Chodzi o to, żeby „mądra” mniejszość żyła z pracy „głupiej” większości / Andrzej Jarczewski, „Kurier WNET” 83/2021

KTOŚ zbiera i kumuluje w chmurze informacje: prawdziwe! To działa jak bezpieka w komunie, jak wywiad na wojnie. Toczy się wojna nowej generacji: wojna światowych oligarchów przeciwko całej ludzkości.

Andrzej Jarczewski

Neosofiści

Starożytni sofiści – jak nawóz w kulturze rolnej – wywołali ferment, przyśpieszający pochód ku szczytom kultury ludzkiej. Gdyby nie banda intelektualnych oszustów, bo tak należałoby nazwać sofistów, Platon nie miałby powodu do badań nad prawdą.

Podobną rolę odgrywają neosofiści XXI wieku, którzy ponownie głoszą, że prawdy nie ma. Bo skoro prawdy nie ma – wszystko im wolno! Ale jawny fałsz inspiruje nas do nowych poszukiwań prawdy.

Soros nie jest Żydem

Neosofizm w obecnym wydaniu to wytwór II połowy XX wieku, choć w pewnych przejawach obecny jest już we wcześniejszych pismach szkoły frankfurckiej, następnie u Rorty’ego, Habermasa i innych. Prawdziwy rozkwit ten nurt zawdzięcza jednak dopiero George’owi Sorosowi, który do teorii marksistowskiej dodał liberalną myśl Karla Poppera. Dokładnie jedną myśl: koncepcję „społeczeństwa otwartego”, ale koncepcję odwróconą, opartą na destabilizacji, indoktrynacji i prowokacji (DIP). O sukcesie zadecydowały – jak zwykle – pieniądze i metoda. Nie treść, bo ta nie ma specjalnego znaczenia.

Dziś „mądrość etapu” jest taka, wczoraj była inna, jutro też będzie inna. Tylko metoda jest stała.

Treść rozpowszechnianej ideologii możemy odłożyć na bok. „Cel jest niczym, ruch jest wszystkim” – mawiał Eduard Bernstein, a przejął to Soros, który sam siebie nazywał ‘mistrzem destabilizacji’. Odkładam też kwestię pochodzenia pieniędzy Sorosa. Ważne jest tylko to, że te pieniądze zostały przeznaczone na finansowanie ogromnej, światowej struktury różnych organizacji, realizujących cele ideologiczne.

Przeciwnicy Sorosa występują niekiedy z pozycji antysemickich i podnoszą jego żydowskie pochodzenie. Tymczasem Soros wcale nie jest Żydem. I to nie dlatego, że jako 14-letni młodzieniec pomagał Niemcom grabić majątek węgierskich Żydów, ekspediowanych do Auschwitz przez Adolfa Eichmanna. I nie dlatego, że później stanowczo zapewniał, że nie miał z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia, że nie odczuwał empatii względem mordowanych kobiet i dzieci. I nie dlatego nie jest Żydem, że podejmuje działania wrogie względem państwa Izrael. O wyjściu z żydostwa zadecydowali jego rodzice.

Późniejszy George Soros jest native speakerem języka esperanto! Jego ojciec, Tivadar Schwartz – jak wielu Żydów, którzy utracili wiarę w powrót do Palestyny – powoli odchodził od swojej kultury i chciał być Niemcem, ew. Węgrem od następnego pokolenia.

Jeszcze uległ tradycji i pozwolił syna obrzezać, ale od razu pozbawił go kontaktu z językami naturalnymi i próbował zrobić z niego esperantczyka.

Esperanto i życie

Andreas von Rétyi w książce George Soros. Najniebezpieczniejszy człowiek świata tłumaczy wyraz ‘soros’ jako ‘dotrzeć do góry’, ‘wznieść się’. Być może ma rację, bo w esperanto znaczenia wyrazów mogą być różne, również takie, jakie nada słowu ten, który je pierwszy raz zdefiniuje. Wyrazu ‘soros’ nie ma w głównym korpusie słownikowym esperanta. Jest to jednak język samorozwijający się na mocy wewnętrznych reguł słowotwórczych. Sam skorzystałem z tej właściwości, nadając tytuł „Provokado” książce o prowokacji gliwickiej. Tam cząstka -ad- oznacza powtarzalność, wielokrotność, trwałość zjawiska; konkretnie to, że antypolska prowokacja nie zaistniała raz, ale jest stale w różnych formach powtarzana.

Niewykluczone więc, że pan Tivadar Schwartz, zmieniając nazwisko na Sorosz, a później na Soros, znając dobrze węgierski, niemiecki i esperanto, brał pod uwagę różne hybrydy lingwistyczne. W esperanto końcówką -os sygnalizuje się gramatyczny czas przyszły. Ten aspekt mógł być brany pod uwagę. Nie odtwarzam tu rzeczywistego procesu myślowego prowadzącego do zmiany nazwiska, bo nic na ten temat nie wiemy. Proponuję tylko przypomnieć sobie medytacje prowadzone w każdej rodzinie na temat imienia, jakie nadamy kolejnemu dziecku. Każdy coś proponuje, a w końcu urzędnik wpisuje imię do metryki i zwykle nikt nie potrafi sobie przypomnieć, dlaczego tam jest akurat Janek, a nie Franek.

Byłem na kilku kongresach esperanckich i nie słyszałem, by gdzieś Soros wspierał swój język jakimikolwiek datkami. Ale też nie widziałem tam młodych ludzi, a typowych esperantystów – starszych, wykształconych, o wysokiej kulturze osobistej – nie da się przekabacić na „otwartość”. Nie warto więc w nich inwestować. Esperanto wymiera wraz ze swoimi ostatnimi użytkownikami.

Hitler prześladował esperanto, bo w tym języku rasizm i nacjonalizm był niemożliwy. Z kolei Stalin, choć wszystko, co internacjonalistyczne, było mu bliskie, też początkowo tępił esperantystów z obawy o szpiegostwo. Za to po wojnie chętnie wspierał esperanto, właśnie ze względu na potencjał agenturalny. Od lat 1990. rządy stopniowo wycofywały poparcie, młodzież wybierała angielski, a podróż zagraniczna – atrakcja spotkań esperanckich – przestała być dobrem luksusowym. Dziś wystarczy mieć pieniądze. Esperanto pozostało językiem szczerych miłośników… esperanta.

Szlachetny totalitaryzm

Mamy bardzo pozytywny stosunek do esperanta, stworzonego przez Polaka, Ludwika Zamenhofa, choć ten Polak był również Żydem, a jednocześnie poddanym cara i znawcą kultury niemieckiej, którą bardzo cenił. Miał naprawdę szlachetne intencje. Wychował się w Białymstoku, gdzie – obok polskiej i żydowskiej – musiał poznać cywilizację rosyjską, litewską, chłopską i szlachecką. Widział, jak wiele konfliktów ma swoje źródła w braku wzajemnego zrozumienia, w niemożności dogadania się. Opracował więc naprawdę piękny język, który – gdyby zapanował na całym świecie – uwolniłby ludzkość od przyczyn wielu niesnasek, a narody musiałyby szukać sobie kłopotów gdzie indziej.

W drugiej połowie XIX wieku językoznawcy europejscy i amerykańscy prześcigali się w pomysłach na sztuczny język. Totalitarna idea wszechświatowego języka opanowała najszlachetniejsze umysły.

Wśród licznych propozycji za najciekawszą uznano koncepcję Zamenhofa i już w roku 1905 mógł się odbyć pierwszy Światowy Kongres Esperantystów. Historii nie omawiam. Odnotuję tylko, że Tivadar Schwartz – publikując esperanckie książki – wniósł wartościowy wkład w rozwój i popularyzację tego języka, a sam przez to powoli zatracał poczucie narodowe żydowskie i węgierskie. W takim środowisku wychował się młody George Soros.

Pandemia antyjęzyka

Każdy język naturalny jest najwyższym wytworem kultury w społeczności, która ten język przez wieki i tysiąclecia tworzyła. W języku zawarte są skarby cenne dla danego narodu, choć ludzie na ogół nie zdają sobie z tego sprawy. Dopiero jakaś gwałtowna ingerencja, jakiś atak zewnętrzny każe nam zauważać i bronić własnych wartości. Tak było np. w komunie, gdy zakazano rzeczowników ‘pan’, ‘pani’. Należało wtedy do obcych zwracać się per ‘obywatelu/elko’ a do swoich… ‘towarzyszu/yszko’. Przetrwaliśmy tę napaść językową ze Wschodu i już o niej zapominamy.

