Mjr Nabzdyjak: cały czas migranci są wspomagani przez białoruskich funkcjonariuszy straży granicznej

Rzecznik prasowy 16. Pomorskiej Dywizji Zmechanizowanej mówi o bieżącej sytuacji na granicy polsko-białoruskiej.

Mjr Marek Nabzdyjak mówi o sytuacji na granicy polsko-białoruskiej. W okolicach Białowieży znaleziono ciało 22-żołnierza z 9. Brygady Kawalerii Pancernej w Braniewie – śmierć nastąpiła w wyniku postrzału, prawdopodobnie był to nieszczęśliwy wypadek.

Czynności wyjaśniające w tej sprawie prowadzi żandarmeria wojskowa pod nadzorem prokuratury w Białymstoku.

Przeczytaj także: Młody żołnierz znaleziony w białowieskim parku z raną postrzałową głowy. Mężczyzna zmarł

Gość z Kuriera w samo południe zapewnia, że żołnierze stacjonujący na granicy mają stały dostęp do opieki psychologicznej.

Zostały uruchomione obozy wsparcia psychicznego, w których dyżury pełnią psycholodzy z poszczególnych jednostek.

Mimo znaczącego ograniczenia podejmowanych prób przekroczenia granicy major zwraca uwagę, że wciąż mają miejsce zachowania, których nie należy bagatelizować.

Cały czas migranci są wspomagani przez białoruskich funkcjonariuszy straży granicznej.

Zapraszamy do wysłuchania całej audycji!

P.K.

Czy kot, który przebył tysiące kilometrów, jest teraz tam, gdzie słynne „dzieci z Michałowa”, czyli w Niemczech?

Można przypuszczać, że wielkie pochody latynoskich migrantów z Gwatemali i Hondurasu, przemieszczające się przez Meksyk w kolumnach 200-tysięcznych w kierunku USA, także nie powstały spontanicznie.

Jan Martini

Wiadomo, że kot ani jego właścicielka nie złożyli podania o ochronę międzynarodową nie zamierzali też starać się o azyl w Polsce, gdyż kotom znacznie lepiej żyje się w Niemczech (choć mogą je wysterylizować!). Trzeba przyznać, że wprowadzając wątek kota, rosyjscy specjaliści od zarządzania emocjami wykazali znakomitą znajomość mentalności ludzi „kolektywnego Zachodu” i ich dziwaczne słabości.

Prawdopodobnie większość migrantów szturmujących nasze granice nie wyrusza w ciemno, lecz ma krewnych w krajach zachodnich, a świadczą o tym choćby ich rozmowy telefoniczne. Można powiedzieć, że władze polskie, utrudniając, czy wręcz uniemożliwiając akcję łączenia rodzin, zachowują się niehumanitarnie.

Aż dziw, że wrażliwi posłowie lewicy, z których niejeden mógł mieć mało humanitarnego dziadka bez oporów strzelającego w tył głowy „wrogów ludu”, jeszcze nie podnieśli tego aspektu, skupiając się na „wyrzucaniu dzieci nocą do lasu” (w którym mogą być wilki!).

Obecna fala migrantów to echo poprzedniej, z 2015 roku, gdy Europa pozyskała 2 miliony nowych muzułmańskich mieszkańców przybyłych na zaproszenie Angeli Merkel. Zamiast taniej siły roboczej czy mitycznych inżynierów, programistów i lekarzy, uzyskano kosztowne kłopoty (wzrost przestępczości, strefy „no go”), którymi Niemcy chcieli się solidarnie podzielić ze wszystkimi państwami Unii Europejskiej. Nowi mieszkańcy Europy, z których kilkanaście procent rzeczywiście było uchodźcami, nawet na zasiłku zdążyło się już na tyle urządzić, że mogli się pochwalić w mediach społecznościowych swoim statusem (z pewnością znacznie przesadzając), co zachęcało licznych krewnych i znajomych do ryzykownej podróży

Migracja jest w pewnym sensie podobna do epidemii – jeden migrant przyciąga kilku czy kilkunastu następnych. Dlatego prezydent Sarkozy nakazał sprawdzanie DNA rzekomych krewnych, co wywołało oburzenie opinii publicznej, ale skutecznie ograniczyło oszukańcze łączenie rodzin.

