Michał Marek: na skutek działań Kremla Ukraińcy już nigdy nie spojrzą na Rosjan jak na braci

Fot. CC0, Pixabay

„Rosjanie skoncentrowali się na kreowaniu wojny na Ukrainie jako starcia pomiędzy Rosją i NATO” – ekspert ds. bezpieczeństwa Michał Marek o tym, jak rosyjska propaganda radzi sobie z klęskami Rosji.

Michał Marek zauważa, że początkowo rosyjskie proreżimowe media nie wiedziały, jak się odnieść do tego, co się stało w obwodzie charkowskim.

Propaganda rosyjska początkowo usiłowała przemilczeć niepowodzenia na kierunku charkowskim.

Dopiero 13 września wyklarował się bardziej spójny przekaz. Zaczęto głosić, że Rosjanie przeprowadzili zaplanowany odwrót, żeby wzmocnić kluczowe tereny. W rzeczywistości Rosjanie opuścili tereny w zupełnym chaosie, o czym świadczą masy porzuconego sprzętu.

Później Rosjanie skoncentrowali się na odświeżeniu wątku kreowania wojny na Ukrainie jako wojny pomiędzy Rosją i NATO.

Jak zauważa dyrektor Centrum Badań nad Współczesnym Środowiskiem Bezpieczeństwa, rosyjska propaganda dalej przekonuje, że Rosja jest potęgą. Zgodnie z tym, na Ukrainie Rosjane nie przegrywają z Ukraińcami, ale z żołnierzami z krajów NATO. Mówi się o polskich najemnikach, a nawet o polskich jednostkach wojskowych.

Czytaj także:

Paweł Lisicki o reparacjach od Niemiec: pod względem moralnym sprawa jest jednoznaczna

Przekaz jest dostosowywany do warunków lokalnych. Na potrzeby Europy Rosjanie wygrywają kryzys energetyczny. Pojawiają się głosy ostrzegające o ukrainizacji Polski.

Rosjanie grają propagandowo przeciwko Polsce w kwestii surowcowej.

Według prorosyjskiej narracji, gdyby Polska nie wspierała Ukrainy, to wojna szybko by się skończyła i nie byłoby kryzysu energetycznego.

W narracji rosyjskiej Ukraińcy są tym samym narodem co Rosjanie. Według niej to Austro-Węgry wykreowały tożsamość ukraińską. Jak zauważa rozmówca Łukasza Jankowskiego,

Na skutek działań Kremla Ukraińcy już nigdy nie spojrzą na Rosjan jak na braci.

Ekspert zaznacza, że powszechna mobilizacja nie zmieni sytuacji na froncie, a za to zdestabilizuje sytuację polityczno-społeczną. Kreml może straszyć rozpadem Rosji, żeby zmobilizować społeczeństwo.

A.P.

Zbigniew Gołasz: Niemcy chcieli przekonać świat, że to Polacy rozpoczęli wojnę

Radiostacja Gliwice | Fot. A. Jarczewski

Jak i po co Niemcy chcieli zrzucić na Polskę odpowiedzialność za rozpoczęcie wojny? Pracownik Muzeum w Gliwicach o prowokacji gliwickiej.

Zbigniew Gołasz wyjaśnia, czemu miała służyć prowokacja gliwicka. Francja i Wielka Brytania zobowiązały się do przystąpienia do wojny przeciw Niemcom, gdyby te zaatakowały Polskę. Gdyby jednak to Polska była agresorem, Paryż i Londyn nie byłyby zobowiązane do pomocy Warszawie.

Stąd też w najbliższym otoczeniu Hitlera a być może w samej jego głowie zrodził się właśnie ten pomysł, żeby po prostu udowodnić tezę, że to Polacy rozpoczęli, a wówczas otwiera się Francji i Wielkiej Brytanii furtkę do tego, aby do tej wojny nie przystępowały.

Gołasz zauważa, że radiostacja gliwicka była słyszalna w godzinach wieczornych w Paryżu i Londynie. Zgodnie z planem Anglicy i Francuzi mieli usłyszeć jak Polacy nadają komunikat o zajęciu niemieckiego miast.

