Paweł Rakowski: pojawiły się informacje, że Rosjanie i Ukraińcy wyrażają zainteresowanie rozmową w Jerozolimie

Featured Video Play Icon

Ekspert ds. Bliskiego Wschodu o ostrzelaniu przez Irańczyków amerykańskiego konsulatów w irackim Kurdystanie, resecie relacji Waszyngton-Teheran oraz propozycji izraelskiej mediacji między

W sobotę w nocy spadło 12 pocisków na amerykański konsulat w północnym Iraku, czyli w irackim Kurdystanie.

Paweł Rakowski donosi, że na amerykański konsulat w Iraku spadły rakiety. Do ataku przyznała się Irańska Gwardia Rewolucyjna. Twierdzą oni, że zlikwidowali bazę Mossadu.

Oficjalnie nie ma żadnych strat.

Rakowski zauważa, że sami czołowi iraccy decydenci skarżyli się, że amerykańska infrastruktura wykorzystywana jest przez Mossad. Sądzi, że zamach może być zemstą za zlikwidowanie przez Izrael dwóch członków Gwardii Rewolucyjnej.

Iran chce przenieść konflikt z Izraelem na Amerykę.

Ekspert ds. Bliskiego Wschodu wskazuje, że wśród irańskiego kierownictwa nie brak przeciwników resetu z Waszyngtonem. Ten ostatni udaje, że nic się nie stało.

W Iranie jest mocna frakcja twardogłowych.

Amerykanom zależy, żeby nie zaogniać sytuacji spornych. Eskalacja konfliktu byłaby na rękę Kremlowi. Za zamach może odpowiadać prorosyjskie skrzydło w Iranie.

Niestety Iran to jest rosyjskie aktywo.

Rakowski mówi o stosunku Izraela wobec Ukrainy. Ta ostatnia ma wobec niego pretensje, że niedostatecznie ją popiera.

Pojawiły się informacje, jeszcze nie zdementowane, że Rosjanie i Ukraińcy wyrażają zainteresowanie rozmową w Jerozolimie.

Niedawno poszła fałszywa informacja jakoby izraelskie władze miałyby namawiać prezydenta Zełenskiego do kapitulacji.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Tajna wojna irańsko-izraelska. Rakowski: na pierwsze strony gazet wróciły sprawy zaginięć sprzed 40 lat

Ekspert ds. bliskowschodnich o konflikcie Izraela z Iranem oraz zawirowaniach między Azerbejdżanem i Armenią oraz roli Turcji, Rosji i Iranu w tym sporze.

Paweł Rakowski komentuje irańskiego ministra spraw zagranicznych w Moskwie.  Hosein Amir-Abdollahijan skarżył się Siergiejowi Ławrowowi na postawę Azebejdżanu.

Spór między Baku a Teheranem trwa już od roku. Iran jest wielkim przegranym wojny w Górskim Karabachu, jeszcze większym niż Armenia.

Baku swoimi działaniami kwestionuje integralność terytorialną Iranu.  Rosną też obawy Armenii przed kolejnym atakiem.  Gość „Kuriera w samo południe”, że sytuacja w regionie jest jeszcze bardziej napięta ze względu na mocarstwowe plany Turcji.

Umocnienie pozycji Ankary jest poważnym zagrożeniem dla Moskwy, która będzie chciała rozładować napięcie.

Poruszony zostaje również temat kryzysu gazowego. Paweł Rakowski przytacza komentarze publicystów, z których wynika, że Iran chętnie wysłał by surowiec do Londynu, jednak temat szybko upadł.

Rozmówca Adriana Kowarzyka informuje ponadto, że w Izraelu mówi się o wieloletniej „wojnie między wojnami” z Iranem.  Teheran próbuje poznać prawdę o zaginięciu swoich dyplomatów sprzed 40 lat.

Naftali Bennet przyznał, że Mossad porwał z terytorium Syrii irańskiego generała.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.W.K.

