Krzyżanowski: Sąd uznał, że Bogusław Śliwa „porzucił pracę” i nie należy mu się nic za czas spędzony w internie

W nowym „Poranku WNET” adwokat, Maciej Krzyżanowski, opowiada o sprawie polskiego opozycjonisty z czasów PRL, Bogusława Śliwy.

W czwartkowej porannej audycji Maciej Krzyżanowski porusza temat Bogusława Śliwy. Jak opisuje adwokat:

Był znaną postacią, ponieważ w latach 70. był prokuratorem, który został usunięty z zawodu za to, że chciał oskarżyć o zabójstwo, zgodnie z prawdą, ówczesnego milicjanta. Organy nie chciały na to pozwolić i został dyscyplinarnie usunięty z prokuratury, później działał w „Solidarności”.

Rozmówca Łukasza Jankowskiego przybliża historię internowania działacza kaliskiej „Solidarności”. Maciej Krzyżanowski podkreśla fakt udanych prób ucieczki Bogusława Śliwy, które stanowią kluczowy element w późniejszej decyzji sądu odnośnie odszkodowania dla jego żony:

Decyzja o jego internowaniu została wydana już we wrześniu 1981 r., ale 13 grudnia kiedy służby przyszły po Bogusława Śliwę, tak sprytnie się zachował, że uciekł im. Zatrzymano go dopiero pod koniec lutego, gdy wyniesiono go praktycznie gołego z łóżka przy 30-stopniowm mrozie – komentuje adwokat.

Jak podkreśla Maciej Krzyżanowski przez wzgląd na ucieczkę Śliwy z własnego domu przed internowaniem, sąd w Kaliszu uznał go za osobę, która porzuciła miejsce swojej pracy. Efektem tego była odmowa zadośćuczynienia wdowie po Bogusławie Śliwie:

Problem polega na tym, że będąc wiceprzewodniczącym zarządu regionu został pod koniec grudnia, umowa z nim została rozwiązana w skutek – jak to nazwano – „porzucenia pracy”. Ponieważ nie został internowany. Wówczas było tak, że ci działacze „Solidarności”, którzy zostali internowani i dali się złapać – ich wynagrodzenia były jeszcze przez jakiś czas przyznawane, a jemu nie.

Co więcej, według mecenasa ubiegłoroczny wyrok sądu w Kaliszu w sprawie uzyskania zadośćuczynienia przez wdowę po zmarłym w wieku 45 lat opozycjonisty jest błędny. Sąd nie chce wydać pozytywnej decyzji o odszkodowaniu:

Po latach, (…) kiedy wdowa po Bogusławie Śliwie wystąpiła po zadośćuczynienie i odszkodowanie za ten czas spędzony w internie – w zeszłym roku, sąd w Kaliszu uznał, że Bogusław Śliwa porzucił pracę i w w związku z tym nie należy mu się ani złotówka za czas spędzony w internie.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy!

N.N.

Echaust: Fotoradary na Moście Poniatowskiego to jedna z najbardziej niefortunnych realizacji tego typu w Warszawie

W „Kurierze w Samo Południe” gości varsavianista i redaktor naczelny portalwarszawski.com.pl, Daniel Echaust, który mówi m.in. o nowych fotoradarach na Moście Poniatowskiego w Warszawie.

Rozmówcą Adriana Kowarzyka jest Daniel Echaust, który porusza temat sześciu nowych radarów zamontowanych niedawno na Moście Poniatowskiego w Warszawie. Jak wskazuje varsavianista sprawa nie jest łatwa do rozstrzygnięcia:

Sprawa jest skomplikowana, bo tam Zarząd Dróg Miejskich przerzuca się z prof. Lewickim argumentami o zgodność ustawienia tych fotoradarów na moście – mówi Daniel Echaust.

Autor stołecznego portalu portalwarszawski.com.pl opisuje również stosunek swojego medium do Zarządu Dróg Miejskich:

Jako portal nie mamy za grosz zaufania do Zarządu Dróg Miejskich jeżeli chodzi o prawdomówność – zaznacza rozmówca Adriana Kowarzyka.