31 sierpnia do sali głównej nadajnika w Gliwicach przybyli esesmani przebrani w ubrania cywilne z polskimi emblematami.

Czytaj także:

Cel dyfamacji jest zawsze taki sam: obwinić niewinnego w oczach świata / Andrzej Jarczewski, „Kurier WNET” nr 86/2021

Nie wszystko jednak poszło z planem. Kiedy niemieccy prowokatorzy chcieli nadać komunikat okazało się, że studio znajduje się w innym budynku- oddalonym o 4 km – niż nadajnik.

Ci agenci, którzy przez dwa tygodnie przebywali w Gliwicach nie uczynili zwykłego rozpoznania terenowego i po prostu nie zorientowali się,  nie dostali takich informacji, że w tym mieście radiostacja posiada dwa obiekty.

Ostatecznie udało się nadać komunikat w języku polskim i niemieckim o treści:

Halo, tu Gliwice. Radiostacja i miasto znajdują się w rękach polskich.

Uwiarygodnić całą akcję miały polskie ofiary. Na zabitego w wyniku „odbicia” radiostacji przez Niemców został wybrany Franciszek Honiok, mieszkaniec Łubia koło Gliwic, powstaniec śląski i członek Związku Polaków w Niemczech.

Został wytypowany po to, żeby być dowodem na to, że tutaj byli Polacy.

Brytyjczycy i Francuzi nie uwierzyli w niemiecką prowokację i wypowiedzieli Niemcom wojnę 3 września.

A.P.

Planeta Piołun Oksany Zabużko na XXXI Forum Ekonomicznym w Karpaczu (6 – 8 września 2022)

Oksana Zabużko. VIII Festiwal Góry Literatury. Nowa Ruda, 18.07.22/Fot. Tomasz Leśniowski/CC BY-SA 4.0

Oksana Zabużko to jedna z czołowych ukraińskich pisarek i laureatka wielu międzynarodowych nagród.

Pisarka w Polsce znana jest przede wszystkim „Miasto porzuconych sekretów”, czy wydany w przeddzień rosyjskiej inwazji na Ukrainę w 2022 roku zbiór esejów „Planeta Piołun”. Książka, którą sama autorka nazywa „listem miłosnym pisarki do Polski”, będzie przedmiotem rozmowy podczas organizowanego podczas XXXI Forum Ekonomicznego w Krynicy spotkania autorskiego z Oksaną Zabużko.

Planeta Piołun” to najnowsza publikacja znanej i lubianej autorki. Czas jej wydania zbiegł się z początkiem inwazji Federacji Rosyjskiej na Ukrainę, co stawia tę książkę wysoko na liście obowiązkowych lektur w tym trudnym dla wszystkich czasie. Wspomniany zbiór esejów Oksana Zabużko sama nazywa „listem miłosnym pisarki do Polski, adresowanym
do opatrznościowego polskiego współrozmówcy”.

Czytaj także:

„Rewolucja, której nie było – Pakiet „Fit for 55” i jego przyszłość”. Panel dyskusyjny Forum w Karpaczu

Czym jest w istocie? To trafna analiza stosunków Ukrainy i Rosji, ale także pewne rozliczenie Zachodniego Świata, który według autorki mocno zobojętniał na problemy za naszą wschodnią granicą. Czy Europę rzeczywiście trawią toksyczne populizmy i wewnętrzne konflikty do tego stopnia, że popada ona w intelektualną przepaść? Czy w świecie zamykania się w bańkach informacyjnych to właśnie kultura jest w stanie nas uratować? I jaką w tym rolę mają Polacy? Czy nie zawiodą nie tylko Oksany Zabużko, ale i jej rodaków polscy współrozmówcy,
których autorka chce „ująć za rękę”?

Zapraszamy do udziału w spotkaniu autorskim z Oksaną Zabużko, które jest jedną z imprez towarzyszących zbliżającego się wielkimi krokami XXXI Forum Ekonomicznego.

Wydarzenie odbędzie się w dniach 6-8 września w Karpaczu.

Więcej informacji: XXXI Forum Ekonomiczne w Karpaczu (forum-ekonomiczne.pl)

A.P.

