Chrześcijaństwo to fascynująca przygoda / Antoni Opaliński rozmawia z Irakijką dr Amal Marogy. „Kurier WNET” 43/2017

Każdy z nas został osobiście wybrany. Oczywiście, jeśli mieszkasz w Iraku, łatwiej sobie uświadomić, że to nie jest automatyczne. Bo wystarczyło urodzić się w następnym domu i mogło być inaczej

Chrześcijaństwo to fascynująca przygoda

Doktor Amal Marogy pochodzi z Iraku i jest chrześcijanką wyznania rzymskokatolickiego. Obecnie wykłada na wydziale Studiów Azjatyckich i Bliskowschodnich Uniwersytetu w Cambridge. Zajmuje się m.in. językiem aramejskim. Jest założycielką i kieruje pracami Aradin Charitable Trust – fundacji, która pomaga chrześcijanom na Bliskim Wschodzie zachować języki i dziedzictwo kultury, a także dba o ich edukację. Rozmowa odbyła się w Krakowie, podczas III Europejskiego Kongresu w Obronie Chrześcijan, 17 listopada 2017 roku.

Powiedziałaś, że chrześcijanie są dziećmi zmartwychwstania i nie znikną z Bliskiego Wschodu i z Iraku. Czy to możliwe?

Jeżeli mielibyśmy uwierzyć, że prześladowania doprowadzą to końca chrześcijaństwa, to ja nie chciałabym wierzyć w takie chrześcijaństwo. Zmartwychwstanie oznacza, że przedtem była droga krzyżowa i śmierć. Dlatego zmartwychwstanie jest takie ważne. Nie chodzi o to, że mamy akceptować prześladowania jako coś normalnego. Chodzi o przesłanie: Jezus jest nie z tego świata. Jako chrześcijanie nie możemy dostosować się do świata i za to świat nas nienawidzi i prześladuje. Nie odkrywam tu niczego nowego, o tym mówi już Biblia

 Mamy więc okresy pokoju, bo Bóg jest dla nas dobry. A z drugiej strony nie możemy być zaskoczeni i nie możemy się załamywać, kiedy nadchodzą prześladowania. Być może to oznacza, że musimy cierpieć, bo jest tyle cierpienia gdzie indziej, a Bóg oczekuje, że będziemy razem z Nim dźwigać ten krzyż. Przecież zawsze w ten właśnie sposób traktowaliśmy prześladowania, a nie po prostu jak karę od Boga.

Może czasem to jest kara za grzechy, ale to na pewno nie jest jedyny powód. Dla nas prześladowania zawsze były dowodem na to, że Bóg wierzy w nas i oczekuje, że pomożemy Mu dźwigać krzyż. Dlatego mamy nadzieję i nie dajemy się załamać. Jeżeli spojrzymy na historię Kościoła, to prześladowania zaczęły się od samego początku, w czasach Imperium Rzymskiego. Przecież Rzym mógł całkowicie zlikwidować chrześcijan, tymczasem było ich coraz więcej. Jak to się stało, że 12 rybaków, że 72 ludzi potrafiło rzucić wielkie imperium na kolana przed Bogiem?

Czytałam książkę Grahama Greene’a Moc i chwała. To jest opowieść o czasach prześladowań w Meksyku. Ta książka daje do myślenia, bo pokazuje, jak słabi i bezradni jesteśmy wobec grzechu. A równocześnie – jak wiele w nas nadziei i miłości do ludzi, nawet w obliczu represji.

Znam niezwykle poruszającą historię pewnego Libańczyka, który został porwany jako zakładnik i był torturowany. On cały czas uśmiechał się podczas tortur. W końcu jeden z prześladowców zapytał: czy ty w ogóle jesteś człowiekiem, nie czujesz bólu? Czemu ty się do mnie uśmiechasz? Wtedy ten libański chrześcijanin odpowiedział: posłuchaj, bracie, skoro twoim obowiązkiem jest torturowanie mnie, to moim jest wybaczenie ci i uśmiech. Dwa lata później ten prześladowca został ochrzczony.

Kiedy ludzie krzywdzą i torturują innych ludzi, to znaczy, że nienawidzą sami siebie. My, chrześcijanie w Iraku, jesteśmy znani jako ludzie, którzy wybaczają. Kiedy ktoś idzie w jakiejś sprawie do sądu, muzułmański sędzia mówi: wy, chrześcijanie, jesteście szczęśliwi, potraficie wybaczać i kończyć spory. Problem jest z nami, muzułmanami, bo zawsze chcemy się mścić.

Szczerze mówiąc, jestem absolutnie za prawem państwa do karania przestępców, ale nie chciałabym, żeby ktokolwiek był prześladowany w moim imieniu. Gdybym spotkała kogoś z ISIS, to oczywiście uważam, że państwo ma prawo karać za zbrodnię, ale sama, jako chrześcijanka, chciałabym wybaczyć i przez modlitwę zmienić taką osobę. Przecież widziałam, że przez modlitwę tyle się może zmienić, może na przykład upaść komunizm. Może inni uważają modlitwę za coś abstrakcyjnego, ale ja myślę, że ona bywa potężniejsza od niejednego ustroju.

Nie chciałabym myśleć o prześladowaniach jako o czymś jednoznacznie negatywnym, czymś, co może nas zniszczyć. Czy odbudujemy nasze domy? Oczywiście, że powinniśmy odbudować domy, ale nie to jest najważniejsze. Chrześcijaństwo to nie jest religia terytorialna. Jezus powiedział bardzo jasno: jeżeli prześladują Cię w jednym miejscu, idź gdzie indziej. Nie powiedział do swoich uczniów: zostańcie w Jerozolimie, bo to jest święte miasto. Nie, jest na odwrót: kochamy Jerozolimę, kochamy Rzym i kochamy naszą wioskę. Ale wiara jest najważniejszym kryterium, potem rodzina, wreszcie edukacja.