Afera Benalla: Macron ma na karku rosyjską mafię, oligarchów, Mossad, wywiad izraelski i francuski [VIDEO]

Piotr Witt mówi o obecnej sytuacji we Francji po wyborach do Parlamentu Europejskiego, gdzie blok Emmanuela Macrona przegrał z Marine Le Pen i jej prawicowym Zjednoczeniem Narodowym.

 

 

Chociaż ugrupowanie prezydenta nie poniosło sromotnej porażki, albowiem na jego partię oddało 22,4 proc. wyborców, a na formację Le Pen 24,2 proc., to jednak jest to dla niego cios:

Macronowi zaszkodziły dwa czynniki. Przede wszystkim, nie wszyscy we Francji zapomnieli, że w rządzie socjalistycznym Francois Hollande obecny prezydent Macron był ministrem gospodarki i że jak minister sprzedał Niemcom i Amerykanom co najmniej dwa strategiczne przedsiębiorstwa francuskie. Po drugie wystarczy popatrzeć na wynik wyborów, żeby zobaczyć, co zmieniło się w świadomości Francuzów i to nie na wynik Marine le Pen i samego Macrona, a wynik socjalistów. Otóż socjaliści, którzy wnieśli do władzy niegdyś Francois Hollande, dzisiaj zupełnie zniknęli z mapy politycznej Francji.

Podczas wyborów prezydenckich otrzymał 66,1 proc. głosów. Redaktor przedstawia pokrótce przyczyny utraty popularności przez francuską głowę państwa. Wśród nich są m.in. afera Benalla:

Benallo jest gorylem prezydenta, przy czym legitymuje się czterema paszportami. Okazało się, że ma on kontrakt nie tylko z prezydentem, ale także oligarchami rosyjskim, z miliarderami rosyjskimi związanymi z mafią. Dzisiaj w tej aferze, która zaczęła się od banalnego incydentu poturbowania manifestanta, mamy już oligarchów rosyjskich, kontrwywiad francuski, Mossad, wywiad izraelski i z każdym dniem przybywa dramatu. Jak to się skończy? Tego nie wie nawet najbliższe otoczenie prezydenta.

Nasz korespondent opatruje także komentarzem istotę wybór we Francji:

Zwyciężają przedstawiciele partii, którzy mają liczny i zorganizowany elektorat […] Kto nie ma środków finansowych, ten nie będzie wiele znaczył. Wybory europejskie to pokazują. Zwyciężają pieniądze.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T. / A.M.K.

„Mossad 101” – Paweł Rakowski recenzuje kolejny bardzo dobry izraelski serial o służbach specjalnych

Izrael bez pomocy kuzynów zza wielkiej wody został potęgą filmową i telewizyjną. Polski widz może dzięki temu obejrzeć kolejny dobry serial. Jak zrobić dobrą produkcję? Niech mówi o twoim świecie!

Na telawiwskim lotnisku im. Ben Guriona w księgarniach bezcłowych można zakupić wyśmienite książki o izraelskich służbach, wojnach czy wojsku. Tworzą dyskursy i jeszcze na tym zarabiają! Mazel Tow! Zresztą, jeśli odnosi się sukcesy lub spektakularne klęski, to czemu tym się nie chwalić? Tajemniczość i cisza w eterze z reguły oznaczają wstydliwe porażki i kompromitacje, co by tłumaczyło, dlaczego na naszym rynku jest tak niewiele wartościowych rzeczy. A to, żeby powstał polski serial o polskich sprawach, który przebiłby się do światowych widzów, wydaję się nierealne niczym dobre zmiany.

Produkcje „made in Israel”

Tymczasem izraelscy producenci telewizyjni dali światu kolejny dobry serial, zdobywający uznanie krytyków i sympatię masowych widzów. Wpierw stworzyli pierwowzór produkcji, znanej u nas pod tytułem „Bez tajemnic”, o perypetiach psychoterapeuty i jego pacjentów. Następnie powstał pierwowzór serialu „Homeland”. Amerykanie odkupili go, zrobili remake i dodali kolejne cztery sezony własnego autorstwa, jednak o nierównej jakości.

