Waldemar Biniecki: Teza o białych policjantach strzelających do Afroamerykanów jest z gruntu fałszywa

Publicysta „Tygodnika Solidarność” mówi o sytuacji społecznej w USA, próbach likwidacji policji i o tym, jak te działania wpisują się w kampanię przed wyborami prezydenckimi.


Waldemar Biniecki relacjonuje uroczystości pogrzebowe George’a Floyda. Ocenia, że trwające w całym kraju zamieszki powoli wygasają, jednak:

Wszystkie sklepy są zabite dechami, tak że trudno się do nich dostać.

Publicysta mówi, że w protestujący postulują znaczące ograniczenie finansowania policji, w związku z tym, że ostatecznie zawiodła ich zaufanie. M.in. w Los Angeles władze planują zredukować budżet tej służby o 150 mln dolarów rocznie. Z kolei w Mineapolis, gdzie został zamordowany George Floyd, departament policji ma zostać rozwiązany.

Pieniądze, które uszczuplą budżety policyjne, pójdą na pomoc organizacjom afroamerykańskim.

Gość „Poranka WNET” zwraca uwagę, że w środowiskach konserwatywnych próba likwidacji policji jest postrzegana jako atak na prezydenta Trumpa, element operacji mającej zablokować jego reelekcję.

Koronawirus, bezrobocie i zamieszki społeczne to najpoważniejsze przeszkody na drodze Trumpa ku drugiej kadencji.

Waldemr Biniecki podkreśla, że większość zabójstw dokonywanych w USA jest popełniana przez czarnoskórych na członkach własnej społeczności, dotyczy to również afroamerykańskich policjantów:

Teza o białych policjantach strzelających do czarnych jest z gruntu fałszywa. Oni boją się oskarżeń o rasizm, dlatego rzadko używają broni zatrzymując Afroamerykanów.

Rozmówca Magdaleny Uchaniuk-Gadowskiej stwierdza, że czarnoskórzy są licznie reprezentowani w służbach policyjnych w wielu amerykańskich miastach.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./ A.W.K.

Podsumowanie dnia: 19.03.2020: najciekawsze wydarzenia i rozmowy minionego dnia

W dzisiejszym podsumowaniu dnia między innymi informacje ze świata, a także Drew Powell, kalifornijski aktor z serialu Gotham, oraz Paweł Bobołowicz, korespondent radia Wnet z Kijowa.

Podsumowanie dnia to nowa audycja w Radiu Wnet, w której między 18:00 a 19:00 redakcja radia podsumowuje najważniejsze informacje z Polski i ze  świata (Informacje) , najciekawsze wypowiedzi i komentarze, które padły tego dnia na antenie (Podsumowanie anteny). W audycji pojawiają się również rozmowy na żywo z gośćmi, oraz korespondentami z zagranicy.

Dzisiejsze podsumowanie dnia rozpoczął Jan Olendzki podsumowując najważniejsze wydarzenia z całego świata. Mogliśmy dowiedzieć się między innymi o najnowszych danych dotyczących korona wirusa, o pikujących giełdach i zaburzeniach na rynku, o nowych rozporządzeniach brytyjskiego rządu i zamykanych plażach we Francji.

Później, połączyliśmy się z Drew Powell’em, aktorem mieszkającym w Los Angeles, który grał między innymi w serialu Gotham i który opowiedział nam o wpływie korona wirusa na przemysł filmowy, o ogólnym wpływie korona wirusa na życie w Kalifornii oraz o prawyborach w Stanach Zjednoczonych, w których o prezydencką kandydaturę z ramienia partii demokratów, rywalizują Joe Biden z Berniem Sandersem.

Po tej rozmowie przyszedł czas na podsumowanie anteny przez Józefa Skowrońskiego. Słuchacze radia mogli odsłuchać fragmentów rozmów z Wicepremierem Piotrem Glińskim, Europosłem Zdzisławem Krasnodębskim, Windsurferem Pawłem Tarnowskim czy też rozmowy z Pawłem Rakowskim o sytuacji na Bliskim Wschodzie.

Na Koniec, Jaśmina Nowak rozmawiała z Pawłem Bobołowiczem o sytuacji na Ukrainie w związku z korona wirusem i o organizowanych protestach przez Ukraińców w dobie epidemii, oraz z Małgorzatą Jaroszek z Instytutu Myśli Schumana, która zapraszała słuchaczy do przyłączenia się do inicjatywy pomocy osobom starszym i samotnym w czasach coronavirusa.

Nagroda dla filmu „Moonlight” była dużym zaskoczeniem i całkowicie zmieniła wydźwięk tegorocznej gali rozdania Oskarów.

89 Gala wręczenia Oscarów – nagród amerykańskiej Akademii Filmowej – odbyła się w nocy z niedzieli na poniedziałek w Los Angeles. Nagrodę dla najlepszego filmu otrzymał „Moonlight” Barry’ego Jenkinsa.