Jeżeli pobyt w jakimś miejscu jest ważny dla wiary, to trzeba oddać za to życie, jeżeli nie – trzeba iść dalej. Kochamy nasz kraj, ale wiara jest ważniejsza. Jestem rzymską katoliczką, moje serce jest uniwersalne. Kocham wszystkie kraje, bo Bóg stworzył te wszystkie kraje dla mnie. Jestem tak samo szczęśliwa w Polsce, w Anglii i w mojej wiosce w Iraku, wszędzie, gdzie Bóg mnie oczekuje. Jeżeli oczekuje, że mam być w Zjednoczonym Królestwie, to jestem tam szczęśliwa. Może za dziesięć lat będzie chciał, żebym wróciła do mojej wioski. Wystarczy podążać za wolą Boga.

Jaka jest teraz sytuacja w Iraku? Czy rzeczywiście – jak słyszeliśmy na kongresie – chrześcijanie wracają?

Nie jest tak dramatycznie, jak się czasem przedstawia. Byłam w latem w Tel Eskof [miejscowość w północnym Iraku, ok 30 km od Mosulu, zamieszkana przez chrześcijan Asyryjczyków – red.] Tel Eskof było jednym z mniej zniszczonych miast, ISIS przebywało tam dość krótko. Zburzyli kilka budynków, ale nie jest tak, że ludzie wracają do całkowitej ruiny. Natomiast wracają do całkowitej pustki, bo wszystko zostało złupione. Wracają, ponieważ chcą wracać. Największa pomoc, jakiej potrzebują, to edukacja i szkolenia, żeby mogli pracować. Potrzebują narzędzi do pracy, a nie pieniędzy.

Rozmawiałam z pewnym rolnikiem. On nie potrzebuje milionowej pomocy, tylko traktora. Traktor to jest coś, co może uratować życie tej wioski, bo wielu ludzi będzie mogło z niego korzystać. Potrzebują minibusa dla uczniów, bo ich rodzice nie mają możliwości dowożenia swoich dzieci do szkoły. Oni nie proszą o miliony. Jak to możliwe, że żadna z tych licznych organizacji nie może im dostarczyć jednego autobusu?

Może dlatego, że myślą w kategoriach wielkich przedsięwzięć. Tymczasem, kiedy zbliżysz się do codziennego życia tych ludzi, zobaczysz, czego naprawdę potrzebują. Nasza fundacja rozpoczęła teraz uczenie ludzi w Iraku zakładania firm i prowadzenia interesów. Z niewielką ilością pieniędzy – nie przychodzimy tam z milionami – można naprawdę pomóc. Najważniejsza jest praca. Praca to podstawowe pojęcie w chrześcijaństwie. Nie można być zależnym i żebrzącym chrześcijaninem na Bliskim Wschodzie.

Oczywiście, że młodzi ludzie wyjeżdżają – bo nie ma przyszłości i rośnie kolejne pokolenie ludzi bezwolnych i zależnych. Przyczyny ucieczki z Iraku to nie tylko ISIS, ale też korupcja, brak pracy i jakiegokolwiek wsparcia. Pomoc wymaga dotarcia do właściwych ludzi, wybrania odpowiednich liderów. Trzeba wyrwać się z kręgu korupcji, który sprawia, że międzynarodowa pomoc nie dociera tam, gdzie powinna, tylko jest przechwytywana przez tych, którzy mają kontakty w ambasadach lub administracji. Mamona nie jest naszym zbawieniem, zbawieniem jest krzyż, wiara, a pieniądze są tylko narzędziem, nie celem.

Nie możemy myśleć, że chrześcijanie znikną, bo nie damy im pieniędzy i wszystkiego nie odbudujemy – to jest niezgodne z tym, jak zostałam wychowana jako chrześcijanka z Bliskiego Wschodu. To jest po prostu obraźliwe i smutne, nawet jeśli wynika z dobrych intencji. Gdyby chrześcijaństwo miało zniknąć bez pomocy finansowej, bardzo bym się o taką religię obawiała.

Zajmujesz się również zanikającymi językami na Bliskim Wschodzie.

W tym momencie koncentrujemy się na aramejskim i koptyjskim. Koptowie są oczywiście pod wielkim naciskiem, są prześladowani. Ich język został ograniczony do liturgii w Kościele. Chcielibyśmy, aby koptyjski przetrwał, aby rozwijały się nad nim badania naukowe. Nie mamy takiego wsparcia, jak studia nad językiem arabskim. Podobnie jest z aramejskim. Chcemy założyć Instytut Studiów nad Chrześcijańskim Dziedzictwem Bliskiego Wschodu. Zbieramy środki na stypendia dla młodych naukowców, żeby podejmowali studia na miejscu. Mamy takie holistyczne podejście, żeby nasi studenci zostawali nie tylko naukowcami, ale też jechali tam i pomagali na miejscu odbudowywać wspólnoty, dbać o język i dziedzictwo.

Czy wiadomo, jak wielu ludzi mówi dziś po aramejsku?

