaczego w czerwcu 1956 roku robotnicy wyszli na ulicę strajkować:

To był czas, w którym terror stalinowski przecież był bardzo skuteczny. To nie przypadek, że to właśnie Cegielski [Zakłady Przemysłu Metalowego H. Cegielski Poznań – przyp. red.], to była elita robotnicza, także przedwojenna. Elita ludzi, którzy szanowali swoje miejsce pracy, spóźnienie się było czymś niepojętym. […] Robotnicy nie godzili się na wyśrubowane, nierealne normy pracy i wariackie przekraczanie planów w stylu 200% normy w tym samym czasie, co było zwyczajnie niemożliwe.

Gość „Poranka WNET” opowiedział także o symbolu czerwcowych wydarzeń, którym była śmierć 13-letniego Romana Strzałkowskiego, który zginął od kuli. Przypomina, iż jego grób po raz kolejny został zbezczeszczony:

Myślę, że to się stało jakąś dziwaczną tradycją. Od trzech lat, co roku, tuż przed rocznicą poznańskiego czerwca wandale, których nie daje się zidentyfikować policji niszczą jakąś częśc grobu Romka Strzałkowskiego. […] Mówię Romka, gdyż pamiętajmy, że to było 13-letnie dziecko.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T. / A.M.K.