Trump wyzywa Demokratów na Challenge

W stanach rządzonych przez tzw. Demokratów dzieją się naprawdę przedziwne rzeczy.

 

W Pensylwanii w Allegheny County jednym z najbardziej zaludnionych hrabstw, którego stolicą jest Pittsburgh, pracownicy odpowiedzialni za liczenie głosów wzięli sobie dzień wolnego mając do przeliczenia jeszcze 35 tys. głosów (czyli prawie dwa razy więcej niż zadecydowało o zwycięstwie Bidena w Wisconsin)!

Demokraci zdają sobie sprawę, że kraj jest na skraju wojny domowej, ale najwidoczniej na tym właśnie im zależy. Szef rady wykonawczej hrabstwa Rich Fitzgerald oświadczył, że liczenie będzie kontynuowane po południu w piątek lub na początku następnego tygodnia. Od razu przypomniał mi się szatniarz z „Misia” Barei.

Ok. 7 tys. kart do głosowania jest niewłaściwych i nie mogą być liczone bez nadzoru Republikanów, zgodnie z decyzją sadu federalnego wydaną dzisiaj. Drugie prawie 7 tys. kart jest „zniszczone w trakcie przesyłania lub otwierania”. Fitzgerald powiedział także, że prawdopodobnie jest jeszcze 10-15 tys. głosów niewyjętych z prowizorycznych urn wyborczych, które mogły być oddane w dniu elekcji, ale tego jeszcze nikt nie wie. Tym, którzy pamiętają jeszcze rządy komuny w Polsce tak jak ja, musi wydawać się dziwna zbieżność działań tzw. demokratów z US z systemem pracy urzędników w PRL.

Nie ma wątpliwości, że przy tym kursie rozpoczętym niestety przez tzw. Republikanina Georga Busha młodszego, zdecydowanie najgorszego republikańskiego prezydenta, dzielnie kontynuowanego później przez Obamę, przerwanie prezydentury Trumpa i 4 lata rządów tzw. Demokratów zrobiłyby z USA socjalistyczne piekiełko.

Wszystko to dzieje się w stanie, w którym w 2016 zadecydował się wybór Trumpa, w sytuacji, kiedy USA stoją praktycznie na skraju wojny domowej. Demokraci dzielnie wcielają w życie powiedzenie kokoty Ludwika XV, madame de Pompadour sprzed przeszło dwustu lat: „Po nas choćby potop”. Rzecz w tym, że potop przyszedł w postaci Rewolucji Francuskiej.

Do mediów oskarżanych o wspieranie Bidena dołączył FOX za przedwczesne ogłoszenie zwycięstwa w Arizonie. Do chwili ogłoszenia przez FOX jego zwycięstwa, Trump prowadził we wszystkich tzw. swing states, po jego ogłoszeniu liczenie głosów w tych stanach przerwano. Kiedy je wznowiono rano, raptownie zaczęła rosnąć liczba głosów oddanych na Bidena.

W Maricopa County, Arizona, przed centrum wyborczym, w którym pozostało do podliczenia prawie 300 tys. głosów, tłum zwolenników Trumpa w spokoju protestuje przeciw nieprawidłowościom wyborczym. Jakże inaczej niż tzw. zwolennicy demokracji z Antify czy BLM.

Zwolennicy Trumpa wyszli na ulice w całym kraju, w pokojowych na razie głównie protestach.Gromadzą się wokół biur liczących głosy i domagają się zatrzymania liczenia głosów. Nie wpływa to jednak na decyzje nadzorujących procesy liczenia i jest ono kontynuowane.

Policja stanowa Michigan znalazła podobno na wysypisku 80 tys. głosów oddanych na Trumpa! Piszę podobno, ponieważ w internecie krąży mnóstwo nieprawdziwych informacji, często wysyłanych przez zwolenników Bidena, po to żeby wykazywać później szurię Trumpeterów. Biden w Michigan zwyciężył 145 tys. głosów przy 5,5 mln oddanych głosów. Takie 80 tys. głosów z wysypiska zmieniłyby wynik wyborów!

Demokraci potrafią jedno: wskrzeszać ludzi. W Michigan zagłosowała kolejna nieżyjąca osoba, tym razem 118-letni William Bradley, o którym wszyscy, łącznie z rodziną, myśleli, że zmarł w 1984 roku.

W Wisconsin jeszcze wieczorem w dniu wyborów prowadził Trump. Rano gwałtownie wzrosła liczba głosów oddanych na Bidena. Milwaukee podało, że w głosowaniu wzięło udział 84% uprawnionych, co jest możliwe, ale bardzo mało prawdopodobne. W 16 okręgach wyborczych Milwaukee Trump otrzymał 15 lub mniej głosów. Na 7389 zarejestrowanych wyborców w okręgach tych na Trumpa oddano tylko 151 głosów. Osiem okręgów odnotowało frekwencją 100% lub wyższą, a 80 innych 90-99%.

Donald Trump znaczne poszerzył swój elektorat wśród niebiałych społeczności. Jeszcze lepiej to wygląda w przypadku Native American, czyli Indian. Przykładem może być Robson County w Płn. Karolinie, w którym stanowią większość wyborców. W 2012 na Obamę głosowało 59,4% a na Romneya 39,2%. Teraz Na Trumpa oddało głosy 69,1% a na Bidena 30,1% głosujących.

W wielu punktach podliczanie głosów wprowadzono przekaz live stream.

Sztab Trumpa poniósł, co było do przewidzenia, dwie porażki w sądach stanowych Michigan i Georgii w sprawie przerwania liczenia głosów w tych stanach z powodu nadużyć. Do przewidzenia, ponieważ sądy stanowe, poza tradycyjnie od lat republikańskimi stanami, są opanowane przez sędziów nominowanych przez Demokratów.

W Georgii, gdzie Trump prowadził cały czas, nastąpił dość nieoczekiwany zwrot. Biden zrównał się z Trumpem procentowo: 49,4: 49,4%, ale o ile jeszcze trzy godziny temu Trump prowadził 1,2 tys. głosów to teraz Biden wyprzedził go o niecały tysiąc głosów.

Człowiek uczy się całe życie. Myślałem, że w działce mediów nie ma nic gorszego niż Gazeta Wyborcza i TVN, ale przy kampanii wyborczej w USA przekonałem się, że New York Times i CNN nie pozostają w tyle.

 

Prezydent Donald Trump wygłosił przemówienie z Białego Domu.
Przytoczę ją w obszernych fragmentach jako odpowiedź na zarzuty często podawane w komentarzach zwolenników Bidena, którzy twierdzą, że zarówno Trump jak i jego zwolennicy nie potrafimy się pogodzić z przegraną i wynikiem demokratycznego procesu wyborczego. To zdecydowanie nieprawda. Od tygodni mówiłem o niebezpieczeństwie wynikającym z wprowadzeniem przez Demokratów głosowania korespondencyjnego właśnie w celu sfałszowania wyniku wyborów. Od miesięcy wydarzały się rzeczy, które o tym ostrzegały. Znajdowane były dziesiątki tysięcy kart do głosowania w miejscach, w których nie powinno ich być. Zgłaszane były nagminne umieszczania na listach wyborczych tysięcy osób od dawna nieżyjących. Do domów, w których mieszkało 1-2 lokatorów przysyłano po kilkanaście kart do głosowania. To tylko kilka przykładów. Czym innym jest akceptacja wyniku wyborczego, nawet jeżeli jest dla nas niekorzystny, a czym innym akceptacja ewidentnego fałszerstwa. Fałszerstwa niepolegającego na podrobieniu czeku, co może zrujnować jedną osobę czy rodzinę, ale mającego ukraść wolność setkom milionów ludzi na całym świecie. Na to nie może być zgody.

Mam nadzieję, że tak jak prawie 250 lat temu „bostońska herbatka” zapoczątkowała Rewolucję Amerykańską, jedyną jak dotąd rewolucję, która dała ludziom wolność, zamiast ją odbierać, tak teraz niezgoda na to oszustwo doprowadzi do złamania systemu, który krok po kroku, pozornie niezauważalnie, od dekad odbiera nam wolność i prawo wyboru kierunku rozwoju przyszłości.

