Jak walczyć z fake newsami i manipulacją w mediach? Ważna propozycja Reduty Dobrego Imienia nowelizacji prawa prasowego

W Polsce mamy do czynienia ze zjawiskiem tzw. tygodniówek. Media biorą na cel osobę albo jakąś instytucję – i przez tydzień jest wałkowana informacja na jej temat, będąca kompilacją faktów i zmyśleń.

Grzegorz Janikowski, Maciej Świrski

Niemiecko-szwajcarski portal Onet.pl w 100 rocznicę Bitwy Warszawskiej 15 sierpnia obarczył Polaków winą za śmierć sowieckich jeńców po wojnie 1920 r., czyli powtórzył tezy sowieckiej propagandy antypolskiej, mające równoważyć sowiecką winę za Katyń. Na podstawie obecnie obowiązującego prawa prasowego nie można było zażądać od Onet.pl sprostowania tych kłamstw. Dlatego potrzebne jest rozszerzenie katalogu podmiotów uprawnionych, żeby tego rodzaju kłamstwa mogły być błyskawicznie w ciągu 24 godzin prostowane – wyjaśnia Maciej Świrski, prezes Reduty Dobrego Imienia, która zaproponowała nowelizację prawa prasowego, by to zmienić.

Jakie były powody przygotowania przez Redutę Dobrego Imienia projektu nowelizacji prawa prasowego?

Pomysł na nowelizację wziął się z obserwacji sytuacji w mediach. Mamy do czynienia z zasadniczą zmianą w funkcjonowaniu mediów, jaka dokonała się na przestrzeni ponad 30 lat od ustanowienia obowiązującej dzisiaj ustawy o prawie prasowym. Dodam, że ona weszła w życie w 1984 r., ale główne jego zręby powstawały w specyficznej sytuacji stanu wojennego. Wtedy prasa i dziennikarze byli elementem „frontu ideologicznego” i w tej ustawie chodziło o wzmocnienie kontroli partii komunistycznej nad całą branżą i mediami. Po 1989 r. nastąpiło kilka nowelizacji, które wyznaczyły ramy prawne dla zawodu dziennikarza i funkcjonowania mediów w wolnej Polsce. (…) Mamy teraz do czynienia w Polsce z dosyć nienormalną, patrząc na stosunki europejskie, sytuacją właścicielską, bo większa część mediów jest w rękach zagranicznych. Z tego wynikają dwojakiego rodzaju konsekwencje. Po pierwsze, po 2015 r. okazało się, że zdecydowana większość mediów, które należą do zagranicznych inwestorów lub firm, jest nieprzychylnie nastawiona do zmian dokonywanych przez wybrane w demokratycznych wyborach polskie władze. Okazało się, że media są aktywnym uczestnikiem gry politycznej i w bardzo znacznym stopniu odeszły od swojej funkcji informowania. To zjawisko miało miejsce również przed 2015 r., ale na znacznie mniejszą skalę. (…) No i wreszcie – nie ma zahamowań przed publikacją informacji niepotwierdzonych, czy w ogóle zmyśleń lub inscenizacji. Okazuje się po jakimś czasie, że są to wrzutki, które mają wywołać jakiś efekt polityczny, informacje nieoparte na faktach, niepotwierdzone źródłowo, zainscenizowane, ale za to mające swoje konsekwencje. Tu oczywiście przypomina się informacja o „leśnych faszystach” sprzed kilku lat, wykorzystywana później w międzynarodowych mediach do atakowania Polski.

Mocno podkreślają Państwo w uzasadnieniu projektu nowelizacji prawa prasowego negatywną rolę fake newsów i nowego zjawiska tzw. kampanii character assassination.

Tak, opisujemy dwa zjawiska, które się pojawiły po 1989 r. Pierwszym są fake newsy, które stały się trwałą częścią nie tylko polskiego krajobrazu medialnego. Niektóre agendy Unii Europejskiej zaznaczają, że fake newsy stały się również elementem wpływu politycznego Rosji czy Chin na państwa europejskie. Specjalnie są publikowane takie informacje, będące kompilacją prawd i fałszu – aby publiczności wydawało się, że coś jest prawdziwe. I później te „fałszywki” dalej rozprzestrzeniają się bardzo szybko i szeroko w Internecie i poprzez media społecznościowe.