Przeżywamy za to pandemię ataków językowych z Zachodu, być może uzasadnionych w innych cywilizacjach. Ci, którzy mają na sumieniu zbrodnie kolonializmu, handlu ludźmi, niewolnictwa, holokaustu, pozbawiania kobiet praw wyborczych, przymusowej pracy dzieci, więzienia homoseksualistów, eksperymentów na ludziach itd., powinni jakoś czyścić swój język z dowodów hańby.

Kserowanie tych koncepcji w Polsce jest nie tylko śmieszne i nie tylko groźne. Jest niewykonalne, bo sprzeczne z kulturą narodu. Jest tworzeniem antyjęzyka. Musimy to przeczekać, broniąc się przed co głupszymi idiotyzmami, bo za kilka lat, gdy zmieni się koncepcja ideologicznych agresorów, również prymitywni kserokopiści obcych idei będą walczyć o co innego, a język polski szybko zapomni o kolejnej edycji ‘towarzyszy’ w postaci np. ‘rodzica A, B, C… ITD.’.

Język bez moralności

W językach sztucznych ideologiczne walki się nie odbywają, co najlepiej widzą programiści komputerowi. Ja zaczynałem od Algolu i Fortranu, później poznawałem kolejne języki i ich modyfikacje. Stale poszerzały się swoiste słowniki, zmieniały się składnie, a komputery coraz szybciej dawały sobie z tym radę. Języki maszynowe odzwierciedlają aktualny stan techniki. I tylko techniki. Znamy historię każdego języka sztucznego, ale to jest historia zewnętrzna. W samym języku nie ma śladów żadnej historii i żadnej moralności. Te języki nie wiedzą, co jest dobre, a co złe.

W pewnym sensie podobnie jest z esperanto. Można dziecko odizolować od społeczeństwa i nauczyć je tylko esperanckich wyrazów, można nauczyć rozumienia i wypowiadania zdań, ale nie można przenieść – zakodowanej w arcydziełach literatury i w całym dorobku kulturowym, choćby w legendach, baśniach czy dziecięcych zabawach – moralności danego narodu. Można więc wychować realizatora programu, można nawet wychować programistę, ale nie można wlać w ten twór pełni człowieczeństwa. A gdy już dziecko pozna inne języki, będzie za późno na przekazanie wielu wzorców, choćby empatii.

Dziecko chłonie różne rzeczy w różnym wieku. Pozbawione części kultury w młodszym dzieciństwie – już nigdy się na to nie otworzy i nie zrozumie swoich pobratymców. Nawet jeżeli będzie głosiło hasła braterstwa i otwartego społeczeństwa. To będą tylko czcze, pozbawione empatii hasła.

Próbowano odizolować esperanckie dzieci, trzymać je w grupie i badać, jak one rozwijają swój jedyny znany język. Były to zbrodnicze eksperymenty, bo ten język – owszem: piękny i komunikatywny – nie ma w sobie tradycji, kultury ani moralności. Ma w sobie wyłącznie… praworządność. Dopuszczalne są tylko zmiany przewidziane przez reguły języka. Szybko się okazało, że naturalne dziecięce modyfikacje językowe poszły w kierunku nieprzewidzianym, że dzieci pogwałciły wszelkie reguły i były dla siebie okrutne. To każe spodziewać się otwartych bezdroży, na które wejdą niebawem pozazwierzęce osobniki z macicami i bez macic, jeżeli będą wychowywane eksperymentalnie: poza historią i bez tradycji. Bo nie ukształtują się w nich żadne zasady moralne. Tylko przemoc pozostanie dla nich podstawą praworządności.

Sposób istnienia prawdy

Neosofiści opanowali branżę szkoleniową. Trenują korpoludków w oszukiwaniu klientów, trenują polityków i polityczki w oszukiwaniu wyborców, trenują dziennikarzy w oszukiwaniu kogo się da, a jak się nie da – też trenują, bo z tego żyją, gdy kończą się granty. Przekonują, że prawdy nie ma, że prawdy absolutnej nie ma.

To prowadzi nas do pytania o najwyższej doniosłości filozoficznej: skoro wiesz, że czegoś nie ma, to musisz wiedzieć, czym jest to, czego nie ma! Powiedz, co rozumiesz pod pojęciem ‘prawda absolutna’, skoro głosisz, że jej nie ma!

Najprostszy przykład: gdy odpowiadamy pytającym dzieciom, że niestety „krasnoludków nie ma na świecie”, to mówimy, że w rzeczywistości fizycznej nie istnieją – znane z bajek – małe ludziki w czerwonych kubraczkach z siwymi brodami. Ale nie możemy ogólnie twierdzić, że nie ma ZZZZ, bo nie wiemy, czym ZZZZ jest, czyli nie wiemy, czego nie ma i nie wiemy, gdzie nie ma tego, czego nie ma i jak nie ma tego, czego nie ma.

Nie drążąc już tego tematu (będącego przedmiotem moich książek1,2), zapytam z innej perspektywy:

Do czego potrzebna jest prawda? I od razu odpowiadam: prawda potrzebna jest do podejmowania decyzji. Jeżeli mam zamiar skoczyć do głębokiego basenu, to mogę to sensownie zrobić tylko wtedy, gdy zdobyłem prawdziwą informację, że w basenie jest woda.

Nie potrzebuję absolutnie dokładnej informacji o tym, ile litrów wody jest w basenie, nie muszę też wiedzieć, ile jest wody w wodzie.

Zadowalam się tym poziomem prawdziwości, który zapewnia mi bezpieczeństwo. Bo jak tam nie będzie wody wcale, to się zabiję lub połamię na betonowym dnie. Tę informację mogę zdobyć sam, sprawdzając najpierw, co tam mamy w basenie, ale w większości codziennych zdarzeń polegam na informacji zdobytej w inny sposób. Niemal cała nasza wiedza pochodzi ze źródeł pośrednich. Coraz więcej wiemy, ale coraz mniejszą część tej wiedzy możemy potwierdzić osobiście.

Międzymordzie

Jeżeli informacja mówi o stanie rzeczy tak, że rozumiem ów stan zgodnie z faktem – wtedy informacja (np. o wodzie w basenie) jest prawdziwa. Jeżeli niezgodnie – informacja jest fałszywa. Jako inżynier informatyk uzupełniłem definicje Platona, Arystotelesa i św. Tomasza pojęciem informacji odebranej, przyjętej i zrozumianej. To na wzór komunikacji między komputerami. Nie wystarczy, by nadawca poprawnie komunikat sformułował. Ktoś (coś) musi ten komunikat odebrać w sposób dla siebie zrozumiały. Zawsze też między nadawcą a odbiorcą funkcjonuje jakiś interfejs, czyli międzymordzie, które w świecie ludzkim nie zawsze działa sympatycznie.

Prawda istnieje, ale nie – jak krzesło czy burak – materialnie, lecz w przestrzeni informacyjnej. Dzięki temu możemy podzielić wszystkie istotne dla naszych decyzji informacje na takie, które pozwolą podjąć decyzję poprawnie uzasadnioną i takie, na podstawie których nasza decyzja może mieć co najwyżej wartość przypadkową.

Dopowiadam, że prawda i fałsz to atrybuty: aletyczne informacje o informacjach (‘aletyczny’ – mający związek z prawdą, z gr. ‘aletheja’).

Teraz już widzimy, dlaczego aletyczni negacjoniści rzucili się na prawdę, dlaczego wciskają swoje międzymordzie między wódkę a zakąskę i twierdzą, że wody nie ma w krasnoludkach. Neosofistom chodzi o to, żebyśmy ogłupieli i w różnych sprawach podejmowali decyzje nieoptymalne, a co najmniej – niestabilne. To mają być decyzje, które w tej czy innej sprawie mogą nawet być dla nas początkowo miłe i użyteczne, ale w ostatecznym rachunku mają realizować interesy cudze. Jeżeli w decyzjach nie polegamy na prawdziwych informacjach, lecz na rzucie monetą – liczmy się z kosztami. Poważnymi. Bo po kłamstwie przyjdą żądania. I będzie za późno, by się przed nimi obronić, wszak decyzję przeciw własnym interesom już sami dobrowolnie podjęliśmy.

