Prof. Krzysztof Stopka: Ormianie przybyli do Lwowa z Krymu za panowania Kazimierza Wielkiego

Pośrednicy w handlu z Zachodem i tłumacze w kontaktach ze Wschodem. Prof. Krzysztof Stopka o początkach Ormian i ich przybyciu do Polski. Bogan Kasprowicz o talentach językowych abpa Tedorowicza.

Bogdan Stanisław Kasprowicz przypomina korzenie swojej rodziny w Polsce, które sięgają XV w. Jego przodek Kasper został odnotowany przez Stanisława Balzera jako członek lwowskiej do tzw. rady czterdziestu mężów [organu samorządu miejskiego- przyp. red.].

Później [był] Szymon Rybicka Kasprowicz w roku 1630 poseł nacji ormiańskiej do króla Władysława czwartego w sprawie sporów i wojny religijnej.

Ormianie znani byli jako poligloci. Przykładem jest tutaj abp Józef Teodorowicz, który poza polskim, ormiańskim i łaciną znał także rusiński, francuski i grekę. Tę cechę Ormian docenił już Kazimierz Wielki:

Ormianie mieli wybitne zdolności językowe potrafili się szybko wszelkich języków uczyć, stąd byli używanie przez królów polskich od samego początku […] jako tłumacze, pracownicy sekretariatów królewskich głównie kontaktach ze Wschodem.

Prof. Krzysztof Stopka wyjaśnia, jak napisał razem z prof. Andrzejem A. Ziębą „Ormiańską Polskę”.  Jej geneza wiąże się z wystawą w Muzeum Narodowym w Krakowie w 1999 r. Powstała wówczas książka „Ormianie w Polsce dawnej i dzisiejszej”.

Ta książka się dość szybko rozeszła i stąd ponawiane były próby albo do druku, a później na miarę postępu różnego rodzaju badań, stworzenia nowszej wersji.

Dzieło napisane zostało, jak mówi jego autor, przystępnym językiem, aby mogli się z nim zapoznać nie tylko historycy. Prof. Stopka wyjaśnia, jakie były początki osadnictwa Ormian na terenach ruskich, wokół których narosły mity. Jednym z nich jest to, że osadnictwo to miało charakter rycerski. Zgodnie z nim Ormianie mieli przybywać do Lwowa jako rycerze na zaproszenie króla Daniela, a później Lwa Danielowicza. Jednak jak tłumaczy nasz gość:

Tak naprawdę rzeczywiście Ormianie pojawili się w okresie panowania Kazimierza Wielkiego.

Po przyłączeniu Rusi Halickiej do Królestwa Polskiego Kazimierz III nadał Lwowowi prawo magdeburskie. W przywileju lokacyjnym z 1356 r. Ormianie mieli zagwarantowaną możliwość sądzenia się swym własnym prawem.

Rozszerzenie państwa w kierunku wschodnim umożliwiło kontakty z wcześniej powstałymi wcześniej koloniami genueńskimi na Krymie, a więc otworzyło drogę do handlu orientalnego łączącego rynki wschodnie z Europą Zachodnią.

Przybyli na Ruś Ormianie nie pochodzili bezpośrednio z Armenii, ale z diaspory krymskiej. Wskazuje na to język, jakim się posługiwali, a który współdzielili z Tatarami. Chodzi o język kipczacki, który z ormiańskim nie ma nic wspólnego. Skąd jednak wzięli się Ormianie jako naród? Określenie Armenia pochodzi z języka perskiego, a sami jej mieszkańcy nazywają siebie Hajami, a swój kraj Hajastạnem.

Jeśli chodzi o pochodzenie tych Hajów, to istnieją kontrowersje naukowe. Jedna [teoria] mówi, że gdzieś w VII-VI wieku pne skądś przywędrowali na tereny wschodnie Azji Mniejszej, gdzie istniało państwo Urartu, które przeżywało okres powolnego upadku.

Według innej hipotezy, popularnej we współczesnej Armenii, Hajowie byli rdzenną ludnością Urartu. Starożytna Armenia była ok. dziesięciokrotnie większa od współczesnej, zajmując praktycznie całą wschodnią część Azji Mniejszej. Jej kres położyli w 428 r. Persowie, z których języka wywodzi się nazwa „Armenia”.

Prof. Stopka odnosi się legendy rodowej abpa Teodorowicz, według której metropolita lwowski wywodził się z rodu ormiańskich krzyżowców. Wyjaśnia, że Ormianie byli narodem miejskim, więc chętnie uszlachetniali swoją genealogię:

Arcybiskupi, zwłaszcza w okresie po unii [z Rzymem] nadal starali się tworzyć takie mity pochodzenia od wielkich rodów Armenii i między innymi także od tych rodów królewskich, czy książęcych.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Parys: Słowa Putina są częścią dużej międzynarodowej operacji. Kłamstwo jest zwykłym narzędziem rosyjskich polityków

Od lat relacje polsko-rosyjskie są zamrożone. Słowa Putina wpisują się w Rosyjską narrację oraz ukazują dalszy kierunek polityki Moskwy. Najbliższe lata mają być trudne.