Drugim zjawiskiem są kampanie „character assassination”, czyli tzw. zabójstwa postaci. Tym terminem nazywa się niszczenie rozmaitych osób za pomocą fake newsów przez rozmaite ośrodki medialne, które wzięły te osoby na swój celownik.

To niszczenie polega na podawaniu o tych osobach informacji będących kompilacją prawdy i fałszu, w dodatku w złośliwym i wykrzywionym ujęciu. Takie mieszaniny informacyjne podawane są w atrakcyjnej i sensacyjnej formie i bardzo szybko się rozprzestrzeniają, a opinia publiczna zaczyna temu wierzyć – i do opisywanego człowieka przylegają pomówienia i kalumnie. Używa się konkretnego faktu z życia danego człowieka, miesza się to ze zmyśloną sytuacją lub mylnym kontekstem, a potem następuje bardzo intensywne i regularne powielanie tej nieprawdziwej informacji w ramach podjętej nagonki. W efekcie dany człowiek znika z życia publicznego, bo jest przez prawie wszystkich uważany za osobę skompromitowaną.

Daleko nie trzeba w Polsce szukać, chyba pierwszą taką operacją „zabójstwa postaci” w sferze publicznej była akcja wymierzona w wicemarszałka Sejmu Andrzeja Kerna, a w czasach nam bliższych tzw. sprawa wiceministra obrony narodowej Romualda Szeremietiewa.

W artykule na łamach dziennika „Rzeczpospolita” został fałszywie oskarżony w 2001 r. przez dwoje tzw. dziennikarzy śledczych. Skompilowali oni fikcyjne śledztwo dziennikarskie, obciążając Szeremietiewa zarzutami o łapówkarstwo, o ujawnianie tajemnic państwowych itd. W konsekwencji Romuald Szeremietiew zniknął z życia politycznego. Dopiero po 15 latach okazało się, że był on całkowicie niewinny, ale do życia politycznego już nie wrócił. To typowy przykład operacji „zabójstwa postaci”. Po 2015 r. takich akcji można naliczyć dziesiątki, i jakoś się tak składa, że atakowane są osoby, które coś ważnego dla Polski robią.

W Polsce mamy do czynienia ze zjawiskiem tzw. tygodniówek. Media biorą na cel osobę albo jakąś instytucję – i przez tydzień jest wałkowana informacja na jej temat, będąca kompilacją faktów i zmyśleń. Jeśli faktów, to tak prezentowanych, żeby opinia publiczna była przekonana, że osoba albo instytucja nie działa poprawnie, że coś zostało źle zrobione, że są jakieś nadużycia itd. W konsekwencji instytucja lub osoba nie zajmuje się niczym innym tylko zarządzaniem kryzysem wywoływanym przez takie publikacje.

Opinia publiczna otrzymuje informacje wypaczone, generujące przekonanie, że opisywane osoby nie zasługują na szacunek i w ogóle są czarnymi charakterami, podczas gdy są to – powtarzam – kompilacje faktów i zmyśleń, często okraszone komentarzami mającymi nie tyle wyjaśnić czytelnikom czy widzom, jak było naprawdę, ile wywołać wrogość odbiorcy w stosunku do opisywanych osób czy instytucji.

Przewaga mediów nad opisywanymi osobami i instytucjami jest miażdżąca, głosy protestu i polemiki są praktycznie niesłyszalne. Oczywiście istnieje możliwość sprostowania w dzisiejszym stanie prawnym. Tylko że, ze względu na długotrwałość procedur i uznaniowość, jest ona niewydolna.

