„Now The Grass Grows Through My Skin”– Anchey Nocon pomiędzy przeczuciem nicości a wiecznym trwaniem. Tomasz Wybranowski

Na wstępie napiszę, że lubię czuć w sobie ducha Kolumba, kiedy odkrywam nowe muzyczne departamenty i mogę nimi raczyć moich irlandzkich i polskich słuchaczy. Często to są takie zakamarki muzycznej ziemi, gdzie rzadko ktoś zagląda. A wielka szkoda! Tak jest w przypadku Andrzeja Noconia a.k.a. Anchey Nocon, który dał się już poznać wcześniej jako fundament formacji blunt razor. Krążek grupy „Szczebrzeszyn”, nie tylko z powodu moich zamojskich korzeni, gościł w odtwarzaczach radia […]

Na wstępie napiszę, że lubię czuć w sobie ducha Kolumba, kiedy odkrywam nowe muzyczne departamenty i mogę nimi raczyć moich irlandzkich i polskich słuchaczy. Często to są takie zakamarki muzycznej ziemi, gdzie rzadko ktoś zagląda. A wielka szkoda!

Tak jest w przypadku Andrzeja Noconia a.k.a. Anchey Nocon, który dał się już poznać wcześniej jako fundament formacji blunt razor. Krążek grupy „Szczebrzeszyn”, nie tylko z powodu moich zamojskich korzeni, gościł w odtwarzaczach radia NEAR FM Dublin i sieci Wnet bardzo często.

Tutaj do wysłuchania rozmowa z Andrzejem Noconiem a.k.a. Anchey Nocon:

 

Z napisaniem tej recenzji zwlekałem prawie trzy miesiące. Powód? Zastanawiałem się bowiem, kiedy tę płytę odkryją główne nurty radiowe i streamingowe.

Czekałem też na wysyp recenzji i pochwalnych artykułów z przemarszem Andrzeja Noconia przez masowe, ale i te z duchem i smakiem redakcje radiowe i telewizyjne. Ze smutkiem i wkurzeniem napiszę teraz, że niestety za mało o tej płycie w polskim eterze i muzycznej prasie. Sic!

 

Andrzej Nocoń na scenie podczas koncertu z grupą blunt razor. Fot. archiwum Andrzeja Noconia.

Za co powinniśmy cenić Andrzeja Noconia słuchając jego debiutanckiej, solowej płyty? Tych rzeczy jest wiele, ale ja wskażę jeden. Dzięki „Now The Grass Grows Through My Skin”  zaczynamy rozumieć czym jest muzyczny złoty środek. Nocoń udowadnia w znakomity sposób, że dążeniem niezależnych artystów i ich istotą wcale nie musi być veto wobec mainstreamu i muzyki popularnej, zwanej komercyjną.

Dzięki pogodzeniu tych dwóch, z pozoru wykluczających się światów, twórca albumu dał słuchaczom pojemniejszy kanał przekazu swojej teogonii i muzyki, i świata.

Klarowność i przebojowość stały się mostem do zrozumienia i chęci wgłębienia się w scenopis tego niezwykłego muzycznego przedsięwzięcia. 11 nagrań, od świetlistego i trochę tchnącego psalmem radości stworzenia „Journey” po finalny, na poły tren – requiem, trochę inwokacyjny, sławiący wieczne trwanie uniwersum, utwór tytułowy.

Album wypełnia muzyka elektro, z elementami synthpopu, klimatycznego downtempo i czarownego swing elektro. Wiem, że ten album wzbogaciłby katalog takich wydawniczych tuzów jak Ninja Tune, z podległą im Brainfeeder.

 

NIC TAKIEGO NIE MIAŁO MIEJSCA! NIESTETY!!!

 

 

W sieci Radia Wnet powiedziałem przy pierwszej prezentacji albumu Now The Grass Grows Through My Skin”, że to jedna z ważniejszych płyt tego roku.

W porównaniu z tandetną, kapiącą produkcją doładowaną milionami dolarów i funtów i banalną w muzykę i wersy „Music Of The Spheres” Coldplay ma się jak nikły błysk zapałeczki w jądrze letniej burzy przy rasowej błyskawicy tejże albumu „Now The Grass Grows Through My Skin”  naszego Andrzeja a.k.a. Anchey’a! Amen! 

Muzyka zawarta na płycie jest dla mnie wizjonerska i to nie tylko dlatego, że twórca – Nocoń ma w sobie setki scenariuszy na przyszłość Ziemi, cywilizacji i nas samych. Wizjonerska, bowiem każdy dźwięk, fraza, melodia przynoszą konkretne obrazy.

W moim przypadku są to klisze wspomnień, obrazy marzeń ku spełnieniom, które niestety dawno odłożyłem ad acta i wizje soczystej zieleni z różnych zakątków poczciwej matki – Ziemi!

Najintensywniej te wizje przychodzą, kiedy słucham przebojowego, z wielkim potencjałem szlagierowości „Swine”, który ma w sobie coś ze stylistyki i klimatu The Beatles. Cudo!

A jeszcze wspomnę o zgrabnie wplecionym najstarszym zdaniu spisanym w języku polskim, gdzieś pod niebem Śląska, który znajdziemy w cysterskiej „Księdze Henrykowskiej”. Cóż topos miejsca zobowiązuje. Andrzej Nocoń a.k.a. Anchey Nocon rodem z Jaworzna!

/…/

Po prostu poruszaj ustami i kręć językiem

Powietrze powoli opuści usta

Z tym wszystkim, co masz na myśli

„Daj, ać ja pobruszę a Ty poczywaj”

„Pobruszę a Ty poczywaj

Teraz widzę twoją twarz nocą

Najciemniejsze miejsca zdają się takie jasne

Żółty płomień ogrzeje nas

/…/ Wymyślimy Boga, abyśmy czuli się bezpieczni

On przyjdzie i zabierze ból /…/

 

„Swine” to dla mnie jeden z najważniejszych utworów tego roku. A dorównuje mu kolejny szlagierowaty, o cudnej melodii z ethno zaśpiewem „Rain”.

 

 

OMNIA IBIT SINE NOBIS

 

W czterech słowach mieszczę przesłanie tego albumu, który można traktować jak teogonię artysty Anchey’a Nocona. W swoim muzycznym dyptyku, plus nagranie końcowe i zarazem tytułowe, które traktować należy (spokojnie, to moja interpretacja) jako „początek nowego, co wraca”,  artysta odnosi się do procesu powstawania świata, pojawienie się człowieka, który potem oswaja ogień i mowę (to bardzo ważny aspekt rozważań o albumie) i sprowadza lekkomyślnie, gardząc zasadą harmonii, zagładę na cały rodzaj ludzki. A Boże uniwersum trwać w najlepsze będzie i bez nas. Stąd taki podtytuł dałem z łaciny, że „wszystko istnieć będzie be nas”.

