Thomas: Ludzie w Wielkiej Brytanii mają dosyć elit medialnych i rządzących, które cały czas im mówiły, że są głupi

David Thomas o wyniku zdecydowanym zwycięstwie torysów w przedterminowych wyborach w UK, porażce Jeremy’ego Corbyna, restrukturyzacji brytyjskiej gospodarki i zmęczeniu Brytyjczyków ich elitami.


David Thomas o przedterminowych wyborach w Wielkiej Brytanii, gdzie wygrała Partia Konserwatywna z Borisem Johnsonem na czele. Zdobyła 368 mandatów. Drugie miejsce zajęła Partia Pracy, która wprowadzi do Izby Gmin 191 przedstawicieli. To wielki sukces konserwatystów.

Był mrożony proces demokratyczny w Wielkiej Brytanii przez wyborami. Rząd będzie mógł prowadzić kraj dalej.

Nasz gość mówi, iż bez tych wyborów demokracja w Wielkiej Brytanii nie byłaby efektywna. Izba Gmin może w końcu zacząć normalnie działać. Podkreśla, że torysi zdobyli więcej procent głosów niż dotychczasowych rekordzista Edward Heath, który zastąpił premiera z ramienia laburzystów Harolda Wilsona w 1970 r. Oznacza to, że obecny rząd ma wyjątkowo mocny mandat społeczny.

Ludzie w Wielkiej Brytanii mają dosyć elit medialnych i rządzących, które cały czas im mówiły, że są głupi i powinni ich słuchać.

Thomas widzi przyczyny takiego wyniku w zmęczeniu Brytyjczyków ich elitami. Wskazuje również na słabość kampanii laburzystów kierowanych przez Jeremy’ego Corbyna. Ten ostatni wynik wyborów uznał za swoją osobistą porażkę i zrezygnował z dalszego kierowania  Partią Pracy. Gość „Poranka WNET” podkreśla, że:

[Corbyn] prowadził kampanię językiem marksistów.  To był język sprzed stu lat.

Przywódca laburzystów wypowiadał się tak, jakbyśmy wciąż żyli w czasach drugiej rewolucji przemysłowej, a nie czwartej.

Jest jasne, że biznesmeni i wszystkie rynki kapitałowe potrzebują jeden j rzeczy i to jest pewność, przez ostatnie trzy lata jej nie było.

Obecnie, jak mówi przewodniczący Brytyjsko-Polskiej Izby Handlowej, gospodarka brytyjska będzie musiała przejść restrukturyzację, by przygotować się do funkcjonowania poza Unią Europejską. Także ta ostatnia musi przygotować się gospodarczo na Brexit. Podkreśla, że „nie będzie łatwo, będzie ból”.

Stwierdza, że wybory w czwartek to tradycja. Mówi o sposobie liczenia głosów, który jest bardzo przejrzysty. Specyficzne jest także ogłaszanie wyników wyborów. Wszyscy kandydaci z okręgu stają razem na scenie, gdzie ogłaszane jest, który z nich dostał się do parlamentu.

Byłem tutaj w trakcie stanu wojennego, pomagałem rodzinie żony.

Thomas mówi również o swoich wspomnieniach związanych z dzisiejszą rocznicą.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

 

K.T./A.P.

Wielka Brytania/Premier May: Powinniśmy cieszyć się z faktu, że mamy rekordową liczbę posłów pochodzących z mniejszości

Brytyjska Izba Gmin spotkała się we wtorek po raz pierwszy po ubiegłotygodniowych wyborach parlamentarnych, w których rządzący konserwatyści stracili bezwzględną większość mandatów.

Liderzy najważniejszych ugrupowań zabrali głos tuż po wybraniu przez posłów na stanowisko spikera Johna Bercowa, który piastuje tę funkcję od 2009 roku. Żartując ze swojego wyniku wyborczego, premier Theresa May powiedziała o wyborze Bercowa, że „przynajmniej komuś udało się zdecydowanie wygrać”.