Prezydent przedstawił najnowsze efekty działań gabinetu na rzecz ochrony niezależności niezwykle ważnych wyborów. Stwierdził, że gdyby policzyć tylko prawidłowe głosy wygrywa w cuglach. Wzięcie pod uwagę głosów nieprawidłowych sprawia, że próbuje się ukraść te wybory. Chodzi o głosy „oddane” po terminie, a jest ich dużo.

Zdecydowanie wygrałem w wielu krytycznych stanach, odniosłem duże zwycięstwa na Florydzie, w Ohio, Iowa, Indianie i wielu innych. Wygraliśmy tam i w wielu innych miejscach mimo niespotykanych dotąd prób zakłócenia wyborów/wpłynięcia na ich wynik ze strony dużych mediów, dużych pieniędzy i big tech” (big media, big money and big tech).

Osiągnęliśmy historyczny wynik. Sondaże się nie sprawdziły. Nie było przewidywanej 'błękitnej fali’. To była bzdura, głoszona, aby nas stłamsić. Zamiast tego była czerwona fala……
Utrzymaliśmy Senat, chociaż mieliśmy do obrony dwa razy więcej miejsc niż Demokraci. Co więcej, w trudniejszych miejscach….. Demokraci wydali 200 mln $ tylko na same wybory senackie w dwóch stanach: Płd. Karolinie i Kentucky. Wydali i ….. przegrali!

W skali kraju sponsorami kampanii naszych przeciwników byli bankierzy i specjalne grupy interesów. Naszymi policjanci, farmerzy, zwykli obywatele. Mimo to po raz pierwszy nie straciliśmy żadnego głosu w Kongresie, nie tylko nie straciliśmy, ale nawet zyskaliśmy.

To także rok Kobiet Republikańskich. Więcej kobiet zostało wybranych do Kongresu z ramienia Partii Republikańskiej niż kiedykolwiek wcześniej. To wielkie osiągnięcie. Uzyskałem największe poparcie od 60 lat wśród niebiałych społeczności wszelkich ras.

Demokraci wydają się dziś być partią wielkich sponsorów, wielkich mediów i big tech. Republikanie stali się partią robotników. Także, w co wierzę, partią włączenia ludzi w nurt życia społecznego i politycznego.
Wszyscy zobaczyli, że sondaże wielkich mediów miały zakłócić proces wyborczy, wpłynąć na niego w pełnym znaczeniu tego słowa, przez potężne siły interesów.

Powstały, żeby zatrzymać naszych wyborców w domach, tworząc iluzję, że to czas Bidena oraz ograniczyć nasze możliwości zbierania funduszy. Nigdy wcześniej nie działo się to w takim nasileniu.

Zostało teraz tylko kilka stanów, które mogą zadecydować o wyniku wyborów. Cała administracja obsługująca proces głosowania jest w nich zarządzana przez Demokratów. W rzeczywistości wygrywaliśmy i mieliśmy dużą przewagę. Nagle nasza przewaga zaczęła się „w cudowny sposób” ulatniać tajemniczo i nie pozwolono nam wprowadzić swoich obserwatorów. Poszliśmy do sądu i uzyskaliśmy nakaz, który pozwalał nam na nadzór procesu liczenia głosów, ale kiedy nasi obserwatorzy zjawili się w miejscach liczenia głosów w dalszym ciągu ich nie dopuszczono do bezpośredniego nadzoru. Mieli przebywać 20-30 metrów od budynków, na zewnątrz obserwując ludzi wewnątrz.

Wygraliśmy tę sprawę. Wygraliśmy wiele spraw i wiele jest w toku….. Jak mówiłem wielokrotnie, głosowanie korespondencyjne zniszczy nasz system….. Teraz system stał się skorumpowany, ponieważ korumpuje ludzi, nawet jeżeli z natury nie byli – bo jest to zbyt łatwe! Demokraci działają tak: Policzmy ilu głosów nam brakuje do wygranej, a późnej je znajdźmy. I potem znajdują!

Tak było w Płn. Karolinie, prowadziliśmy z dużą przewagą i nagle ta przewaga znikła! Dlaczego? O, popatrzcie, jeszcze gdzieś znaleźliśmy parę tysięcy głosów!
Zadziwiające jak te głosy oddawane drogą pocztową są jednostronne. Wiem, że będzie ich zawsze więcej dla Demokratów, ale one są całkowicie jednostronne”.

[Mój komentarz. Były rzeczywiście przypadki, kiedy po rozpoczęciu liczenia głosów nadesłanych drogą pocztową lub ze skrzynek na głosy, doliczano Bidenowi kolejno kilka, kilkanaście albo kilkadziesiąt tysięcy głosów na Bidena, 0 dla Trumpa, co jest matematycznie nieprawdopodobne]

„Weźmy przykład Georgii, gdzie prowadziłem z dużą przewagą, a nagle zacząłem tracić tak, że grozi mi porażka. Wygraliśmy w sądzie nakaz dopuszczenia do obserwowania procesu liczenia głosów. Demokratyczny aparat nadzorujący liczenie odwołał się od tej decyzji. Dlaczego? Przecież my tylko chcemy obserwować to, co i jak liczą.

W tej samej Georgii rura wybuchła daleko od miejsca liczenia głosów, kompletne bez wpływu na lokalizację, ale przerwali liczenie na 4 godziny i zaczęły się dziać dziwne rzeczy.
Jesteśmy na dobrej drodze do wygrania w Arizonie.

Naszym celem jest obrona integralności wyborów. Nie możemy pozwolić aby korupcja ukradła nam tak ważne wybory. Nie możemy nikomu pozwolić uciszać naszych wyborców i fabrykować wyników. Próbują to robić Detroit i Filadelfia, znane jako dwa z najbardziej skorumpowanych miast.

[related id= 128839 side=left]W Pensylwanii Demokraci odwołali się od wyroku pozwalającemu nam obserwować proces liczenia głosów. Nie chcą, żeby ktoś ich obserwował. Dlaczego? Nie ma żadnego rzetelnego powodu, poza oczywistym, że próbują popełnić oszustwo. To nie ulega wątpliwości.
W Pensylwanii, gdzie nakazem sądu dostaliśmy prawo nadzoru nad liczeniem głosów, nie wpuszczono nas do budynków, więc nasi ludzie zaczęli obserwować co się dzieje w środku przez lornetki. Wtedy zakleili okna papierem.
W 11 okręgu wyborczym w Georgii głosy powinny być w dniu elekcji, nie było ich, dostarczono je już po dniu wyborów. Przywódcy Demokratów nigdy nie wierzyli, że mogą wygrać wybory uczciwie, dlatego wprowadzili głosowanie pocztowe. Wysłali dziesiątki milionów kart bez żadnej weryfikacji…..
To bez precedensu w historii Ameryki. Mimo wieloletniego twierdzenia, że troszczą się o bezpieczeństwo wyborów, odmówili wprowadzeniu jakichkolwiek wymagań odnośnie weryfikacji podpisów, identyfikacji czy nawet tego, czy ktoś jest zdolny, czy niezdolny do głosowania.
Nadzorujący proces liczenia głosów w Pensylwanii i innych kluczowych stanach są częścią skorumpowanej maszyny demokratycznej. Partyzanci z Partii Demokratycznej zezwalają na przesyłanie głosów do 3 dni po terminie wyborów. Liczą je, nawet jeżeli nie mają stempli pocztowych ani żadnej weryfikacji.

Podobnie w Detroit, gdzie nasi obserwatorzy starający się nadzorować pracę komisji, stwierdzili że pracujący przy liczeniu duplikowali karty, ale kiedy usiłowali przyjrzeć się temu z bliska uniemożliwiono im to.
Jeden z większych punktów liczących głosy w Detroit zakrył znów okna płytami,  aby nikt nie mógł obserwować co dzieje się w środku.

Stawiam Joemu i Demokratom wyzwanie. Policzymy tylko prawidłowe/legalne głosy. Ponieważ oni mówią tylko o „głosach” uważam, że powinni używać określenia „prawidłowe głosy”. Niech powiedzą: „Chcemy, żeby wszystkie prawidłowe głosy były policzone!”. Ja też chcę, żeby wszystkie prawidłowe głosy były policzone. Chcemy otwartości i przejrzystości – żadnych sekretnych pokojów, w których liczy się głosy, żadnych tajemniczych/dziwnych głosów, żadnych nieważnych głosów dostarczonych po dniu wyborów.

