Poznański Czerwiec – odchodzą ostatni uczestnicy poznańskiego powstania /Jan Martini, „Wielkopolski Kurier WNET” 76/2020

Za poznańską masakrę 1956 roku NIKT nie został ukarany. Aby opanować sytuację, użyto 300 czołgów i 10 tysięcy żołnierzy pod dowództwem „sojuszniczych” oficerów oddelegowanych do polskiego wojska.

Jan Martini

Odchodzą świadkowie historii

9 września 2020 roku zmarł ostatni uczestnik powstania poznańskiego 1956 roku, który walczył z bronią w ręku – Jerzy Grabus.

Karabin „odziedziczył” po ciężko rannym powstańcu, któremu służył jako amunicyjny. Był świadkiem śmierci kolejno dwóch swoich amunicyjnych. Nie „załapał” się na pierwsze, najbrutalniejsze przesłuchania, ale przez donos kolegi ze studiów został aresztowany po 2 miesiącach. Zrobiono wiele tysięcy zdjęć tłumu, które potem pracowicie oglądali tajni współpracownicy z zakładów pracy, rozpoznając znajomych. Właśnie w ten sposób został „namierzony” Jerzy Grabus.

Wśród „polskich miesięcy”, podczas których stopniowo wyrywaliśmy coraz więcej podmiotowości, te 3 dni w czerwcu 1956 roku, zwane w PRL jako „wypadki poznańskie”, wyznaczyły cezurę chyba najważniejszą.

Było to ostatnie zbrojne wystąpienie Polaków po II wojnie światowej. Równocześnie przemiany będące konsekwencją tych wydarzeń zakończyły okres nieformalnej powojennej okupacji sowieckiej, a późniejsza ułomna i zwasalizowana Polska Rzeczpospolita Ludowa była jednak formą państwowości polskiej.

W 2015 roku miałem okazję zarejestrować długie, bardzo interesujące wspomnienia członków poznańskiego Klubu Gazety Polskiej, będących bezpośrednimi uczestnikami Poznańskiego Czerwca – Zofii Bartoszewskiej i Jerzego Grabusa (film pt. Poznański Czerwiec 56 w relacji uczestników jest dostępny na YT).

Zofia Bartoszewska była pielęgniarką w szpitalu im. Raszei, położonym w sąsiedztwie siedziby Urzędu Bezpieczeństwa. Nawet po 50 latach jej głos się łamie, gdy mówi o ciężko rannym 17-letnim chłopcu, który całą noc wołał matkę i zmarł rano, 20 minut przed jej przybyciem…

Natomiast Jerzy Grabus karabin „odziedziczył” po ciężko rannym powstańcu, któremu służył jako amunicyjny i był świadkiem śmierci kolejno dwóch swoich amunicyjnych. Będąc dwukrotnie ranny, Grabus miał wiele szczęścia – raz pocisk rozerwał mu marynarkę i oparzył bok (kula opuszczając lufę jest gorąca), rany zaś w kostkę w ferworze walki początkowo nawet nie zauważył. Po opatrzeniu rany i wylaniu krwi z buta poszedł walczyć dalej. Ponieważ szybko po tych wydarzeniach wyjechał z miasta na praktykę studencką do Gdańska, nie „załapał” się na pierwsze, najbrutalniejsze przesłuchania, ale przez donos kolegi ze studiów został aresztowany po 2 miesiącach. Choć samo aresztowanie miało brutalny przebieg (podczas aresztowania wskutek kopniaka pękła mu nerka), w samym śledztwie nie był traktowany źle. Widocznie funkcjonariusze wyczuli już wiatr historii i nadchodzące zmiany.

Grabusowi groziła kara śmierci, ale po objęciu władzy przez Gomułkę został zwolniony. Nie znaczy to, że komuniści o nim zapomnieli – został wyrzucony ze studiów i nigdzie nie mógł znaleźć pracy, a przez 11 lat był niepokojony przez funkcjonariuszy już nie UB, lecz SB.

(Po Październiku zlikwidowano Urząd Bezpieczeństwa, a jego „zasoby kadrowe” przeniesiono do milicji, tworząc w niej pion bezpieczeństwa – SB). W 1989 roku byliśmy świadkami równie kosmetycznej operacji likwidacji SB. Przezorny gen. Kiszczak przeniósł część funkcjonariuszy do milicji (wkrótce przemianowanej na policję), a resztę, po symbolicznej weryfikacji i odrzuceniu niektórych, zatrudniono w Urzędzie Ochrony Państwa.