[related id=”24031″]

„Powinniśmy cieszyć się z faktu, że mamy rekordową liczbę posłów pochodzących z mniejszości etnicznych, w tym czarnoskórych, i pierwszą posłankę ze społeczności Sikhów, a także przedstawicieli niepełnosprawnych i środowiska LGBT” – mówiła szefowa rządu.

„Mam nadzieję, że na podstawie postępu, którego dokonaliśmy w trakcie poprzedniej kadencji, będziemy dalej walczyć ze wszelkimi przejawami dyskryminacji, sprawiając, by nasza polityka była jeszcze bardziej reprezentatywna wobec ludzi, którym służymy” – oświadczyła May.

Jak dodała, „niektórzy winią politykę za podziały, wszyscy zgadzają się, że dzieje się zbyt wiele w polityce – ale pamiętajmy, że może ona być niebywałą siłą, która zmienia świat na lepsze”.

Lider opozycyjnej Partii Pracy Jeremy Corbyn dworował sobie w wystąpieniu z premier May, mówiąc, że „szefowa rządu na pewno się zgodzi, że demokracja to coś niezwykłego, co czasami przynosi niespodziewane wyniki”.

[related id=”23792″ side=”left”]

W serii komentarzy dotyczących powstającego rządu Partii Konserwatywnej, który będzie najprawdopodobniej wspierany przez północnoirlandzką Demokratyczną Partię Unionistyczną (DPU), Corbyn żartował z May, używając w innym znaczeniu zwrotów, po które premier sięgała w trakcie kampanii wyborczej.

Mówił, że „oczekuje na mowę tronową (do której dojdzie) tuż po tym, gdy uda się wynegocjować powstanie koalicji chaosu” (tak May określała możliwe porozumienie laburzystów ze Szkocką Partią Narodową i Liberalnymi Demokratami – PAP), a jego ugrupowanie „jest gotowe zaoferować silne i stabilne przywództwo działające w interesie narodowym” (hasło wyborcze May – PAP).

Jednocześnie Corbyn dodał, że cieszy się na pracę w ramach obecnej kadencji parlamentu „niezależnie od tego, jak będzie krótka”, robiąc aluzję do ewentualnych kolejnych przedterminowych wyborów w przypadku niezdolności Partii Konserwatywnej do zapewnienia roboczej większości dla rządu.

Z kolei tymczasowy lider Szkockiej Partii Narodowej w parlamencie w Westminsterze Stewart Hosie, który objął stanowisko po utracie przez dotychczasowego szefa klubu Angusa Robertsona mandatu w czwartkowych wyborach, oddał hołd „dużym graczom, których będzie nam brakowało wcześniej niż później”.

„Nawet jeśli różnimy się w sprawach dotyczących konstytucji, Brexitu, polityki społecznej, podatków i wydatków, pamiętajmy, że to jedynie różne opinie politycznych rywali, a nie wrogów” – mówił. „Jeśli możemy się nad tym zatrzymać, zachowując więcej szacunku (do siebie nawzajem), dobrze to zrobi działaniu Izby Gmin i naszej polityce” – dodał.

Głos zabrał również lider reprezentacji Demokratycznej Partii Unionistycznej w londyńskim parlamencie Nigel Dodds, który zwrócił uwagę, że jego ugrupowanie jest jedynym w nowym parlamencie, które będzie reprezentować interesy Irlandii Północnej.

Jak dodał, DPU liczy na osiągnięcie porozumienia w trwających od pół roku rozmowach na temat utworzenia rządu w Irlandii Północnej, „w którym każdy będzie mógł odegrać rolę w rządzeniu”.

Przed posiedzeniem parlamentu doszło na Downing Street do spotkania liderów DPU Arlene Foster i Doddsa z premier May i rozmów o poparciu mniejszościowego rządu Partii Konserwatywnej.

„Rozmowy z rządem są udane i mamy nadzieję, że wkrótce będziemy w stanie zakończyć je z powodzeniem” – napisała Foster na Twitterze po zakończeniu negocjacji.