Nawet jeśli komuś uda się wygrać w sądzie i sprostowanie fałszów czy przekłamań po wyroku sądowym się ukaże, to po takim czasie, że nikt już nie pamięta, o co chodziło. Wiadomo tylko, że ten ktoś, kogo zaatakowały media, był w coś zamieszany. A przecież niczego takiego nie było. Był atak na osobę albo instytucję, po to, żeby usunąć tę osobę ze stanowiska czy funkcji, zablokować jej możliwość działania, albo żeby skompromitować instytucję. (…)

Te procedury są tak długotrwałe i tak niejednoznaczne, uznaniowe ze strony niektórych mediów, że po prostu stały się niewydolne. Redakcje często odmawiają publikacji sprostowań. Sam się kilkakrotnie spotkałem z odmową publikacji mojego sprostowania, m.in. ze strony „Gazety Wyborczej”, mimo że wszystkie wymogi formalne były spełnione.

Zaproponowali Państwo tzw. szybką ścieżkę sądową, prawie jak w przypadku wyborów.

Tak. W polskim prawie przewidziany jest tzw. tryb wyborczy i podobną ścieżkę proponujemy w naszej nowelizacji w odniesieniu do sprostowań. Proponujemy, by każdy mógł zażądać sprostowania albo tradycyjną drogą, czyli list, sąd etc. – albo zeskanować swoje podpisane żądanie sprostowania i poświadczenie wysłania go listem poleconym do redaktora naczelnego, i te dokumenty wysłać pocztą elektroniczną na publicznie znany adres e-mail redakcji. Od tego momentu redaktor naczelny ma 24 godziny na zamieszczenie sprostowania. Jeżeli go nie zamieści – już nie czekamy na jego odmowę, tylko idziemy do sądu, a ściślej mówiąc, wysyłamy pocztą elektroniczną do sądu pozew przeciwko redaktorowi naczelnemu o sprostowanie informacji nieprawdziwych i nieścisłych. Sąd w pierwszej instancji ma 48 godzin na rozpatrzenie tej sprawy. Jeśli nie nakaże sprostowania i odrzuci nasz wniosek – to mamy prawo do apelacji w sądzie drugiej instancji. Na apelację strony mają również 24 godziny i też będzie można ją złożyć drogą elektroniczną. Sąd II instancji rozstrzyga apelację w terminie 24 godzin. Wtedy nie przysługuje już kasacja i jeżeli sąd nakaże sprostowanie – redaktor naczelny ma 24 godziny na realizację wyroku. Jak widać, jest to procedura efektywna, która może się zamknąć w obrębie 4 do 7 dni. (…)

Na ewentualne zarzuty wobec naszego projektu, że chcemy wprowadzać jakąś cenzurę, mamy prostą odpowiedź, iż zależy nam na czymś wręcz odwrotnym. Jeżeli ten projekt nowelizacji prawa prasowego byłby wprowadzony, mielibyśmy w Polsce większą wolność słowa niż do tej pory, a także zwiększenie dostępu do informacji. Bo czytelnik, który jest przecież obywatelem mającym swoje konstytucyjne prawa do informacji, będzie mógł zobaczyć sprawę naświetloną ze wszystkich stron – od strony autorów publikujących w jakimś medium, ale też od strony osoby lub instytucji, która jest opisywana. Uważam, że to będzie rozszerzenie wolności słowa i wolności dostępu do informacji

Cały wywiad ukazał się na portalu Reduty Dobrego Imienia www.anti-defamation.org.

Cały wywiad Grzegorza Janikowskiego (PAP) z Maciejem Świrskim pt. „Jak walczyć z fake newsami? Ważna propozycja Reduty Dobrego Imienia” znajduje się na s. 7 wrześniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 75/2020.

 


  • Od lipca 2020 r. cena wydania papierowego „Kuriera WNET” wynosi 9 zł.
  • Ten numer „Kuriera WNET” można nabyć również w wersji elektronicznej (wydanie ogólnopolskie, śląskie i wielkopolskie wspólnie) w cenie 7,9 zł pod adresem: e-kiosk.pl, egazety.pl lub nexto.pl.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.
Wywiad Grzegorza Janikowskiego z Maciejem Świrskim pt. „Jak walczyć z fake newsami? Ważna propozycja Reduty Dobrego Imienia” na s. 7 wrześniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 75/2020

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Sołtys Malinowa ukrywał Żydów w czasie II wś. Nie był winien ich śmierci, jak piszą autorzy książki „Dalej niż noc”

W jaki sposób z polskiego bohatera zrobiono współwinnego śmierci Żydów i jaka jest prawda? O co oskarżany jest Facebook i co ma to wspólnego z russian collusion? Odpowiada Maciej Świrski.

