Dr Szewko: nie wiadomo, jak zachowa się Biden wobec żądań Rosji. Jeżeli je zaakceptuje, nigdy nie odzyska wiarygodności

Featured Video Play Icon

Ekspert ds. międzynarodowych o negocjacjach amerykańsko-rosyjskich w Genewie.

Dr Wojciech Szewko prognozuje, że rozmowy amerykańsko-rosyjskie w Genewie nie przyniosą żadnego przełomu, a relacje między mocarstwami coraz bardziej przypominają te z okresu kryzysu kubańskiego:

Wojna w Europie jest jedną z dostępnych opcji.

Sukcesem poniedziałkowych rokowań byłoby zaplanowanie kolejnych.

Jak wskazuje ekspert, oddanie Ukrainy do rosyjskiej strefy wpływów stanowi poważne zagrożenie dla Europy, a zgoda na wycofanie wojsk NATO ze wschodniej flanki oznaczałaby de facto koniec sojuszu.

Rosjanie chce mieć prawo weta dla pomysłów zamieszczania takich wojsk, a jednocześnie nieskrępowaną możliwość rozmieszczania wojsk własnych.

Zdaniem rozmówcy Łukasza Jankowskiego, USA nie powinny wierzyć w rosyjskie gwarancje neutralności w konflikcie amerykańsko-chińskim, ponieważ Moskwa i Pekin mają zbieżne interesy strategiczne. Dr Szewko podkreśla, że genewskie rozmowy są testem zapewnień administracji Bidena o twardym kursie wobec Putina.

Jeżeli USA pójdą na ustępstwa dzielące NATO na członków dwóch kategorii, nigdy nie odzyskają wiarygodności. Nikt nie wie, jak zachowa się administracja Bidena. Nie ma ona za bardzo pomysłu na rolę USA w świecie.

Ekspert przypomina, jaki chaos wywołało źle zaplanowane wycofanie wojsk USA z Afganistanu. Wskazuje, że to określany mianem prorosyjskiego; Donald Trump zrobił więcej na rzecz zatrzymania Nord Stream 2 niż Biden.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.W.K.

Stefanik: Zachód jest w stanie zaakceptować jakąś formę powrotu wschodniej części Europy do rosyjskiej strefy wpływów

Władimir Putin / Fot. The Russian Presidential Press and Information Office / CC 3.0

Korespondent polskich mediów we Francji o rozmowach amerykańsko-rosyjskich w Genewie i atutach Kremla w negocjacjach z Zachodem.

Zbigniew Stefanik omawia francuskie echa rozmów amerykańsko-rosyjskich w Genewie. Media nad Sekwaną odnotowują wzmocnienie pozycji Moskwy z powodu wzrostu cen energii, co zwiększa szansę na uruchomienie gazociągu Nord Stream 2.

Rosja wie, że głównym teatrem operacyjnym dla USA jest Pacyfik.

Korespondent przestrzega, że Kreml jest w stanie w niedługim czasie doprowadzić do eskalacji napięcia na Bałkanach, przede wszystkim w Bośni. Ponadto, dysponuje m0żliwościami nacisku w Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie.

Europa Zachodnia jest w stanie zaakceptować jakąś formę powrotu  wschodniej części kontynentu do rosyjskiej strefy wpływów, ponieważ znajduje się w defensywie.

Jak zauważa Zbigniew Stefanik, priorytetem najważniejszych graczy w UE jest zduszenie kryzysu energetycznego. Odnosząc się do kwestii ewentualnej agresji rosyjskiej na Ukrainę stwierdza, że jest ona bardzo mało prawdopodobna.

Gdyby Rosjanie chcieli zaatakować, zrobiliby to już dawno. Poza tym, ukraińska armia nie jest tą samą armią co w 2014 r.

Zdaniem rozmówcy Anny Nartowskiej Rosja nie ma obecnie powodu, aby obawiać się sankcji.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.W.K.

Dr Agnieszka Legucka: Rosjanie eskalują swoje żądania. Teraz żądają, aby NATO wróciło do granic sprzed 1997 r.

Politolog o poniedziałkowych rozmowach rosyjsko-amerykańskich w Genewie.