Według źródeł telewizji Sky News „obie strony dokonały znaczącego postępu”, a formalne porozumienie spodziewane jest najpóźniej w czwartek.

Rządząca krajem od 2010 roku Partia Konserwatywna straciła w czwartkowych wyborach bezwzględną większość w Izbie Gmin (ma 318 posłów wobec wymaganych do większości 326) i prowadzi rozmowy w sprawie poparcia administracji przez DPU, która uzyskała 10 mandatów.

W poniedziałek brytyjskie media poinformowały, że ze względu na trwające negocjacje z DPU rząd May opóźni o kilka dni zaplanowaną na 19 czerwca mowę tronową królowej Elżbiety II; wystąpienie monarchini, formalnie otwierające nową sesję parlamentu, ma przedstawiać plany rządu na najbliższy rok.

PAP/JN

Los Theresy May jako premiera jest już przesądzony. W tej chwili dla torysów ma znaczenie tylko stabilizacja władzy

W tej chwili mamy do czynienia z najmniej pożądaną sytuacją na Wyspach Brytyjskich, czyli z zawieszeniem parlamentu, gdzie nikt nie ma jednoznacznego mandatu do sprawowania władzy – twierdzi ekspert.

Gościem audycji „Południe Wnet” był dr Przemysław Biskup, politolog z UW, związany również z Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego. Nasz gość  przedstawił mechanizmy brytyjskiego systemu politycznego na tle sytuacji po wyborach parlamentarnych.

Dr Biskup przyznał, że kiedy brytyjska premier ogłaszała przedterminowe wybory, nikt nie spodziewał się takiego rezultatu, jaki mamy dziś. Torysi uzyskali 318 mandatów (o 13 mniej niż w poprzednich wyborach), a opozycyjna Partia Pracy 262 (o 30 więcej). Żadne z ugrupowań nie uzyskało bezwzględnej większości. Dopiero w połowie kampanii wyborczej dało się zauważyć przełom w sondażach, choć większość z nich do ostatniej chwili wskazywała na zwycięstwo torysów.

[related id=”24132″]

Według naszego gościa, sukces Partii Pracy i jej lidera Jeremy’ego Corbyna jest zasługą głównie wyraźnego wzrostu frekwencji wyborczej wśród ludzi młodych, a takie osoby zdecydowanie popierają Partię Pracy: – Młodzi ludzie mają raczej lewicowe poglądy, co jest zjawiskiem ogólnoeuropejskim. Do tego dochodzi dość charyzmatyczny i działający na wyobraźnię młodych lider, a na koniec sztywna, mało inspirująca kampania partii konserwatywnej.

– Poza tym młodzi Brytyjczycy chcą Wielkiej Brytanii na miarę społecznej gospodarki rynkowej z lat 50. i 60., z silnie progresywnymi podatkami, z których jest lepiej finansowana państwowa służba zdrowia czy edukacja, a pieniądze nie są podstawową barierą dostępową do dóbr publicznych.

Politolog zaznaczył, że Partia Konserwatywna nie straciła, tylko zyskała 2,5 miliona nowych wyborców, poprawiła wynik z poprzednich wyborów z 37 do 42 procent – to lepszy wynik od najlepszego wyniku Margaret Thatcher i Tony  Blaira. Jednakże jest to pyrrusowe zwycięstwo, ponieważ nie daje możliwości stworzenia stabilnego rządu. Brytyjczycy uważają koalicję za „zło niekonieczne”. Ich polityczna tradycja ceni przede wszystkim istnienie silnego, jednopartyjnego centrum władzy.

Zapraszamy do wysłuchania rozmowy.

LK

Wielka Brytania / Nie osiągnięto jeszcze ostatecznego porozumienia w sprawie poparcia DPU dla nowego rządu Theresy May

Liderka północnoirlandzkiej DPU Arlene Foster zapowiedziała, że jej partia, której poglądy są postrzegane przez wielu jako kontrowersyjne, będzie działać w rządzie w interesie narodowym.

