Pietrewicz: W Korei mamy do czynienia z taką kontrolowaną eskalacją. Wznowiono dostawy ropy z Chin do Korei Północnej

Jak Korea Płn. bawi się w dobrego i złego policjanta? Od czego amerykanie uzależniają złagodzenie sankcji? Oskar Pietrewicz o sytuacji na Półwyspie Koreńskim oraz roli Chin i Rosji.

Mamy do czynienia z nagłymi zwrotami akcji.

Oskar Pietrewicz komentuje sytuację w Korei, gdzie Północ w widowiskowy sposób zrywa łączące ją z Południem więzy. W powietrze wysadzone zostało biuro łącznikowe w Kaesong. Zostało ono powołane w 2018 r., więc stanowi najnowszy etap relacji między oboma państwami koreańskimi. Specjalista z Centrum Studiów Polska-Azja zauważa, że prezydent Republiki Korei Mun Jae-in znany jest ze swojego koncyliacyjnego podejścia do północnego sąsiada.

Prezydent Mun, który rządzi od 2017 r. od początku jest zwolennikiem wyciągniętej ręki w stronę władz w Pjongjangu. Ta ręka została bardzo manifestacyjnie odrzucona.

Koreańska Republika Ludowo-Demokratyczna zapowiedziała, że jej wojska zajmą kompleks turystyczny w Górach Diamentowych. Do 2008 r. bowiem turyści z Południa mogli go odwiedzać pod czujnym okiem miejscowych władz. Nasz gość ocenia, że kroki podjęte wskazują, iż Pjongjang nie jest zainteresowany pełną konfrontacją

Troszkę mamy do czynienia z taką kontrolowaną eskalacją.

Zauważa, że pod wspomnianą decyzją podpisał się  sam Kim Dzong Un, podczas, gdy poprzednie, eskalujące napięcie były sygnowane przez jego siostrę,  Kim Jo Dzong. Zdaniem Pietrewicza nie oznacza to rozdwojenia na szczytach północnokoreańskiej władzy, lecz jest to klasyczna gra w dobrego i złego policjanta. Zwraca uwagę na dążenia chińskich i rosyjskich dyplomatów na rzecz złagodzenia amerykańskich sankcji na KRLD. Rosjanie i Chińczycy wskazują, że Korea Płn. nie prowadzi już testów ładunków nuklearnych i rakiet dalekiego zasięgu. W ocenie Amerykanów Pjongjang powinien najpierw poczynić kroki w stronę demokratyzacji, by można było mówić o znoszeniu sankcji. Rozmówca Adriana Kowarzyka zwraca uwagę, że Pekin i Moskwa obchodzą sankcje Waszyngtonu:

Mamy informacje, że już dochodzi do jakiegoś wznowienia dość regularnych kontaktów handlowych, w tym dostaw ropy z Chin do Korei Północnej.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Korea. Północ zawiesza gorącą linię z Południem. Powodem balony propagandowe

Pjongang ogłosił zamknięcie linii komunikacyjnych z Seulem począwszy od wtorku w południe czasu miejscowego (godz. 5 polskiego). Dotąd dwa obydwa państwa kontaktowały się codziennie rano i popołudniu.

Zamknięcie gorącej linii między rządami obu Korei ma być odpowiedzią Północy na przesłany z Południa przez  przebywających tam uchodźców balon z ulotkami i innymi materiałami propagandowymi. Pjongjang już od kilku dni ostrzegał, że jeśli nie Seul nie zablokuje tych działań, to zerwie z nim kontakt. Jak napisała północnokoreańska agencja informacyjna KCNA, cytowana przez Onet.pl:

Naród Korei Północnej wpadł w gniew z powodu zdradzieckiego i przebiegłego postępowania władz Korei Południowej, z którymi wciąż mamy wiele rachunków do wyrównania.

Zawieszone zostały kontakty między biurami łącznikowymi obu państw oraz linia wojskowa i połączenie między KC Partii Pracy Korei a pałacem prezydenckim w Seulu. Kontakty między formalnie pozostającymi w stanie wojny państwami państwami zostały odnowione po odwilży w 2008 r. Zawarte wówczas porozumienie na szczycie w w Panmundżomie jest zdaniem Kim Jo Dzong naruszane przez wysyłane na Połnoc z Południa balony z propagandą. Jak przypuszcza „Gazeta Wyborcza” to właśnie siostra dyktatora oraz Szefowa Departamentu Propagandy i Agitacji jest adwokatką zaostrzenia stosunków z Południem, licząc przy tym na wzmocnienie własnej pozycji w reżimie. Z kolei zdaniem, cytowanego przez Reuters, Choo Jae-woo, wykładowcy Uniwersytetu Kyung Hee Północ próbuje w ten sposób „wycisnąć coś więcej z Południa”, co wskazywałoby, że sytuacja Północy jest gorsza niż nam się wydaje.

