Polityczną poprawnością od początku jej istnienia rządzi absurd / Piotr Sutowicz, „Kurier WNET” nr 82/2021

Jak w szachach do pojęć nienormalnych należy już zwrot „biały bije czarnego”, a sytuacja odwrotna na razie jest dopuszczona – tak w życiu określenie czegoś jego normalnym mianem staje się niewłaściwe.

Piotr Sutowicz

Polityczna poprawność jako skrajna forma rasizmu

Ludziom i środowiskom dążącym do afirmacji odmienności seksualnej, walczącym, jak im się wydaje, z kulturowymi przejawami różnicowania ras, dostrzeganiem różnic płciowych czy podkreślaniem faktu istnienia konkretnych narodów – czyli wprowadzającym coś, co najogólniej mówiąc, nazywamy polityczną poprawnością – chyba przez myśl nie przejdzie, że w ten sposób sami wpuszczają do obiegu publicznego rasizm oraz mogą przyczyniać się do tworzenia nowych linii podziału społecznego.

Wszystko to jest dość skomplikowaną operacją na żywych organizmach społecznych, która z jednej strony może zakończyć się pełną pacyfikacją na obszarze języka i odczuć, ale z drugiej może prowadzić do nieoczekiwanych skutków także tu, gdzie na razie nikt o żadnym rasizmie, seksizmie, homofobii i im podobnych nie słyszał i nie ma pojęcia, że do zjawisk tych trzeba się jakoś ustosunkowywać, a do tego w określony sposób, bo inaczej popełnia się „zbrodnio-myśl”, która już jest albo za chwilkę będzie po prostu penalizowana. Bywa i tak, że nawet zwolennicy postępów postępu gubią się w owych zawiłościach językowych i, jak to zwykle w rewolucjach bywa, są przez nie po prostu „zjadani”, czego przykładów rzeczywistość dostarcza nam aż nadto.

„Antysemityzmu w Polsce nie ma, jest tylko w prasie polskiej”

Powyższe słowa odpowiedział Stefan Kardynał Wyszyński, wracając z podróży do Włoch w czerwcu 1957 roku, na stosowne zapytanie izraelskiego dziennikarza. Wydaje się, że znaczenie tej odpowiedzi znacznie wykracza poza czas i przestrzeń, w których padła.

Dziś również to media i kultura kreują społeczne nastroje – poprzez gazety i środki społecznego przekazu można wpływać na opinię społeczną, jak też sugerować zagranicy, co się w danym kraju myśli nawet wtedy, kiedy nie ma to nic wspólnego z rzeczywistością. Na tym polega wojna informacyjna – żeby pokonać przeciwnika, trzeba go zohydzić.

Historia od czasów starożytnych pełna jest dowodów na potwierdzenie tej tezy. Media, bez względu na czas i swoją formę, zawsze pełniły rolę ośrodka siły, niekiedy bardziej znaczącego niż siły zbrojne. Pod tym względem dziś jest to chyba jeszcze bardziej oczywiste.

Jeśli wobec świata mamy być antysemitami, to będziemy bez względu na to, co – jako zbiorowość – rzeczywiście o rasie semickiej myślimy. Inna sprawa, że skrajna, posunięta do granic absurdu afirmacja czegokolwiek, połączona z negatywną propagandą jakiegokolwiek innego punktu widzenia lub obojętności w danej sprawie, wywołuje odruch obronny, a wtedy te same media mogą z radością powiedzieć: „a nie mówiliśmy?!”.

Prymas Wyszyński wiedział, na co obliczone są artykuły w prasie polskiej. Wówczas cel był taki sam jak teraz: trzeba było światu pokazać, że Polacy to antysemici, którym antysemityzm z głów mogą wybić jedynie rządy silnej ręki, jaką miała władza komunistyczna. Był to oryginalny sposób na legitymizację komunizmu. Odnoszę wrażenie, że w tej kwestii, tak jak w wielu innych, historia zatoczyła koło. W kraju, gdzie mniejszość żydowska stanowi znikomy procent ogółu ludności, w mediach czyni się z wewnętrznych relacji polsko-żydowskich problem pierwszorzędny, ponieważ zatargów współczesnych między tymi nacjami nie ma, bo też i nie ma ich jak wywołać. Nie ma przecież dla kogo tworzyć gett ławkowych ani wzywać klientów sklepów spożywczych, by nie kupowali „u żyda”. Spór przenosi się na obszar historii, to tu wytwarza się określoną narrację, wymagając powszechnej co do niej zgody, nawet gdyby była niezgodna z obiektywną prawdą historyczną. Choć w relacjach polsko-żydowskich czy ogólnie polsko-izraelskich istnieje wiele problemów, w tym również finansowy, nie można zapominać o tym, że w tle czai się też narracja politycznej poprawności. Jak za wielu innymi zagadnieniami, tak i za tym stoi światowa lewica, która kwestię żydowską będzie wykorzystywać dopóty, dopóki jej to będzie na rękę.

W każdym razie od czasów wypowiedzianych przez Prymasa słów antysemityzm w polskiej prasie ma się dobrze, a nawet znacznie się rozprzestrzenił, a to dopiero początek swoistej góry lodowej, za którą czai się współczesna walka klas, której jedną z broni jest rasizm.

Bohaterowie seriali

Przedmiotem memów – prześmiewczych dla jednych, a obraźliwych dla innych – stały się grafiki przedstawiające osoby o ciemnej karnacji w roli postaci historycznych w serialach kręconych przez globalne koncerny filmowe mające kolosalny wpływ na kulturę i świadomość historyczną. Ogólnie mówiąc, jakąkolwiek bzdurę by one nakręciły, ta staje się „faktycznym faktem” w odniesieniu do historii. Oto – czy to w formie żartu, czy może całkiem poważnie – przedstawia się na owych memach czarnoskórą Elżbietę I, Annę Boleyn, Henryka VIII, a kiedyś widziałem też czarnoskórego aktora ubranego w mundur marszałka Mannerheima – nieświadomym wyjaśnię – antykomunistycznego i antysowieckiego przywódcy Finlandii z czasów przedwojennych oraz z okresu II wojny światowej.

Byli tacy, którzy stylizowali podobne obrazki z Hitlerem. W internecie chyba jest tego sporo i można sobie pooglądać. Ktoś powie, że w niektórych wypadkach przekroczono granicę dobrego smaku. Zgadzam się, tyle że winni są sobie sami twórcy takich koncepcji, według których rasowe i różne inne limity w produkcjach filmowych mają obowiązywać bez względu na obiektywną logikę. Jeżeli do tego dodamy operację językową, w wyniku której mamy porzucić używany do tej pory zasób słów określających np. człowieka czarnoskórego, to widzimy, jak bardzo stajemy się ofiarami nowej, skrajnej formy poprawności politycznej, która zjada własny ogon.

