Dąbrowski: UE nie wyśle obserwatorów na wybory w Nikaragui, bo prezydent Ortega aresztował wszystkich kontrkandydatów

Prowadzący audycji „Republica Latina” o zobowiązaniach klimatycznych Kolumbii i Ekwadoru oraz o wyborach w Wenezueli i Nikaragui.

Zbigniew Dąbrowski przedstawia latynoamerykańskie echa obrad w Glasgow. Podczas otwarcia szczytu klimatycznego przywódca Kolumbii, prezydent Iván Duque zapowiedział, że jego kraj ogłosi 30% swojego terytorium obszarem chronionym do 2022 roku, osiem lat przed terminem. Wezwał on przy tym inne kraje do zachowania bioróżnorodności w celu ratowania planety.

Jak przypomina prowadzący audycji „Republica Latina”,

53 proc. Kolumbii to lasy deszczowe.

Z kolei prezydent Ewakdoru ogłosił, że Wyspy Galapagos będą miały nowy rezerwat morski o powierzchni 60.000 km2, zwiększając ochronę archipelagu do ponad 190.000km2.  Zdaniem Guillermo Lasso

Powiększenie parku narodowego Wyspy Galapagos na koszt Ekwadoru ma liczyć się jako pewne umorzenie długu zagranicznego Ekwadoru.

Nie wypowiedział się on przy tym na temat kwestii wydobycia ropy, które jego rząd planuje zwiększać. Spotyka się to z krytyką działaczy ludności rdzennej.

Tymczasem w Wenezueli mają zostać przeprowadzone wybory samorządowe. Unia Europejska została zaproszona jako obserwator. Dąbrowski przypomina, że Unia nie uczestniczyła w wenezuelskim procesie wyborczym od 2006 r. i nie uznała ostatnich wyborów parlamentarnych. Dwa dni po wyborach, 21 listopada ma zostać opublikowany wstępny raport. Pełen po dwóch miesiącach od wyborów.

Wybory zbliżają się także w Nikaragui. Jedynym kandydatem na prezydenta jest Daniel Ortega.  Josep Borell stwierdził, że nikaraguańskie wybory, które odbędą się 7 listopada, są całkowicie sfałszowane. Jak powiedział,

Nie wyślemy tam żadnej misji obserwacji wyborów, ponieważ pan Ortega już podjął się uwięzienia wszystkich przeciwników politycznych którzy startowali w wyborach.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Prof. Szeremietiew: Mamy narzędzia budowy układu geopolitycznego. Wyprawa prezydenta Dudy do Turcji na to wskazuje

Były wiceminister obrony narodowej o spotkaniu Joe Biden-Władimir Putin w Genewie, zmianie polityki Waszyngtonu przez nowego prezydenta i alternatywach dla bliskich relacji z USA.

Prof. Romuald Szeremietiew komentuje zbliżające się spotkanie prezydentów Stanów Zjednoczonych i Federacji Rosyjskiej. Jak ocenia,

Możemy się spodziewać kompromitacji Stanów Zjednoczonych, które podejmują czegoś takiego jak rozmowy spotkanie z prezydentem Rosji.

Dziwi się, że dochodzi do takiego spotkania. Przypomina wizytę Josepa Borella w Moskwie. Sądzi, że także Joe Biden niewiele zyska na tym spotkaniu. Były wiceminister obrony narodowej wskazuje, iż w czasie prezydentury Donalda Trumpa

Założyliśmy, że w interesie Stanów Zjednoczonych jest, aby w Europie środkowo-Wschodniej, czyli w tym miejscu, gdzie jest Polska, postawić tamę tym rosyjskim dążeniom aż na Zachód.

Przypomina, że jednocześnie Amerykanie mieli (i wciąż mają) dostarczać własny gaz do Europy. Po tym, jak do władzy doszedł Joe Biden, Waszyngton postawił jednak na relacje z Berlinem, kosztem Europy Środkowej. Czy są alternatywy dla dotychczasowej współpracy z Amerykanami? Gość Kuriera w samo południe stwierdza, że widać już szukanie ich.