 

Tegoroczna gala wręczenia nagród amerykańskiej Akademii Filmowej odbyła się w nocy z niedzieli na poniedziałek w Los Angeles. Oscara dla najlepszego filmu otrzymał „Moonlight” w reżyserii Barry’ego Jenkinsa.

Nagroda za najlepszą reżyserię powędrowała do twórców filmu „La La Land”, tym samym Daniel Chazelle został najmłodszym reżyserem docenionym  pozłacaną 24-karatowym złotem statuetką.  Najlepszą aktorką została Emma Stone („La La Land”), najlepszym aktorem Casey Affleck („Manchester by the Sea”), a za najlepsze role drugoplanowe nagrody otrzymali Viola Davis („Fences”) oraz Mahershala Ali („Moonlight”).

Najlepszym filmem nieanglojęzycznym został irański „Klient” Asghara Farhadiego. Jego konkurentką była m.in. niemiecka komedia „Toni Erdmann”, jednak można przypuszczać, że w związku z politycznym kontekstem wokół filmu oraz zakazem wjazdu dla obywateli siedmiu muzułmańskich krajów do USA, wydanym przez prezydenta Donalda Trumpa, członkowie AMPAS przyznali nagrody filmowi Farhadiego.

Za najlepszy pełnometrażowy film dokumentalny podczas wczorajszej gali w Dolby Theatre w Hollywood uznano „O.J.: Made in America” w reżyserii Ezry Edelmana i Caroline Waterlow. Kolejnym zaskoczeniem wieczoru był Oscar dla Colleen Atwood – autorki kostiumów do filmu „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć”.

Za najlepszy krótkometrażowy film dokumentalny  Oskara zdobyły „Białe hełmy” Joanny Natasegary i Orlanda von Einsiedela. Nagrodę za najlepsze efekty specjalne zdobyli: Robert Legato, Adam Valdez, Andrew R. Jones i Dan Lemmon za film „Księga dżungli”.

Podczas wręczania statuetki doszło do zamieszania; wręczający ją, Warren Beatty mylnie odczytał tytuł zwycięskiego filmu, jako laureata podając „La La Land” Damiena Chazelle’a.

– Ostatnia scena z zamianą Oscarów jest jednak symboliczna ; pokazuje, że eskapistyczna, radosna ucieczka w białą bajkę o Hollywoodzie i Ameryce, co wydawało się już przypieczętowane, ostatecznie ustępuje jednak miejsca bardzo surowej, introwertycznej opowieści o czarnej Ameryce, która w żadnym momencie nie jest bajką, która jest właściwie anty-bajką – powiedział krytyk filmowy i publicysta Tomasz Raczek, odnosząc się do tegorocznych Oscarów.

Przypomniał, że „Moonlight” to opowieść  o tym, że nic dobrze się w tym życiu nie kończy ; scena z zamianą nagród, która wynikła prawdopodobnie z przypadku, zostanie zapamiętana w historii jako symboliczna. To symbol czegoś zaskakującego i czegoś, co stoi w sprzeczności z koncepcją nowej władzy amerykańskiej, która dąży do powrotu do dawnych, silnych i białych Stanów Zjednoczonych. Ta nagroda całkowicie zmieniła wymowę tegorocznych Oscarów – podkreślił.

Tomasz Raczek zauważył również, że mimo napiętej sytuacji politycznej w USA po niedawnych wyborach prezydenckich polityka nie zdominowała tegorocznej ceremonii rozdania nagród.  –Polityki było mniej niż wszyscy się spodziewali (…) – stwierdził.

Jego zdaniem wśród podziękowań i przemówień zabrakło w tym roku wybitnego wystąpienia. Były emocjonalne przemówienia, ale nie charakteryzowały się one jakąś odwagą polityczną – powiedział.

Jedyną sytuacją noszącą znamiona demonstracji politycznej, było odczytanie listu od Asghara Farhadiego, irańskiego reżysera uhonorowanego Oscarem za film „Klient” w kategorii  „najlepszy film nieanglojęzyczny”, który był rodzajem protestu przeciw nowemu prawu, zakazującemu wjazdu do Stanów Zjednoczonych obywatelom sześciu krajów, wytypowanych jako kraje wrogie i zagrażające USA. – Ten protest wydawał się okazją, by publiczność – choćby poprzez powstanie z miejscwyraziła solidarność ze sprawą i laureatem. Tak się jednak nie stało. Odpowiedź z sali była, ale słabsza, niż należało się spodziewać – ocenił Raczek.

Oczekiwanie na ogłoszenie kolejnych  werdyktów głosowania producenci starali się urozmaicić różnymi atrakcjami. W zeszłych latach była to pizza i ciastka, w tym roku z sufitu trzykrotnie na widownię spadły słodycze. Tym słodkim przerywnikom towarzyszyły piękne scenki rodzajowe.

 

 

PAP/JN