Prof. Piech o Polskim Ładzie: z programu, który mógłby zmienić paradygmaty ekonomiczne została tylko redystrybucja

Rozmówca Adriana Kowarzyka krytykuje Polski Ład za położenie nacisku na redystrybucję kosztem zaufania dla sektora prywatnego, który odpowiada za dużą część innowacji i inwestycji.

W poniedziałkowym „Kurierze Ekonomicznym” ekonomista, prof. Krzysztof Piech, komentuje założenia Polskiego Ładu. Zdaniem eksperta, w projekcie brakuje zaufania do sektora prywatnego, który jest odpowiedzialny za rozwój innowacji:

W związku z tym, że nie ma sektora prywatnego nie ma również innowacji – podkreśla prof. Krzysztof Piech.

Rozmówca Adriana Kowarzyka uważa, że Polski Ład charakteryzuje nadmierne zaufanie rządzących do własnych decyzji kosztem otwartości na to, co mogliby zaproponować obywatele. Według prof. Krzysztofa Piecha jest to model korespondujący z polityką PRL:

Jest zaufanie tylko do siebie samego, do własnych decyzji dokonywanych przez sektor publiczny. My jako Polacy wiemy jak to się kończy, bo przez kilkadziesiąt lat mieliśmy system oparty na własności publicznej i decyzjach sektora publicznego – mówi nasz gość.

Prof. Krzysztof Piech uważa, że z programu, który mógłby zmienić paradygmaty polskiej ekonomii została jedynie myśl redystrybucyjna. Dodaje także, że zamiast uprawiać tzw. politykę „janosikową”, czyli zabierać bogatym i dawać biedniejszym, projekt powinien odpowiadać na pytanie – jak sprawić by wszyscy Polacy byli bogatsi. Ponadto, ekonomista stwierdza, że autorzy Polskiego Ładu zdają się nie dostrzegać nowych wyzwań, z którymi musi zmierzyć się większość państw wysokorozwiniętych:

Nie ma tam nic ze współczesnych wyzwań, z którymi cały rozwinięty świat się boryka, czyli jak wejść w epokę kolejnej rewolucji cyfrowej, co zrobić z genetyką itd. – zaznacza ekonomista.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy!

N.N.

Chiny stoją przed największym wyzwaniem gospodarczym od czasów Mao

Co zawiera amerykańsko-chińska umowa handlowa? Dlaczego część państw europejskich buduje sieć 5G przy wsparciu Huawei?

 

Ekspert Instytutu Nowej Europy Paweł Paszak mówi o wojnie handlowej między USA a Chinami. Odnotowuje radykalny, trzydziestokrotny wzrost wydatków na innowacje w Chińskiej Republice Ludowej w ciągu ostatnich 30 lat. Państwo Środka równocześnie zaczyna odchodzić od modelu gospodarki opartego na taniej sile roboczej. Ekspert zauważa jednak, że Chinom daleko  jeszcze do poziomu rozwoju technologicznego Stanów Zjednoczonych:

Chińczycy od 1949 r.  gonią technologicznie.  Marzą o samowystarczalności. Już od czasu Mao stoi to u podstaw planów chińskich.

Paweł Paszak stwierdza, że pod względem jakości patentów Chiny są daleko za Europą, Japonią i Stanami Zjednoczonymi, mimo że ogólnie tych patentów mają najwięcej.

Ekspert mówi o nowym systemie ochrony własności intelektualnej wprowadzonym w ChRL oraz zaimplementowaniu pewnych elementów wolnego rynku w celu pobudzenia innowacyjności. Jak jednak podkreśla Paweł Paszak, odniesienie sukcesu biznesowego bez wsparcia Komunistycznej Partii Chin jest praktycznie niemożliwe.  Podaje tutaj przykład firmy telekomunikacyjne Huawei. Rozmówca Adriana Kowarzyka przechodzi w tym momencie do kwestii sieci 5G. Część państw unijnych zamierza skorzystać ze wsparcia tej firmy przez wdrażaniu nowej sieci. Może to wynikać z nacisków europejskich koncernów telekomunikacyjnych, które widzą w kooperacji z Huawei okazję do zrobienia bardzo dobrego interesu. Inne stanowisko w tej kwestii zajmuje Polska. Przedstawiciele naszego rządu wykluczają współpracę z Huawei.