Po tych wszystkich wojnach i migracjach to bardzo trudno określić. Chrześcijan mówiących w języku aramejskim mamy w Iraku, w Syrii, są też w Turcji i w Iranie. Nie znam niestety żadnych aktualnych statystyk. To jedno z naszych zadań, bo jako akademik lubię opierać się na faktach, a nie emocjach. Dlatego kiedy jeżdżę do miejscowości zamieszkanych przez chrześcijan, staram się uzyskać aktualne dane. To bardzo ważne.

Pamiętasz czasy Saddama Husajna? Jak się wtedy żyło?

Oczywiście, bardzo dobrze pamiętam. Było lepiej, ale i gorzej równocześnie. Było na pewno bezpiecznie, bo nie istniało ISIS. Ale były też złe strony. Ludzie czasem myślą, że kiedy masz co jeść, pić i możesz czuć się bezpiecznie, to już wystarczy. Tymczasem wtedy nie było wolności myślenia, wolności słowa, gromadzenia się… żadnej wolności. Jako chrześcijanie mieliśmy prawo pójść do kościoła, tam, w środku, robić, co nam się podoba, i wyjść z kościoła. To było jak w komunizmie. Przecież komuniści też nie zamknęli wam od razu wszystkich kościołów. Mogliście pójść do kościoła, uczestniczyć we mszy, a po wyjściu siedzieć cicho.

Jeżeli ludzie dziś uważają, że to był niezwykły czas, to powiem: tak, to było niezwykłe, bo czuliśmy się bezpiecznie i mieliśmy szkoły. Ale Saddam Husajn korzystał z tego, co było przed nim. To nie była jego zasługa. Kiedy Saddam Husajn odziedziczył władzę, Irak był bogatym państwem. To Husajn zredukował Irak do obecnego stanu. Musimy patrzeć na historię, a nie zaczynać od jakiegoś szczególnego punktu, bo tak nam pasuje. Na historię Polski też trzeba patrzeć w całości, a nie zaczynać np. od lat 60., jeżeli chce się zrozumieć dzisiejszą Polskę. Podobnie jest z Irakiem; jeżeli chcemy wiedzieć, co naprawdę doprowadziło do powstania Al-Kaidy, ISIS…

Co doprowadziło do powstania Al-Kaidy i ISIS?

Saddam Husajn, oczywiście także rządy partii BAAS w Syrii. Nie da się prześladować ludzi po cichu, nie można bezkarnie pozbawiać ich danego przez Boga prawa do wolności. Nie było wolnej prasy, nie było wolności religijnej. Za to było bezpiecznie. Jeżeli pracowałeś dla partii BAAS, to mogłeś czuć się bezpiecznie. Czyli najważniejsza stawała się wierność wobec partii.

To jak w komunizmie.

Bo to był komunizm, tylko w wersji bliskowschodniej. Był silny przywódca, jak Stalin. I trzeba było zapewnić sobie przetrwanie. Jestem zdumiona, jak wielu ludzi wspomina czasy Saddama Husajna i zapomina, że on zniszczył Irak, pozbawił Irakijczyków godności, wzajemnego zaufania i kultury, którą kiedyś mieli. Co się dziś stało z kulturą Iraku? Stała się bardzo lewicowa, antyzachodnia, materialistyczna, pozbawiona ducha. W latach 50. czy 60. można było nawet z taksówkarzem rozmawiać na poważne, intelektualne tematy. Po latach rządów partii BAAS to wszystko znikło. Otrzymali wolność i nie wiedzą, co z nią zrobić. Nie ma przywódców z wizją, którzy rozumieliby współczesny świat. Nauczyłam się modlić: Panie, strzeż nas od idiotów u władzy. Jeżeli ma się idiotów u władzy, to osiąga się taki stan, w jakim obecnie jest Irak.

Co się będzie działo po upadku ISIS?

Nie wiem, jak inne organizacje, ale ja myślę o wychowaniu nowego pokolenia przywódców, którzy będą mieli szerokie horyzonty, nie będą się bali i którzy uwolnią się od myślenia o przeszłości. ISIS już prawie nie ma. Nie możemy ciągle rozmyślać o tym, że nas prześladują. Tak, jesteśmy prześladowani, ale pomyślmy o tym, jak pozbyć się tego strachu i pójść do innych. Muzułmanie nas potrzebują. Potrzebują naszej nadziei, naszego przebaczenia, naszej inicjatywy. Może nas odrzucą; spróbujemy drugi raz.

Chciałabym rozmawiać z nimi o edukacji, o kulturze. Religia to oddzielna sprawa. Nie sądzę, żeby możliwy był dialog religijny z islamem, to jest inna religia. Za to wierzę w dialog kultur. Wszystkie kultury są równe, we wszystkich można rozmawiać językiem dobra i piękna. Tą drogą można dojść do transcendencji. Tak widzę zadania fundacji Aradin. Chcemy być miejscem spotkania, gdzie będzie się mówić prawdę i przekonywać, że tyrania i nienawiść mogą zniknąć. Dlatego szukam przywódców, którzy nie będą więźniami przeszłości.

Jesteś chrześcijanką; kiedy mówisz o Bogu, masz blask oczach. Jak się czujesz, mieszkając w zachodnim społeczeństwie, gdzie kościoły są puste, a religia staje się czymś coraz bardziej niepoprawnym?