Jest Dzień Wyborów, prawo stanowi tutaj bardzo jasno i wyraźne. Nie ma głosów dostarczanych po tym dniu. Proces wyborów ma być uczciwy. To ważne, chcemy uczciwego liczenia i chcemy powrotu uczciwych ludzi do tego procesu, ponieważ to bardzo ważna praca.

To jest właściwa droga, jaką ten kraj zamierza wygrać. To droga, którą Stany Zjednoczone wygrają. Myślimy, że wygramy łatwo te wybory. Będzie dużo sporów sądowych, ponieważ mamy tak dużo przykładów, dowodów nieprawidłowości. Może skończy się to w Sądzie Najwyższym. Zobaczymy. Nie damy sobie ukraść tych wyborów.

Mówiłem od miesięcy, że wybory korespondencyjne będą katastrofą. Już lokalne wybory przeprowadzane tą drogą były katastrofą. Teraz mamy wersję ogólnokrajową, naprawdę dużą i to z dnia na dzień staje się gorsze. Słyszymy historie, które wydają się horrorami politycznymi.
Nie możemy pozwolić, żeby to wydarzyło się Stanom Zjednoczonym Ameryki.

To nie kwestia tego, kto wygra – Republikanie, Demokraci, Joe czy ja. Nie możemy pozwolić, żeby takie rzeczy przydarzały się naszemu krajowi. Nie możemy się dyskredytować pozwalając, żeby coś takiego się działo.

Szczęśliwie się to wyjaśni, może już wkrótce, mam nadzieję, że wkrótce. Pewnie czeka nas batalia sądowa. Jak wiecie zaskarżyłem niektóre stany i Biden zrobił to samo. Czuję, że sędziowie mają zasady, którymi się kierują. Jest mnóstwo krętactw i musimy się temu w naszym kraju przeciwstawić”.

Adam Becker

Wszystkie korespondencje Adama Beckera znajdują się tutaj

Chaos w podliczaniu głosów w najważniejszej elekcji dla losów świata trwa. Wiemy tyle, że nic nie wiemy

Wyniki głosowania są niejednoznaczne w : Nevadzie, Georgii, Karolinie Północnej, Pensylwanii, Arizonie, Wisconsin i Michigan.

 

Trwa liczenie głosów w Nevadzie, gdzie Biden prowadzi z niewielką przewagą 0,6% (niecałe 8 tys. głosów przy podliczeniu 75% oddanych).

W Georgii Trump prowadzi z przewagą 0,5% (23 tys. głosów przy oddanych 98%).
Sztab Trumpa zażądał od sądu wydania decyzji o wstrzymaniu liczenia głosów w związku z nieprawidłowościami przy wydawaniu kart wyborczych występującymi w jednym z hrabstw.

W Płn. Karolinie, przewaga Trumpa wynosi 1,4% (przeszło 76 tys. po przeliczeniu 94% oddanych głosów).

W Pensylwanii przewaga Trumpa po przeliczeniu wynosi 2,6% (165,5 tys. oddanych głosów).

Sztab Trumpa będzie domagał się ponownego przeliczenia głosów w Wisconsin z powodu wielu nieprawidłowości, które mogły wpłynąć na ogłoszony wynik przy bardzo małych różnicach. Wynik ogłoszono po przeliczeniu 99% głosów, a różnica głosów wynosiła tylko (1.630.431 dla Bidena, 1.609.898 dla Trumpa) 20.533 głosy.

Oprotestowano też zakończenie wyborów w Arizonie, czyli 11 głosów elektorskich potencjalnie do zdobycia. Wygraną Bidena ogłoszono po przeliczeniu 88% oddanych głosów, a jego przewaga to niecałe 69 tys. głosów.

Jeszcze przed ogłoszeniem zwycięstwa Bidena w Michigan sztab wyborczy Trumpa złożył w sądzie w Michigan pozew o wstrzymanie liczenia głosów (Biden prowadził już wtedy z niewielką różnicą w marginesie błędu). W uzasadnieniu stwierdzono m.in., że uniemożliwiono im dostępu do punktów liczenia głosów i obserwację otwarcia głosowania pocztowego oraz procesu liczenia głosów tak jak gwarantuje to prawo stanu Michigan. Pozew został złożony, aby powstrzymać liczenie głosów, dopóki nie będzie udostępniona procedura kontroli jego przebiegu.

W Michigan kilka miesięcy temu wprowadzono przepis pozwalający liczyć głosy spływające z datą do 02.11 aż do 2 dni po dniu wyborów. Sąd odrzucił to prawo, pozwalając na liczenie tylko głosów napływających do 8 wieczorem w dzień wyborów.

Są sygnały (imię i nazwisko, podany urząd pocztowy), że urzędnicy pocztowi otrzymali polecenie, odkładania całej przychodzącej poczty bailingowej, także wyjmowanej jeszcze ze skrzynek pocztowych i datowania ich na dni przed 3 listopada. Podobno zdarzało się to też w innych jednostkach pocztowych. Działo się to wczoraj, czyli 04 listopada.

W Pensylwanii będą liczone głosy napływające do 3 dni po 3 listopada, czyli do piątku.

Tak więc w obecnie są jeszcze głosy do wzięcia w Nevadzie – 6, w Georgii – 16, w Płn. Karolinie – 15 i w Pensylwanii – 20, czyli razem 57 głosów oraz ponownie w puli: Arizona – 11, Wisconsin – 10, Michigan – 16, czyli 37.
Razem 94 głosy elektorskie!

Prosecco cały czas czeka w lodówce na otwarcie.

FBI prowadzi śledztwo w sprawie wysyłania automatycznego przekazu telefonicznego, w którym elektronicznie generowany kobiecy głos mówi: „Zostań w domu. Bądź bezpieczny”, co zostało jednoznacznie uznane za wezwanie do niebrania udziału w głosowaniu. Zostało wysłane do 90% amerykańskich prefixów. Ostrzeżenia pojawiły się latem i zaczęły intensyfikować przed wyborami. Przy ich wysyłaniu użyto zaawansowanej techniki utrudniającej identyfikację i lokalizację.

Niewątpliwie, jak pisze dzisiejszy „New York Times”: „Jeżeli Pan Trump straci szanse na reelekcje, będzie pierwszym od 28 lat urzędującym prezydentem, który jej nie uzyskał”. Cóż, żaden prezydent w historii nie był wystawiony na atak tak potężnych przeciwników, jak Trump, żaden nie musiał stanąć przed tak zmasowanym atakiem sił zła.
I dalej: „Jedna rzecz wydaje się pewna. Czy wygra, czy przegra, nie odejdzie spokojnie”.

Gazeta podkreśla, że Prezydent ma teraz 76 dni na to, żeby przemeblować urzędy państwowe i usunąć ludzi, których uzna za odpowiedzialnych za swoją porażkę. Na pierwszym miejscu, całkiem słusznie moim zdaniem, wymienia szefa FBI Christophera Wray i dr Anthonego Faucci, głównego rządowego doradcę ds. epidemiologicznych, którzy najwyraźniej współpracowali z Demokratami.

Jak pisze NYT: „Jeżeli nawet zostanie zmuszony do opuszczenia Białego Domu 20 stycznia 2021, to może udowodnić, że pozostanie »odporny« i będzie potężną niszczącą siłą w amerykańskim życiu”. Różnimy się tutaj w ocenie diametralnie, zgadzam się z „potężną”, absolutnie nie z „niszczącą”.

Dalej, po przeczytaniu, że jest odpowiedzialny za śmierć 233 tys. Amerykanów, nie miałem już ochoty czytać.

Na marginesie: Najważniejszą, opisaną w dużym artykule, informacją ze świata były protesty proaborcyjne w Polsce opisywane jako największe od 1989 i gromadzące setki tysięcy protestujących. To tyle, jeżeli chodzi o NYT, jego obiektywizm i rzetelność.

W tej elekcji Trump uzyskał poparcie co najmniej 68 mln wyborców, czyli 5 mln więcej niż w 2016!
Co ciekawe poszerzył grupę swoich latynoskich i czarnoskórych wyborców, uzyskując wśród niebiałych społeczności najlepszy dla Republikanów wynik od 1956 roku – 26% w porównaniu do 21% w 2016 roku.

Niewątpliwie po raz kolejny, podobnie jak w 2016 roku, negatywnym bohaterem elekcji są sondażownie.