Wyprawa prezydenta Dudy do Turcji na to wskazuje. […] Możliwości moim zdaniem do działania mamy sporo.

Innym przykładem jest współpraca gospodarcza z Hiszpanią. Prof. Szeremietiew przypomina opinię gen. Carla von Clausewitza, który wskazywał, że pomoc sojuszników jest ostatnim, a nie pierwszym środkiem obrony państwa.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

 Grzywaczewski: Zachód powinien pokazać, że jest gotów do wojny z Rosją, jeśli ta jej chce

 Tomasz Grzywaczewski o tym, czemu może służyć agresywna polityka Kremla, reakcji Unii Europejskiej na nią oraz szansie, jaką stwarza ona dla Polski.

Tomasz Grzywaczewski komentuje ostatnie działania Rosji. Sądzi, że  można odczytywać je na kilku płaszczyznach.

Niewątpliwie jedną z nich jest próba testowania nowej amerykańskiej administracji sprawdzania, czy Joe Biden okaże się Barackiem Obamą 2.0, czyli politykiem uległym, niezdolnym do przeciwstawienia się agresywnym zapałom takich państw autorytarnych jak Rosja.

Moskwie zależeć może też na wymuszeniu zgody Waszyngtonu na rezygnację z sankcji wobec Nord Stream II. Dodaje, że możemy mieć do czynienia z przykrywaniem przez Władimira Putina sytuacji wewnętrznej przez politykę zagraniczną, tak jak było w 2014 r. Na jesieni Rosjan czekają bowiem wybory do Dumy.

Gość Kuriera w samo południe wskazuje, że Amerykanie wbrew zapowiedziom nie wysłali swych okrętów na Morze Czarne. Krytykuje wypowiedź szefa unijnej dyplomacji:

Uważam, że wczorajsze wystąpienie szefa unijnej dyplomacji to jest kompromitacja. W jednym zdaniu mówi o tym, że wokół Ukrainy jest 150 tysięcy rosyjskich żołnierzy, ale w związku z tym sankcje na Rosję nowe nie zostaną nałożone.

Josep Borell pochwalił Ukrainę za wyważone stanowisko. Grzywaczewski porównuje to do chwalenia ofiary, że nie prowokuje agresora Wskazuje, że

Reakcja europejska jest żadna. Nie chcą lub nie potrafią odpowiedzieć na rosnące zagrożenie ze strony Rosji.

Publicysta ocenia, że format normandzki się nie sprawdził. Oparcie się Kijowa o Paryż i Berlin w konflikcie w Donbasie nie przyniosło efektów. W rezultacie

Kijów może zauważyć w końcu, że Warszawa jest zainteresowana wspieraniem Ukrainy.

Przyznaje, że Polaków i Ukraińców dzielą kwestie historyczne. Oba narody zagrożone są jednak przez rosyjski imperializm.

Dodaje, że kraje zachodnie nie powinny wykluczać manifestacji militarnej.

Nie dajmy się zastraszyć. […] Rosja to w dużej mierze kolos na glinianych nogach.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Paweł Bobołowicz: OBWE cieszy się jeszcze autorytetem na Białorusi. To ważne, aby zabrało głos ws. aresztowań Polaków

Paweł Bobołowicz o aresztowaniach Polaków na Białorusi, akcji polskiej dyplomacji w tej sprawie i reakcji międzynarodowej.

[related id=140703 side=right] Paweł Bobołowicz podsumowuje wczorajszy Dzień Wolności w Radiu Wnet. Odnosi się także do aresztowań działaczy nieuznawanego przez białoruskie władze Związku Polaków na Białorusi. Są oni oskarżeni o podżeganie do nienawiści na tle rasowym i narodowościowym. W sprawie aresztowanych zabrał głos m.in. unijny komisarz ds. polityki zagranicznej Josep Borell i amerykański Departament Stanu. Bobołowicz zwraca uwagę na rozmowę prezydenta Andrzeja Dudy z sekretarz generalną OBWE Helgą Schmid.