A.P.

 

Chińska badaczka winna epidemii? Shen: Wielu naukowców mówi, że łączyła wirusy roznoszone przez nietoperze z SARS

Hanna Shen o doniesieniach z Chin, śledztwie na temat początku epidemii, tym, co może mieć z nią wspólnego prof. Shi Zhengli oraz o Kim Dzong Unie, tym co się z nim dzieje i sukcesji po nim.


Hanna Shen przypomina, że powinniśmy z dużą rezerwą podchodzić do podawanych przez Chińską Republikę Ludową statystyk zachorowań. Wskazuje na anglo- i chińskojęzyczne media spoza kontynentalnych Chin, z których można czerpać informacje. Wśród nich jest The Epoch Times, którego dziennikarze często docierają do dokumentów z poszczególnych chińskich prowincji, dotyczących koronawirusa.

Od nich wiemy, że m.in. w styczniu i lutym te dane były bardzo mocno zaniżone.

Korespondentka przypomina o prowadzonym przez Stany Zjednoczone śledztwie ws. początku epidemii. Bada ona m.in. czy wirus mógł uciec z jednego z chińskich laboratoriów. W tym kontekście zwraca się uwagę na prace prof. Shi Zhengli, badającej koronawirusy u nietoperzy.

Wielu naukowców mówi, że ona prowadziła takie badania wręcz niebezpieczne […] M.in. łączyła wirusy roznoszone przez te nietoperze z wirusem z wirusem SARS.

Życiorys i zdjęcie badaczki nagle zniknęły ze strony laboratorium w Wuhan. To ostatnie powstałe przy wsparciu Francji, której naukowcy mieli przez pierwsze pięć lat nadzorować, to co się w nim działo. Tak się jednak nie stało.

Chińczycy bardzo szybko, brzydko mówiąc wykopali Francuzów i sami sobie tam prowadzili badania takie, jakie chcieli.

Shen odnosi się także do głośnego tematu tego, co się właściwie dzieje z przywódcą Korei Północnej, Kim Dzong Unem. Obecnie w Korei Południowej pałac prezydencki podaje, że żyje on i ma się dobrze. Japońscy dziennikarze twierdzą, że Pierwszy Sekretarz Partii Pracy Korei jest w stanie wegetatywnym, a na Tajwanie przypuszcza się, że od kilku dni już on nie żyje. W południowokoreańskich mediach ukazał się wywiad z jednym z uciekinierów z Północy.

To osoba, która była pracowała w tzw. Biurze 39- to taki tajny bank rodziny Kimów, instytucja, która pomaga w praniu brudnych pieniędzy, ale także nawet zajmuje się produkcją narkotyków, które są potem sprzedawane na Zachodzie.

Uciekinier stwierdził, że „rzeczywiście coś musiało się stać z Kim Dzong Unem”.

Fakt, że nie brał on udział w dwóch ważnych wydarzeniach- 15 kwietnia urodzinach swojego dziadka Kim Ir Sena, a 10 dni później w narodowym święcie armii północnokoreańskiej pokazuje, że rzeczywiście coś się z Kim Dzong Unem stało.

Nie wiadomo jednak czy to tylko choroba, czy coś poważniejszego. Chińscy internauci wskazują, że wstrzymane zostały niektóre pociągi kursujące między pograniczem Korei z Chinami a Pekinem, co wcześniej miało się zdarzać, tylko wtedy, gdy albo ważny polityk KRLD przybywa do Chin lub gdy w regionie ma się pojawić chińska armia. Ta zaś miała według nich rzeczywiście się pojawić w pobliżu granicy chińsko-koreańskiej.

Mamy informacje przekazywane przez chińskich internautów pokazujących jak dwie jednostki konkretne jednostki 78 i 79 armii chińskiej udają się w kierunku ku granicy z Koreą Północną.

Jeśli tak faktycznie jest to oznacza, że Chińczycy obawiają się czegoś, co się teraz dzieje w Korei Płn.

Korespondentka mediów polskich na Tajwanie mówi o spekulacjach na temat tego kto mógłby zastąpić Kim Dzong Una, gdyby faktycznie zmarł. Głośno jest o jego młodszej siostrze  Kim Jo Dzong. Na potencjalnego następcę wskazuje się także jego starszego brata  Kim Dzong Czola, który nie był brany pod uwagę jako następca po śmierci Kim Dzong Ila, ze względu na to, że, jak się wydaje, bardziej interesuje go muzyka niż polityka. Ostatnim kandydatem jest stryj obecnego przywódcy, Kim P’yŏng Il, dyplomata, będący m.in. ambasadorem KRLD w Polsce w latach 1998-2015.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.