Ekspert omawia niedawno podpisaną umowę USA-Chiny. Chiny zobowiązały się do zwiększenia importu towarów i usług z USA o 200 mld dolarów na przestrzeni 2 lat. Pozostaje pytanie, czy cel ten jest możliwy do zrealizowania. Paweł Paszak sygnalizuje, że podpisana umowa wymaga dodatkowych uzgodnień między obu państwami. Póki co, mamy do czynienia jedynie z „zawieszeniem broni”. Nie uwzględniono kwestii subsydiowania chińskich spółek przez państwo i kwestii Huawei. Gość „Kuriera w samo południe kończy rozmowę stwierdzając:

Chiny stoją przed największym wyzwaniem gospodarczym od czasów Mao.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.W.K.

Florek (FAKRO): Dzięki tzw. podatkowi estońskiemu, rozwój gospodarczy Estonii jest prawie dwa razy większy niż Polski

-To rozwiązanie daje wielką motywację przedsiębiorcom do inwestowania w swoje firmy, a nie do konsumowania wypracowanego zysku – dodaje Ryszard Florek.


Ryszard Florek, prezes firmy Fakro komentuje zapowiedzi zmian w sferze gospodarczej zaanonsowane podczas wczorajszego exposé premiera Mateusza Morawieckiego:

Zapowiedział bardzo wiele potrzebnych zmian dla Polski i polskiej gospodarki […] jedną z najciekawszych zapowiedzi było wprowadzenie tzw. podatku estońskiego. Jest to bardzo dobre rozwiązanie pobudzające rozwój gospodarczy. Korzystały z niego Niemcy po wojnie do lat 90. Od 2000 roku wprowadziła go Estonia i rozwój gospodarczy w Estonii jest prawie dwa razy większy niż w Polsce.

Rozwiązanie to polega na niepłaceniu przed przedsiębiorcę podatku od uzyskanych zysków, dopóty ten nie dokonuje ich wypłaty. W założeniu ma to pobudzić firmy do inwestycji w innowacje:

To rozwiązanie daje wielką motywację przedsiębiorcom do inwestowania w swoje firmy, a nie do konsumowania wypracowanego zysku. Drugą zaletą jest to, że te firmy nie będą musiały tak precyzyjnie prowadzić całej dokumentacji podatkowej, a kontrole u nich będą bezsensowne, bo wystarczy sprawdzić, ile firma wypłaciła z konta na prywatne cele, a nie analizować wszystkich wydatków, czy są kosztem, czy nie, bo to nie ma sensu.

Prezes firmy FAKRO podkreśla, iż jest to najciekawszy projekt zapowiedziany przez premiera Mateusza Morawieckiego. Liczy na to, iż język, który mówił premier, będzie zrozumiały przez ministrów, szefa UOKiK-u, całej administracji państwowej oraz społeczeństwa. Komentuje także wycofanie się PiS-u z ustawy o likwidacji 30-krotności składek na ZUS:

To jest coś, co tylko skłóca partię rządzącą, a jest to niepotrzebne. […] To by podważyło zaufanie wielu przedsiębiorczych ludzi, zwłaszcza tych, którzy chcą wrócić z zagranicy i rozwijać polską gospodarkę […] nie wiem, czy warto kruszyć o to kopie.

Kolejną zapowiedzią z exposé było zwiększenie konkurencyjności rodzimych firm na rynku UE.

Dzisiaj warunki konkurencji obowiązujące w Unii Europejskiej i na rynku globalnym nie służą rozwojowi polskiej gospodarki. Służą kolonizacji biednych państw przez bogate państwa, które mają silne globalne koncerny, bo obywatele z biednych krajów muszą pracować na dobrobyt tych bogatych krajów. Globalne koncerny mają większą władzę niż państwa, niż rządy poszczególnych krajów i wysysają z kapitału kraje rozwijające się, które chciałyby zbliżać się do tych najbogatszych, ale w aktualnych warunkach nie mają szans.

A.M.K.

Maciej Wiatrak (ENERGA S.A.): W Polsce jest aktualnie 7 tys. pojazdów elektrycznych, w 2025 powinno być ich ok. 300 tys.

– Obecnie jest 20 aktywnych stacji, do końca roku planujemy, aby było ich ok. 54 i w kolejnych latach także widzimy sens, aby rozwijać tę gałąź działalności. – dodaje Maciej Wiatrak.