Informacja dla decyzji

Wiedza naukowa, podobnie jak język, nie jest wytworem indywidualnym. Przez tysiąclecia tę wiedzę tworzyli wielcy uczeni, dziś często zastępowani przez wielkie zespoły ludzi lub komputerów, bo odpowiednio zaprogramowane komputery – na podstawie dużych zbiorów informacji prawdziwych – już same wytwarzają nowe składniki prawdziwej wiedzy.

Ta wiedza może dobrze służyć ludzkości, np. w walce z chorobami. Może też służyć źle, np. do inwigilacji naszych zachowań handlowych czy internetowych. Niebezpieczeństwo narasta, gdy o naszych działaniach KTOŚ wie więcej i prawdziwiej niż my sami.

Wszak nikt z nas nie pamięta, co najczęściej kupuje np. w piątki i jakiego rodzaju filmy ogląda na początku każdego miesiąca. To są dla nas informacje nieważne, ale dla kogoś, kto nas śledzi – ważne, bo wraz z innymi prawdziwymi o nas informacjami kreują pewien nasz obraz z wyraźnym określeniem punktów słabych, nadających się do zaatakowania.

KTOŚ zbiera o nas i kumuluje w chmurze informacje: prawdziwe! To działa jak bezpieka w komunie, jak wywiad na wojnie. Bo też na naszych oczach toczy się wojna nowej generacji: wojna światowych oligarchów przeciwko całej ludzkości. Na razie zbierane są informacje prawdziwe. Ale za informacjami zawsze idą decyzje! Pół biedy, gdyby jeszcze te informacje o nas zbierał nasz własny rząd. Jakieś tam nadużycia są nieuniknione, ale świadomość, że demokratyczne rządy są często zmieniane, chroni zbieraczy informacji przed poważniejszymi przestępstwami.

Ale to nie rządy rządzą chmurą. I tam nie ma demokratycznej rotacji. Jest piorunobicie! Jest oligarchiczna kontynuacja dostępu i kumulacja wiedzy prawdziwej o naszych siłach i słabościach (z zastrzeżeniem terminologicznym: ‘oligarchia’ – to nazwa pewnej grupy, wyodrębnionej ze społeczeństwa w starożytności. Dzisiejsza neooligarchia wymagałaby nowej nazwy, wydobywającej istotę nowej władzy).

Neosofiści są aletycznymi atletami, walczącymi o władzę dla neooligarchów. Solidne badanie i poprawne nazwanie tego procesu wymaga nowych metod i nowej terminologii. Jest prowadzone w innym miejscu.

Pole walki

Spójrzmy teraz na pole walki. Z jednej strony mamy gawiedź, która nic nie wie o przeciwniku i w swoim gronie snuje różne na ten temat opowieści. Z drugiej strony stoi karne wojsko, które wie wszystko, co potrzebne, o każdym składniku wspomnianej gawiedzi.

Gdy przyjdzie do konfrontacji… kto zwycięży? Oczywiście – nie wiemy nic o poszczególnych rozstrzygnięciach, ale w dużej masie zdarzeń na pewno zwycięży statystyka.

Należące do niewidzialnej sieci NGO-sy są zakładane i początkowo opłacane przez różne fundacje Sorosa, a następnie powoli wyrabiają sobie pozycję głównych beneficjentów programów rządowych i samorządowych. Gdy technologia pozyskiwania pieniędzy publicznych na cele ideologiczne zostanie w jakimś kraju czy mieście opanowana – np. poprzez obsadzenie swoimi ludźmi ośrodków formułowania programów i kanałów dystrybucji grantów – wielki „filantrop” otwiera swoje ideowe ekspozytury w kolejnym miejscu.

91-letni George Soros już powoli odchodzi z tego świata i nie zdąży podjąć żadnej decyzji o globalnym znaczeniu. Ale pozostaną po nim organizacje pozarządowe i programy z przymiotnikiem ‘otwarty’ w nazwie lub w metodzie, np. ‘open society’, ‘otwarty dialog’, ‘otwarty komunikat’, ‘katolicyzm otwarty’ itd. Celem całej sieci jest totalna indoktrynacja przy wykorzystaniu terroru psychologicznego i fizycznego, za pomocą kolejno zdobywanych przyczółków władzy medialnej, poprzez zdominowanie sądów, uniwersytetów, przekazu internetowego itd. Ogólnie chodzi o to, żeby „mądra” mniejszość żyła z pracy „głupiej” większości.

Neosofiści mają więc pilnować, by w ustrojach demokratycznych głupsi zawsze głosowali na mądrzejszych. I żeby głupsi zawsze byli głupsi. Takie przesłanie pozostawi po sobie wielki – za przeproszeniem – „filantrop”.

1 Jarczewski A., Prawda po epoce post-truth, Wydawnictwo Naukowe Śląsk, 2017.

2 Jarczewski A., The Verbal Philosophy of Real Time, Cambrigde Scholars Publishing, 2020.

Artykuł Andrzeja Jarczewskiego pt. „Neosofiści” znajduje się na s. 4 majowego „Kuriera WNET” nr 83/2021.

 


  • Majowy numer „Kuriera WNET” (wydanie ogólnopolskie, śląskie i wielkopolskie wspólnie) można nabyć kioskach sieci RUCH, Garmond Press i Kolporter oraz w Empikach w cenie 9 zł.
  • Wydanie elektroniczne jest dostępne w cenie 7,9 zł pod adresami: egazety.pl, nexto.pl lub e-kiosk.pl. Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.
Artykuł Andrzeja Jarczewskiego pt. „Neosofiści” na s. 4 majowego „Kuriera WNET” nr 83/2021

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Lisicki: Powstaje społeczeństwo, w którym ludzie będą poddawani coraz większej tresurze przez inżynierów społecznych

Redaktor naczelny tygodnika „Do Rzeczy” o słowach Jarosława Gowina ws. negocjacji unijnych, ideologizacji mediów i tym, jaki świat szykują dla nas George Soros i Marta Lempart.

Jest to rozbrojenie własnej strony.

Paweł Lisicki komentuje słowa Jarosława Gowina o możliwości kompromisu ws. warunkowości wypłat środków unijnych, Przyznaje, że w trakcie negocjacji faktycznie teoretycznie możliwy jest kompromis. Mówienie o tym w tym momencie jest  jednak osłabianiem własnej pozycji negocjacyjnej, przez stwierdzenie de facto, że

Będziemy walczyli, ale tak nie do końca.

Mamy do czynienia, jak ocenia redaktor naczelny tygodnika „Do Rzeczy”  z ukłonem wobec krajowego elektoratu umiarkowanego,  który obawia się możliwości utraty środków zapisanych w nowym unijnym budżecie.  Jarosław Gowin mógł wypowiadać się jednak w imieniu rządu, który daje w ten sposób znać o swej gotowości do ustępstw.

Redaktor naczelny mówi również o uznaniu przez „Financial Times” Martę Lempart za jedną z najbardziej wpływowych kobiet 2020 roku.

Widzimy jak kreuje się chory, absurdalny wizerunek Polski.

Dziennikarz bardzo krytycznie ocenia ruch brytyjskiego tytułu. Wskazuje, iż kiedyś mógł wierzyć w rzetelność gazet takich jak Financial Times. Obecnie zaś

Te media stały się częścią machiny orwellowskiego świata.

Ponadto nasz gość komentuje coraz bardziej prawdopodobne zwycięstwo Joe Bidena w wyborach prezydenckich w Stanach Zjednoczonych. Ironicznie przedstawia jego zapowiedzi zmian w USA.

Joe Biden będzie musiał się bardzo postarać, żeby dogonić Justina Trudea, który dzierży palmę pierwszeństwa jako najbardziej postępowy polityk północnoamerykański.

Stwierdza, że sposób myślenia Marty Lempart jest wciąż marginesem w Polsce, ale w innych krajach jest już większością. Wyjaśnia rolę ideologii LGBT w tworzeniu nowego społeczeństwa. Prowadzi ono do „chorych wyobrażeń niszczących człowieka”.

Powstaje społęczeństwo, w którym ludzie będą coraz mniej szczęśliwi, gdyż będą poddani coraz większej tresurze przez inżynierów społecznych.

Dziennikarz wskazuje, że nie przypadkiem finansiści tacy jak George Soros uważają się także za wybitnych intelektualistów. Zaznacza, iż ideologia może kształtować gospodarkę.