Poprzednie tsunami migracyjne było organizowane w dużym stopniu przez organizacje pożytku społecznego i było skutkiem realizacji wizji George’a Sorosa, pragnącego uszczęśliwić ludzkość przez wymieszanie ras i narodów. „Filantrop” zadziałał z rozmachem – utworzono sieć biur pomocy „uchodźcom” (mamy takie w Warszawie), migrantom wydano przewodniki-instrukcje i płacono zapomogi w transzach po dotarciu do pewnych miast. Aby cwaniacy nie wracali do domu po skasowaniu „grantu”, pierwszą ratę płacono np. w Belgradzie, następną po osiągnięciu Zagrzebia itp. Była to jawna działalność przestępcza, choć ponoć ze szlachetnych pobudek, bo według słów Sorosa „plan Orbana zakłada ochronę granic i traktowania uchodźców jako problemu. Mój plan zakłada ochronę uchodźców i traktowanie granic jako problemu”. (…)

„Wpuście ich; kim są, ustali się później”

Niebezpieczeństwa dla państw europejskich związane ze starzeniem się społeczeństw i migracją dostrzegano już bardzo dawno. Takie prognozy dla Francji roztaczał w roku 1929 dr Zbigniew Łubieński (z UJ), pisząc w liście z Boulogne-sur-Seine do prof. Kazimierza Twardowskiego (z lwowskiego UJK): „Za sto lat Francja zamrze, jak Hiszpania, o ile jej całkowicie nie zaleją cudzoziemcy. Robotnikami będą Polacy i Włosi, banki i prasę wezmą Żydzi, inne fachy w większych miastach zajmie mieszanina międzynarodowych przybyszów; Francuzom zostaną miasteczka prowincjonalne i – hotele, w których gościć będą Amerykanie i Anglicy”.

Erozja, czy wręcz zamieranie chrześcijaństwa w Europie stwarza warunki do ekspansji młodszej, przebojowej i agresywnej cywilizacji islamu. Najpobożniejszy ze współczesnych przywódców, Recep Erdogan, specjalnie nie kryje się z zamiarem uczynienia z Niemiec tureckiego „terytorium zamorskiego” i dlatego Turcy tak zaangażowali się w „eksport” na Białoruś kłopotliwych dla siebie Kurdów.

Broniąc granicy i uniemożliwiając przedostanie się muzułmańskich migrantów do Niemiec, być może pozyskaliśmy kolejnego wroga – tym razem w postaci „kolektywnego islamu”, któremu utrudniamy poszerzanie przyczółków w Europie.

Wprawdzie obecny napływ ludności muzułmańskiej nie wytworzy w naszym kraju skupisk obcych kulturowo, bo ich celem są „Germany”, ale nie możemy wykluczyć zmiany tej sytuacji w przyszłości. Każdy, kto mieszkał w kraju arabskim (jak ja), wie, że w Polsce żyje się znacznie przyjemniej. Nie możemy sobie pozwolić na powstanie w Polsce dużych skupisk ludności muzułmańskiej (wśród których zawsze pojawiają się fundamentaliści), choćby z powodu troski o naszych żydowskich współobywateli, a także delikatnych osób LGBT. Pisząc łzawe teksty („Miriam nie pójdzie do szkoły – utknęła na granicy”), wrogie wobec obecnych rządów środowiska „Gazety Wyborczej”, TVN czy „Krytyki Politycznej” nie zdają sobie chyba sprawy, że to oni będą najbardziej narażeni, gdyby rząd „z pobudek humanitarnych” ugiął się przed naporem kłopotliwych przybyszów.

Obecny atak muzułmańskich migrantów na Europę różni się zasadniczo od poprzednich, bo jest organizowany przez wrogie państwo, a ci „biedni ludzie szukający swego miejsca na ziemi” (mówiąc Tuskiem) są użyci nowatorsko – jako broń migracyjna. Broń bardzo groźna, która się nie zużyje, bo tego „surowca” nigdy nie zabraknie.

Czy rosyjscy projektanci historii mogliby nie zauważyć potencjału destrukcji, którą niesie masowa migracja?