W rozmowie ze mną Andrzej Nocoń powiedział o konstrukcji albumu takie oto słowa:

Zależało mi, aby świat zewnętrzny przyrody zestawić z wewnętrznym światem człowieka, które żyje w naszych czasach. Zderzyłem ze sobą te dwa światy, chociaż absolutnie nie można ich porównywać. Jednak nasze wnętrze i dzianie się tam znaczą dla nas zdecydowanie więcej, niż wszystko inne.

 

Okładka longplaya „Now The Grass Grows Through My Skin”.

To muzyczna opowieść o narodzinach świata, o człowieku i jego drodze na matce Ziemi, przez przymiarkę podporządkowania sobie żywiołów, wreszcie samozagładzie i w finale świata już bez człowieka. Dlatego porządek albumu, jego piosenkowy układ nie jest przypadkowy i zabłąkany w twórczym szale artysty.

To bardzo dobry koncept album, który na tle innych „płyt z kluczem” wyróżnia się dbałością o detale i przejmującym, tkliwym pięknem owej elektroniki, która przytula się możliwie często do etno – elektroniczności, z dekadencką kropelką space i szlagierowych zagrywek z pogranicza francuskiego house z domieszką dance – disco a’la Daft Punk. 

Niemniej, odchodząc od powyższych stylowych i klimatycznych skojarzeń muzycznych, „Now The Grass Grows Through My Skin” to dzieło niekonwencjonalne i bardzo świeże.

Andrzej Nocoń a.k.a Anchey Nocon układa swój muzyczny świat od wymyślenia swojego wzoru na dobrą kompozycję. W tej definicji niekoniecznie napotkamy układ: zwrotka, referen, zwrotka, przygrywka i coda finalnie. , która nie musi opierać się na sprawdzonych patentach mających tani potencjał przebojowości. Tutaj nie ma nawet grama czegoś komercyjnego, bo też nie o to w tym wszystkim chodzi.

Przeboje do dopełnień wakacyjnych pejzaży zachodów słońca i szeptu kropel gwiazd na firmamencie nieba to oczywiście „Move”, „See You Soon”, który kojarzy mi się z obrazem „Gwieździsta noc” Van Gogha i absolutnie jeden z ambitnych hitów tego roku świata – „Swine”.

Na długo wybrzmiewa w turniach duszy najdłuższy song na albumie – „20000 Year Old Nuclear Power Plant”. Wysmakowany electropop z domieszką new romantic a’la 80’s to kreacja mistrzowska z wyraźnym memento dla całego rodzaju ludzkiego. W obliczu zagłady i drogi ku samounicestwieniu wszyscy jesteśmy jednakowo winni, bo odarci z szacunku dla Stwórcy, matki Ziemi, jej darów i samych siebie.

Ale najważniejszym motywem zdobniczym tej muzyki jest przede wszystkim sam głos Noconia. Gdzieś pomiędzy królewskim altem a zmysłowym kontratenorem dzieją się rzeczy niezwykłe. Jego głos to instrument, który stawia w szacie muzycznej kropkę na przysłowiowym „i”. Posłuchaj chóralnego „Ute”, czy najukochańszego przeze mnie z całego zestawu „Rain”.

Bardziej niż bardzo polecam. Tomasz Wybranowski

 

Grzegorz Kupczyk: mało jest wokalistów rockowych, którzy chcą przekazać swoje tajemnice

Grzegorz Kupczyk / Fot. materiały własne

Lider formacji Ceti o bezpłatnych warsztatach wokalnych, które w najbliższy weekend poprowadzi dla wszystkich chętnych, pragnących poznać scenę rockową. Całość zwieńczy koncert m.in. zespołu Ceti.

Grzegorz Kupczyk – jedna z wiodących postaci polskiej sceny rockowo-metalowej. Od czasu wydania przełomowej płyty „Smak ciszy” grupy Turbo minęło już ponad 40. lat. Przez ten czas gość dzisiejszej audycji PopArt nie tylko zapisał się jako jeden z legendarnych wokalistów, ale też sam przechodził liczne metamorfozy. Turbo, Non Iron, aż po CETI, którego jest liderem od ’89 roku. Najnowsza płyta tej formacji wyfrunęła na początku tego roku. Jak mówi Grzegorz, jest to bardzo zwariowany album. Od czasu wydania poprzedniej płyty „Oczy martwych miast” (2020) minęły dwa lata. Podczas lockdownu zespół pracował nad nowym materiałem. Nowy krążek „Ceti” jest już promowany przez zespół, który właśnie wyrusza w trasę. Zachęcamy do śledzenia trasy koncertowej zespołu na mediach społecznościowych.

Zapraszamy do wysłuchania całej audycji!

Koncert w warszawskim klubie Remont okazji 40-lecia działalności artystycznej Grzegorza Kupczyka (Turbo, Ceti)

Premiera nowego orkiestrowego utworu Leszka Możdżera. II dzień Enter Enea Festival – 14. 06. 2022

Enter Enea Festival to trzy dni muzycznego spotkania w plenerze Jeziora Strzeszyńskiego, w towarzystwie dobranym przez Leszka Możdżera, dyrektora artystycznego od pierwszej edycji tego niezwykłego wydarzenia. Festiwal cechują trzy dominanty: bezpretensjonalność, niezależność i swoboda, którą należy łączyć z atmosferą imprezy plenerowej i wielką ekskluzywnością. Ta ostatnia wynika z kameralnej ilości widzów i przede wszystkim z […]

Enter Enea Festival to trzy dni muzycznego spotkania w plenerze Jeziora Strzeszyńskiego, w towarzystwie dobranym przez Leszka Możdżera, dyrektora artystycznego od pierwszej edycji tego niezwykłego wydarzenia.

Festiwal cechują trzy dominanty: bezpretensjonalność, niezależność i swoboda, którą należy łączyć z atmosferą imprezy plenerowej i wielką ekskluzywnością.

Ta ostatnia wynika z kameralnej ilości widzów i przede wszystkim z listy zaproszonych przez Leszka Możdżera artystów, którzy gwarantują publiczności najwyższy poziom muzycznych wrażeń.

Tutaj do wysłuchania rozmowa TomaszaWybranowskiego z Leszkiem Możdżerem:

 

NOWA KOMPOZYCJA LESZKA MOŻDŻERA

Program Enter Enea Festival jak co roku zaproponuje publiczności zgromadzonej nad Jeziorem Strzeszyńskim premiery i specjalne wykonania prezentowane wyłącznie w ramach festiwalu.