Jest to ważne, aby OBWE zabrało głos w tej sprawie. OBWE cieszy się jeszcze autorytetem na Białorusi.

Zauważa, że to w ramach Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie toczą się rozmowy pokojowe w Mińsku. Dla Łukaszenki głos OBWE jest więc istotny. Tymczasem u naszych wschodnich sąsiadów trwają aresztowania przeciwników reżimu.

Można się spodziewać, że będą dalsze zatrzymania na Białorusi.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Antoni Macierewicz: Nie miałem wpływu na wycofanie z emisji filmu Ewy Stankiewicz o katastrofie smoleńskiej

Poseł PiS mówi o wynikach śledztwa smoleńskiego, stanie koalicji rządzącej, podatku reklamowym i relacjach UE-Rosja.

Antoni Macierewicz odnosi się do konfliktu w Porozumieniu oraz komentuje założenia podatku medialnego. Zapewnia, że Prawo i Sprawiedliwość nie ingeruje w rozwój wypadków w szeregach koalicyjnego partnera.  Jak mówi:

[Podatek reklamowy] to absolutnie wstępny projekt, a jego istotą jest to, że największe media powinny się dołożyć do tak ważnych przedsięwzięć jak walka z koronawirusem, czy finansowania polskiej kultury.

Polityk wyraża opinię, że podatek reklamowy będzie korzystny dla małych i średnich mediów, zmniejszy dystans m.in. do „koncernów medialnych utworzonych przez Służbę Bezpieczeństwa.

Poseł PiS podkreśla , że najważniejszym, celem koalicji rządzącej jest „ochrona najsłabszych i umacnianie siły narodu polskiego”.

[related id=135234 side=right] Parlamentarzysta  mówi także o raporcie dotyczącym katastrofy rządowego  samolotu 10 kwietnia 2010 r. pod Smoleńskiem. Według rozmówcy Magdaleny Uchaniuk  samolot został wysadzony w powietrzu przed lądowaniem na lotnisku. Deklaruje, że nie miał wpływu na zablokowanie emisji w TVP filmu Ewy Stankiewicz na temat przyczyn katastrofy.

Gość „Poranka WNET” komentuje ponadto wizytę w Moskwie przedstawiciela Unii Europejskiej ds. zagranicznych Josepa Borella. Ubolewa nad spolegliwą polityką niektórych państw unijnych wobec Rosji.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T. / A.W.K.

Barbara Włodarczyk: nie podzielam optymizmu zachodnich ekspertów, którzy twierdzą, że dni reżimu Putina są policzone

Była korespondentka TVP w Moskwie analizuje rozwój sytuacji społeczno-politycznej w Rosji po aresztowaniu Aleksieja Nawalnego. Mówi o konsekwencjach wizyty w Moskwie Josepa Borella.


Barbara Włodarczyk omawia rosyjskie echa wizyty unijnego przedstawiciela ds. zagranicznych Josepa Borella w Moskwie. W kraju trwa kampania propagandowa przeciwko Aleksiejowi Nawalnemu. Była korespondentka TVP przestrzega przed prognozowaniem szybkiego upadku systemu władzy Władimira Putina.

Mimo iż protesty mają bezprecedensowe, jak na Rosję rozmiary, nie mają jeszcze w sobie potencjału na obalenie prezydenta. Jego sympatycy wciąż identyfikują przywódcę z państwem.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.W.K.

[Portal WNET.fm] Romaszewska o stosunku UE do Rosji: to przypomina spokojne rozmowy z bandytą. Wśród elit nie ma odwagi

O kompromitacji szefa unijnej dyplomacji, sprawie Aleksieja Nawalnego, stosunku Unii Europejskiej do Rosji oraz sytuacji w rosyjskiej opozycji red. Anna Nartowska rozmawiała z Agnieszką Romaszewską.