Nowy świat potrzebuje nowej gospodarki.

Nowy porządek to”tyrania doczesności”, w której człowiek będzie bardziej rozwiniętym zwierzęciem, którego głównymi potrzebami są te seksualne. Stanowi zaprzeczenie klasycznych ideałów państwa: Platona, Cycerona i przede wszystkim św. Augustyna, które zaznaczały, że wspólnota polityczna ma wymiar także duchowy. Paweł Lisicki wskazuje na symboliczny wymiar nakazu noszenia maseczek:

W ich oczach maseczka jest dowodem braku wolności.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

Jan Parys: Joe Biden jest bliski ideologii, którą wyznaje George Soros. Wicepremier Gowin wykroczył poza swe kompetencje

Jan Parys o skutkach koronawirusa, polityce Joego Bidena jako prezydenta USA, negocjacjach ws. budżetu unijnego i błędzie wicepremiera Jarosława Gowina.

Zmienia się układ na świecie.

Jan Parys wskazuje, że pandemia wpływa na wszystkie państwa na świecie. Odnosi się do wygranej Joego Bidena w wyborach prezydenckich. Mówi, że kiedy Joe Biden zostanie prezydentem, to stosunki między Polską a Stanami Zjednoczonymi będą chłodniejsze.

Donald Trump się interesował przede wszystkim tym, co się dzieje w Ameryce i interesami amerykańskimi na świecie. Natomiast nie zamierzał nikogo pouczać jak zamierza urządzać swój kraj.

Wynika to z innym podejściem Demokraty w stosunkach międzynarodowych niż Donald Trump. Chodzi o chęć ingerowania Demokratów na czele z Bidenem na rozwój innych państw. Są oni przekonani o jednej drodze postępu na świecie, podobnie jak George Soros.

Cały świat powinien iść jedną drogą i mieć podobne rozwiązania ustrojowe.

Rozwiązania te dotyczącą takich rzeczy jak wychowanie dzieci, LGBT, imigracja, koncepcja rodziny itd. były minister obrony narodowej wskazuje na władzę, jaką dysponują serwisy społecznościowe. Mogą one de facto decydować jakie informacje będą do nas docierać, a jakie nie. Komentuje także negocjacje ws. mechanizmu praworządności. Przyznaje, że

Większość krajów Europy już się pogodziła, że Niemcy są dominującym państwem Unii Europejskiej.

Polska będzie dążyć do tego, by traktat lizboński był przestrzegany. Wicepremier Gowin, jak ocenia, popełnił błąd mówiąc w Brukseli o możliwości kompromisu. Podkreśla, że wicepremier

Wykroczył poza swoje kompetencje.

Jan Parys dodaje, że wyrażone przez Jarosława Gowina stanowiska jest także nieracjonalne, gdyż „albo jest mechanizm praworządności, albo go nie ma”.

Nie ma stanowiska środkowego, kompromisowego.

Dodaje, że „nie ma co się przejmować opinią kogoś, kto nie rozumie interesu Polski” i ma słabe rozeznanie dyplomatyczne.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

Józef Białek: Korzeni LGBT należy szukać w programie ideowym Iluminatów. Idziemy do końca cywilizacji białej rasy

Józef Białek o celach ruchu LGBT, podążaniu śladem pieniędzy, George’u Sorosie, imigrantach i wzroście liczby homoseksualistów.


Józef Białek odpowiada na pytanie o cele ruchu LGBT, które opisał w swojej książce „Czas Sodomy”. Stwierdza, że korzeni tego ruchu

Należy szukać w programie ideowym Iluminatów, którzy stworzyli program walki z Kościołem i Tronem.

Reprezentowali go tacy ludzie jak markiz de Sade, Zygmunt Freud, czy Aleksandra Kołłątaj. Bolszewicką rewolucję seksualną przerwał, jak mówi nasz gość, Józef Stalin.

Józef Białek wskazuje, że w czasach PRL homoseksualiści byli także wysoko postawieni ludzie i nikt ich z tego powodu nie ruszał. Zauważa, że w skutek działań ruchu LGBT odsetek ludzi deklarujących się jako homoseksualiści wzrósł z jednego do trzech procent.

Staje się modne to. […] Dzisiaj wzrasta nam liczba lesbijek, homoseksualistów, jakichś innych zboczeń.

Autor książek zauważa, że ktoś lobby LGBT musi finansować. Zwraca uwagę na Fundusze Norweskiej, których rozprowadzaniem zajmuje się Fundacja Batorego. Budżet tej ostatniej wynosi 200 mln zł, z czego 37 mln pochodzi z Funduszy Norweskich.

To jest cel walki z chrześcijaństwem, to jest cel końca naszej cywilizacji. […] Idziemy do końca cywilizacji białej rasy.

Rozmówca Łukasza Jankowskiego zwraca uwagę na imigrację do Europy w wyniku której przybysze z Południa zastępują rdzenną ludność. Dodaje, że pieniądze na fundacje takie, Fundacja Batorego idą z Nowego Jorku i z Europy „od ludzi tej samej grupy etnicznej”, do których zalicza się George Soros.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

George Soros. Dlaczego miałby nagle wziąć na siebie los ludzkości? / Rafał Karpiński, „Kurier WNET” 63/2019

Co prawda nie ma ani armii, ani policji politycznej, ale nacisk ekonomiczny, medialny oraz kulturowy prowadzi wprost do narzucenia społeczeństwom „wartości”, których w inny sposób by nie przyjęły.

Rafał Karpiński

Soros

Omówienie książki Andreasa von Rétyiego George Soros. Najniebezpieczniejszy człowiek świata, Biały Kruk 2016

W Polsce i na Węgrzech od lat trwa dyskusja na temat roli we współczesnym świecie Georga Sorosa. Jedni uważają go za dobroczyńcę ludzkości, który dużą część swojego, liczonego w dziesiątkach miliardów dolarów majątku przeznaczył na rozwój demokracji poprzez sieć organizacji pozarządowych. Inni widzą w nim cynicznego gracza, który wykorzystuje finansowane przez siebie NGO’sy do tworzenia chaosu i destabilizacji, aby na tym zarobić kolejne miliardy.

Polska była pierwszym krajem z sowieckiej strefy wpływów, w którym George Soros założył fundację należącą do światowej sieci Open Society. W 1988 roku w Warszawie powstała Fundacja Batorego. Na Węgrzech zaś George Soros przyszedł na świat i Węgry były pierwszym krajem skąd, na skutek działalności prawnej i politycznej rządu Viktora Orbána, organizacja Sorosa Uniwersytet Środkowoeuropejski – wycofała się.

Soros – człowiek, który „książkowo” zrealizował amerykański sen – od pucybuta do milionera, finansowy geniusz, który rozbił bank Anglii i na tej operacji zarobił ponad miliard dolarów, od dziesiątków lat pozostaje w centrum zainteresowania mediów jako członek klubu najbardziej wpływowych ludzi świata. On sam umiejętnie podsyca to zainteresowanie.

Ile w tym wszystkim realnego wpływu na bieg rzeczy, a ile kreacji i pychy? Jaki wpływ na przemiany ostatnich 30 lat w naszej części świata – Europie Środkowowschodniej, a w szczególności w Polsce i na Węgrzech – miał George Soros? Na te i wiele innych pytań dotyczących tej postaci spróbował odpowiedzieć niemiecki dziennikarz Andreas von Rétyi w książce wydanej w Polsce przez Białego Kruka pt. George Soros. Najniebezpieczniejszy człowiek świata. Kim zatem jest człowiek, który może decyduje o naszym życiu?

Trudno podejrzewać von Rétyiego o jakąkolwiek sympatię do opisywanej postaci. Tym bardziej, że rozdział o dzieciństwie i młodości Sorosa otwiera ilustracja przedstawiająca obraz niemieckiego malarza Michaela von Zichy’ego pt. Triumf demona zniszczenia. Wątek destrukcji i wywoływania chaosu jako „Sorosowej” metody zdobywania fortuny przewija się przez całą książkę.

George Soros przyszedł na świat w Budapeszcie w zamożnej żydowskiej rodzinie jako Geörgy Schwartz. Jego ojciec Tivadar Schwartz był znanym prawnikiem, pisarzem i esperantystą. Miał niekonwencjonalne spojrzenie na świat, a także niezwykłe doświadczenia życiowe. Podczas I wojny światowej dostał się do rosyjskiej niewoli i został wywieziony na Syberię, skąd uciekł akurat w takim momencie, by stać się świadkiem sowieckiej rewolucji.