Jednym z głównych wydarzeń tegorocznej edycji jest prawykonanie nowego orkiestrowego utworu Leszka Możdżera „MONIUSZKO ALT_SHIFT_1 ESCAPE”, powstałego na zamówienie Teatru Wielkiego w Poznaniu.

„MONIUSZKO ALT_SHIFT_1 ESCAPE” to reinterpretacja Leszka Możdżera i oparta na utworze Moniuszki – „Uwertura Fantastyczna – Bajka”. Leszek Możdżer tym razem użył partytury „Uwertury Fantastycznej” Moniuszki jako tła na którym namalował swoją własną kompozycję.

To z orkiestrą tej opery, pod batutą Katarzyny Tomali – Jedynak, Leszek Możdżer wystąpi w nowym utworze dzisiaj – 14 czerwca 2022.

Do prawykonania utworu artysta zaprosił fińskiego trębacza Verneriego Pohjolę, basistę Bartka Królika, perkusistę Łukasza Sobolaka i saksofonistę Adama Bławickiego.

 

 

W programie Enter Enea Festival AD 2022 znalazło się wiele muzycznych odkryć. Po raz pierwszy w Polsce wystąpił pierwszego dnia Chassol, francuski pianista, kompozytor muzyki filmowej.

Ten muzyk nie boi się eksperymentować czy sięgać w swojej twórczości po muzykę pop. Jest gwiazdą międzynarodowych festiwali, m.in. lyońskiego Nuits Sonores czy Kunstenfestivaldesarts w Brukseli.

Na scenie nad Jeziorem Strzeszyńskim wystąpi też inny francuski muzyk i kompozytor Hadrien Feraud, który do Poznania przyjedzie z autorskim zespołem 5-ISH.

 

Ze Skandynawii przylecieli do Poznania wirtuozi instrumentów dętych: norweski muzyk i kompozytor Daniel Herskedal ze swoim kwartetem i uznany fiński trębacz Verneri Pohjola.

Wśród zaproszonych twórców nie zabraknie też kobiet: na scenę Enter Enea Festival powróci Marialy Pacheco, która występowała już przed festiwalową publicznością 10 lat temu. Tym razem, powraca w duecie z Omarem Sosą, chwilę po premierze ich koncertowego albumu na cztery ręce pt. „Manos”.

 

Mohini Dey, jedna z gwiazd XII edycji Enter Enea Festival.

Na zakończenie Enter Enea Festival zagra po raz pierwszy w Polsce indyjska królowa gitary basowej – Mohini Dey.

Współpracowała z wieloma wybitnymi muzykami rodzimej sceny, a “Rolling Stone India” opisał jej wielokrotne kooperacje w następujący sposób:

Niewiele 21-latek może powiedzieć, że miało przyjemność współpracować z takimi geniuszami jak klawiszowiec, Jordan Rudess, trzykrotny zdobywca nagrody Grammy, wirtuoz gitary, Steve Vai czy świetny perkusista Marco Minnemann. – mówi Leszek Możdżer

Obecnie jest basistką w zespole A. R. Rahmana, indyjskiego kompozytora muzyki filmowej i prowadzi autorskie projekty w Indiach i w Stanach, koncertując na całym świecie. Na koncercie w ramach Enter Enea Festival wraz z Mohini Dey gościnnie wystąpi Leszek Możdżer.

Polska scena reprezentowana jest podczas XII edycji festiwalu przez Adama Bałdycha prezentującego w specjalnej odsłonie materiał z płyty„Poetry”, w którym gościnnie wystąpią Leszek Możdżer na fortepianie i włoski wirtuoz trąbki Paolo Fresu, oraz projekt Chojnacki/Miguła Contemplations.

 

Organizatorem Festiwalu jest Fundacja „Europejskie Forum Sztuki”, której prezesem i fundatorem jest Jerzy Gumny. Sponsorem tytularnym Enter Enea Festival od 8 lat jest firma Enea. Festiwal realizowany jest dzięki wsparciu Urzędu Miasta Poznań oraz Marszałka Województwa Wielkopolskiego.

 

Tutaj do wysłuchania rozmowa Tomasza Wybranowskiego z Leszkiem Możdżerem:

 

Premiera nowego orkiestrowego utworu Leszka Możdżera. II dzień Enter Enea Festival – 14. 06. 2022

Enter Enea Festival to trzy dni muzycznego spotkania w plenerze Jeziora Strzeszyńskiego, w towarzystwie dobranym przez Leszka Możdżera, dyrektora artystycznego od pierwszej edycji tego niezwykłego wydarzenia.   Festiwal cechują trzy dominanty: bezpretensjonalność, niezależność i swoboda, którą należy łączyć z atmosferą imprezy plenerowej i wielką ekskluzywnością. Ta ostatnia wynika z kameralnej ilości widzów i przede wszystkim z listy zaproszonych przez Leszka Możdżera artystów, którzy gwarantują publiczności najwyższy poziom muzycznych wrażeń.  […]

Enter Enea Festival to trzy dni muzycznego spotkania w plenerze Jeziora Strzeszyńskiego, w towarzystwie dobranym przez Leszka Możdżera, dyrektora artystycznego od pierwszej edycji tego niezwykłego wydarzenia.  

Festiwal cechują trzy dominanty: bezpretensjonalność, niezależność i swoboda, którą należy łączyć z atmosferą imprezy plenerowej i wielką ekskluzywnością.

Ta ostatnia wynika z kameralnej ilości widzów i przede wszystkim z listy zaproszonych przez Leszka Możdżera artystów, którzy gwarantują publiczności najwyższy poziom muzycznych wrażeń. 

Tutaj do wysłuchania rozmowa TomaszaWybranowskiego z Leszkiem Możdżerem:

 

NOWA KOMPOZYCJA LESZKA MOŻDŻERA

Program Enter Enea Festival jak co roku zaproponuje publiczności zgromadzonej nad Jeziorem Strzeszyńskim premiery i specjalne wykonania prezentowane wyłącznie w ramach festiwalu.

Jednym z głównych wydarzeń tegorocznej edycji jest prawykonanie nowego orkiestrowego utworu Leszka Możdżera „MONIUSZKO ALT_SHIFT_1 ESCAPE”, powstałego na zamówienie Teatru Wielkiego w Poznaniu.