Wydaje się to zorganizowaną akcją wymierzoną nawet nie tyle w Donalda Trumpa ile w jego elektorat, a jeszcze bardziej ogólnie w wolność wypowiedzi i wolności obywatelskie. Ponieważ właśnie tym jest próba wmówienia ludziom, a przynajmniej ich części, która wiedzę o otaczającym ich świecie czerpie z mass mediów, że tak naprawdę na nic nie ma wpływu, wybory zostały już dawno dokonane za nich. Niezależnie od tego, jak potoczą się losy elekcji, kto zostanie wybrany następnym prezydentem USA, choć ja wierzę wbrew wszystkiemu już chyba dzisiaj, że pozostanie nim Donald J.Trump, ten czas się skończył.

Trump pokazał ludziom, że nic tak naprawdę nie jest jeszcze ustalone, a przyszłość świata może pójść w innym kierunku niż chcą tego macherzy od socjotechniki i kanalizowania informacji w sposób „jedynie słuszny” dla rozwoju jednolitego bezwolnego społeczeństwa.

Wierzę, że amerykańska elekcja 2020 stanie się dla idei wolnościowych nowym „Rokiem 1984” Orwella i obudzi ich czujność, potencjał sprawczy oraz, przede wszystkim, nadzieję i wiarę, że mamy wpływ na losy świata.

Wojna w okręty tocząca się na marginesie wyborów w USA

W Senacie USA odbyło się wczoraj przesłuchanie Jacka Dorseya, prezesa Twittera.

 

Na 6 dni przed dniem wyborów Donald Trump spotkał się z wyborcami na dwóch wiecach, które tradycyjnie zgromadziły tłumy.

W australijskiej sieci SkyNews pojawiła się korespondencja z Florydy, w której korespondent powiedział, że media amerykańskie „wydają się zacząć zauważać, że Donald Trump jest na prostej drodze do wygrania wyborów”. Wow, czyli coś, o czym ja państwa skromny komentator powtarzamod 2 tygodni, a tak w ogóle np. na TT czy YT od kilku miesięcy.

Mimo tego, że do dnia wyborów zostało tylko kilka dni, a wybory korespondencyjne są na półmetku cały czas trwają próby zmian tak aby umożliwić oszustwo i manipulacje wyborcze. Ktoś porównał to bardzo adekwatnie do próby wpłynięcia przez trenera gimnazjalnej drużyny futbolowej  na sędziego w celu zmiany zasad gry w trakcie meczu, żeby zapewnić zwycięstwo swojej drużynie.

Próby takie trwają w Płd. Karolinie (dotyczą obecności świadków przy wypełnianiu kart w głosowaniu korespondencyjnym), Ohio i Teksasie (miejsc lokalizacji skrzynek, do których wrzuca się głosy), Florydzie (ostateczna data rejestracji głosującego).

Głównym problemem jest ostateczna data liczenia głosów oddanych w systemie ballot i rozciągnięcie tej daty na wiele dni po 3 listopada. Powoduje to możliwość naruszenia całości procesu głosowania, ponieważ głosy faktycznie mogą być oddane i zbierane już po dniu wyborów przez tzw. vote harvesters (ujawnione są już zresztą liczne przypadki próby nakłaniania wyborców przez tych „żniwiarzy” do głosowania na Bidena.

To może potencjalnie zmienić wynik wyborów nawet już po dniu wyborów, jeżeli różnica głosów byłaby stosunkowo niewielka. Tutaj istotne są olbrzymie fundusze, którymi dysponuje Biden, tym bardziej, że oszczędza na trasie wyborczej.

SN utrzymał w mocy postanowienie sądu federalnego w Wisconsin o przedłużeniu daty dostarczenia głosów, a więc także ich liczenia, aż do 9 listopada (6 dni po wyborach).

W Indianie uwzględniane i liczone mają być głosy dostarczone aż do 13 listopada, czyli 10 dni po wyborach!

W Płn. Karolinie sąd odrzucił wniosek o przedłużenie terminu dostarczania głosów z 3 do 9 dni po dacie wyborów i utrzymał termin 3 dni po wyborach.

Podobne sporne sytuacje występują także w Michigan, Minnesocie, Pensylwanii, Iowa i Alabama i są jeszcze obiektem batalii sądowej.

Sanofi i GlaxoSmithKline zapowiedziały dostarczenie 200 mln dawek POTENCJALNEJ szczepionki przeciw Covid-19 dla międzynarodowej koalicji powołanej dla ”zapewnienia wszystkim krajom równego dostępu do szczepionek”, cokolwiek by to nie znaczyło.

Eli Lilly, czyli firma, która wyprodukowała skuteczną terapię, której poddano Donalda Trumpa, dostała grant w wysokości  375 mln $ od rządu USA na eksperymentalną terapię odpornościową, jeżeli zostanie zaaprobowana przez FDA.

Miodem na moje serce było niewątpliwie wczoraj przesłuchanie przed komisją senacką Jacka Dorsey’a, prezesa Twittera. Tym razem, chyba po raz pierwszy, zobaczyłem go inaczej niż rozwalonego w fotelu albo krążącego po scenie, stylizowanego na Steve’a Jobsa, w czarnej wełnianej czapeczce na głowie, już w samej postawie „władcy świata”, który stoi ponad wszystkim i wszystkimi.

W garniturku, uczesany, skupiony i w pozycji „ruki po szwam” wydawał się mieć pełną świadomość, że właśnie stoi twarzą w twarz, choć tak naprawdę przesłuchanie odbywało się on-line,  z autorytetem najpotężniejszej władzy demokratycznego świata, która co prawda nie może i pewnie nie chce zrobić z nim tego, co czekałoby go w takiej sytuacji w Rosji lub Chinach, ale tym razem też nie ma zamiaru się z nim cackać.

Przesłuchiwał go Ted Cruz, któremu zresztą kibicowałem w 2016, kiedy ubiegał się o nominację GOP na kandydata na prezydenta w 2016, zanim zacząłem przyglądać się bliżej Trumpowi i który robi ostatnio naprawdę dobrą robotę, choćby w komisji senackiej opiniującej nominacją ACB do SN. Rozpoczął od swoich wniosków z wcześniejszych przesłuchań szefów FB i Google.

Stwierdził, że świadkowie, których wcześniej przesłuchano potwierdzają tezę o mającym miejsce największym dotąd zagrożeniu dla wolności wypowiedzi w Ameryce i jednocześnie największym zagrożeniu dla wolnych i uczciwych wyborów. Wcześniejsze przesłuchanie szefa FB Zuckerberga i szefa Google Pichai poważnie go zaniepokoiło. FB jeszcze stosunkowo najmniej próbuje wpływać na kierowanie opinią publiczną.

[Moja uwaga: może w USA, ale w Polsce najbardziej, to chyba „zasługa” szefostwa Facebook Polska, czyli Agnieszki Kosik].

Google jest najpotężniejszą firmą na świecie, ich wpływ na światową opinię publiczną jest ogromny i konieczne jest dalsze postępowanie w sprawie nadużyć tej władzy oraz usiłowania jej wpływu na wybory i zmianę ich wyniku.

Po tym wstępie nadszedł czas na grillowanie Dorsey’a. Cruz rozpoczął stwierdzeniem, że, według niego, przypadek TT jest najbardziej skandaliczny.

Zapytał Dorsey’a, „czy TT ma wpływ na wybory?”

Dorsey odpowiedział, że nie na co senator: „A więc twierdzi pan, że TT nie ma możliwości wpływu na wybory?”

Dorsey ponownie odpowiedział, że nie „ponieważ TT jest tylko częścią spektrum kanałów informacyjnych, z których korzystają ludzie”.

[To prawda, ale jeżeli istnieje niepisana umowa pomiędzy największymi graczami rynku medialnego, to wszystkie te 'kanały informacyjne” śpiewają w jednym zgodnym chórze]

„Więc twierdzi pan przed komisją, ze TT uciszając ludzi, cenzorując ich, blokując wypowiedzi polityczne nie ma wpływu na wynik wyborów?”  [ewidentnie pytanie pułapka]

„Ludzie mają wybór, nie muszą słuchać informacji, których nie chcą” – brnie Dorsey.