Wyniki badania IBRiS: Polakom tylko się wydaje, że wiedzą, które urządzenia w ich domu zużywają najwięcej prądu

Klimatyzacja, płyta indukcyjna, czajnik i piekarnik to urządzenia, które według Polaków zużywają najwięcej prądu. Pokazują to wyniki badania IBRiS dla Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej.

Tymczasem rankingi domowych urządzeń pobierających najwięcej prądu pokazują dużą rozbieżność pomiędzy deklaracjami, a rzeczywistością. Czy w takiej sytuacji jesteśmy w stanie faktycznie oszczędzać prąd?

Podczas okresu letniego zużycie energii elektrycznej znacznie rośnie. Wynika to z faktu, że wówczas wiele gospodarstw domowych korzysta z klimatyzacji, wentylatorów, jak również tak popularnego w ostatnim czasie intensywnego oświetlenia tarasów i ogrodów. Jednak jako konsumenci w naszych codziennych wyborach powinniśmy uwzględniać nowe realia, takie jak fakt, że wzrost cen energii elektrycznej w najbliższej perspektywie jest nieunikniony. Powszechną praktyką powinno być racjonalne korzystanie z energii oraz możliwie maksymalna redukcja jej zużycia. Pozwoli to na uzyskanie finansowych oszczędności i wzmocnienie stabilizacji systemu elektroenergetycznego.

Rozbieżność między deklaracjami a praktyką

Za najbardziej energochłonne urządzenie w przeciętnym gospodarstwie domowym Polacy uważają klimatyzację – wskazała na nią niemal połowa badanych (47 proc.). Na drugim miejscu znalazła się płyta indukcyjna/elektryczna (27 proc.). Ponadto aż 26 proc. ankietowanych za pobierające najwięcej prądu urządzenia uznało piekarnik i czajnik elektryczny. Co czwarty respondent wskazał lodówkę, a na kolejnych miejscach znalazła się m.in. pralka i suszarka do ubrań (po 17 proc.).

Tymczasem, jak wynika z rankingu domowych urządzeń pobierających najwięcej energii elektrycznej przygotowanego przez portal enerad.pl [1], w przypadku przeciętnego gospodarstwa domowego używającego taryfy G11 urządzeniami, które rocznie pobierają najwięcej prądu, a co za tym idzie – kosztują nas najwięcej – jest kuchenka elektryczna (według zestawienia kosztująca ponad 800 zł rocznie) i bojler elektryczny (ponad 600 zł rocznie). Na kolejnych miejscach rankingu znalazł się czajnik elektryczny (około 175 zł rocznie), zmywarka do naczyń (ponad 150 zł rocznie) oraz lodówka (około 150 zł rocznie).

Jednak, jak wynika z analizy Krajowej Agencji Poszanowania Energii przygotowanej dla Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej, roczne zużycie prądu przez poszczególne urządzenia może być zdecydowanie odmienne w zależności od sposobu ich użytkowania. Przykładowo, zużycie roczne energii przy świeceniu średnio 3 godziny dziennie dla 10 źródeł światła typu halogen to koszt aż 262,80 zł. Jeśli zaś zamienimy je na światła typu LED, będzie to już koszt jedynie 35 zł!

Z kolei podjęcie decyzji o zakupie mniejszej zmywarki (45 zamiast 60 cm) przy 100 cyklach mycia rocznie pozwoli nam zaoszczędzić niemal 20 zł (50,40 zł zamiast 68,40 zł). A jeśli do tego zdecydujemy się prać nasze ubrania w temperaturze 40 stopni C, zamiast 60, przy 50 cyklach prania zaoszczędzimy na tym 20 zł. Natomiast jeśli uwielbiamy oświetlenie ogrodowe, warto rozważyć lampki solarne, które nie będą generowały żadnych kosztów energii elektrycznej.