I tak na przykład człowiek czarnoskóry nie może być nazwany „Murzynem”, co w naszym języku i kulturze nie miało żadnej negatywnej konotacji. Zdaje się zresztą, że wielu moich rodaków mimo nie-czarnego ani nawet ciemnego koloru skóry nosi takie nazwisko. Nie wiem, czy reformatorzy języka nie będą musieli interweniować; w każdym razie to pokazuje, że mamy do czynienia z silnym zakorzenieniem rzeczonego słowa w naszej kulturze i używającym go nie przychodziło do głowy, że ma to coś wspólnego z rasizmem, dyskryminacją czy wykluczaniem kogoś właśnie za kolor skóry.

Przykładowo, nie można posądzić o rasizm Juliana Tuwima, który w wierszyku o Murzynku Bambo opisał wymyślone przygody wyimaginowanego głównego bohatera. Całe pokolenia czytających ów wierszyk dzieci cieszyły się i bawiły przy jego wesołych zwrotkach i jeżeli ktoś tu jest rasistą, to ci, którzy ów wierszyk piętnują właśnie za ową wesołość.

W ten oto sposób rasizm przestaje być domeną nacjonalistycznej prawicy, w końcu Tuwim to… nie wiem, czy wolno o tym pisać.

Wspomniałem o Polakach noszących nazwisko „Murzyn”. Nie wiem, jakie są plany lewicy względem nich, czy muszą zmienić je na „Afroamerykanin”? Ale co mają zrobić ci czarnoskórzy, którzy nie dają się do tej grupy zaliczyć? Co z Polakami mającymi ciemną, a nawet czarną karnację? W Europie kiedyś sprawa była jasna: ustawodawstwo np. III Rzeszy ustalało, kto może być Niemcem, chociaż akurat ciemnoskórzy nie byli objęci ustawami norymberskimi i niektórzy funkcjonariusze tego państwa nie bardzo wiedzieli, co robić z ludźmi o odmiennej karnacji, którzy urodzili się w Niemczech, mówili po niemiecku, a do tego przesiąknięci byli niemiecką kulturą. Wspomnienia niektórych z nich pokazują, że bywało różnie, ale to już didaskalia. W Polsce tak nie było i nie jest.

Polakiem jest się, bo się jest i żaden lewicowiec nie ma moralnego prawa określać kogoś mianem Afroamerykanina, jeśli do tej zbitki słownej ten ktoś się nie poczuwa i jej sobie nie życzy, gdy tenże ktoś nie jest ani Amerykaninem, ani nawet Afrykaninem, lecz Polakiem.

Choć z drugiej strony to, kto skąd pochodzi, nie ma nijakiego znaczenia w prawie do bycia Polakiem – po prostu na tym polega nasza tożsamość. Tak więc prowadzone w tym względzie dziwaczne prace polityczno-językowe, które nie są niczym innym, jak przedłużeniem tego, co dzieje się na Zachodzie, prowadzą jedynie do stygmatyzacji ludzi o różnym kolorze skóry czy reprezentujących rasę odmienną niż indoeuropejska. Są to działania całkowicie szkodliwe i zmierzające do zakłócenia pokoju społecznego. Tożsamości narodowej po prostu nie można zamknąć w ramach rasy; w ten sposób ewidentnie naruszamy prawa przyrodzone osoby ludzkiej.

Idąc tym tropem…

Do czego ma prowadzić wykorzystywanie kwestii rasowej i im pokrewnych w debacie publicznej? Najpierw oczywiście do przebudowy najpierw języka, a potem mentalności. Wszyscy mielibyśmy zmienić swoje podejście do przeszłości, by teraźniejszość oraz przyszłość budować na nowych podstawach. Jeżeli Sienkiewicz pisząc W pustyni i w puszczy był rasistą, choć być może o tym nawet nie wiedział, to oznacza, że takie łatki można teraz przypiąć każdemu, kto okaże się niewygodny dla współczesnych interpretatorów wpływu przeszłości na teraźniejszość. Wpływ tego pisarza na pokolenia Polaków był ogromny.

Jeżeli teraz Sienkiewicza się odpowiednio zbezcześci, to ten, kto przyzna, że „Quo vadis” to dobra książka i czytając ją coś zrozumiał i czegoś się nauczył, ściągnie na siebie odpowiednie konsekwencje. Tym bardziej spotka to tego, kto zapragnie lekturę Sienkiewicza uzupełnić np. o książki Teodora Jeske-Choińskiego, które, jeśli chodzi o antyk, były lepiej osadzone w realiach epoki niż naszego noblisty, choć ich autor to dopiero chodząca niepoprawność polityczna swoich czasów.

Każde dzieło kultury z przeszłości można zrzucić z piedestału, by na nim postawić cokolwiek lub nic. Kwestia rasowa, podobnie jak antysemityzm, jest tylko narzędziem przydatnym lewicy do dekonstruowania życia społecznego.

Jest więc polityczna poprawność niczym innym, jak rasizmem zwielokrotnionym, doprowadzonym do granic obłędu, który każe patrzeć na ludzi przez pryzmat okularów świata, w którym rządzi trybalizm, swoista mentalność plemienna.

Możemy się ponazywać wzajemnie jak najmniej pejoratywnie, jak najbardziej poprawnie i choćby daleko nieprawdziwie, a nienawiść, jaką się w ten sposób wywoła, będzie historycznym zwrotem o kilkaset lat w tył, odrzuceniem dorobku humanistycznego wielu pokoleń ludzi, którzy pchali ten świat do przodu. Wprowadzi nas to w świat zawiści bardzo podłego autoramentu.

Oczywiście świat współczesny dysponuje znacznie szerszym asortymentem zasobów, którymi się w celu dekonstrukcji posługuje. Oto stoimy przed wyzwaniem stawianym nam przez niektóre media czy polityków: jak mamy nazywać osobę rodzącą dziecko i będącą tym samym jego matką, skoro różnice między płciami są jedynie kwestią wytworów kultury, zresztą patriarchalnej. Nie jest więc matka kobietą, a tym samym może i bycie matką jest jedynie kwestią post-opresyjnej kultury mężczyzn, którzy poprzez słowa próbują zachować dominację nad światem?

Zresztą bycie mężczyzną też nie jest wcale takie oczywiste, przecież to nie narządy płciowe decydują o tym, kim się jest. W tym wypadku mamy do czynienia ze stanem dokładnie odwrotnym jak w kwestii przynależności do narodu: tam, gdzie powinna decydować wola, człowiek ma być determinowany przez rasę, a gdzie biologia zdaje się mieć znaczenie pierwszorzędne, ma decydować wybór.

Polityczną poprawnością rządzi absurd i zdaje się, że towarzyszy on temu kierunkowi działań cały czas. Dekonstrukcja i trybalizacja świata Zachodu zdaje się brnąć niepowstrzymanie do przodu, szkoda tylko, że tenże Zachód nie poprzestaje na sobie, lecz w swoje spory i interpretacje wpycha nas.