Maciej Wiatrak dyrektor biura rozwoju i innowacji Energa S.A. opowiada o elektromobilności, która nie jest pieśnią przyszłości, ale realizuje się już teraz:

Mówimy o przyszłości, ale też o teraźniejszości. Elektromobilność to proces, zjawisko, które już następuje. Nie zastanawiamy się, czy nastąpi, ale kiedy rozwinie się do tego stopnia, aby pojazdów elektrycznych na polskich drogach było faktycznie dużo.

Jak dodaje, obecnie w Polsce mamy 7 tysięcy pojazdów elektrycznych (dane na koniec sierpnia). Jednak liczba ta dynamicznie rośnie:

W tym roku przybyło już kilka tysięcy tych pojazdów, w kolejnych latach ten proces będzie bardzo mocno przyspieszał.

Wprowadzenie pojazdów elektrycznych jest procesem transformacji, w której tankowanie zastępuje się ładowaniem energią elektryczną:

To miejsce do tego, abyśmy my jako podmiot, który zajmuje się sprzedażą energii, budowali na tym przewagę i poprawiali możliwość zwiększania przychodów.

Jak zaznacza Maciej Wiatrak, Energa S.A. jako pierwsza rozpoczęła od budowy infrastruktury ładowania w 2014 roku. W ramach pilotażowego projektu stworzono 7 stacji ładowania w Trójmieście. Energa S.A. po przeanalizowaniu trendów, podjęła w zeszłym roku decyzję o rozbudowie sieci stacji ładowania:

Obecnie jest 20 aktywnych stacji, do końca roku planujemy, aby było ich ok. 54 i w kolejnych latach także widzimy sens, aby rozwijać tę gałąź działalności.

Patrząc w przyszłość, odnosząc się do dawniejszych zapowiedzi premiera Mateusza Morawieckiego, o milionie aut elektrycznych w Polsce do 2025 roku, Maciej Wiatrak ocenia, iż jest to raczej mało realny plan:

Mówimy teraz o liczbach wynoszących ok. 300 tysięcy samochodów elektrycznych właśnie w tym roku.

A.M.K.

Bieszczad: W Pruszczu Gdańskim powstaje jeden z najnowocześniejszych magazynów energii elektrycznej w Europie [WIDEO]

O powstającej inwestycji, jej zaletach i zagranicznych inwestycjach w Polsce mówi Stefan Bieszczad, Radny Sejmiku Podkarpackiego i przedsiębiorca.

Stefan Bieszczad mówi o budowie największego w Polsce i jednego z największych w Europie magazynów energii elektrycznej. Powstaje on w Pruszczu Gdańskim.

Przewidywany koniec tej inwestycji to koniec tego roku. Inwestorem jest spółka skarbu państwa Energa. Moja firma uczestniczy w urządzaniu magazynu energii elektrycznej.

Inwestycja powstaje we współpracy z Japońską firmą Hitachi, która ma ogromne doświadczenie w budowie ogniw litowo-jonowych oraz kwasowych, a także budowanie tego typu obiektów. Wykorzystana energia należy do najnowocześniejszych na świecie. Jak mówi Bieszczad, chodzi o to, żeby nie marnować darmowej energii, z której może skorzystać bardzo dużo zakładów.

Nie mamy własnych dużych elektrowni jądrowych, staramy się mądrze wykorzystywać, to co daje nam natura. Jeśli ta technologia sprawdzi się, mam nadzieję, że tego typu przedsiębiorstwa będą powstawać w całym kraju.

Przedsiębiorca mówi, że jego firma została wybrana ze względu na jej doświadczenie – współpracowała z firmą amerykańską GI w Bielsku-Białej. Podkreśla, że jego firma bardzo dużo inwestuje na terenie całego kraju. Również firmy zachodnie rozwijają swoje inwestycje, nie tylko w zachodniej Polsce, ale również wschodniej – w specjalnej strefie ekonomicznej w Mielcu i podstrefach w Rzeszowie, Dębicy i Tarnobrzegu. Głównie rozwijane są lotnictwo i motoryzacja. Jak mówi Bieszczad, branże te zapewniają „miejsca pracy, dla tych którzy zdobywają wysokie doświadczenie i zostają tutaj na miejscu”.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.M.K./A.P.

Łukasz Jankowski o Kongresie Myśląc Polska: To kongres partii spełnionej

Co nam mówi katowicki kongres programowy PiS-u o planach Zjednoczonej Prawicy na przyszłość? Łukasz Jankowski przytacza i komentuje wypowiedzi polityków.

