Maciej Zamojski z PKL o kolei w Solinie: jest to najnowocześniejsza kolej górska w Europie

Maciej Zamojski i Magdalena Uchaniuk, fot.: Małgorzata Kleszcz, Radio Wnet

Kierownik PKL Solina prezentuje niedawno otwartą kolej gondolową. Znajduje się ona w urokliwym miejscu – nad elektrownią wodną w Solinie.

Maciej Zamojski kierownik PKL Solina o kolei gondolowej w Solinie:

Jest to najnowocześniejsza kolej górska w Europie. Naprawdę wyjątkowa – przebiega nad czynną elektrownią wodna. Możemy przewieźć nią 1200 osób na godzinę – opowiada Zamojski.

Tuż przy stacji znajduje się wieża widokowa o wysokości 50 m. Z tarasu na górze rozpościera się widok na całe Bieszczady. Punkt widokowy znajduje się ponad 600 metrów nad poziomem morza. Maciej Zamojski, mówi że kolejka ma zapewnić przedłużenie sezonu.

Zapraszamy też jesienią, kiedy można podziwiać w Bieszczadach niezwykłe kolory.

Teren został odkupiony od gminy Solina. Jest teraz własnością PKL Solina. Okolica to nie tylko piękne widoki z kolejki, ale też wieża widokowa, park tematyczny oraz oferta gastronomiczna. Przed wybudowaniem przeprowadzono szczegółowe badania obciążeniowe. Kolej otworzono na początku lipca, można z niej korzystać cały rok.

Zapraszamy do przesłuchania całej rozmowy.

Co z podróżami po Europie? Unia Europejska ma zamiar przedłużyć ważność certyfikatów covidowych o kolejny rok

Paszport Covidowy / Fot. Jernej Furman, Flickr.com (CC BY 2.0)

Ważność unijnych certyfikatów miała wygasnąć wraz z końcem czerwca. Parlament i Rada Unii Europejskiej osiągnęły nieformalne porozumienie w sprawie przełożenia daty wygaśnięcia paszportów covidowych.

Certyfikat Covidowy jest elektronicznym potwierdzeniem, że jego posiadacz jest zaszczepiony przeciwko Covid – 19, przechorował go lub uzyskał negatywny wynik na obecność wirusa SarCov2. Do niedawna większość krajów wymagała okazania ważnego certyfikatu, aby móc wjechać na ich terytorium. Ważność zaświadczenia miała wygasnąć po 30 czerwca bieżącego roku.

Parlament i Rada Europejska osiągnęły jednak porozumienie w sprawie jej przedłużenia. Paszport Covidowy miałby teraz obowiązywać do 30 czerwca 2023 roku. Dodatkowo instytucje unijne uzgodniły, że państwa członkowskie powinny powstrzymać się od nakładania dodatkowych ograniczeń dla podróżujących posiadaczy certyfikatu. Głosowanie nad proponowanymi zmianami odbędzie w dniach 23 i 24 czerwca.

K.B.

Źródło: Wprost

Czytaj też:

Andrzej Zawadzki – Liang o Covidzie w Chinach: nie widzę szansy, by zakończyć lockdowny i testowanie mieszkańców

Malarstwo, rysunek, rzeźba… To wszystko jest nam znane. Ale czy znana jest nam sztuka witrażu?

Wawel, Muzeum Narodowe, Sukiennice, Kościół Mariacki – to obiekty, które każdy zwiedza podczas pobytu w Krakowie. Ale czy ktoś z nas wybrał się do Pracowni i Muzeum Witrażu?

Fot. Konrad Tomaszewski, Radio WNET

Podczas pobytu w Krakowie każdy z nas pragnie zwiedzić najbardziej znane miejsca turystyczne, które zachwycają swym pięknem i monumentalnością. Tak jest w przypadku Kościoła Mariackiego, którego wnętrze aż kipi z przepychu, czy Katedry Wawelskiej, gdzie różnorodność stylów poszczególnych naw łączy się z wędrówką ku kolebce historii Polski. Jednakże przemierzając ulice drugiej stolicy naszego kraju warto również wspomnieć o miejscu, w którym poznamy sztukę wytwarzania piękna we szkle. Chodzi o Pracownię i Muzeum Witrażu.