Ponieważ nie ma wątpliwości, kto zorganizował atak na naszą granicę, można przypuszczać, że wielkie pochody latynoskich migrantów z Gwatemali i Hondurasu, przemieszczające się przez Meksyk w kolumnach 200-tysięcznych w kierunku USA, także nie powstały spontanicznie. (…)

Jednym z efektów wojny hybrydowej przeciw krajom zachodniej demokracji jest też upadek prestiżu Europejczyków. Jeszcze niedawno „blada twarz” Europejczyka była przepustką otwierającą wszystkie drzwi np. w Meksyku czy Egipcie, a znajomość z „białym” nobilitowała towarzysko. Obecnie ludzie innych kontynentów i ras, obserwując infantylizację rdzennych mieszkańców naszego kontynentu, zobaczyli, że ci, którzy zawsze imponowali im swoją kulturą i osiągnięciami naukowymi, stali się dziwakami potrafiącymi rozpatrywać takie dylematy etyczne jak „gwałcenie” krów (i to nie przez byka, tylko przez inseminatora ze strzykawką). Czyżby szalone „europejskie” pomysły ideologiczne były suflowane przez ruskich „influencerów”?

Tak się dziwnie złożyło, że na „odcinku” polskim w jednej drużynie grają Berlin, Bruksela, Moskwa, Waszyngton, Tel Awiw i Mińsk – wszyscy są zainteresowani w przywróceniu w Polsce „praworządności i trójpodziału władzy”. Dlatego opozycja w Polsce twierdzi, że nasz kraj jest skłócony ze wszystkimi.

To jest komplement dla naszych sterników i znaczy, że rządzący rozpychają się łokciami, starając się wyrwać nieco podmiotowości, czyli nie są marionetkami sterowanymi z zewnątrz. Tym „wszystkim” opozycja jest gotowa pomagać, bo ma odpowiednich generałów, artystów, profesorów i Obywateli PR, gotowych wybudować ukwiecone bramy dla wyzwolicieli z „reżimu PiS”.

Cały artykuł Jana Martiniego pt. „Gdzie jest kot z Usnarza?” znajduje się na s. 8 grudniowo-styczniowego „Kuriera WNET” nr 90/2021.

 


  • Grudniowo-styczniowy numer „Kuriera WNET” można nabyć kioskach sieci RUCH, Garmond Press i Kolporter oraz w Empikach w cenie 9 zł.
  • Wydanie elektroniczne jest dostępne w cenie 7,9 zł pod adresami: egazety.pl, nexto.pl lub e-kiosk.pl. Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.
Artykuł Jana Martiniego pt. „Gdzie jest kot z Usnarza?” na s. 8 grudniowo-styczniowego „Kuriera WNET” nr 90/2021

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Nielegalni migranci zatrzymani w pobliżu niemieckiej granicy

Granica państwa/ fot. Twitter @Straz_Graniczna

Wraz z imigrantami zatrzymany został 37-letni Polak, którzy ich przewoził.

Czterech mężczyzn zostało zatrzymanych przez policję w okolicach Zgorzelca (woj.dolnośląskie) w pobliżu granicy z Niemcami. Najprawdopodobniej pochodzą oni z Erytrei, a ich pobyt w Polsce nie był zalegalizowany.

Do zatrzymania doszło podczas kontroli samochodu. W pojeździe policjanci znaleźli kilkanaście porcji narkotyków, zaś kierowca prowadził pomimo sądowego zakazu. 37-latek odpowie za pomoc w nielegalnym przekroczeniu granicy, posiadanie narkotyków i prowadzenie pojazdu pod ich wpływem, a także wbrew sądowemu zakazowi.

Imigranci zostali przekazani straży granicznej.

Żródło: media, Twitter

Kryzys migracyjny w mediach. Siewiereniuk-Maciorowska: na tych ludzi, którzy faktycznie cierpią, nie zwraca się uwagi

Zastępczyni redaktora naczelnego „Kuriera Porannego” i „Gazety Współczesnej” podsumowuje dotychczasowy przebieg konfliktu na granicy polsko-białoruskiej.

Agnieszka Siewiereniuk-Maciorowska podsumowuje dotychczasowy przebieg konfliktu na granicy polsko-białoruskiej. Podkreśla niezwykle istotną rolę policji w zwalczaniu kryzysu – dzięki temu formacja ta zyskała wiele w kontekście wizerunkowym.

Najbardziej swoje morale odbudowała policja – należało im się to. Od dłuższego czasu była to formacja najbardziej obrażana, wręcz opluwana.

Mimo pewnych sukcesów organizacyjnych, wskazać należy również na kwestie, które wciąż stanowią problem – przoduje wśród nich zamrożenie niektórych odnóg wymiany handlowej oraz działalności lokalnych przedsiębiorców.