Maciej Świrski o drugiej rozprawie przeciwko prof. Barbarze Engelking i prof. Janowi Grabowskiemu z powództwa Filomeny Leszczyńskiej. Według autorów książki „Dalej jest noc” stryj powódki, sołtys wsi Malinowo Edward Malinowski, był współwinny śmierci Żydów w czasie drugiej wojny światowej. Filomena Leszczyńska domaga się od historyków przeprosin, 100 tys. zł zadośćuczynienia, erraty i zakazu dalszej publikacji.

Sołtysi byli zakładnikami. Jeśli byłoby coś nie tak, byłaby jakaś partyzantka, sołtys pierwszy szedł pod ścianę.

Nasz gość przypomina w jakiej sytuacji znajdowali się ludzie stojący na czele wsi pod okupacją niemiecką. Podkreśla, że w takich warunkach Edward Malinowski, wbrew wspomnianym zarzutom, tak naprawdę był bohaterem ukrywającym Żydów. Faktycznym donosicielem był zaś gajowy, którego zlikwidowało za to później podziemie. Przeciwko sołtysowi toczył się proces już w 1950 r., w którym został on uniewinniony:

Malinowski siedział w więzieniu […] Na jego korzyść świadczyli oprócz mieszkańców wsi także ukrywani przez niego Żydzi.

Tych ostatnich sołtys ukrywał nie biorąc za to żadnych pieniędzy.  Prezes Reduty Dobrego Imienia podkreśla manipulację jakiej dopuścili się autorzy książki. Przytoczono w niej cytat z wypowiedzi jednej z ukrywanych przez Malinowskiego Żydówek z procesu z 1950 r. W wypowiedzi w której przyznawała ona, że:

Karmił mnie, mimo że nie miałam grosza przy duszy.

W książce część po przecinku pominięto zaznaczając to nawiasem kwadratowym. Dodano za to komentarz autorski, że sołtys „ukrywał Żydówkę i przy okazji ją ograbił”. Świrski dodaje, że stryj Filomeny Leszczyńskiej nie tylko ukrywał Żydów w czasie wojny, ale też, po wojnie pomagał żołnierzom wyklętym.

Rozmówca Krzysztofa Skowrońskiego opowiada o kolejnej rozprawie. Proces jest z powództwa Macieja Świrskiego przeciwko Facebookowi. zarzuca serwisowi społecznościowemu cenzurę oraz dyskryminację ze względu na narodowość, poglądy polityczne i wyznanie. W 2016 r. portal społecznościowy odciął dostęp do informacji o Marszu Niepodległości, co jest, jak podkreśla nasz gość, sprzeczne z prawem każdego człowieka do informacji.

Widać, że wewnętrzna polityka Facebooka wpływa na debatę publiczną.

Porównuje działania portalu do cenzury z czasów PRL. Zauważa, że po tym, jak w USA zaczęto mówić o „russian collusion”, czyli (bezpodstawnych, jak zauważa) oskarżeniach wobec Trumpa, że w wygraniu wyborów pomogła mu Rosja, zwrócono uwagę na zagrożenie wolności słowa w samych Stanach Zjednoczonych.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

Świrski: Putin chce wypchnąć nasz kraj z NATO. Nikt nie będzie chciał bronić antysemitów i sprawców Holocaustu

Maciej Świrski o tym, czemu i komu służy fałszywy obraz Polski za granicą i jak można mu się przeciwstawiać.