Łukasz Jankowski mówi o II Konwencji „Myśląc Polska” w Katowicach. I Konwencja odbyła się cztery lata temu, również przed wyborami. Wtedy chodziło o zdobycie władzy, teraz o jej utrzymanie.

Teraz toczy się walka o utrzymanie władzy i taki też był cel tego kongresu, żeby zakreślić plany programowe, żeby prowadzić merytoryczną dyskusję nad tym, jaki będzie program na jesieni i jak będzie realizowany, jeżeli PiS utrzyma władzę.

Razem z dziennikarzem słuchamy wypowiedzi prezesa PiS. Jarosław Kaczyński przeciwstawia w niej „sposób uprawiania polityki” koalicji rządzącej a opozycji. Ten pierwszy opierać się na merytorycznej dyskusji, a drugi na negatywnych emocjach. Jak dodaje Jankowski, Kaczyński podkreślał, że Polska jest „oazą wolności” między wschodnim autorytaryzmem a zachodnią poprawnością polityczną.

Jak komentuje dziennikarz Radia WNET, więcej konkretów zawierało wystąpienie premiera Mateusza Morawieckiego. Mówił on o dogonieniu przez Polskę Włoch w 8 lat, Hiszpanii w 10 i Francji w 12-14 lat.

Mateusz Morawiecki mówił o pięciu obszarach, które będą najważniejsze dla Prawa i Sprawiedliwości Wśród tych pięciu, poza klimatem, szkołą, innowacyjnością, na pierwszym miejscu znalazła się służba zdrowia. Warto pamiętać, że służba zdrowia zajmowała ważne miejsce w expose premiera Morawieckiego.

Dziennikarz komentuje też wystąpienie Jarosława Gowina, który mówił o potrzebie uproszczenia polskiego prawa i pozyskaniu elektoratu wielkomiejskiego.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

90 lat temu urodził się Jacek Karpiński, komputerowy geniusz, który umysłem i wynalazkami wyprzedzał swoją epokę

9.04.1927 w Turynie przyszedł na świat Jacek Karpiński, inżynier elektronik i informatyk, żołnierz Szarych Szeregów – genialny ścisły umysł, któremu w rozwinięciu skrzydeł przeszkodził socjalizm.

Jacek Rafał Karpiński był synem Adama Karpińskiego, konstruktora lotniczego i himalaisty oraz Wandy Czarnockiej-Karpińskiej, lekarki i alpinistki. Na początku lat 70. stworzył najlepszy minikomputer na świecie, jednak socjalistyczny ustrój nie pozwolił mu osiągnąć sukcesu na miarę Apple czy Microsoftu.

Podczas II wojny światowej działał w Szarych Szeregach, w Batalionie Zośka (był w tym samym plutonie, co Krzysztof Kamil Baczyński). Drugiego dnia powstania warszawskiego został postrzelony w kręgosłup. Choć częściowo sparaliżowany, przeżył kapitulację powstania i został ewakuowany. Udało mu się odzyskać zdrowie, ale do końca życia utykał. Okupacyjna przeszłość Karpińskiego sprawiła, że komunistyczne władze nie były mu przychylne.

[related id=”2990″]

Po rehabilitacji, w roku 1946, rozpoczął studia na Politechnice Łódzkiej, później przeniósł się na Politechnikę Warszawską, którą ukończył w marcu 1951 (mniej więcej pół roku po tym, jak w słonecznej Kalifornii przyszedł na świat przyszły współtwórca Apple, Steve Wozniak).

Z uwagi na okupacyjną przeszłość, po studiach Jacek Karpiński miał problem ze znalezieniem stałej pracy. W końcu znalazł zatrudnienie jako konstruktor w zakładach wytwórczych sprzętu elektronicznego Warel w Warszawie. Jego dziełem był nadajnik NPK-2 o mocy dwóch kilowatów. W roku 1955 (gdy za oceanem urodzili się Bill Gates i Steve Jobs) został adiunktem w Instytucie Podstawowych Problemów Techniki PAN. Brał udział w konstruowaniu pierwszych aparatów USG, jednak wkrótce okazało się, że jego powołaniem są maszyny liczące.

W roku 1957 w Instytucie Podstawowych Problemów Techniki skonstruował lampową maszynę AAH, która na podstawie analizy harmonicznych Fouriera prognozowała pogodę. Dwa lata później powstał pierwszy na świcie tranzystorowy analizator równań różniczkowych AKAT-1, którego piękną obudowę zaprojektowano na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych.