„Nie mają wyboru, jeżeli nie otrzymują informacji. Jeżeli uważa pan, że TT nie ma wpływu na wynik wyborów, to dlaczego w ogóle blokujecie informacje?” – trafiony zatopiony jednomasztowiec.

„Naszą polityką jest zapewnienie, żeby możliwie jak największa ilość wypowiedzi była właściwa, ponieważ jest dużo nieodpowiedzialnych, obraźliwych lub wyraźnie wspierających jakąś opcję i niewłaściwych, które usuwamy”.

„Panie Dorsey, pańskie odpowiedzi, w świetle ostatnich wydarzeń, uznaję za obraźliwie absurdalne.

Porozmawiajmy o ostatnich dwóch tygodniach. Jak pan wie od dawna jestem zaniepokojony polityką cenzorowania wypowiedzi TT i uciszania amerykańskich obywateli, z którymi TT się nie zgadza. Ale 2 tygodnie temu TT i FB przekroczyły próg, który jest podstawą w naszym kraju. TT podjął jednostronną decyzję o zablokowaniu dwóch artykułów opisujących korupcję rodziny Biden. …. TT podjął decyzję o blokowaniu każdej próby podzielenia się tą historią przez jakiegokolwiek swojego użytkownika oraz decyzję o zablokowaniu możliwości przekazywania jej przez NYP. Dlaczego TT podjął tę decyzję?”.

„Mamy politykę antyhakerską, dotycząca materiałów wykradzionych przyjętą w 2018…Uznaliśmy, że materiał przedstawiony w NYP jest materiałem hakerskim, ponieważ pokazywał screenshoty z niewiadomego źródła i podchodził pod tę kategorię”

„Więc pańskim zdaniem materiał, którego źródło NYP podał, ponieważ był nim konkretny laptop pozostawiony przez konkretną osobę – Huntera Bidena w konkretnym miejscu – znanym z nazwy i miejsca punkcie serwisowym, jest materiałem pochodzącym z niewiadomego źródła?” – trafiony zatopiony dwumasztowiec.

Tutaj już nasz wszechpotężny szef  TT zaczął bredzić o presji czasu i o tym, że musieli blokować zarówno ludzi przekazujących informację jak i jej źródło czyli NYP. Wyraźnie widać było, że flaczeje jak przebita piłka.

„Była to niewłaściwa decyzja i dzisiaj zmieniliśmy ją odblokowując ją dla NYP”

„Dlaczego konto NYP blokowane jest już 2 tygodnie?”

„Zdjęliśmy blokadę i od dzisiaj NYP może publikować swoje TT i artykuł, który był powodem blokady” – dziwny zbieg okoliczności!

„Panie Dorsey, ma pan taką władzę, że może pan uciszać nawet media, ale umówmy się: NYP nie jest jakimś tam  przypadkowym tweetującym sobie facetem. NYP to czwarta pod względem nakładu gazeta w Ameryce, jest najstarszą wydawaną od 200 lat gazetą w US, gazetą założoną jeszcze przez Aleksandra Hamiltona [jeden z „Ojców Założycieli” US, twórca m.in. amerykańskiej waluty, czyli dolara]. A pan uważa, że może sobie, siedząc wygodnie w Dolinie Krzemowej, nakazywać im jakie historie mogą publikować i nakazywać amerykanom czego mogą słuchać?” – trafiona zatopiona fregata!

Dorsey znów, już zacinając się ze zdenerwowania, co zdarza się zresztą mnie na antenie, ale z innych powodów, „wyjaśniał”, że każdy z użytkowników TT korzystając z tej platformy musi zaakceptować tzw. warunki użytkownika.

Cruz był bezlitosny: „Więc wasi użytkownicy, także media, muszą uklęknąć przed wami i być posłusznymi waszemu dyktatowi, żeby móc komunikować się ze swoimi czytelnikami?”

„Nie, zrozumieliśmy, że był to błąd naszej polityki wewnętrznej”

„Ale dalej blokujecie NYP!”

„Nie już nie blokujemy, mogą uruchomić konto..”

„…. Tak, jak przyjmą wasze warunki. Mówi pan, że blokowanie tych materiałów było wynikiem waszej polityki blokowania niepotwierdzonych informacji z wątpliwych źródeł.  Stwierdzam wyraźne, budzące zastrzeżenia i oczywiste jednostronne zaangażowanie polityczne.….. Czy TT blokował kilka tygodni temu NYT,  kiedy pojawiła się informacja najwyraźniej oparta na zeznaniu podatkowym Prezydenta Trumpa?” – to już było kopanie leżącego.

„Uznaliśmy, że materiał ten nie narusza naszej polityki, ponieważ był oparty o źródła ale nie pokazywał źródła (formularza)”

„Oczywista nieprawda. Materiał był oparty, jak to przedstawili, na rzekomo źródłowych materiałach, a, według prawa federalnego i przepisów przestępstwem federalnym jest ujawnianie czyichkolwiek zeznania podatkowego bez jego zgody. Tak więc ten materiał oparty był na czymś co było pogwałceniem prawa a jednak TT radośnie/ochoczo zezwalał na przekazywanie go wszem i wobec, ale kiedy artykuł był krytyczny wobec Joe Bidena zaangażował się w bezwzględną cenzurę i wyciszanie go.”

„Uznaliśmy to za błąd i zmieniliśmy naszą politykę”

„Ale dalej blokujecie NYP!’

Bla, bla, bla….

No i nastąpił ostateczny cios:

„Panie Dorsey, kto do cholery pana wybrał i pozwolił decydować co amerykańskie media mogą publikować, czego Amerykanom wolno słuchać i dlaczego uparcie zachowuje się jak super nadzorca działający w imieniu Demokratów i uciszający poglądy przeciwne do pańskich?” – flota praktycznie przestała istnieć!

Na zakończenie Dorsey zaczął się kajać, powiedział, że zrozumieli niewłaściwość swojego postępowania i teraz już będą bardziej otwarci na wszystkie opcje. W obliczu coraz pewniejszej wygranej Trumpa raczej nic innego mu nie pozostało, ale wierzę, że poruszony kamyk uruchomił lawinę, która przemebluje rynek medialny w najbliższych latach.

 

Poświęciłem temu wyjątkowo dużo miejsca z dwóch powodów.

Po pierwsze uważam, że zniszczenie lewicowego monopolu na rynku informacyjnym jest kluczowe dla przyszłości świata, zaraz po naprawie systemu edukacji, ale łatwiejsze do przeprowadzenia.

Po drugie uderza mnie kontrast pomiędzy działaniami rządu USA i ewidentnym strachem bezkarnych dotąd „władców świata”, a reakcją, lub raczej brakiem reakcji, rządu polskiego na podobne działania w Polsce. Praktyczna bezkarność szefowej FB w Polsce i masakryczna wręcz cenzura wypowiedzi stosowana wobec poglądów sprzecznych z lewacką wizją świata, publikacja „Faktu” o rzekomym ułaskawieniu przez prezydenta Dudę pedofila i bezczelne wypowiedzi niemieckiego szefa Ringier Axel Springer czy próby wpływu ambasadorów USA i Niemiec na polski rynek medialny, nie pozwala mi czuć dumy z mojego państwa jaką odczuwa przeciętny obywatel USA. Nie zmieni tego nasza chwalebna przeszło tysiącletnia przeszłość, która wielu Polakom pozwala traktować Amerykanów jako naród bez przeszłości. Chciałbym wreszcie móc żyć w kraju z przyszłością!

Adam Becker

Wszystkie korespondencje Adama Beckera znajdują się tutaj

Becker: Zniszczenie lewicowego monopolu w Internecie jest kluczowe dla przyszłości świata

Mam nadzieję, że Trump wygra tak zdecydowanie, że wyników nie będzie się dało sfałszować – mówi komentator życia politycznego w USA.


Adam Becker relacjonuje, że australijska telewizja Sky News oceniła, iż amerykańskie media zaczynają dostrzegać duże szanse prezydenta Donalda Trumpa na uzyskanie reelekcji.

To coś, co ja, jako skromny komentator, powtarzam od kilku miesięcy.

Komentator mówi o próbach fałszerstw wyborczych w niektórych amerykańskich stanach.