Relacje Grabusa i Bartoszewskiej ujawniły szereg nieznanych faktów. Te białe plamy powstania poznańskiego 1956 r. ciągle czekają na rzetelne badania historyczne. Jednak wydaje się, że wciąż nie ma na to klimatu politycznego, a świadków coraz mniej… Zarówno Grabus, jak i Bartoszewska twierdzili, że „wypadki poznańskie” zostały sprowokowane, a świadczy o tym choćby fakt, że strajk w zakładach Cegielskiego rozpoczął się podczas Targów Poznańskich, kiedy w mieście przebywała duża ilość cudzoziemców.

Nieznany jest los więźniów przetrzymywanych w piwnicach Urzędu Bezpieczeństwa – prawdopodobnie zostali wymordowani podczas oblężenia gmachu. Szkielety znalezione na poligonie w Biedrusku mogą należeć do żołnierzy, którzy odmówili strzelania do ludzi lub przeszli na stronę powstańców. Bardzo mało wiadomo na temat aresztowań i represji wobec personelu medycznego kryjącego rannych powstańców. Chyba te obszary badawcze nie podlegały zainteresowaniu historyków z Wojskowego Instytutu Historycznego, którzy pierwsi zajęli się Czerwcem ’56.

Oficjalnie władze „zatwierdziły” 72 ofiary śmiertelne i 230 rannych, ale nie ulega wątpliwości, że są to liczby znacznie zaniżone.

Obecni podczas wydarzeń w Poznaniu francuscy dziennikarze znaleźli sprytny pomysł na zweryfikowanie liczby ofiar. Zgłosili oni do władz, że zaginął ich kolega. Powołano komisję, w skład której, obok przedstawicieli ambasady francuskiej i dziennikarzy – kolegów „zaginionego” – wchodził minister zdrowia Sztachelski. Przeszukano wszystkie szpitalne kostnice, Francuzi dziennikarza nie znaleźli, ale przy okazji policzyli zmarłych od ran postrzałowych. Do południa 29 czerwca było ich 115. Biorąc pod uwagę fakt, że walki trwały jeszcze następną dobę, a część ciężko rannych zmarła później, można szacować ogólną ilość ofiar śmiertelnych na ok. 150. Mimo przerwania łączności telefonicznej, szpitale komunikowały się między sobą (pożyczano środki opatrunkowe, przemieszczano pacjentów), a służba zdrowia doskonale orientowała się o ogólnej ilości rannych, których mogło być ok. tysiąca. Ponadto wielu rannych po udzieleniu pomocy nie wpisywano do oficjalnych rejestrów z uwagi na możliwość represji.

Zofia Bartoszewska, odwiedzając koleżankę-pielęgniarkę, której narzeczony pracował jako fotograf w UB, widziała walizkę zdjęć z demonstracji. Dowiedziała się też, że stu takich fotografów wyszło na ulice miasta podczas zajść.

Zrobiono wiele tysięcy zdjęć tłumu, które potem pracowicie oglądali tajni współpracownicy z zakładów pracy, rozpoznając znajomych (taką „działalnością usługową” dla SB zajmował się „wczesny Wałęsa”). Właśnie w ten sposób został namierzony Jerzy Grabus. Podczas śledztwa widział on ogromne wory ze zdjęciami w pokojach przesłuchań.

Po stłumieniu oporu na miasto spadły wielkie represje – kilka tysięcy zatrzymanych osób umieszczono w obozie filtracyjnym na lotnisku Ławica. Wybrano 800 podejrzanych do bardziej wnikliwego śledztwa, w końcu do spraw sądowych zakwalifikowano 130. Wśród nich był Jerzy Grabus. Aby „przeprocesować” taką ilość, potrzebne było „wzmocnienie kadrowe” – to wówczas powiększono liczbę etatów w UB do 900 i ta „firma” stała się jednym z największych zakładów pracy w mieście. Prawdopodobnie ówczesne decyzje kadrowe, tak bardzo wzmacniające protoplastów dzisiejszej „lewicy laickiej”, mają wpływ na obecne preferencje wyborcze mieszkańców – to w Poznaniu na kandydata „polskojęzycznych Europejczyków” (jak siebie określają) padło 74% głosów – więcej niż w Warszawie czy Gdańsku.