Daniel Echaust stwierdza, że mimo wątpliwości natury estetycznej, które powinien rozstrzygnąć konserwator zabytków, fotoradary mogły zostać zainstalowane zgodnie z prawem:

Natomiast z papierów wynika, że fotoradary na Moście Poniatowskiego mogły stanąć zgodnie z prawem. Nawet jeśli tak się stało zadałbym pytanie: gdzie był mózg gdy decydowano o tym gdzie takie radary postawić?

Ponadto, Daniel Echaust przybliża słuchaczom prawo regulujące montaż i ustawienie fotoradarów w Polsce. Jednakże, jak komentuje varsavianista nowe fotoradary na warszawskim Moście Poniatowskiego nie należą do udanych realizacji :

Ilość fotoradarów jest ustalona na mocy ustawy. Trzeba by było zmienić całą ustawę o fotoradarach i o ustawianiu fotoradarów i ich instalacji. Jest jedna z najbardziej niefortunnych realizacji tego typu w Warszawie. Ja bym  bardziej zapytał nie tylko gdzie jest konserwator zabytków, ale także gdzie są inni varsavianiści?

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy!

N.N.

Białoruś: planowana nowelizacja kodeksu karnego zakłada karanie za udział w manifestacjach

Łukaszenka zaostrza prawo. Redakcja Biełsatu informuje o projekcie nowelizacji Kodeksu Karnego. Zakłada on odpowiedzialność karną za udział w nielegalnym zgromadzeniu.

Redakcja Biełsatu otrzymała od swojego źródła projekt nowelizacji Kodeksu Karnego. Zakłada on odpowiedzialność karną za udział w nielegalnym zgromadzeniu.

Władze poinformowały oficjalnie, że odbyło się posiedzenie międzyresortowej grupy roboczej pod kierownictwem szefa Administracji Prezydenta Ihara Siarhiejenki. Zadaniem komisji jest “dopracowanie projektu nowelizacji Kodeksu Karnego” – czytamy na rządowym portalu pravo.by , na który powołuje się Biełsat.

Według źródła Biełsatu komisja ma opracować projekt ustawy do 1 marca. W skład grupy wchodzą m. in. wiceminister sprawiedliwości Natalla Filipawa, kierownik Narodowego Centrum Prawodawstwa i Badań Prawnych Wadzim Ipatau, wiceprzewodniczący Sądu Najwyższego Siarhiej Kandracieu czy zastępca prokuratora generalnego Alaksiej Stuk.

Zaostrzone prawo coraz bliżej

15 marca projekt nowelizacji KK ma trafić do parlamentu, gdzie rozpatrzy go Izba Reprezentantów. Członkowie grupy roboczej w celu “dodatkowej ochrony ładu konstytucyjnego” planują wprowadzić do kodeksu nowe artykuły i rozwinąć istniejące zapisy mówiące o ekstremizmie.

Za przestępstwo mają zostać uznane: wielokrotnie naruszanie prawa o zgromadzeniach masowych, rozpowszechnianie w internecie zakazanych informacji, a także zbiór i rozpowszechnianie danych osobowych.

Krótko mówiąc wszystko co robią ludzie popierający białoruską opozycję.

Art. 342 KK zakładać będzie karę do 3 lat więzienia za udział, organizację lub wzywanie do organizacji nielegalnego zgromadzenia. Udział w proteście będzie uważany za przestępstwo, jeśli osoba oskarżona była w ciągu roku była za to dwukrotnie karana na podstawie Kodeksu Wykroczeń. Z kolei za publiczne wzywanie do udziału w nielegalnym zgromadzeniu (cz. 3 art. 369 KK) grozić teraz będzie nie do 3, a do 5 lat więzienia.

„Zaostrzenie Kodeksu Karnego to zapowiedziane przez Alaksanra Łukaszenkę “dokręcenie śruby” zwolennikom opozycji.” – pisze Biełsat

25 marca planowane są kolejne protesty. Tego dnia, Białorusini obchodzić będą 103. rocznicę proklamowania Białoruskiej Republiki Ludowej. To nieoficjalne święto niepodległości nie jest uznawane przez reżim Aleksandra Łukaszenki. Ten czerpie z tradycji założonej w tym czasie przez bolszewików Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej.

 

Źródło: Biełsat

J.S.