Maciej Świrski mówi o fałszywym obrazie Polski za granicą, który jest wynikiem „bezczynności władz polskich do 2015 r.”.  Był on szerzony jeszcze w czasie zimnej wojny, przez ludzi takich jak Bolesław Gebert, sowiecki szpieg na terytorium Stanów Zjednoczonych. Przekonywał on, że Polska jako antysemicki kraj zasługuje, aby być pod sowieckim butem, pod którym stanie się mniej antysemicka. Skutkiem takiej działalności jest przyjęcie tez propagandy sowieckiej przez elity dziennikarskie wielu krajów, w tym Francji i USA. Jak stwierdza nasz gość:

To, co mówi Putin jest kontynuacją sowieckiej propagandy.

Przywołuje słowa Jewgienija Satanowskiego, który stwierdził o zbrodni katyńskiej, że „Stalin nie miał wyjścia, musiał to zrobić”.  Jest to już nie łagodniejsza forma propagandy sowieckiej, ale „agresywny zwrot antypolski”. Tezy wygłaszane przez rosyjskiego prezydenta mają zdaniem Świrskiego wypchnąć nasz kraj z NATO.

Nikt nie będzie chciał bronić antysemitów i sprawców Holocaustu.

Odpowiedzią na to powinien być zdaniem prezesa Reduty Obrony Dobrego Imienia „postawienie platformy antykomunistycznej, mówienie tego, czym komunizm był”. Przypomina, że także wielu Rosjan padło ofiarą komunizmu, dlatego powinniśmy szukać z nimi braterstwa na gruncie prawdy.

Świrski komentuje uroczystości w Jad Waszem. Stwierdza, że zorganizowali je sami Rosjanie. Zwraca uwagę na rozmiar imigracji ze Związku Radzieckiego do Izraela. Jak mówi, rosyjski jest drugim najczęściej używanym językiem w Izraelu. Zdaniem rozmówcy Aleksander Wierzejskiego:

Izrael ma interesy związane z Polską i możemy to wykorzystać żeby osłabić relację z Polską.

Uważa, że nasz kraj mógłby dołączyć do krajów przeciwnych ruchowi Boycott, Divestment and Sanctions- palestyńskiemu ruchowi zachęcającego do sankcji przeciw Państwu Izrael za jego postawę wobec Terytoriów Okupowanych. Jednak nie powinniśmy robić tego za darmo, lecz na zasadzie do ut des.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

250 tys. dolarów od Polskiej Fundacji Narodowej dla rodziny Marka Chodakiewicza. Schetyna złoży wniosek do prokuratury

Działania „karygodne” oraz „niezgodne z prawem i poczuciem elementarnej przyzwoitości”- tak lider PO komentował medialne doniesienia nt. wydatkowania pieniędzy publicznych przez PFN.

We wtorek portal Onet.pl ujawnił, że Polska Fundacja Narodowa zapłaciła w ciągu kilkunastu miesięcy ponad 5,5 mln dol. — czyli ponad 20 mln zł — amerykańskiej firmie PR-owskiej White House Writers Group za promowanie naszego kraju w USA. Amerykanie wzięli pieniądze m.in. za stworzenie w mediach społecznościowych profili o Polsce, które na całym świecie obserwuje po kilkanaście czy kilkadziesiąt osób. Dla porównania — Ambasada RP w Waszyngtonie dostaje rocznie na swoje wydatki i utrzymanie podobną kwotę.

Według dziennikarzy Onetu za przyznaniem WHWG kontraktu stoi amerykański historyk polskiego pochodzenia Marek Jan Chodakiewicz, badacz stosunków polsko-żydowskich i tematyki Holocaustu oraz członek rady programowej Muzeum II Wojny Światowej. Prywatnie jest on bliskim znajomym Macieja Świrskiego, który w momencie tworzenia Polskiej Fundacji Narodowej w 2016 r. został wiceprezesem fundacji ds. współpracy międzynarodowej. To właśnie Świrski zdecydował, by lukratywny kontrakt na promowanie Polski w USA trafił do firmy WHWG.