Za masakrę 1956 roku NIKT nie został ukarany. Powołano partyjno-rządową komisję do spraw wyjaśnienia przyczyn „wypadków poznańskich”, na czele której stał nieznany wówczas Edward Gierek. Komisja ustaliła, że próbę „kontrrewolucji” wywołali „agenci imperializmu amerykańskiego”. Aby opanować sytuację, użyto 300 czołgów i 10 tysięcy żołnierzy pod dowództwem „sojuszniczych” oficerów oddelegowanych do polskiego wojska. Zwycięstwo nad ludnością Poznania odniósł sowiecki wojskowy w Polsce, znany jako „generał Stanisław Popławski – syn polskiego chłopa spod Mohylewa”. Zdaniem wielu historyków jego prawdziwe nazwisko to Sergiej Fiodorowicz Gorochow. Po stłumieniu oporu poznaniaków został odwołany do Rosji. Do śmierci pobierał polską emeryturę, a na jego pogrzeb w 1973 roku do Moskwy pojechała delegacja partyjno-rządowa z gen. Jaruzelskim na czele. W osiemnastą rocznicę poznańskiej masakry – 28 czerwca 1974 roku – zwodowano w Gdańsku statek MS „Generał Stanisław Popławski”… W oficjalnym biogramie generała wymieniony jest jego „szlak bojowy” i kampanie, w których uczestniczył. Jako ostatni punkt kariery zawodowej tego oficera wymienione jest „powstanie poznańskie”.

Drugi sowiecki generał Jerzy (Jurij) Bordziłowski, który w Poznaniu wydał rozkaz strzelania ostrą amunicją, powrócił do ZSRR później, bo dopiero podczas kolejnego „zakrętu historii” – w roku 1968. Miał on długą historię walki z Polakami, bo debiutował w tej roli już podczas wojny polsko-bolszewickiej w roku 1920.

Po październikowym przesileniu 1956 roku wielu spośród tysięcy sowieckich oficerów oddelegowanych do służby w wojsku polskim wróciło do Rosji (na czele z marszałkiem Rokossowskim). Jednak jakaś część pozostała. Ich dzieci mówią już bez akcentu i z pewnością nie są wyborcami Prawa i Sprawiedliwości.

Podczas zaborów znane były liczne przypadki polonizacji (szczególnie w zaborze austriackim) dzieci wojskowych zaborczych armii. Jednak rosyjscy oficerowie oddelegowanych do „pełnienia obowiązków Polaków” (tzw. POP) w latach 1944–1945, specjalnie przygotowywani, po intensywnych kursach językowych, byli zbyt przywiązani do swej radzieckiej ojczyzny, by ulec polonizacji. Może ich dzieci i wnuki dalej wykonują jakieś zadania?

Artykuł Jana Martiniego pt. „Odchodzą świadkowie historii” znajduje się na s. 1 październikowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 76/2020.

 


  • Od lipca 2020 r. cena wydania papierowego „Kuriera WNET” wynosi 9 zł.
  • Ten numer „Kuriera WNET” można nabyć również w wersji elektronicznej (wydanie ogólnopolskie, śląskie i wielkopolskie wspólnie) w cenie 7,9 zł pod adresem: e-kiosk.pl, egazety.pl lub nexto.pl.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.
Artykuł Jana Martiniego pt. „Odchodzą świadkowie historii” na s. 1 październikowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 76/2020

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Jolanta Hajdasz: Prezydent Poznania ma problem z polskością

Redaktor naczelna „Wielkopolskiego Kuriera WNET” komentuje wejście Jacka Jaśkowiaka do polityki ogólnopolskiej. Kreśli obraz włodarza stolicy Wielkopolski jako bardzo niebezpiecznego polityka.

 

Jolanta Hajdasz mówi, że start prezydenta Poznania Jacka Jaśkowiaka w prawyborach prezydenckich Koalicji Obywatelskiej nie jest żadnym zaskoczeniem:

Ambicje  pana prezydenta Jaśkowiaka były artykułowane przy różnych okazjach, i widać było […] w ostatnich trzech latach, że te ambicje sięgają daleko poza Poznań.