W grudniu 2016 świat dowiedział się o genialnej produkcji „Fauda” – o izraelskiej jednostce „Mistaravim”. Mistaravim, co znaczy „być jak Arab”, to taktyka stosowana przez izraelskie komanda. Owi komandosi mówią, wyglądają i myślą po arabsku, ponieważ wroga trzeba znać i czasami być takim jak on. To pokazuje ten wybitny serial. „Fauda” zdobyła międzynarodowe uznanie za obiektywne ukazanie konfliktu izraelsko-palestyńskiego i, pomimo zakazu wystosowanego przez Hamas, jest oglądana i ceniona również przez Palestyńczyków.

Instytut czyli Mossad

Mossad, to po hebrajsku „instytut”. Więcej słów nie potrzeba, żeby wzbudzić na całym świecie wielkie emocję. Izraelski wywiad znany jest ze swojej bezwzględności, skuteczności i dalekowzroczności. Chociaż zdaniem niektórych ekspertów lata świetności Mossadu przeminęły na rzecz wywiadu wojskowego Amanu, to w dalszym ciągu półki światowych księgarń uginają się od mniej lub bardziej ciekawych pozycji o izraelskim wywiadzie.

Serial „Mossad 101” pokazuje, jak instytut szkoli i werbuje swoich oficerów. Nie możemy lekkomyślnie ryzykować życia, bo wrogów mamy za dużo – mówi w nim do kursantów Yona Harrari, zblazowany oficer operacyjny karnie zesłany do szkolenia nowych adeptów. Dlaczego Harrari został wysłany na tę „zsyłkę” oraz jakie implikacje to za sobą niesie? O tym stopniowo dowiaduje się widz oglądając sceny ćwiczeń i kursu, w którym nie ma miejsca na błąd. Zostają najlepsi. I tyle.

Hummit – wywiad osobowy

Mossad znany jest ze swojego „hummit” – wywiadu osobowego. Ponieważ dobrze ulokowany agent jest skuteczniejszy niż całe dywizje, uczy biblijna Księga Estery. Dlatego izraelskie służby, dysponujące przecież technologią z XXII wieku, w dalszym ciągu stawiają na ludzi – kreatywnych, nieszablonowych, zdolnych do odegrania każdej nakazanej roli i do wykonania każdego zlecenia.

Pierwszy test. W ciągu 10 godzin dostać się do tajnej siedziby Mossadu w stroju wieczorowym, mając za sobą pościg policji i kontrwywiadu. Udaje się tylko dwunastce, między innymi: dziennikarce, irańskiemu Żydowi, milionerowi, wdowie po oficerze Mossadu, brazylijskiej katoliczce, braciom z Ameryki, psychologowi, pilotowi F-16, emigrantce z Rosji, żydowskiemu nacjonaliście z Francji. Zostają oni poddani gruntownemu szkoleniu, tak aby z łatwością mogli się stać np. tureckim szachistą, bizneswoman z Kijowa, profesorem archeologii, amerykańską narkomanką czy bułgarską producentką filmową. Zresztą w tym serialu dużo się mówi o Bułgarii, gdzie też będzie się działa duża część akcji.

 

Rekruci mają swoje wady i zalety. Harrari dba, aby wady nie przesłoniły zalet. Jednak nie ma miejsca na błąd. Zbytni ryzykant? To wylatuje. Zbyt gorliwy? Wylatuje. Zbyt ufna we własne źródło? Wylatuje. Pozbawiony empatii i bezwzględny? Wylatuje! Mossad chce mieć ludzi najlepszych, a więc takich, którzy bez skrupułów zniszczą komuś życie, karierę, oszukają lub zabiją. Wszelkie chwyty dozwolone. Liczy się skuteczność, co jest w dużej mierze tożsame z przeżyciem. Przecież Mossad nie przyznaje się do tych, co zawiedli.