Myślę, że musimy rozpocząć wszystko od nowa. Nie możemy traktować chrześcijaństwa jako fait accompli i uznać, że w jakimś kraju będzie wieczne. Życie to jest walka i zarazem spotkanie. Problem polega na tym, że Europa nienawidzi dziś samej siebie. Nie należy mówić, że Europa jest zła, muszę raczej zastanowić się, jak mogę jej pomóc w odkryciu własnej tożsamości, jaka jest moja misja, czemu znalazłam się tutaj akurat w tym czasie? Nie jest tak źle, jak za czasów pierwszych chrześcijan, jest dużo lepiej, jeszcze nawet nie zaczęli rzucać nas lwom na pożarcie. Zatem musimy zrozumieć, skąd się wzięła obecna sytuacja, nie możemy być przerażeni, żyć w kłamstwie ani w półprawdach, musimy być miłosierni i nie tracić nadziei. Krótko mówiąc, trzeba na nowo rozpocząć ewangelizację, o czym zresztą mówili Jan Paweł II.

To jest niezwykły czas, pełen nowych wyzwań. Nie chcę żyć przeszłością i czasami Konstantyna, kiedy chrześcijaństwo wygrało. To było wspaniałe, ale poszukajmy teraz nowego Konstantyna i rozpocznijmy na nowo tę fascynującą misję nawracania świata.

Mamy Jezusa Chrystusa, najbardziej niezwykłego człowieka na świecie i najbardziej niezwykłego Boga. I musimy o Nim opowiedzieć ludziom. Jeśli Go zaakceptują, to świetnie, jeśli nie… Szczerze? To będzie ich prawdziwy pech, jeśli nie poznają Chrystusa. To nie znaczy, że mamy ich od razu zrzucać z most

u jako grzeszników. Ale ja naprawdę jestem szczęśliwa. Każdego ranka myślę o tym, jaka to ekscytująca sprawa, że jestem chrześcijanką.

Nie można myśleć, że to normalne: urodziłem się w Polsce, moi rodzice byli katolikami, więc ja też. Każdy z nas został osobiście wybrany. Oczywiście, jeśli mieszkasz w Iraku, łatwiej sobie uświadomić, że to nie jest automatyczne, to jest wybór. Bo wystarczyło urodzić się w następnym domu i mogło być inaczej. Nie można przyzwyczaić się do bycia chrześcijaninem.

Rozmawiał Antoni Opaliński

Wywiad Antoniego Opalińskiego z Amal Marogy pt. „Chrześcijaństwo to fascynująca przygoda” znajduje się na s. 1 dodatku „Bliski Wschód” do styczniowego „Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Wywiad Antoniego Opalińskiego z Amal Marogy pt. „Chrześcijaństwo to fascynująca przygoda” znajduje się na s. 1 dodatku „Bliski Wschód” do styczniowego „Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl

Koloseum: Indie, najbardziej zaludniony demokratyczny kraj na świecie, demokratycznie zamknięty na chrześcijaństwo

Felieton ks. Andrzeja Pasia ze stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie: Narastają przypadki napaści na chrześcijan, ataki na duchownych, profanacje miejsc kultu i dewastacje placówek edukacyjnych.

Indie – orientalnie piękne, ciekawe i nieznane. Chyba każdy chciałby poznać tę kulturę. To największy, najbardziej zaludniony demokratyczny kraj na świecie. Ponad milion mieszkańców to milionerzy. Jednak większość Hindusów żyje za mniej niż dwa dolary dziennie. Kraj bardzo tajemniczy, ale zarazem dziwny. Czy wiecie, że niektórzy jego mieszkańcy, aby nie zanieczyszczać ognia, wody, ziemi czy powietrza, pozostawiają ciała zmarłych w budynkach zwanych „Towers of Silence”, gdzie zostają one pożerane przez sępy? W tym państwie jest najwyższy na świecie wskaźnik dokonywania aborcji. Liczba popełnianych rocznie morderstw dochodzi do ponad 32 000. Główną religią jest hinduizm, w którym na przykład krowy uważane są za święte i dlatego swobodnie spacerują po ulicach miast. Czy w tym, tak bardzo zróżnicowanym społecznie, kraju chrześcijanie cieszą się wolnością?

Pochodzący z indyjskiego stanu Madhya Pradesh (MADJA) przedstawiciele rządowi zarekwirowali katolicką misję i siłą wyrzucili z niej kapłana, który pełnił w niej posługę duszpasterską. Powszechnie uważa się, że politycy działali pod presją  hinduskiej partii nacjonalistycznej RSS.

W wywiadzie dla Ucanews biskup Anthony Chirayath powiedział, że 12 września bieżącego roku zamknięto katolicką misję w wiosce Mohanpur, a ksiądz Siljo Kidangan został z niej wyrzucony. Misja prowadziła wiele projektów, których celem była pomoc ludziom ubogim. Mieszkańcy wioski oraz 40 innych wiosek otrzymywali z katolickiej misji podstawowe środki do życia. Placówka prowadziła również schronisko dla 15 chłopców pochodzących z ubogich rodzin.

11 września bieżącego roku grupa hinduskich ekstremistów przybyła do misji i domagała się od kapłana i chłopców mieszkających w schronisku opuszczenia placówki. Hinduscy fanatycy grozili poważnymi konsekwencjami. Ksiądz Kidangan odmówił opuszczenia budynku misji. Następnego dnia przedstawiciele samorządu, wódz wioski i dwóch policjantów zarekwirowali schronisko i misję katolicką.

Miejscowy sędzia powiedział, że rząd odebrał misji ziemię i schronisko, ponieważ Kościół przegrał sprawę administracyjną o własność ziemi.

W 2005 roku miejscowi hinduiści wytoczyli bowiem proces, twierdząc, że Kościół nie miał odpowiedniego dokumentu do budowy misji i posiadania ziemi, na której się ona znajdowała. Tymczasem ziemia została przekazana katolickiemu kapłanowi przez pewnego mieszkańca wioski, który był katolikiem, a takie nadanie ziemi wymaga otrzymania zgody od urzędnika danego stanu. Jednak katoliccy misjonarze nie byli tego świadomi i tym samym nie złożyli żadnego wniosku o zgodę na nadanie aktu własności ziemi.