Wybory korespondencyjne są już na półmetku. Próby manipulacji trwają: w Południowej Karolinie – dotyczą obecności świadków przy wypełnianiu kart do głosowania, w Ohio i Teksasie – chodzi o miejsca lokalizacji skrzynek do których wrzuca się głosy, na Florydzie – o ostateczną datę rejestracji głosującego. Głównym problemem jest rozciągnięcie liczenia głosów oddanych korespondencyjnie na wiele dni po 3 listopada.

Jak mówi rozmówca Adriana Kowarzyka:

Mam nadzieję, że Trump wygra tak zdecydowanie, że nic się nie będzie mogło zmienić. Jednak ostateczny wynik możemy poznać dopiero 11 listopada:

Możliwość głosowania korespodencyjnego jest dostępna w każdym ze stanów.

Adam Becker wskazuje, że były wiceprezydent ma dużo większe możliwości zmanipulowania wyników wyborów:

Biden zebrał więcej pieniędzy i mocno oszczędza na podróżach kampanijnych. Może lepiej opłacać „żniwiarzy”, ludzi namawiających do głosowania na niego.  To brudny, brutalny biznes.

W wiecach prezydenta Trumpa wciąż uczestniczą dziesiątki tysięcy ludzi.

Nawet spotkanie Joe Bidena z obywatelami było obstawione głównie zwolennikami prezydenta, krzyczącymi na jego cześć.

Koncern GlaxoSmithKline zapowiedział, że przekaże 200 milionów dawek „potencjalnej szczepionki” dla międzynarodowej koalicji, która ma zapewnić wszystkim krajom równy dostęp do tej szczepionki:

Jak znam świat farmacji, to wiem, że powinna się nam zapalić czerwona lampka.

Gość „Kuriera w samo południe” mówi o cenzurze stosowanej przez portal Twitter i przesłuchaniach senackich jego szefa Jacka Dorseya:

Pierwszy raz widziałem go inaczej niż w postawie władcy świata. Tym razem stał na baczność i w pełnym skupieniu.

Rozmówca Adriana Kowarzyka wyraża pogląd, że wielkie koncerny technologiczne ( Google, Facebook, Twitter) mają zbyt duży wpływ na międzynarodową opinię publiczną:

Zniszczenie lewicowego monopolu w Internecie jest kluczowe dla przyszłości świata.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.W.K.

Becker: Trump zaapelował o głosowanie bezpośrednie i kontrolę procesu wyborczego

Na wiecu w Prescott prezydent stwierdził, że jest już zmęczony pandemią, a właściwie histerią, którą rozpętano wokół niej rozpętano.

Wczoraj Donald Trump odbył dwa wiece wyborcze w rządzonej przez Republikanów Arizonie.

Prescott. Tym razem, Trump przyleciał nie swoim wspaniałym Jumbo Jetem Air Force One, tylko helikopterem marynarki wojennej.

Na wstępie pozdrowił tłum ludzi czekający na niego od kilku godzin w upale i powiedział, że dzień wcześniej na wiecu Bidena w Pensylwanii było 7 osób! Przypomniał poprzednie wybory i notowania dające pewne zwycięstwo Hillary Clinton i skonfrontował z wieczorem wyborczym, kiedy to ogłaszano jego zwycięstwo w poszczególnych stanach i końcową wygraną.

Powiedział, że jest pewny zwycięstwa a jedyną rzeczą, której się obawia są możliwe oszustwa przy głosowaniu korespondencyjnym. Zaapelował o głosowanie bezpośrednie i kontrolę procesu głosowania, sprawdzanie każdego głosu.

Stwierdził, że jest już zmęczony pandemią, a właściwie histerią, którą rozpętano wokół epidemii. Dał za przykład przekaz CNN straszący ludzi nieustannie. On sam jest przykładem, że zagrożenie jest wyolbrzymione, ponieważ po terapii czuje się o wiele lepiej niż wcześniej, czuje się jak superman. Powiedział, że terapia wzmacniająca, którą przeszedł powinna być dostępna dla każdego. Kolejny raz podkreślił, że jest przeciwnikiem lockdownu, który obowiązuje w miastach i stanach rządzonych głównie przez Demokratów, które nazwał upadłymi. „Oni nie chcą, żeby im się powiodło, pragną porażki”. To czego ludzie potrzebują to zjednoczenia się w dążeniu do sukcesu i powrotu do normalności. Po raz kolejny zapewnił, że przyszły rok będzie najlepszym w historii, jeżeli wygra wybory. Jeszcze obniży podatki dla klasy średniej, w przeciwieństwie do Bidena, który zapowiedział ich podniesienie. Demokratów nazwał radykalnymi lewicowymi szaleńcami. Wyborcy mają wybór pomiędzy Trump Recovery i Biden Depression, pomiędzy spełnianiem się amerykańskiego marzenia a całkowitym socjalistycznym koszmarem.

Biden chciałby wprowadzić lockdown w całym kraju, podobnie jak dr Fauci, ale wcześniej, kiedy Trump wprowadził blokadę dla odwiedzających z Chin, zarówno Biden jak Fauci byli temu przeciwni, choć według Trumpa ocaliło to życie tysięcy ludzi.

Fauci był przeciwny maseczkom, teraz każe je zakładać – szaleństwo.

Ponownie przypomniał o korupcji Joe Bidena i rodziny Bidenów, którzy dzięki jego pozycji nielegalnie dorobili się milionów, porównał Huntera Bidena ze swoimi dziećmi i podkreślił, że jest jedynym prezydentem, który za swoja pracę nie pobiera wynagrodzenia. Zaprosił na mównicę swoja piękną rzecznik prasową, Kayleigh McEnany, która właśnie skończyła kwarantannę. Kayleigh, blondynka w jaskrawo czerwonej dopasowanej sukni, w słońcu Arizony wyglądała po prostu olśniewająco! Trudno byłoby się domyślić, że niedawno zarażona była śmiertelnym ponoć wirusem. Zaapelowała do publiczności: „Z waszą pomocą pokonamy social media, pokonamy media, ponieważ mamy ze sobą największego wojownika i prezydenta Donalda J. Trumpa!”

Zwyczajowo już Trump zrobił sobie kilka żartów z, jak to określił, niepełnosprawnego psychicznie Bidena. Zaprosił na mównicę gubernatora Arizony Douga Ducey i senator Marthę McSully a później poprosił o wsparcie i głosowanie na kandydatów Republikanów do Kongresu/Senatu.

Tucson. Tym razem znów Air Force One.

Ten sam stan, podobne wystąpienia. Zapewnienie otwarcia kraju, gospodarki i szkół w przy wygranej Republikanów. Podkreślenie, że zwycięstwo Bidena to zwycięstwo Chin i przejęcie USA przez Chiny. Trump podkreślił swój wkład w umacnianie bardzo dużej w USA społeczności hiszpańskojęzycznej, reprezentowanej licznie na wiecu z tabliczkami „Latinos for Trump”. Skomentował także reakcje Bidena i Demokratów, którzy wreszcie przestali udawać, że nic się nie stało i zareagowali na ujawnienie nagrań i e-maili z laptopa Huntera Bidena. Tak naprawdę pierwszą reakcją, w sobotę, było stwierdzenie, że skoro TT blokuje konta, na których pojawiają się informacje ujawnione przez NY Post, oznacza to, że są one fałszywe! Trudno chyba wymyślić coś równie głupiego.

Tym razem ustalono przekaz dnia, że cała sprawa „laptopa Bidena” to prowokacja rosyjskich służb specjalnych chcących ponownie wpłynąć na proces wyborczy w USA i pomóc Trumpowi wygrać wybory. Tłumaczenie tylko trochę mniej głupie niż poprzednie, zwłaszcza, że niedawno, po trwającym prawie 3 lata śledztwie w sprawie ingerencji Rosjan pomagających ponoć Trumpowi wygrać poprzednie wybory, okazało się, że była to akcja zorganizowana przez Hilary Clinton, Demokratów i przychylnych im pracowników FBI, która miała zdyskredytować Trumpa i doprowadzić do jego impeachmentu.

Komentarze mediów koncentrują się głównie na wypowiedziach Trumpa, który mówi, że kraj ma już dość lockdownu, nikt już nie chce nawet słuchać o koronawirusie, należy znieść ograniczenia i nazwał dra Fauci, czołowego eksperta od chorób zakaźnych „katastrofą”. Większość mediów, tradycyjnie nieprzychylna Trumpowi jest tym oburzona,  ale Carson Tucker z Fox News, jeden z najbardziej popularnych prawicowych dziennikarzy przychylny Trumpowi, przypomniał w dzisiejszym (dla nas wczorajszym) wydaniu swoich wiadomości wieczornych stanowisko republikańskiego wicegubernatora Teksasu Dana Patricka, który już w marcu ostrzegał przed skutkami lockdownu.