Odmowa przyjęcia mandatu będzie niemożliwa? Smoliński: sytuacja obywatela się nie pogorszy

Gościem red. Łukasza Jankowskiego w popołudniowej audycji Radia Wnet, był poseł PiS Kazimierz Smoliński, który mówił m.in o projekcie ustawy, uniemożliwiającym odmowę przyjęcia mandatu.

Kazimierz Smoliński komentuje rozwiązanie struktur Prawa i Sprawiedliwości w Wałbrzychu. Tłumaczy, że czasem tego typu działania są konieczne do oczyszczenia partii.

To są działania statutowe. Władze partii maja prawo podejmować takie działania. To dość radykalne ale czasem konieczne, zwłaszcza jeśli coś się dzieje w danej strukturze.

Omówiona zostaje również kwestia projektowanych przepisów uniemożliwiających odmowę przyjęcia mandatu. Poseł PiS wskazuje, że pomysł wzorowany jest na regulacjach obowiązujących w Europie Zachodniej. Zapewnia, że postępowanie sądowe według nowych reguł ułatwi obywatelowi obronę jego interesów.

Projekt nie jest jeszcze pod obradami Sejmu. Nie może być tak, że jak mamy pandemię, to nie możemy podejmować decyzji trudnych, które usprawniają działania rządu w jakimś sektorze – powiedział polityk.

Według gościa „Radia Wnet” projekt nie działa na szkodę obywatela.

Sytuacja obywatela się nie pogarsza, bo tak samo jak dotychczas ma on prawo iść do sądu i ma dwie instancje – podkreślił.

Poczekajmy na ostateczny kształt projektu – dodał.

Rozmówca Łukasza Jankowskiego mówi też o polityce epidemicznej rządu. Wskazuje, że utrzymanie daleko idących obostrzeń jest konieczne dla ochrony zdrowia Polaków, a przedsiębiorcy, którzy nie mogą prowadzić swojej działalności, otrzymają odpowiednią pomoc od państwa.

Apeluję o rozsądek. Jeśli spojrzymy na Europę, to prawie wszystkie kraje przedłużają lockdown. (…) Zdrowie i życie jest ważniejsze niż pewien dyskomfort. Są uruchamiane kolejne tarcze, miliardy, które będą do dyspozycji przedsiębiorców. Mało który kraj tak daleko poszedł z tą pomocą – wskazywał Smoliński.

Zachęcamy do wysłuchania całej audycji!

A.N.

Rząd Hiszpanii odrzuca wyrok TSUE, jednak demokracja tam nie jest zagrożona. Komuniści współrządzą krajem

Hiszpanię trawią kolejne skandale. Działaczki ruchów LGBT z Ministerstwa Równouprawnienia chcą ograniczać prawa mężczyzn, a Minister Oświaty stwierdza, że dzieci należą do państwa, a nie rodziców.

 

Małgorzata Wołczyk, dziennikarka tygodnika „Do Rzeczy”, ekspert ds. Hiszpanii, mówi o wydarzeniach związanych z odrzuceniem przez Hiszpański Sąd Najwyższy wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE:

Trybunał Sprawiedliwości ingeruje bardzo drastycznie w wewnętrzne sprawy kraju i w opinii większości Hiszpanów zostały naruszone ich podstawowe prawa do suwerennego decydowania i samostanowienia […] Chodzi o trzech polityków oskarżonych o rebelię i nielegalne referendum w Katalonii.

Jednym z nich jest Oriol Junqueras, prawomocnie skazany na 13 lat pozbawienia wolności. Podobnie jak dwóch pozostałych, został on wybrany w wyborach do Parlamentu Europejskiego:

Hiszpania nie mogła się zgodzić na to, że Ci, którzy dążą do rozbicia ich kraju, zostają przez Unię Europejską uznani za godnych reprezentowania ich kraju […] Oriol Junqueras siedział w więzieniu, jest skazany prawomocnym wyrokiem, więc Hiszpania nie przewiduje czegoś takiego, jak uwolnienie z powodu orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości UE. Hiszpanie widzą to jako pewnego rodzaju zamach na wolność. Nie chcą płacić pensji dla eurodeoptutowanych w związku z tym, że po prostu uważają ich za przestępców winnych rebelii.