Jest problem z przekraczaniem granicy, wymianą handlową, gospodarczą, która praktycznie zamarła. Dostało się przedsiębiorcom.

Komunikacja jest utrudniona – funkcjonuje jedynie przejście w Bobrownikach, gdzie są ogromne kolejki.

Ponadto, jak zaznacza gość „Popołudnia Wnet” – pomoc medyczna dla migrantów mogłaby funkcjonować nieco sprawniej. Redaktor twierdzi, że dalej da się odczuć atmosferę niepewności.

Ten rok kończymy dość niepewnie. Nasze służby mówią o tym, że nie należy zabijać w sobie czujności.

Wśród osób, którym udało się przekroczyć granicę, znajduje się wiele uchodźców politycznych. Niestety, są wśród nich również osoby pracujące dla Aleksandra Łukaszenki.

Wśród uchodźców politycznych z Białorusi zdarzają się agencji Łukaszenki, którzy sieją ferment wśród diaspory białoruskiej.

Rozmówczyni Łukasza Jankowskiego podkreśla, że na granicy mamy do czynienia z autentyczną ludzką tragedią, na którą część zachodnich mediów – wbrew pozorom – nie zwraca uwagi, lub skupia się na innych jednostkach niż te najbardziej potrzebujące.

Nie interesuje się tym ani ONZ, ani inne organizacje. Na tych ludzi, którzy faktycznie cierpią, nie zwraca się uwagi. Często są to również Białorusini.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy!

P.K.

Polski żołnierz prosi o azyl na Białorusi. Dr Szewko: to będzie gwiazda mediów i postać przydatna dla propagandy

Gościem „Kuriera w samo południe” jest dr Wojciech Szewko – politolog, ekspert ds. bezpieczeństwa, który komentuje doniesienia o wystąpieniu o azyl na Białorusi przez polskiego żołnierza.

Dr Wojciech Szewko komentuje doniesienia o ucieczce żołnierza – przeszedł on na terytorium Białorusi i poprosił o azyl. Broń miał zostawić w bazie. Tłumaczył, że nie zgadza się z polityką migracyjną polskiego rządu.

Media twierdzą, że został zatrzymany po stronie białoruskiej i poprosił tam o azyl, z powodu, że nie zgadza się z polską polityką migracyjną.

Dodaje, że przykłady podobnego zachowania zdarzały się już w przeszłości, chociażby w armii amerykańskiej.

Zdarzało się, że amerykańscy żołnierze przechodzili na stronę północnokoreańską czy radziecką.

Politolog prognozuje, że cała sprawa już wkrótce będzie miała zasięg medialny na bardzo szeroką skalę – głównie ze względu na potencjalną przydatność dla narracji opozycji.

To będzie gwiazda mediów – jeśli okaże się przydatny dla propagandy, to będzie występował dużo, jeśli nie, będzie rozpowszechniany tylko jego wizerunek.

Będzie to wykorzystywane przez kontestujących obecną politykę rządu.

Gość „Kuriera w samo południe” wychodzi z założenia, że sprawa odbije się dużym echem również w strukturach rządowych.

Zakładamy, że MON powinien wyciągnąć jakieś wnioski.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy!

P.K.

Kryzys na granicy. Płk Pietrzak: pierwsze co robimy, to udzielamy pomocy osobom, które tego potrzebują

Gościem „Poranka Wnet” jest płk Marek Pietrzak – rzecznik Wojsk Obrony Terytorialnej, który mówi o bieżącej sytuacji na granicach Rzeczpospolitej.

Pułkownik Marek Pietrzak stwierdza, iż na granicy polsko-białoruskiej jest mniej prób nielegalnego przekroczenia granicy, jednakże co noc można zidentyfikować ruchy migracyjne.

Każdej nocy dochodzi do prób nielegalnego przekroczenia granicy – zdarzają się pojedyncze próby udane.

Gość „Poranka Wnet” mówi o również o niedawnej sytuacji na Podlasiu, gdzie znaleziono grupę obywateli Syrii, którzy utknęli na bagnistych terenach nad Siemianówką.

Ratowani byli Syryjczycy, którzy utknęli na bagnach.

Płk Pietrzak zapewnia, że w pierwszej kolejności osobom tym jest udzielana niezbędna pomoc humanitarna.

Pierwsze co, to udzielamy im pomocy. Nasi żołnierze mają ze sobą plecaki medyczne, koce, ciepłą herbatę, czy coś słodkiego.