Podążając za uchwyceniem piękna w Krakowie dążymy do wielkiego budynku przy alejach 3 Maja. Tam znajduje się Muzeum Narodowe. Dosłownie kilkaset metrów dalej, gdyż przy alei Zygmunta Krasińskiego 23, w starej kamienicy – została bowiem wzniesiona w 1908 r. z inicjatywy Stanisława Gabriela Żeleńskiego (brata sławnego tłumacza i pisarza Tadeusza „Boya” Żeleńskiego) – znajduje się Muzeum Witrażu. To miejsce, które nie tylko może kojarzyć się ze sztuką kościelnych witraży, ale nade wszystko z placówką przedstawiającą dzieła o świeckim charakterze.

Fot. Konrad Tomaszewski, Radio WNET

Co możemy uświadczyć przy kamienicy, która jest ewenementem na skalę światową, gdyż zachował się w niej oryginalny wystrój i układ wnętrz? Nade wszystko atmosferę, która oddaje klimat pracowni z początków XX wieku. Z powodu pierwszej jak i drugiej wojny światowej takich miejsc nie ma na mapie naszego kraju jak na lekarstwo. Wobec czego sama architektura i historia budynku zachęcają nas do odwiedzenia tej placówki. Ale to tylko przedsmak tego, co uświadczymy wewnątrz. Albowiem jest to miejsce jest nietuzinkowe. Tak jak w przypadku muzeów dobrze wiemy, czego możemy się spodziewać, tak w tym wypadku będziemy mile zaskoczeni. Czeka nas bowiem podróż po nieznanym większości świecie sztuce projektowania piękna na szkle.

Fot. Konrad Tomaszewski, Radio WNET

Ciekawskiego gościa, który pragnie poznać sztukę witrażu, oprowadzi pracownik wyjaśniający mu meandry tej, jakby się miało zdawać, sakralnej kultury. Przedstawi techniki tworzenia witraży. Zdawać by się miało, że jest to sztuka dość prosta. Wszakże pocięcie kawałków produktu, który wymyślili starożytni Rzymianie, i poukładanie tychże komponentów w całość, wydaje się czymś łatwym. Nic bardziej mylnego! Samo cięcie tafli szkła wymaga wielkiego doświadczenia, a modelowanie ołowianych ramek jest fachem nader trudnym. Każda z technik w muzeum zostaje przedstawiona przez przewodnika, co nie raz wprawia w zdziwienie miłośników kultury. Sztuka bowiem tworzenia witraży wymaga niezwykłej precyzji i skupienia. W dzisiejszym świecie, który jest ekstremalnie szybki, może to przyprawić o zawrót głowy. Jeszcze większego podziwu doznajemy, kiedy jesteśmy świadkami tworzenia się szklanej, lecz nie kruchej, sztuki.

Fot. Konrad Tomaszewski, Radio WNET

Będąc w muzeum, jesteśmy w pracowni, pośród artystów, którzy codziennie przykładają się, aby dzieło zostało stworzone. Spotykamy pracowników oczyszczających ramki z fugi, mistrzów malujących obrazy na szkle czy te osoby, które z dokładnością księgowych zajmują się „buchalterią” wycinania kolorowego szkła. Ono za kilka tygodni będzie cieszyć nasze oczy spójną kompozycją. Wcześniej jednak jest preparowane przez artystów pracowni. Ten akcent położony na rzemieślniczą tudzież artystyczną część tworzenia witrażu jest uwypuklony podczas zwiedzania warsztatu przy alei Zygmunta Krasińskiego 23 w Krakowie. I jest to doświadczeniem przepysznym, gdyż możemy doznać kontaktu z trudem wykształcania się sztuki. Ileż razy byliśmy w kościołach, gdzie mnogość witraży aż przytłacza, i spoglądaliśmy na te kolorowe szkła galopem. Przedstawiona nam pracownia sprawia, iż zaczniemy spoglądać na witraże czulej, z refleksją, bo poznajemy ilość pracy włożoną w powstawanie malowideł, które by nie istniały, gdyby nie światło solarni. Słońce bowiem sprawia, że sztuka witrażu jawi nam się w tak okazałej formie.

Fot. Konrad Tomaszewski, Radio WNET

Przemierzywszy pracownię, zostajemy skierowani do muzeum witrażu. Prace, które się tam znajdują sięgają dziesiątek lat. A dzieła artystyczne są zaprojektowane między innymi przez Stefana Matejkę, Stanisława Wyspiańskiego czy Józefa Mehoffera. Przedstawione w ciemnicy witraże, ukazują za pomocą świetlanych ekspozycji swoje chromy. Barwność ekspozycji w pomieszczeniach pełnych nokturnu sprawia, iż jesteśmy świadkami dzieł o niespotykanej gamie tonacji tudzież kolorytu.