W trakcie serialu widzimy, jak kursanci są eliminowani. Muszą wykonywać zadania, takie jak zniszczenie bogatego filantropa, zdobycie próbki leku, uwiedzenie nauczycielki swojego dziecka, zamontowanie kamer w pokojach hotelowych. Również pomiędzy nimi rozgrywa się gra. Wchodzą w relacje i animozje. Każdy z nich ma tajemnicę pilnie strzeżoną zarówno przed towarzystwem, jak i przed Mossadem. Nie przeszkadza to wyselekcjonowanym w trakcie kursu agentom rozpocząć gry również przeciwko Harrariemu, który też skrywa tajemnicę – o tym, co się właściwie stało w Bułgarii. Tę zagadkę chce rozwiązać Doris, wdowa po oficerze Mossadu zabitym w trakcie tej operacji. Jednak w Mossadzie, jak w życiu, nic naprawdę nie jest takie, jakie wydaje się być.

Arabskie media: Tajna komórka izraelskiego Mossadu „TASA ELITE” werbuje uchodźców z północnej Syrii, Kurdystanu i Iraku

Portal dziennika izraelskiego Jerusalem Post, przedstawił bardzo ciekawą historię uchodźcy z Iraku mieszkającego w Bejrucie, który miałby szpiegować na rzecz, którejś z izraelskich agend wywiadowczych

Liban, a szczególnie szyicki Hezbollah jest niezwykle ostrożny i wyczulony odnośnie izraelskiej agentury, która okazywała się być ulokowana w najmniej spodziewanych miejscach. Partia Boga, co jakiś czas donosi o odkrytych tajemniczych aparaturach nasłuchowych i szpiegujących, głównie na obszarze spornego południowego Libanu. Sam Hezbollah, nie raz i nie dwa dawał do zrozumienia nieprzyjacielowi, że ma swoich ludzi w kraju Syjonu (m.in. wysadzając tajny kompleks broni chemicznej w Izraelu).

Jerusalem Post, cytuje arabskojęzczyzną libańską prasę, która ujawnia „rzekomo” izraelską komórkę szpiegowską o akronimie „TASA ELITE”. „TASA ELITE” ma operować na północy Syrii, Turcji oraz Iraku, przede wszystkim na obszarach kurdyjskich. Jej głównym celem jest werbowanie bliskowschodnich mniejszości etnicznych, religijnych oraz Arabów sunnitów będących wrogo nastawionych wobec doktryny salafickiej.

[related id=”22326″]Cała sprawa wyszła na jaw, kiedy jednego z byłych Peszmergów, obywatela Iraku aresztowano 1,5 miesiąca temu w wschodnim Bejrucie. Marbin Ben Y, jak określiły media zatrzymanego, miał szpiegować na rzecz Izraela. Jego obszarem zainteresowania była armia libańska, uchodźcy z Syrii a przede wszystkim Hezbollah.

Śledztwo libańskich mediów wykazało, że Marbin Ben Y był kurdyjskim bojownikiem od 2011 r., a więc od „Arabskiej Wiosny”. Mossad miał ściśle współpracować z kurdyjskimi Peszmergami, a agenci izraelscy do werbunku wykorzystywali wspólną walkę przeciwko ISIS. Natomiast głównym celem komórki „TASA ELITE” jest zbieranie ważnych informacji o świecie arabskim, przede wszystkim Syrii, Iraku i o Libanie.

Wedle doniesień medialnych pół roku temu, na portalu Facebook zatrzymany miał nawiązać kontakt z niejakim Ilanem Nissim. Z czasem Nissim ujawnił swoją przynależność do izraelskich służb specjalnych i oferował Morbinowi dostarczanie informacji o syryjskich notablach będących na emigracji, libańskiej armii oraz o Partii Boga. Oskarżony w śledztwie miał twierdzić, że nie nawiązał osobistych kontaktów z izraelskimi agentami.