W rozmowie z telewizją Sky News Arlene Foster powiedziała: „Nie będę negocjowała za pomocą telewizji, ale mogę powiedzieć, że będziemy działali w interesie narodowym, robiąc to, co jest dobre dla całego Zjednoczonego Królestwa i Irlandii Północnej w szczególności”.

[related id=”23792″]

Odniosła się też do krytyki poglądów członków DPU na temat m.in. homoseksualizmu, aborcji i kreacjonizmu.

– Od czwartku słyszeliśmy wiele wyolbrzymień na temat DPU i wiele osób, które nie wiedzą tak naprawdę, o co nam chodzi, wypowiadało się w tej sprawie; chcę wyrazić się jasno: będziemy działali w interesie narodowym – zapewniła.

Wcześniej w nocy z soboty na niedzielę partia zaprzeczyła, jakoby osiągnięto porozumienie ws. udzielenia wsparcia rządowi Partii Konserwatywnej, o czym poinformowała w sobotę wczesnym wieczorem kancelaria premier Theresy May. Według źródeł telewizji Sky News komunikat służb prasowych premier został przekazany mediom w wyniku pomyłki.

Przedstawiciele DPU ocenili, że „dotychczasowe rozmowy były pozytywne”, a także zapowiedzieli, że „dalsze dyskusje odbędą się w przyszłym tygodniu w celu ustalenia szczegółów, które pozwolą na uzyskanie porozumienia dotyczącego planów dla nowego parlamentu”.

Po północy z soboty na niedzielę Downing Street przesłało mediom, w tym PAP, nowy komunikat, w którym zmiękczono przekaz o osiągnięciu porozumienia, zaznaczając jedynie, że „premier rozmawiała z DPU, dyskutując o sfinalizowaniu porozumienia w przyszłym tygodniu, gdy zwołany zostanie (nowy) parlament”.

[related id=”23943″ side=”left”]

„Z radością przyjmiemy porozumienie w tej sprawie, ponieważ zagwarantuje stabilność i zaufanie, którego nasz kraj potrzebuje, przystępując do (negocjacji ws.) Brexitu i poza nimi” – dodano w zdaniu, które było niemal identyczne z tym, które zostało zawarte w pierwszym tekście, ale zmienione na czas przyszły.

W czwartkowych wyborach parlamentarnych w Wielkiej Brytanii rządząca krajem od 2010 roku Partia Konserwatywna straciła uzyskaną w 2015 roku bezwzględną większość w Izbie Gmin i zmuszona będzie do rządzenia przy wsparciu posłów Demokratycznej Partii Unionistów.

Po podliczeniu głosów we wszystkich 650 okręgach jednomandatowych, rządzący Wielką Brytanią od 2010 roku torysi uzyskali 318 mandatów (o 13 mniej niż w poprzednich wyborach w 2015 roku), a opozycyjna Partia Pracy – 262 (o 30 więcej). Tym samym żadne z największych ugrupowań nie uzyskało bezwzględnej większości (326), która pozwoliłaby na samodzielne rządy. Partia Konserwatywna zapowiedziała starania o uzyskanie wsparcia ze strony północnoirlandzkiej Demokratycznej Partii Unionistów, która dysponuje 10 posłami.

Wynik wyborów jest interpretowany jako porażka premier May, która zwołała w kwietniu przedterminowe wybory parlamentarne, aby wzmocnić swoją 17-mandatową bezwzględną większość w Izbie Gmin.

PAP/JN

W. Brytania / Partia Konserwatywna bez większości. Powstanie rząd z niepoprawną politycznie irlandzką partią unionistów

W Wielkiej Brytanii zakończono wybory parlamentarne. Według oficjalnych wyników zwyciężyła Partia Konserwatywna, której jednak zabraknie mandatów do uzyskania bezwzględnej większości w Izbie Gmin.

Jako ostatnie ogłoszono wyniki w Kensington w centralnym Londynie, najbogatszym okręgu wyborczym w całym kraju, gdzie po ponownym przeliczeniu głosów kandydatka Partii Pracy Emma Dent-Coad pokonała zaledwie 20 głosami urzędującą posłankę Partii Konserwatywnej Victorię Berwick.