Rozsądne użytkowanie przekłada się na oszczędności

Warto pamiętać jednak, że zarówno wybór sprzętów z uwzględnieniem klasy energetycznej, jak i sposób korzystania z każdego z nich, przekłada się na realne zużycie prądu, a co za tym idzie – wysokość naszych domowych rachunków za energię elektryczną. Oto kilka podstawowych przykładów:

· w czajniku elektrycznym powinniśmy gotować tylko tyle wody, ile realnie w danym momencie potrzebujemy – zmniejszy to nie tylko czas jej przygotowania, ale również zużycie prądu;

· uważajmy, aby nie wstawiać do lodówki ciepłych potraw, przez które „zmusimy” ją do bardzo intensywnej pracy;

· podobnie, nie powinniśmy pozostawiać lodówki zbyt długo otwartej, ponieważ wówczas będzie pobierała bardzo dużo prądu, aby wrócić do swojej poprzedniej temperatury;

· odwrotnie wygląda sytuacja w przypadku piekarnika – jeśli zbyt często go otwieramy, aby sprawdzić, czy danie jest już gotowe, wydłużamy czas jego przygotowania i znacznie zwiększamy ilość pobieranego przez urządzenie prądu;

· każde włączone pranie generuje zużycie prądu, warto więc zaczekać, aż pralka będzie pełna i włączać ją z mniejszą częstotliwością.

Magda Smokowska, doradca w Polskim Komitecie Energii Elektrycznej:

Wyniki badania IBRiS pokazują, jak niezwykle potrzebny jest kompleksowy program edukacyjny dotyczący sposobów na skuteczne oszczędzanie energii elektrycznej, który pod hasłem >>Liczy się energia<< prowadzi Polski Komitet Energii Elektrycznej. Wszystkie osoby, które chcą zmniejszyć domowe rachunki za prąd zapraszamy na uruchomioną przez PKEE stronę internetową www.liczysieenergia.pl, na której można znaleźć informacje nt. czynników mających największy wpływ na ceny prądu. Na stronie pokazane zostały również sposoby na obniżenie zużycia energii elektrycznej, a tym samym rachunków za prąd.

Badanie ogólnopolskie na zlecenie Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej zrealizował Instytut Badań Rynkowych i Społecznych w dniach 22-25 czerwca 2022 r. na próbie 1000 respondentów.

Źródło: https://enerad.pl/aktualnosci/ranking-urzadzen-pobierajacych-najwiecej-pradu/, PAP Mediaroom

A.P.

Atis Lejiņš: Nie ma już Ribbentropa, ale na wschodzie jest Stalin. Putin chce odbudować jego powojenne imperium

Atis Leijns / Fot. Piotr Mateusz Bobołowicz, Radio Wnet

Łotewski politolog i polityk o dziejach swojej rodziny, doświadczeniu sowieckiej okupacji w latach 1940-41 oraz o postawie Niemiec wobec wojny na Ukrainie.

 Atis Lejiņš przedstawia historię swojej rodziny, która uciekła w sierpniu 1944 r. uciekła przed Armią Czerwoną niemieckim pociągiem do Berlina.

Mieliśmy przesiąść się w Berlinie do pociągu jadącego do Spandau. To była miejscowość wypoczynkowa nad rzeką. Mój ojciec miał tam niemieckich krewnych z dalekich krewnych.

W czasie pobytu w Niemczech jego rodzina była świadkiem alianckiego nalotu na stolicę Saksonii. Jak mówi, o włos udało im się uciec przed brytyjskimi bombami zapalającymi.

Moja rodzina, czyli ojciec i matka widzieli dym nad Dreznem. […] Z Drezna przychodzili ludzie o czarnych twarzach. To było okropne.

Na mocy ustaleń między Londynem i Waszyngtonem a Moskwą alianci zachodni wydawali obywateli radzieckich Sowietom.

Musieliśmy uciekać również przed Amerykanami.

Łotewski politolog i polityk wyjaśnia różnicę w perspektywie polskiej a łotewskiej w przypadku II wojny światowej.

Doświadczyliśmy rosyjsko-sowieckiej okupacji w okresie 1940-41, w przeciwieństwie do Polski. Potem przyszli Niemcy i wypchnęli Rosjan, jeden lub dwa dni po wielkiej deportacji  Łotyszy. Łotewskie społeczeństwo uważało, że Niemcy są wyzwolicielami.

[Polska także była okupowana przez Sowietów, od września 1939 r. do czerwca 1941 r.- przyp. red.] Lejiņš podkreśla, że w 1940 r. wszyscy Łotysze byli przerażeni sowiecką okupacją. Wszyscy zasłużeni dla kraju zostali aresztowani przez NKWD.