Parytety prawa i… znowu rasizm

Rasizm niby powinien być rozpatrywany jedynie w odniesieniu do kwestii rasowych, ale skoro jego pole oddziaływania jest ogólnospołeczne, to i rozpatrywać go trzeba w bardzo szerokim kontekście aberracji cywilizacyjnych. W popkulturze ważne jest, by zachowane były parytety czarnych w stosunku do białych, kobiet do mężczyzn, homoseksualistów do osób heteroseksualnych itd.

Co zrobić wszakże w sytuacji, w której osoba czarnoskóra oskarży transwestytę o rasizm, a ta z kolei odwdzięczy się podobnym zarzutem o seksizm albo o coś podobnego? Należałoby grupy, które mogą się choćby przypadkiem antagonizować, odseparować od siebie. Trzeba więc przeprowadzić bardzo szczegółową segregację rasowo-płciowo-mentalną, jednym słowem – rozbić społeczeństwo, a komunikację wewnętrzną ograniczyć jedynie do maksymalnie krótkich komunikatów niezbędnych we wzajemnym funkcjonowaniu. Pragnę jednocześnie zauważyć, że na możliwość zaistnienia wszystkich przedstawionych przez mnie sporów znajdę w tzw. sieci dowody, więc proszę nie mówić, że wyabstrahowałem sobie jakiś kosmos. A wracając do segregacji, ta z kolei może spotkać się z zarzutem, że prowadzi do gettyzacji poszczególnych grup, a więc też jest niedopuszczalna.

Najogólniej rzecz biorąc, wydaje się, że jedynym sposobem na rozwiązanie wszystkich tych kwestii byłby powrót do normalności. Ale do tego na razie droga wydaje się daleka. A więc witajmy w czasach post-demokratycznego rasizmu, wykluczenia jednych przez drugich i walki plemion, z której nie wiadomo, co się ostatecznie wyłoni.

Normalność

Gdybym kierował się polityczną poprawnością, to można powiedzieć, że zapętliłem się w swym pisaniu, a w rzeczywistości popełniłem kolejną zbrodnio-myśl. W świecie mającym się wyłonić samo pojęcie normalności jest bowiem nienormalne. Tak się składa, że ono też jest wykluczające w odniesieniu do nienormalności, czymkolwiek ona jest. Jak w grze w szachy do pojęć nienormalnych należy już zwrot „biały bije czarnego”, a sytuacja odwrotna na razie jest dopuszczona – tak w życiu określenie czegoś jego normalnym do dziś dnia mianem staje się co najmniej niewłaściwe.

Na razie gubią się w tym wszystkim zwykli ludzie i algorytmy, które rządzą rzekomo światem. Choć nie czarujmy się – zwrot ten jest o tyle nieprawdziwy, że za każdym programem i botem komputerowym stoją ludzie, za nimi kryją się kolejni i tak dalej.

Cały ten opłakany stan rzeczy, jaki się z owej wojny mentalno-językowej wyłania, jest wynikiem myśli i działań ludzi, których celem jest wykluczenie cyfrowe innych ludzi. To, że na razie dużo jest tu przypadkowości, jak w owym szachowym zwrocie, który gdzieś tam jakieś boty uznały za sformułowanie rasistowskie, to jedno. To, że mogliśmy dzięki temu zobaczyć, jak daleko sięga władza władców internetu, to drugie. Nie mam dobrego pomysłu na to, co w tej sytuacji robić. Na pewno nie poddawać się politycznej poprawności, dopóki się da, a po drugie mieć nadzieję, że świat nie jest jednobiegunowy.

Artykuł Piotra Sutowicza pt. „Polityczna poprawność jako skrajna postać rasizmu” znajduje się na s. 9 kwietniowego „Kuriera WNET” nr 82/2021.

 


  • Kwietniowy numer „Kuriera WNET” (wydanie ogólnopolskie, śląskie i wielkopolskie wspólnie) można nabyć kioskach sieci RUCH, Garmond Press i Kolporter oraz w Empikach w cenie 9 zł.
  • Wydanie elektroniczne jest dostępne w cenie 7,9 zł pod adresami: egazety.pl, nexto.pl lub e-kiosk.pl. Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.
Artykuł Piotra Sutowicza pt. „Polityczna poprawność jako skrajna postać rasizmu” na s. 9 kwietniowego „Kuriera WNET” nr 82/2021

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Poczobut: propaganda Łukaszenki oskarża Polskę o to, że jest hieną Europy

Andrzej Poczobut o wtorkowym aresztowaniu Andżeliki Borys, kampanii antypolskiej na Białorusi i zwolennikach Łukaszenki.

Formalnym powodem do aresztowania pani prezes stał się Jarmark Kaziukowy, który władze tym razem postanowiły potraktować jako nielegalną imprezę.

Andrzej Poczobut przybliża kulisy aresztowania prezes uznawanego przez Polskę zarządu Związku Polaków na Białorusi. Za zorganizowanie nielegalnej imprezy Andżelice Borys grozi do 15 dni aresztu. Obecnie przebywa w areszcie tymczasowym. Jest to element nasilonej antypolskiej kampanii na Białorusi.

Polska jest oskarżana o to, że jest hieną Europy, chce zmienić granice i wykorzystać mniejszość polską, aby wprowadzić wojsko.

Poczobut przypomina, że  wojsko białoruskie zostało postawione w  gotowość bojową. Pokazuje to determinację białoruskiego prezydenta.

Jest około 20 proc. zwolenników Łukaszenki w społeczeństwie i oni wierzą w tę propagandę.

W narracji Łukaszenki wrogiem są Polska i Polacy. Poczobut wskazuje, że Związek Polaków na Białorusi wiele już zdążył przejść.

Jest przekonanie większości społeczeństwa, że z Aleksandrem Łukaszenką nie ma przyszłości.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

[Portal WNET.fm] Romaszewska o stosunku UE do Rosji: to przypomina spokojne rozmowy z bandytą. Wśród elit nie ma odwagi

O kompromitacji szefa unijnej dyplomacji, sprawie Aleksieja Nawalnego, stosunku Unii Europejskiej do Rosji oraz sytuacji w rosyjskiej opozycji red. Anna Nartowska rozmawiała z Agnieszką Romaszewską.

Anna Nartowska.: W minionym tygodniu Siergiej Ławrow otwarcie poniżył szefa unijnej dyplomacji Josepa Borella podczas jego wizyty w Rosji. Na wspólnej konferencji prasowej Ławrow poinformował o wydaleniu trzech europejskich dyplomatów, w tym jednego pochodzącego z Polski. Jak w tym kontekście ocenia Pani zdolność unijnych elit do reakcji na to, co dzieje się w Rosji, także w kontekście sprawy aresztowania Aleksieja Nawalnego?