Jego obawy zostały całkowicie potwierdzone tam, gdzie Demokraci wprowadzili praktycznie pełny lockdown, czyli w NY czy Michigan. Dan Patrick stwierdził, że lewica skorzystała z okazji: „wzięła wirusa i uczyniła z niego broń mająca zniszczyć kraj”. Gubernator powiedział, że jedynym działaniem zabezpieczającym przed wirusem powinna być ochrona seniorów przy całkowitym otwarciu przestrzeni publicznej.

Tucker poruszył także problem blokowania przez TT i FB treści, które poddają w wątpliwość działania związane z ograniczeniami. Jako przykład podał blokowanie konta dr Scotta W. Atlasa, który podaje w wątpliwość jakikolwiek sens noszenia maseczek opierając się na statystykach z Europy, Izraela, USA i raporcie CDC.

Tucker zajął się również groźbami, które wobec zwolenników Trumpa padają ze strony Demokratów, zapowiadających, że w przypadku wygrania wyborów, utworzą „Truth & Reconciliation Comission” (Komisja Prawdy i Pojednania) na wzór tej, która powstała w RPA po zniesieniu apartheidu.

Tucker powiedział, że komisja ta powinna raczej, za Orwellem, nazywać się „Ministerstwem Prawdy” lub „Propaganda & Revange Panel” czyli Panel Propagandy i Zemsty. Podzielam jego opinię całkowicie a sam pomysł Demokratów jest świadectwem całkowitego oderwania od rzeczywistości i ich radykalnego przechyłu w lewo.

Wszyscy z niecierpliwością czekają na drugą i ostatnią debatę Trump-Biden, która jednak ma się odbyć w czwartek.

Adam Becker

Pozostałe korespondencje Adama Beckera znajdują się tutaj

Budzik: Obawiam się, że czeka nas czarny weekend w dziejach Chicago. Działania służb nie dają poczucia bezpieczeństwa

Dyrektor Radia Deon Sławomir Budzik mówi o amerykańskim święcie pracy, ciągle niebezpiecznej sytuacji na ulicach Chicago oraz przygotowaniach do głosowania korespondencyjnego w wyborach prezydenckich.

Sławomir Budzik mówi o tym, jak w USA celebruje się Labour Day w okolicznościach pandemii koronawirusa. Opowiada o fali strajków w Chicago w 1884 r., które zapoczątkowały to święto

Relacjonuje przejście Amerykanów do trybu normalnej pracy po letnim wypoczynku:

Zamykamy okres wakacyjny i wchodzimy w czas, kiedy kampania wyborcza rozpocznie się na poważnie.

Dyrektor radia Deon relacjonuje, że władze Chicago pod kierownictwem Lori Lightfott całkowicie zmieniły sposób postępowania wobec chuliganów dokonujących rozbojów w mieście. Ocenia, że działania miejskich służb są pozorne:

Trzy młode osoby, oczywiście czarnoskóre, stanęły przed wymiarem sprawiedliwości. […} Dochodzą jednak do mnie również sygnały, że wiele osób jest uwalnianych. Nie mam poczucia, że jest bezpieczniej. Policja nie reaguje w sposób wystarczającym. Najbliższy weekend będzie czarnym weekendem w dziejach Chicago.

Poruszony zostaje również temat głosowania korespondencyjnego:

W USA to nic nowego. Walka toczy się wokół skali.

Jak mówi Sławomir Budzik, do głosowania korespondencyjnego w stanie Illinois zgłosiło się ponad 1,3 mln osób.

Są obawy, że taka liczba zgłoszeń doprowadzi do fałszerstw wyborczych.

Rozmówca Tomasza Wybranowskiego opowiada o bardzo złym stanie poczty amerykańskiej, bardzo możliwa jest jej prywatyzacja.

Poczta w USA jest na takim etapie, jak Poczta Polska w latach 80. Jest niewydolna w wielu dziedzinach. Niektórzy uważają, że będzie celowo zakłócać proces wyborczy.

Głosowanie w kraju i za granicą, korespondencyjne i w lokalu. Wyjaśnia rzecznik PKW

Jak zgłosić się do głosowania korespondencyjnego i jak ono wygląda w kraju i za granicą? Tomasz Grzelewski o tym, co powinniśmy wiedzieć przed najbliższymi wyborami.

Tomasz Grzelewski wyjaśnia, jak można głosować korespondencyjnie zagranicą i w kraju. Do wczoraj można było zgłaszać się w Polsce do tej formy głosowania.

W ostatni poniedziałek minął termin zgłoszenia się do głosowania za granicą.

Do 22 zagranicą za granicą i do 23 w kraju wyborcy głosujący korespondencyjnie otrzymają pakiety wyborcze. Mają oni czas do 26 czerwca na oddanie głosu. Głos będzie nieważny, kiedy koperta nie będzie zaklejona! W przypadku, gdyby komuś nie udało się oddać głosu korespondencyjnego w terminie może go w dniu wyborów wrzucić do urny w lokalu wyborczym.

Rzecznik PKW twierdzi, że w kraju zagłosuje korespondencyjnie ponad 50 tys. osób. Przy wyborach parlamentarnych głosowało ponad 2000 niepełnosprawnych. Tłumaczy również, w jaki sposób głosować w innym miejscu niż miejsce zamieszkania. Jeśli wiemy, że będziemy w danej gminie w dniu wyborów to do do 23 czerwca można dopisać się do tamtejszego spisu wyborców. Nasz gość rekomenduje jednak pobranie w urzędzie zaświadczenie o prawie do głosowania z którym można głosować w dowolnej gminie, w tym w tej, w której jesteśmy ujęci w spisie wyborców. Zaświadczenie można pobrać do 26 czerwca. Po I turze wyborów nie można pobrać zaświadczenia na II turę, lecz od razu pobiera się zaświadczenia na obie tury.

Tomasz Grzelewski stwierdza, że według jego informacji, nie ma problemów ze skompletowaniem składu komisji wyborczych.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

Jan F. Libicki: Czekamy na ekspertyzę konstytucjonalistów. W. Kosiniak-Kamysz karmił się elektoratem M. Kidawy-Błońskiej

Jan Filip Libicki o rozpatrywaniu ustawy o wyborach prezydenckich w Senacie, tym, czy marszałek Grodzki mógłby pełnić obowiązki głowy państwa, sondażach Kosiniak-Kamysza i słowach Andrzeja Sośnierza.

Byłoby rzeczą dobrą by nie okazało się, że po 6 sierpnia mamy wakat na stanowisku głowy państwa.

Jan Filip Libicki ocenia działania Tomasza Grodzkiego w  związku z próbą nowelizacji ustawy o wyborach prezydenckich. Odnosząc się do tezy prof. Łętowskiej stwierdza:

Nie bardzo widzę taką sytuację, żeby kiedy mamy marszałek Sejmu [marszałek Senatu] miałby pełnić funkcję prezydenta.

Przypomina, że była tylko jedna sytuacji, w której marszałek Senatu został p.o. prezydenta. Miała ona miejsce po ustąpieniu z funkcji marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego. Tłumaczy, że senatorowie nie opóźniają wejścia ustawy w życie, tylko czekają na ekspertyzę konstytucjonalistów, która ma rozwiać wątpliwości co do konstytucyjności tych wyborów. Chodzi o to, by uniknąć ryzyka, że któryś z kandydatów, „np. Marek Jakubiak będzie wnosił o unieważnienie wyborów”:

W poniedziałek ekspertyzy rozwieją nasze wątpliwości i we wtorek albo środę będziemy mogli nad tym debatować.

Senator PSL komentuje także sondaże wyborcze. Rozumie, że Rafał Trzaskowski zmobilizował elektorat KO i jest teraz na drugiej pozycji. Niemniej jednak ma nadzieję, że w II turze Władysław Kosiniak-Kamysz powalczy o fotel prezydencki z Andrzejem Dudą. Wskazuje, że już dwucyfrowy wynik kandydata ludowców jest sukcesem w porównaniu z wyborami prezydenckimi w poprzednich dekadach.

