Artur Ambrożewicz: szkolimy ludzi, aby bezpiecznie wracali do domu

Dyrektor centrum szkoleniowego Vulcan o organizowanych przez siebie szkoleniach, akcji ratunkowej, w której brał udział i o atak piratów, który przeżył.

Artur Ambrożewicz wyjaśnia jak wpadł na pomysł, aby zacząć organizować szkolenia dla marynarzy.

Kilkanaście lat spędziłem na morzu i całą moją karierę szkoliłem się w centrach szkoleniowych za granicą. Była to Norwegia Holandia, czy Anglia.

Widząc, że w Polsce nikt podobnych szkoleń nie organizuje, sam zebrał zespół. Dyrektor centrum szkoleniowego Vulcan podkreśla, że szkolą ludzi po to, aby bezpiecznie wracali do domu. Oferują oni szkolenia, które są wymagane przez każdego pracodawcę dla pracowników off-shore. Obejmują one m.in. szkolenie przeciwpożarowe i ucieczkę z tonącego helikoptera.

Rozmówca Magdaleny Uchaniuk  zaznacza, że każde odejście i podejście trzeba traktować osobno, aby nie dać się pochłonąć rutynie. Dzieli się swymi przeżyciami związanymi z kilkunastoletnim pływaniem po morzach i oceanach.

Miałem taką ,może wątpliwą, przyjemność poszukiwać rozbitków na Zatoce Meksykańskiej w dosyć ciężkich warunkach pogodowych

Nasz gość zdradza, że przeżył atak piracki, kiedy pracował w Nigerii. Zaznacza, że statek był przygotowany na taką ewentualność, gdyż pływał w regionie, gdzie dochodzi do ataków. Jak wspomina

Piraci weszli do nas na statek, na szczęście nie trafili do części nadbudówki.

Wyjaśnia, że dla piratów celem jest porwanie członków załogi, gdyż każdy uprowadzony człowiek to dla nich zysk. Kiedy piraci widzą, że nie mogą się szybko dostać do załogantów, odpuszczają.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Šustrová: Premier Czech, Andrej Babiš nie przejmuje się demonstracjami i zapowiada, że nie ustąpi przed presją ulicy

Kto i dlaczego bierze udział w największy demonstracjach w Czechach od 1989 r. i jaka panuje na nich atmosfera? Odpowiada  czechosłowacka dysydentka, Petruška Šustrová.


Petruška Šustrová mówi o potężnej demonstracji Czechów przeciwko rządom Andreja Babiša. W Pradze zebrało się nawet 250 tys. obywateli. To największy protest w tym kraju od czasu aksamitnej rewolucji z 1989 roku – pisze Reuters. Manifestanci przyszli z transparentami głoszącymi między innymi: „Babiš do kosza”, „Prosimy, ustąp. Mamy co robić”, „Czeski wybór: Babiš albo przyszłość” czy „Pięknie sobie nawarzyłem”.

Dla najwyższego prokuratora, u nas jest zastępca stanu, żeby był jakiś termin, żeby nie był mianowany dożywotnio, tylko np. na 10 lat, na jakiś termin.

Powodami demonstracji jest zmiana na stanowisku szefa MSW, którym została Marie Benešová. Protestujący obawiają się, że proponowana reforma sądownictwa jest zagrożeniem dla jego niezależności. Rozmówczyni Poranka WNET nie widzi w tej reformie takiego ryzyka. Nowa minister została powołana wkrótce po tym, jak prokuratora ogłosiła możliwość ścigania obecnego premiera. Sama Benešová ogłosiła, że nie zamierza odwoływać naczelnego prokuratora i że to ściganie jej nie dotyczy.

[Premier – przyp. red. ] absolutnie się nie przejmuje […] On powiedział, że nie będzie się wyrażał, że jest demokracja i niech ludzie powiedzą, co mają na sercu. Nie widzi powodu do tej demonstracji, dlatego że to co chcą realnie demonstranci – reformy czy niepodległości justycji to już jest zaproponowane, że pani minister sprawiedliwości jest pierwsza, która przedłożyła projekt tej reformy i według niego wszystko jest w porządku.

Jak wskazuje Šustrová, premier nie przejmuje się demonstracjami i zapowiada, że nie ustąpi „presji ulicy”. Poza premierem i nową minister na demonstracjach krytykowany jest także prezydent Czech Miloš Zeman, za swoją prorosyjskość. Zdaniem dysydentki prezydent „jest większym problemem niż premier”. Nie można powiedzieć czy demonstracje są prawicowe, czy lewicowe, gdyż popiera je z jednej strony prawicowa opozycja — Obywatelska Partia Demokratyczna (ODS), a z drugiej Czeska Patia Piratów, którą prawicą trudno nazwać.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

 

Porwani polscy marynarze ze statku „Pomerania Sky” dzisiaj wracają do domów. Razem z nimi uwolniono także pozostałych

Statek z polskimi marynarzami został porwany u wybrzeży Nigerii pod koniec października. Od tamtej pory trwały rozmowy z nigeryjskim rządem oraz negocjacje z porywaczami w sprawie ich uwolnienia.

„Członkowie załogi statku „Pomerenia Sky”, porwani pod koniec października 2018 r. u wybrzeży Nigerii, zostali uwolnieni. Wszyscy marynarze, w tym ośmiu Polaków, są w bezpiecznym miejscu i oczekują na powrót do rodzin. Dziękujemy armatorowi, jego współpracownikom i doradcom za profesjonalne poprowadzenie tej trudnej sprawy. Jesteśmy wdzięczni za pomoc także władzom Nigerii” – poinformowało polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych. – „Sprawą od samego początku zajmował się międzyresortowy zespół pod przewodnictwem wiceministra spraw zagranicznych i cieszymy się, że do uwolnienia doszło przed Świętami. Przypominamy, że było to już piąte porwanie Polaków w Zatoce Gwinejskiej od 2013 roku. Apelujemy do polskich marynarzy, by przed podjęciem pracy na statku w niebezpiecznym regionie świata zawsze sprawdzali, czy armator posiada odpowiednie ubezpieczenie”.

Piraci zaatakowali kontenerowiec „Pomerenia Sky” 27 października. Statek płynął z Angoli do nigeryjskiego portu Omme. W nocy podpłynęły do niego motorówki z uzbrojonymi porywaczami, którzy wtargnęli na pokład i sterroryzowali załogę. Z mostku w ostatniej chwili nadano komunikat o ataku piratów.

Z pokładu „Pomerenia Sky” uprowadzono część załogi  – ośmiu Polaków, dwóch Filipińczyków i Ukraińca. Było to już piąte porwanie Polaków w Zatoce Gwinejskiej od 2013 roku.

Uwolnieni marynarze wracają dzisiaj do domów.