Prezydent Rosji Władimir Putin skrytykował ostatnio wrześniową rezolucję Parlamentu Europejskiego dotyczącą wybuchu II wojny światowej. Stwierdził on, że podstawą tego konfliktu nie był niemiecko-rosyjski pakt Ribbentrop-Mołotow, podkreślał, iż armia ZSRR wkraczając do Polski, nie walczyła z regularnym wojskiem oraz szeroko krytykował Polskę, oskarżając ją o współudział w wybuchu II wojny światowej.

Zdaniem Jana Parysa, socjologa, i byłego minister obrony narodowej, nieprzypadkowe słowa Putina są częścią dużej międzynarodowej operacji, w ramach której Polska ma być jedynie narzędziem. Stosunki polsko-rosyjskie od lat nie układają się pomyślnie, głównie za sprawą naszego wschodniego sąsiada:

Od kilku lat relacje polsko-rosyjskie są zamrożone. Strona rosyjska od kilku lat w sposób bardzo konsekwentny nie chciała prowadzić żadnego dialogu. […] Na początku 2016 roku delegacja MSZ wysłało delegację do Moskwy, proponując dialog na szczeblu technicznym, czyli wiceministrów. Delegacja pozostała bez Rosyjskiej odpowiedni, nie było rewizyty. Z tego co wiemy, była to osobista decyzja Putina, aby ignorować Polskę jako kraj, który prowadzi politykę prozachodnią, proukraińską, samodzielną i nie chce akceptować interesów rosyjskich.

Gość „Poranka WNET” podkreśla, że rosyjscy politycy oraz media od lat próbują fałszować historię i kłamstwa w ich ustach nie są niczym nadzwyczajnym:

Kłamstwo i oszustwo jest zwykłym narzędziem rosyjskich polityków używantym na codzień. Trzeba przykładać do tego wagę, bo tym razem wypowiedział się sam Putin a nie jacyś posłowie czy dziennikarze […] przypomina to pewnego rodzaju salwę propagandową rakiet atomowych wystrzelonych w naszym kierunku, jednak świat nie da się na to nabrać, bo ludzie nadal pamiętają II wojnę światową, nadal żyją jej świadkowie.

Pierwsza wypowiedź Putina pojawiła się 19 grudnia, co oznacza, iż rząd czekał z odpowiedzią aż 10 dni. Jak zauważa Jan Parys, święta mogły zaburzyć normalną pracę niektórych urzędów, ale można było to zrobić „trochę wcześniej”:

BBC, które jest wyrazicielem stanowiska rządu brytyjskiego, reagowało twardo, jednoznacznie i bardzo szybko. Z Polskiej strony były takie cienkie, słabe protesty ze strony niskich urzędników Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Gość „Poranka WNET” popiera oświadczenie, które opublikowała Kancelaria Premiera Mateusza Morawieckiego, w którym możemy przeczytać o kłamstwach Putina oraz m.in. że krytyka traktatu wersalskiego, którą Putin przedstawił, jest krytyką prawa do samostanowienia narodów.

Premier skupił się na płaszczyźnie historycznej, już nie dotykał kwestii prawno-międzynarodowych, które też można by wyeksponować […] Rząd chciał dać tutaj dowód swojej stanowczości używając takich słów [o kłamstwach prezydenta rosji – przyp. red.]. Powinniśmy w tej chwili dążyć do tego, aby upowszechnić prawdziwą wiedzę o przyczynach, przebiegu i skutkach II wojny światowej.

Były minister obrony narodowej ma nadzieję, że polscy naukowcy zdołają w maju, z okazji rocznicy zakończenia II wojny światowej wydać i upowszechnić zbiór dokumentów po angielsku, francusku i niemiecku:

Dokumenty i źródła. Nie może być tak, że najważniejsze prace o II wojnie światowej polscy historycy pisali, będąc na emigracji w Wielkiej Brytanii. Właściwie od czasów Pobóg-Malinowskiego [„Najnowsza historia polityczna Polski 1864-1945” – przyp. red] nikt wielkich prac na temat drugiej wojny nie napisał. Jestem strząśnięty tym, że polskie wydziały prawa i historii na uniwersytetach mają czas atakować rząd, natomiast nie mają czasu przygotować antologii tekstów po angielsku na temat prawnych aspektów i strat w drugiej wojnie.

Jan Parys zauważa, że polscy naukowcy w dużej mierze nie interesują się prawdą, tylko wojną ideologiczną i nie spełniają swojego powołania:

To pokazuje, że są oni kompletnie oderwani od państwa polskiego, nie identyfikują się z Rzeczpospolitą.

Wracając do wypowiedzi Władimira Putina, gość Łukasza Jankowskiego zauważa, iż każdy taki rosyjski krok ma badać wrażliwość opinii publicznej na zachodzie, jej spolegliwość i prorosyjskość polityków zachodnich:

Jeżeli w Polsce mamy polityków opozycyjnych, którzy w tym momencie atakują rząd, to też jest na korzyść Rosji. […] To nie jest moment na to, żeby osłabiać pozycję polskiego rządu, to jest moment, w którym potrzebuje on wsparcia. […] Politycy mogą wewnątrz kraju toczyć spory na temat spraw wewnętrznych, natomiast na zewnątrz trzeba pamiętać, że świat to jest gra interesów.  […] Świat jest konkurencją państw, a nie grą przyjaciół. Nie wolno ustawiać się w roli dywersanta polskiego rządu.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.M.K.