„MONIUSZKO ALT_SHIFT_1 ESCAPE” to reinterpretacja Leszka Możdżera i oparta na utworze Moniuszki – „Uwertura Fantastyczna – Bajka”.  Leszek Możdżer tym razem użył partytury „Uwertury Fantastycznej” Moniuszki jako tła na którym namalował swoją własną kompozycję. 

To z orkiestrą tej opery, pod batutą Katarzyny Tomali – Jedynak, Leszek Możdżer wystąpi w nowym utworze dzisiaj – 14 czerwca 2022.

Do prawykonania utworu artysta zaprosił fińskiego trębacza Verneriego Pohjolę, basistę Bartka Królika, perkusistę Łukasza Sobolaka i saksofonistę Adama Bławickiego.

 

 

W programie Enter Enea Festival AD 2022 znalazło się wiele muzycznych odkryć.  Po raz pierwszy w Polsce wystąpił pierwszego dnia Chassol, francuski pianista, kompozytor muzyki filmowej.

Ten muzyk nie boi się eksperymentować czy sięgać w swojej twórczości po muzykę pop. Jest gwiazdą międzynarodowych festiwali, m.in. lyońskiego Nuits Sonores czy Kunstenfestivaldesarts w Brukseli.

Na scenie nad Jeziorem Strzeszyńskim wystąpi też inny francuski muzyk i kompozytor Hadrien Feraud, który do Poznania przyjedzie z autorskim zespołem 5-ISH.

 

Ze Skandynawii przylecieli do Poznania wirtuozi instrumentów dętych: norweski muzyk i kompozytor Daniel Herskedal ze swoim kwartetem i uznany fiński trębacz Verneri Pohjola.

Wśród zaproszonych twórców nie zabraknie też kobiet: na scenę Enter Enea Festival powróci Marialy Pacheco, która występowała już przed festiwalową publicznością 10 lat temu. Tym razem, powraca w duecie z Omarem Sosą, chwilę po premierze ich koncertowego albumu na cztery ręce pt. „Manos”.

 

Mohini Dey, jedna z gwiazd XII edycji Enter Enea Festival.

Na zakończenie Enter Enea Festival zagra po raz pierwszy w Polsce indyjska królowa gitary basowej – Mohini Dey.

Współpracowała z wieloma wybitnymi muzykami rodzimej sceny, a “Rolling Stone India” opisał jej wielokrotne kooperacje w następujący sposób:

Niewiele 21-latek może powiedzieć, że miało przyjemność współpracować z takimi geniuszami jak klawiszowiec, Jordan Rudess, trzykrotny zdobywca nagrody Grammy, wirtuoz gitary, Steve Vai czy świetny perkusista Marco Minnemann. – mówi Leszek Możdżer

Obecnie jest basistką w zespole A. R. Rahmana, indyjskiego kompozytora muzyki filmowej i prowadzi autorskie projekty w Indiach i w Stanach, koncertując na całym świecie.  Na koncercie w ramach Enter Enea Festival wraz z Mohini Dey gościnnie wystąpi Leszek Możdżer.

Polska scena reprezentowana jest podczas XII edycji festiwalu przez Adama Bałdycha prezentującego w specjalnej odsłonie materiał z płyty„Poetry”, w którym gościnnie wystąpią Leszek Możdżer na fortepianie i włoski wirtuoz trąbki Paolo Fresu, oraz projekt Chojnacki/Miguła Contemplations.

 

Organizatorem Festiwalu jest Fundacja „Europejskie Forum Sztuki”, której prezesem i fundatorem jest Jerzy Gumny.  Sponsorem tytularnym Enter Enea Festival od 8 lat jest firma Enea. Festiwal realizowany jest dzięki wsparciu Urzędu Miasta Poznań oraz Marszałka Województwa Wielkopolskiego.

 

Tutaj do wysłuchania rozmowa Tomasza Wybranowskiego z Leszkiem Możdżerem:

 

Powrót awangardowego muzyka-orkiestry. Piotr Bajzel Piasecki o albumie „Pararaj”. Rozmawia Tomasz Wybranowski.

Bajzel to dla mnie artysta nadzwyczajny. Gdybym wierzył w metempsychozę, to poprzednie wcielenie Piotra Piaseckiego Bajzla odnalazłbym nad rzeką Missisipi w przecięciu lat XX. i XXX. ubiegłego wieku.

Kapelusz kładzie cień na twarz i przymknięte oczy. Bajzel gra rzewnego bluesa na gitarze, śpiewa o miłości i szukaniu w życiu takich historii, rozmów, pięknych chwil, które warto podlewać wodą pamięci, gdy zły czas. Ręka uderza w struny, nogi muzyka uderzają w mini – stopę bębna i leciwy hi-hat. Kurtyna…

Tomasz Wybranowski

Oto co sam artysta opowiada o swojej twórczości:

Moja muzyka zawsze wypływała z serca. Nigdy nie starałem się grać wbrew sobie po to, by zainteresować komercyjne, mainstreamowe i partyjne media. Często słyszę od różnych wytwórni „bardzo nam się podoba Twoja muzyka, ale niestety nie możemy jej wydać, bo nie mieści się w targecie naszych odbiorców”. – mówi Piotr „Bajzel” Piasecki.

Z tych „oczywistych” (sic!) powodów po raz trzeci swój album „Pararaj” wydał niezależnie. I chwała mu za to, podobnie jak i fanom artysty, którzy wsparli go monetami i banknotami by płyta się ukazała.

Cave. Waits. Zappa. Bajzel.

Piotr Piasecki, który kryje się pod pseudonimem Bajzel, mimo czasu zarazy i wielu trudności z tym stanem związanych powraca ze swoim najnowszym, urodzinowym i szóstym albumem. „Pararaj” ukazał się 19 marca 2021 roku w dniu urodzin tego niebywale specyficznego w materii twórczości muzycznej twórcy!

Po wielokrotnym przesłuchaniu Jego solowej płyty „Mała Wulgaria” stwierdziłem, że Piotr „Bajzel” Piasecki jest naszą słowiańską emanacją barokowego smutku Nicka Cave’a, awangardowego i włóczęgowskiego Toma Waitsa a także prowokatorstwa i żartu Franka Zappy. I owe wielkie odniesienia nie są na wyrost czytelniczki i czytelnicy, słuchaczki i słuchacze.

I podobnie ma się rzecz a długograjem „Pararaj”. Jeśli ktoś chce zamknąć Bajzla w konkretnym tyglu muzycznych nurtów i kanonicznych gatunków, to z góry skazany jest na porażkę. Piotr – Bajzel to unikatowy, niezależny i odważny eksperymentator na niwie dziedziny sztuki, którą nazywamy muzyką. Jego dźwięki i melodyczne a czasem i atonalne melodie potrafią pachnieć (na przykład lasem i plażą), błyszczeć się (niebem, oddechem Boga i taśmą filmową), smakować (łzą i słodko – piaskowym bursztynem). Magia, po prostu magia. W dodatku wyczarowana przez JEDNEGO człowieka – big band!