We wszystkich wyborach prezydenckich Polacy za granicą w wyborach głosowali.

Polityk zwraca uwagę na techniczne kwestie związane z organizacją wyborów, takie jak skrzynki przeznaczone na głosy korespondencyjne, czy kwestia pokwitowania odbioru karty do głosowania korespondencyjnego, za którego wymogiem opowiada się PSL. Wskazuje także na głos pana posła Andrzeja Sośnierza, który stwierdził, że minister Szumowski się myli i zarażonych koronawirusem jest aż 150 tys.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

Marcin Horała: Planujemy stworzenie niezależnej, apolitycznej administracji wyborczej

Zgrzeszyliśmy nadmierną wolą kompromisu, przekazując zadanie organizacji wyborów samorządom mówi wiceminister infrastruktury

Marcin Horała mówi o pracach nad zasadami przeprowadzenia wyborów prezydenckich.

Planujemy stworzenie niezależnej, apolitycznej administracji wyborczej, podległej Krajowemu Biuru Wyborczemu. Wcześniej, jak zwykle, zgrzeszyliśmy nadmierną wolą kompromisu, przekazując te kompetencje samorządom.

Polityk wyraża nadzieję, że po zmianie swojego kandydata Koalicja Obywatelska złagodzi swoją obstrukcję.  Odpiera zarzuty o to, że Prawo i Sprawiedliwość „parło” do wyborów w maju.

Konieczność przeprowadzenia wyborów na prezydenta wynika wprost z obowiązującego w Polsce prawa.

Wiceminister infrastruktury mówi o swoim dystansie do koncepcji wyborów korespondencyjnych. Deklaruje, że poprze je tylko w wypadku, gdy względy epidemiczne wymuszą zastosowanie takiej metody. Zwraca uwagę, że wybory uzupełniające w samorządach przeprowadzone metodą tradycyjną nie doprowadziły do rozwoju epidemii.

Wypory prezydenckie powinny odbyć się jak najszybciej, w formie mieszanej.

Gość „Popołudnia WNET” zapowiada utworzenie ogólnopolskiego rejestru wyborców, w celu uniknięcia oporu opozycyjnych samorządowców przy organizacji wyborów.

Marcin Horała mówi również o sytuacji branży transportowej w dobie pandemii koronawirusa. Informuje, że rząd będzie niedługo przywracał loty krajowe.  Dodaje, że „tarcza antykryzysowa” zakłada dofinansowanie funkcjonowania krajowych lotnisk.  Zaznacza jednak, że samorządy nie mogą liczyć na to, że przy okazji pandemii zrzucą odpowiedzialność za zarządzane przez siebie porty lotnicze na administrację centralną.

Za wsparcie w swojej firmy powinien być odpowiedzialny większościowy udziałowiec.

Poruszony zostaje również temat Centralnego Portu Komunikacyjnego. Rozmówca Łukasza Jankowskiego stwierdza, że kryzys pandemiczny może spowodować, że ta strategiczna inwestycja może się zakończyć w idealnym z rynkowego punktu widzenia momencie, kiedy to branża lotnicza wróci już na swoje normalne tory.

W związku z epidemią CPK kupuje sobie czas, i być może nie będzie to inwestycja opóźniona. Rząd Platformy Obywatelskiej już w 2010 roku powinien podjąć decyzję o jej rozpoczęciu.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.W.K.

Kosiniak-Kamysz: Trzaskowski jest dużo mocniejszym kandydatem niż Kidawa-Błońska. Brakuje dialogu między różnymi klubami

Władysław Kosiniak-Kamysz o programie proobywatelskim, potrzebie budowy braterstwa i dialogu, swoich szansach na wygraną i tym, co należy zmienić w ustawie o wyborach.

28 czerwca to termin najbardziej prawdopodobny.

Władysław Kosiniak-Kamysz sądzi, że wybory prezydenckie odbędą się w ostatnią niedzielę czerwca. Taki termin jest według tego, co mówił poseł  Przemysław Czarnek ostatnim możliwym, by uniknąć opróżnienia urzędu Prezydenta RP. Potrzebny jest bowiem czas na drugą turę i na rozpatrzenie skarg wyborczych po tej ostatniej przez Sąd Najwyższy. Cała procedura kończyłaby się 5 sierpnia, w przeddzień końca kadencji prezydenckiej. O ustawie ws. wyborów mówi:

Ona wymaga poprawek, choćby nasze propozycje muszą być przyjęte, dotyczące wydłużenia otwarcia lokali.

Nasz gość chciałby, aby wybory były dwudniowe lub by przynajmniej głosowanie w niedzielę trwało dłużej od 6 do 22 (lub 23). Poprawka ta ma mieć na względzie bezpieczeństwo Polaków. Cieszy się, że wybory będą hybrydowe, ponieważ wielu Polaków nie chciała uczestniczyć w korespondencyjnych. Dodaje, że

Będziemy jeszcze zgłaszać lub popierać poprawki dotyczące harmonogramu wyborczego, bo  ta ustawa daje dużą uznaniowość marszałkowi Sejmu.

Należałoby zaś, jak mówi, wpisać do ustawy konkretne terminy zbierania podpisów czy trwania ciszy wyborczej.

Prezes PSL chce przywrócić do Polski ideę braterstwa. Obecnie bowiem brakuje dialogu i komunikacji. Tymczasem

Tylko współpracujące ze sobą społeczeństwo jest gwarantem trwałego bezpieczeństwa i rozwoju państwa.

Przyznaje, że nie stroni od ostrego języka, kiedy krytykuje urzędującego prezydenta. Przypomina, że także ten ostatni, kiedy startował 5 lat temu nie stronił od dosadnej retoryki. Jeśli jednak Kosiniak-Kamysz wygra wybory, to jak zapewnia, wyciągnie rękę do wyborców Andrzeja Dudy. Będzie prezydentem zarówno dla swoich wyborców, jak i tych, którzy go nie popierają. Kiedy będzie prezydentem, to zaprosi przedstawicieli wszystkich frakcji w polskim parlamencie do pracy w Kancelarii Prezydenckiej. Służyć to będzie dialogowi między formacjami politycznymi.

Rafał Trzaskowski jest dużo mocniejszym kandydatem niż Małgorzata Kidawa-Błońska. […] Szanse na I turę Andrzeja Dudy  przez dobre wyniki moje, Szymona Hołownii i Krzysztofa Bosaka radykalnie zmalały

Kandydat na Prezydenta RP podkreśla, że ma szansę na zwycięstwo z ubiegającą się o reelekcję głową państwa i ataki na niego ze strony obozu rządzącego to potwierdzają. Odnosząc się do wysokich notowań Szymona Hołowni stwierdza, że jest to efekt nowości. Jest to jednak fenomen inny niż Pawła Kukiza:

Paweł Kukiz ze swoją ideą JOW-ów, kontroli społecznej szedł przez wiele wiele lat. Finałem dla niego były wybory prezydenckie.

Muzyk był prawdziwie antysystemowym kandydatem, Jego obecny koalicjant mówi, że jest jedynym z ubiegających się o prezydenturę, który ma proobywatelskie postulaty.

W swoim programie mam właśnie ordynację mieszaną, dzień referendalny, wybór prokuratora generalnego w wyborach powszechnych, czy sędziów pokoju. To są idee obywatelskiego państwa demokracji bezpośredniej.

Nasz gość odnosi się również do obecnej sytuacji ekonomicznej kraju. Przytacza rozmowy, jakie miał z przedsiębiorcami, którzy wskazywali na plusy i minusy tarczy antykryzysowej. Zaznacza, że nie ma oporów przed docenieniem dobrych działań rządu, tam, gdzie je widzi i chciałby, by taka postawa była powszechna.

Odnoszą się do roli Chin w obecnej epidemii podkreśla, że nie patrzy na ChRL bezkrytycznie. Pozostaje jednak zwolennikiem utrzymania współpracy gospodarczej i dialogu z Państwem Środka:

Współpraca gospodarcza  z Chinami jest dla nas bardzo ważna. Zresztą podczas prezydentury Andrzeja Dudy stosunki dyplomatyczne zostały podniesione na najwyższy poziom w tej skali współpracy dyplomatycznej i jestem za utrzymaniem współpracy i dialogu z Chinami.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.