Biskup Chirayath powiedział, że obecnie w sądzie najwyższym toczy się sprawa w tej kwestii. „Jeśli władze kościelne otrzymają jakąś pomoc ze strony sądu, to powrócimy do misji. Jednak obecnie ziemia, na której misja katolicka się znajduje, należy do rządu”.

Pochodzący z malowniczego miasta Hazaribagh biskup Anand Jojo powiedział, że rząd stanowy zaczął postrzegać Kościół jako swojego wroga po tym, jak chrześcijanie nie dopuścili do realizacji planu zabierania ziemi należącej do ludności tubylczej. W odpowiedzi na to przywódcy polityczni BJP zaczęli terroryzować wodzów różnych plemion tubylczych. „Jeśli przywódca jest celem ataków, to łatwo można zastraszyć jego zwolenników” – powiedział  biskup Jojo.

8 września 2017 r. grupa hinduskich fanatyków należąca do ugrupowania Hindu Jagran Manch zorganizowała protesty w mieście Ranchi, podczas których podpaliła kukłę przypominającą kardynała Toppo. Hinduscy ekstremiści oznajmili, że przyczyną tego incydentu były niektóre chrześcijańskie książki, które znieważają hinduizm i religie plemienne. Jednak katoliccy duchowni twierdzą, że takie oskarżenia tworzy się tylko po to, aby podburzać wyznawców hinduizmu i religii plemiennych przeciwko chrześcijanom.

Hinduscy ekstremiści cały czas fałszywie oskarżają chrześcijan o stosowanie oszustw w celu nawróceń na chrześcijaństwo. Miejscowe prawo zakazuje nawrócenia na inną religię niż hinduizm i jest wykorzystywane przez ludzi, którzy sprzeciwiają się obecności katolickiej misji. Wielu katolickich duchownych uważa, że nowe prawo jest niesprawiedliwie wykorzystywane przeciwko działalności charytatywnej prowadzonej przez Kościół katolicki.

W ponad 41 wioskach objętych działalnością misji jest 30 katolickich rodzin, które żyją w strachu przed hinduskimi ekstremistami stosującymi przemoc, by w ten sposób zmusić je do porzucenia katolickiej wiary i w końcu przejścia na hinduizm.

Wciąż narastają przypadki napaści na chrześcijan, ataki na osoby duchowne, profanacje miejsc kultu i dewastacje placówek edukacji. Katoliccy duchowni skarżą się, że grupy hinduskich fanatyków zastraszają chrześcijańską ludność tubylczą, by utrzymać dominację hinduizmu. Nieustanną pomoc materialną i duchową dla braci chrześcijan w Indiach niesie Papieskie Stowarzyszenie Pomoc Kościołowi w Potrzebie.

Ks. dr Andrzej Paś

Sekcja polska PKWP

Ojciec Święty Franciszek zakończył wizytę w Egipcie, która, jak sam to nazwał, była podróżą „jedności i braterstwa”

Podróży tej towarzyszyły nadzwyczajne środki bezpieczeństwa, związane też z obowiązującym w tym kraju od kwietnia stanem wyjątkowym, wprowadzonym po dwukrotnych zamachach na kościoły koptyjskie.

Stan wyjątkowy wprowadzono na trzy miesiące po dwóch zamachach na kościoły koptyjskie, w których w Palmową Niedzielę zginęło prawie 50 osób.

Trwająca ponad dobę papieska wizyta miała na celu dodanie otuchy prześladowanym chrześcijanom, padającym ofiarami zamachów dokonywanych przez terrorystów z Państwa Islamskiego.

Podróż miała też wymiar ekumeniczny oraz międzyreligijny, bo, jak podkreślają watykaniści, była gestem wyciągnięcia ręki do umiarkowanego islamu.

Franciszek nazwał tę wizytę podróżą jedności i braterstwa.

W piątek papież wygłosił przemówienie na uniwersytecie muzułmańskim Al-Azhar, gdzie zorganizowano międzynarodową konferencję na temat pokoju. Mówił, że obowiązkiem liderów religijnych jest sprzeciw wobec wszystkich form przemocy i nienawiści. Podkreślał, że przemoc jest zaprzeczeniem wszelkiej autentycznej religijności.

Dodał też, że pokój jest święty i żadna przemoc nie może być popełniana w imię Boga, ponieważ zbezcześciłaby Jego imię.

– Powtarzamy głośno i wyraźnie „nie” wobec wszelkich form przemocy, zemsty i nienawiści popełnianych w imię religii lub w imię Boga. Wspólnie stwierdzamy, że nie da się pogodzić wiary i przemocy, nie da się pogodzić wiary z nienawiścią – powiedział Franciszek.

Podczas spotkania z władzami Egiptu papież zwrócił uwagę na to, że kraj ten buduje pokój i jednocześnie zwalcza terroryzm. Dziękował za udzielanie gościny uchodźcom z Sudanu, Erytrei, Syrii i Iraku. Jednocześnie apelował o poszanowanie praw, takich jak równość wszystkich obywateli, swoboda religijna i wolność słowa, bez jakiegokolwiek rozróżnienia.

