Marian Król: Płace są obniżone w wielu zakładach pracy. Wszystko jest w porozumieniu ze związkami zawodowymi

Marian Król o lubelskim lipcu i jego obchodach oraz o kryzysie gospodarczym, tarczy antykryzysowej i dialogu społecznym.

Jest jeden lubelski lipiec, który ma wielką wartość dodaną.

Marian Król przypomina, że w strajkach lipca 1980 r. udział wzięły załogi 180 zakładów pracy, z całej lubelszczyzny. W ramach obchodów rocznicy tych wydarzeń Świdnik odwiedził premier Mateusz Morawiecki. Uroczystości rozpoczęły się od mszy świętej. Nasz gość podkreśla rolę opieki Matki Boskiej w dziejach Polski i Polaków.

Członek Rady Fundacji „S” Rodzin mówi także o kondycji gospodarczej Świdnika w dobie kryzysu gospodarczego.

Obniżone są płace, nie tylko w Świdniku, ale w wielu zakładach pracy. Wszystko jest w porozumieniu ze związkami zawodowymi.

Wskazuje, że związkowcom udało się dzięki pomocy doprowadzić do kompromisu. Początkowo przepisy tarczy antykryzysowej miały dawać przedsiębiorcom, jak mówi, możliwość zwalniania pracowników bez porozumienia ze związkami. Przewodniczący Wojewódzkiej Rady Dialogu Społecznego wyjaśnia wagę dialogu. Jak podkreśla, rząd dobrze sobie radzi z recesją.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

Prof. Panfil: Zdecydowana większość widziała strajki jako coś dobrego. W Lublinie władza się cofnęła

Prof. Tomasz Panfil opowiada o strajkach w Świdniku w 1980 r.: przyczynach, skutkach, znaczeniu ideologicznym oraz o ówczesnej solidarności w społeczeństwie.

Tu w Lublinie nie doszło do powołania wolnych i niezależnych związków zawodowych, władza cofnęła się.

Prof. Tomasz Panfil przypomina, że 8 lipca 1980 wybuchł strajk w Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego w Świdniku. Był to jeden z pierwszych protestów społecznych, który zapoczątkował „Polski Sierpień”.

Zdecydowana większość widziała strajki jako coś dobrego.

Powodem wybuchu strajków była podwyżka cen żywności. Wówczas, jak zauważa historyk, władze nie mówiły o „strajku”, tylko o „przestoju w pracy”. Strajki były bowiem na kapitalistycznym Zachodzie, zaś robotnicy nie mogli protestować przeciw władzy robotniczej. Byłaby to bowiem ideologiczna sprzeczność. Skutkiem strajków było ugruntowanie przekonania, że nie ma władzy robotniczej, lecz

Są robotnicy i władza i trzeba na tej władzy wymuszać rzeczy.

Do miasta przyjechała wówczas delegacja rządowa z premierem na czele. Prof. Panfil zwraca uwagę na panującą w ówczesnym społeczeństwie solidarność.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.