Anna Nartowska.: W minionym tygodniu Siergiej Ławrow otwarcie poniżył szefa unijnej dyplomacji Josepa Borella podczas jego wizyty w Rosji. Na wspólnej konferencji prasowej Ławrow poinformował o wydaleniu trzech europejskich dyplomatów, w tym jednego pochodzącego z Polski. Jak w tym kontekście ocenia Pani zdolność unijnych elit do reakcji na to, co dzieje się w Rosji, także w kontekście sprawy aresztowania Aleksieja Nawalnego?

Agnieszka Romaszewska.: Unia Europejska ma wiele instrumentów, by działać w tym zakresie, ale musi mieć jeszcze wolę i odwagę, by je wykorzystać. Zostało tu jednak przejawione coś zupełnie odwrotnego. Pokazano brak woli i charakteru. Ławrow powiedział, że Unia Europejska nie jest solidnym partnerem, na co odpowiedziano mu grzecznie, że nikt nie będzie tego komentować. To tak, jakby uprzejmie rozmawiać z bandytą. Efekty takiego działania mogą być różne. Jeśli to ma pójść w tym kierunku, to może być nie najlepiej. Ogromna część możliwości, jakie może wykorzystać UE, to kwestie finansowe i gospodarcze. Wiele relacji gospodarczych kończy się w Unii Europejskiej, również bezpośrednie interesy Putina, jego przyjaciół i oligarchów splatają się właśnie tam. Bez większej trudności można te powiązania wykryć i poważnie im zaszkodzić, zyskać tym samym wpływ na przeciwnika. Pytanie brzmi czy jest na pewno taka wola. Wolę z pewnością prezentują kraje Europy Środkowo-Wschodniej, czyli Polska i Litwa, częściowo Łotwa, choć z tą ostatnią bywa z nią różnie. Z pewnością można znaleźć w UE jakieś kraje, które są zainteresowane wykazaniem twardego stanowiska wobec Rosji, ale wygląda na to, że główne państwa europejskie takie jak Niemcy, Francja czy Włochy, nie są na to przygotowane.

A.N.: Jak w tej sprawie powinna zachować się Polska? Czy dotychczasowe działania są wystarczające?

A.R.: Jak rozumiem zabiegamy o to, by sankcje były wzmacniane. Chociażby nasza walka przeciwko Nord Stream 2 jest takim symbolicznym i praktycznym działaniem. Walczymy o to od wielu lat. Polskie stanowisko jest więc chyba dosyć widoczne.

A.N.: Co dalej z Aleksiejem Nawalnym. Czy jest jakaś szansa na poprawę jego sytuacji?

A.R.: To zależy bardziej od samych obywateli Rosji niż od czynników zewnętrznych. Od zewnętrznego nacisku też oczywiście zależy wiele, ale niezwykle znacząca będzie wewnętrzna sytuacja w Rosji, także ta gospodarcza. Położenie Nawalnego może też zależeć od poziomu niezadowolenia społecznego i od tego, jak będą przebiegać dalsze protesty, czy będą kontynuowane. Okazało się, że druga sobota manifestacji była bardziej masowa niż pierwsza. Muszę przyznać, że to dla mnie zaskoczenie. Początkowe wystąpienia były brutalnie tłumione, stosowano wyraźnie model białoruski. Myślałam, że ludzie się zniechęcą. Jest jednak istotna grupa w wielu miejscach Rosji, która ma dosyć tego kleptokratycznego systemu. Zwykły prosty Rosjanin, mieszkający na dalekiej prowincji wie, że nie ma żadnego wpływu na swój kraj ani nawet na swoje życie codzienne. Jest na łasce lub niełasce miejscowego oligarchy, który ma lokalny zakład, a ponieważ w Rosji prawo specjalnie nie działa, to oligarcha może z nim zrobić, co chce. Jednocześnie jednak w dzisiejszych czasach jest Internet i młodzi mają różne pomysły, chcą naśladować wolny świat. Mają większe oczekiwania niż ich rodzice. To poważny dysonans i trzeba go czymś zaspokoić i to nie tylko wśród młodej moskiewskiej inteligencji, bo ci młodzi ludzie mieszkają w Nowosybirsku, Tomsku, Kazaniu, Krasnojarsku i Władywostoku. Nie bardzo wiadomo, co może zaoferować im Putin. Dotychczas były to nowe wojny albo kolejne zwycięstwa, które powodowały, że można wypiąć pierś i powiedzieć: jesteśmy obywatelami mocarstwa. To była stała metoda, którą działał Putin, czyli oddziaływał na te głęboko zakorzenione imperialne obszary mentalności rosyjskiej. Zmieniły się jednak wzorce konsumpcji i młode pokolenie funkcjonuje już inaczej. Trudno powiedzieć, co ono ma w głowach – z jednej strony elementy postsowietyzmu, elementy tej imperialnej dumy, a z drugiej wzorce napływające z Zachodu. Jaki będzie to miało wpływ na władztwo Putina i sytuację polityczną w samej Rosji trudno dziś powiedzieć.