Zgodnie z kontraktem za współpracę z PFN odpowiada w amerykańskiej firmie Anna Chodakiewicz-Wellisz, siostra historyka. Na kontrakcie WHWG z Polską Fundacją Narodową zarabia bardzo dobrze: rocznie 120 tys. dolarów, czyli nieco ponad 39 tys. zł miesięcznie. Z dokumentacji wynika, że jest jedyną pracownicą WHWG, której płaca wprost zależy od kontraktu z Polską Fundacją Narodową. Pracuje więc w WHWG dlatego, że płaci za to fundacja z Warszawy. Na dodatek zgodnie z umową PFN zwraca pracownikom WHWG „uzasadnione” wydatki, które powinny być związane z wykonywaniem obowiązków dla fundacji. W praktyce owe weryfikacja tych wydatków, przez PFN, sięgających milionów dolarów, jest czysto iluzoryczna.

W wydanym przez PFN  w tej sprawie oświadczeniu możemy przeczytać, że Anna Wellisz jest stypendystką Fulbrighta i absolwentką UC Berkeley, gdzie skończyła komparatystyczne studia doktoranckie.

Informacje podane przez media są bulwersujące. Wydawanie publicznych pieniędzy na znajomych wiceprezesa jest karygodne, haniebne niezgodne z poczuciem elementarnej przyzwoitości. To pokazuje patologię PiS, który z naszych pieniędzy finansuje kariery znajomym.

Tak ustalenia dziennikarzy komentował w środę Grzegorz Schetyna, zapowiadając złożenie zawiadomienia do prokuratury. Podkreślił, że „Polska Fundacja Narodowa to pieniądze nas wszystkich”.

Z tych pieniędzy 24 tys. dol. (prawie 100 tys. zł)  zainkasowała żona Marka Chodakiewicza, Monika Jabłońska-Chodakiewicz, badaczka  spuścizny św. Jana Pawła II. Współpracowała ona z WHWG przy organizacji konferencji  „Ronald Reagan i papież Jan Paweł II: partnerstwo, które zmieniło świat”. Za udział w konferencji tysiąc dolarów dostał również sam Chodakiewicz. Udział małżeństwo w konferencji chwaliła PFN, wskazując na ich dorobek naukowy i osobistą znajomość tematu.

A.P.

 

 

Stowarzyszenie Reduta Dobrego Imienia pozwało Facebooka, zarzucając mu cenzurę prewencyjną oraz dyskryminację [VIDEO]

Kuriozalna postawa przedstawicieli Facebooka, którzy chcieli doprowadzić do utajnienia procesu. Nie może być w Polsce tak, że podmiot prywatny coś cenzuruje – podkreśla Maciej Świrski.

 


Maciej Świrski opowiada o wytoczonym przez Redutę Dobrego Imienia procesie przeciwko Facebookowi. Instytucja zarzuca portalowi cenzurę prewencyjną oraz dyskryminację ze względu na narodowość, poglądy polityczne i wyznanie:

Art. 54 Konstytucji RP mówi o tym, że każdy ma prawo wyrażać swoje poglądy i poszukiwać informacji w środkach społecznego przekazu i cenzura prewencyjna jest zakazana. […] Nie może być tak, że prywatna firma wprowadza w Polsce cenzurę.

Gość porannego programu Radia WNET przytacza przykłady działań serwisu społecznościowego, które złamały polską konstytucję:

To jest twór informatyczno-organizacyjny, który ma siłę państwa […] Nie może być w Polsce tak, że podmiot prywatny coś cenzuruje – podkreśla.

Pozew został złożony w 2016 r. Obie strony przez trzy lata toczyły bój o to, gdzie ma się toczyć proces. Korporacja chciałaby, aby odbył się w USA, gdzie znajduje się ich placówka-matka. Jednak polski sąd orzekł, że rozprawa sądowa odbędzie się w naszym kraju, co już, według Świrskiego, jest dużym sukcesem. Proces rozpocznie się 30 października b.r.:

Reprezentanci Facebooka na pierwszej rozprawie zażądali utajnienia tego procesu, co jest dodatkowym kuriozum. W Polsce nie ma komunizmu, nie ma tajnych procesów. Facebook, który mówi o sobie, że jest obrońcą liberalnej myśli i spojrzenia na świat, chce utajnić proces przeciwko sobie, tak jakby był komunistycznym dyktatorem.