Dr Agnieszka Legucka wskazuje, że wszyscy obawiają się zerwania rozmów Kremla z Zachodem. Dzisiaj mają mieć miejsce rozmowy rosyjsko-amerykańskie.

Już wylatując na tą rozmowę Riabkow powiedział, że będzie jedna rozmowa i koniec.

Następnie mają się odbyć negocjacje NATO-Rosja. Później prowadzona będzie dyskusja w ramach OBWE.

Rosjanie eskalują swoje żądania. Teraz żądają, aby NATO wróciło do granic sprzed 1997 r.

Moskwa oczekuje od Sojuszu prawnych gwarancji bezpieczeństwa.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy!

A.P.

Paweł Jabłoński: zachodni politycy są gotowi kupować chwilę spokoju za cenę ustępstw wobec Rosji

Paweł Jabłoński

Wiceminister MSZ o dążeniach Kremla do odbudowy rosyjskiej strefy wpływów, stosunkach polsko-amerykańskich, federalizacji Unii Europejskiej i rozmowach w Turowie.

Paweł Jabłoński mówi na temat rosyjskiego zagrożenia.

Mamy do czynienia z sytuacją niezwykle niebezpieczną na wschodzie. […] Putin chciałby powrotu do sytuacji sprzed 1989 r.

Prezydent Rosji podkreśla, że rozpad ZSRR był geopolityczną tragedią. Chciałby on odbudowy rosyjskiej strefy wpływów w Europie. Wiceminister MSZ ocenia, że widać zmianę stanowiska Waszyngtonu wobec Kremla, które staje się mniej spolegliwe wobec Rosji. Odpiera zarzut jakoby stosunki polsko-amerykańskie pogorszyły się po zmianie administracji, gdyż polski rząd stawiał na współpracę z Donaldem Trumpem.

Dla części naszej opozycji nasz rząd jest winny wszystkiemu na świecie.

Wskazuje, że Stany Zjednoczone skupiają się na rywalizacji z Chinami. Zaznacza, że Polska jest w ścisłych dobrych stosunkach ze Stanami Zjednoczonymi pomimo zmiany prezydenta z Donalda Trumpa na Joe Bidena.

Przyznaje, że widać wśród oddalonych od Rosji państw europejskich tendencję do kupowania sobie spokoju w zamian za ustępstwa wobec Kremla. Przypomina agresję na Gruzję i Ukrainę.  Jak dodaje, nie ustały próby nielegalnego przekraczania polskiej granicy.

Następnie omawia problem federalizacji Unii Europejskiej oraz pozycji Polski w UE. Zanacza, że orzeczenie TSUE ws. Rumunii wzbudziło kontrowersje nie tylko w tym kraju. Trybunał stwierdził, że każdy sędzia krajowy jest sędziom europejskim. Jak podkreśla nasz gość, TSUE interpetuje postanowienia traktatu rozszerzająco uzurpując sobie kolejne kompetencje. Wywołuje to opór nie tylko w tzw. krajach nowej Unii. Francja ma głosować nad ustawą deklarującą wyższość francuskiego prawa nad unijnym. Kraj ten odrzucił w 2005 r. konstytucję europejską, gdyż oznaczałaby ona wyższość prawa wspólnotowego nad francuskim. Tymczasem

Są tacy politycy w Polsce, którzy chcieliby zrezygnować z suwerenności Polski, bo uważają, że im się to opłaca.

Rozmówca Jaśminy Nowak odnosi się także do rozmów w Turowie. Deklaruje, że relacje z Czechami były przez większość ostatniego 30-lecia dobre. Komentując odwołanie polskiego ambasadora w Pradze stwierdza, że

Jeżeli polscy urzędnicy i dyplomaci mówią rzeczy niezgodne z prawdą, to wprowadzają w błąd.

Dodaje, iż rozmowy z tworzącym się rządem rozmowy na temat ostatecznego charakteru porozumienia są trudniejsze.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy!

K.T./A.P.