Tivadar zmienił nazwisko rodziny w roku 1936 na Szorosz, co w esperanto oznacza „dotrzeć do góry” „wznosić się”. Był to symboliczny sposób na wyzwolenie się z tradycji, religii i w ogóle żydowskości jako takiej, która dla obojga rodziców sześcioletniego Geörga stanowiła swoisty stygmat. Mimo takich zabiegów i wolnomyślicielskich poglądów państwa Szoroszów ich syn, gdy poszedł do szkoły, mógł być przyjęty tylko do klasy żydowskiej.

Dzieciństwo i wczesna młodość Sorosa przypadła na czas II wojny światowej. To w jej tyglu ukształtowała się zasadnicza część osobowości przyszłego miliardera. Na formowanie młodego człowieka przemożny wpływ miał także jego ojciec. „Mimo wymaganego w jego zawodzie szacunku dla praw i zasad, doświadczenie życiowe nauczyło go, że w czasach wielkich przewrotów niektóre po prostu przestają obowiązywać. Wówczas liczyło się przede wszystkim zwykle przetrwanie”. To pozwoliło Tivadarowi nie czuć się ofiarą nazistowskiego terroru. Zresztą jako człowiek zapobiegliwy zabezpieczył rodzinę. Dla porządku należy przypomnieć, że Węgry były w sojuszu z Trzecią Rzeszą aż do roku 1944, a niemiecka okupacja rozpoczęła się nad Dunajem dopiero w marcu tego roku.

Wspomnienia Sorosa z tego okresu mogą szokować. W wywiadach udzielanych wiele lat po wojnie wspominał ten okres jako „czas wielkiej przygody”: „Czternastoletni chłopiec, który mógł przeżyć tak wyjątkowy czas pod nadzorem swojego ojca, którego podziwiał. To wszystko było bardzo ekscytujące.

Tivadar Szorosz był rzeczywiście człowiekiem nieprzeciętnym. Mimo okupacji (rodzina mieszkała już wtedy w ukryciu), przesiadywał całe godziny w kawiarniach na rozmowach z niemieckimi żołnierzami i urzędnikami. Zdarzyło się nawet, że pocieszał niemieckiego oficera, który żalił się, jak bardzo ciąży mu praca przy przygotowywaniu węgierskich Żydów do deportacji. Szorosz senior, wykorzystując swoje nieprzeciętne talenty interpersonalne oraz pieniądze, załatwił synowi opiekę urzędnika z węgierskiego ministerstwa rolnictwa. Dzięki temu młodzieniec nie tylko mógł udawać chrześcijanina, ale dostał pracę w ministerstwie u boku mentora. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że György pracował przy konfiskacie żydowskiego mienia.

„Steve Kroft, amerykański weteran wojny w Wietnamie i ceniony dziennikarz, wieloletni korespondent programu »60 Minutes«, przeprowadził wywiad z Sorosem 20 grudnia 1998 roku. Podczas gdy w tle pokazywano oryginalne nagrania filmowe z deportacji, Kroft pyta: – Widział pan, jak ogromne ilości ludzi transportowano do obozów śmierci? Soros odpowiada: – Tak, miałem czternaście lat i powiedziałbym, że wówczas ukształtował się mój charakter. (…)

W tej rozmowie Soros potwierdził, że „pomagał w konfiskowaniu mienia żydowskiego”. (…) – Czy było to trudne? – Nie, wcale nie. Być może jako dziecko widzi się… być może widzi się powiązania. Ale to było… to nie sprawiało żadnego problemu… żadnego problemu. – Żadnego poczucia winy? – dopytuje Kroft. – Żadnego – odpowiada Soros krótko i zwięźle”.

Ten cytat wydaje się mówić o Georgy’u Sorosu więcej niż wszystkie laudacje na jego cześć wygłoszone podczas nadawania mu licznych doktoratów honoris causa światowych uniwersytetów.

Wojna się skończyła. Węgry zostały wyzwolone przez Armię Czerwoną i wkrótce zaczęły być wchłaniane przez sowieckie imperium. Młody Soros był wówczas zafascynowany dwoma państwami: Wielką Brytanią i Związkiem Sowieckim. Anglia pociągała go, bo wraz z rodziną spędzał długie godziny na słuchaniu radia BBC. Sowieci – bo byli zwycięzcami, byli potężni. Tivadar, mając osobiste doświadczenia z rewolucyjnej Rosji, pomógł synowi dokonać właściwego wyboru. Decyzja zapadła – wyjazd do Anglii. I znowu pomysłowość, upór i spryt Szorosza seniora okazały się nie do przecenienia. Wykorzystując kolejne wyjazdy na konferencje esperanto, którego Tivadar był entuzjastą i popularyzatorem jeszcze z lat przedwojennych, udało się wysłać Geörga do Wielkiej Brytanii, z której ten po prostu nie wrócił. Tu także zmienił brzmienie nazwiska z Szorosz na Soros.

Początki przyszłego magnata finansów nie były łatwe. Młody Soros zarabiał jako ratownik na basenie i obwoźny handlarz. Wtedy też miał przeżyć doświadczenie, które wywarło wpływ na całe jego następne życie. Młodzieniec zbankrutował. Postanowił, że już nigdy w życiu nie dopuści do sytuacji, że upadnie tak nisko. Lecz drzwi do kariery wydawały się zamknięte. Nawet wpojony przez ojca upór w próbach pozyskania pracy w jakimś banku lub instytucji finansowej nie przynosił rezultatów. Jeden z bankowych menadżerów, ujęty wytrwałością młodzieńca, zaprosił go na rozmowę i wyjaśnił, że w Anglii panuje inteligentny nepotyzm, w którym posady w takich firmach, a szczególnie stanowiska kierownicze, otrzymują najzdolniejsi krewni szefów. W tej sytuacji emigrant z dalekich Węgier był na straconej pozycji.

Nawet najwięksi geniusze potrzebują trochę szczęścia w życiu. I szczęście uśmiechnęło się do Sorosa. To, co do tej pory było jego przekleństwem, stało się błogosławieństwem.

Dostał pracę w banku Singer & Friedlander, którego właścicielami – jak przystało na inteligentny nepotyzm – byli emigranci z Węgier, i do tego Żydzi. Lecz w banku zarabiał niewiele i często mylił się w rachunkach. Ciekawostką jest fakt, o którym wspominał sam Soros, że matematyka była zawsze jego piętą achillesową, co nie przeszkodziło mu zostać geniuszem operacji finansowych.

Gdy postanowił rzucić pracę w banku, kolega, Robert Mayer, zaproponował mu przeniesienie się do USA, gdzie jego ojciec rozkręcał dom maklerski i potrzebował współpracownika. Ta rozmowa zmieniła życie Sorosa na zawsze. To w firmie F.M. Mayer rozkwitł jego talent do handlu akcjami i przeprowadzania ryzykownych operacji. Zajmował się głównie papierami europejskimi. „Ograniczał się do względnie nowych i nieznanych segmentów rynku, co wymagało nieco wyczucia i gotowości do podejmowania ryzyka, stworzyło mu to coś w rodzaju pozycji monopolisty. Ponieważ na tych dziedzinach nikt się nie znał, wystarczyło mieć niewielką ilość informacji, na których można się było oprzeć. Dopiero z czasem wykształcili się specjaliści, a wtedy Soros wycofywał się z interesu. Określał się jako pre-ekspert”.

Po trzech latach przeniósł się do firmy Wertheim & Co. Był to początek wielkich zmian w Europie – powstawała Europejska Wspólnota Węgla i Stali („babcia” dzisiejszej Unii Europejskiej). W tej sytuacji Soros jako specjalista od Europy znalazł się w centrum zainteresowania największych amerykańskich rekinów w branży: „Znalazł się w centrum wydarzeń, nawet takie firmy jak J.P. Morgan i inne olbrzymy jadły mu z ręki, gdyż w końcu zaczęli potrzebować informacji o Europie, jakich mógł im dostarczyć tylko Soros”.

