Zygmuntowski: musimy stworzyć trudniejsze zasady gry dla wielkich korporacji

Ekonomista mówi o wyzwaniach związanych z cyfryzacją gospodarki oraz o potrzebie zmiany podejścia do długu publicznego.

Jan Zygmuntowski mówi o przyszłym kształcie cyfrowej gospodarki. Ocenia, że wielkie korporacje w swoim funkcjonowaniu kierują się myśleniem imperialnym. Zwraca uwagę, że doszło do odwrócenia idei, jaka stała za upowszechnieniem Internetu; miała być to przestrzeń wolności, zaś obecnie koncerny takie jak Meta ( dawniej Facebook) roszczą sobie prawo do jej urządzania.

Twórcy treści będą nadal je tworzyć, ale na zamkniętym ogródku technicznym.

Ekonomista podkreśla, że za chwilę będziemy uwięzieni w gospodarce zdominowanej przez kilka wielkich korporacji. Dodaje, że nie należy uwierzyć, że taki rozwój wypadków jest zgodny z „duchem postępu”.

Państwa nigdy nie powinny były dopuścić do powstania takich imperiów jak koncern Zuckerberga.  […] Trzeba dla nich wymyślić trudniejsze zasady gry.

W opinii eksperta powinien istnieć silny ruch sprzeciwu wobec praktyk cyfrowych gigantów. Wyraża przekonanie, że współdziałanie obywateli i państwa może przynieść sukces w tej materii. Przypomina, że w dwudziestoleciu międzywojennym w Polsce poprzez „strajk naftowy” udało się powstrzymać podwyżki cen prądu dyktowane przez prywatne elektrownie.

Po takiej – bardzo trudnej społecznie – kampanii, monopoliści obniżali swoje ceny.

Zdaniem Jana Zygmuntowskiego demokracja jest zagrożeniem dla interesów wielkich firm technologicznych.

Rozmówca Łukasza Jankowskiego mówi też o tym, jak będzie traktowany dług w nowym systemie ekonomicznym. Podkreśla, że powinien być oceniany przez pryzmat tego, kto go zaciągał i w jakim celu.

Oczywiście, gospodarka nie może polegać jedynie na zadłużaniu. Pamiętajmy jednak, że będziemy się zadłużali względem dzisiejszego społeczeństwa, więcej damy tym, którzy będą żyli w przyszłości.

Ekonomista ubolewa nad tym, że środki z tarcz antykryzysowych nie trafiły bezpośrednio przez pracowników, tylko były marnowane przez pracodawców. Dostarczanie pieniędzy gospodarce zbyt często odbywa się po omacku.

Jeżeli dajemy pieniądze firmom, to oczywiste jest, że chcemy, by były silniejsze względem zwykłych ludzi.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.W.K.

Zapotoczny: Gdy pracodawca życzliwie lub neutralnie spogląda na PPK, to pracownicy się nie wypisują

Jak wyglądają Pracownicze Plany Kapitałowe z perspektywy pracodawcy? Robert Zapotoczny o tym, kto musi zgłosić swych pracowników PPK i czemu warto zachęcać ludzi do pozostania w programie.

Robert Zapotoczny zachęca pracodawców do zapoznania się ze stroną MojePPK.pl, na której znajdują się informacje potrzebne tym, na których spoczywa obowiązek zgłoszenia swych pracowników do PPK. Ten ostatni dotyczy wszystkich, którzy zatrudniają choć jednego pracownika na umowę o pracę lub umowę- zlecenie, od której jest odprowadzana składka.

Jeżeli mamy jednego pracownika, dwóch, trzech, od nich odprowadzamy składkę […] to musimy założyć umowę o zarządzanie.

Obowiązkowa dopłata do składki pracownika wynosi 1,5 proc. jego wynagrodzenia brutto. Państwo dopłaca na powitanie 250 zł, a następnie 240 zł rocznie.

Wspierajmy to oszczędzanie, bo bardzo ważne jest, aby pracodawca był nastawiony życzliwie, bądź neutralnie.