A.N.: Protesty w Rosji mają raczej oddolny charakter. Jak w tej sytuacji zachowuje się rosyjska opozycja i co można powiedzieć o jej kondycji?

A.R.: Kondycja opozycji rosyjskiej w ostatnich latach jest bardzo słaba, bo oderwała się od mas. Charakterystyczną cechą Nawalnego było to, że on bardzo intensywnie jeździł po całej Rosji. Rzeczywiście posiadał wiele ogniw terenowych. W tym sensie niejako wszedł w Rosję. To nie była hermetyczna grupa inteligentów w Moskwie i Petersburgu. Środowisko się rozszerzało. Pozostałej części opozycji brakowało kontaktu ze społeczeństwem. To jeszcze od czasów carskich tak jest, że ta grupa czysto oświecona, mająca często ciekawe idee, słabo dzieli je z ludem, bo nie ma komunikacji pomiędzy jednymi i drugimi. To zawsze było dobrze widać w więzieniach i łagrach sowieckich. Więzień polityczny był pariasem tępionym przez urków, czyli więźniów kryminalnych, popieranych przez administrację więzienną. Konflikt podsycano, bo był metodą utrzymania w ryzach. Więźniowie polityczni nigdy nie mogli nadawać tonu. Jak się obserwuje polską historię opozycji, to sytuacja była inna. Więzień polityczny nie był kimś gorszym.

A.N.: Czy Aleksiej Nawalny może odegrać jeszcze jakąś rolę w rosyjskiej polityce?

A.R.: On nadal odgrywa rolę. Jego przykład odgrywa rolę. Wykazał się niebywałą postawą, która zdarza się rzadko i wywołuje, a przynajmniej powinna wywoływać, szacunek nawet w dzisiejszym świecie. To postawa człowieka, który ryzykuje własne życie. Przecież długo dochodził do zdrowia, po czym sam oddał się w łapy Putina i nikt go do tego nie zmuszał, choć wiedział, że ryzykuje bardzo dużo. Zdawał sobie sprawę, że zostając na emigracji, wykonuje życzenie przeciwnika i oprawcy. W ten sposób przestałby istnieć, a o to chodzi Putinowi. Na Zachodzie miałby ograniczone możliwości działania, a będąc w Rosji, nawet w więzieniu, jest dla Putina bardzo niewygodny i stanowi wrzód na jego systemie.

A.N.: Zdarzają się obecnie głosy studzące zapał ku temu, by występować w obronie Nawalnego, bo reprezentuje on wielkorosyjskie i szowinistyczne poglądy. Niektórzy wskazują, że gdyby doszedł do władzy, byłby gorszy od Putina. Zgadza się Pani z tym?