Po jakimś czasie prosperity na europejskie papiery skończyła się na skutek wprowadzenia przez prezydenta Kennedy’ego nowego podatku od marży, jednak Soros zdobył już w branży pozycję wysokiej klasy fachowca. Kolejnych kilkanaście lat zajęło mu już „tylko” rozwijanie kariery i zarabianie setek tysięcy dolarów. Kolejny przełom w zawodowym życiu Sorosa nastąpił w roku 1969. Wtedy, wraz z menedżerem funduszy hedgingowych Jimem Rogersem, otworzył własny interes. Rogers podobnie jak Soros lubił ryzykowne transakcje i niemal samobójcze działania. Tak powstał Soros Fund Managment, a cztery lata później sławny Quantum Fund. Do intrygującego przedsięwzięcia od początku dołączyli Rothschildowie, dorzucając swoje „trzy grosze”, czyli kilka milionów dolarów.

Osoby ciekawe wzajemnych powiązań w świecie wielkich pieniędzy i roli, jaką odgrywa tam ród Rothschildów, odsyłam do książki von Rétyiego. Autor przeprowadza tam swoiste śledztwo dziennikarskie, aby wyświetlić wzajemne powiązania finansowe i osobiste między osobami z pierwszej światowej ligi. Poszukując odpowiedzi na pytanie o przyczyny ogromnego sukcesu Sorosa na rynkach finansowych pisze, że „nie da się go wyjaśnić po prostu szczęściem, lecz prędzej dostępem do odpowiednich i unikalnych kanałów informacyjnych, zarówno w ramach zarządu, jak i prywatnie”. Tak mogło być podczas najbardziej spektakularnego wyczynu Georga Sorosa, czyli zakładu przeciwko brytyjskiemu funtowi. Był rok 1992. Europa szykowała się do wprowadzenia wspólnej waluty – euro. Soros stwierdził, że wartość funta jest zawyżona i postanowił zagrać na wycofanie brytyjskiej waluty z europejskiego systemu finansowego. Zainwestował 10 mld dolarów i rozpoczął krótkoterminowy handel na wielką skalę – kupował niemieckie marki, a sprzedawał funty. W wyniku tego ataku spekulacyjnego funt stracił w stosunku do marki 15%, a w stosunku do dolara aż 25% wartości. W efekcie Wielka Brytania wystąpiła z europejskiego systemu walutowego, kraj pogrążył się w recesji, a najwięcej stracili przeciętni brytyjscy ciułacze i emeryci. Soros zarobił na tej operacji niemal miliard dolarów i stał się niekwestionowaną gwiazdą światowej finansjery.

Tak powstał i nadal powstaje finansowe zaplecze Open Society. Ale aby poznać jego podstawy ideowe, musimy cofnąć się do wczesnych lat 50. w Wielkiej Brytanii.

Oprócz zarabiania pieniędzy największą pasją młodego Sorosa była filozofia. Jeszcze zanim zaczął studiować ekonomię na London School of Economics, przeczytał książkę sir Karla R. Poppera „Społeczeństwo otwarte i jego wrogowie”.

„W książce tej, która wedle słów samego Sorosa była dla niego objawieniem, Popper wskazuje na charakterystyczną cechę wspólną narodowego socjalizmu i ideologii komunistycznej: przekonanie, że jest się w posiadaniu prawdy absolutnej, a przecież wedle ludzkiej miary to iluzja. Właśnie z tego powodu obie ideologie musiały opierać się na przeinaczonej stosownie do własnych celów, zafałszowanej rzeczywistości, którą jakiemuś społeczeństwu można narzucić tylko siłą. W przeciwnym razie tych ideologii nie dałoby się w ogóle wprowadzić w życie. (…) W opozycji do nich znajduje się według Poppera społeczeństwo otwarte, czyli takie, które prawdę absolutną z góry uważa za błędną, gdyż nieosiągalną, i dąży do pokojowego współistnienia rozmaitych stanowisk”.

Wpływ tej lektury na Sorosa był tak silny, że prócz ekonomii skończył filozofię, oczywiście jako student samego Karla Poppera. Planował nawet, po osiągnięciu pewnego statusu finansowego, porzucenie działalności zarobkowej i poświęcenie się wyłącznie filozofii. Jednak plan się nie powiódł, bo Soros w założonym terminie kilkakrotnie przekroczył przewidywaną pierwotnie wysokość oszczędności. Napisał nawet doktorat, ale nieusatysfakcjonowany swoimi osiągnięciami w tej dziedzinie, pozostał w świecie finansów. Jednakże stara miłość nie rdzewieje i po latach (i kilka miliardów dolarów później) fascynację ideami Poppera Soros zrealizował (nadal realizuje) w Open Society Fundations.

„George Soros ma wizję. Chce zmienić świat, ulepszyć go – oczywiście zgodnie z własnym rozumieniem tego, co jest lepsze. Jego celem jest przy tym osiągniecie społeczeństwa światowego, w którym pielęgnować się będzie demokrację i wolność wypowiedzi, w którym przestrzegać się będzie praw człowieka i zapanuje sprawiedliwość oraz duch wzajemnego zrozumienia i międzynarodowej współpracy – pisze von Rétyi o celach, jakie oficjalnie przyświecały Sorosowi przy tworzeniu OPS. I pyta:

Dlaczego ten człowiek, który poświęcił całe życie spekulacjom na ogromną skalę i nie zwracał przy tym szczególnej uwagi na innych, miałby nagle wziąć na siebie los ludzkości? Czy nie jest raczej jednym z tych, którzy zaprzedali duszę diabłu i zamiast serca mają w piersi zimny kamień, jak w baśni Hauffa „Zimne serce?”.

Pierwszą fundację Soros założył w roku 1980. Celem było wsparcie czarnych studentów na uniwersytecie w Kapsztadzie, gdzie chciał ufundować dla nich 80 stypendiów. Jednak uniwersytet wydał przyznane środki na zupełnie inne cele. Niezrażony tym Soros rok później rozwinął działalność na terenie Afryki Południowej. Dla porządku przypomnijmy, że w RPA aż do 1989 roku panował system apartheidu, czyli segregacji rasowej, w której murzyńscy mieszkańcy kraju byli traktowani jak obywatele drugiej kategorii. Rok 1980 to także początek wspierania przez Sorosa opozycji w krajach Europy Wschodniej.

Nam, mieszkańcom byłego obozu socjalistycznego, Sorosowe pieniądze na wsparcie polskiej Solidarności czy czechosłowackiej Karty 77 jawiły się jak „boży dar”, który wsparł rozbicie Imperium Zła. Jednak autor książki patrzy na działalność Sorosa z perspektywy interesów Niemiec. Panoszący się w Europie Wschodniej Soros, poprzez swoje fundacje i humanitarne inicjatywy, jawi się jako wielki filantrop i dobroczyńca całych społeczeństw, jednak z perspektywy von Rétyiego jest siewcą chaosu oraz wielkim manipulatorem, który wszystko co czyni, podporządkowuje własnym interesom i zyskom. Jednym z przykładów podanych przez autora ma być destabilizacja Jugosławii, co w konsekwencji doprowadziło do krwawej wojny domowej i rozpadu państwa. To właśnie republiki jugosłowiańskie miały być dla Sorosa poligonem do przetestowania mechanizmu „kolorowych rewolucji”, których ofiarami padły potem Gruzja i Ukraina. Autor książki dowodzi, że w obu przypadkach sponsorowane przez miliardera organizacje doprowadziły te państwa do chaosu, na którym sponsor OSF zarobił swoje. Dla uzupełnienia warto zauważyć, że inni autorzy i badacze najnowszych dziejów Europy inicjatora rozpadu Jugosławii widzą właśnie w Niemczech, które obawiały się potencjalnie groźnego konkurenta.

Jak działają fundacje Sorosa? Oficjalnie zapisanym celom OSF nie można nic zarzucić. Są kwintesencją humanizmu i filantropii, wartości, które porywają, dla których warto poświęcić swój czas i wysiłek, szczególnie kiedy jest się młodym i poszukuje się swojego miejsca w życiu.

Fundacje tworzą odpowiednie ścieżki dotarcia do ludzi, przede wszystkim młodych. Stąd zainteresowanie studentami i uczniami, którym przekazuje się konkretne informacje służące dalekosiężnym celom Sorosa. To przejęcie duszy społeczeństwa, a na pewno duszy jego elit, które będą miały zasadniczy wpływ na kierunki rozwoju danego kraju.

Stąd finansowanie wydawania podręczników i fundowanie stypendiów. Takie działania mają służyć wychowaniu nowego, otwartego społeczeństwa. Inną drogą do tego samego celu jest kształcenie dziennikarzy oraz wspieranie mediów, które są „po linii i na bazie” Sorosowych wartości.