Po podliczeniu głosów we wszystkich 650 okręgach jednomandatowych, rządzący Wielką Brytanią od 2010 roku torysi uzyskali 318 mandatów (o 13 mniej niż w poprzednich wyborach w 2015 roku), a opozycyjna Partia Pracy – 262 (o 30 więcej). Tym samym żadne z największych ugrupowań nie uzyskało bezwzględnej większości (326), która pozwoliłaby na samodzielne rządy.

[related id=”23792″]

Wynik interpretowany jest jako porażka premier Theresy May, która zwołała w kwietniu przedterminowe wybory parlamentarne, aby wzmocnić swoją 17-mandatową bezwzględną większość w Izbie Gmin, a w nowym parlamencie będzie zmuszona do porozumienia się z północnoirlandzką Partią Demokratycznych Unionistów (DUP), żeby utrzymać się przy władzy. Liderka DUP Arlene Foster potwierdziła w piątek, że jej ugrupowanie rozpocznie rozmowy dotyczące warunków wsparcia rządu May.

Politycy DUP znani są z poglądów pozostających poza oficjalnymi przekonaniami tzw. głównego nurtu obowiązującego w Europie, m.in. odrzucają teorie o zmianach klimatu, opowiadają się za nauczaniem w szkole kreacjonizmu, a także stanowczo sprzeciwiają się popieraniu przez prawo związków homoseksualnych i aborcji.

Po tym, jak premier May zapowiedziała współpracę z DUP, liderka Partii Konserwatywnej w Szkocji Ruth Davidson – która żyje w związku partnerskim z kobietą – poprosiła szefową rządu o udzielenie jednoznacznych gwarancji dotyczących zachowania praw społeczności LGBT.

Partia Demokratycznych Unionistów (DUP) była w przeszłości również związana z lojalistycznymi ruchami paramilitarnymi, jak UVF, które organizowały zamachy terrorystyczne wymierzone w republikanów i katolickich mieszkańców Irlandii Północnej. W 1988 roku założyciel DUP Ian Paisley skrytykował podczas przemówienia w Parlamencie Europejskim polskiego papieża Jana Pawła II, nazywając go „antychrystem”. W ubiegłorocznym referendum ws. członkostwa Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej partia opowiedziała się za opuszczeniem Wspólnoty.

Z kolei dla Partii Pracy to najlepszy wynik od 2001 roku, kiedy ówczesny premier Tony Blair został wybrany na drugą kadencję. Popularny, radykalnie lewicowy lider ugrupowania Jeremy Corbyn zdołał powiększyć poparcie partii o 10 pkt proc. w porównaniu z katastrofalnymi wyborami w 2015 roku, wzmacniając mandat laburzystów do stworzenia silnej opozycji, naciskającej na rząd m.in. w sprawie zachowania członkostwa we wspólnym rynku Unii Europejskiej.

Trzecią największą siłą pozostała Szkocka Partia Narodowa (SNP), która jednak uzyskała zaledwie 35 mandatów, aż o 21 mniej niż w 2015 roku, tracąc posłów na rzecz Szkockiej Partii Konserwatywnej i Szkockiej Partii Pracy. W efekcie do parlamentu w Londynie nie wrócą m.in. były pierwszy minister i lider ruchu niepodległościowego w momencie poprzedniego referendum ws. niepodległości w 2014 roku, Alex Salmond, a także szef klubu SNP w Westminsterze, Angus Robertson.

Liderka SNP i pierwsza minister Szkocji Nicola Sturgeon przyznała w piątek, że „jej ugrupowanie ma o czym myśleć”, a na słabszy niż spodziewany wynik mógł wpłynąć m.in. fakt, że SNP skupiało się w ostatnich miesiącach głównie na nawoływaniu do drugiego referendum. Według sondaży, odłączenie się od reszty kraju popiera zaledwie 43 procent wyborców.