Dodaje, iż wbrew niektórym narracjom działania służb są w pełni zgodne z obowiązującymi zasadami.

Nasze działania nie są opresyjne, są zgodne z prawem.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy!

P.K.

Białoruś. Dr Paweł Usow: społeczność międzynarodowa powoli przyzwyczaja się do takich drastycznych sytuacji

Białoruski politolog i analityk komentuje wyrok skazujący białoruskiego opozycjonistę Siarhieja Cichanouskiego na 18 lat kolonii karnej – decyzja sądu nie jest – jego zdaniem – żadnym zaskoczeniem.

Dr Paweł Usow komentuje wyrok skazujący białoruskiego opozycjonistę Siarhieja Cichanouskiego na 18 lat kolonii karnej. Ocenia, że decyzja sądu nie jest  żadnym zaskoczeniem.

Władze dążą do psychicznego i fizycznego wykończenia opozycji.

Politolog wyraża opinię, że reakcje zagraniczne na terror, który ma miejsce na Białorusi, są zbyt słabe. Wskazuje, że Unia Europejska musi prowadzić rozmowy z Mińskiem z pozycji siły, co utrudnia przyzwyczajenie społeczeństwa zachodniego do sytuacji na Białorusi.

Łukaszenka przez cały czas demonstruje siłę. (…) Powoli społeczeństwo  międzynarodowe przyzwyczaja się do takich drastycznych sytuacji.

Zdaniem rozmówcy Łukasza Jankowskiego białoruski dyktator będzie twardo obstawał przy swoim dopóki nie zrealizuje wcześniej założonych celów.

Łukaszenka nie ustąpi dopóki Unia nie uzna go za prezydenta i nie zniesie sankcji.

Jak podkreśla politolog, trwanie reżimu Łukaszenki jest możliwe tylko dzięki poparciu Kremla.

Przyszłość reżimu zależy tylko i wyłącznie od wsparcia ze strony Moskwy.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy!

P.K.

Ludzki taran: lekcje z kryzysu na granicy

Cierpienie tysięcy ludzi jest tradycyjnie przedmiotem dużej uwagi ze strony mediów. Po co przyjechali dokładnie na Białoruś? Jakie powinny być działania sąsiadów Białorusi?

Przede wszystkim mamy do czynienia z odruchowym zarządzaniem przez Kreml, gdy Rosja umiejętnie przeliczyła działania podjęte przez Polskę i Litwę. Jeżeli przeanalizujemy kryzys migracyjny to zobaczymy, że miał on kilka etapów. Rozgrzewka – stopniowe zapełnianie obozów dla migrantów poszukujących azylu na Litwie. Koncentracja – przemieszczenie tysięcy migrantów na terytorium Białorusi z wyraźną demonstracją gotowości do ułatwienia tranzytu do Niemiec. Szturm – listopadowa kulminacja w pobliżu przejścia granicznego Bruzgi – Kuźnicą, które stało się prawdziwym wybuchem informacyjnym. Obserwowany dziś częściowy powrót migrantów do ojczyzny nie powinien wprowadzać w błąd, ponieważ Łukaszenka w końcu listopada w Bruzgach podkreślił, że on i jego rząd zrobią wszystko w interesie migrantów.

Zanim powrócę do informacyjnego komponentu kryzysu zaznaczę kilka ważnych niuansów. Wiadomo, że Polska, Węgry i Czechy odmówiły przyjęcia uchodźców podczas kryzysu migracyjnego w 2015 roku, kiedy milion mieszkańców Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej uciekło do Europy w celach poszukiwania azylu. Tym razem chodzi nie o uchodźców, lecz o ludzi, z których każdy wydał kilka tysięcy dolarów, aby dostać się do granicy z krajami Unii Europejskiej. Jednak wspomnienia o wydarzeniach sprzed sześciu lat są wciąż świeże i tworzą matrycę postrzegania sytuacji przez obywateli UE.

A więc, stworzenie przez Polskę i Litwę stanu wyjątkowego na pasie granicznym, gdzie został zakazany pobyt obcych osób, Białoruś z kolei wykorzystała we własnym interesie. Białoruscy i rosyjscy propagandziści aktywnie relacjonowali swoją wersję sytuacji z migrantami na Białorusi, aktywnie wykorzystując postprawdę i tworząc emocjonalny obraz telewizyjny. Przesłanie  to, które było nadawane z dużą siłą można nazwać „Cierpienie uchodźców na granicy Unii Europejskiej”.