Franciszek odwiedził też siedzibę patriarchatu Koptyjskiego Kościoła Ortodoksyjnego, gdzie spotkał się z jego zwierzchnikiem Tawadrosem II. Razem z nim był w kościele koptyjskim, gdzie w grudniu zeszłego roku w zamachu Państwa Islamskiego zginęło 29 osób. Papież oddał hołd ofiarom.[related id=”13891″ side=”left”]

W sobotę odprawił mszę na stadionie w pilnie strzeżonej bazie lotnictwa wojskowego pod Kairem. Zgromadziło się tam około 15 tysięcy osób; byli katoliccy i ortodoksyjni Koptowie, a także grupa muzułmanów. W homilii Franciszek powiedział, że jedynym ekstremizmem dopuszczalnym dla wierzących jest radykalizm miłości.

– Wszelkie inne ekstremizmy nie pochodzą od Boga i Jemu się nie podobają – podkreślił.

Uwaga włoskich mediów skupiona była też na tym, czy papież podczas piątkowego spotkania z prezydentem Egiptu Abd el-Fatahem es-Sisim poruszył sprawę niewyjaśnionej śmierci młodego włoskiego doktoranta Giulio Regeniego, zamordowanego w Kairze w zeszłym roku po okrutnych torturach, jakie mu zadano. Władze Włoch bezskutecznie apelują do rządu w Egipcie o ustalenie sprawców tej zbrodni. Rodzice młodego naukowca apelowali do papieża, by poruszył tę sprawę w czasie swej wizyty.

Ansa przytoczyła wypowiedź rzecznika prezydenta Egiptu, z której wynika, że o tej sprawie nie mówiono.

Źródło: PAP

lk

Franciszek: Nie można nawiązywać prawdziwego dialogu na dwuznacznościach lub poświęceniu dobra, aby zadowolić drugiego

Przywódcy religijni są wezwani do demaskowania przemocy, która udaje rzekomą sakralność, opierając się raczej na absolutyzacji egoizmów niż na prawdziwej otwartości na Absolut – mówił papież.

Papież Franciszek powiedział w piątek na uniwersytecie muzułmańskim Al-Azhar w stolicy Egiptu, Kairze, że obowiązkiem przywódców religijnych jest sprzeciw wobec wszelkich form przemocy i nienawiści. Przemoc w imię Boga „zbezcześciłaby Jego imię” – mówił.

W swym pierwszym przemówieniu wygłoszonym po przybyciu do Egiptu papież podkreślił na międzynarodowej konferencji na temat pokoju w prestiżowym ośrodku islamskiej nauki i kultury, że przemoc jest „zaprzeczeniem wszelkiej autentycznej religijności”.

„Jako przywódcy religijni jesteśmy zatem wezwani do demaskowania przemocy, która udaje rzekomą sakralność, opierając się raczej na absolutyzacji egoizmów niż na prawdziwej otwartości na Absolut” – wskazał Franciszek.

„Jesteśmy zobowiązani – dodał – do zgłaszania przypadków pogwałcenia ludzkiej godności i praw człowieka, do obnażania prób usprawiedliwiania wszelkich form nienawiści w imię religii i do potępiania ich jako bałwochwalczych zafałszowań Boga”.

„Pokój jest święty i żadna przemoc nie może być popełniana w imię Boga, ponieważ zbezcześciłaby Jego imię” – oznajmił papież.

Następnie powiedział: – Powtarzamy głośno i wyraźnie „nie” wobec wszelkich form przemocy, zemsty i nienawiści popełnianych w imię religii lub w imię Boga. Wspólnie stwierdzamy, że nie da się pogodzić wiary i przemocy, nie da się pogodzić wiary z nienawiścią.

Wspólnie obwieszczamy świętość każdego ludzkiego życia wbrew wszelkim formom przemocy fizycznej, społecznej, edukacyjnej lub psychologicznej. Wiara, która nie rodzi się ze szczerego serca i z autentycznego umiłowania Boga miłosiernego, jest formą przynależności tradycyjnej lub społecznej, która nie wyzwala człowieka, lecz go miażdży – ostrzegł Franciszek.

Zastrzegł zarazem, że religia nie jest tylko wezwaniem do zdemaskowania zła, gdyż „zawiera w sobie dzisiaj, jak chyba nigdy wcześniej, powołanie do krzewienia pokoju”.

Zdaniem Franciszka „na niewiele lub na nic zda się podnoszenie głosu czy wyścig zbrojeń, aby się uchronić przed agresją”.

Dzisiaj – stwierdził – potrzebni są budowniczowie pokoju, a nie podżegacze walk; strażacy, a nie podpalacze konfliktów; kaznodzieje pojednania, a nie orędownicy zniszczenia.

Papież mówił, że z niepokojem można zaobserwować to, że na świecie rodzą się „demagogiczne populizmy”, które „z pewnością nie pomagają w umocnieniu pokoju i stabilności”.

„Żadne podżeganie do przemocy nie zapewni pokoju, a wszelkie działania jednostronne, które nie uruchamiają procesów konstruktywnych i wspólnych, są darem dla popleczników radykalizmu i przemocy” – przestrzegł.

Wyraził przekonanie, że kluczową rolę w zapobieganiu konfliktom i budowaniu pokoju odgrywają starania o wyeliminowanie biedy i wyzysku, bo to tam „najłatwiej zakorzeniają się ekstremizmy”.

Franciszek apelował o blokowanie przepływu pieniędzy i broni do tych, którzy podsycają przemoc.

„Jedynie czyniąc przejrzystymi mroczne manewry, które podsycają raka wojny, można zapobiec ich rzeczywistym przyczynom” – powiedział.

Według papieża jest to zadanie rządzących narodami, instytucjami i mediami, a także przywódców religijnych.