Jak zaznacza prezes PFR Portal PPK, pracownicy będą żałować w przyszłości, jeśli wypiszą się teraz z programu. Wyjaśnia, że automatycznie zapisywane są osoby przed ukończeniem 55 roku życia. Mający 55-69 lat mogą oszczędzać w PPK, ale muszą same się do programu zapisać, do czego nasz gość zachęca.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Praca zdalna ma zostać wpisana do Kodeksu pracy. Michał Kołtunowicz: Obecne przepisy są dość lakoniczne

Michał Kołtunowicz o prawnym uregulowaniu pracy zdalnej, tym czego obecnie w nim brakuje oraz o tym, gdzie dowiedzieć się więcej na ten temat.

Michał Kołtunowicz wyjaśnia co oznacza uwzględnienie pracy zdalnej w Kodeksie pracy. Na razie reguluje ją ustawa covidowa.

To są przepisy dość lakoniczne- pozostawiają wiele pytań ze strony zarówno pracowników, jak i pracodawców.

Obecnie pracę zdalną można wykonywać w okresie stanu epidemii lub stanu zagrożenia epidemicznego i do trzech miesięcy po jego zakończeniu.

Prawnik kancelarni Graś i Wspólnicy tłumaczy, że praca zdalna to nic innego jak wykonywanie swych obowiązków w innym miejscu niż dotychczasowe, czyli zazwyczaj w domu. Pracodawca może nakazać pracownikowi pracę zdalną jeśli ten ma możliwość jej świadczenia. Ma on możliwość w dowolnej chwili wprowadzić pracę zdalną i ją zakończyć.

W sposób bardziej szczegółowy uregulowane zostaną takie kwestie jak prawo do ekwiwalentu, czyli zwrotu kosztów używania własnego sprzętu- elektryczności i sieci internetowej. Uregulowane zostaną także kwestie BHP.

Zachęca do uczestnictwa w organizowanych webinariach. Najbliższe będzie jutro o godz. 10. Będzie się na nim będzie można więcej dowiedzieć na temat prawnych aspektów pracy zdalnej.

Możecie państwo chęć uczestnictwa wyrazić się wysyłając do nas maila na adres Biuro. K.G. Legal kropka pl.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Dr Mazur: Zasiłek dla bezrobotnych nie był przez lata waloryzowany. W nowej tarczy przewidziane są ulgi podatkowe

Dr Krzysztof Mazur o sytuacji osób bezrobotnych, rozwiązaniach tarczy, urlopach pracowników i o tym, co nie zależy od polskiego rządu.


Dr Krzysztof Mazur odnosi się do prezydenckiej obietnicy podniesienia zasiłku dla bezrobotnych. Zauważa, że prace jeszcze trwają, ale rząd wielkości 1200-1300 zostanie zachowany. Stwierdza, że zasiłek dla bezrobotnych

Przez wiele lat nie był waloryzowany, bo nie mieliśmy problemu z bezrobociem.

Wiceminister rozwoju omawia sytuację bezrobotnych po wprowadzeniu tarcz antykryzysowych oraz o możliwości obniżenia przez pracodawcę czasu pracy pracowników i w związku z tym dokonaniu znaczącego obniżenia pensji bez zgody pracowników. Podkreśla, że jeśli chodzi o tarcze antykryzysową to

Wszystkie rozwiązania są czasowe.

Będą one obowiązywać przez 3 miesiące, w których czasie firma będzie z nich korzystać. Mówi także o kolejnych zmianach w tarczy. Zauważa, że to jaka będzie sytuacja po tych trzech miesiąca zależy nie tylko od polskiego rządu i stanu gospodarki w Polsce:

Jeśli popyt w Hiszpanii, Włoszech nie ruszy to firmy, które kierują tam eksport będą miały problem.

Odnosi się do urlopów dla pracowników, zwracając uwagę, że wielu pracowników ma „dużo zaległego urlopu”. Rozwiązania tarczy pozwolą pracodawcom „wskazać moment, kiedy trzeba ten zaległy urlop wybrać”.

Wiceminister rozwoju informuje, że kolejnym przygotowywanym elementem są ulgi podatkowe. Kolejna tarcza dedykowana będzie przemysłowi 4.0. Chodzi o  szeroko rozumianą automatyzację produkcji.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

Prezes Black Red White: Ocalenie wszystkich miejsc pracy jest niemożliwe. Tarcza antykryzysowa nie zadowoli wszystkich

Dariusz Formela o działaniu Black Red White w dobie państwowej kwarantanny, tym, ile na niej straci i ilu pracowników będzie musiało zwolnić oraz o tym, czego oczekuje od tarczy antykryzysowej.