Tak naprawdę Bajzla odkryłem wraz z jego płytą numer dwa, o tytule „Miłośnij” (Biodro Records, 2009).

mi miłośnij miłośnij sennie

dziś już nie obawiaj się

nie ma mnie tu to tylko sen

i nakazałaś bym odwrócił się

więc muszę już iść muszę już iść

a to tylko strach szalony był

że mi cię skradł /…/

Piotr „Bajzel” Piasecki „Miłośnij”

Obok solowego debiutu Spiętego „Antyszanty” krążek Bajzla był dla mnie ożywczym powiewem w dość zastałym i zakurzonym wnętrzu gmachu polskiej alternatywy. Nagranie tytułowe a zwłaszcza latino (love) protest – song „Maniana” i oniryczne, balladowe „Nie znikaj” skradły moje serce. Od tamtego czasu, a minęło już lat 11, jestem stałym i nierdzewnym fanem Bajzla.

 

Oto Piotr Bajzel Piasecki w pełnej krasie aktu (przed)twórczego. Fot. arch. artysty.

Tym razem, w aurze wiosennego marcowego słońca, Piotr – Bajzel podarował nam jedenaście intrygujących (a w trzech przypadkach arcyciekawych) muzycznych konstrukcji. Piszę konstrukcji, bo często schodzi z utartych ścieżek piosenkowatości na rzecz łamania konwenansów.

„Pararaj” to okruchy rocka, awangardowego popu, tragikomicznego kabaretu, ale i nici disco, nu disco z psycho – progresywnym rozmachem (totalnie zakręcony à la Alicja po drugiej stronie „Piosenka o przygotowaniu nalewki”).

Po pierwszym pobieżnym przesłuchaniu może się wydawać, że cały krążek „Pararaj” jest muzycznym doświadczalnym (w czasie dżumy) dowcipem. Ale to tylko pozory. Stańczyk – Bajzel poważnie traktuje ocenę rzeczywistości, czemu daje wyraz w słowach, które dają tak potrzebny nam, zwłaszcza a może przede wszystkim teraz, dystans:

Wszystko jest git i wszystko jest spoko
Płyniemy z falą tylko powiedz dokąd
Bałwani za nami, sztormy jak syrenki
Oszaleć można od tej szalonej udręki

Zaraz tu będę przy Tobie Słońce
W Tobie utonę, jak dobrze
Zaraz tu będę, tylko przybędę
Do Ciebie gonię, Słońce

I wszystko jest git i wszystko jest spoko
Na moje oko latasz jednak trochę za wysoko
Pochmurni nad nami a za plecami tsunami
Drą się demony ze swoimi potworkami

Piotr „Bajzel” Piasecki „Przy Tobie słońce”.

Nadzwyczajny tekst, którego prostota w dwunastu linijkach zawiera w sobie miłosne zakręty, moment dziejowy Polski i świata, wreszcie nadzieję, która kryje się w nas samych. Tyle, że o tej nadziei zapominamy godząc się na masowość i kopiowanie innych.

Album, który bawi i mentalnie niepokoi…

Ale skorupa muzyczna, która otacza poetycje Bajzla, także jest efektowna. To Bajzlowy dźwiękowy roller coaster z plątaniną ścieżek – loopów, potężną baterią efektów z mocnymi gitarowymi riffami i perkusją. Brzemieniowo i aranżacyjnie jest bardziej niż ciekawie. Inżynier Mamoń nie znajdzie tutaj niczego, co już wcześniej słyszał!

 

Bajzel jako wokalista ekspresyjnie ukazuje różne konwencje śpiewania, które często wymykają się fachowym słownikowym definicjom śpiewania. Szumi, brzęczy, melorecytuje, zapowiada, relacjonuje i kołysze balladowo takoż.

Ale „Nieba Bogowie” i „Już nie ma dzikich plaż” to piosenkowe ideały, które powinny być ozdobą składankowych albumów, ku pokrzepieniu serc słuchaczy, że „jeszcze ktoś tworzy mądre piosenki”.  

W warstwie Bajzlowego libretta żart miesza się z ironią, groteskowo piękno miesza się z brzydotą czasu a tragifarsa (dla przykładu nagrania „Kanał” czy „Genominimalizm”) otwiera w nas szuflady pryncypialnych przemyśleń nad naszym życiem, (post)pandemiczną nieznaną krainą, w której musimy się na nowo odnaleźć, czy próbą zdefiniowania na nowo takich pojęć jak miłość, czułość, bliskość i lubość.

Płytę otwiera tytułowy, totalnie zakręcony „Pararaj”. To mocne otwarcie. Potem szlagier, podobnie jak kanoniczna wersja pani Ireny Santor, „Już nie ma dzikich plaż”. Rockowym rozmachem i mocnym gitarowym riffem poraża w pozytywnym znaczeniu „Kanał”. Od pierwszego przesłuchania zapada w pamięć atmosferyczny i bardzo plastyczny song „Ona z nim”. Na wejście zaserwowano nam”Pararaj” a w finale, pod znacznikiem jedenastym Waitsowski w klimacie, przybrudzony i nieco melancholijny „Rok 2020”, który na zawsze (przynajmniej dla mnie) pozostanie jako jeden z muzycznych landszaftów pandemicznych dwunastu miesięcy.

Goście, goście…

Bajzel na nową płytę zaprosił całe mnóstwo gości. Korzennie w duchu muzyki tradycyjnej polskiej pobrzmiało za sprawą Malwiny Paszek i jej liry korbowej. W singlu „Łza” pojawiają się takie instrumenty jak obój, wiolonczela i kontrabas.

Nie mogło zabraknąć także starego kompana Bajzla, czyli Denisa Dengo rodem z Mozambiku, który zgłębił tajniki gramatyki i słownika języka polskiego. Na albumie „amOK” zaśpiewał z Bajzlem „Africa”, nieco wcześniej „Yo Right” a na „Pararaj” psychodeliczną, leśno – metafizyczną „Jesienną piosenkę o przygotowaniu nalewki”. Wokalnie autora „Pararaj” wsparły Zuzanna Mikler („Nieba Bogowie”) i Maja Olejnik („Genominimalizm”).

Zamiast podsumowania tej recenzji napiszę to, co często mawiam na antenie Radia WNET: To muzyka warta słuchania. Amen!