Fot. Konrad Tomaszewski, Radio WNET

Trzeba zwrócić uwagę na projekt Pracowni i Muzeum, który nosi nazwę „W budowie”. Cykl witraży przedstawia prace, które nigdy nie powstały, a były jedynie zaprojektowane. „Apollo” i „Polonia” Wyspiańskiego są zrealizowanymi dziełami, które możemy ujrzeć w muzeum. Obecnie pracownia tworzy witraż profesora Schreitera. Sam artysta z entuzjazmem odniósł się do pomysłu, który lata temu miał „zawisnąć” w katedrze koronacyjnej we Frankfurcie. Przez trudną historię nie powstał. Dziś jednak będzie ukończony w krakowskiej pracowni.

Pracownia i Muzeum Witrażu w Krakowie to punkt, który zachwyca swą nietuzinkową formą przedstawienia sztuki we szkle. Zapewne niejeden Krakowianin czy turysta maszerował aleją Zygmunta Krasińskiego i nie zdawał sobie sprawy, iż w jednej ze starych kamienic znajduje się świat witraży. Mamy nadzieję, że przechadzając się krakowskimi trotuarami ktoś zajdzie do pracowni, która za sprawą szkła i światła zeszkli oczy na sztukę malowania we szkle i da światło umysłowi pragnącemu pojąć witraż, którego początki sięgają nie czasów kamienicy z 1908 r., ale X wieku.

 

K.T.

Ulicami historii. Benedykt Polak – XIII-wieczny podróżnik, który dotarł do Mongolii

O Benedykcie Polaku mówi wrocławski przewodnik Andrzej Kofluk.

Andrzej Kofluk przybliża postać Benedykta Polaka, XIII-wiecznego franciszkanina, podróżnika związanego z Wrocławiem. Polak znany był szczególnie z wielkiej wyprawy do Mongolii, którą odbył razem z włoskim współbratem Janem di Piano Carpinim w celu doręczenia wielkiemu chanowi listu od papieża Innocentego IV. Obecność Polaka była przydatna ze względu jego znajomość języka staroruskiego.

Papież chciał nawrócić chana na chrześcijaństwo. Oczywiście legaci wrócili z niczym.

Ulica Benedykta Polaka znajduje się w dzielnicy studenckiej. Czynszowe zabudowania tej okolicy urywają się; duża ich część została zniszczona podczas oblężenia Wrocławia w 1945.

Niemcy pod pas startowy  lotniska, z którego nikt nie wystartował, wyburzyli wszystko na obszarze od mostu Grunwaldzkiego do Mostu Szczytnickiego.

Chcesz wiedzieć więcej o tej postaci? Zachęcamy do wysłuchania całej rozmowy!

Jacek Torbicz: Afganistan to jest taki kraj w którym można się zakochać

Gość „Popołudnia WNET” Jacek Torbicz – podróżnik, dziennikarz opowiada o swoich podróżach po Afganistanie.

Podróżnik był  na granicy afgańskiej w Tadżykistanie w lipcu i już wtedy widział talibów rozlokowanych na granicach. Afganistan jest krajem górzystym krajem leżącym u podnóży masywu Gór Hindukuszu.

To jest taki kraj w którym się można zakochać, którym się można zafascynować i taką fascynacją czuję już od lat 80 – mówi podróżnik.

Mieszkańcami Afganistanu są liczne plemiona z których około 40%, czyli największą stanowią Pasztunowie. Kierują się oni na co dzień zasadą gościnności, która posunięta jest nawet do ukrywania zbiegów.

To, że nie wydali bin Ladena (…) to było powodowane podstawową zasadą tego kodeksu, zasadą gościnności. Jeżeli nawet ktoś jest u nich w domu, czy wiosce nie można go wydać nawet jeśli nam zrobił krzywdę i był wrogiem. Możemy z nim walczyć, mścić się ale kiedy nie będzie u nas  – relacjonuje Jacek Torbicz.