14 czerwca tylko w jedną noc ponad 15 tysięcy Łotyszy wsadzono ich do bydlęcych wagonów i wywieziono na Syberię. Nie wszyscy byli etnicznymi Łotyszami. Większość była, ale byli ludzie także innych narodowości w tym Żydzi (swoją drogą bogaci), Polacy, a nawet Rosjanie.

Czytaj także:

Wystawa plenerowa IPN w 83. rocznicę podpisania Paktu Ribbentrop-Mołotow

Czy pakt Ribbentrop-Mołotow może powtórzyć się w naszych czasach? Zdaniem rozmówcy Krzysztofa Skowrońskiego nie ma teraz na Zachodzie Ribbentropa.

Na wschodzie jest Mołotow i faktycznie jest Stalin. Putin nim jest. On chce odbudować imperium, które Stalin zbudował po II wojnie światowej.

Niemcy pozostają przy tym uzależnieni od rosyjskich surowców. Całkowita rezygnacja z nich stanowiłaby polityczne samobójstwo dla niemieckich decydentów.

Jaką broń przekazują Niemcy Ukrainie? Czy wielkie mocarstwa podzielą między siebie świat? Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Leonardas Vilkas: Uważa się, że nacjonalizm to dobre antidotum na bolszewizm. Mackiewicz słusznie z tym polemizował

Leonardas Vilkas/ Fot. Piotr Mateusz Bobołowicz, Radio Wnet

Tłumacz o twórczości Józefa Mackiewicza oraz jego stosunku do nacjonalizmu i komunizmu.

Leonardas Vilkas mówi, że Józef Mackiewicz określał się jako obywatel Wielkiego Księstwa Litewskiego. Krytykował on nacjonalistyczną politykę Kowna.

Dzisiaj prawie powszechnie się uważa, że nacjonalizm, silna świadomość narodowa jest jakimś dobrym antidotum na bolszewizm. Mackiewicz słusznie polemizował z tym poglądem.

Józef Mackiewicz uważał, że nacjonalizm nie jest odpowiedzią na bolszewizm. Nacjonaliści, kierując się tym, co rozumieli za interes swego narodu, potrafili iść na współpracę z Sowietami. Przykładem tego jest traktat litewsko-bolszewicki z lipca 1920 r. podpisany, gdy sowiecka Rosja nacierała na Polskę.

Gdyby Polska padła no to oczywiście Litwy by też nie było.

W 1939 r. władzy Litwy kowieńskiej zgodziły się na instalację u siebie radzieckich baz wojskowych w zamian za Wilno. Pisarz w książce „Prawda w oczy nie kole” opisywał życie w zajętym w 1939 r. przez Litwinów Wilnie.

Nacjonaliści wyrabiali głupoty w 1939 r.

Czytaj także:

Prof. Włodzimierz Bolecki: obecność Mackiewicza w mediach nie przystaje do rangi jego pisarstwa

Autor „Widziałem groby Katynia” oskarżany był o współpracę z Niemcami ze względu na publikacje w gazetach gadzinowych. Tłumacz podkreśla, że zarzuty o kolaboracje są absurdalne. Jedyne publikacje w Gońcu Codziennym Mackiewicza to wspomnienia z okupacji sowieckiej i opis zbrodni katyńskiej.

Mackiewicz opisywał także zbrodnię w Ponarach, gdzie Niemcy i ich litewscy pomocnicy mordowali Polaków i Żydów.  Był świadkiem przybycia transportu kolejowego Żydów do Ponar. Gdy transportowani zrozumieli, że nie są wiezieni na roboty przymusowe, podjęli próbę ucieczki.

Niemcy z pomocnikami różnych narodowości – Litwini tam byli, Łotysze, Estończycy – po prostu urządzili masakrę wprost na terenie stacji kolejowej. Mackiewicz to opisał w reportażu wstrząsającym „Ponary Baza”.

Mackiewiczowi wypomina się negatywny stosunek do Żydów. Vilkas stwierdza, że niechęć do Żydów na tle ekonomicznym była powszechna w Europie i Ameryce w tym czasie.