Kolejny ciekawy niuans: rozmowy telefoniczne w trójkącie Putin – Łukaszenko – Merkel, które miały zakończyć kryzys migracyjny. Warto jednak przypomnieć, że w ubiegłym roku, podczas apogeum protestów Białorusinów przeciwko sfałszowanym wynikom wyborów prezydenckich, Łukaszenka nie odbierał, gdy dzwoniła do niego Merkel. Tym razem w krótkim czasie odbyły się z kolei dwie takie rozmowy, które kanclerz Niemiec wcześniej uzgodniła z prezydentem Rosji. I dopiero po rozmowie z Łukaszenką Merkel zadzwoniła do polskiego premiera Mateusza Morawieckiego.

Aby lepiej zrozumieć charakter kryzysu migracyjnego, należy przytoczyć tu słowa Putina „Granice Rosji nigdzie się nie kończą”. Sakralny charakter granicy państwowej dla prezydenta największego, według powierzchni, państwa na świecie stał się motywacją do powstania kryzysu na granicach Unii Europejskiej, którym od ponad roku potrząsa Władimir Putin. W celu osiągnięcia swojego celu Kreml w samą porę przypomniał przeszłość Łukaszenki, który pełnił służbę w sowieckim oddziale granicznym i wywołał emocjonalną reakcję europejskich obrońców praw człowieka na cierpienie tysięcy ludzi. Wielu z liderów UE nie odważy się wskazać Putina jako inicjatora kryzysu migracyjnego, który ma na celu wstrząsnąć Unię Europejską, jako jedyni dokonali tego przedstawiciele polskiego przywództwa politycznego. Udało im się wstrzymać ten ludzki taran, lecz Kreml na tym się nie uspokoi.

Jewhen Mahda

Michalska: ciągle ma miejsce oślepianie nas laserami i utrudnianie naszych działań

Gościem „Poranka Wnet” jest Anna Michalska – rzeczniczka Straży Granicznej, która przedstawia bieżącą sytuację na granicy polsko-białoruskiej.

Anna Michalska o sytuacji migracyjnej na granicy polsko-białoruskiej – minioną noc kwalifikuję jako względnie spokojną.

Noc była dość spokojna.

Zauważona została jedna, niewielka grupa migrantów przygotowująca się do potencjalnego działania.

Kilkuosobowa grupa przygotowywała się do nielegalnego przekroczenia granicy.

Rzeczniczka SG dodaje, że białoruscy żołnierze wciąż eskalują konflikt na granicy.

Ciągle jest to oślepianie nas laserami i utrudnianie naszych działań. (…) Rzucają kamieniami, rzucane są także petardy czy gałęzie.

W rezultacie, jak zaznacza gość „Poranka Wnet”, ciężko jest mówić o jakiejkolwiek normalizacji.

Jedna spokojniejsza noc nie oznacza, że sytuacja się znormalizowała.

Wnioski o akredytację dziennikarzy – aby móc przebywać na granicy i zdawać relacje – są rozpatrywane na bieżąco.

Mamy kilkanaście wniosków o akredytację dziennie – są to wnioski z całego świata.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy!

P.K.

Piotr Rećko: na granicy nie ma w tej chwili dużego napięcia

Starosta sokólski wypowiada się na temat bieżącej sytuacji na terenach przygranicznych, gdzie od pewnego czasu sytuacja sprawia wrażenie coraz bardziej stabilnej.

Piotr Rećko relacjonuje bieżącą sytuację na terenach blisko granic Rzeczpospolitej. Sytuacja na chwilę obecną zdaje się być unormowana.

Nie ma w tej chwili dużego napięcia na granicy, z naszego punktu widzenia nie dzieje się nic nadzwyczajnego.

Na dzień dzisiejszy jedną z ważniejszych aktywności jest ścinanie drzew w celu zapewnienia drewna na opał dla służb przebywających na nieprzystępnych terenach.

Z uwagi na mróz nasza aktywność zorientowana jest na ścinanie drzew i dostarczanie drewna na opał dla służb mundurowych.

Starosta podkreśla, że w pomoc służbom niezwykle mocno zaangażowani są mieszkańcy tych terenów.

Ludność jest zdeterminowana by wspierać działania służb.

Wsparcia służbom mundurowym udzieliła również społeczność tatarska.

Tatarzy zawsze wspierali RP i bronili granic Polski.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy!

P.K.