Mimo wielu zróżnicowanych plemion, wytworzył się naród afgański. Państwo afgańskie było państwem skorumpowanym i nie posiadało poparcia społecznego. Podróżnik zaznacza, że Afganistan był w przeszłości krajem gościnnym i pełnym wolności przed inwazją związku sowieckiego. Sztuczne utworzenie przez Amerykę państwa afgańskiego sprowadziło w konsekwencji na te tereny radykalny islam.

 Afganistan był gościnnym krajem, legendarnie gościnnym. Pełnym swobód, również dla kobiet przed inwazją sowiecką czyli rok 1979 – 1980. Do tego czasu Afganistan był jeszcze w latach 70. wspaniałym krajem. Takim pozbawionym opresyjnej władzy, pełnym wolności i takim ekstremalnie gościnnym – informuje dziennikarz.

Domy Afgańczyków różnią się w zależności od zamożności i plemienia. Domy Pasztunów przypominają twierdze z otworami strzelniczymi. Głównym źródłem utrzymania jest rolnictwo i hodowla bydła a szczególnie produkcja narkotyków.  Zdaniem podróżnika Talibowie mogą chcieć ukrócić ten proceder.  Na szybkie przejęcie przez talibów władzy w Afganistanie duży wpływ miała sprawnie przeprowadzona akcja i przejęcie kontroli na wszystkich przejściach granicznych. Wycofujący się Amerykanie pozostawili po sobie wiele cennego sprzętu.[related id=152296 side=right]

J.L.

Kuba: turystyka i protesty / Cuba: el turismo y protestas

W dzisiejszym wydaniu República Latina porozmawiamy o tym, jak turysta odwiedzający Kubę może pomóc mieszkańcom tego kraju, a nie reżimowi rządzącemu wyspą. Porozmawiamy też o protestach z 11 lipca br

Kuba od dziesiątek lat stanowi popularny cel wyjazdów turystycznych z niemalże całego świata. Co więcej, turystyka do niedawna była jedną z głównych gałęzi dochodu narodowego państwa. Szacuje się, że przed kryzysem związanym z wybuchem pandemii CoVid-19 roczny przychód z turystyki osiągał wartość ok 3 miliardów USD.

Popularność Kuby nie powinna nikogo zaskakiwać. Magia zabytków historycznych wyspy, jej kultury opierającej się na muzyce i tańcu, wspaniałe krajobrazy połączone z przaśnością  „porewolucyjnego”, socjalistycznego życia w gospodarce pełnej niedoborów przyciągają jak magnes zagranicznych turystów. Z pracy w sektorze turystycznym utrzymują się rzesze Kubańczyków, choć nie dla każdego jest to podstawowy dochód. Mało kto z odwiedzających wyspę jednak wie, że przeciętny Kubańczyk niewiele może skorzystać z turystycznego boomu. Większość z zysków bowiem konsumują do spółki castrystowski reżim wraz z zagranicznymi inwestorami. Zaś zwykłemu „zjadaczowi chleba” pozostaje jedynie liczyć na napiwki, gdyż oficjalna pensja jest bardzo niska.

Co zatem robić, aby nasza wizyta przyniosła jak najwięcej korzyści zwykłym Kubańczykom, a nie władzy? Czy nasza wizyta na Kubie w ogóle może przynieść jakąkolwiek korzyść mieszkańcom wyspy? Czy zwykli Kubańczycy mogą czerpać profity z naszych turystycznych zachcianek?

Na te i inne pytania związane z „ludzkim wymiarem” turystyki na Kubie odpowiedzą nasi dzisiejsi goście, pochodzący z Kuby Karla Puente oraz Ray Díaz.

Ale nie tylko temat turystyki na Kubie poruszymy w naszej audycji. Wiadomości, które dochodzą do nas z tej przepięknej wyspy z jednej strony napawają niepokojem, z drugiej zaś nadzieją i optymizmem. Po ponad sześćdziesięciu latach życia w „drugiej fazie Rewolucji” Kubańczycy pstanowili zaprotestować przeciwko dotychczasowemu życiu. Życiu w ubóstwie, pełnym wyrzeczeń, pustych półek w sklepach, towarów nieosiągalnych cenowo dla przeciętnego mieszkańca wyspy. A także życiu w strachu przed represjami, jakie dotknąc mogą każdego Kubańczyka. Protesty z 11-go lipca, choć brutalnie stłumione przez reżim prezydenta Miguela Diaz-Canela pokazały, że wielu mieszkańców Kuby chce żyć w normalnym świecie z dostępem do swobód obywatelskich.