Wówczas przed wojną było powszechne bojkotować sklepy żydowskie.

Sam pisarz w „Prawda w oczy nie kole” stwierdził, że miał niegdyś złe zdanie o Żydach, lecz z czasem stwierdził, iż nie są oni mądrzejsi lub głupsi od innych. Nie utożsamiał ich z „bolszewią”.

Czytaj także:

120 rocznica narodzin Józefa Mackiewicza

A.P.

Polonia w Las Vegas jest młoda. Dużo osób przeprowadziło się z innych stanów – mówią Piotr i Edyta Jankowscy

Piotr (syn) i Edyta (matka) Jankowscy/ Fot. Radio Wnet

Polacy mieszkający w Las Vegas o polskiej diasporze, zespole „Piast” i wsparciu Polonii dla Ukrainy.

Piotr i Edyta Jankowscy opowiadają o swoim życiu w Las Vegas. Syn i matka wyjaśniają, jak wygląda życie Polaków w tym mieście. Są oni rozproszeni po różnych dzielnicach.

Potrzebujemy co najmniej 45 minut, żeby odwiedzić znajomych kolegów którzy właśnie mieszkają w różnych dzielnicach.

Piotr opowiada o założeniu zespołu „Piast”. Wyjaśnia, iż tworzy go grupa przyjaciół.

W zeszłym roku mieliśmy dziesiątą rocznicę.

Występowali nie tylko w Vegas, ale także w Arizonie, Kalifornii oraz w Polsce- w Rzeszowie.

Czytaj także:

Lenart: W Las Vegas 10 tys. ludzi na dzień składało aplikację o zasiłek dla bezrobotnych

W Las Vegas według spisów mieszka 10 tys. Polaków. Blisko ze sobą działa 350 rodzin.

Jest to Polonia młoda, co jest bardzo ciekawe. Dużo osób przeprowadziło się z Chicago, z południowego wybrzeża, ze wschodniego wybrzeża. Dużo osób ucieka od tych śnieżnych stanów.

Edyta Jankowski opowiada także o pomocy dla Ukrainy. Zebrali w koncertach i akcjach charytatywnych 25 tys. dolarów.  Zachęca do pomagania.

Z czasem ludzie przyzwyczajają się do świadomości, że jest wojna. Chcemy starać się, żeby ludzie nie zapominali, że to jednak nie jest problem rozwiązany.

A.P.

Prof. Gatnar: jeżeli RPP teraz podnosi stopy procentowe, to oznacza, że inflacja spadnie najwcześniej za rok

Fot. CC0, Pxhere.com

Kiedy można spodziewać się spadku inflacji? Ekonomista o podwyższaniu stóp procentowych, sile złotego i presji popytowej.

Ile jeszcze potrwa wysoka inflacja?  Prof. Eugeniusz Gatnar zauważa, że możemy się spodziewać spadku wskaźnika rok do roku ze względu na zmianę bazy.

Ten wskaźnik może być niższy może spaść, ale to nie znaczy, że ceny spadną tylko wzrost cen będzie po prostu wolniejszy.

Utrzymuje się wysoki popyt wewnętrzny wspierany dobrą sytuacją na rynku pracy- niskim bezrobociem i wzrostem płac. Popyt pozwala firmom przerzucanie kosztów energii i wynagrodzeń na konsumentów.  Członek Rady Polityki Pieniężnej w kadencji 2016–2022 stwierdza, że stopy procentowe należało zacząć podnosić rok wcześniej, tak jak proponował.

Stanie się tak pod warunkiem, że złoty się umocni. Ekonomista podkreśla, że

Ocenia, iż można było mocniej działać na inflację, kiedy jej większość wynikała z wewnętrznej presji popytowej.

Czytaj także:

Dr Janusz Wdzięczak: inflacja w dużej mierze kształtowana jest przez czynniki psychologiczne

W czasie odgórnie ograniczonej podaży Polacy odłożyli dużo pieniędzy.  Po lockdownie ludzie zaczęli wydawać pieniądze.

Do tego potem dołączyły czynniki podażowe. Jk był silny popyt, a nie było co kupować to oczywiście ceny poszły w górę.