Gość „Poranka WNET” zauważa różnicę, w stosunku TSUE do Hiszpanii i Polski. W momencie, w którym Polski rząd odrzucał decyzję Trybunału Sprawiedliwości, można było słyszeć o „zamachu na demokrację”, o tyle w drugim przypadku TSUE ostatnie słowo zostawił Hiszpanom:

Hiszpania ponieważ jest jak najbardziej rządem socjalistycznym, cieszy się pewnymi względami. U nas ta sprawa wygląda troszeczkę inaczej, nasz rząd ciągle się poucza. Nie możemy liczyć na jednakowe traktywanie co widać nie tylko przy tej sprawie.

Rząd Hiszpanii ukonstytuował się w zeszłym tygodniu. Otrzymał on wotum zaufania dzięki głosom partii seperetystycznych, które dążą do rozbicia Hiszpanii, partii neokomunistycznej i dzięki partiom filoterrorystycznym:

Hiszpanie patrzą z niedowierzaniem na to, co się dzieje, że po raz pierwszy od czasów wojny domowej mają rząd koalicyjny, w którym znajdują się komuniści.

Minister Oświaty Isabel Celaá oficjalnie podczas dyskusji o warsztatach gender oświadczyła, że dzieci nie należą do rodziców. Stwierdziła, że wobec pewnych zabiegów konserwatywnej partii Vox, która domaga się, aby rodzice mieli prawo do decydowania o udziale ich dzieci w takich warsztatach, powiedziała, że nawet dzieci ruchów prawicowych muszą zapoznać się z wszystkimi treściami historii ruchów LGBT i nie tylko:

Na czele dwóch najważniejszych instytucji w ministerstwie równouprawnienia zasiadły dwie lesbijki, zasłużone działaczki ruchów transseksualnych. One dosyć buńczucznie chcą ograniczyć prawa mężczyzn w Hiszpanii. To jest rewolucyjna lewica, która dochodzi do władzy. […] Mówi sie na przykład o wyrzuceniu kapelanów ze szpitali, odsunięciu religii także z programów w szkołąch prywatnych i półprywatnych.

Małgorzata Wołczyk mówi również o głębokich powiązaniach pomiędzy członkami nowego rządu Pedro Sáncheza z dyktaturami narkotykowymi Wenezueli, Boliwii czy Nikaragui. Aby umożliwić sobie rządzenie, premier Hiszpanii mocno upolitycznił wymiar sprawiedliwości.

A.M.K.

Sąd Apelacyjny: Portal Wyborcza.pl musi sprostować nieprawdziwe informacje o tzw. rejestrze pedofilów

Wyborcza.pl musi zamieścić sprostowanie nieprawdziwych informacji o rejestrze pedofilów. Wczoraj (16 stycznia) przed Sądem Apelacyjnym w Warszawie zakończył się proces wytoczony portalowi GW.

Sąd Apelacyjny oddalił apelację w sprawie o nakazanie publikacji sprostowania. W związku z tym Redaktor Naczelny wyborczej.pl jest zobowiązany do opublikowania na tym portalu, w terminie 3 dni roboczych (tj. do 21 stycznia 2020 roku), sprostowania o następującej treści:

SPROSTOWANIE. Nieprawdziwa jest informacja podana w dniu 7 września 2018 r. w artykule „Księża wyjęci z rejestru pedofilów. Dlaczego?”, że księży nie ujawniono w rejestrze. Nie mam żadnego wpływu na publikowane w nim dane, zaś wpis w rejestrze uzależniony jest od rodzaju popełnionego przestępstwa, a wykonywany zawód, czy przynależność do grupy społecznej nie mają żadnego znaczenia. Zbigniew Ziobro.

Sprostowanie ma związek z zawierającą nieprawdziwe informacje publikacją z 7 września 2018 r., zamieszczoną na pierwszej stronie „Gazety Wyborczej” oraz na portalu Wyborcza.pl. Publikacje zarzucały Ministerstwu Sprawiedliwości, że rejestr pedofilów chroni księży skazanych za pedofilię.