Bajzel.Fot. Ignac Tokarczyk – Światopogląd.

Piotr „Bajzel” Piasecki jest autorem sześciu solowych albumów jako Bajzel. Sam pisze teksty, komponuje muzykę i jest multiinstrumentalistą – eksperymentatorem tańczącym z zapętlonymi samplami w eklektyzmie stylów i rozlicznych gatunków. Mimo, że jest samowystarczalny, to czasami ulega pokusie by zrobić coś zespołowo.

Trzy krążki nagrał z Jackiem „Budyniem” Szymkiewiczem jako Babu Król (nadświetlny „Kurosawosyny”). Był też ważnym muzykiem takich projektów jak Pogodno i Napszykłat. Grał na największych polskich i zagranicznych festiwalach, że wymienię tylko Heineken, Off – Festiwal, Jarocin czy SXSW. Nie każdy wie, ale Bajzel to jeden z rozpoznawalnych artystów pod niebem Ameryki:

Jako jeden z nielicznych polskich muzyków znalazłem się na łamach gazety BILLBOARD, amerykańskim portalu muzycznym Brooklyn Vegan i angielskiej gazecie muzycznej Point Blank. Mój koncert był transmitowany na amerykańskim MTV Iggy. Utwór „Window” znalazł się obok Johnego Casha na składance amerykańskiego festiwalu Woodstock. – opowiada skromnie Piotr „Bajzel” Piasecki.

5 czerwca 2021 w audycji „Muzyczna Polska Tygodniówka” będziemy z Piotrem „Bjzlem” Piaseckim świętować dziesiątą rocznicę wydania albumu „Mała Wulgaria” (Mystic Production, 2011). Już dzisiaj zapraszam bardziej niż bardzo.

Tomasz Wybranowski

 

Rekordowa ilość zgłoszeń do tegorocznej edycji przeglądu „Wszyscy Śpiewamy na Rockowo”. Muzyczna Polska Tygodniówka WNET

Stało się! Wedle moich prognoz, tegoroczny przegląd „Wszyscy Śpiewamy na Rockowo” przyciągnął rekordową liczbę zespołów i solistów, którzy staną w konkursowe szranki. Opowiada o tym Andrzej Dąbrowski.

Przed nami XXXIII. Międzynarodowy Przegląd „Wszyscy Śpiewamy na Rockowo”, ale już imprezy wzbudza wielkie emocje i radość organizatorów. Dlaczego? Z reguły do biura organizatorów spływało w latach poprzednich maksymalnie kilkadziesiąt zgłoszeń od solistów i grup rockochanych w rockowych dźwiękach.

Tym razem zainteresowanie przeglądem było rekordowe!

 

 

Oto Radio WNET zostało jednym z patronów medialnych przeglądu. Wierząc w moc naszych eterów i miłość do rocka wiedziałem, że padnie rekord!

Powiem to publicznie, a słuchacze Radia WNET są świadkami. W tym roku przekroczymy magiczną granicę stu zgłoszeń od grup, które chcą wygrać przegląd „Wszyscy śpiewamy na Rockowo”! – powiedziałem tak Andrzejowi Dąbrowskiemu podczas naszej pierwszej rozmowy w programie „Muzyczna Polska Tygodniówka”.

Okazało się, że przewidywania i przypuszczenia organizatorów były znacznie poniżej apoteozy rockowego działania zespołów grających rocka w przeróżnych gatunkach. Padł rekord bardziej niż znakomity!  Liczba grup, która chce być częścią XXXIII Przeglądu „Wszyscy Śpiewamy na Rockowo” i myśli o zdobyciu głównej nagrody wynosi:

Po zweryfikowaniu i zliczeniu wszystkich zgłoszeń okazało się, że jest tych zgłoszeń aż 140!!! Nigdy jeszcze w historii przeglądu nie było ich aż tylu. Bardzo serdecznie wszystkim dziękujemy. Jest to dla nas nie tylko ogromne wyróżnienie, ale i szczęście! – powiedział mi wyraźnie wzruszony Andrzej Dąbrowski.

Tutaj do wysłuchania rozmowa z Andrzejem Dąbrowskim:

 

 

Przypomnę, że Ostrowski Przegląd „Wszyscy Śpiewamy na Rockowo” pod niebem Wielkopolski jest jednym z najstarszych i cieszących się największą estymą muzycznych wydarzeń tego roku.

Laureatem poprzedniej edycji został zespół BITU, który w składzie zgromadził muzyków z zespołów z Kalisza i Gołuchowa.

Wyróżniono także w 2020 roku grupę Atme z Wrocławia oraz MIKROKOSMOS. Nagrodę indywidualną Guitar Center otrzymał gitarzysta zespołu Noir. 

 

W tym roku jury będzie debatować w składzie: Andrzej Dąbrowski (przewodniczący, Ostrowskie Centrum Kultury), Michał Kirmuć (dziennikarz muzyczny, muzyk, redaktor Programu III Polskiego Radia), Mariusz Czelny (Osterdam Records), Roman Lechowicz aka. Piękny Roman (gitarzysta formacji Big Cyc i Czarno-Czarnych), Marek Kurzawa (Prestige MJM), Artur Obalski (Studio Play), Jarosław Wardawy (Gazeta Ostrowska, Strefa Kultury), Patryk Skorupski (BITU – Laureat 32. WŚnR).

Teraz pod gościnnym dla muzyki dachem Ostrowskiego Centrum Kultury trwa „rockowa praca od podstaw” z myślą o tegorocznym przeglądzie:

Aby zapoznać się rzetelnie ze wszystkimi nadesłanymi materiałami, potrzebujemy trochę więcej czasu niż zakładaliśmy. W związku z tym, zdecydowaliśmy się przesunąć oficjalne ogłoszenie wyników kwalifikacji na dzień 9 kwietnia 2021. – ogłosił Andrzej Dąbrowski.

Niestety lockdown i jego wiosenna odsłona nie oszczędził przeglądu, o czym ze smutkiem poinformowano w mijającym tygodniu:

Lockdown pokrzyżował nam plany, ale nie z takimi rzeczami przyszło nam sobie radzić. Znaleźliśmy, w naszej opinii, zarówno dogodny jak i bezpieczny, nowy termin. Przekładamy całą imprezę na 8 i 9 maja 2021 r.

 

Jednym z patronów medialnych jest Radio WNET. Redakcja muzyczna i moja skromna osoba po zakończeniu przeglądu zaprezentuje na antenie sieci Radia WNET pierwszą złotą piątkę wydarzenia. Z zespołami będę rozmawiał na antenie w audycjach „Muzyczna Polska Tygodniówka” i „Polska piosenka z dobrym tekstem” oraz prezentował ich twórczość.