Zdaniem libańskich mediów Ilan Nissim, jest dowódcą komórki „TASA ELITE”. Nissim urodził się w 1966 roku w Jerozolimie, ale na stałe mieszka w Nowym Jorku. Odpowiedzialny jest za szereg operacji specjalnych w świecie arabskim i w Afganistanie. Libański dziennik wspierający antyatlantycką wizję świata „Al-Akhbar” donosi o tym, że Nissim odpowiedzialny był za szkolenie bojówek, zamachy oraz werbowanie agentury dla Mossadu. Zdaniem tej gazety Nissim odwiedził kilka krajów arabskich, takich jak Irak, ZEA, Jordania, północna Syria (w tym Wzgórza Golan), a także był w Turcji i na Cyprze. Ostatnio ten super szpieg jest aktywny w Kurdystanie przy granicy z Irakiem.

[related id=”5933″]Wedle libańskiej prokuratury Morbin Ben Y wraz z bratem oskarżeni są o współpracę z nieprzyjacielem. Orzeczenie prokuratury zaznacza, że służby specjalne śledzą nastroje na mediach społecznościowych i przedstawiają Izrael jako mesjasza dla mniejszości, szczególnie jeśli to dotyczy wojen w Syrii i w Iraku. Izrael wykorzystuje wzmacnianie się ISIS, żeby wcielić się w rolę partnera w walce z terrorem na poziomie regionalnym oraz międzynarodowym, szczególnie w ostatnich latach, nawiązując przy tym bliskie stosunki z kilkoma państwami arabskimi i obszarami zajętymi przez Kurdów .

źródło:jpost

Czytaj więcej: Irański szef MON: Arabia Saudyjska, Turcja i Izrael wspierają terrorystów z ISIS i Al-Nusry i spiskują przeciwko Iranowi

Były szef Mossadu mówi…

Danny Yatom, były szef Mossadu (w latach 1996-98), generał, szef sztabu armii izraelskiej, doradca ds. bezpieczeństwa przy kilku premierach udzielił bardzo ciekawego wywiadu gazecie Jerusalem Post.

Yatom, 71-letni weteran wojen jawnych i tajnych na Bliskim Wschodzie, odbył służbę w elitarnym oddziale Sayeret Matkal u boku Ehuda Baraka, późniejszego premiera i wieloletniego ministra obrony w kabinetach Beniamina Netanjahu.

Były wojskowy opowiadał dziennikarzom Jerusalem Post o swojej bogatej karierze w strukturach bezpieczeństwa państwa, która w dużej mierze toczyła się na, lub za linią frontów konfliktów w tym regionie. Yatom dzielił się również swoimi spostrzeżeniami natury politycznej:

Mam nadzieje, że Trump będzie dobrym prezydentem dla Izraela, ale musi być jakiś na to dowód. Czy Trump wywiąże się z obietnicy przeniesienia ambasady amerykańskiej z Tel-Awiwu do Jerozolimy, czy też da nam nowe technologie wojskowe, takie jak pociski zdolne niszczyć bunkry, dzięki czemu Izrael będzie czuł się bezpieczniej w sytuacji potencjalnej wojny z Iranem – dywagował.

Były szef Mossadu wyznał, że bardzo niepokojące są zapowiedzi izolacji Ameryki od spraw międzynarodowych.

Jeśli nie będzie na Bliskim Wschodzie Ameryki, to China i Rosja, którzy nie są dobrzy dla nas, wypełnią tę próżnię, tak jak to się stało z Rosją w Syrii – zaznaczył emerytowany generał.

Yatom zaznaczył, że jeśli Amerykanie nie dadzą Izraeli pocisków niszczących bunkry, wtedy Żydzi sami powinni je stworzyć, ponieważ „mamy zdolności naukowe i technologiczne, żeby to zrobić”.