Prezes RDI wyjaśnił także, dlaczego należy walczyć z działaniami tego rodzaju przedsiębiorstwa, mimo iż są w rękach prywatnych właścicieli:

Mamy rewolucję informacyjną, informacja jest narzędziem wpływu na świat. Amerykańskie społeczeństwo już dojrzewa do myśli, że coś należy zrobić z monopolem mediów społecznościowych. Prezydent Regan rozbił monopol telefoniczny, co przyspieszyło rewolucje teleinformatyczną. Jednak AT&T nie było w stanie tak ingerować w życie obywateli, jak robi to Facebook. Wyobraźmy sobie, że AT&T blokuje połączenia jakiejś kategorii klientów. To wtedy było nie do wyobrażenia a Facebook to robi. Dykryminuje ludzi o konserwatywnych poglądach.

Posłuchaj całej audycji już teraz!

K.T. / A.M.K.

Świrski: Reduta Dobrego Imienia wytoczy proces gazecie „El Pais”, która oskarżyła IPN o fałszowanie prawdy o Auschwitz

W hiszpańskim dzienniku „El Pais” pojawił się artykuł o tym, że Polacy opublikowali listę strażników Auschwitz, ale dokonali manipulacji, podając tylko niemieckie nazwiska – powiedział prezes RDI.

Gościem Krzysztofa Skowrońskiego w „Poranku Wnet” był Maciej Świrski, założyciel i prezes Reduty Dobrego Imienia. Głównym tematem rozmowy była relokacja uchodźców oraz pozew w sądzie cywilnym przeciwko redakcji El Pais.

W marcu br. na stronie internetowej „El Pais”, największego hiszpańskiego dziennika, pojawił się artykuł „Polonia reescribe su historia de la II Guerra Mundial”. W artykule powołującym się m.in. na Grossa i Grabowskiego napisano, że Polacy wprawdzie opublikowali listę strażników Auschwitz, ale jedynie z niemieckimi nazwiskami, a pominięto nazwiska polskie:

– Te osoby nie tylko oskarżają Polaków o ludobójstwo, ale dodatkowo oskarżają Instytut Pamięci Narodowej, polską państwową instytucję, o fałszowanie informacji. To jest rzecz niesłychana i muszą za to odpowiedzieć – stwierdził.

Maciej Świrski wezwał również do wsparcia postawy rządu w kwestii przymusowej alokacji imigrantów. Petycja znajduje się na stronie rdi.org.pl. W tekście listu skierowanego do premier Beaty Szydło czytamy:

(…) Ewentualna zgoda rządu RP na przymusową relokację imigrantów będzie zgodą na zmianę struktury ludnościowej Polski na najbliższe dziesięciolecia, a w istocie na zawsze. Będzie to zgoda na likwidację dotychczasowego polskiego stylu życia na rzecz zupełnie nieprzewidywalnych i obcych nam wymagań „multikulturalizmu”. I wreszcie – będzie to także zgoda na sprowadzenie powszechnego niebezpieczeństwa ataków terrorystycznych na mieszkańców Polski.

Istnieje niezaprzeczalny związek pomiędzy muzułmańskimi imigrantami osiedlającymi się w Europie a aktami terroru, jakie mają miejsce w różnych krajach Europy – tak było we Francji, gdy zginęły Polki, w Niemczech, gdy zginął polski kierowca. Radykalizacja ludności muzułmańskiej następuje także w kolejnych pokoleniach, czego dowodem jest ostatni zamach w Manchesterze (gdzie także zginęli Polacy) i poprzednie we Francji i Anglii. (…)

Gość „Poranka Wnet” określił postawę zachodnich elit jako „ideologiczne zaślepienie”, przez co nie są w stanie nawet nazwać problemu, który sprowadzili na Europę, nie mówiąc już o pomyśle na poradzenie sobie z nim.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy.

JN/WJB