Studia na najbardziej prestiżowych uczelniach w Ameryce

W roku 1960 Karpiński był jednym z sześciu laureatów ogólnoświatowego konkursu młodych talentów techniki UNESCO. W nagrodę wyjechał do USA, gdzie studiował m. in. na Harvardzie i w Massachusetts Institute of Technology. W wywiadzie dla CRN udzielonym w roku 2007 Karpiński wspominał: „Przyjmowano mnie jak króla. Byłem tym zresztą bardzo onieśmielony. Miałem zaledwie trzydzieści kilka lat. Po studiach poprosiłem o możliwość odwiedzenia całej długiej listy firm i uczelni. UNESCO zgodziło się. W Caltechu witał mnie rektor ze wszystkimi dziekanami, w Dallas – burmistrz miasta. I wszyscy chcieli, żebym dla nich pracował, począwszy od IBM, a skończywszy na uniwersytecie w Berkeley. W San Francisco proponowano mi nawet stworzenie własnego instytutu”.

Dlaczego nie został w USA, gdzie mógłby w pełni wykorzystać swoje możliwości?

Nie wiem, czy można to nazwać patriotyzmem, ale ja po prostu chciałem pracować dla Polski. Zawsze wierzyłem, że Ruscy kiedyś sobie pójdą. A technologia zostanie. Poza tym uważałem, że to nie byłoby w porządku – wyjechać na delegację i zostać. Spotkałem Polaków, którzy tak postąpili, i nie sądziłem, żeby to było uczciwe. Wiedziałem, że w PRL będę żył w niewoli, ale wierzyłem też, że normy moralne obowiązują niezależnie od sytuacji. I jeszcze jedno: nie mogłem zostawić mojej mamy – powiedział w jednym z wywiadów.

Powrót do kraju i kolejne genialne wynalazki 

Po powrocie do kraju skonstruował perceptron – sieć neuronową, która rozpoznawała otoczenie za pomocą kamery i potrafiła się uczyć. Był to drugi taki perceptron na świecie (opracowany mniej więcej wtedy, gdy nastoletni Steve Woźniak zbudował swój pierwszy komputer).

Kolejnym dziełem Jacka Karpińskiego był skaner do analizy fotografii zderzeń cząstek elementarnych, wspomagany przez własnej konstrukcji komputer KAR-65. KAR 65 był 30 razy tańszy i 2 razy szybszy niż produkowane wówczas w Polsce komputery ODRA – wykonywał 100 tysięcy operacji na sekundę.

Jednak prawdziwie rewolucyjny był K-202 i sama koncepcja minikomputera – zdefiniowanego przez wynalazcę jako mała, lecz w pełni funkcjonalna maszyna kosztująca poniżej 10 tys. dolarów. W latach 60. XX wieku komputery były wielkimi, coraz mocniejszymi maszynami, wymagającymi specjalnych klimatyzowanych pomieszczeń i zużywającymi mnóstwo energii.

Na początku lat 70. nastoletni Jobs eksperymentował właśnie z LSD i marihuaną, a Wozniak zaczął konstruować kalkulatory dla Hewlett-Packarda. Karpiński wraz ze współpracownikami zaprojektował pierwszy w kraju minikomputer na układach scalonych małej i średniej skali integracji, kosztujący około 5 tys. dolarów – a więc bardzo tani jak na swoje możliwości. Jego jednostka centralna o 16-bitowym procesorze miała wielkość walizki i mogła wykonywać milion operacji na sekundę – więcej niż komputery osobiste wytwarzane dekadę później. Komputer ważył zaledwie 35 kilogramów, a pobór mocy sięgał 700 watów.

Pamięć można było rozszerzyć teoretycznie do 8 megabajtów (co jednak byłoby wówczas niezwykle kosztowne) – w czasach, gdy najlepsze tego rodzaju konstrukcje obsługiwały 64 kilobajty. Jeśli nabywca potrzebował większej mocy, mógłby dołożyć kolejny moduł procesora (jednak konfiguracja z więcej niż czterema procesorami nie byłaby efektywna).

Zachód miał pieniądze, a my mieliśmy dobrze wyszkolonych inżynierów: 

Niestety K202 nie był kompatybilny z socjalistycznym systemem RIAD, a jeden z oceniających maszynę decydentów argumentował: – „dało się stworzyć komputer wielkości walizki… już dawno zrobiliby to Amerykanie”.