Brak płynności oznacza dyskusję na temat przyszłości firmy i jej pracowników.

Dariusz Formela tłumaczy, jak wygląda sytuacja firmy Black Red White. Polskie przedsiębiorstwo zatrudnia 7,5 tys. pracowników w Polsce, tysiąc za granicą, a w 300 sklepach partnerskich pracuje łącznie 2,5 tys. ludzi. Przez kwarantanne straty miesięczne BRW wynoszą ok. 80 mln zł- przychód spadnie o 95% w eksporcie i o 85% na rynku wewnętrznym.

Każdy podmiot trudniący się handlem detalicznym będzie miał problem z przetrwaniem. I to nie dotyczy tylko małych czy średnich firm […] Wszyscy na tym kryzysie stracą.

Prezes Black Red White podkreśla, że tarcza antykryzysowa nie zadowoli wszystkich i nie rozwiąże wszystkich problemów. Musi ona być uchwalona jak najszybciej. Im później wejdą do życia przepisy zapisane w tarczy, i im dłużej trzeba będzie czekać na powrót koniunktury, tym więcej pracowników będzie zwolnionych. Z tych ostatnich od kilkudziesięciu do kilkuset może stracić pracę w BRW.

Na pewno nie będziemy przedłużać umów, które kończą się w ciągu najbliższych trzech miesięcy.

Zaznacza, że nie ocalenie wszystkich miejsc pracy jest niemożliwe. Nasz gość oczekuje więc, iż przepisy szybko będą obowiązywać w polskim prawodawstwie. Ma nadzieję, że w związku z tarczą nie trzeba będzie zmierzyć się ze skomplikowaną biurokracją.

Oczekuję jasnych i prostych wytycznych, w jakim kierunku przeprowadzać zmiany.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

Mateusz Morawiecki: Nie wiemy, jak się choroba u nas rozwinie. Za kilka dni może to być nawet 1000 przypadków

Premier Morawiecki o niewiadomej skali przyrostu zachorowań na koronawirusa w najbliższej przyszłości. Andrzej Adamczyk o roli kierowców międzynarodowych i Jacek Czaputowicz o akcji ewakuacji Polaków

  • Szef rządu dziękuje Polakom za solidarność w obliczu choroby.
  • Minister Infrastuktury o możliwości przewiezienia obywateli Litwy i Ukrainy z Niemiec do ich krajów.
  • Jacek Czaputowicz o tym, jak inne kraje wzorują się na polskich rozwiązaniach w zwalczaniu epidemii.

Premier Mateusz Morawiecki na poniedziałkowej konferencji informuje, że ma powstać specjalna placówka medyczna dla osób z koronawirusem. Podkreśla, że:

Nie wiemy, jak się choroba u nas rozwinie. Za kilka dni, jak mówią epidemiolodzy, może to być kilkaset, a może nawet tysiąc przypadków.

Zanacza, że w walce z epidemią solidarnie biorąc udział wszyscy Polacy: przedsiębiorcy i pracownicy, społeczeństwo oraz samorządy i rząd.

Przykłady krajów z Dalekiego Wschodu napełniają optymizmem, przykłady Europy Zachodniej są przestrogą.

Szef rządu podaje, że „przewozimy Polaków ze stu kilkunastu krajów świata, żeby tutaj mogli przebywać”. Stwierdza, że rząd robi wszystko, żeby dostarczyć pracownikom systemu opieki zdrowotnej potrzebnych materiałów ochronnych i zapawnie, że „Polacy niezwykle doceniają waszą pracę”.

Pracę kierowców transportu międzynarodowego docenia minister Andrzej Adamczyk, którzy, jak mówi, prosili go, by powiedział jak ciężko pracuja, by do kraju docierały potrzebne towary:

Rozpocznę od podziękowań dla wszystkich tych, dzięki którym transport wygląda normalnie, kierowcom transportu międzynarodowego. […] Pragnę państwa zapewnić, że dostawy towarów do kraju są niezagrożone.

Minister Infrastruktury zaznacza, że wobec nich kierowców tirów stosowane są takie same procedury jak zawsze z dodaniem mierzenia temperatury na granicy. Mówi o skutecznej akcji LOT do Polski, która jak podkresla, jest możliwa dzięki narodowemu przewoźnikowi. Dodaje, iż jeżeli rządy Litwy i Ukrainy zgłoszą taką potrzebę, to polski rząd jest gotowy, „by przewieźć Litwinów i Ukraińców ze strony Niemiec”.