W drugiej części audycji porozmawiamy z naszymi gośćmi o tym, kto brał udział w protestach. Zobaczymy również, czy wszyscy Kubańczycy je popierają. Kim zatem są osoby, które nie poparły protestów? Spróbujemy także odpowiedzieć na pytanie, dlaczego protesty tak szybko zostały stłumione. Zastanowimy się również nad odpowiedzią na pytanie, jakie są szanse na uczynienie Kuby krajem przyjaznym dla jego obywateli.

Na rozmowy o Kubie zapraszamy w poniedziałek, 9 sierpnia, o godz. 20H00! Będziemy rozmawiać po polsku i hiszpańsku!

 

Resumen en castellano:

El turismo es uno de los ramos más importantes de la economía cubana. Se estima que antes de la pandemia de CoVid-19 los ingresos de turismo oscilaban en el nivel de alrededor de 3B USD. Cuba es uno de los destinos más populares de América Latina. Entre los puntos que atraen la atención de los turistas hay que mencionar la historia de la isla, sus monumentos, su cultura, sus paisajes, pero también su vida actual en la realidad de socialismo. Muchos Cubanos trabajan en el sector del turismo, sin embargo no todos aprovechan esta situación. La mayoría de los ingresos se va a los bolsos del regimen castrista y los invertidores extranjeros.

¿Qué podemos hacer para que los Cubanos puedan aprovechar más nuestras visitas en su país? ¿Si es posible que el dinero, que viene con nosotros a Cuba, reciban los „normales” Cubanos y no el regimen? A estas y a las otras preguntas relacionadas con „la dimensión humana” del turismo a Cuba vamos a hablar con nuestros invitados Cubanos: Karla Puente y Ray Díaz.

Con nuestros invitados vamos también a tocar el tema de las manifestaciones de 11 de julio en Cuba. ¿Porqué los Cubanos se decidieron a protestas en contra de la política del gobierno? ¿Si todos los Cubanos se decidieron a manifestar su resistencia y quién es la gente que no protestaba? ¿Porqué las manifestaciones fueron reprimidos tan rapidamente? Vamos también a pensar ¿si es posible que un día Cuba sea un país „amigable” para sus ciudadanos?

Les invitamos para escucharnos el lunes 9 de agosto a las 8PM UTC+2! Vamos a hablar polaco y castellano!

Ukryte Skarby – 15.07.2021

Tym razem redaktor Elżbieta Ruman zabiera słuchaczy w podróż do Zwolenia. Miasta, z którym powiązany jest Jana Kochanowski oraz, w którym odkryto szczątki nosorożca i mamuta z czasów neolitu.

W czwartkowych „Ukrytych Skarbach” goszczą dyrektor Muzeum Regionalnego w Zwoleniu, Krystyna Madejska, burmistrz Zwolenia, Arkadiusz Suliman oraz ks. proboszcz Bernard Kasprzycki. Goście audycji wspominają o związanym ze Zwoleniem niezwykłym rzeźbiarzu, Wincentym Flaku. Co ciekawe, dziennikarz z Ilustrowanego Kuriera Codziennego określił tego artystę mianem „Wieśniaka ze wsi Zielonka Nowa”, a rzeźbiarz gościł nawet u samego cesarza Franciszka Józefa. Był to przede wszystkim skromny gospodarz przejęty losami ojczyzny i rzeźbiarz-samouk.

Jego rzeźby były ogromnie cenione w wielu miejscach Europy i świata. Nawet sam Ignacy Mościcki namawiał Flaka żeby przeniósł się do Belwederu, ale mistrz zdecydowanie odmówił. A dzieła jego w tym czasie zostały wycenione na 100 tys. zł – wtedy, kiedy prezydent RP zarabiał 5 tys. – przytacza Elżbieta Ruman.

Poza tradycją artystyczną i powiązaniami z Janem Kochanowskim, Zwoleń to stolica archeologicznych skarbów. Jest to jedyne miejsce w Polsce, gdzie odkryto szczątki nosorożca i mamuta z czasów neolitu. Krystyna Madejska opowiada m.in. o wyjątkowych zbiorach zwoleńskiego muzeum:

Mamy w swoich zbiorach niestety kopie, ponieważ oryginały są przechowywane w Polskiej Akademii Nauk – zaznacza szefowa placówki.

Zapraszamy do wysłuchania całej audycji!

N.N.