A.R.: Jestem ostrożna w takim gdybaniu. Szansa, że Nawalny w ogóle obejmie władzę, zwłaszcza w najbliższej perspektywie, jest niewielka. Teraz w ogóle nie wiadomo, czy wyjdzie z tego cały. Niemniej, w tej chwili władze rosyjskie w takiej formule, w jakiej występują, są bardzo poważnym zagrożeniem, zarówno dla sąsiadów i pokoju w Regionie, ale także dla świata, a w końcu dla samych Rosjan. Zakładając, że władzy po Putinie nie objąłby sam Stalin, to właściwie każdy rząd, który przyjdzie, będzie lepszy. Trzeba sobie jednak uświadomić, że pod żadnym rządem Rosja nie zamieni się w zbiorowisko aniołów. Większość scenariuszy będzie  lepsza niż Putin i system kleptokracji. Jestem przekonana, że ktokolwiek dojdzie w Rosji do władzy, kto będzie chciał poprawić jej wewnętrzną sytuację, będzie musiał otworzyć ją na świat. To rodzi konieczność podjęcia wielu istotnych problemów takich jak nierozwiązany problem Donbasu, Krymu, czy tych wszystkich zamrożonych konfliktów, utrzymywanych przez Putina jako bezpiecznik swojej władzy. To są też przecież realne obciążenia finansowe, ale również poważne węzły polityczne. Dlatego też uważam, że niezależnie od tego, jakie Nawalny prezentuje poglądy, a niewątpliwie mają one coś z tych typowo wielkoruskich założeń, to jako polityk, który chce realnie mieć szansę na przejecie władzy w przyszłości i wygranie wyborów, nie może rozpoczynać swojej drogi od stwierdzenia, że właściwie to on wszystko odda. Musi mieć świadomość, że rozmawia z ludźmi, którzy mają poglądy uformowane za pomocą fałszywej propagandy. Nie może więc zacząć od tego, żeby stanąć przed nimi i powiedzieć, że zajęcie Krymu to była głupota. Popełniłby tym samym polityczne samobójstwo. Niektóre wymijające stwierdzenia Nawalnego wynikają zatem z tego, że on nie chce się narazić na ostracyzm wśród własnego narodu, do przywództwa którego poważnie aspiruje, niezależnie od tego, czy mu się to uda.

A.N.: Dziękuję za rozmowę.


Agnieszka Romaszewska – polska dziennikarka prasowa i telewizyjna, oraz pomysłodawczyni, założycielka  i dyrektorka telewizji Biełsat;

Witold Waszczykowski: Borrell poleciał do Moskwy po to, żeby się skompromitować, na własne życzenie

Witold Waszczykowski o tym, czego zabrakło przy wizycie szefa unijnej dyplomacji w Rosji, presji części państw i o tym, czym się interesuje Unia Europejska.


Witold Waszczykowski krytykuje wizytę Josepa Borella w Rosji. Wiceszef KE nie posłuchał głosów odradzających mu wizytę w Moskwie w takim czasie. Trwają bowiem protesty przeciw aresztowaniu Nawalnego.

Błędem dyplomaty był brak chęci spotkania się z rosyjskim opozycjonistą. Eurodeputowany PiS zdradza, że rozmawiał z Borellem, który zapewnił go, że zna wschodnie sprawy i żeby nie brać go za naiwnego.

Okazało się, że uległ presji części Europy, która chce rozmawiać z Rosją na każdych warunkach.

Eurodeputowany zaznacza, iż wyjazdowi Borella sprzeciwiała się część państw członkowskich Unii Europejskiej, m.in. Polska. Kreml nie traktuje instytucji unijnych po partnersku, woląc rozmawiać bezpośrednio z państwami członkowskimi UE. Do Ursuli von der Leyen wpłynął wniosek o dymisję polityka ze stanowiska wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej.

Ze stronu rosyjskiej nie było potrzeby spotkania z polskimi dyplomatami, gdyż Rosjanie znają naszą agendę.

Były minister spraw zagranicznych, że dla polityków unijnych istotne są relacje transatlantyckie i Nowy Zielony Ład. Kraje Południa interesują się Afryką i Ameryką Południową. Za prezydencji portugalskiej na agendzie znalazła się sprawa Mozambiku, dawnej portugalskiej kolonii.