Rozmówczyni Łukasza Jankowskiego opowiada o promowaniu przez prezydenta Jacka Jaśkowiaka ideologii LGBT i o „zepchnięciu do narożnika” Kościoła. Krytykuje jego niechęć do dialogu z organizacjami o innym niż lewicowy  charakterze.

Pytana o stosunek Jacka Jaśkowiaka do polskości, Jolanta Hajdasz mówi o sabotowaniu przez niego uroczystości rocznicowych Czerwca’56 przed trzema laty i zlekceważeniu niedawnego  stulecia powstania wielkopolskiego.

A.W.K

Chwała tym, co 63 lata temu swą przelaną na ulicach Poznania krwią wyznaczyli drogę ku Polsce niepodległej i suwerennej!

Dr Józef Granatowicz 28 czerwca zdecydował o natychmiastowym przekształceniu Szpitala Miejskiego im. Franciszka Raszei w szpital polowy. Prowadził operacje, mimo że kule wpadały do sal szpitalnych.

Jolanta Hajdasz (opr.)

Poznański Czerwiec to pierwszy bunt robotników w PRL. W czwartek 28 czerwca 1956 roku o godz. 6:30 uruchomiono główną syrenę w Zakładach im. Józefa Stalina Poznań, bo tak wówczas nazywały się Zakłady Hipolita Cegielskiego. Dla zgromadzonych w nich robotników – niezadowolonych ze swojej sytuacji bytowej, rozczarowanych pogarszającymi się warunkami pracy i ignorowaniem ich żądań przez władze – był to sygnał do rozpoczęcia manifestacji. W milczeniu wyszli z zakładów i skierowali pochód w stronę centrum Poznania, zmierzając w stronę siedzib władzy – Miejskiej Rady Narodowej i Komitetu Wojewódzkiego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, aby w ten sposób zmusić ją do konkretnych rozmów i nakłonić do ustępstw na rzecz polepszenia warunków pracy i życia.

– Na czele pochodu Cegielskiego szły kobiety pracujące na kamieniu przy szlifowaniu ręcznym pudeł wagonów. Obdarte, wychudzone, w wykoślawionych drewniakach – wyglądały jak prawdziwe katorżnice. Za nimi pracownicy montażu i spawacze.

Szliśmy spokojnie, bez żadnych okrzyków – wspominał jeden z uczestników, a dziś jego wypowiedź można przeczytać na stronie internetowej IPN. Tak rozpoczął się bunt robotników i mieszkańców Poznania, spowodowany przede wszystkim złymi warunkami życia będącymi wynikiem realizacji planu sześcioletniego. Bunt, który został stłumiony przez liczące ponad 10 tys. żołnierzy oddziały Ludowego Wojska Polskiego pod dowództwem wywodzącego się z Armii Czerwonej generała Stanisława Popławskiego. Zginęło wówczas 58 osób, setki zostało rannych. (…)

Uhonorowany został również lekarz, który niósł pomoc poszkodowanym: u zbiegu ul. Poznańskiej i ul. Jeżyckiej, naprzeciw szpitala, znajduje się Skwer im. Doktora Józefa Granatowicza (1901–1978), który w dniu 28 czerwca 1956 roku zdecydował o natychmiastowym przekształceniu Szpitala Miejskiego im. Franciszka Raszei w szpital polowy, gdzie ratowani byli uczestnicy walk ulicznych. Zakazał rejestrowania osób rannych, bo wiedział, że listy pacjentów mogą stać listami proskrypcyjnymi. Prowadził operacje, mimo że kule wpadały do sal szpitalnych.

Artykuł Jolanty Hajdasz pt. „63 rocznica Poznańskiego Czerwca ʼ56” znajduje się na s. 1 lipcowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 61/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Informacja o 63 rocznicy Poznańskiego Czerwca ʼ56” na s. 3 lipcowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 61/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

„Wielkopolski Kurier Wnet” 37/2017: Stanowisko Komitetu „Wielkopolska Prawica” ws. rocznicy Poznańskiego Czerwca 1956 r.

Idea, która przyświecała Bohaterom Poznańskiego Czerwca 1956 r., dotyczyła przecież wszystkich Polaków bez wyjątku. Wyrażając Im za to swą głęboką wdzięczność, inspirujmy się dziś Ich przykładem.

Stanowisko Komitetu „Wielkopolska Prawica” ws. rocznicy Poznańskiego Czerwca 1956 r.