Minister Jacek Czaputowicz uzupełnia wypowiedzi swych przedmówców odnośnie akcji ewakuacji Polaków do kraju. Powracają oni do Polski z takich krajów jak: Wietnam, Tajlandia, Grecja, czy Dominikana. Sze MSZ zauważa, że nasz kraj jest „modelem dla wielu państw”:

To, co Polska robi, inne państwa po kilku dniach wprowadzają.

Informuje, że polskie placówki dyplomatyczne pracują w trybie nadzwyczajnym.

A.P.

Koniec z nieuczciwością pracodawców w kwestii wynagrodzeń? KO zgłasza projekt zmian w Kodeksie pracy

Nowelizacja zakłada grzywny dla pracodawców, który nie podadzą w ogłoszeniu proponowanej pensji brutto. Politycy KO chcą ograniczyć dyskryminację płacową i zwiększyć wydajność procesów rekrutacyjnych.

Jak informuje dziennik „Rzeczpospolita”, do Sejmu trafił  projekt nowelizacji Kodeksu pracy, zgodnie z którą pracodawcy będa mieli obowiązek w ogłoszeniach o pracę podawać wysokość proponowanego wynagrodzenia brutto. Za niedopełnienie tego obowiązku grozić będzie, zgodnie z projektem, grzywna od 1000 zł do 30000 zł. Karane będzie rownież zatrudnianie pracowników z pensja niższą niż deklarowna w ogłoszeniu. W przypadku gdy pracodawca poda „widełki”, w których mieścić będzie się przyszłe wynagrodzenie, konieczna będzie wzmianka, że ostateczna wartość pensji podlega negocjacjom.

Autorami inicjatywy ustawodawczej są posłowie Koalicji Obywatelskiej.  Poseł Witold Zembaczyński, jeden z autorów projektu, mówi o haniebnych praktykach niektorych pracodawców, ktorych ukrócenie jest celem przedstawionego projektu ustawy:

Od jednej osoby, z którą konsultowałem ten projekt, usłyszałem, że została nawet zapytana wprost: Za ile najmniej byłaby pani w stanie pracować?
To jest niewiarygodne, ale tak często wyglądają realia rozmów rekrutacyjnych.

W uzasadnieniu projektu czytamy:

W odpowiedzi na oferty z podany wynagrodzeniem napływa więcej lepiej dopasowanych aplikacji, dzięki czemu ponosi się mniejsze koszty poszukiwania pracowników, a ostatecznie zrekrutowana osoba lepiej odpowiada potrzebom i możliwościom pracodawcy. Podawanie widełek wynagrodzenia poprawia także wizerunek pracodawcy i buduje jego markę wśród pracowników. Minimalizuje też ryzyko prowadzenia długich i złożonych procesów rekrutacyjnych, które ostatecznie kończą się niczym, ponieważ rekrutowana osoba rezygnuje z przyjęcia oferty po zapoznaniu się z propozycją wynagrodzenia.

W innym miejscu, autorzy projektu wskazują:

Rekruterzy i pracodawcy uznają często pytanie dotyczące wynagrodzenia, jednej z podstawowych dla poszukującej zatrudnienia osoby kwestii, za przejaw braku kultury, roszczeniowości albo arogancji.

Nowe prawo miałoby się przyczynić do uzdrowienia tej sytuacji.

Nie znamy oficjalnej opinii partii rządzącej na temat proponowanych zmian. Pochlebnie o projekcie wypowiedział się wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej Stanisław Szwed:

Oficjalnego stanowiska rządu nie ma. Jeśli chodzi o nasze ministerstwo, jesteśmy pozytywnie nastawieni do projektu.

Nowe przepisy, w przypadku uchwalenia, miałyby wejść w życie 30 lipca 2020 r.

A.W.K.

Zmiana na rynku pracy: Polacy wypierają Ukraińców z rynku, ponieważ ci wolą jechać za pracą dalej na Zachód

Bezrobocie rośnie, a liczba Ukraińców zarejestrowanych w ZUS maleje. Nie oznacza to powiększania się szarej strefy – rosnąca dostępność Polaków na rodzimym rynku pracy wypiera pracowników z Ukrainy.