Agnieszka Romaszewska.: Unia Europejska ma wiele instrumentów, by działać w tym zakresie, ale musi mieć jeszcze wolę i odwagę, by je wykorzystać. Zostało tu jednak przejawione coś zupełnie odwrotnego. Pokazano brak woli i charakteru. Ławrow powiedział, że Unia Europejska nie jest solidnym partnerem, na co odpowiedziano mu grzecznie, że nikt nie będzie tego komentować. To tak, jakby uprzejmie rozmawiać z bandytą. Efekty takiego działania mogą być różne. Jeśli to ma pójść w tym kierunku, to może być nie najlepiej. Ogromna część możliwości, jakie może wykorzystać UE, to kwestie finansowe i gospodarcze. Wiele relacji gospodarczych kończy się w Unii Europejskiej, również bezpośrednie interesy Putina, jego przyjaciół i oligarchów splatają się właśnie tam. Bez większej trudności można te powiązania wykryć i poważnie im zaszkodzić, zyskać tym samym wpływ na przeciwnika. Pytanie brzmi czy jest na pewno taka wola. Wolę z pewnością prezentują kraje Europy Środkowo-Wschodniej, czyli Polska i Litwa, częściowo Łotwa, choć z tą ostatnią bywa z nią różnie. Z pewnością można znaleźć w UE jakieś kraje, które są zainteresowane wykazaniem twardego stanowiska wobec Rosji, ale wygląda na to, że główne państwa europejskie takie jak Niemcy, Francja czy Włochy, nie są na to przygotowane.

A.N.: Jak w tej sprawie powinna zachować się Polska? Czy dotychczasowe działania są wystarczające?

A.R.: Jak rozumiem zabiegamy o to, by sankcje były wzmacniane. Chociażby nasza walka przeciwko Nord Stream 2 jest takim symbolicznym i praktycznym działaniem. Walczymy o to od wielu lat. Polskie stanowisko jest więc chyba dosyć widoczne.

A.N.: Co dalej z Aleksiejem Nawalnym. Czy jest jakaś szansa na poprawę jego sytuacji?

A.R.: To zależy bardziej od samych obywateli Rosji niż od czynników zewnętrznych. Od zewnętrznego nacisku też oczywiście zależy wiele, ale niezwykle znacząca będzie wewnętrzna sytuacja w Rosji, także ta gospodarcza. Położenie Nawalnego może też zależeć od poziomu niezadowolenia społecznego i od tego, jak będą przebiegać dalsze protesty, czy będą kontynuowane. Okazało się, że druga sobota manifestacji była bardziej masowa niż pierwsza. Muszę przyznać, że to dla mnie zaskoczenie. Początkowe wystąpienia były brutalnie tłumione, stosowano wyraźnie model białoruski. Myślałam, że ludzie się zniechęcą. Jest jednak istotna grupa w wielu miejscach Rosji, która ma dosyć tego kleptokratycznego systemu. Zwykły prosty Rosjanin, mieszkający na dalekiej prowincji wie, że nie ma żadnego wpływu na swój kraj ani nawet na swoje życie codzienne. Jest na łasce lub niełasce miejscowego oligarchy, który ma lokalny zakład, a ponieważ w Rosji prawo specjalnie nie działa, to oligarcha może z nim zrobić, co chce. Jednocześnie jednak w dzisiejszych czasach jest Internet i młodzi mają różne pomysły, chcą naśladować wolny świat. Mają większe oczekiwania niż ich rodzice. To poważny dysonans i trzeba go czymś zaspokoić i to nie tylko wśród młodej moskiewskiej inteligencji, bo ci młodzi ludzie mieszkają w Nowosybirsku, Tomsku, Kazaniu, Krasnojarsku i Władywostoku. Nie bardzo wiadomo, co może zaoferować im Putin. Dotychczas były to nowe wojny albo kolejne zwycięstwa, które powodowały, że można wypiąć pierś i powiedzieć: jesteśmy obywatelami mocarstwa. To była stała metoda, którą działał Putin, czyli oddziaływał na te głęboko zakorzenione imperialne obszary mentalności rosyjskiej. Zmieniły się jednak wzorce konsumpcji i młode pokolenie funkcjonuje już inaczej. Trudno powiedzieć, co ono ma w głowach – z jednej strony elementy postsowietyzmu, elementy tej imperialnej dumy, a z drugiej wzorce napływające z Zachodu. Jaki będzie to miało wpływ na władztwo Putina i sytuację polityczną w samej Rosji trudno dziś powiedzieć.

A.N.: Protesty w Rosji mają raczej oddolny charakter. Jak w tej sytuacji zachowuje się rosyjska opozycja i co można powiedzieć o jej kondycji?

A.R.: Kondycja opozycji rosyjskiej w ostatnich latach jest bardzo słaba, bo oderwała się od mas. Charakterystyczną cechą Nawalnego było to, że on bardzo intensywnie jeździł po całej Rosji. Rzeczywiście posiadał wiele ogniw terenowych. W tym sensie niejako wszedł w Rosję. To nie była hermetyczna grupa inteligentów w Moskwie i Petersburgu. Środowisko się rozszerzało. Pozostałej części opozycji brakowało kontaktu ze społeczeństwem. To jeszcze od czasów carskich tak jest, że ta grupa czysto oświecona, mająca często ciekawe idee, słabo dzieli je z ludem, bo nie ma komunikacji pomiędzy jednymi i drugimi. To zawsze było dobrze widać w więzieniach i łagrach sowieckich. Więzień polityczny był pariasem tępionym przez urków, czyli więźniów kryminalnych, popieranych przez administrację więzienną. Konflikt podsycano, bo był metodą utrzymania w ryzach. Więźniowie polityczni nigdy nie mogli nadawać tonu. Jak się obserwuje polską historię opozycji, to sytuacja była inna. Więzień polityczny nie był kimś gorszym.

A.N.: Czy Aleksiej Nawalny może odegrać jeszcze jakąś rolę w rosyjskiej polityce?

A.R.: On nadal odgrywa rolę. Jego przykład odgrywa rolę. Wykazał się niebywałą postawą, która zdarza się rzadko i wywołuje, a przynajmniej powinna wywoływać, szacunek nawet w dzisiejszym świecie. To postawa człowieka, który ryzykuje własne życie. Przecież długo dochodził do zdrowia, po czym sam oddał się w łapy Putina i nikt go do tego nie zmuszał, choć wiedział, że ryzykuje bardzo dużo. Zdawał sobie sprawę, że zostając na emigracji, wykonuje życzenie przeciwnika i oprawcy. W ten sposób przestałby istnieć, a o to chodzi Putinowi. Na Zachodzie miałby ograniczone możliwości działania, a będąc w Rosji, nawet w więzieniu, jest dla Putina bardzo niewygodny i stanowi wrzód na jego systemie.

A.N.: Zdarzają się obecnie głosy studzące zapał ku temu, by występować w obronie Nawalnego, bo reprezentuje on wielkorosyjskie i szowinistyczne poglądy. Niektórzy wskazują, że gdyby doszedł do władzy, byłby gorszy od Putina. Zgadza się Pani z tym?