Poznański Czerwiec 1956 roku to wydarzenie o ogromnej doniosłości. W sposób trwały zmieniło ono historię naszego kraju.

Ludzie, którzy wtedy wyszli na ulice Poznania, żądając „chleba i wolności”, prawdziwie i bezinteresownie poświęcili się dla innych, dla Polski. W owych czasach był to akt niezwykłej odwagi, ale i desperacji. Bohaterowie Poznańskiego Czerwca postawili na szali wszystko, co mieli, przede wszystkim swe życie. To jest miarą ich patriotyzmu.

Ponieśli za to bardzo wysoką cenę, niejednokrotnie ofiarę własnego życia. Tamtego zrywu i demonstracji nie można nawet porównywać do współczesnych, nierzadko żałosnych happeningów. Do uczestników tamtych wydarzeń strzelano, więziono ich i katowano. Ci, którzy uniknęli prześladowań, żyli w nieustannym zagrożeniu. Socjalistyczna i rzekomo ludowa władza brutalnie i bezwzględnie pozbawiała ich wszystkiego; dostawali wilcze bilety, nie mogli znaleźć pracy, podjąć nauki, całymi latami byli inwigilowani, prześladowani, marginalizowani.

Dla nas powinno to być zachętą do refleksji, z jakiej perspektywy winniśmy postrzegać, jak bardzo doceniać i szanować obecną suwerenność Polski, do której ostatecznego wywalczenia także Oni przyczynili się w ogromnej mierze. To również dzięki Ich heroizmowi obecnie cieszymy się WOLNOŚCIĄ.

Jesteśmy częścią dumnego Narodu, który nie wstydzi się swojej tradycji i wiary. Opowiadamy się za państwem, które zdecydowanie działa na rzecz bezpieczeństwa i sprawiedliwości oraz nie zapomina o swoich bohaterach.

Komitet Wielkopolska Prawica, zapowiadając swe uczestnictwo w tegorocznych obchodach 61 rocznicy Poznańskiego Czerwca 1956 r., z całą mocą podkreśla, że dzisiaj, pomimo tak wielu różnic światopoglądowych między Polakami, uroczystości te winny jednoczyć wszystkich mieszkańców naszego kraju, w szczególności Wielkopolan.

Uważamy za w najwyższym stopniu niewłaściwe nadawanie udziałowi w tych na wskroś historycznych obchodach jednoznacznego charakteru politycznego, ponieważ nie chcielibyśmy, aby kiedykolwiek powtórzyła się haniebna historia znieważenia zarówno hymnu państwowego, jak zaproszonych gości, w tym Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej i wiceprezesa Rady Ministrów, jak to miało miejsce rok temu.

Idea, która przyświecała Bohaterom Poznańskiego Czerwca 1956 r., dotyczyła przecież wszystkich Polaków bez wyjątku. Swą heroiczną walką dowiedli oni także, iż to w jedności siła. Wyrażając Im za to swą głęboką wdzięczność, inspirujmy się dziś Ich przykładem.

Dlatego, chcąc w tym szczególnym dniu uczcić odważny zryw Wielkopolan, pragniemy zacytować słowa wielkiego Polaka, Świętego Jana Pawła II: „Ufam, iż zwycięży duch zgody, braterskiej współpracy oraz autentycznej troski o dobro Rzeczpospolitej”.

Komitet Wielkopolska Prawica w składzie:

Narodowcy RP
Pobudka – Klucz Poznań „Piastowy”
Polska Razem Zjednoczona Prawica – Koło Poznań
Poznański Klub Gazety Polskiej im. gen. pil. Andrzeja Błasika
Prawo i Sprawiedliwość w Poznaniu
Republikanie RP
Stowarzyszenie Wielkopolscy Patrioci
Wolni i Solidarni

Stanowisko Komitetu „Wielkopolska Prawica” w sprawie rocznicy Poznańskiego Czerwca 1956 r. znajduje się na s. 1 lipcowego „Wielkopolskiego Kuriera Wnet” nr 37/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Stanowisko Komitetu „Wielkopolska Prawica” w sprawie rocznicy Poznańskiego Czerwca 1956 r. na s. 1 lipcowego „Wielkopolskiego Kuriera Wnet” nr 37/2017, wnet.webbook.pl