Na czwartym miejscu znaleźli się proeuropejscy Liberalni Demokraci, którzy zwiększyli liczbę swoich posłów w Izbie Gmin do 12. Jednocześnie ugrupowanie straciło m.in. swojego byłego lidera i wicepremiera rządu koalicyjnego w latach 2010-2015 Nicka Clegga, który po 20 latach w parlamencie pożegnał się ze swoim mandatem.

Pozostałe trzy ugrupowania – północnoirlandzkie nacjonalistyczne Sinn Fein (które odmawia zasiadania w brytyjskim parlamencie), walijskie Plaid Cymru i Partia Zielonych – uzyskały łącznie 12 mandatów.

W piątek brytyjska premier Theresa May zapowiedziała po audiencji u królowej Elżbiety II, że przystąpi do stworzenia nowego rządu Partii Konserwatywnej przy wsparciu Partii Demokratycznych Unionistów (DUP).

Przemawiając na Downing Street po powrocie z Pałacu Buckingham, May wśród najważniejszych zadań nowego rządu wymieniła ustabilizowanie sytuacji politycznej w kraju, wyprowadzenie Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, a także wzmocnienie bezpieczeństwa wewnętrznego w obliczu niedawnych zamachów terrorystycznych w Londynie i Manchesterze.

– Ten rząd przeprowadzi nasz kraj przez kluczowe negocjacje w sprawie Brexitu, które zaczynają się za 10 dni, i zrealizuje wolę narodu, wyprowadzając Wielką Brytanię z Unii Europejskiej – zapowiedziała May.

PAP/JN

Czarnecki: Klęska Theresy May pokazała, ile można stracić na przedterminowych wyborach. Polska powinna wyciągnąć wnioski

Gościem Poranka Wnet był europoseł PiS Ryszard Czarnecki. Głównym tematem rozmowy były przedterminowe wybory w Wielkiej Brytanii, w których żadna z partii nie uzyskała samodzielnej większości.

 

Ryszard Czarnecki powiedział, że przedterminowe wybory parlamentarne są klęską premier Theresy May.

– Rządząca dotychczas Partia Konserwatywna straciła kilkanaście mandatów, a Partia Pracy zyskała ich około 30 – podkreślił.

[related id=”23782″]

Istnieje prawdopodobieństwo, że w Wielkiej Brytanii powstanie parlament, w którym żadna z partii nie będzie mieć samodzielnej większości.

Ryszard Czarnecki zasugerował, że los dotychczasowej premier Theresy May nie jest jasny:
-Formalnie wybory wygrała Partia Pracy, więc Theresa May otrzyma misje zwołania rządu i jest pytanie, czy uzyska większość głosów.

Decyzja o zwołaniu przedterminowych wyborów parlamentarnych znacząco obniżyła stabilność polityczną Wielkiej Brytanii, a tym samym jej pozycję negocjacyjną w sprawie Brexitu. Zdaniem europosła Czarneckiego taka sytuacja stwarza szanse na uzyskanie przez Unię Europejską „wielu rzeczy”, m.in. lepszych warunków dla obywateli krajów Unii mieszkając na Wyspach, w tym dla licznej grupy Polaków.

Na zakończenie rozmowy Ryszard Czarnecki powiedział, iż przykład Wielkiej Brytanii pokazuje, że decyzje o przedterminowych wyborach trzeba podejmować bardzo ostrożnie, nawet kiedy ma się zdecydowaną przewagę. Może się bowiem okazać, „że ta przewaga bardzo szybko topnieje. Polska powinna wyciągnąć wnioski z wyborów w Wielkiej Brytanii”.

JN

 

Ostatnie sondaże w Wielkiej Brytanii wskazują na zwycięstwo Partii Konserwatywnej

Według większości sondaży premier Theresa May może spodziewać się zachowania stanowiska i powiększenia samodzielnej większości torysów w Izbie Gmin – obecnie wynosi ona 17 mandatów.

Na zwycięstwo Partii Konserwatywnej – z przewagą od niespełna jednego do 13 punktów procentowych nad opozycyjną Partią Pracy – wskazują najnowsze badania opinii publicznej, przeprowadzone na dzień przed czwartkowymi wyborami parlamentarnymi.