Ukryte Skarby

Ukryte Skarby – 07.07.2021 r.

W najnowszych „Ukrytych Skarbach” redaktor Elżbieta Ruman zabiera słuchaczy w dźwiękową podróż do zachodniopomorskich Krup oraz Sławna.

W kolejnym odcinku „Ukrytych Skarbów” przenosimy się do położonych na Pomorzu Zachodnim Krup, w których mieści się park rozrywki „Leonardia”. Gośćmi programu są koordynatorka „Leonardii”, Mirosława Miklaszewicz-Sendal oraz  młody radny Sławna, menedżer Orkiestry Dętej im. Ziemi Sławieńskiej, Adam Poprawski. Rozmówczyni Elżbiety Ruman opowiada m.in. postaci Leonarda da Vinci, który stał się inspiracją dla lokalnego parku atrakcji:

Podejrzewamy, że dużo przebywał ze swoim wujkiem. Wujek był kreatywnym człowiekiem i ciekawym świata – zaznacza pracowniczka „Leonardii”.

Ponadto, Mirosława Miklaszewicz-Sendal opowiada o atrakcjach „Leonardii”. Jak wskazuje pracowniczka obiektu, dostępne tu liczne maszyny i gry zostały skonstruowane na podstawie skryptów i projektów samego da Vinci:

Przeglądaliśmy skrypty i korzystamy z nich do konstruowania gier i urządzeń. (…) Myślę, że jakaś 1/3 tych gier jest wynalazkami Leonardo da Vinci – przyznaje Mirosława Miklaszewicz-Sendal.

Z kolei Adam Poprawski mówi o trudnej historii Sławna gdzie. W czasie II Wojny Światowej, piękne centrum miasta zostało zamienione w gruzy z powodu wybuchu bomby, a później swój negatywny ślad odcinęli tu również żołnierze Armii Czerwonej. Zdaniem młodego samorządowca gdyby nie to, Sławno byłoby dziś jednym z najpiękniejszych pomorskich miast:

Zdecydowanie zgadzam się. (…) To miasto po wojnie zostało prawie doszczętnie zrujnowane – podkreśla Adam Poprawski.

Zapraszamy do wysłuchania całej audycji!

N.N.

Ukryte Skarby

Ukryte Skarby – 06.07.2021 r.

W kolejnej audycji „Ukrytych Skarbów” red. Elżbieta Ruman przybliża słuchaczom tajemnice Paprotów.

Gośćmi wtorkowych „Ukrytych Skarbów” są właścicielka lokalnego pensjonatu, Iwona Rybicka i poszukiwacz skarbów i organizator projektu „Fort Marian”, Marian Laskowski. Marian Laskowski opowiada o swoim hobby i profesji jaką jest poszukiwanie skarbów. Przybliża m.in. historię jak w latach 90. jako jeden z nielicznych brał udział w poszukiwaniach „złotego pociągu”:

To była taka piękna przygoda. Byliśmy wszyscy nastawieni, że ten złoty pociąg znajdziemy. Były tak wiarygodne informacje, że pan, który wynajął naszą ekipę – bo byliśmy tymi, którzy mieli do tego dojść – był nawet w Urugwaju zaciągnąć informacji gdzie ten pociąg dokładnie był – wspomina Marian Laskowski.

Mieszkaniec Paprotów kontynuuje swoją opowieść o poszukiwaniu „złotego pociągu”. Tłumaczy jak wyglądał proces ekspedycji, która odbywała się w Górach Sowich:

To było w Górach Sowich. Mieliśmy do dyspozycji koparki, młoty pneumatyczne. Były pomiary zrobione przez Instytut Geologiczny we Wrocławiu. (…) Okazało się, że po 7 metrach była skała tak twarda, że nawet młot pneumatyczny, który ważył 100 kg nie był w stanie jej w najmniejszym stopniu skruszyć. (…) Wynajęliśmy też wiertnię z kopalni – mówi Marian Laskowski.

Rozmówca Eli Ruman ostatecznie nie odkrył „złotego pociągu”, lecz mimo to, nie uważa by pogłoski o jego istnieniu były całkowitym fałszem. Zdaniem Mariana Laskowskiego, ekipa, która go poszukiwała miała błędne współrzędne:

Może nie do końca ściema. Dostaliśmy wszystkie zgody potrzebne w tamtym czasie. W rządzie był wówczas pan Kwaśniewski. (…) Na końcu okazało się, że byliśmy przesunięci o kilkanaście metrów (…) i wierciliśmy nie w tym miejscu co potrzeba – stwierdza Marian Laskowski.