Artykuł zawierał kłamstwa i insynuacje, że księża są „wyjęci z rejestru pedofilów”. W rzeczywistości zamieszczenie w rejestrze, zarówno w części jawnej, jak i niejawnej, zależy tylko i wyłącznie od kwalifikacji czynu dokonanej przez sąd i zawartej w wyroku. Nieprawdą jest, że rejestr stworzono w taki sposób, by nie trafiali tam księża pedofile. Rejestr funkcjonuje w sposób automatyczny – trafiają tam skazani na podstawie wyroków sądów, konkretnych artykułów i paragrafów Kodeksu karnego, zgodnie ze ściśle określonymi przepisami ustawy z 13 maja 2016 r. o przeciwdziałaniu zagrożeniom przestępczością na tle seksualnym, na mocy której wprowadzony został Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym. Nie miała i nie ma tu żadnego znaczenia profesja skazanego czy przynależność do jakiejś grupy społecznej.

Piotrowicz: Proces to odwet pewnej grupy sędziowskiej za chęć zreformowania wymiaru sprawiedliwości [VIDEO]

Stanisław Piotrowicz mówi o przegranym procesie z pierwszą prezes Sądu Najwyższego Małgorzatą Gersdorf i sędzią SN Krzysztofem Rączką.

 

Chciałbym przytoczyć fakty, bowiem jako prawnik przywiązuję wagę do tego, jak fakty mają się do obowiązującego w Polsce prawa. Przytoczę je po to, ażeby każdy mógł wyrobić sobie własne zdanie na temat tego, co było przedmiotem wyroku – mówi gość „Poranka WNET”.

Jak opowiada: Rzecz rozgrywała się 27 sierpnia 2018 roku. W tym czasie uczestniczyłem w obradach Krajowej Rady Sądownictwa, gdyż byłem jej członkiem. Zgodnie z Konstytucją RP, reprezentowałem tam Sejm. Wówczas gdy KRS miała zarekomendować kandydatów na sędziów Sądu Najwyższego, doszło do protestu. W rozmowie z dziennikarzami wypowiedziałem się, że nie może być tak, ażeby garstka niezadowolonych z utraty przywilejów, blokowała pracę organu konstytucyjnego. 

Następnie rozmówca powiedział, o jakie przywileje chodzi oraz dodał, że „sędziowie, którzy są zwykłymi złodziejami, nie mogą orzekać dalej”. Opinia publiczna była zbulwersowana tym, że człowiek, który sam dopuścił się kradzieży, osądza innych i wymierza kary. Nasz gość nie zgadza się z wyrokiem, ponieważ nie wymienił ich z imienia i nazwiska, więc orzeczenie jest sprzeczne z polskim prawem, które mówi, że o ochronę dóbr osobistych może wystąpić ten, którego dobra zostały naruszone. Sądzi, że jest to odwet pewnej grupy sędziowskiej za chęć zreformowania wymiaru sprawiedliwości. Dziwić może fakt, iż przeprosiny mają zostać wygłoszone w komercyjnej stacji telewizyjnej TVN.

Stanisław Piotrowicz podkreśla, że w pozwie wypowiedź dotyczyła sędziów Sądu Najwyższego. Z protokołu w sposób jednoznaczny wynika, że tego dnia nie zajmowano się tematem sędziów, natomiast posiedzenie dotyczyło innej sprawy. „Od pewnego czasu zdawałem sobie sprawę, że trwa na mnie polowanie. Wypowiadając te słowa, miałem świadomość tego, że chodzi o to, abym w sytuacji napięcia powiedział jakieś niefortunne zdanie” – dodaje.

M.N.

Andrzejewski: Opozycja gra o obalenie demokratycznych władz Polski, żeby było tak jak było

Piotr Andrzejewski o tym, kto podważa polskie prawo i polską suwerenność, celach jakie przyświecają protestującym sędziom i o tym na jakim modelu wzorowana jest ustawa dyscyplinująca sędziów.

Piotr Andrzejewski komentuje głosowanie nad ustawą dyscyplinującą sędziów, które będzie miało dzisiaj miejsce.

To jest histeryczne wprowadzanie chaosu i dyskryminacja polskiego państwa i prawa.

W RFN bowiem za to, co robią polscy sędziowie mogliby oni dostać pięć lat więzienia. Proponowana ustawa jest zaś łagodniejsza. Dodaje, że niezbędne dyscyplinowanie tych, którzy system demokratyczny niszczą. „Państwo to my”- tak zdaniem sędziego myślą niektórzy z jego kolegów po fachu. Mówi na czym polega model francuski na którym wzoruje się ustawa polska. O co gra opozycja? Jak mówi nasz gość:

O obalenie demokratycznych władz Polski, żeby było tak jak było.