Na największą przewagę Partii Konserwatywnej wskazuje badanie BCG – 13 pp., ICM dla dziennika „The Guardian” – 12 pp. oraz ComRes – 10 pp.; na najmniejszą – Surveymonkey dla „The Sun” – 4 pp. i Survation – 0,9 pp. Przewidywana przez pracownie średnia przewaga wynosi niespełna 8 pp.

Opozycyjna Partia Pracy może według sondaży liczyć na wyższy wynik niż w 2015 roku. Średnia wskazuje na 35,1 proc. głosów w porównaniu do 30,4 proc. zdobytych przez ugrupowanie Jeremy’ego Corbyna w poprzednich wyborach. Jeśli – jak sugerują badania – laburzyści jednocześnie stracą część ze swoich 229 mandatów w Izbie Gmin (ze względu na nierówną dystrybucję w 650 okręgach jednomandatowych), wysokie poparcie w skali kraju może, paradoksalnie, pomóc liderowi Partii Pracy w odpieraniu wewnątrzpartyjnej krytyki i wezwań do ustąpienia ze stanowiska szefa ugrupowania.

Według obliczeń Electoral Calculus, który uwzględniając tzw. uniform swing, czyli równomierną zmianę opinii wyborców w skali całego kraju, przelicza sondaże na liczbę zdobytych mandatów, Partia Konserwatywna powinna uzyskać samodzielną większość wyrażającą się liczbą co najmniej 18, a w najlepszym wypadku nawet 96 posłów.

Wyjątkiem jest jedynie badanie Survation przewidujące ryzyko tzw. zawieszonego parlamentu, w którym żadna z partii nie ma samodzielnej większości. Przy wykorzystaniu modelu Electoral Calculus, rządzącym dotychczas torysom mogłoby zabraknąć dosłownie kilku mandatów do samodzielnych rządów.
[related id=”23139″ side=”left”]

W ostatnich dniach przed kampanią część sondażowni sugerowała, że pod wpływem rekordowej frekwencji wśród najmłodszych wyborców Partia Pracy mogłaby osiągnąć niespodziewanie wysoki wynik, który doprowadziłby do powstania właśnie „zawieszonego parlamentu”.

O ile Survation – spodziewając się 82 proc. frekwencji wśród wyborców w wieku od 18 lat do 24 lat – przyjęło taki scenariusz, o tyle druga z pracowni – YouGov  – w swym ostatnim sondażu wskazała na siedmiopunktowe zwycięstwo Partii Konserwatywnej, komfortowe dla tej ostatniej, i powiększenie obecnej większości parlamentarnej torysów.

Historycznie najmłodsi wyborcy (18-24 l.) byli grupą, która dotychczas najczęściej zostawała w domu: w 2015 roku zaledwie 44 proc. osób z tej grupy zagłosowało w wyborach. Dla porównania grupa osób powyżej 65. roku życia, która w zdecydowanej większości popiera Partię Konserwatywną, stawiła się przy urnach, osiągając wysoki wskaźnik frekwencji – 78 proc.

Radykalnie lewicowe postulaty lidera Partii Pracy Jeremy’ego Corbyna zmobilizowały duże grupy najmłodszego elektoratu, a jego ugrupowanie może pochwalić się dziś rekordowo wysoką liczbą członków. Pozyskano ich w dużej mierze dzięki zaangażowaniu młodych aktywistów. W trakcie kampanii wyborczej prowadzono również wiele działań zorientowanych na tę grupę społeczną i wiekową. Miały one na celu zmobilizowanie młodych wyborców do wpisania się na listy wyborców i wzięcia udziału w głosowaniu 8 czerwca.

„Różnica w preferencjach politycznych w zależności od wieku jest bardzo istotna i zwiększyła się w toku tej kampanii” – przyznał w rozmowie z PAP główny ekspert BBC i profesor z University of Strathclyde w Glasgow John Curtice. Jak wskazał, według sondaży Partia Pracy może liczyć na poparcie dwóch trzecich wyborców do 24. roku życia, a Partia Konserwatywna na poparcie dwóch trzecich wyborców powyżej 65. roku życia.