Wysłuchaj całej rozmowę już teraz!

K.T./A.P.

Kompromitacja unijnego dyplomaty w Moskwie. Program Wschodni – 06.02.2021 r.

W najnowszym „Programie Wschodnim” o uległości unijnych elit wobec Rosji, kompromitującym wystąpieniu Josepa Borella w Moskwie oraz o sytuacji na ukraińskiej scenie politycznej.

Prowadzący: Paweł Bobołowicz

Realizacja: Wiktor Timochin, Michał Mioduszewski, Mikołaj Poruszek


Goście:

Mykoła Kniażycki –  ukraiński dziennikarz, poseł Rady Najwyższej Ukrainy, przedstawiciel opozycyjnej frakcji Europejska Solidarność, wiceprzewodniczący Komisji ds. Humanitarnych i Polityki Informacyjnej;

Jan Piekło – dziennikarz, dyplomata, były ambasador RP na Ukrainie;


2 lutego prezydent Wołodymyr Zełenski podpisał decyzję Rady Narodowego Bezpieczeństwa i Obrony (RNBiO) o wprowadzeniu sankcji wobec deputowanego Rady Najwyższej Tarasa Kozaka i należących do niego przedsiębiorstw medialnych, przede wszystkim trzech telewizyjnych kanałów informacyjnych. Sankcje zostały wprowadzone na okres pięciu lat i oznaczają blokadę aktywów, ograniczenie operacji handlowych firm oraz cofnięcie licencji na działalność mediów.

O tej sprawie w „Programie Wschodnim” mówił Mykoła Kniażycki, który zaznaczył, że już od dłuższego czasu popierał takie posunięcie.

Byłem wśród tych deputowanych, którzy już wcześniej byli za tym, by takie kanały były zakazane. Ten zakaz, który właśnie został przyjęty przez Radę Narodowego Bezpieczeństwa jest na podstawie ustawy przyjętej jeszcze w 2018 roku – powiedział.

Tłumaczył także na czym polega specyfika zablokowanych kanałów. Były one finansowane ze strony Rosji.

To tak jakby w Polsce były trzy kanały, (…) na których ciągle się opowiada o tym, że Polska jest niedobrym krajem, że język polski nie ma prawa istnieć i że w ogóle Polska nie ma prawa na polityczne życie. Tak to wyglądało na Ukrainie.

Taras Kozak jest członkiem prorosyjskiej partii Opozycyjna Platforma – Za Życie i bliskim współpracownikiem Wiktora Medwedczuka, który według doniesień medialnych jest rzeczywistym właścicielem tych kanałów. Jak podkreślił Kniażycki:

Medwedczuk pojawił się na Ukrainie tylko dzięki Putinowi.

Mówił również o aktualnym układzie sił na ukraińskiej scenie politycznej.

Prezydent Zełenski zwraca dużą uwagę na sondaże, bo kiedyś był związany z mediami. Jego partia na samym początku zawsze była liderem, ale już tak nie jest. Według sondaży liderem rankingów jest prorosyjska partia Platforma, na drugim Europejska Solidarność, na trzecim Batkiwszczyna, a partia prezydenta jest na czwartym, a według innych sondaży na drugim miejscu.

Kniażycki mówił także o swoim zaangażowaniu w popularyzację wiedzy o postaci Stanisława Vincenza, polskim piewcy Huculszczyzny.

Kupiłem Bibliotekę Vincenza. Ona jest skarbem nie tylko dla europejskiej, ale też polskiej kultury. Zawiera książki, które mają autografy bardzo ważnych i znanych ludzi takich jak Giedroyć, Miłosz czy Czapski.


Jan Piekło mówił o indolencji brukselskich elit w relacjach z Rosją oraz o kontrowersyjnym wystąpieniu szefa unijnej dyplomacji Josepa Borella podczas wizyty w Moskwie, która odbyła się pomimo sprzeciwu sześciu krajów.