Franciszek podkreślił także, że nie będzie pokoju na świecie bez odpowiedniej edukacji młodego pokolenia. Jak ocenił, „ze zła wypływa jedynie zło, a z przemocy tylko przemoc”.

Kładąc nacisk na potrzebę dialogu międzyreligijnego, oświadczył: „Jesteśmy wezwani, by iść razem w przekonaniu, że przyszłość wszystkich zależy także od spotkania między religiami i kulturami”.

Franciszek stwierdził, że dialogowi mogą pomóc trzy zasady: „obowiązek tożsamości, odwaga inności oraz szczerość intencji”.

Jak wyjaśnił, „nie można nawiązywać prawdziwego dialogu na dwuznacznościach lub poświęceniu dobra, aby zadowolić drugiego”.

„Ten, kto różni się ode mnie kulturowo i religijnie, nie może być postrzegany i traktowany jako wróg, ale musi być akceptowany jako towarzysz drogi, w autentycznym przekonaniu, że dobro każdego polega na dobru wszystkich” – dodał papież.

Wyraził przekonanie, że dialog jako „autentyczny wyraz człowieczeństwa nie jest jakąś strategią, aby osiągnąć ukryte cele, ale drogą prawdy, która zasługuje, by podejmować jącierpliwie, żeby przekształcić współzawodnictwo we współpracę”.[related id=”14692″]

Konferencję otworzył rektor uniwersytetu Al-Azhar, wielki imam Ahmad al-Tajjib. Podkreślał w swym wystąpieniu, że „islam nie jest religią terroryzmu”. Jak wyjaśnił, są ludzie, którzy źle zinterpretowali przesłanie tej religii.

Następnie wielki imam stwierdził, że z tego samego powodu nie można uznać chrześcijaństwa za religię terroryzmu tylko dlatego, że „podnosząc krzyż” zabijano ludzi. Słowa te były odniesieniem do krucjat.

Al-Tajjib mówił dalej, że także judaizmu nie można uznać za religię terroryzmu z powodu okupacji terytoriów palestyńskich.

Również cywilizacji europejskiej nie należy uznawać za „cywilizację terroryzmu” z powodu dwóch wojen światowych – dodał.

Muzułmański lider argumentował, że gdyby uznano islam za religię terrorystyczną, to nie można by też oszczędzić żadnej innej religii i cywilizacji.

Na prośbę Ahmada al-Tajjiba konferencję zaczęto od minuty ciszy ku czci ofiar terroryzmu wszystkich narodowości.

Źródło: PAP

lk

Papież Franciszek rozpoczął w piątek ponaddobową wizytę w Egipcie, która ma charakter ekumeniczny i międzyreligijny

Na drodze, którą ma przebyć Ojciec Święty w Kairze, rozmieszczono bardzo duże siły wojska i policji, ale zgodnie z życzeniem papieża Franciszka, jego samochód będzie zamknięty, ale nieopancerzony.

Papież Franciszek powiedział dziennikarzom w drodze do Egiptu, że jest to „podróż jedności i braterstwa”.

Zwracając się na pokładzie samolotu do kilkudziesięciu towarzyszących mu dziennikarzy z całego świata papież podziękował im za to, że pomagają ludziom „zrozumieć tę podróż”.

„Ludzie was obserwują, a z tą podróżą wiązane są specjalne oczekiwania” – mówił Franciszek. Podkreślił, że został zaproszony przez prezydenta Egiptu, patriarchów Koptyjskiego Kościoła Ortodoksyjnego i katolickiego Kościoła koptyjskiego, a także przez wielkiego imama.

Papież Franciszek odwiedza Egipt 17 lat po wizycie św. Jana Pawła II. Samolot z papieżem, jego współpracownikami i kilkudziesięcioma dziennikarzami na pokładzie wylądował na lotnisku w Kairze, gdzie obowiązują maksymalne środki bezpieczeństwa.

Na drodze z lotniska, którą jechać będzie papież do Pałacu Prezydenckiego, stoją wozy bojowe. Wszędzie rozmieszczono bardzo duże siły wojska i policji.

Franciszek, zgodnie ze swym życzeniem, nie będzie jeździł podczas tej wizyty opancerzonym samochodem – poinformował Watykan. Będzie to, jak wyjaśniono, zamknięte auto.

Pierwszym punktem pobytu Franciszka w Kairze będzie oficjalna ceremonia powitania w Pałacu Prezydenckim. Po jej zakończeniu odbędzie się prywatne spotkanie papieża z prezydentem Egiptu Abd el-Fatahem es-Sisim.[related id=”13490″ side=”left”]

Z Pałacu Prezydenckiego papież pojedzie na muzułmański uniwersytet Al-Azhar, gdzie powita go jego rektor, wielki imam Ahmad al-Tajjib. Obaj udadzą się następnie na zorganizowaną tam międzynarodową konferencję na temat pokoju, gdzie wygłoszą przemówienia.

Późnym popołudniem papież uda się do siedziby Patriarchatu Koptyjskiego Kościoła Ortodoksyjnego na spotkanie z jego zwierzchnikiem Tawadrosem II. Po rozmowie obaj pójdą do pobliskiego kościoła pod wezwaniem Świętych Piotra i Pawła, gdzie będą przewodniczyć modlitwie ekumenicznej z udziałem przedstawicieli różnych wyznań.

W czasie pobytu w tym miejscu Franciszek odda hołd ofiarom dokonanego tam przez Państwo Islamskie w grudniu zeszłego roku zamachu, w którym zginęło 29 osób.