Podkreśla „zdegustowanie i dyskomfort społeczny” jakie u Polaków wywołują działania części sędziów. Ci ostatni bowiem, jak stwierdza rozmówca Łukasza Jankowskiego, wyżej cenią własne partykularne interesy niż dobro podsądnych. Z tego powodu potrzeba sięgnąć po przewidziane Konstytucją RP sankcje jak złożenie z urzędu czy kary finansowe.

Nie jesteśmy krajem do skolonizowania. To my mamy zmieniać Unię Europejską, która jest chora

Wiceprezes Trybunału Stanu odnosi się do krytyki ustawy, której zarzuca się, że doprowadzi do „Polexitu” . Stwierdza, iż instytucje unijne z powodów politycznych wykorzystuję przeciw Polsce zapisy Karty Praw Podstawowych, której Polska nawet nie podpisała. Zaznacza, że Polska nie ulegnie mentalności postkolonialnej.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Sonik: Kidawa-Błońska to kandydat bardziej stonowany niż Jaśkowiak. Hołownia zbierze kilka procent w pierwszej turze

Kto wygrał debatę prawyborczą w PO, dlaczego Kidawa-Błońska jest lepszym kandydatem, czego Jaśkowiak musi się jeszcze nauczyć oraz czy Hołownia będzie powiewem świeżości w nadchodzących wyborach?

 

Bogusław Sonik, poseł Platformy Obywatelskiej podejmuje temat możliwej utraty niepodległości przez Białoruś oraz potencjalnych działań Polski:

Opozycja Białoruska walczy o swoje prawa, prawo do języka, swobód demokratycznych, uczestnictwa w wyborach. Z drugiej strony jest zagrożenie ze strony Moskwy, że chce wchłonąć Białoruś […] Potrzebna jest polityka zniuansowana wobec Białorusi, bo dla nas z punktu widzenia Rzeczpospolitej ważne jest zachowanie państwowej autonomii Białoruskiej, nawet takie ograniczonej jak jest teraz.

W Platformie Obywatelskiej trwa walka o reprezentowanie tej formacji w wyborach prezydenckich. Gość „Poranka WNET” odnosi się do ostatniej wewnętrznej debaty prawyborczej:

Ma to znaczenie dla przyszłości platformy i rozwiązań dotyczących wyboru przewodniczącego. […] Chciałbym wybrać kandydata, który będzie miał największą szansę na wygranie. […] Te wybory w dużej mierze odbywają się w oparciu o pewien wizerunek, pewne spojrzenie i łączenie nadziei z kandydatami. […] Chcemy nabrać pewności, że wyłonimy właściwego kandydata do wyborów prezydenckich.

Bogusław Sonik popiera Małgorzatę Kidawę-Błońską jako kandydata bardziej stonowanego i bardziej dopasowanego do potrzeb kampanii prezydenckiej:

Do tej pory byłem przekonany, że naszym kandydatem będzie Małgorzata Kidawa-Błońska, również z takiego powodu, że jej stonowany i bardziej zniuansowany profil polityczny mi odpowiada. Po tym starciu rodzi się pytanie, kto ma większe szanse w wyborach w maju.

Krytykuje także Jacka Jaśkowiaka za jego skrajnie lewicowe poglądy. Chciałby zadać mu kilka pytań w tej materii:

Jaśkowiak uczy się polityki ogólnopolskiej w miarę szybko. […] Chcąc wygrać wybory prezydenckie, trzeba pozyskać jak największą ilość obywateli z różnych grup, o różnych wrażliwościach i spojrzeniach politycznych i nie można radykalizować swoich wypowiedzi i programu, tak jak to może robić lokalny polityk. Pytanie jest, na ile Jaśkowiak potrafi zmienić swój profil polityczny.

Gość „Poranka WNET” komentuje ponadto start dziennikarza i prezentera telewizji TVN Szymona Hołowni w wyborach prezydenckich:

Tego typu przykłady występują w całej europie. Pamiętamy we Francji komika Coluche, który startował również w wyborach prezydenckich. Tutaj mamy do czynienia z kimś, kto ma swoje spojrzenie na kościół, zniuansowane, czyli łagodne, pokazujące swoje przywiązanie do kościoła, więc myślę, że taki głos może być ciekawy w kampanii wyborczej. […] To jest kandydat który zbierze te kilka procent w pierwszej turze i nie wróżę mu wielkiego sukcesu.