Kraje bałtyckie, Polska, Rumunia i Czechy wyraziły swój sprzeciw więc Borell pojechał tam, można powiedzieć, z własnej inicjatywy a nie jako reprezentant wszystkich krajów UE – zaznaczył były dyplomata.

Jan Piekło zauważył, że działania Unii Europejskiej są prowadzone pod dyktando wąskiej grupy decydentów. Wpisuje się w to także unijna dyplomacja.

Celem tej wizyty było prawdopodobnie to, by zrealizować życzenia ważnych polityków unijnych, czyli Emmanuela Macrona, który w ostatnim wywiadzie (…) mówił, że Rosja jest ważnym partnerem i trzeba z nią rozmawiać oraz Berlina, który ciągle chce kończyć Nord Stream 2.

Zachowanie Borella spotkało się z negatywnym odbiorem opinii międzynarodowej.

Głos jest mocno krytyczny. (…) Całkowitym skandalem jest to, że Amerykanie zostali wezwani do tablicy, najpierw poprzez pytanie jednego z rosyjskich dziennikarzy i odpowiedź Borella, który powiedział, że on nie rozumie, dlaczego USA nałożyły sankcje na Kubę i dlaczego wpisały ją na listę krajów terrorystycznych i ma nadzieję, że amerykańska dyplomacja zmieni te decyzje. Taki głos jest skandaliczny – ocenił rozmówca Pawła Bobołowicza.

Postawa Josepa Borella w czasie rozmów z Ławrowem okazała się dyplomatyczną kompromitacją.

Ławrow sponiewierał go tak, że w pewnym sensie było mi go żal – stwierdził Piekło.

Jak zaznaczył gość „Programu Wschodniego” Rosja stara się wykorzystać powiązania korupcyjne do realizacji własnych celów.

Celem putinowskiej Rosji jest, by doprowadzić do (…) koncertu mocarstw. Nie chodzi o jakąś współpracę z organizacjami międzynarodowymi jak UE czy OBWE (…) tylko o to, by robić interesy za pomocą systemów korupcyjnych, które są tam głęboko rozwinięte, z krajami takimi jak Niemcy czy Francja, które są tym zainteresowane.

Zapraszamy do wysłuchania całej audycji!

A.N.

Z Rosji wydalono trzech europejskich dyplomatów. Wśród nich jest Polak

Z Rosji zostało wydalonych trzech europejskich dyplomatów. Wśród nich jest Polak. Przyczyną miał być ich udział w demonstracjach poparcia dla Aleksieja Nawalnego.

Decyzję tę rosyjskie MSZ podjęło w dniu, gdy z wizytą w Moskwie przebywa szef dyplomacji Unii Europejskiej Josep Borrell. Jako przyczynę podano rzekomy udział dyplomatów w demonstracjach poparcia dla Aleksieja Nawalnego.

Wydalony polski dyplomata to pracownik Konsulatu Generalnego RP w St. Petersburgu.

Informację o wydaleniu dyplomatów przekazano w piątek podczas wspólnej konferencji prasowej szefa dyplomacji UE Josepa Borrella i ministra spraw zagranicznych Rosji Siergieja Ławrowa.

Ławrow  zarzucił  w rozmowach z Borrellem, że Unia Europejska nie jest obecnie wiarygodnym partnerem dla Rosji.

Moskwa liczy, że UE zdecyduje się na pragmatyczną współpracę – dodał.

W odniesieniu do ewentualnych sankcji ze strony UE wobec Rosji stwierdził, że Kreml zdążył się już przyzwyczaić do tego typu naciku.

 Organizujemy sobie życie, wychodząc z założenia, że Unia Europejska jest nierzetelnym partnerem, przynajmniej na tym etapie – dodał.

Komisja Europejska podczas konferencji w Brukseli odmówiła skomentowania tych słów. Wizyta Borrella potrwa do soboty.

Źródło: Media/ wPolityce.pl

A.N.