A.R.: Jestem ostrożna w takim gdybaniu. Szansa, że Nawalny w ogóle obejmie władzę, zwłaszcza w najbliższej perspektywie, jest niewielka. Teraz w ogóle nie wiadomo, czy wyjdzie z tego cały. Niemniej, w tej chwili władze rosyjskie w takiej formule, w jakiej występują, są bardzo poważnym zagrożeniem, zarówno dla sąsiadów i pokoju w Regionie, ale także dla świata, a w końcu dla samych Rosjan. Zakładając, że władzy po Putinie nie objąłby sam Stalin, to właściwie każdy rząd, który przyjdzie, będzie lepszy. Trzeba sobie jednak uświadomić, że pod żadnym rządem Rosja nie zamieni się w zbiorowisko aniołów. Większość scenariuszy będzie  lepsza niż Putin i system kleptokracji. Jestem przekonana, że ktokolwiek dojdzie w Rosji do władzy, kto będzie chciał poprawić jej wewnętrzną sytuację, będzie musiał otworzyć ją na świat. To rodzi konieczność podjęcia wielu istotnych problemów takich jak nierozwiązany problem Donbasu, Krymu, czy tych wszystkich zamrożonych konfliktów, utrzymywanych przez Putina jako bezpiecznik swojej władzy. To są też przecież realne obciążenia finansowe, ale również poważne węzły polityczne. Dlatego też uważam, że niezależnie od tego, jakie Nawalny prezentuje poglądy, a niewątpliwie mają one coś z tych typowo wielkoruskich założeń, to jako polityk, który chce realnie mieć szansę na przejecie władzy w przyszłości i wygranie wyborów, nie może rozpoczynać swojej drogi od stwierdzenia, że właściwie to on wszystko odda. Musi mieć świadomość, że rozmawia z ludźmi, którzy mają poglądy uformowane za pomocą fałszywej propagandy. Nie może więc zacząć od tego, żeby stanąć przed nimi i powiedzieć, że zajęcie Krymu to była głupota. Popełniłby tym samym polityczne samobójstwo. Niektóre wymijające stwierdzenia Nawalnego wynikają zatem z tego, że on nie chce się narazić na ostracyzm wśród własnego narodu, do przywództwa którego poważnie aspiruje, niezależnie od tego, czy mu się to uda.

A.N.: Dziękuję za rozmowę.


Agnieszka Romaszewska – polska dziennikarka prasowa i telewizyjna, oraz pomysłodawczyni, założycielka  i dyrektorka telewizji Biełsat;

Dr Hałat o szczepieniach: ludziom proponuje się program, który nie gwarantuje bezpieczeństwa pacjentom

Czym się różni polskie i amerykańskie podejście do kwestii szczepień? Jakie mogą wystąpić skutki uboczne szczepionki? Dr Zbigniew Hałat o naciskach na lekarzy, cenzurze w mediach i propagandzie rządu.

Dr Zbigniew Hałat spogląda krytycznie na masową akcję szczepień ze względu na wiele niepożądanych reakcji na szczepionkę. Ocenia, że w Polsce panuje pogardliwy stosunek władzy do obywateli.

Już 250 tys. ludzi zostało zaszczepionych, a dopiero teraz zapowiada się rozwiązania prawne związane z ubocznymi skutkami szczepionki. Mówi, że w Stanach Zjednoczonych istnieje dokładna lista z podziałem na objawy i godziny wystąpienia, jeśli chodzi o powody do otrzymania odszkodowań.

Dr Zbigniew Hałat podkreśla, że naciski z góry wykluczają obiektywność lekarzy. Informuje, że został zablokowany na Twitterze za podanie za Reutersem informacji o 32-letniej lekarce z Meksyku, która dostała drgawek po szczepionce. Stwierdza, że

Jeśli chcemy zachować swoją rolę obrońcy wolności na świecie przynajmniej powinniśmy zachować w propagandzie państwowej powściągliwość.

Rozmówca Magdaleny Uchaniuk tłumaczy, że działania niepożądane to przede wszystkim choroby immunologiczne, a także ciężkie objawy u ludzi, którzy byli w fazie wylęgania choroby. Dodaje, iż w przypadku osób, które wcześniej szczepiły się na grypę

Są właśnie przekonania takie, że te szczepienie [na koronawirusa] może spowodować niekorzystną reakcję organizmu.

Stwierdza, że sama Światowa Organizacja Zdrowia kwestionuje przekonanie u nas propagowane jakoby zaszczepieni nie roznosili choroby. WHO oceniło, iż zaszczepieni powinni podlegać takim samym restrykcjom, jak wszyscy inni. Nasz gość wskazuje, że ozdrowieńcy też mogą roznosić wirusa.

Opowiadam się za wczesnym leczeniu wczesnych objawów.

Według lekarza skuteczniejszym sposobem walki z koronawirusem jest leczenie choroby podczas wystąpienia wczesnych objawów.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Dr Jadwiga Rogoża: Rosyjska władza umiejętnie zastrasza społeczeństwo

Jadwiga Rogoża, ekspert Ośrodka Studiów Wschodnich ds. rosyjskich, mówiła na antenie Radia Wnet o rosyjskiej recesji, pozycji Władimira Putina i kondycji rosyjskiego społeczeństwa.

Wskazując na relatywnie niewielką skalę recesji w Rosji dr Jadwiga Rogoza zauważyła, że:

W Rosji o wiele mniejszy jest sektor małych i średnich przedsiębiorstw, który na świecie stracił najwięcej. (…) W Rosji ten sektor to średnio 20 proc. PKB. (…) On bardzo ucierpiał ale gospodarka się obroniła. Spadek jest poniżej 4 procent.

Jak podkreśliła oficjalne dane nie odzwierciedlają realnej sytuacji społeczeństwa, które od lat ubożeje. 20 milionów Rosjan żyje poniżej minimum socjalnego.

Społeczeństwo traci jednak dochody. (…) Po aneksji Krymu, średnio od 2014 roku, te dochody stabilnie spadają. (…) Nie jest to pozytywny obraz.  Z jednej strony rezerwy są bardzo wysokie, państwo zgromadziło rekordowe rezerwy złotowe i walutowe. Widać dużą niechęć państwa do wydawania tych rezerw i pandemia wcale nie stała się powodem, by wspierać społeczeństwo i biznes. Mam wrażenie, że to się wiąże się  z obawami elity rządzącej, że to poduszka bezpieczeństwa.

Jadwiga Rogoża zaznaczyła również, że rosyjska władza przygotowuje sobie narzędzie, by kontrolować społeczeństwo.

Jest to władza autorytarna, która z roku na rok szykuje sobie coraz więcej instrumentów do tego, by sprawować pełną kontrolę nad społeczeństwem i represjami wymuszać posłuch i wskazuje na to nowelizacja konstytucji z tego roku, która wydłuża  potencjalne rządy Putina na dwie kolejne sześcioletnie kadencje. Z drugiej strony mamy społeczeństwo, które jest dosyć bierne ale w którym dojrzewają procesy niekorzystne dla tej władzy.

Ekspert dodaje także, że władza w Rosji wyciąga wnioski z sytuacji na Białorusi.