[related id=”5176″]

Mimo przeszkód, zespół Karpińskiego skonstruował w ciągu roku prototyp K202 i zademonstrował go podczas Międzynarodowych Targów Poznańskich w 1971 r. Stoisko odwiedzili między innymi I sekretarz KC PZPR Edward Gierek oraz główny konstruktor komputerów radzieckich – obaj byli pod wrażeniem.

Powstał minikomputer na elementach elektronicznych czwartej generacji, stanowiący w swojej klasie najbardziej uniwersalną maszynę świata. Liczy z szybkością miliona operacji na sekundę i w tym dorównują mu tylko amerykański minikomputer Super-Nova i angielski Modular One (najnowsza Odra-1304 liczy 20 razy wolniej) – relacjonowała ówczesna prasa.

Na Zachodzie nie brakowało pieniędzy ani zaawansowanych technicznie elementów, w Polsce byli dobrze wyszkoleni inżynierowie. Dzięki finansowemu wsparciu firm brytyjskich Data-Loop i MB Metals współpracujących z Biurem Handlu Zagranicznego METRONEX udało się rozpocząć produkcję K202 i wyprodukować 30 egzemplarzy, z których 15 wyeksportowano do Wielkiej Brytanii, a resztę zakupiły różne instytucje krajowe. Jeden trafił do Europejskiej Organizacji Badań Jądrowych (CERN), inny przepracował blisko dwadzieścia lat w Hucie im. Lenina w Krakowie.

Wielki przegrany w komercyjnym wyścigu: 

Ale w wyniku sporów i konfliktu interesów, jak również problemów z przejściem od montażu prototypów do produkcji seryjnej i płatnościami dewizowymi, produkcję komputera przerwano. Jego projekt został później wykorzystany w produkowanej głównie z krajowych części maszynie Mera-400, która jednak nie była już konkurencją dla nowych konstrukcji zachodnich. Z powodu administracyjnej i technologicznej niewydolności centralnie sterowanej gospodarki, socjalistyczny przemysł komputerowy stracił szansę na skuteczne konkurowanie z IBM czy DEC. Jeszcze w latach 1985-1988 Przedsiębiorstwo Zagraniczne Amepol wytwarzało komputer MX-16, będący rozwinięciem Mery-400.

Gdy Gates studiował na Harvardzie (rzucił studia, by założyć Microsoft), Jacka Karpińskiego odsunięto od prac nad komputerami. Nie był w stanie znaleźć pracy zgodnej ze swymi kwalifikacjami i doświadczeniem. Nie mógł też wyjechać za granicę, ponieważ odmówiono mu paszportu.

W 1976 Jobs, Wozniak i mniej znany Ronald Wayne właśnie założyli firmę Apple (w latach 1980-83 jej komputery sprzedawały się najlepiej na świecie). Zaledwie dwa lata później Jacek Karpiński osiadł na wsi pod Olsztynem, gdzie zaczął hodować drób i świnie. Mimo deklarowanej „odnowy” po roku 1980 władze nie zgodziły się na objęcie przez konstruktora kierowniczego stanowiska w Instytucie Maszyn Matematycznych ani w zakładach MERA.

Karpiński wyemigrował w końcu do Szwajcarii, gdzie zatrudnił się u Stefana Kudelskiego, producenta profesjonalnych magnetofonów NAGRA. Później skonstruował sterowanego głosem robota oraz „inteligentne pióro” – Pen Readera, czyli ręczny skaner do wczytywania tekstu.

[related id=”4988″]

Do kraju powrócił w 1990 roku. Był doradcą w dziedzinie informatyki Leszka Balcerowicza i Andrzeja Olechowskiego. Chciał produkować w Polsce Pen Readera oraz kasy fiskalne, jednak popadł w problemy finansowe. Przez pewien czas dorabiał projektowaniem witryn internetowych.

(Tymczasem w roku 1997 Steve Jobs powraca do Apple, by znów uczynić firmę wielką, a majątek Billa Gatesa przekracza w roku 1999 100 mld dolarów).

Jacek Karpiński zmarł 21 lutego 2010 roku we Wrocławiu, w wieku 83 lat. Spoczywa w grobie rodzinnym na cmentarzu ewangelicko-reformowanym w Warszawie. Jego dzieła – AKAT-1, Perceptron, KAR-65 i K- 202 znajdują się w zbiorach warszawskiego Muzeum Techniki.