Grupa, która zdobędzie główny laur przeglądu „Wszyscy Śpiewamy na Rockowo” będzie zespołem miesiąca w eterze WNET w Białymstoku, Krakowie,Wrocławie i Warszawie.

Tomasz Wybranowski

 

33. Międzynarodowy Przegląd Wszyscy Śpiewamy na Rockowo

Przypominamy, zgłoszenia do końca dzisiejszego dnia.

 

 

Szanowni Państwo. Ze względu na obowiązujące od 20 marca do 9 kwietnia ograniczenia w funkcjonowaniu instytucji kultury, zdecydowaliśmy o przeniesieniu 33. Międzynarodowego Przeglądu Wszyscy Śpiewamy na Rockowo na nowy termin, 8 i 9 maja 2021 r.

Sobota, 8 maja: przesłuchania konkursowe oraz koncert

Bitu

Niedziela, 9 maja: spotkanie z Michałem Kirmuciem, koncert

Organek

Godziny wydarzeń pozostają bez zmian.

Bilety na koncert ØRGANEK zakupione w kasie OCK i na www.kultura.pax.pl pozostają ważne. Ewentualne zwroty biletów (tylko z dowodem zakupu) w kasie OCK. W przypadku zwrotu biletów zakupionych online, prosimy o wcześniejszy kontakt.

Sławomir Grzymek o poezji, potoczystości życia i prawdzie. Rozmowa Tomasza Wybranowskiego

Sławek Grzymek z grupą Lekko Pijani uraczyli (i uradowali) nas w 2020 jednym z najważniejszych albumów roku. Jego tytuł „To tylko muzyka”. To zbiór nagrań, który świadomy słuchacz powinien znać.

Mój dojrzały romans z muzyką Lekko Pijanych i tekstami Sławka Grzymka wyśpiewanymi przez niego z charakterystyczną Waitsowską chrypą, trwa od czasu kiedy usłyszałem ich pierwszą płytą „PIOSENKI (NIE)POPULARNE”. Album został wydany jeszcze pod nazwą Sławomir Grzymek i Pijani. I… I przepadłem.

Od pierwszej chwili wiedziałem, że obcuję z człowiekiem z krwi i kości, który upoetyzował i umuzycznił z przyjaciółmi pejzaże zdarzeń, rozmów i życia pod niebem rodzinnego Rzeszowa, których był świadkiem.

Ta szczerość i potoczystość niezmąconego niczym życia, z jego sinusoidowymi górami i dolinami, przywiodła mi na myśl kontaminację dwóch wielkich twórców: Władimira Wysockiego i naszego Stanisława Grzesiuka.

Tutaj do wysłuchania rozmowa ze Sławkiem Grzymkiem:

 

Anita Se La Vi, Kazek Ważniak a przede wszystkim wielokrotny złoczyńca ze zbołałym sercem Roman Bieruń, to zwykli – (nie)zwykli ludzie, którzy skrywają niejedną tajemnicę. Owe sekrety Sławek Grzymek oprawia w ramy starych i odrapanych bram, w cichy szelest obietnic rzucanych na wiatr, talię szemranego towarzystwa i strumienie taniego alkoholu.

Tak oto tworzy się zarys miejskich legend na wzór wspomnianego już mistrza Stanisława Grzesiuka. Nagranie „Jak mam zacząć” przynosi dreszcz i celuloidowy, kronikarski rulon wspomnień z lat 80. XX wieku.

Sławek Grzymek i Lekko Pijani tworzą zręby pod legendarność miejskiego folkloru Rzeszowa. Rzeszowa Tadeusza Nalepy, ale i Miernego Liszcza z kultowej 1984. Ów folklor to drobina nas samych, z naszymi Staffowskimi snami o potędze i wyschłymi źródłami marzeń o … Tutaj każdy z nas może dopisać sobie małą listę. Albo bardzo długą i szczegółową.

Sławek Grzymek, poezja i głos grupy Lekko Pijani, gość Tomasza Wybranowskiego w Muzycznej Polskiej Tygodniówce WNET. Fot. Robert Wilk

Sławomir Grzymek to człowiek wielu talentów, mimo to skromny i oswojony z życiem we właściwych proporcjach. Jest muzykiem i kompozytorem, poetyckim tekściarzem w grupie Lekko Pijani. Nie obca jest mu praca filmowca – dźwiękowca i fach aktora, o czym świadczy jego rola w serialu „Znaki”.

Jest szczerym bluesmanem z cieniem alternatywnego rocka w serca. Jego znakiem wywoławczym jest szczerość i prawda. Bacznie obserwuje i świat, i ludzi zaklinając te rodzajowe scenki i widoki w piosenki, które wżynają się w pamięć a potem stają się cząsteczkami krwi przepływającymi przez serce.

Album „To tylko muzyka” to jedna z tych muzycznych propozycji, która przetrwa artystycznie rok 2020, pełen smutku i pandemicznej niesławy.

Pierwszy singiel „Kowadło”, który ubogacił ścieżkę dźwiękową pierwszego sezonu znakomitego serialu „Znaki” powinien stać się dla ludzkości odartej z nadziei i serca pod razami nowej dżumy, manifestem prawdziwego życia.

Życia w którym nie będzie już miejsca na złudne fetysze i mamiących bożków blichtru. Oni w czasie próby i zwątpienia niczego nie są w stanie ofiarować.

 

Na antenach Radia WNET i irlandzkiej rozgłośni NEAR FM powiedziałem o niej już wszystko. Teraz pora na was słuchacze i słuchaczki. Tutaj znajdziecie link, aby nabyć ten krążek niezwykły „To tylko muzyka”. Bardziej niż warto!

Zespół tworzą: Sławomir Grzymek (wokal, teksty i muzyka), Marek Garbacki (gitara i bas) i Karol Nabożny (perkusja).

Tomasz Wybranowski

Anna Rydz: gdy człowiek już raz naprawdę wejdzie w świat muzyki, to później ciężko się z niego wydostać

Może szkoła muzyczna nie jest potrzebna, ale potrzebne jest bardzo dużo pracy nad sobą. Sam talent sprawy nie załatwi i trzeba bardzo solidnie pracować żeby ten talent oszlifować – mówi wokalistka.