„Poza tym Fundacja wspiera rozwój mediów elektronicznych, niezależne publikacje, jak i pracę niezależnych dziennikarzy. Przy tak licznych działaniach dobroczynnych szybko rozmywa się ich motywacja. Oczywiście można sobie wyobrazić, że wszyscy, którzy byli w ten sposób finansowani, śpiewali na jedną nutę”.

W Polsce taką rolę od maja 1988 roku spełnia Fundacja Batorego. Co ciekawe, powstała ona ponad rok przed kontraktowymi wyborami do sejmu i powstaniem rządu Mazowieckiego. Patrzącemu z perspektywy lat na skład osobowy zarządu Fundacji i jej prominentnych działaczy przychodzi na myśl inteligentny nepotyzm, z którym Soros spotkał się w latach 40. w Londynie, gdy intensywnie poszukiwał pracy i w rezultacie ją dostał.

Niemiecka perspektywa von Rétyiego wyraża się także w jego stosunku do USA i Rosji. Na wielu stronach swojej książki stara się udowodnić, że Soros jest agentem wpływów amerykańskich, a na potwierdzenie przytacza opinie wyrażane na łamach rosyjskiego Sputnika. W innym miejscu udowadnia, że Ludmiła Sawczuk, która wsławiła się dekonspiracją „petersburskiej fabryki trolli”’, tak naprawdę nie była ideową bojowniczką o prawa człowieka w Rosji, lecz uwikłaną w sieć Sorosa agentką. Organizacja zaś, w której działała – „Team 29” – była sponsorowana nie tylko przez Open Society Fundation, ale także inne organizacje powiązane z CIA lub amerykańskim Departamentem Stanu.

Stany Zjednoczone, a szczególnie CIA i powiązane z nią organizacje, wydają się źródłem wszelkich klęsk i wojen, jakie mamy okazję oglądać na ekranach telewizorów przez ostatnie lata. Autor zapędza się w rejony teorii spiskowych, czerpiąc z nich całymi garściami, aby udowodnić, że Soros i George W. Bush grali w jednej drużynie. Podobnych twierdzeń jest w tej książce więcej, a wszystko poparte mnóstwem wydarzeń, nazwisk i nazw organizacji. Tam, gdzie nie da się niezbicie udowodnić tezy, autor pozostawia znaczące niedomówienia.

Inną sferą działalności licznych organizacji związanych z OSF jest działalność humanitarna na rzecz fali migrantów zalewających Europę. Badając ten temat, von Rétyi cytuje tekst Friederike Beck pt. Ośmiornica Sorosa, w którym autorka, powołując się na publikację Policy Assosation for an Open Society (Politycznego Stowarzyszenia na rzecz Społeczeństwa Otwartego) z siedzibą w Pradze pisze, że aby zrealizować wizje jednego rynku, należy usunąć wszelkie przeszkody dla swobodnego przepływu dóbr, ludzi i kapitału: „Migracja jest zatem w oczach superkapitalistów stanem pożądanym (…) by w poszukiwaniu maksymalnego zysku doprowadzić do pełnego panowania kapitału na jednolitym rynku. Choć starania te rozpoczął wyraźnie wybijający się jako osoba Soros, to jednak lobby promigracyjne nie jest osobistym hobby jego i jego przyjaciół, lecz żądaniem rynków i tych, którzy uzyskują na nich największe dochody”.

Dalej autorka zastanawia się nad „ślepotą” członków licznych organizacji proazylanckich, działających w Europie w kontekście swoich mocodawców i sponsorów. Odpowiedź wydaje się oczywista: są to ludzie wychowani i wykształceni na grantach z OSF, czyli prywatna armia zawodowych rewolucjonistów, która ma zmieniać świat wedle wytycznych „wielkiego kreatora” Sorosa. Nie rozumieją oni, że uchodźcy zostali uprzedmiotowieni i posłużyli geopolitycznym celom i spekulacjom na najwyższym poziomie.

Celem wspierania migracji przez Sorosa jest osłabienie państw narodowych Europy (zdaniem von Rétyiego, szczególnie Niemiec). Takie działanie najdobitniej określił Viktor Orbán (od którego poglądów na inne sprawy autor książki się odcina), który nazwał Sorosa i jego OSF siłami bezpośrednio odpowiedzialnymi za kryzys migracyjny. W odpowiedzi Soros za pośrednictwem prasy ogłosił, że jego celem jest pomoc uchodźcom, a granice narodowe w tym przeszkadzają; stąd on i jego organizacje popierają zniesienie wszelkich granic narodowych. W konsekwencji autor książki przypisuje Sorosowi cel, którym dziś otwarcie szermuje europejska lewica z niemiecką na czele, że Europa powinna stać się jednym wielkim państwem, a kryzys migracyjny ma być tylko katalizatorem takiej przemiany.

Zdaniem von Rétyiego władza, jaką posiada Soros i jego ODF sprawia, że Europa zaczyna być zaciskana niczym w potrzasku.

I tu wracamy do „duchowego ojca” Sorosa, Karla Poppera, który pisał, że totalnej ideologii nie można narzucić społeczeństwom w inny sposób, jak tylko siłą. Co prawda Soros nie ma ani armii, ani policji politycznej, ale nacisk ekonomiczny, medialny oraz kulturowy prowadzi wprost do narzucenia społeczeństwom „wartości”, których w żaden inny sposób by nie przyjęły.

Cytaty pochodzą z polskiego wydania: Andreas von Rétyi, „George Soros. Najniebezpieczniejszy człowiek świata”, Biały Kruk 2016.

Artykuł Rafała Karpińskiego pt. „Soros” znajduje się na s. 5 wrześniowego „Kuriera WNET” nr 63/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Rafała Karpińskiego pt. „Soros” na s. 5 wrześniowego „Kuriera WNET”, nr 63/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Cejrowski: Podatek katastralny wymyślił Soros, należy to świadczenie traktować jak kastrowanie

– Podatek katastralny będzie kastrowaniem wielu właścicieli z nieruchomości w takim kierunku, żeby przejęli je bogaci. To pomysł George’a Sorosa, bardzo złego człowieka – mówi Wojciech Cejrowski.

W poniedziałkowej audycji „Studio Dziki Zachód” Wojciech Cejrowski odnosi się do krytyki wprowadzenia podatku katastralnego formułowanej przez Prawo i Sprawiedliwość. Podróżnik zgadza się z opinią partii, stwierdzając, że rokroczne płacenie podatku od wartości nieruchomości doprowadzi do wywłaszczenia wielu Polaków.

Proszę uważać na to słowo. Jak ktoś usłyszy kataster, podatek katastralny, proszę to traktować tak jak kastrowanie. To będzie kastrowanie (…) wielu właścicieli z nieruchomości w takim kierunku, żeby różni bogaci te nieruchomości przejęli.

Cejrowski zauważa także, że tego rodzaju świadczenie zniechęca do remontu mieszkań. Po renowacji posiadłość zyskuje bowiem na wartości, w związku z czym kwota należnego podatku również wzrasta.

Ktoś może nie rozumieć tego, co ja mówię, to niech zrozumie coś takiego. Podatek katastralny zaproponowała Fundacja Batorego finansowana przez Sorosa. To jest zły człowiek, który robi lewicowe propagandy w różnych krajach, ustanawia przeróżne fundacje, które wpychają ludziom LGBT do szkoły. Tak ten facet lubi, tak gospodaruje swoimi pieniędzmi, ale nie jest to dobry człowiek.

Gospodarz „Studio Dziki Zachód” korzystając z faktu, że poniedziałkowy Poranek WNET nadawany był z Bejrutu — stolicy Libanu, nawiązał do izraelskiej Żelaznej Kopuły. Podróżnik pozytywnie wyraża się na temat systemu obrony powietrznej zbudowanego po II wojnie libańskiej z 2006 r. Jest zdania, że w analogiczny sprzęt zaopatrzyć powinna się również Polska na wypadek zagrożenia rakietowego ze strony Rosji.

Wysłuchaj całej audycji już teraz!

A.K.

Prof. Szymanowski: Fidesz uderzając w miliardera Georga Sorosa wygrał wybory na Węgrzech

Prof. Maciej Szymanowski mówi o przebiegu kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego na Węgrzech partii Fidesz, która niejednokrotnie uderzała George’a Sorosa.