Obecnie oddziaływanie polityki pieniężnej będzie słabszej. Prof. Gatnar zauważa, że rząd obniżył ostatnio podatki. Żeby zaś walczyć z inflacją, należałoby je raczej podwyższyć.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Dmytro Antoniuk: w niedzielę został poczyniony wielki krok w stronę pojednania polsko-ukraińskiego

Prezydenci Andrzej Duda i Wołodymyr Zełenski/ Foto. Jakub Szymczuk/ KPRM

Korespondent Radia Wnet na Ukrainie o wizycie prezydenta Andrzeja Dudy w Kijowie, brataniu się Ukraińców i Polaków oraz o sytuacji na froncie.

Dmytro Antoniuk podsumowuje wizytę prezydenta Andrzeja Dudy w Kijowie. Ocenia, że przyczyni się ona do bardzo daleko idącego zacieśnienia więzi między obu państwami.

Korespondent uwypukla odwagę polskiego prezydenta, oraz wściekłość, jaką wywołała na Kremlu jego wizyta.

Jak wskazuje rozmówca Łukasza Jankowskiego, między polskim podejściem do Ukrainy a postawą tzw. starej Europy, występuje bardzo głęboka różnica.

Dmytro Kuleba podkreślił, że jego kraj chce był pełnoprawnym członkiem Unii Europejskiej i nie zadowoli się zamiennikami.

Gość Poranka Wnet wskazuje, że Andrzej Duda w swoim wystąpieniu stwierdził, iż chciałby widzieć Ukrainę jako część Międzymorza.

Czytaj także:

Andrzej Duda w ukraińskim parlamencie: Polska zrobi wszystko, co może, by pomóc Ukrainie stać się członkiem UE

Dmytro Antoniuk podkreśla, że Ukraińcy i Rosjanie nie są bratnimi narodami. Ci pierwsi coraz bliżej zaś są Polaków. Wskazuje, że Ukraińcy przypominają sobie wspólne dzieje z Polakami.  Wykonywane są gesty w duchu pojednania między oboma narodami.

Nasz korespondent sądzi, że dobrym krokiem byłoby zniesienie zakazu ekshumacji w Galicji i na Wołyniu. Rozmówca Łukasza Jankowskiego przedstawia także sytuację na froncie.

 Ukraińcy utrzymują przyczółek na lewym brzegu Siewierodoniecka.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Eliza Dzwonkiewicz: na zachodniej Ukrainie ciągle rozlokowane są tysiące uchodźców

Konsul Generalna RP we Lwowie o działalności polskich konsulatów w czasie wojny oraz o pomocy dla mieszkańców Ukrainy.

Eliza Dzwonkiewicz podsumowuje ostatnie dwa miesiące wojny na Ukrainie. Wyjaśnia jak działały polskie konsulaty w tym czasie.

Wojna na Ukrainie trwa od 2014 roku, więc to jest nowy, ale straszniejszy etap tej wojny.

Przygotowywali się na eskalację konfliktu. Zabezpieczone były dokumenty oraz ewakuacja części pracowników.

Jak wszystkie instytucje, także ukraińskie, przygotowywaliśmy się na najgorsze.

Konsul opowiada o pomocy dla mieszkańców Ukrainy. Instytucje ukraińskie współpracują z polskimi- publicznymi i pozarządowymi. Ze Lwowa pomoc jest transportowana na wschód. Problemem jest to, że nie wszędzie da się dojechać. Jak przy tym dodaje nasza rozmówczyni,

Tutaj na zachodniej Ukrainie są rozlokowane ciągle tysiące uchodźców, którzy potrzebują posiłków potrzebują odzieży potrzebują materace na których będą spali pościeli leków i ta pomoc jest też bardzo potrzebna.

Dr Janusz Wdzięczak: dla polskiej gospodarki korzystne byłoby gdyby uchodźcy zostali u nas na stałe

Zauważa, że wojna wpłynęła na mieszkańców Lwowa.

Wielu z zachodniej Ukrainy, wśród nich również i Polaków, podjęło decyzję o wyjeździe.

Na skutek tego będzie od września problem z nauczycielami języka polskiego we Lwowie. Kadry wyjechały za polską granicę.

A.P.