Sytuacja białoruska pokazała rosyjskiej władzy, że w społeczeństwie mogą gdzieś niepostrzeżenie dojrzewać zmiany, których nie widać a potem po kumulacji różnych czynników ,mogą powodować detonację niezadowolenia.

Rozmówczyni Krzysztofa Skowrońskiego nawiązuje także do rosyjskiej szczepionki przeciwko koronawirusowi. Jak zaznacza jest to element wykorzystywany propagandowo.

Rosja traktuje zbrojenia jak siłę propagandową. Podobnie jest ze szczepionką przeciwko koronawirusowi – wskazuje dr Rogoża.

Na drodze stanęła jednak bariera technologiczna.

Rosja poświęciła dużo czasu żeby pokazać, że była pierwszym krajem na świecie, który zarejestrował szczepionkę. (…)Problem był taki, że została zarejestrowana dokładnie w połowie procesu badań klinicznych , wbrew wszelkim regułom i zasadom. To był projekt propagandowy. Rzeczywistość  to weryfikuje, bo Rosja nie jest w stanie wyprodukować dużej ilości tej szczepionki. Na drodze stanęła bariera technologiczna.

Zachęcamy do wysłuchania całej rozmowy!

A.N.

 

Kto dziś walczy z rosyjską propagandą?

Wojna hybrydowa, zanim wejdzie w etap, który obserwujemy dziś na Ukrainie, rozgrywa się w przestrzeni informacyjnej. Coraz wyraźniej zdają sobie z tego sprawę rządy krajów sąsiadujących z Rosją.

W swojej książce „Rosyjska wojna hybrydowa. Lekcje dla świata” Mahda opisuje narzędzia wojny hybrydowej, jakimi posługuje się Kreml. Należą do nich dezinformacja i propaganda, ekonomia i handel z elementami korupcyjnego lobbyingu, sabotaż i „zielone ludziki”, a także „kupowanie europejskich polityków, hurtowo i detalicznie”. Na to zdaniem autora książki idą środki uzyskiwane przez Rosję ze sprzedaży ropy i gazu, gdyż „na Kremlu wolą nie polegać na jednym, choćby bardzo ważnym, polityku europejskim. Lepiej rozłożyć ryzyko i mieć wielu sprzymierzeńców politycznych – to pobudza ich wzajemną zawiść i daje gwarancję osiągnięcia pożądanych rezultatów.”

Wojna hybrydowa, zanim wejdzie w etap, który obserwujemy dziś na Ukrainie, rozgrywa się w przestrzeni informacyjnej. Coraz wyraźniej zdają sobie z tego sprawę rządy krajów sąsiadujących z Rosją, a także Unia Europejska. Nic więc dziwnego, że wspierają inicjatywy lub wręcz powołują specjalne instytucje do walki z rosyjską propagandą.

Flagowym projektem unijnym w tej dziedzinie jest EUvsDisinfo – monitoring mediów i analiza danych pod kątem przeciwdziałania dezinformacji rosyjskiej prowadzony przez Grupę Zadaniową ds. Komunikacji Strategicznej na Wschodzie (East StratCom Task Force). Grupa East StratCom składa się z 16 pełnoetatowych pracowników i działa w ramach Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych. Została utworzona w 2015 roku, aby zajmować się promocją polityki UE w krajach Partnerstwa Wschodniego i wspieraniem mediów w rozpoznawaniu fałszywych i wprowadzających w błąd informacji.

EUvsDisinfo zostało powołane w celu zwiększenia świadomości społecznej w odniesieniu do działań dezinformacyjnych. Realizuje tę misję poprzez identyfikowanie fałszywych informacji, które pojawiają się w mediach. Dzięki monitoringowi i analizie na stronie euvsdisinfo.eu codziennie dementowane są fałszywe informacje mające swój początek w prokremlowskich mediach, skąd przenikają do innych mediów i są dalej rozpowszechniane. Pięć lat takiego działania to prawie 10 tysięcy odkłamanych fake newsów.

W naszej części Europy podobną rolę spełnia projekt Stop Fake, który wpisał się do grona znaczących inicjatyw przeciwdziałających dezinformacji rosyjskiej. Twórcami tej inicjatywy, która wystartowała w marcu 2014, byli wykładowcy, absolwenci oraz studenci Mohylańskiej Szkoły Dziennikarstwa i kursu dla dziennikarzy i redaktorów Digital Future of Journalism.

Podobnie jak unijne EUvsDisinfo, Stop Fake regularnie tworzy i publikuje treści w wielu językach. Portal stopfake.org ma obecnie 13 wersji językowych, z czego 7 to języki Europy Wschodniej. Dla porównania portal euvsdisinfo.eu ma 6 wersji językowych, z tym że jest to 5 języków zachodnioeuropejskich i rosyjski. Już choćby z tego porównania widać, że stopfake.org jest skoncentrowany na odbiorcy wschodnioeuropejskim. Jest to również widoczne w doborze tematów – tematyka krajów Europy Wschodniej jest wiodąca.

Stop Fake do dziś  nie został zinstytucjonalizowany. Pomimo to portal stopfake.org działa sprawnie i ma pozycję w środowisku dziennikarskim i eksperckim oraz uznanie wśród odbiorców. Jest współtworzony przez zespoły redakcyjne z różnych krajów, które wnoszą wkład w funkcjonowanie portalu stopfake.org jako całości. Wymiana materiałów i „zasilanie” innych wersji językowych swoimi treściami (w tłumaczeniu) to standardy postępowania.

W roku 2020 do obszarów tradycyjnie narażonych na manipulację i dezinformację w kremlowskich i prokremlowskich mediach, takich jak integracja europejska czy funkcjonowanie i rozszerzenie NATO, dołączył nowy – Covid-19. Rosyjska machina propagandowa nieustannie tworzy i kolportuje fałszywe informacje na ten temat. Wykorzystuje do tego bardzo proste chwyty. Jednym z ulubionych jest przypisywanie światu zachodniemu niecnych intencji, pokazanie że wykorzystują inne narody, np. do testowania na nich swoich szczepionek.

Autor: Dorota Zielińska

Dorota Zielińska – zajmuje się działalnością międzynarodową Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich i koordynacją międzynarodowych projektów. Jest członkiem grupy eksperckiej ds. mediów internetowych Europejskiej Federacji Dziennikarzy. Publikuje na portalu sdp.pl i stopfake.org.

 

Gra idzie nie tylko o los krewnych i znajomych Królika albo Puchatka czy Prosiaczka. Tu chodzi o cały Stumilowy Las

Jak rozgrywać, gdy ma się jedną, choć dużą stację telewizyjną, średnio popularne źródła w sieci i kilka gazet, przeciwko sobie zaś telewizje komercyjne, liczne portale internetowe i 80% prasy?