Naszym rodakom trudniej jest znaleźć pracę na zachodzie Europy, przygotowującym się do spowolnienia gospodarczego związanego m.in. z Brexitem. Jak wskazują eksperci Personnel Service, na koniec 2019 r. z polskiego rynku może odpłynąć maksymalnie 100 tys. pracowników z Ukrainy, ale biorąc pod uwagę wspomniane wcześniej okoliczności, polscy pracodawcy odczują to w bardzo niewielkim stopniu.

Trudniej na Zachodzie, łatwiej w Polsce

– Obywatelom Polski coraz trudniej znaleźć pracę na Zachodzie, szczególnie w przygotowującej się do Brexitu Wielkiej Brytanii i poszukujących tańszej niż Polacy siły roboczej Niemczech – mówi Krzysztof Inglot, ekspert rynku pracy, prezes Personnel Service. – Gdy Brexit stanie się faktem to sytuacja jeszcze się nasili, a w przypadku wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej bez umowy będziemy mogli zaobserwować szczególnie duży zastrzyk Polaków na rodzimym rynku. Widzimy też wyraźnie, że fala pracowników z Ukrainy nie ustaje. Tylko w naszej firmie mamy obecnie około 2 tys. Ukraińców gotowych do podjęcia pracy w Polsce.

Jak twierdzą niemieccy ekonomiści, twardy Brexit zagrozi bezpośrednio aż 100 tys. miejscom pracy w ich kraju. Jednocześnie dodają, że ta liczba może okazać się znacznie wyższa – Brexit bez umowy spowoduje m. in. powrót cła i innych opłat funkcjonujących poza UE, co pośrednio przełoży się na mniejszą skłonność do inwestycji i wzrost bezrobocia. Takie konsekwencje może mieć też spadek eksportu z UE do UK, który najbardziej odbije się na Niemczech jako największej gospodarce w Unii. Tym samym Niemcy będą werbować pracowników z Ukrainy na dużo mniejszą skalę, niż jeszcze niedawno zapowiadano. W niektórych branżach zatrudnienie może zostać mocno ograniczone, np. w motoryzacji, na którą, zdaniem niemieckich ekonomistów, Brexit może mieć wyjątkowo duży wpływ. Taka sytuacja znacząco zmieni dotychczasowy czarny scenariusz dla polskiego rynku pracy, który zakładał wyjazd nawet 250 tys. Ukraińców z naszego kraju do Niemiec na koniec 2019 r. Eksperci Personnel Service szacują, że zamiast tego z kraju odpłynie maksymalnie 100 tys. Ukraińców.

– Tych 100 tys. pracowników z Ukrainy, którzy wyjadą na Zachód, podejmie pracę przede wszystkim w szarej strefie w branżach takich jak budowlanka, ogrodnictwo i rolnictwo – dodaje Krzysztof Inglot. – W efekcie Polacy, którzy dotychczas podejmowali takie zatrudnienie w Niemczech, zostaną w Polsce zasilając nasz rynek pracy. Możemy oszacować także, że w wyniku Brexitu pracę w Niemczech straci dodatkowo około 20 tys. pracowników z obszarów produkcji i usług, branż automotive i finansowej.

Zmiany, zmiany…?

W ciągu ostatniego kwartału 2018 r. liczba pracowników z Ukrainy zarejestrowanych w ZUS zmniejszyła się o ponad 20 tys. Spadku liczby cudzoziemców ubezpieczonych społecznie w Polsce nie było od czterech lat, ich liczba systematycznie rosła. Bezrobocie w pierwszych dwóch miesiącach 2019 r. utrzymuje swój wzrost (w styczniu i lutym wynosiło 6,1 proc.), podczas gdy w 2018 r., po krótkim wzroście w styczniu spowodowanym zimowym sezonowym przestojem, w lutym zaczęło spadać.

Pracownikom w Polsce w coraz większym stopniu zależy na elastycznym czasie pracy i możliwości pracy zdalnej

Choć firmy chętniej stawiają na ruchomy czas pracy, praca z domu nadal pozostaje dostępna głównie dla freelancerów – informują Antal i Sodexo w najnowszym raporcie o rynku pracy [Raport do pobrania].

