Mistrz Anglii? Sprawa bardzo otwarta

Ostatnia kolejka w lidze angielskiej przyniosła kilka zaskoczeń. Przede wszystkim zawiedli aktualny lider- Tottenham, oraz mistrz – Liverpool.

 

Obydwa zespoły nie poradziły sobie w ostatni weekend z niżej notowanymi rywalami i do środowego, bezpośredniego starcia podejdą z taką samą ilością punktów. A grupa pościgowa nie śpi. W przypadku kolejnej straty punktów, sytuacja na szczycie tabeli może się jeszcze bardziej skomplikować.

Za plecami wyżej wymienionych zespołów czają się m. in Chelsea, Leicester oraz oba kluby z Manchesteru (które w ostatni weekend podzieliły się punktami).

Tak napiętej sytuacji w górnej części angielskiej ekstraklasy, tuż przed intensywnym okresem świątecznym, nie obserwowaliśmy od dawien dawna. Zazwyczaj na tym etapie sezonu, mogliśmy już stwierdzić, kto ma jeszcze realne szanse na mistrzostwo, a kto będzie musiał stoczyć bój o czołową czwórkę.

W tym roku wygląda to zgoła inaczej. Najmocniejsze drużyny trapione są przez kontuzje lub słabą formę, a te niżej notowane ,,poczuły krew’’ i nie chcą oddawać faworytom punktów za darmo. Tym bardziej, że potrafią osiągać w tych starciach bardzo przyzwoite rezultaty. Wystarczy spojrzeć na przykłady Aston Villi, Leeds czy Southampton. Postawa tych ekip, w starciach z faworytami, świadczy o braku kompleksów i wiarę we własne umiejętności. W tym sezonie, każdy może wygrać i przegrać z każdym.

W poprzednich latach, starcie dwóch czołowych ekip, na tym etapie sezonu, sporo by nam wyjaśniło w kwestii walki o mistrzostwo. A na pewno, rozjaśniło by nam sytuacje w tabeli. Można by się było ,,w końcu’’ dowiedzieć, kto będzie ,,uciekać’’, a kto ,,gonić’’.

Już nie trzeba zakreślać w kalendarzu dat najważniejszych spotkań. Teraz można obserwować takie co kolejkę. Mimo, iż w środę zobaczymy starcie na szczycie tabeli, dowiemy się tylko, która drużyna znajduje się obecnie w lepszej formie. Bez względu na rezultat, sprawa pozostanie otwarta i wielce prawdopodobne, że po intensywnym okresie świąteczny, również. Tym lepiej dla kibiców!

 

 

Niezastąpiony (?)

W sporcie zespołowym jak w życiu, trzeba czasem mierzyć się ze stratą. Życiowe straty są oczywiście nieporównywalne do tych sportowych. Jednak istnieją pewnego rodzaju analogie.

 

Wpadło mi to to głowy oglądając ostatni mecz ligowy Liverpoolu przeciwko Leicester City. Przed meczem mogliśmy dowiedzieć się o prawdziwej stracie, jaką było odejście Roya Clemence’a, legendarnego bramkarza ,,The Reds’’ w latach 70’, które uznawane są za najlepsze w historii tego utytułowanego klubu.

Przed meczem zespół trenerów i bramkarzy LFC, złożył wieniec za bramką, której tak długo i skutecznie przed napastnikami przeciwników bronił Roy.

Mistrz Anglii do tego meczu wyszedł na boisko bez sześciu podstawowych zawodników i kilku ważnych rezerwowych. Wydawało się, że jest to idealna szansa dla ,,Lisów’’ do zakończenia niesamowitej serii jaką notuje ostatnio drużyna z Merseyside. Ta seria to 63 mecze bez porażki na własnym stadionie w meczach ligowych.

Na papierze, najbardziej w drużynie mistrzów Anglii brakowało Virgila van Dijka, który jest teraz uznawany za najlepszego na świecie na swojej pozycji i który odmienił oblicze defensywy Liverpoolu. Do tego trzeba dodać Alexandra-Arnolda, prawego obrońcę i najlepszego asystenta w drużynie.

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że jeśli The Reds mają komuś ulec na Anfield, to właśnie dzisiaj i właśnie z Leicester, które imponuje formą od początku sezonu .

Lisy próbowały wykorzystać te osłabienia próbując wywrzeć presje na zmiennikach. Na Fabinho, który zastępował Van Dijka, i na Jamesie Milnerze, który wystąpił na prawej obronie. Jaki był tego efekt?

Liverpool zagrał najlepsze spotkanie w tym sezonie, Fabinho dowodził defensywą, która zachowała czyste konto. Z kolei Milner nie dał pograć po swojej stronie skrzydłowym rywali, a sam zanotował dwie asysty.

Co to znaczy? Czy ci wybitni piłkarze pierwszego wyboru, są nie do zastąpienia?

Według mnie, tak. Mimo dobrej gry w tym meczu, Fabinho nigdy nie wejdzie na poziom Van Dijka, a Milner nie zanotuje szesnastu asyst w sezonie jak Arnold. Podobnie jest ze stratą bliskiej osoby. Nikt nigdy jej nie zastąpi.

Pozostaje wspomnienie i szacunek, jakim bramkarze Liverpoolu darzą Roya Clemence’a. Druga sprawa, dużo trudniejsza, to próba wejścia w buty ,,niezastąpionych’’ i danie z siebie wszystkiego. Właśnie taki, najlepszy możliwy przykład w ostatnim meczu dali nam Fabinho i James Milner. Takich ,,zmienników’’ życzę każdemu, bo nigdy nie wiadomo czy siedząc na ławce, nagle nie zostaniesz wezwany do wejścia na boisko.  Wtedy już musisz sobie poradzić, choćby nie wiem co…