Jan Parys: W kwestii bezpieczeństwa europejskiego Niemcy są pasażerem na gapę. Nie powinni zarządzać amerykańską armią

Przemieszczenie amerykańskich żołnierzy do Polski jest logiczne. To nieprawda, że Trump zostawia Europę – ocenia były minister obrony narodowej


Jan Parys komentuje doniesienia medialne o planowanym wycofaniu wojsk amerykańskich z Niemiec.  Jak mówi, jest to realizacja wyborczych obietnic o ograniczeniu obecności amerykańskiej na Starym Kontynencie:

Niemcy przestały być krajem frontowym NATO, więc logiczne jest przemieszczenie amerykańskich żołnierzy do Polski.

Były szef MON nie zgadza się z zarzutami wobec prezydenta Trumpa o sprzyjanie Rosji, wskazuje na jego zasługi dla rozwoju Sojuszu Północnoatlantyckiego. Zdaniem ministra Parysa wielu krytyków amerykańskiego przywódcy jest opłacanych przez Kreml. Jak dodaje:

W kwestii bezpieczeństwa europejskiego Niemcy są pasażerem na gapę, korzystają z pomocy USA. Ten kraj nie ma żadnych praw do zarządzania armią amerykańską.

Gość „Poranka WNET” podkreśla, że zwiększenie obecności amerykańskiej w Polsce nie jest złamaniem porozumienia NATO-Rosja, ponieważ układ ten ma charakter nieformalny. Poza tym, jak dodaje Jan Parys, umow została już przez Rosję złamana, więc strona NATO-wska również nie musi jej przestrzegać.

Rozmówca Magdaleny Uchaniuk-Gadowskiej krytykuje ogłozzenie przez UE neutralności w sporze chińsko-amerykańskim. Oskarża rządzących Wspólnotą o brak sojuszniczej lojalności wobec USA.

Jan Parys wspomina również obalenie rządu Jana Olszewskiego. Tłumaczy, że:

Dla jego architektów tamtych wydarzeń ważniejsze było utrzymanie komunistycznych wpływów niż niepodległa Polska.

K.T / A.W.K.

Jacek Bartosiak: Manewry Zapad 2017 to test na potęgę NATO i USA. Byt państw bałtyckich zależy od woli Polski

Państwa bałtyckie przyjmowane u szczytu potęgi do NATO jako jego wschodnie rubieże stały się przedmiotem w rozgrywkach testującej potęgę Stanów Rosji. Czy jest powód do obaw przed agresją rosyjską?

 

[related id=38645]Manewry Zapad 2017 aktualnie przeszły w tak zwaną fazę aktywną ćwiczeń i odbywają się w całej zachodniej części Rosji i na Białorusi. Według oficjalnych komunikatów ta faza trwa od niedzieli do dzisiaj.

– To jest najciekawsza część ćwiczeń. Pewnie też pokaz zdolności, gotowości wojsk Federacji Rosyjskiej i Białorusi – powiedział Jacek Bartosiak, ekspert ds. geopolityki. Gość Poranka nie ma wątpliwości, że manewry są skierowane przeciwko państwom NATO, w tym Polsce. Jego zdaniem trudno oszacować liczbę wojsk biorących udział w ćwiczeniach, bowiem zostały one podzielone i rozlokowane na kilku poligonach, częściowo na terenie Białorusi, a częściowo – zachodniej Rosji. Według różnych szacunków mówi się o liczbie od 70 do 100 tysięcy.

Jego zdaniem manewry Zapad 2017 są rozgrywane bardzo blisko państw bałtyckich, które stanowią wysuniętą flankę NATO, i to ich polityczna przyszłość jest zagrożona ewentualną akcją rosyjską. Bartosiak uważa, że przedłużenie Zapad 2017 o jakąś akcję wojskową mogłoby dotyczyć któregoś z państw bałtyckich. Zauważył, że kierunek białoruski tych manewrów faktycznie odcina te państwa od reszty NATO i okrąża. Z punktu widzenia geostrategicznego jest to położenie bardzo niekorzystne.

– Możliwość obrony państw bałtyckich sprowadza się do udziału Polski w ewentualnej wojnie i pomocy sprowadzanej tą drogą  – powiedział Bartosiak. – Z punktu widzenia wojskowości przyszłość państw bałtyckich i ich istnienie zależy od woli politycznej Polski.