Tylko 19 proc. Polaków chce stałych godzin pracy. Firmy otwierają się na nowe rozwiązania i dają pracownikowi możliwość wyboru warunków zatrudnienia. Jak wynika z najnowszego raportu Antal i Sodexo „Cztery osobowości – jeden rynek pracy” – postawy Polaków wobec pracy ewoluują. Jednocześnie różnorodność pokoleniowa w organizacjach wymaga dywersyfikacji oferty i warunków pracy względem potrzeb danej grupy wiekowej. Czego oczekują pracownicy?

Aż 81 proc. pracowników zależy na możliwości elastycznego rozpoczynania i kończenia czasu pracy w zależności od natężenia obowiązków i prywatnych zobowiązań. Jednocześnie coraz większym powodzeniem cieszy się praca zdalna. 75 proc. pracowników wybrałoby taki model, zamiast pracy biurowej.

Z raportu Antal i Sodexo wynika również, że w dalszym ciągu work-life balance jest bardziej cenione niż work-life integration. Aż 41 proc. pracowników uważa, że pracodawca powinien wprowadzić zasadę braku e-maili poza godzinami pracy. Tylko 32 proc. pracowników chce móc zajmować się prywatnymi rzeczami w czasie pracy, ale jednocześnie jest gotowych wypełniać obowiązki służbowe poza biurem.

Do pobrania Raport „Cztery osobowości, jeden rynek pracy”

ANTAL_Sodexo_Raport_Osobowosci

Niemal połowa firm w Polsce zapowiada podwyżki wynagrodzeń w przyszłym roku, wynika z raportu agencji Randstad

W przeciągu najbliższego półrocza podwyżki wynagrodzeń zapowiada 44% firm, jest to wzrost o 17 pkt. proc. w stosunku do ostatnich ankiet przeprowadzonych pół roku temu – informuje Randstad

Podwyżki wynagrodzeń w przeciągu najbliższego półrocza zapowiada 44 proc. firm, i jest to wzrost o 17 pkt. proc. w stosunku do ostatnich ankiet przeprowadzonych pół roku temu – wynika z przeprowadzonego wśród polskich firm badania i opublikowanego przez agencję zatrudnieia Ranstad raportu. Podwyżki będą, choć nie porażająco wysokie – w większości mówi się o wzroście na poziomie 2 proc. obecnego wynagrodzenia.

„Z reguły to właśnie koniec roku jest momentem, gdy pracodawcy przeglądają swoją politykę wynagrodzeń i analizują sytuację na rynku. Dlatego w porównaniu z czerwcem tego roku wzrost udziału firm planujących podwyżki sięga aż 17 pkt. proc., ale rok do roku to już tylko 1 pkt. proc.” komentują autorzy raportu. Dodają też, że „44 proc. pracodawców zapowiadających podwyżki to rekordowy wynik w skali całej historii badania”.

Najwięcej podwyżek można się spodziewać w przedsiębiorstwach operujących w przemyśle (50 proc.), handlu (49 proc.), budownictwie (43 proc.) oraz sektorze finansowym (43 proc.). „Podwyżki na poziomie od 2 proc. do 4 proc. zapowiada 24 proc. przedsiębiorców (pół roku temu 26 proc.), podobnie jest w przypadku podwyżek od 4 proc. do 7 proc. (26 proc. w połowie 2018 r.) – napisano w oficjalnym komunikacie prasowym. W stosunku do poprzedniego półrocza wzrósł też procent pracodawców którzy planują podniesienie wynagrodzeń o nie więcej niż 2 proc. obecnej wypłaty (14 proc. przedsiębiorców, gdy poprzednio było ich tylko 11 proc.).

„W kwestii wzrostu zatrudnienia obserwujemy wyraźną cykliczność w badaniu – pod koniec roku zawsze pracodawcy są bardziej powściągliwi w deklaracjach o zwiększeniu liczebności załóg. W połowie roku deklarowało tak 39 proc. respondentów, teraz zaledwie 33 proc. Jednak w porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku notujemy wzrost o 2 pkt. proc.” – napisano w komentarzu. W 2019 odsetek firm planujących zwiększenie zatrudnienia ma wrócić do poziomu z końca 2017 r.

Badanie przeprowadzono między 8 października a 8 listopada bieżącego roku, na grupie ankietowanych w liczbie około tysiąca managerów, odpowiadających w poszczególnych firmach za rekrutację i zarządzanie kadrami.