Został trzykrotnie odznaczony Krzyżem Walecznych, w roku 2009 otrzymał Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski, a pośmiertnie, w roku 2010, Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski.

PAP/jn

Badania fizyków z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu mogą pomóc w tworzeniu innowacyjnych komputerów

Fizycy z Torunia realizują dwa projekty związane z oddziaływaniem układów atomowych ze światłem. Wyniki badań mogą przyczynić się do budowy komputerów kwantowych o wysokiej mocy obliczeniowej.

Celem naszych badań jest wykorzystanie nanocząstek do sterowania oddziaływaniem światła z materią. Są to bardzo małe drobinkina ogół metalu, mające rozmiar tysiąc razy mniejszy niż grubość włosa ludzkiego, a ich cechą wyjątkową jest to, że działają na światło jak anteny. Mogą jak odbiorniki skupiać promieniowanie świetlne w bardzo niewielkich obszarach np. ogniskować je na cząsteczce czy na kropce kwantowej. Mogą też działać jak nadajnikipobierać energię z cząsteczki i wysyłać ją w świat – powiedziała Agencji Prasowej kierownik obu projektów, dr Karolina Słowik.

Pierwszy z projektów finansowany jest przez Fundację na rzecz Nauki Polskiej, częściowo w ramach Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój Unii Europejskiej. Środki na realizację drugiego  pochodzą z konkursu Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego i DAAD (Niemieckiej Centrali Wymiany Akademickiej). Projekty realizowane są we współpracy z niemieckimi grupami badawczymi. Wcześniej dr Słowik z Instytutu Fizyki UMK pracowała przy stworzeniu pierwszego na świecie miniaturowego układu scalonego dla fotonów. Efekt badań został opublikowany na łamach prestiżowego pisma „Nature Photonics”

Projekty są innowacyjne, gdyż ich celem jest realizacja wielu doświadczeń na bardzo małych obszarach przestrzeni. Są one już robione przez naukowców, np. doświadczenia kwantowo-optyczne, ale na dużych stołach optycznych. Wykorzystanie nanocząstek oznacza miniaturyzację zarówno w przestrzeni, jak i w czasie. Daje także możliwość przetwarzania większej ilości informacji jednocześnie i przykładowo może pozwalać na większą moc obliczeniową przyszłych komputerów kwantowych – dodała dr Słowik.

Jak podkreśliła – moce obliczeniowe istniejących już urządzeń tego typu są niskie. Celem jest ich przyspieszenie i zwiększenie ich możliwości. Nasze badania są teoretyczne, więc ich bezpośrednie zastosowanie jest naukowe. Dzięki temu, że oddziaływanie światła z atomami może być sterowane przez nanocząstkiotwierają się nowe mechanizmy oddziaływań np. cząsteczki będą chciały oddziaływać jednocześnie z polem magnetycznym i elektrycznym. Różne mechanizmy mogą się wzmacniać bądź wygaszać. Jeżeli się wzmacniają, to możemy myśleć o bardzo wydajnych źródłach światła, które ma specjalne, kwantowe właściwości. Możliwe jest też wydłużenie czasu życia cząsteczek.

Jeżeli wzbudzimy cząsteczki do stanu wyższego energetycznie, to one mogą trwać w tym stanie tysiące razy dłużej niż zwykle, zamiast wrócić natychmiast do stanu podstawowego. Ma to zastosowanie do przetwarzania m.in. informacji kwantowej. Nasze badania nie są szczególnie kapitałochłonne, ale mogą mieć duże znaczenie dla rozwoju optyki kwantowej – zakończyła dr Słowik.

W prace zespołu badawczego na UMK w Toruniu zaangażowani są również studenci, którym takie doświadczenie może bardzo przydać się w przyszłości.

Cieszę się, że już na studiach zostałam włączona do pracy badawczej, bo normalne zajęcia na tym kierunku przypominają mocno lekcje w szkole, a to doświadczenie jest czymś zupełnie innym. Szczególnie, że zajmujemy się bardzo aktualną tematyką związaną z rozwojem technologicznym – powiedziała Agencji Prasowej studentka Miriam Kosik.

 

(PAP)/ jn

 

– Chciałem stworzyć przedmiot, który przez muzykę rozwinie kreatywność – rozmowa z polskim wynalazcą Kamilem Laszukiem

Kamil Laszuk to twórca muzyczno-edukacyjnego wynalazku dla dzieci – Musiconu. Jest to instrument muzyczny służący do wszechstronnego rozwoju dzieci, zarówno psychicznego, jak i fizycznego.