Adam Gniewecki

Przewidywalne „obiektywne trudności” w przeprowadzeniu wyborów w planowanym terminie dały opozycji szansę, by bez większych problemów uzyskać czas na wymianę nieudanej kandydatki na świeżego przeciwnika o wiele cięższej wagi, który stanął do kampanii przeciwko zmęczonemu już Andrzejowi Dudzie. Do tego maraton kampanijny zmęczył, zniechęcił i zdezorientował wyborców. Zamiast oczekiwanego, zasłużonego i wyraźnego zwycięstwa w I turze podejścia nr 1, dopiero w II turze podejścia nr 2 czuła fotokomórka wskazała na zwycięstwo i reelekcję dotychczasowego prezydenta. To dzwonek, nawet dzwon alarmowy.

U podstaw tych dramatycznych i stresujących wydarzeń wyborczych leży utrata senatu. Minimalna, ale decydującą większość i zabójczo-kopertowy marszałek mogą mieszać, utrudniać, przewlekać itd. Przecież pandemia zaczęła się na długo przed konstytucyjnym terminem wyborów i można było je przygotować na takie właśnie warunki. Dodatkowo, rządząca koalicja nie wykazała specjalnej determinacji i kategorycznego, jak na władzę przystało, zdecydowania do przeprowadzenia wyborów 10 maja, jednocześnie tracąc zasłużoną przewagę, jaką wtedy miał jej kandydat.

Jak w traktacie „Sztuka wojny” powiedział Sun Tzu, „Ktoś, kto jest humanitarny i współczujący oraz obawia się zmian, nie jest w stanie odpowiednio wykorzystać swego położenia”…

Za to zachowanie szefa Porozumienia Jarosława Gowina było trudne do przewidzenia, choć znajomość ludzkich dusz podsuwa starą prawdę, że ten, kto zrobił coś raz, zrobi to ponownie.

Nie mniej ważna jest sprawa – mówiąc wprost – propagandy, jako propagowania, czyli szerzenia pozytywnych i wartościowych idei oraz poglądów, a także rozpowszechniania prawdziwych informacji. Nie mam na myśli propagandy kłamstwa i dezinformacji, która jest często skuteczniejsza od faktów i prawdy. To zasada znana od wieków. Propaganda to oprócz urabiania dusz i umysłów, także informacja, wyjaśnienia, odkłamywanie fejków oraz obnażanie kłamstw. Jak to robić, gdy po stronie obiektywnej lub sobie przychylnej ma się w zasadzie tylko jedną, choć dużą stację telewizyjną, średnio popularne źródła w sieci i kilka gazet, przeciwko sobie zaś stacje telewizji komercyjnej, liczne portale internetowe i 80% prasy, wszystko to w obcych, zagranicznych rękach, niechętnych wychodzeniu Polski z roli dużego rynku zbytu i źródła taniej siły roboczej, bo wszak po to nas do UE przyjęto. Nie wpuszczano nas na europejskie salony, byśmy rośli, rozwijali się, konkurowali, posiadali i egzekwowali własne cele oraz politykę i jeszcze, o zgrozo(!), rozsiadali się przy pańskich stołach, by z cygarem w zębach dyskutować i negocjować z gospodarzami jak równi z równymi,

Pilnie i koniecznie trzeba zacząć wspierać życzliwe Polsce telewizje, radia i prasę. Tworzyć nowe, konkurencyjne dla obcych media. Jeśli nie można ot, tak ich wyrzucić, to trzeba konkurencją wyrugować je z rynku, a przynajmniej znacznie osłabić ich wpływ na umysły mieszkańców naszego przecież kraju.

Bez rządu dusz nie będzie sprawiedliwej polskiej władzy!

Słuszna i potrzebna polityka socjalnego wspierania, czyli 500+, zerowy PIT dla młodych do 26. roku życia, konsekwentne wzmacnianie bezpieczeństwa kraju czy dobra i skuteczna polityka wewnętrzna i zagraniczna itp. – bez odpowiedniej informacji oraz szerokiego nagłośnienia do utrzymania władzy nie wystarczą. Młodzi w małej części głosowali na Andrzeja Dudę. Wielkie miasta też. A przecież oni prawie wszyscy korzystają z różnych form wprowadzonego ostatnio wsparcia.

Lud bierze, ale nie kwituje. Co dostał, uważa za naturalne, swoje i nienaruszalne, a przy tym ma krótką pamięć.

Starsi, mimo, że 13 emerytura to raczej symbol niż realna pomoc, jednak w większości głosowali na Dudę. Bo są ukształtowani, mądrzy doświadczeniem. Kto ukształtuje młodych i nieco od nich starszych Zreformowana szkoła? Nie! Nie zdąży. Na to trzeba wielu lat. Propaganda! Internet, telewizja, prasa. Odkłamywanie kłamstw, szerokie informowanie o sukcesach, zamierzeniach i dobrych planach.

Niech za przykład braku wyprzedzającej kampanii informacyjnej posłuży ostatnio i bez przygotowania ogłoszony zamiar wypowiedzenia tzw. konwencji stambulskiej o „zapobieganiu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej”. Według badania SW RESEARCH dla „Rzeczpospolitej”, 62% Polaków było przeciwnych wycofaniu się z konwencji, 15% za jej wypowiedzeniem, a 22% nie miało zdania. Czym w swej opinii kierowała się większość obywateli? Zapewne krótkim i niepełnym opisem treści tego aktu, który w głębi zawiera zapisy, których zastosowanie byłoby niezgodne z polską Konstytucją, przemyca ideologię marksistowską, zastępując walką płci walkę klas oraz pomysły z tzw. zakresu obyczajowego, z którymi przecież w większości się nie zgadzamy. Skąd ta sprzeczność opinii społecznej w zasadniczo jednej sprawie? Z braku uprzedniej, spopularyzowanej informacji co do rzeczywistej natury dokumentu. Z braku wcześniejszego przygotowania informacyjnego, czyli propagandy – jako propagowania pełnej prawdy.

Suma braku dostatecznej działalności informacyjnej, pobłażliwości i zaniechań buduje synergię tworzącą sytuację zagrażającą kontynuacji postępów i osiągnięć ostatnich 5 lat.

Gra zaś idzie nie tylko o los krewnych i znajomych Królika albo Puchatka, czy Prosiaczka. Tu chodzi o cały Stumilowy Las. O przyszłość narodu.

Napoleon Bonaparte – „Samo zwycięstwo nic nie znaczy, trzeba umieć je wykorzystać”.

Tytułowy cytat pochodzi z Zemsty Aleksandra Fredry.

Cały artykuł Adama Gnieweckiego pt. „Prędzej w morzu wyschnie woda, niż tu u nas będzie zgoda” znajduje się na s. 9 sierpniowego „Kuriera WNET” nr 74/2020.