[related id=38779]Również analitycy amerykańscy dostrzegają problem państw bałtyckich, które połączone są z NATO jedynie wąskim przesmykiem suwalskim i ich los zależny jest od Rzeczpospolitej. Bartosiak zwrócił uwagę, że kluczowe są jednak kwestie polityczne, ponieważ państwa te były przyjmowane do NATO w szczycie potęgi Stanów Zjednoczonych i w szczycie rozwoju świata konstruktywistycznego, z dominującą rolą Zachodu.

Aktualnie mamy recesję tej potęgi i ta siła na wysuniętych rubieżach – a takimi są państwa bałtyckie – jest właśnie kwestionowana i testowana.

MoRo

Cały poranek WNET

Wywiad z Jackiem Bartosiakiem w części pierwszej Poranka WNET

 

 Zagraniczni obserwatorzy oglądali ćwiczenia Zapad-2017 na Białorusi

Czternastu obserwatorów z siedmiu krajów obserwowało w niedzielę wybrane epizody manewrów wojsk Białorusi i Rosji na poligonie Różańskim w obwodzie brzeskim na zachodzie Białorusi.

„Zaproszenie przez Białoruś obserwatorów było działaniem dobrowolnym i świadczy o otwartości i transparentności miejscowych władz” – powiedziała obecna na poligonie Różańskim Ragnhild Valle Hustad, odpowiedzialna za kontrolę zbrojeń w norweskich sił zbrojnych.  To pierwszy dzień aktywnej fazy ćwiczeń Zapad-2017.

Dodała, że ponieważ zadeklarowana liczba żołnierzy uczestniczących w manewrach jest mniejsza niż 13 tysięcy, kraje organizujące je nie mają, zgodnie z regulacjami OBWE, obowiązku zapraszania obserwatorów.

Hustad stoi na czele misji obserwatorów z Polski, Ukrainy, Litwy, Łotwy, Estonii, Norwegii i Szwecji, którzy w przededniu rozpoczęcia aktywnej fazy manewrów przybyli na Białoruś. Każdy z krajów przysłał po dwóch przedstawicieli.

Norweżka podkreśliła, że grupa obserwatorów działa w ramach Dokumentu Wiedeńskiego OBWE o środkach budowy zaufania i bezpieczeństwa z 2011 roku. „Nie liczymy żołnierzy, opieramy się na informacji podanej nam przez stronę gospodarza, według której w manewrach uczestniczy mniej niż 13 tysięcy” – wyjaśniła. Odniosła się w ten sposób do pytań dziennikarzy, którzy przytoczyli wypowiedzi m.in. przedstawicieli NATO, że w manewrach może brać udział od 70 tys. do nawet 100 tys. wojskowych.

„Na Białorusi spotkamy się z żołnierzami i będziemy z nimi rozmawiać, ale nie będziemy ich liczyć. To nie jest nasze zadanie” – dodała Hustad.

W czasie pobytu na Białorusi, który ma potrwać cztery dni, obserwatorzy odwiedzą inne poligony według harmonogramu przygotowanego przez stronę białoruską.

Przedstawiciel Szwecji Thomas Moeller powiedział PAP, że „z punktu widzenia kontroli zbrojeń wszystko odbywa się w trybie 'business as usual’”.

Obserwatorom oraz dziennikarzom białoruskim i zagranicznym, którzy w niedzielę również po raz pierwszy mieli możliwość oglądania manewrów, pokazano kilka epizodów ćwiczeń dotyczących ataku lotniczego.

Zaprezentowano atak na siły umownego przeciwnika, w tym bombardowanie samolotów na lotnisku i pasie startowym przez białoruskie samoloty szturmowe Su-25 i rosyjskie bombowce wielozadaniowe Su-34. Białoruskie i rosyjskie maszyny raziły cele bombami, niekierowanymi pociskami rakietowymi i ogniem z działek lotniczych.

Scenariusz obejmował też atak rosyjskich śmigłowców Ka-52 na stację radiolokacyjną, atak grupy śmigłowców Mi-28N i Mi-8 na cele przeciwnika, bombardowanie mostu przez białoruskie samoloty szkolno-treningowe Jak-130.