Wynalazek zdobył już kilka prestiżowych nagród, m.in. Red Dot Design Award,zwaną „Oscarem Designu” oraz IF Design Award 2017, którą autor odbierze 10 marca w Monachium.

Kamil Laszuk urodził się w  1987 roku.  Z wykształcenia jest  projektantem i muzykiem. W 2016 roku skonstruował Musicon1. Zapytany przez Agencję Prasową o to, jak określiłby swój wynalazek, odpowiedział:  – Musicon to instrument muzyczny, przedmiot edukacyjny, maszyna do programowania, muzykowania, zabawy, eksplorowania… ciężko go sklasyfikować, bo nie ma podobnych przedmiotów. Działa jak pozytywka lub katarynka, jednak z ogromną różnicą – dzieci mogą na bieżąco komponować i programować własne utwory i jest to bajecznie proste.

Inspiracją do stworzenia projektu była praca dyplomowa na Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu oraz wcześniejsze badania prowadzone w przedszkolach.  Właśnie bezpośredni kontakt z dziećmi oraz obserwowanie pozytywnego wpływu muzyki na ich rozwój były motorem napędowym dla działań Kamila.

Spotkałem tam 3-letnią dziewczynkę, która była głucha, a gdy tylko zacząłem grać, podeszła do kontrabasu i słuchała mojej muzyki, przytulając się do niego. To był niezapomniany moment, w którym zdecydowałem, że chcę stworzyć przedmiot, który poprzez muzykę będzie inspirował dzieci do rozwijania kreatywności. Przed rozpoczęciem projektowania napisałem pracę magisterską na temat wpływu muzyki na psychofizyczny rozwój dzieci, co było podstawą do stworzenia przedmiotu o mocnym merytorycznym podłożu.

 

Po zdobyciu kilku prestiżowych nagród Kamilowi udało się przekonać do projektu pierwszych inwestorów zarówno z Polski, jak i zagranicy.  Zainteresowanie było na tyle duże, że autor zyskał motywację do wdrażania projektu do produkcji.

Pierwsze prace nad prototypem prowadziłem w domu rodziców, jednak dalsze postępy były uzależnione od zdobycia dodatkowego finansowania. Na tak wczesnym etapie inwestorzy nie byli zbyt zainteresowani inwestowaniem w tak odważny i skomplikowany produkt. Aby Musicon mógł dalej powstawać, moi rodzice zdecydowali się sprzedać dom. Za zdobyte środki zaplanowaliśmy zbudować prototyp, przetestować Musicon i przygotować kampanię crowdfundingową, która umożliwiłaby zebranie pierwszych zamówień i zgromadzenie środków na rozpoczęcie jego produkcji – powiedział w wywiadzie dla Polskiej Agencji Prasowej Kamil Laszuk.

Musicon to duży obrotowy bęben wyposażony w ponad 700 przycisków. Zestaw zawiera trzy modułowe instrumenty: młynek, dzwonki, bębenek, a każdy mocowany jest na magnetycznej ramie, na podobnej zasadzie jak w klockach lego. W dowolnej chwili można je zdjąć, dodać lub zmienić ich kolejność – nawet w trakcie gry. System jest prosty w obsłudze, a w niedalekiej przyszłości będzie rozbudowany o następne instrumenty.

Musicon to urządzenie, które posiada wszystkie cechy profesjonalnego instrumentu, ale jest również zabawką. Dlatego proces jego produkcji wymagał opracowania specjalnych rygorów technologicznych. Dodatkowo, mimo że z zewnątrz Musicon jest w pełni analogowy, wewnątrz kryje się system elektroniczny, który zapewnia pełne bezpieczeństwo użytkowania. System napędza bęben Musiconu, czuwając jednocześnie nad idealnie równym i regulowanym przez dziecko tempem.

Z Musiconem  zabawa zaczyna się od wciśnięcia przycisku. Jego konstrukcja pozwala na obserwowanie mechanizmu powstawania muzyki w sposób powtarzalny. Ta powtarzalność to bardzo ważny element zdobywania i utrwalania wiedzy przez dzieci.  Instrument angażuje dzieci w aktywności ściśle powiązane z rozwojem kreatywności. Wspomaga rozwój małej motoryki, myślenia abstrakcyjnego, umiejętności społecznych i wyobraźni.

(PAP)/jn