K.T. / A.M.K.

Makowski, Jankowski, Jeśman, Bednarz – Popołudnie WNET – 7.08.2019

Popołudnia WNET można słuchać od poniedziałku do piątku w godzinach 16:00 – 18:00 na: www.wnet.fm, 87.8 FM w Warszawie i 95.2 FM w Krakowie. Zaprasza Magdalena Uchaniuk-Gadowska.

Goście Popołudnia WNET:

Marcin Makowski – dziennikarz „Do rzeczy”, „Wirtualna Polska”;

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski – polski Ormianin, działacz społeczny, historyk Kościoła;

Wojciech Jeśman – działacz polonijny;

Paweł Jankowski – Prezes Fundacji Pod Skrzydłami Aniołów, główny organizator Międzynarodowego Protestu – Na Ratunek Dzieciom!;

Paweł Bednarz – Prezes Fundacji im. Fundacji Dobrego Pasterza – uczestnik protestu


Prowadzący: Magdalena Uchaniuk-Gadowska

Wydawca: Marta Niźnik

Realizator: Jan Dudziński


Część pierwsza:

Paweł Jankowski i Paweł Bednarz mówią o trwającym pod pałacem prezydenckim Międzynarodowym Proteście – „Na Ratunek Dzieciom”.

„Chcemy ratować dzieci przed nielegalnymi adopcjami i handlem dziećmi” – mówią goście „Popołudnia WNET”.

Handel dziećmi za granicę kwitnie na całym świecie. Międzynarodowy Protest – „Na ratunek dzieciom” ma na celu wstrzymać wszelkie kolejne lokacje dzieci za granicę oraz zwrócić uwagę społeczeństwa na sytuację dzieci w domach dziecka, które są rozdzielane od swojego rodzeństwa i wywożone do innych krajów.

Rzecznik Prezydenta Andrzeja Dudy wyszedł na przeciwko ludziom protestującym. Między dwoma stronami rozpoczął się dialog mający na celu rozwiązanie problemu.

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski przybliża problem „tęczowej zarazy”. Określenie te wypowiedział i zajął na ten temat stanowisko Metropolita krakowski. Homilia arcybiskupa Marka Jędraszewskiego na jakiś czas zniknęła z kanału Radio Maryja.

ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski

„Mamy do czynienia z cenzurą. Bliżej nieokreślone stanowiska kneblują wypowiedzi prywatne. Społeczeństwo jest kontrolowane przez nieokreśloną grupę. Środowiska zagrożone od razu reagują na takie określenie, a strona lewicowa ustawicznie ingeruje w wewnętrzne sprawy Kościoła” – mówi ksiądz Isakowicz -Zaleski

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Część druga:

Marcin Makowski  mówi o liście senatorów Kongresu w sprawie ustawy 447, który miał być skierowany do prezydentów Andrzeja Dudy i Donalda Trumpa, a także sekretarza stanu USA Mike’a Pompeo. W końcu nie dostał się do rąk wspomnianych polityków. Dziennikarz oznajmia, że powstał list zastępczy 13 kongresmenów, w zamian za list podpisany przez połowę dwuizbowego parlamentu Stanów Zjednoczonych.

Makowski Marcin

Jak dodaje gość „Popołudnia WNET”, potężna broń dyplomatyczna w postaci pisma nie została dotychczas opublikowana, ponieważ wyżsi politycy nacisnęli na niższych w obawie przed zaburzeniem stosunków polsko-amerykański w związku z przyjazdem Dudy do USA.

Wojciech Jeśman opowiada jak wygląda sprawa listu senatorów Kongresu z perspektywy amerykańskiej.

List jest dosyć dziwaczny odwołujący się do kwestii restytucji. Problem polega na tym ze do jednego worka wrzuca się kwiestie prawne i te, które nie mają z nim żadnego pokrycia – twierdzi rozmówca. Dodaje, że nie widzi z polskiej strony kompetentnej analizy w tej sprawie.