 


Miliarder George Soros jest w konflikcie z Viktorem Orbánem. Za negatywne działania Sorosa po upadku socjalizmu i w czasach obecnych na Węgrzech lider Fideszu prowadzi pejoratywną wobec filantropa kampanię, aby zrazić społeczeństwo do tej osoby. Tym samym chce ukrócić wpływy Sorosa na Węgrzech:

Na Węgrzech pojawiły się plakaty, na których byłi Jean-Claude Juncker, a później Frans Timmermans w towarzystwie znanego miliardera z Węgier. Jak wspominał Orban, mają oni ma dużą słabość do George Sorosa, który jest autorem planu sprowadzania do Europy rocznie 5-7 milionów imigrantów. To ma być dobre rozwiązanie dla gospodarki europejskiej.

W wyborach do Parlamentu Europejskiego wygrała koalicja konserwatywnego Fideszu i Chrześcijańsko-Demokratycznej Partii Ludowej (KDNP). Na nią zagłosowało 52,1 proc. wyborców. Drugie miejsce z 16,3 proc. zdobyła Koalicja Demokratyczna byłego premiera Ferenca Gyurcsánya. Do PE po raz pierwszy weszła liberalna partia Momentum z 9,9 proc. głosów. Po 1 mandacie zdobyły koalicja Węgierskiej Partii Socjalistycznej i partii Dialog (6,7 proc. głosów) oraz narodowy Jobbik (6,6 proc.):

Zobaczymy jakie podejście po tych wyborach zastosuje Berlin. Pojawia się pytanie, czy istnieje jakakolwiek możliwość, żeby Fidesz przyłączył się do frakcji, w której jest na przykład Marie le Pen, czy Alternative Fur Deutschland.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T. / A.M.K.

Polak Węgier dwa bratanki. Relacje polsko-węgierskie są dobre. Łączy nas nie tylko historia, ale o wiele więcej [VIDEO]

Marcin Bobiński, attaché prasowy w Ambasadzie RP w Budapeszcie opowiada o stosunkach bilateralnych między Polską a Węgrami, o sytuacji gospodarczej, oraz o uczelni George’a Sorosa na Węgrzech.

– Opozycja nie ma w tej chwili ani jednego zdecydowanego lidera, nie ma również partii, która w sondażach odnotowywałaby znaczące wzrosty. Ta sytuacja na Węgrzech utrzymuje się już od kilku lat- od objęcia władzy przez Fidesz. Na obecną chwilę w tym roku mamy wybory do Parlamentu Europejskiego i wybory samorządowe. Wygląda na to,że nic się nie zmieni – mówi Marcin Bobiński, attaché prasowy w Ambasadzie RP w Budapeszcie. Dodaje, że Wiktor Orban rządzi bardzo sprawnie.

– Relacje polsko-węgierskie zawsze były dobre, bez względu na to, kto rządził. Teraz jesteśmy blisko siebie, mamy w obu krajach rządy prawicowe, jesteśmy członkami Grupy Wyszehradzkiej oraz współpracujemy z ramach Unii Europejskiej – opowiada gość Poranka WNET. Jako jeden z przykładów współpracy attache prasowy w Ambasadzie RP w Budapeszcie wymienia chociażby projekt Via Karpatia-  budowana etapami europejska międzynarodowa trasa, która ma połączyć wschodnie Węgry z Polską przez Słowację. Na Węgrzech budowa ta ma zakończyć się w 2022 roku.

Jak wyjaśnia Bobiński, mamy bardzo dobre dyplomatyczne kontakty z Węgrami. Jeżeli chodzi o Węgierską gospodarkę to dominujący jest przemysł motoryzacyjny. Węgry mają ponad 4 proc. wzrostu PKB  i ten wzrost od kilku lat utrzymuje się na stałym poziomie. Na Węgrzech rosną płacę ale wciąż brakuje rak do pracy.

Gość Radia Wnet mówi także o uniwersytecie założonym przez amerykańskiego finansistę George’a Sorosa. Rząd nie przedłużył umowy z uczelnią, co skutkuje przeniesieniem rekrutacji na studia akredytowane w USA z Budapesztu do Wiednia.

Uniwersytet środkowo-europejski zadecydował, że nabór na nowy rok akademicki przeprowadzi już w Wiedniu a studia w Budapeszcei będą sukcesywnie wygaszane. Nie wiadomo co jeszcze z całą infrastrukturą budynku – mówi.

Jak dodaje, Soros jest znaną postacią na Węgrzech, tam się urodził, jest obywatelem Węgier, jednak jeżeli dziś przyjechałby na Węgry, mógłby być osobą niepożądaną.

Zapraszam do wysłuchania całej rozmowy!

JN

 

 

 

 

 

Shen: Soros gra o zmianę władzy w Chinach. Jednak nie chodzi mu o sprawy ideologiczne a wyłącznie o ochronę interesów

W cieśninie tajwańskiej znalazły się dwa amerykańskie okręty wojenne, co oburzyło chińskie MSZ. Wcześniej chińskie samoloty wojskowe przeleciały nad Cieśniną Bashi oddzielającej Tajwan od Filipin.


Nasza dalekowschodnia korespondentka Hanna Shen opowiada w Poranku WNET o napiętej sytuacji na Tajwanie. W cieśninie tajwańskiej znalazły się dwa amerykańskie okręty wojenne. Chińskie MSZ wyraziło zaniepokojenie tą sprawą. Przed przypłynięciem okrętów USA zaś kilka chińskich samolotów wojskowych przeleciało nad Cieśniną Bashi, która oddziela Tajwan od Filipin.

Shen komentuje również wystąpienie George’a Sorosa w Davos, gdzie nazwał przywódcę Chińskiej Republiki Ludowej Xi Jingpinga największym wrogiem demokracji. Korespondentka WNET nie wierzy w szczere intencje węgierskiego miliardera. – Nie chodzi mu o ideały, a o ochronę swoich interesów na azjatyckich rynkach. Sorosowi prawdopodobnie zależy na zmianie władzy w Chinach na bardziej liberalno-lewicową – mówi.

Wysłuchaj naszej audycji już teraz!

O. Paweł Cebula komentuje obecną sytuację na Węgrzech oraz opowiada o procesie beatyfikacyjnym Jánosa Esterházy’ego

O procesie beatyfikacyjnym zamęczonego słowackiego parlamentarzysty polsko-węgierskiego pochodzenia, oraz o wielotysięcznych protestach w Budapeszcie opowiada ojciec Paweł Cebula z Węgier

Gość Poranka WNET, ojciec Paweł Cebula, opowiada o życiu słowackiego posła Jánosa Esterházy’ego, którego proces beatyfikacyjny zaczęła właśnie krakowska kuria. Był on działaczem mniejszości węgierskiej w Czechosłowackim oraz w niepodległym państwie słowackim (1939–1945). Esterhazy w 1942 jako jedyny poseł głosował przeciwko ustawie o wysiedleniu Żydów ze Słowacji,za co słowacka prasa zorganizowała na niego nagonkę. Podczas II wojny światowej pomagał Czechom, Słowakom i Żydom w ucieczce i przedostawaniu się na Węgry. Był też przyjacielem Polski i Polaków, również ze względu na matkę, Elżbietę z Tarłowskich.  Po kampanii wrześniowej pomagał w przerzucie polskich żołnierzy na Węgry. Osobiście przewiózł do Budapesztu gen. Kazimierza Sosnkowskiego.

Po wojnie Esterhazy został aresztowany przez NKWD i wywieziony na Łubiankę. Kolejne miesiące spędził na Syberii (w międzyczasie Słowacki Trybunał Narodowy w Bratysławie skazał go na karę śmierci), jednak w 1949 powrócił do kraju. Dostał ułaskawienie, karę zmieniono na dożywocie. Zmarł w 1957 w więzieniu w Mirovie na gruźlicę, której nabawił się podczas zsyłki na Syberię.

W dalszej cześci wywiadu ojciec Cebula komentuje obecną sytuację na Węgrzech, a mianowicie o niedzielnych, wielotysięcznych protestach przeciw zmianom w kodeksie pracy, nazywanym przez opozycyjnych polityków „ustawą o niewolnictwie”. Ojciec Cebula mówi, iż za tymi wydarzeniami stoi George Soros.

Zapraszamy do wysłuchania rozmowy!

mf