Z kolei Iwona Rybicka dotyka tematu dawnych niemieckich mieszkańców Paprotów. Jak zaznacza właścicielka pensjonatu, często oni sami lub ich potomkowie przyjeżdżają odwiedzić dawne rodzinne strony:

W latach 90. bardzo często gościliśmy tutaj ludzi, którzy mieszkali tu, pracowali, którzy przyjeżdżali tu ze wspomnieniami. (…) Pokazywali nam zdjęcia jak kiedyś wyglądały nasze gospodarstwa – przytacza Iwona Rybicka.

Zapraszamy do wysłuchania całej audycji w formie podcastu!

N.N.

Ukryte Skarby

Martyna Kaczmarzyk: W Gruzji zafascynowała mnie wolność osobista. Nie bez znaczenia jest też wino i wyśmienita kuchnia

W „Kurierze w Samo Południe” gości blogerka i autorka książki „Gruzja. Jak się żyje Polce w kraju wina, gościnności i drogowych absurdów”, Martyna Kaczmarzyk, która mówi o życiu w Gruzji.

Redaktor Adrian Kowarzyk zapoznaje słuchaczy z kolejnym odcinkiem swojego audio-dziennika z ostatniej podróży po Gruzji. Tym razem dziennikarz Radia WNET miał okazję porozmawiać z Polką mieszkającą w Gruzji. W wywiadzie blogerka i autorka książki „Gruzja. Jak się żyje Polce w kraju wina, gościnności i drogowych absurdów”, Martyna Kaczmarzyk, opowiada o swoich pierwszych doświadczeniach z Gruzją:

Przyjechałam do Gruzji w 2013 r. i dokładnie pierwszego dnia poznałam mojego męża, Mirzę. Był trzecią osobą, którą poznałam na lotnisku i tak to trwa do dziś – wspomina Martyna Kaczmarzyk.

Polka znana z bloga „Martyna z Gruzji” mówi również o długich i intensywnych gruzińskich weselach, którego miała okazję osobiście doświadczyć. Jak podkreśla Martyna Kaczmarzyk, bardzo ważnym elementem tej tradycji jest wino:

To celebracja wielodniowa i pochłaniająca niezliczone ilości wina. My na wesele przygotowaliśmy tysiąc litrów wina na 120 osób. Mamy czaczę, mamy też jeszcze wspaniały prezent, jednak z marek wina podarowała mi 240 butelek wina – komentuje blogerka.

Martyna Kaczmarzyk przybliża też swoje doświadczenia z nauką gruzińskiego. Porównuje gruziński alfabet do nitek makaronu i punktuje trudności związane z jego nauką:

Gruziński alfabet jest bardzo trudny do nauczenia się, nauka trwa lata. Właściwie, osoba wychowana w Europie nie jest w stanie go opanować w stu procentach – stwierdza blogerka.

Rozmówczyni Adriana Kowarzyka skupia się na tym, co urzeka ją w Gruzji. Podkreśla różnice w mentalności Gruzinów i Polaków oraz opowiada o niebagatelnym znaczeniu pięknych krajobrazów oraz kuchni:

Gruzja jest wolnością i to sobie trzeba bardzo wyraźnie powiedzieć. Mnie w Gruzji zafascynowała wolność osobista i energia tych ludzi. W Gruzji wszystkim chce się poznawać, eksplorować gruzińskie bezdroża, więc ta energia mnie urzekła. Oczywiście nie bez znaczenia jest też wino i wyśmienita kuchnia.

Jak zaznacza Martyna Kaczmarzyk, gruzińska kuchnia to wachlarz tradycyjnych i pysznych potraw, z któego trudno wybrać najlepsze. Mimo to, blogerka robi przegląd swoich ulubionych gruzińskich smaków:

Moje trzy faworyty to oczywiście chinkali, czyli gruzińskie pierożki z mięsem i bulionem w środku. Absolutny majstersztyk. Numer dwa to lobio, czyli potrawka z fasoli. (…) Danie jest wyśmienita, zaskakuje smakiem. Numer trzy to znany Polakom chaczapuri, czyli pasterski placek z serem w środku. Gruzja ma też wspaniałe sery – mówi Martyna Kaczmarzyk.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy w formie podcastu!

N.N.