Dziennikarze Jerusalem Post rozmawiali z Yatomem o fiasku negocjacji z Oslo oraz rozmów izraelsko-syryjskich w latach 90-tych. Z ciekawszych smaczków dowiedzieliśmy się, że, Yatom był pierwszym szefem Mossadu, który w trakcie kadencji upublicznił swój wizerunek, a także stworzył portal, poprzez który chętni do służby mogą się zgłaszać. Dodatkowo był on pierwszym, który otworzył szeroko drzwi do Mossadu dla kobiet, ponieważ są „rzeczy, których mężczyzna nie wykona, ale kobieta tak”.

– Czasami dwóch facetów na ulicy wzbudza podejrzenie, którego nie ma, jeśli się widzi kobietę i mężczyznę. Problemem jest to, że w Iranie czy w obszarach kontrolowanych przez islamistów, kobieta nie ma pozycji społecznej. Przy czym, Mossad raczej nie zdobywa informacji przez łóżko – zapewnił, chociaż nie wiadomo czy prawdziwie Danny Yatom.

Źródło/jpost

Były szef Mossadu mówi: negocjacje pokojowe z Palestyńczykami były klęską. A ISIS możemy zrównać z ziemią

Jeśli boisz się popełnić błąd to nie powinieneś wstępować do Mossadu. Podejmując działania robisz też błędy – powiedział w wywiadzie dla Jerusalem Post Shabatai Shavit, szef Mossadu w latach 1989-96.

Shavit, służył w izraelskim wywiadzie od 1966 roku, wypełniając szereg do dzisiaj utajnionych operacji. W latach 1966-68 był na placówce w Teheranie. Był też ostatnim dyrektorem Instytutu (akronim po hebrajsku to Mossad), którego godność była utajniona w trakcie sprawowania funkcji.

Pełniąc swoje stanowisko, Shavrit nadzorował delikatny dialog pomiędzy izraelską lewicą a Organizacją Wyzwolenia Palestyny pod kierownictwem Jasera Arafata. Dziś z perspektywy blisko ćwierćwiecza ocenia bardzo sceptycznie tzw. Proces Pokojowy z Oslo, który doprowadził m.in. do powstania Autonomii Palestyńskiej na około 17% Zachodniego Brzegu Jordanu i w Strefie Gazy:

Przyznaję metodologicznie, że dwustronne negocjacje pomiędzy Izraelem i Palestyńczykami, które to było długoterminową naszą strategią były porażką. Były skromne sukcesy, ale całość była fiaskiem. Nie mamy wojen bezpośrednich z OWP, ale też nie mamy pokoju. Ale dzisiaj mamy ciekawą układankę na Bliskim Wschodzie i widzę szansę na znalezienie długoterminowego wielobiegunowego porozumienia– stwierdził szpieg.

Były dyrektor wszechwładnego Instytutu przyznał, że Jerozolima buduję polityczny alians z Egiptem i Jordanią, a także z państwami, które oficjalnie pozostają w stanie wojny z Izraelem, jak Arabia Saudyjska. Spoiwem łączącym jest „atomowy Iran i wsparcie Teheranu dla światowego dżihadu”.

Natomiast o ISIS powiedział:

Co to jest ISIS? Nihilistyczna organizacja terrorystyczna. (…) Jeśli będzie potrzeba zrównania z ziemią Rakki (stolicy kalifatu przyp. P.R.) nie zawahałbym się ni sekundy, żeby to zrobić.

Shavit w swoich wywodach wyszedł poza regionalne problemy Orientu na rzecz wyborów amerykańskich:

– Izrael się raduje, że Trump nas uratuje. Może tak, ale nie spieszyłbym się z osądem. Każdy, kto obecnie chcę przewidywać jaką politykę będzie uprawiał Trump, jest albo szarlatanem, albo idiotą.

Źródło/jpost.com