W dzisiejszej rozmowie w „Kurierze w samo południe” Radia WNET Anna Rydz – wokalistka, opowiada m.in. o swoim nowym singlu „Idź sobie”, a także o początkach swojej muzycznej podróży:

Muzyka zaczęła się w moim życiu bardzo wcześnie, bo gdy miałam 11 lat. Myślę, że gdy człowiek już raz naprawdę wejdzie w świat muzyki – później ciężko się z niego wydostać. To staje się prawdziwą pasją i już ciężko z tego wyjść. Wiele lat funkcjonuję na tej scenie muzycznej – coverowej, a teraz i piosenki autorskiej.

Wokalistka mówi także o powtarzających się schematach, które charakteryzują wielu rozpoczynających karierę wykonawców:

Najpierw wykonujemy różne piosenki różnych artystów po to, by czegoś się od nich nauczyć. I dopiero później tworzymy własne, autorskie piosenki. Bardzo często jest tak, że tą pierwszą bazą są na początku inni – to jest bardzo fajne, bo pomaga znaleźć swój styl, swoją drogę i muzykę, którą chcemy tworzyć.

Piosenkarka zdradza również swoją opinię na temat konieczności wykształcenia muzycznego w zawodzie wokalisty:

 Myślę, że to nie jest wymóg jeśli chodzi o nasz zawód i naprawdę bardzo dużo osób, które zostały wielkimi gwiazdami na świecie wcale nie ma żadnego wykształcenia w tym kierunku – po prostu urodzili się z talentem. Druga sprawa to praca. Może szkoła nie jest potrzebna, ale potrzebne jest bardzo dużo pracy nad sobą, nad swoim warsztatem i nad swoim talentem. Sam talent jak wiadomo sprawy nie załatwi i trzeba bardzo solidnie pracować żeby ten talent oszlifować.

Anna Rydz wskazuje jak ważną rolę w samorozwoju muzycznym odgrywa systematyczna praca i częste obcowanie z muzyką:

Muzyka towarzyszy mi codziennie. Codziennie śpiewam i staram się ćwiczyć, staram się mieć kontakt z moimi muzykami i producentem. Także pisać piosenki, teksty i samą muzykę – codziennie odkrywam coś nowego i rozwijam się w tym kierunku.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy!

N.N.

Skąpany w zmierzchu romantyczności – szermierz electro – marzycielskich melodii Michał Skórka alias Skinny. Album „Lust”

W roku 2013 Skinny zajął się pracą pod własnym pseudonimem artystycznym. Dwa lata później ukazał się jego autorski debiut „The Skin I’m In”. A od 21 lutego rozkoszujemy się jego drugą płytą „Lust”.

Bardzo lubiłem (i wciąż lubię!) jego solowy debiut „The Skin I’m In”. Czas przeszły wkradł się w moje opowiadanie, ponieważ usłyszałem jego album numer dwa o tytule kojarzącym się z pudełkiem marzeń, żądz i spełnień – „Lust”.

Ta płyta detronizuje debiut i na swój sposób rozmachem, wrażliwością i huraganem świeżości zniewala słuchacza!

Tutaj do wysłuchania rozmowa ze Skinny’m:

Dla mnie Michał Skórka, który ukrył się pod zwiewnym niczym pierwszy szelest sierpniowego zmierzchu przydomkiem Skinny, jest muzycznym Quentinem Tarantino!

Michał Skórka a.k.a. Skinny.

 

Michał Skinny Skórka ma wielki dar czynienia sobie poddanych zasłyszanych już muzycznych klimatów, stylowych klisz i pewnych motywów, które możemy nazwać, oznaczyć i zważyć powiewem przeszłości… Jak chociażby w moim przypadku cienie urocze „Some Great Reward” czy balladowych historii z „Black Celebration” Depeche Mode.

Władca Skinny jednak tka na swoich instrumentach owe klisze muzyczne nadając im inny wymiar i dodatkowe ucieleśnienie w osi Z, zwaną kotą.

W oparciu o mądrą dewizę Bena Akiby, że „wszystko już było”, Skinny kreśli na muzycznej mapie świata nowy trakt, racjonalizatorsko usprawniając go, przydając swojego ducha co tworzy absolutnie nową jakość.

I jeszcze jedno! Bardzo ważne! Pojęcia: mniej, delikatniej i minimalistycznie przemieniają się na „Lust”  w więcej, potężniej i monumentalnie.  Przykładem jest nagranie „Nail It”.

 

Obraz świata kreślonego przez Skinny’ego jest bardziej wrażliwy i delikatny. To przepustka dla słuchacza, aby odnalazł w sobie ów miękki pierwiastek, który łagodzi ostrza codzienności z obowiązkową maską unicestwianych uczuć (a więc i złudzeń, jak w nieco Reznorowskim „Frustrated”), odsączania wrażliwości i normalnych kiedyś przed czasem korporacji ludzkich odruchów (niemal modlitwa – zaklęcie „Try to Make Me Fall”) z obowiązkowym konkurowaniem i szczurzym fetorem.

I nie ważne czy to ścieranie (dogryzanie) się płci, poglądów oddalonych od siebie o 180 stopni czy ideami w które krańcowo wierzymy.

Skinny udowadnia, że te podziały i granice można oswoić w imię… bycia prawdziwym i czującym.

Czuć to możemy (przynajmniej ja to odczuwam ten podskórny dysonans poznawczy współczesności) w nieco dychotomicznym muzycznie, niepokojącym, ale magnetyzującym jak Księżyc lunatyka „Their Lies Will Blind You”, z udziałem Katarzyny Stankiewicz.

Wokalnie, w porównaniu z debiutem fonograficznym, bardziej niż znakomicie! Skinny odnalazł swoją tonację, barwę i smak (dla słuchacza). Dzięki temu czuje się pewniej i na całego penetruje swoje wokalne możliwości, które zaskakują i nie dają możliwości przewidzenia, tego „co też wydarzy się dalej”.

Skinny wybija się na muzyczną niepodległość i autorską inność w nagraniu „Blessed And Curse at Once”. Wpaść na pomysł by Modjo, z domieszką dekadencji i magii Kavinsky’ego doprawić szczyptą wyrafinowania Depeche Mode, mogą mieć tylko wizjonerzy i świadomi siebie artyści. Kropka!

Nie tyle warto, co trzeba posłuchać albumu „Lust”. Skinny zabiera nas na świeże i dziewicze akweny, gdzie pluskają się dźwiękowe ryby o zestawieniach kolorów jeszcze przez nas niewidzianych.

Nie znajdziesz tu słuchaczu uproszczeń i przewidywalnych kalek, albo klisz. Są oczywiście stylowo – muzyczne korespondencje, ale są one  wyrzutniami melancholii ku oswajaniu się z nową muzyczną jakością i wrażliwością.

Bardziej niż gorąco polecam! Tomasz Wybranowski