Według scenariusza, samolot regionalnej grupy wojsk (Białorusi i Rosji) został zestrzelony przez system rakietowy przeciwnika. Ostatni epizod polegał na udzieleniu pomocy i ewakuowaniu zestrzelonych pilotów przez załogę śmigłowca Mi-8.

Manewry strategiczne Zapad-2017 odbywają się na sześciu poligonach na Białorusi i na trzech na zachodzie Rosji. W sumie według oficjalnych danych ma w nich wziąć udział 12 700 żołnierzy i 700 jednostek sprzętu z obu krajów. Ćwiczenia zakończą się 20 września.

Mimo zapewnień władz w Mińsku i w Moskwie, że scenariusz ćwiczeń jest czysto obronny, wywołują one duże zaniepokojenie wśród sąsiadów, zwłaszcza na Ukrainie, która w 2014 roku padła ofiarą rosyjskiej agresji. Obawy w związku z ćwiczeniami wyrażały także m.in. Litwa i Polska. NATO zapowiedziało, że będzie się im „uważnie przyglądać”.

PAP/MoRo

Szef Komitetu Wojskowego NATO: Manewry Zapad-2017 mogą być przygotowaniem do wojny

Generał Petr Pavel powiedział w sobotę w wywiadzie dla agencji AP, że trwające białorusko-rosyjskie manewry Zapad-2017 mogą być postrzegane jako „poważne przygotowanie do wielkiej wojny”.

[related id=38649]Pavel zaznaczył, że NATO zwiększyło wysiłki, by przywrócić wojskowe kanały komunikacji z Rosją w celu „uniknięcia niezamierzonych skutków potencjalnych incydentów podczas tych ćwiczeń”.

Mimo zapewnień Rosji, że „NATO nie jest uważane za wroga” oraz że „ćwiczenia nie są wymierzone w NATO”, generał powiedział, że strona rosyjska nie była transparentna, jeśli chodzi o fakty związane z tegorocznymi ćwiczeniami Zapad. Powiedział, że o ile Rosjanie twierdzą, iż liczba zaangażowanych żołnierzy wynosi 12,7 tys., to w rzeczywistości ich liczba mieści się między 70 tys. a 100 tys.

„Wszystko to razem, postrzegamy jako poważne przygotowanie do wielkiej wojny – powiedział generał agencji AP. – Kiedy patrzymy na te ćwiczenia tak jak je przedstawia Rosja, nie ma powodów do niepokoju. Ale kiedy patrzymy na szerszy obraz, musimy się martwić, bo Rosja nie jest transparentna”.

Dwa tygodnie temu generał Pavel spotkał się z szefem rosyjskiego sztabu generalnego generałem Walerijem Gierasimowem. Najwyższy dowódca sił NATO w Europie, amerykański generał Curtis Scparrotti rozmawiał z nim przez telefon na początku ćwiczeń Zapad. Pavel powiedział, że ta rozmowa skoncentrowana była na „przejrzystości i redukcji zagrożenia i unikaniu niezamierzonych skutków możliwych incydentów”.

[related id=38611]”Mamy wysoką koncentrację wojsk w krajach bałtyckich. Mamy wysoką koncentrację wojsk w rejonie Morza Czarnego i możliwość incydentu może być dość wysoka z powodu ludzkiego błędu lub z powodu usterki technologicznej – powiedział generał Pavel. – Musimy być pewni, że taki niezamierzony incydent nie przerodzi się w konflikt”.

Manewry Zapad-2017 rozpoczęły się w czwartek i potrwają do 20 września na Białorusi i w Rosji. Aktywna faza ćwiczeń będzie się odbywać od niedzieli do wtorku. Według oficjalnych informacji ma w nich wziąć udział 12 700 żołnierzy i 700 jednostek sprzętu z obu krajów.

Strona białoruska zaprosiła do obserwowania ćwiczeń przedstawicieli Polski, Ukrainy, Litwy, Łotwy, Estonii, Szwecji i Norwegii, którzy w sobotę przybyli do Mińska.

PAP/MoRo