„Pytanie brzmi: czy postawić na wyborców w wieku 18-24 lata, którzy dotychczas nie stawiali się przy urnach, ale teraz przyczynili się do wzrostu poparcia dla Partii Pracy w sondażach, czy też stawiać raczej na tych powyżej 60. roku życia, w tym byłych sympatyków Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP), którzy w ciągu ostatnich trzech-czterech lat prowadzili debatę polityczną w kraju, biorąc udział w każdym głosowaniu?” – ocenił Matthew Goodwin z University of Kent.

Curtice podkreślił w swej wypowiedzi, że kluczową kwestią w tych wyborach jest „nie tylko to, kto wygra, ale jak wygra”. Jak zaznaczył, premier Theresa May ogłosiła przedterminowe wybory w celu uzyskania „wyraźnej” samodzielnej większości, a średnia sondaży wskazująca na około dziewięciopunktowe zwycięstwo nad Partią Pracy przełożyłaby się w przypadku równomiernej zmiany nastrojów na samodzielną większość ok. 32-40 mandatów.

Jak ocenił, mogłoby to być postrzegane jako „niepowodzenie misji” premier May, biorąc pod uwagę fakt, że w momencie ogłoszenia wyborów przewaga konserwatystów sięgała nawet 20 punktów procentowych, co pozwoliłoby na uzyskanie ponad 120-mandatowej większości.

„W normalnych okolicznościach większość 40 mandatów sprawiłaby, że liderzy danego ugrupowania byliby bardzo zadowoleni. Pozwoliłoby im to na spokojne przejście przez całą kadencję. Ale ona [May – PAP] zdecydowała się na wybory, licząc na olbrzymią przewagę, więc będziemy ją oceniać według innych standardów” – dodał Curtice.[related id=”23069″]

Psefolog zastrzegł jednocześnie, że choć wszystkie firmy badawcze zmieniły modele, które w 2015 roku mylnie przewidziały wyniki wyborów, błędnie wskazując na „zawieszony parlament”, chociaż Partia Konserwatywna odniosła w tamtych wyborach zdecydowane zwycięstwo, nadal nie należy traktować sondaży jako nieomylnych.

„Wiemy, że torysom spada poparcie, ale nie wiemy jak bardzo” – przyznał, zwracając również uwagę na trudność przełożenia poparcia na poziomie krajowym na wyniki w 650 okręgach jednomandatowych.

Z kolei Goodwin zaznaczył, że gdyby sondażownie się pomyliły, a torysom nie udało się uzyskać nawet samodzielnej większości, „byłaby to kompletna porażka May i skutkowałaby jej dymisją […] najprawdopodobniej następnego dnia”.

Według bukmacherów samodzielna większość Partii Konserwatywnej jest niemal niezagrożona. Również prognozy przygotowane przez najważniejszych politologów, psefologów i socjologów z najważniejszych brytyjskich uniwersytetów wskazują na zdecydowane zwycięstwo Partii Konserwatywnej: średnia dziewięciu modeli przygotowana przez Simona Hixa z London School of Economics wskazała na możliwość uzyskania przez torysów samodzielnej większości 67 mandatów.

W czwartek Brytyjczycy będą wybierali posłów spośród ponad 3,3 tys. kandydatów w 650 okręgach jednomandatowych. Lokale wyborcze otworzą się o 7.00 czasu lokalnego (8.00 czasu polskiego), a zostaną zamknięte o godz. 22.00 czasu lokalnego (23.00 czasu polskiego). Po zamknięciu lokali wyborczych ogłoszony zostanie wynik wspólnego sondażu exit poll dla telewizji BBC, ITV i Sky News.

Liczenie głosów rozpocznie się natychmiast po zamknięciu lokali wyborczych. Pełne wyniki będą znane w piątek rano.

PAP/LK