 


  • Od lipca 2020 r. cena wydania papierowego „Kuriera WNET” wynosi 9 zł.
  • Ten numer „Kuriera WNET” można nabyć również w wersji elektronicznej (wydanie ogólnopolskie, śląskie i wielkopolskie wspólnie) w cenie 7,9 zł pod adresem: e-kiosk.pl, egazety.pl lub nexto.pl.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.
Artykuł Adama Gnieweckiego pt. „Prędzej w morzu wyschnie woda, niż tu u nas będzie zgoda” na s. 9 sierpniowego „Kuriera WNET” nr 74/2020

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

50 młodocianych gangów muzułmańskich w Szwecji. Gwałcą, kradną i podpalają auta. Policja jest tutaj ubezwłasnowolniona

Mirosław Prandota o fatalnych skutkach szwedzkiego eksperymentu społecznego, bezkarności młodych muzułmanów w Szwecji i przyczynach ich frustracji oraz o braku reakcji Szwedów.

Mirosław Prandota o „laboratorium społecznym”, jakim jest Szwecja. Próbuje się tam bowiem „połączyć cywilizację europejską z muzułmańską”. Szwedzki rząd czeka, aż muzułmanie zaczną się integrować i zachowywać jak Szwedzi, a tymczasem najmniej zintegrowani są ci z nich, którzy urodzili się już w Szwecji.

Policja dosłownie codziennie wykrywa potencjalnych zamachowców. Ta policja jest nastawiona na zamachy. […] Co godzinę dochodzi do gwałtów w Szwecji.

Przywołuje zamieszczony w jednej z lokalnych szwedzkich gazet list 15-letniej Szwedki wskazującej na ciągłą niepewność i poczucie zagrożenia związane z przebywaniem poza domem. Idąc bowiem ulicą, można zostać otoczonym przez gang i być przezeń pobitym lub molestowanym. Jak stwierdza dziennikarz, takich rzeczy dopuszczają się 15 i 16-latkowie, którzy są absolutnie bezkarni i o tym wiedzą. Policja jest tutaj ubezwłasnowolniona. Nie może ich ukarać, więc jedynie prosi ich, aby się lepiej zachowywali.

W 2015 r. Angela Merkel zaprosiła do siebie muzułmanów. […]  Wtedy wieść się rozległa, że najspokojniej i najlepiej jest w Szwecji. Dochodziło do takich paradoksów, że przyjeżdżał muzułmanin z trzema żonami i kilkanaściorgiem dzieci i dostawał trzy mieszkania.

Sytuacja się pogorszyła po 2015 r., kiedy do Szwecji przybyłą nowa fala przybyszów z południa. Ci, którzy przybyli później, byli sfrustrowani, że nie zapewniono im takich samych warunków jak ich poprzednikom. Frustracja ta jest związana także z bezrobociem wśród tej społeczności i problemami, jakie młodzi muzułmanie mają w szkole. W połączeniu z bezkarnością daje to 50 oficjalnych gangów młodzieży muzułmańskiej, które dzielą się na gangi gwałcicieli, rabusiów i podpalaczy aut. Najwięcej jest tych pierwszych. Co na to Szwedzi? Prandota odpowiada:

Cały czas Szwed bije brawo rządowi, cieszy się, że Szwecja jest taka humanitarna […] natomiast w piątek […] kiedy [Szwedzi] sobie trochę popiją, wtedy przeklinają islam na wszystkie strony. Ale w sobotę, kiedy trzeźwieją, zaczynają być tacy sami.

Niewygodne fakty są przez ogólnokrajowe media zamilczane, wspominają o nich co najwyżej lokalne gazety. Propaganda skutecznie działa, gdyż, jak mówi nasz gość: „Szwedzi wierzą w to, co mówi telewizja, jak w jakąś świętość”. Wypierają oni ze świadomości przemoc ze strony agresywnych imigrantów. Autor książki „Przepustka do raju” przytacza przypadek, w którym Szwed, zaraz po pobiciu przez jeden z gangów, miał zaprzeczać, jakoby muzułmanie bili ludzi, mówiąc, iż „oni tylko tak żartują”, a informacje o gwałtach przez nich popełnianych nazwał propagandą.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Maciejewski: Należy dokonać publicznego ostracyzmu osób, w tym Wałęsy, za współpracę z wrogimi Polsce rosyjskimi mediami

W Polsce powinno być tak, że za udział w propagandowych mediach rosyjskich dany polityk nie powinien być traktowany poważnie przez swoich wyborców – mówi Jakub Augustyn Maciejewski.


Jakub Augustyn Maciejewski, szef działu „Kultura” w „Gazecie Polskiej”, komentuje udzielenie przez Lecha Wałęsę wywiadu dla portalu sputniknews.com. Mówi, że strona ta jest pochodną kampanii propagandowej Rosji. W 2000 r. utworzono serwis Russia Today, wokół którego następnie rozrosły się inne obcojęzyczne media, mające przekazywać w jak najmniej wysublimowany sposób oficjalne stanowisko Kremla.

Lech Wałęsa pochwalił w rozmowie ze sputniknews.com prezydenta Rosji Władimira Putina stwierdzając, że mógłby nawet być jego doradcą oraz że byłby skłonny się z nim w tym celu spotkać. W zeszłym miesiącu tę samą informację przekazał portalowi wp.pl. Gość Poranka wskazuje przy tym na pewną sprzeczność w wypowiedziach byłej głowy państwa na temat Rosji.

Prezydent Lech Wałęsa należy do tego nurtu politycznego, który z radością porównuje obecny rząd do Putina w formie krytyki, więc ta niespójność, niekonsekwencja jest dla nas bardzo symptomatyczna. 

Maciejewski uważa, że w Polsce polityk udzielający się w propagandowych mediach rosyjskich nie powinien być poważnie traktowany przez swoich wyborców. Krytykuje przy tym politykę Wałęsy, który w siedzibie swojej fundacji przyjmuje wszystkich dziennikarzy, odcinając kupony od swojej popularności. Zwraca uwagę, że udzielenie przez byłego prezydenta wywiadu dla portalu sputniknews.com szkodzi wizerunkowi Polski.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.K.

Styl komunikatów dotyczących Polski nadawanych przez niemieckie media przypomina przekazy kierowane z UE na Białoruś

– Informacje dotyczące Polsce emitowane przez Deutsche Welle mają podobny charakter do tych emitowanych w kierunku Białorusi –  w Poranku Wnet mówił Jan Bogatko.

Co tym bardziej bulwersujące, DW jest rozgłośnią państwową. To jest pierwszy przypadek w Unii Europejskiej, kiedy publiczny organ medialny któregoś z państw ingeruje w sposób otwarty w wewnętrzne sprawy państwa sąsiedzkiego, również należącego do UE. – kontynuował Jan Bogatko.
Niemiecki korespondent Radia Wnet zwrócił też uwagę, że doniesienia DW są w naszym kraju z namaszczeniem przywoływane przez media- zależne od Niemców albo wręcz wprost do nich należące.

 

 

Tymczasem: – Zespół polski DW stanowi niemiecką wersję gazety wyborczej – jest to produkt pochodzący z Polski, który wraca do niej jako Made in Germany. – zauważył Jan Bogatko. A zatem koło się zamyka.