Watykaniści podkreślają, że swą wizytą, mającą głęboki wymiar ekumeniczny i międzyreligijny, papież chce też dodać otuchy chrześcijanom różnych wyznań, którzy padają ofiarą ataków i prześladowań. W ostatnich latach, jak zaznacza w piątek włoski dziennik „Il Messaggero”, w Egipcie dokonano zamachów na 54 kościoły.

Źródła: PAP

lk

Michał Król: Jeżeli w Egipcie jesteś chrześcijaninem, to jesteś naznaczony i musisz się liczyć z prześladowaniami

Całe rodziny żyją i pracują na wysypiskach śmieci – to bardzo dobrze odzwierciedla status społeczno-ekonomiczny mniejszości chrześcijańskich w Egipcie – powiedział Michał Król.

 

Gośćmi Poranka Wnet byli Michał Król, współautor filmu „Być Koptem”, oraz ksiądz dr Marcin Dąbrowski.

Michał Król jest jednym z odważniejszych operatorów z Polski, między innymi niedawno był w Aleppo. Opowiedział Witoldowi Gadowskiemu i słuchaczom Radia Wnet o życiu Koptów w Kairze oraz o ostatnich atakach na kościoły koptyjskie w Egipcie.

Koptami zaczęliśmy się zajmować około trzy lata temu. Wtedy to w Egipcie dochodziło do dużych przemian politycznych. Władzę przejęło Bractwo Muzułmańskie i zaczęły się fale prześladowań na tle religijnym. 

Mówił także, o tym co oznacza bycie Koptem w Egipcie i z jakimi konsekwencjami wiąże się otwarte wyznawanie chrześcijaństwa w kraju, w którym większość mieszkańców to muzułmanie.

Sami Koptowie siebie nazywają kościołem męczenników. Oni od wieków na terenie Egiptu są prześladowani.  Słowo „Kopt” oznacza rdzennego mieszkańca Egiptu. Niestety teraz pozostało ich jedynie 10% ponieważ wyparła ich ekspansja muzułmańska. W okolicach Kairu jest jedno szczególne miejsce – Mokattam. To ogromne wysypisko śmieci.  Żyje tam od 40 do 50 tys. Koptów. Całe rodziny utrzymują się z segregacji śmieci. Ta praca bardzo dobrze odzwierciedla ich status społeczny w Egipcie.  

[related id=”12006″]

– Jeżeli w Egipcie jesteś chrześcijaninem, to jesteś naznaczony – nie możesz ubiegać się o o wysokie stanowisko, nie możesz przeskoczyć pewnych barier. Michał Król stwierdził jednak, że mimo tych prześladowań Koptowie nie wstydzą się swojego wyznania.

– Jest ono zapisane w ich dowodach osobistych, na nadgarstkach mają wytatuowany krzyżyk. Ogromnym  zaskoczeniem było zachowanie małych dzieci, które z dumą pokazywały ten krzyżyk, chociaż miały świadomość, że spotka ich za to wiele nieprzyjemności. 

Na koniec rozmowy Michał Król zaprosił wszystkich słuchaczy na koncert, który będzie transmitowany w TVP 1  w Niedziele Zmartwychwstania o 17:30. Jest to projekt „Nieśmiertelny”, dedykowany wszystkim mniejszościom chrześcijańskim, które są prześladowane. Jedna z piosenek będzie poświęcona właśnie Koptom.

Ksiądz Marcin Dąbrowski opowiedział o historii Koptów w Egipcie oraz o ich sytuacji dziś:

Do 2011 roku w Egipcie panowali dyktatorzy. Chociaż mieli dużo zła na sumieniu, to utrzymywali względny porządek. Kiedy obalono rządy autorytarne, a wybory wygrali muzułmanie, chrześcijanie stali się mniejszością narażoną na prześladowania wyznaniowe. Dlatego w 2011 roku chrześcijanie egipscy domagali się, aby państwo zachowało charakter świecki. Nie chodziło jednak o charakter świecki, rozumiany w sensie europejskim – czyli jako wykluczenie kościoła z debaty publicznej, ateizację państwa etc. Tam, gdzie większość stanowią muzułmanie – jednie państwo świeckie może ocalić ich od śmierci i prześladowań.

Ataki na tle religijnym bardzo się nasiliły po przejęciu władzy przez Bractwo Muzułmańskie. Obecny prezydent próbuje załagodzić sytuację i optuje za wolnością wyznaniową, dlatego Koptowie żywią wobec niego jakieś nadzieje. Nie zmienia to niestety faktu, że około 7-8 milionów chrześcijan, którzy żyją obecnie w Egipcie spotykają okrutne prześladowania. Skrajne odłamy islamu, utrudniają również działania rządu, który próbuje walczyć z terroryzmem.

Państwo Islamskie zapowiedziało na Święta Wielkiej Nocy szereg kolejnych ataków. – Trzeba te zagrożenia odbierać poważnie i przygotować się na nie. Bractwo muzułmańskie niestety rośnie w siłę, żeruje na pewnych problemach, m.in na wyżu demograficznym, dlatego nie można ich bagatelizować – tłumaczył ks. dr Marcin Dąbrowski.

Na zakończenie rozmowy głos zabrał Witold Repetowicz, który powiedział, że choć muzułmanie chcą przedstawiać się jako religia pokoju i miłości, to mamy wszelkie przesłanki do tego, by im nie wierzyć. Jego zdaniem, islamscy przywódcy polityczni i religijni otwarcie wspierają terrorystów, którzy zabijają chrześcijan, a Europa woli zatracić swoje wartości i prawdę na rzecz poprawności politycznej.

jn